CZERWIEC 2025
-
WIADOMOŚĆ
-
Nikt Cię o zdanie nie pytał, w co wierzysz. Możesz też w boga spaghettiMagdaM. wrote:Ta Gusia to sto procent tak wygląda jak wlasnie opisała a w necie zgrywa super bohaterkę co ciągnie pracę i opiekę nad dziećmi jednocześnie i jeszcze jest super ogarnięta 😂😂😂 az w takie bajki to ja nie wierze ale kreuj siebie nadal w ten sposób
Jejku, laski, wysrywacie się tu jakby tu jakiś toi toi był.
Jak mnie ktoś wkurwia, to z nim nie gadam. Amen
Blondi29, Anabbit lubią tę wiadomość
-
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale ostatnio zaczyna się tu robić jakieś bagienko. Trochę tego nie rozumiem, bo bardzo długo udawało się żeby ten wątek był miejscem do wyrażania swojego zdania i dyskutowania w kulturalny sposób. Tyle razy czytałam jak się w czymś absolutnie nie zgadzałyście, a jednak nikt nikogo nie jechał za to, że jest zadbany albo zaniedbany tylko mówił, że się nie zgadza i szło się dalej. Co to za dziwna moda na napierdalanie na kogoś za to, że prowadzi inny styl życia 🙃Elza1234 wrote:Nikt Cię o zdanie nie pytał, w co wierzysz. Możesz też w boga spaghetti
Jejku, laski, wysrywacie się tu jakby tu jakiś toi toi był.
Jak mnie ktoś wkurwia, to z nim nie gadam. Amen -
Blondi to ja trochę rozumiem Twój dylemat bo ja też mogłabym nie pracować, bo mój mąż ma naprawdę dobre zarobki, ale ja po prostu lubię mieć coś swojego. Nie chodzi już nawet o kasę, chociaż uważam, że kobieta powinna mieć swoje pieniądze, auto itd bo nigdy nie wiesz co się w życiu wydarzy, ale fajnie być w życiu „kimś więcej” niż tylko mama, a napisałaś, że to Twoja wymarzona oferta. A jak wiecie mam fisia na swoje dzieci. I to mi się jakoś nie wyklucza
Z tym płakaniem jak zostawiasz dziecko idąc do pracy to ja już to pisałam, idąc piętro wyżej pracować pierwsze dni mi łzy leciały więc może serca matczyne po prostu tak działają przy tych dzidziusiach…
Sory jak uraziłam wasze ulubione koczki, już nie będę 🫣 no ale to też inaczej, bo ja mimo że „siedzę w domu” to jednak mam jakieś spotkania online, po prostu lubię się umalować założyć jakąś koszulę czy kieckę. Niestety będę tą matką co rano zawozi dziecko do szkoły w szpilkach… bo lubię. No każdy ma jakiś swój styl co tu dużo gadać. Za to mam paznokcie niezrobione od 5 lat bo mi szkoda czasu xdWiadomość wyedytowana przez autora: 14 stycznia, 14:38
Blondi29 lubi tę wiadomość
-
Ile stron naprodukowane od rana 😅
Ja sama nie wiem co z tym żłobkiem zrobić... Nie chce go posyłać jak będzie miał ledwo roczek, ald jeśli chce wrócić do pracy to muszę, bo zaraz po macierzyńskim kończy mi się umowa i żeby mi przedłużyli to muszę pracować. Także nawet zaległego urlopu nie będę mogła za bardzo wybrać.
To są tak trudne sprawy
jeszcze myśli o drugim bobasie i totalnie nie wiem co robić. A czasu na decyzje coraz mniej.
-
Hmmm myślę, że musisz koniecznie poświęcić kilka dni na to,aby to rozwikłać.MagdaM. wrote:Ta Gusia to sto procent tak wygląda jak wlasnie opisała a w necie zgrywa super bohaterkę co ciągnie pracę i opiekę nad dziećmi jednocześnie i jeszcze jest super ogarnięta 😂😂😂 az w takie bajki to ja nie wierze ale kreuj siebie nadal w ten sposób
Kkk77 lubi tę wiadomość
-
U mnie sytuacja wygląda tak, że z racji mojego wieku i kilku innych czynników mój mąż po prostu będzie musiał oddać więcej w podatkach niż ja zarobię. Córka zostanie z osobą, która zna i lubi, a w czasie, gdy będę pracować ona i tak ma drzemki, potem już nie sypia więc nie tracimy aż tyle. No ale serce mi krwawi i dalej bije się z myślami. Jakoś praca stacjonarna na cały etat przed ukończeniem przez dziecko minimum roku to dla mnie trudny tematGusia_ wrote:Blondi to ja trochę rozumiem Twój dylemat bo ja też mogłabym nie pracować, bo mój mąż ma naprawdę dobre zarobki, ale ja po prostu lubię mieć coś swojego. Nie chodzi już nawet o kasę, chociaż uważam, że kobieta powinna mieć swoje pieniądze, auto itd bo nigdy nie wiesz co się w życiu wydarzy, ale fajnie być w życiu „kimś więcej” niż tylko mama, a napisałaś, że to Twoja wymarzona oferta. A jak wiecie mam fisia na swoje dzieci. I to mi się jakoś nie wyklucza
Z tym płakaniem jak zostawiasz dziecko idąc do pracy to ja już to pisałam, idąc piętro wyżej pracować pierwsze dni mi łzy leciały więc może serca matczyne po prostu tak działają przy tych dzidziusiach…
Sory jak uraziłam wasze ulubione koczki, już nie będę 🫣 no ale to też inaczej, bo ja mimo że „siedzę w domu” to jednak mam jakieś spotkania online, po prostu lubię się umalować założyć jakąś koszulę czy kieckę. Niestety będę tą matką co rano zawozi dziecko do szkoły w szpilkach… bo lubię. No każdy ma jakiś swój styl co tu dużo gadać. Za to mam paznokcie niezrobione od 5 lat bo mi szkoda czasu xd
Ale twoja wiadomość mnie utwierdza w przekonaniu, że to nie staje się prostsze przy pracy zdalnej albo przy kolejnym dziecku. Chyba trzeba iść za ciosem i jakoś wziąć to na klatę. Przynajmniej zrezygnuję z koczka na kilka godzin
-
Tanashi, my też dziś rozpoczynamy produkcję prezentów. Wymyśliłam odcisk stóp w masie solnej tak żeby trochę przypominały serce. Na dole dopiszę jakąś dedykację dla dziadków i podpiszę imieniem małej i rokiem. Dorobię dziurki i przeplotę sznurek żeby mogli powiesić na ścianie. Może potem pozwolę jej też umoczyć łapki w jakiejś nietoksycznej farbie i sobie pomaluje te odciski. Musi wystarczyć taki prezent, bo jak mam wydać 50 złotych na brelok, który każdy rzuci w kąt to wolę już zrobić coś sama xd
-
MagdaM. wrote:Ta Gusia to sto procent tak wygląda jak wlasnie opisała a w necie zgrywa super bohaterkę co ciągnie pracę i opiekę nad dziećmi jednocześnie i jeszcze jest super ogarnięta 😂😂😂 az w takie bajki to ja nie wierze ale kreuj siebie nadal w ten sposób
Bardzo mi przykro, że Twoja rzeczywistość nie pozwala Ci nawet uwierzyć, że można inaczej. Mam nadzieję, że się to zmieni i nie bedziesz musiała anonimowo ulewać sobie na obce osoby w necie. Zadbaj o siebie! Życzę wszystkiego dobrego! -
Jakie żale, jak coś jest napisane nie po Waszej mysli to sie rzucacie jak wesz po grzebieniu seriooo wrzućcie na luz
Nie jestem sfrustrowana ale bawi mnie to idealne życie Gusi które nie jest realne bo serio NIE DA sie mieć wszystko tak super zorganizowane jak ona to opisuje
Ściemę wali na kilometr a Wy to łykacie jak pelikany -
Cel95 wrote:Truskawka, dajesz
Narzekam że mi ciężko,chodze w legginsach ale nie mam koczka- jestem team warkocz. Nie czuje się przez to jakaś gorsza od mamy która sie stroi i ma czas na wszystko 🤷🏼♀️ Szanuje każdą z nas,bo każda ma inne doswiadczenia,mozliwosci ale mimo to wszystkie jesteśmy najlepszą mamą dla swojego dziecka ❤️
Odnośnie żłobka. Nie zjedzcie mnie.
Proszę pamiętajcie,źe to tylko moje spostrzeżenia,obserwacja,doświadczenia które zdobyłam po kilku latach pracy i praktyk (5 żłobków).
Nie dla każdego to musi się podobać czy ze mną zgadzać. I nie dla każdego te 'rady' się sprawdzą. Możliwe też że to co pisze jest oczywiste dla wszystkich.
Tak jak piszecie- Adaptacja zaczyna się w głowie rodziców. Musicie Wy być gotowi na oddanie dziecka. Nie płaczcie przy nim z powodu złobka,nie narzekajcie na to,dziecko czuje wasze emocje i udzielają mu się. Opowiadajcie o zlobku,czytajcie ksiazeczki o nim.
Adaptacja - głownie są dwie metody- z rodzicem lub bez.
Wiem,że ta bez rodzica brzmi brutalnie,ale nie jest tak źle. Z doswiadczenia- tak małe dziecko adaptuje się szybciej. Uczy się że w szatni jest pozegnanie i idzie na sale do innych dzieci.
Jezeli jest np tygodniowa adaptacja z rodzicem,to wlasnie troche to miesza bo dziecko oczekuje ze mama zawsze bedzie wchodzic z nim na tę salę i jak okazuje się ze nie wejdzie to jest dodatkowy zapalnik a dziecko pozniej chodzi po sali i jej szuka.
Nie zgadzajcie się też na to,żeby wejsc z dzieckiem na sale i po cichu uciec jak zajmie się zabawą- to jest dla nich szok i płacz. I my równiez stresujemy się adaptacją,nie tylko Wy.
Moze tez byc tak,ze adaptacja idzie super bez problemu i nagle po miesiącu dziecko zaczyna plakac na samo slowo zlobek,nie chce wejsc nawet do budynku- to nie zawsze oznacza ze stalo się coś złego,niektore dzieci zaczynają poźniej czaić że ten zlobek i rozstania z mamą to jednak już bedzie na stałe.
Łatwiej jak tata odprowadza dziecko. Nie ma też co przeciągać pożegnań w szatni,bo to też tylko pogarsza sprawe. Rozebrac,przytulic,buziak na pozegnanie,milego dnia zyczyc i papa. Zawsze tez prosimy aby nie brać w szatni na ręce,żeby tak dziecka nie przekazywać- najgorsze co może być to takie oderwanie od rodzica. Dziecko same na nozkach albo posadzic na laweczce i my sami wezmiemy na ręce.
A po wyjściu proszę nie stójcie pod żlobkiem i nie nasluchujcie czy płacze- no pewnie bedzie płakać,takie przeważnie są początki. Ale to nie znaczy że dzieje się krzywda i trzeba biec na ratunek. Uwierzcie,jak jest źle to my dzwonimy z prośbą o przyjście. Więc nie stać pod oknami ale być w pobliżu przez te pierwsze dni gdyby zdarzyl się taki telefon.
Jak żłobek ma duzo zajęc w ofercie to tez nie do konca dobrze,taki pęd jest wtedy i brak czasu swobodnego dla dziecka. Na zdjeciach to moze wyglada super,ale w rzeczywistosci nie koniecznie.
To co dyrekcja/wlasciciel mowìą o dziecku- to też nie zawsze w to wierzcie. Oni zawsze będą wszystko przedstawiac na różowo. Najlepiej rozmawiać z opiekunkami jesli nie ma ich obok.
Nie wkurzajcie się jak dzwonią że dziecko zle sie czuje i prosimy odebrać.
Często jak rodzice odbierają dziecko,to na widok rodzica zaczyna płakać- to też nie znaczy że stało się coś złego. Jesteście jego bezpieczną przystanią i przy Was dochodzi do wyrzutu emocji.
Słowo klucz to współpraca,nie myślcie o 'ciociach' jak o wrogu 😅
Nie wiem co Wam jeszcze tu napisać,jak macie jakies pytania albo konkretnie coś interesuje to śmiało pytajcie albo piszcie na priv/fb 😉
Nineq, Grzegrzula, Milczotka, xSmerfetkax, Blackapple, Lauraa, Anabbit, KarolaKinga, Ukulele, Margareetka, Szarotka12, kasssia, Werzol, Alex_92 lubią tę wiadomość
-
Wszystko co napisałaś mega do mnie trafia jako dobre rady, serio
Zescreenuje sobie to
Myślałam że napiszesz tu historię pt: płaczce dzieci dajemy babajadze a te niepłaczące chowamy za kotarę 🤣
Cel95, Anabbit, KarolaKinga, Margareetka, Blondi29 lubią tę wiadomość
-
Nineq wrote:Właśnie zastanawiałam się czy jednak adaptacja lepiej jak rodzic gdzieś tam jest czy jednak nie. I to mi rozjaśniło. 😁
Moja idealna adaptacja to Spotkanie z rodzicami i dzieckiem w sali-ale popoludniu,gdy nie ma już innych dzieci. I razem pokazujemy dziecku sale,zabawki.
Nastepnego dnia dziecko zostaje samo na godzinę. Później ten czas jest wydłużany stopniowo.
Dobrze też przyprowadzić najedzone dziecko i odbierać mając jakieś przekąski przy sobie-na początku dzieci przeważnie nie chcą jeść. Jak zaczyna jesc w zlobku to dla nas znak,że dziecko sie adaptuje.
Blackapple, Elza1234, Lauraa, Nineq, Margareetka, Blondi29, Alex_92 lubią tę wiadomość















