Anabbit wrote:
Blondi ja poproszę przepis na naukę samodzielnego zasypiania, bo po powrocie z wakacji chcemy spróbować przenieść ją do łóżeczka w końcu.
To na pewno nie będzie family friendly bliskościowy sposób więc jak ktoś ma inne podejście to proszę bez hejtu 🫣 U nas młoda oprócz krótkiego okresu spała sama w swoim łóżeczku więc właściwie była z nim oswojona. Łóżeczko parzyło ją tylko w okresie regresu snu, a po tym jak mi spadła z mojego łóżka to wróciła w jedną noc do siebie. To my jeden problem mieliśmy już z głowy. Mamy taką swoją mini wieczorną rutynę i się jej trzymamy, choćby skały sraly, bo mała podobno potrzebuje znaków żeby wiedzieć, że jest już pora snu. Wsadzaliśmy ją do łóżeczka i czekaliśmy. Pierwsze trzy dni musiał wziąć mąż, bo ja nie byłam w stanie. Po prostu co chwilę kładliśmy ja w tym łóżeczku, dawaliśmy jej ulubiony kocyk, smoka i czekaliśmy. Pierwsze parę dni wyła, chciała na ręce itp. Tłumaczyliśmy jej, że już noc, że idziemy spać, głaskaliśmy. Przytulaliśmy ja jak już był moment, że faktycznie płakała, a nie tylko protestowała i znowu lądowała w łóżeczku. I tak cały czas. Teraz jak już się unormowało to jesteśmy na etapie, że daje jej mleko jeszcze na rękach żeby się poprzytulała, wkładam do łóżeczka i czekam. Ona sobie tam biega, skacze, a ja siedzę i pilnuje żeby się nie zabiła. Schodzi jej się około godziny, ale zasypia. Aktualnie testujemy ten sposób już czwarty tydzień i jest zero płaczu. Jak widzę, że jest już mega zmęczona to daje jej kocyk i czasem ją położę. Jak wstaje to jej odpuszczam. Siedzę na drugim końcu pokoju, nie mówię do niej, nie patrzę w jej kierunku. Po prostu jestem. W sumie najgorsze jest te pierwsze kilka dni, które trzeba przetrwać. Ale to trzeba obserwować dziecko. U nas mała była względnie gotowa. Pewnie gdyby po tygodniu nie przeszły te przeraźliwe płacze to bym odpuściła. No i ja musiałam znaleźć inną metodę, bo mój kręgosłup po prostu wysiadł. Bywały dni, że nie mogłam wstać z łóżka więc to było do odcięcia na już. No i trzeba umieć odróżnić jęki protestu od płaczu. Ja na te protesty nie reaguję. No i przyznam szczerze, że w ciągu dnia też jest dzięki temu ostatnio dużo lepiej. Mała chyba też załapała, że nie może aż tak wymuszać i szybciej odpuszcza, rzadziej histeryzuje. Oczywiście dalej wymusza i wisi mi na nodze jak to dziecko, ale jest dużo lepiej niż jeszcze dwa tygodnie temu. Ogólnie nauka samodzielnego zasypiania sprawiła, że ja odżyłam i widzę tu same plusy, zero minusów. No, może poza tym, że trwa dłużej