Pamiętniki Czekając i żyjąc...żyjąc i czekając...
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6

30 czerwca 2020, 15:29

Wtorek 15 dc / 35 cs

Po zabiegu. Trochę stresu, nerwów czy wszystko pójdzie dobrze, ale wszystko poszło gładko. Proces zabiegu znany : usg, potem papiery, mierzenie ciśnienia, mąż na oddanie nasienia, i na końcu ja na fotel - samolocik. Męża rola ograniczyła się do oddania nasienia. Nie wszedł ze mną na zabieg. Jego to nie było marzeniem, a ja po prostu nie chciałam towarzystwa. Czekał więc i grał na komórce na zbijanie stresu ;)
Co do technicznych spraw to pęcherzyk jeszcze nie pękł, ale dziś pewnie to się wydarzy, bo od zastrzyku do inseminacji upłynęło 24 godziny. Endo-mendo ok.8,7 mm. Nasienie jakość high, widziałam nagranie na monitorze. Lekarz pochwaliła. Jutro widzimy się na kontroli. Dodatkowe zalecenie to jeszcze dziś wieczorem lub rano współżycie. Co mnie zdziwiło, to po zabiegu nic ze mnie nie "wyleciało". No ale w zasadzie nasienie zostało zaaplikowane do macicy. Miła odmiana.

Drogie dziecko nie płodzimy Cię może namiętnie, długo, w pozycjach z kamasutry i wśród blasku świeć, ale na pewno z miłością, więc zapraszam Cię do Naszego życia. Będzie Ci tu dobrze.


Koszta suma: 2800 zł

3 lipca 2020, 20:24

Piątek 18 dc / 35 cs

Wiem, że zwierzęta czują już od pierwszych chwil, że jest się w ciąży, nie tylko jak jest się już w niej jakiś czas... Byłam dziś u mojego kochanego pieska - synka, który został z moimi rodzicami jak ja wyprowadzałam się do mieszkania ( zbyt duża rasa jak na pobyt w bloku, a rodzice mają dom z ogrodem). Niestety, jego reakcja mówiła wszystko. Włożył nos między nogi, a potem standardowo przymierzyl się do "gwałtów" na nodze. Nie zachowywał się inaczej względem mnie. Był zazdrosny i natarczywy, jak zawsze. Nastawiam się na porażkę... Tak wiem, że dopiero 3 dni po inseminacji, ale nie wiem czemu mam wrażenie że to co się stworzyło, już padło. Najbardziej mi przykro z powodu męża. On tak bardzo chce... Od środy się pyta czy czuje się jakoś inaczej - ciążowo. Nie, nie czuję, nic nie czuję generalnie, choć tak bardzo chce czuć 😒

9 lipca 2020, 09:08

Czwartek 24 dc / 35 cs

Dziś 9 dzień po owulacji. Wczoraj kupiłam test super czuły. Jako, że doskonale wiem kiedy była owulacja - 4 godziny po inseminacji - czułam, a kolejny dzień pokazał wykształcone ciałko żółte, dziś rano postanowiłam wykonać test super czuły z moczu. NEGATYW i w tej kwestii nie sądzę aby się coś zmieniło, biorąc pod uwagę, że b. Dobrze wiemy kiedy co było. Cokolwiek powinno już drgnąć, widać coś niewyraźnego, ale tu piękna biel. Raczej wątpliwa jest nadzieja że coś z testem lub jeszcze beta nie ruszyła... Tu byłby potrzebny cud na odwrócenie tej sytuacji. Mam polecenie wykonać betę z krwi w poniedziałek 13 dni po owu i wtedy odstawić leki ( heh, oni zawsze każą 13 dni po, tak chyba dla bezpieczeństwa, choć znając terminy, śmiało można przecież wcześniej testować) Z pewnością nie będzie zaskoczenia.

Wiem, wiem inseminacja udaje się 1/20 zabiegów, ale mimo swojego pecha, miałam jednak nadzieję. Teraz już wiadomo że trzeba podchodzić do in vitro, ale kurcze boję się. Boję się że się nie uda i te 20 kafli pójdzie w.... Nie ma totalnie żadnej ale to żadnej gwarancji na nic! Nic mi nie mogą obiecać, a ja niczego nie mogę się spodziewać. Pieniądze mogą pójść w próżnie a ja tego nie lubię.... Boję się, nadzwyczajniej w świecie się boję.

11 lipca 2020, 10:17

Sobota 26 dc / 35 cs

Powtórzyłam test. Negatywny. Jutro odstawiam leki. W poniedziałek miałam iść na betę, ale nie pójdę. Miesiączka wtorek-środa, więc jak jakimś cudem nie przyjdzie to wtedy się przejdę.
Plan jest taki:
- po miesiączce wizyta w klinice. Moja prowadząca jest na urlopie, więc nie mogę pójść w standardowym momencie tj 3-4 dc. Wstrzelę się z wizytą na kilka dni akurat przed naszym urlopem
- ten nadchodzący cykl będzie raczej "czystym" bez leków ( mam ich już dość, zwłaszcza że nie potrzebuje ani stymulacji ani ovitrelle, bo pęcherzyki hoduje sama co miesiąc i same mi pękają, więc leki w zasadzie są tak na wszelki wypadek)
- kolejny cykl tj sierpień pewnie na antykach
- wrzesień stymulacja do in vitro - transfer w zależności od decyzji albo świeży albo w kolejnych miesiącach.

Czyli mam nadzieję do końca roku zamkniemy temat ciąży, starania się etc. Wyczerpiemy wszystkie aktualne możliwości med. Aby mieć ze sobą dziecko. Tym samym nie będę mogła sobie zarzucić ze nie spróbowałam. Następnie w przypadku nie powodzenia zmieniam pracę bo tu już trochę się męczę. Doszłam do ściany z rozwojem i tyle, a ja nie lubię stać w miejscu. Potem spełnianie innych marzeń. W przypadku powodzenie... Hmm, w zasadzie w nie nie wierzę. I jakoś nie umiem sobie zwizualizować siebie jako matki. Nie umiem wyobrazić ani w ciąży ani jako matki. Choć bym bardzo chciała...

Mam nadzieję że na jesieni nie będzie kolejnego rzutu z covidem i moja lista zadać zostanie odhaczona i będę w końcu wolna! Nie każda bajka kończy się dobrze. Nie lubię takich bajek ale cóż, trzeba żyć dalej i spełniać się w innych płaszczyznach. Jedne kobiety wygrywają walkę z niepłodnością, a inne nie. Trzeba wiedzieć kiedy przestać. Wpis smutny ale obdzierający z kłamstwa i obłudy pozostawiając prawdę sama sobie. Im szybciej przestanę się rzucać i zaakceptuje fakt że bez dzieci także jestem 100 proc. Kobietą, tym lepiej dla mnie i dla mojego otoczenia.


22 lipca 2020, 15:46

ŚRODA 8 dc/ 36!!! Cs

Miesiączka przyszła punktualnie nie dając nawet cienia szansy. W sumie robiąc test wcześniej zdążyłam już się na nią przygotować psychicznie, choć nie powiem jest mi z tym cholernie trudno ( z kolejną już 35 porażką).

Dziś wizyta w klinice. Jestem bez leków, wspomagaczy etc Reset dla organizmu. Stymulacje w moim przypadku i tak są zbędne - co miesiąc piękny pęcherzyk, czasem nawet dwa. Na lekach osiągamy to samo, więc w zasadzie sensu brak. Ustalenia takie:
1. Dzialamy sami, w 2 fazie cyklu po owulacji włączam jak zwykle estrofem ( pięknie wyeliminował plamienia) plus luteina dopochwową.
2. Na usg - kilka pęcherzyków w lewym ale pęknie pewnie jeden największy, który obecnie ma 11 mm. Endometrium 5,8 mm. Owulacje naturalną mam zawsze 15 dc lub 16 dc, więc jeszcze tydzień. Wygląda wszystko prawidłowo. Jak zawsze... O ironio!
3.Pod koniec cyklu tj. 11 sierpnia, jesteśmy z mężem umówieni na wizytę startową do in vitro. Stawiamy się z wynikiem bety, aby była pewność. Decyzja jest o metodzie in vitro ICSI. Protokół krótki. W moim przypadku duże ryzyko hiperki, więc decyzja o transferze zostanie podjęta na bieżąco - nic teraz nie zakładamy.

Wizyta akurat po urlopie. Będziemy wypoczęci i mam nadzieję że nie będziemy dużo rozmawiać o in vitro... Chcę mieć już je za sobą. Założenie jest takie że próbujemy do 3 razy. Potem odpuszczamy. Nie chcemy korzystać ani z banku spermy, ani komórek jajowych. Adopcja także nie wchodzi w grę. In vitro jest ostatnią szansą.

Cieszę się na urlop. Praca mi doskwiera. Ostatnimi czasy prowadzę dużo kobiet w ciąży i małych dzieci. Bardzo nie lubię przekładać życia osobistego nad zawodowe, więc staram się być w każdym calu profesjonalna. Absolutnie nie daje nic a nic po sobie poznać.
To zrujnowałoby mój wizerunek. Dodatkowo kobiety w ciąży to specyficzna grupa pacjentów 😉 Generalnie są pocieszne, ale hormony niekiedy totalnie przejmują nad Nimi kontrolę. Bywają przewrażliwione, roszczeniowe, humorzaste, płaczliwe i wesołe na jednej wizycie która trwa 1 godzinę 😁 Śmieszne i przekażające jednocześnie. Żeby nie było uwielbiam swoją pracę, ale chyba jestem masochistką 🤔 Na codzień pracuje z tym o czym tak marzę od 3 lat...

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2020, 15:52

13 sierpnia 2020, 11:21

Czwartek 2 dc / 37 cs - CYKL IN VITRO

Nadszedł ten moment. Tak bardzo chciałam tego uniknąć. Po 3 latach starań podchodzimy do in vitro. Klamka zapadła. Naturalnego poczęcia nie będzie. Dziecko poczniemy na szkiełku laboratoryjnym, albo i nie...bo na to też gwarancji nie ma totalnie żadnej. I chyba to mnie najbardziej frustruje. Można mieć rewelacyjne wyniki, owulację, macicę idealną, krótko mówiąc wszelkie warunki do zapłodnienia, wyhodowania i wydania na świat dziecka , a i tak nie będzie się udawało, albo nie mieć warunków, a w tą ciążę się i tak zajdzie. Gdzie tu logika? ?

Co się działo... Byliśmy na urlopie. Było pięknie. Często się śmiałam i udawało mi się nie myśleć o czekającym nas wyzwaniu. Zwiedzaliśmy i bawiliśmy się jak na wakacyjny czas przystało. Po urlopie zrobiliśmy badania potrzebne do zabiegu. I tak ku pamięci co potrzebne ( może też komuś się przyda):

Pełna morfologia - wyniki b.dobre
Badanie ogólne moczu - ok
Układ krzepnięcia - ok
Jonogram - ok
TSH - b. dobrze 0,94
Glukoza - 84
Insulina - 8,1
Oczywiście konieczne jest oznaczenie bety - wynik ujemny
Posiewy; z kanału i z pochwy - oba negatywne, ok
AMH - 5,19 ( 2 lata temu miałam 7 z kawałkiem )

Nie musiałam robić cytologii + usg piersi, ponieważ robiłam niedawno, a wyniki ważne są rok.

Z okazji na moją mutacje MTHFTR C-T hetero dodatkowo zrobiłam badanie:

wit.b12 - 680
wit. D3 metabolit 1,25 tzn.zmagazynowana - 69,50
kw.foliowy - 14,66 - spadł z 17, muszę zatem zwiększyć dawkę
Homocysteina - 6,01

Mąż musiał zrobić posiew nasienia.


I tak we wtorek byliśmy na wizycie startowej. Decyzja podtrzymana o protokole krótkim. Podpisaliśmy stosowne dokumenty i machina ruszyła.... Dziś 2dc pierwszy zastrzyk z Gonalu w dawce 100 jednostek. Wizyta kolejna w klinice w poniedziałek 6dc. i teraz dziewczyny ... Może któraś rozwieje moje wątpliwości, bo ja jakoś się zakręciłam w tych dniach cyklu... Do którego dnia cyklu mam robić ten Gonal? Czy dobrze pamiętam, że go się robi od 2 do 6dc włącznie z tym 6 dniem??

Im bardziej się zastanawiam, tym mam więcej pytań, a im więcej pytań, tym mniej odpowiedzi. I ciągły stres! Od poniedziałku kłopoty ze snem, a jak już usnę, to mam koszmary. Wczoraj obudził mnie mój własny płacz i to nie jakieś tam łkanie, tylko zanosiłam się płaczem. W śnie zmarł mój tata. Rano od razu zadzwoniłam do rodziców. Całe szczęście rodzice cieszą się dobrym zdrowiem i nie mają chorób przewlekłych, ale przestraszyłam się niesamowicie. U nich wszystko dobrze...to tylko sen... Psycha chyba nie wytrzymuje napięcia jednak.

Na początku tygodnia rozmawiałam z szefową. Musiałam przyznać się do in vitro. Zapisywani są do mnie pacjenci, grafik mam wypełniony dość szczelnie na 3 tygodnie do przodu. Musiałam jej powiedzieć, bo będę potrzebowała z pewnością paru dni wolnego tak z dnia na dzień np. punkcja i będzie trzeba nagle ich odwoływać. Kobieta zachowała się super. Trzyma mocno kciuki, a o dni wolne mam się nie przejmować. Poprosiłam ją o pełną dyskrecję. Oczywiście wszystko zachowa dla siebie. Ot co dobre, że w pracy nie będzie przypału.

Bardzo bym chciała by się udało, bardzo...Jednocześnie tak słabo w to wierzę. Niech się dzieje jak los chce.

17 sierpnia 2020, 11:58

Poniedziałek 6 dc - 37 cs - cykl in vitro

Poranna wizyta w klinice. Przed wykonana morfo+prog.+estr. Wyniki jak najbardziej w porządku. Konsultacja u Pani dr : endometrium 7 mm, pęcherzyki większe tj. między 10 - 12 mm sztuk 8 + 4 pęcherzyki mniejsze między 8-10mm. Suma 12 pęcherzyków.
Nie mam żadnych dolegliwości bólowych, jazd psychicznych też brak, ale to się może zmienić, bo dostałam kolejne zastrzyki. Mój brzuch jest bardzo szczęśliwy...

Czuje umiarkowany optymizm. Na więcej mnie nie stać, a i nie chce. Coś rośnie, to dobrze, ale na tym etapie jeszcze tyyyyyle może się wydarzyć.

19 sierpnia 2020, 16:12

ŚRODA 8 dc - 37 cs - In vitro

Dziś kolejna wizyta w klinice. Mimo mniejszych dawek niestety hiperka - 22 pęcherzyki. Endometrium super 8,5 mm. Transferu świeżego nie będzie raczej. W piątek ostatnia monitorująca wizyta. Termin punkcji ustalony na poniedziałek.
Z objawów mam pobolewanie podbrzusza - ale nie jakieś wybitnie mocne i jak siadam to skurcze jajników i w sumie tyle. .. Nie przytyłam, nie mam wzdeć, obwód brzucha bez zmian, nie nabieram wody. Mam łagodną postać, ale nie ma co zachwalać, jeszcze 2 dni zastrzyków...

Ostatnio myślałam o etapach starań naturalnych - te już przeszłam w całości, od początkowego podniecenia, poprzez smutek, złość, frustrację, pogodzenie się z losem, i dalej ponowną walkę już z pomocą medycyny zabiegowej. I tak jestem w miejscu i wydarzeniu in vitro... Tu kolejne etapy stresu: 1. Stres i pytania: czy zareaguje na stymulację? czy będą jajeczka? Ile?
2. Punkcja: ile komórek w tych pęcherzykach? Ile się zapłodni? Czy w ogóle coś się zapłodni? I czy coś przeżyje 2, 3, 5 dób? Czy będzie co transferować?
3. Transfer : czy na pewno zarodek jest dobry? Czy macica jest przygotowana? Czy endometrium receptywne? Czy się uda zagnieździć?
4. Oczekiwanie na wynik: czemu to tak długo trwa?!!
I ostatni etap załóżmy pozytywny:
5. Ciąża.... - ekscytacja, podniecenia, niesamowita radość, która trwa czytając pamiętniki innych dziewczyn dosłownie chwilę 😉 bo potem kolejne stresy i zapytania, odnośnie bety, akcji serca, wymiarów, badań prenatalnych itd... Itp...

Podsumowanie, my kobiety jesteśmy niesamowite, lubimy mieć o czym myśleć i chyba lubimy mieć problemy 😁 Mamy za dużo połączeń nerwowych w mózgach. Faceci mają swoją szufladkę w mózgu "nic" i potrafią się kompletnie wyłączyć i nie myśleć i przede wszystkim nie układać miliona scenariuszy na wydarzenie, które jeszcze nie miało miejsca. Szczerze zazdroszczę.

21 sierpnia 2020, 16:48

Piątek 10dc / 37 cs - cykl in vitro

Znowu wizyta w klinice. Mam wrażenie, że już znam wszystkie położne. Zresztą wszystkie bardzo miłe i życzliwe. Dziś ostatnia z wizyt tzw stymulacyjnych. Mimo najmniejszej dawki, norma w produkcji 200%. Dziś naliczyłysmy w sumie 28 pęcherzyków, połowa z nich jest mniejszych ok. 13 mm ale nie są spisane na straty. Druga połowa fajne wymiarowo 15-16 mm. Generalnie pani dr robiąc usg wydała z siebie głośne "wow" po czym zapytała jak ja się czuję. W sumie to tak średnio, ale staram się nie narzekać. Dzielnie buzia na kłódkę i liczę, że niedogodności zostaną nagrodzone.

Myślałam że dziś ostatnie zastrzyki a tu dupa... Ostatni - wyzwalający jutro wieczorem, a rano 2 znane mi już. Mam jutro po południu dostać esa z kliniki z przypomnieniem. Serio zdarza sie komuś zapomnieć go wykonać?? Punkcja w poniedziałek rano. Oby wszystko było dobrze. Proszę o wartościowe, zdrowe komórki jajowe, zdolne do podziału. Transferu świeżego nie będzie, więc musimy mrozić. Zgodnie z Waszym sugestiami i bardzo nie fajną historią czekamynadzidzie porozmawiałam dziś o szansach na podhodowanie kilku albo choć jednego zarodka do blastocysty. Pani dr powiedziała że przy pierwszym in vitro tego nie robią, że ufają embiologom, ale mamy wrócić do tematu w dniu punkcji. Może więc się uda wyprosić. Wtedy zawsze to jakaś wiedza. Niby nie każdy zarodek taki sam, ale można już coś tam przypuszczać i zakładać.

Weekend pewnie upłynie na wyczekiwaniu. Poniedziałek i wtorek wzięłam wolny. Chcę na spokojnie wrócić do sprawności psycho-fizycznej.
I takie pytanie do dziewczyn w trakcie stymulacji. Piłyście alkohol? Zalecenia są o nie spożywanie i nie doprowadzaniu się do upojenia alkoholowego - to chyba logiczne nawet. Ja nigdy nie byłam pijana - nawet w zwariowanych czasach studenckich na Uniwersytecie medycznym 🤣Ale przyznam się że podczas stymulacji 3 razy sięgnęłam po 2 kieliszki ( małe 150 ml) wina 11%. Nie mam wyrzutów ale znaki zapytania są. Hm... Piłyście coś?

24 sierpnia 2020, 18:26

13 dc

PUNKCJA

Rano wizyta w klinice. Parę spraw organizacyjnych i na salę zabiegową. Przemiły pan anestezjolog podał mi leki nasenne, coś mówił, o coś pytał, ale zachowałam się bardzo niekulturalnie i zasnęłam 😛 Zanim to się stało na salę weszła moja pani dr - od razu zrobiło mi się lżej - uspokaja mnie ta kobieta. Mrugnela oczami i podeszła do okienka z laboratorium i coś ustalała.

Reszta, w sumie nic niezwykłego i zgodnie z przyjętą procedurą. Do męża wyszłam 2 godziny po punkcji.

Wizyta po punkcji: pobrano 17 dużych pęcherzyków, ale komórki były w 12. Czyli mamy 12 komórek jajowych. Dostałam leki na hiperke, w tym niestety znowu zastrzyki 😭 Jutro mam się spodziewać telefonu od embiologa, podczas rozmowy ustalimy termin oglądania zarodków. Transferu w tym cyklu nie będzie - zgodnie z ustaleniami.

Ogólne samopoczucie kiepskie. Żołądek boli niesamowicie, ale chyba najgorsze są mdłości. Norma przy hiperce. Mimo wszystko wolałabym ich nie czuć tej ciągłej, nieodpartej ochoty na wymioty. Powinno się wszystko wyciszyć między 7 a 14 dni po punkcji. Oby wcześniej...

Niby się cieszę z tych 12, ale statystycznie wiem że jeśli dobrze pójdzie to ostatecznie z tej ilości powinnam się spodziewać około 4-5 zarodków. Tylko kwestia jeszcze ich jakości. Sama zaczęłam trzymać kciuki.

25 sierpnia 2020, 11:13

Wtorek 14 dc

Pierwszy dzień po punkcji, minęła 26 godzina po...
W 25 godzinie po - telefon od embriolog. Informacja - pobrano 12 oocytów, 6 było niedojrzałych, więc nic nie zamrożono 😔 Zaplodniono pozostałe 6 - 1 odpadł na "dzień dobry". Obecnie mamy 5 rozwijających się zarodków. Ciężko przewidzieć ich dalszy rozwój. Nikt wróżką nie jest, więc czekam do czwartku. Rano mam wizytę. Na niej będziemy decydować co dalej - wszystko zależy od tego co zastanę. Albo coś przeżyje, albo nie. Miałam nadzieję na statystyczne 4-5 zarodków, ale chyba się nie uda. Musiałabym mieć ogrom szczęścia aby wszystkie przeżyły i były w dobrej, rokującej klasie "A" lub "B". Czekam do czwartku. Nie wiem. Jestem przygnębiona. Boję się, bardzo się boję, że te przygotowania, leki, zastrzyki, stres, i na końcu pieniążki pójdą w nicość. Nic oprócz płaczu nie zostanie. Ani jeden zarodek, a to połowa sukcesu, bo przecież jeszcze transfer musiałby się udać. Nie ma we mnie ani grama optymizmu.

27 sierpnia 2020, 12:11

CZWARTEK 16 DC - 37 cs (cykl z punkcją)

Miałam dzisiaj sen. Dzwonią do mnie z kliniki, abym nie przyjeżdżała, ponieważ nie mam co oglądać. Wszystkie zarodki zdegenerowały. Po przebudzeniu spojrzałam na telefon - jedno nieodebrane połączenie, pomyślałam "sen proroczy kur*a" ale nie... Telefon nieodebrany od siostry... Ale jeszcze nic straconego... Wstałam, ogarnęłam się, upewniłam się że mam chusteczki w torebce - bo na pewno nie będzie co oglądać, nie chce flikać w rękaw. Ruszyłam do kliniki.

Dziś wizyta u innej pani dr Zygler-Przysucha. Odniosłam wrażenie że to miła, empatyczna kobieta... Albo to wrażenie tylko, bo razem z nią była stażystka. Na usg wszystko tłumaczyła, pokazywała na monitorze. Jajniki się obkurczają, macica też wygląda ok. Pytała o samopoczucie, o to jak reaguje na leki. Następnie mówi " no kochana idziemy oglądać przyszłe dzieci!". Przeszłyśmy do laboratorium. Swoją drogą duże mają to laboratorium. My - pacjenci widzimy niewiele tak na prawdę... Druga połowa za drzwiami "tylko dla personelu".

I nadeszła ta chwila... Trochę śmiesznie było bo Pani dr mówi - "teraz tu Pani usiądzie, na górze jest mikrofon. Połączymy się z embriologiem i ładnie się Pani przedstawi oraz poda swój numer PESEL" Aż się zaśmiałam bo myślałam że żartuję. Sytuacja z rodem ze szpiegowskich filmów ... A To faktycznie... Bylo łączenie i nagle słychać głos. Pani połączyła się na odległość z monitorem i zaczęła pokazywać co widzi u siebie pod mikroskopem. Łączenie "na żywo" Panią słychać, gdzieś jest, ale nie widać. Do sedna... Zaplodniono 6 komórek. Jedna kompletnie nie podjęła żadnych czynności - widziałam na monitorze - faktycznie, pusta, nic. 5 się zapłodniło. Zgodnie z rozwojem 3 doby powinno mieć 8 wyodrębnionych blastomerow. 2 z 5 miały piękne 8, 1 z 5 miał 6. Więc powiedzmy jak Pani dr nazwała bo dopraszalam się o klasę - 2 mają klasę pierwsza, 1 ma klasę 2. Pozostałe 2 są na etapie rozwoju pierwszej/drugiej doby. Będą je teraz obserwować do piątej doby tj do soboty i wtedy embriolog podejmie decyzje. Jeśli przetrwają.

Mamy częściowy sukces. W teorii, póki co, trzy szanse na zostanie rodzicami. Pozwalam sobie na nieśmiały, delikatny uśmiech...

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2020, 12:28

8 września 2020, 09:29

WTOREK 28 dc / 37 cs

Chociaż nie wiem czy ten cykl liczyć, bo był z punkcją. Starań nie było w ogóle, raz że stymulacja, a dwa że po punkcji miałam ogólne bóle stawowo-mięśniowe plus wszelkie objawy z układu limfatycznego, obrzęki, zastoje - po tygodniu zaczęłam chodzić na drenaż limfatyczny, co by wspomóc organizm. Kontynuuje nadal, objawy minęły praktycznie wszystkie, ale bardzo dobrze się czuję, nogi lekkie, niebolesne po całym dniu pracy. Na razie nie chcę tego kończyć 😄 Wiedziałam że to pomaga, ale jakoś nie mogłam się przemóc, bo przecież jestem jeszcze młoda 😉 Cóż, nie ma co oszukiwać, 34 na karku jak nic.

Ostateczne wieści z laboratorium embriologicznego są takie. Zamrożone są 3 zarodki klasy 8A, 8A i 6B - 3 doba. Pozostałe 2, które były pod obserwacją do 5 doby zgodnie z przypuszczeniami embriolog zdegenerowały. Bylo mi przykro, ale spodziewaliśmy się tego, nie wyglądały zbyt dobrze... Mamy więc 3 szansy, zawsze lepiej byłoby mieć więcej, ale cóż. Los zdecydował.

Rzuciłam się w wir pracy aby nie myśleć. I jasne działa, dopóki jestem w pracy. Wychodzę i zaczynam myśleć... Czy aby na pewno powinnam mieć dziecko? Może skoro do tej pory nie mam, jest to jakiś znak? Może byłoby ciężko upośledzone? Badania prenatalne nie dają 100 proc pewności. Plus poród, jakieś powikłania. Może ja się jednak nie nadaję na matkę? Może jest mi tak wygodnie i podświadomie nie chce tego dziecka? Bo jednak z mężem teraz mamy luz, wygodne życie we dwoje, spore 4 pokojowe mieszkanie. Możemy wyjeżdżać kiedy chcemy, nie zwracać uwagi na nic. Chcę się napić w tygodniu lampkę, dwie wina, a proszę bardzo, na zdrowie. Czytanie książek? Czytam ile chcę, nikt mi nie przeszkadza. Cisza, spokój. W mieszkaniu czyściutko, nic zbędnego się nie wala po kuchni, zabawek nie ma, Krzyku i płaczu nie ma. Może ja bym nie zniosla tej zmiany. Może ona nie jest dla Nas już... Ja 34, On 38. Może to już za późno jednak na taką rewolucję? To po jakiego grzyba od 3 lat tak walczę z tą cholerną niepłodnością? Kompletnie wypaczone działanie. Chcę, a nie chcę, marzę, a jednak tak wygodnie. O co Ci mózgu chodzi? O co kobieto Ci chodzi? No i tak właśnie sobie myślę... I myślę, i myślę i tylko mam te myśli, żadnych rozwiązań, tylko głupie, totalnie jałowe myśli. Głupota, a wymagam od siebie konkretnego, twardego zachowania. W obliczu in vitro na próżno szukać u mnie jakiś inteligentnych przebłysków. Hormony chyba rozwaliły system, co doprowadza mnie do szału.

Czekam na miesiączkę. Po niej kilka wizyt w klinice. I decyzja czy będzie transfer. I właśnie jak dochodzę do tego myślami tzn do transferu to mam kolejne myśli 😁 Bo przecież transfer nie równa się ciąży!! A że ja w życiu nie mogę mieć łatwo to z pewnością się nie uda. I tak wykorzystam te 3 szanse, ciąży nie będzie, dziecka nie będzie i zostanę z tą swoją, ciszą, książką, winem, podróżami i mężem. SAMI. Zjada mnie to wszystko od środka. Nie potrafię się wyłączyć. Na zewnątrz twarda, wewnątrz rozsypana kompletnie. Cytując pewnego Pana... "Jak żyć??"

Się rozpisałam, ale wewnątrz aż kipię.

9 września 2020, 20:01

Środa 2 dc

Wczoraj w ciągu dnia dostałam miesiączki. Dzis drugi dzień. Nie wiem jakoś bardzo skąpy ten okres. Myślałam, że się rozhuśta, ale jakoś nie bardzo to idzie. W zasadzie to nawet nie czuję że go mam, a krwi na prawdę niewiele. Dam sobie rękę uciąć, że będzie krótszy niż mój typowy 7 dniowy okres. Efekt stymulacji? Punkcji? Leków? Nie wiem... Może któraś z Was to przeczyta po stymulacji, z odroczonym transferem. Też tak miałyście? Wizyta w klinice w poniedziałek. Niestety u innej pani dr. Moje dwie, które znam są na urlopie. Wracają dopiero pod koniec września. A ja nie chce tracic cyklu. Nie będę czekała z transferem aż wrócą. Zwłaszcza że nie ma gwarancji że to one by wykonywały transfer. Może dopłacę do dr Lewandowskiego - kierownika? Zobaczę.

14 września 2020, 11:19

7 dc - cykl z criotransferem??

Rano wizyta monit przed transferem:

--> endometrium tragiczne 4,7 mm
--> póki co brak pęcherzyka

Transfer miał być na cyklu własnym. Nie wiem, czarno to widzę. Generalnie od kilku miesięcy zmieniłam się w pesymistę.

Kolejny monit w piątek. Może coś sie wydarzy i wszystko zacznie iść jak należy.

Na endometrium standardowo nic nie dostałam - bo estrogeny mogą zaburzyć proces fizjologiczny. Tylko zalecenie witamin +orzechy +wino. Tia... Dzieki.

18 września 2020, 11:48

PIĄTEK 11 dc - cykl z criotransferem???

Czy ja tu kiedyś wejdę aby rzygać swoim szczęściem??

Dziś był kolejny monit przed ewentualnym criotransferem. Ja nie mogę mieć zbyt łatwo. Chcesz mieć dziecko, robisz wszystko, starasz się z medycyną, a życie i tak wie swoje. Śmieje się w twarz i mówi " i tak to Ci k*wa nie pomoże".
Fakty z monitu:
--> endometrium ciągle tragiczne, w najszerszym miejscu 5,5 mm
--> jest pęcherzyk 11 mm w prawym zdecydowanie dominującym jajniku ( lewy jest totalnym leniuchem i bardzo rzadko mam z niego owulacje)
Żarłam, bo to już nie było jedzenie orzechy brazylijskie+migdały. Wino czerwone wytrawne kieliszek był. Na obiad było częściej niż zwykle czerwone mięso. Sport jak zwykle w częstotliwości 2/3 w tygodniu. Nic nie działa, no nic. To jedna wielka ściema. Będę kontynuowała to "leczenie" + kupiłam l-argininę, bo jak już coś robię to do końca.

Jedyne bardzo ładne endometrium miałam w poprzednim cyklu - przy punkcji. Najwidoczniej muszę być stymulowana estrogenami. Wybrali na mnie cykl naturalny ale chyba sztuczny byłby lepszy. Wróci moja pani dr z urlopu to idę i będę prosiła o sztuczny, bo ten naturalny to całkowita porażka!!

Kolejny monit w poniedziałek. Jestem wkurzona. To nie będzie udany weekend.

21 września 2020, 11:19

PONIEDZIAŁEK 14dc / 38 cs - cykl z crio??

Poranny monit w klinice :
--> pęcherzyk 16 mm
--> endo menda 6 mm

Jestem niezadowolona. Już nie mogę się doczekać powrotu z urlopu mojej prowadzącej. Obecnie niestety jestem skazana na inną panią dr, która jest tragiczna. Dosłownie! Wcale się nie dziwię, że do Niej jedynej nie ma kolejek... Raz na monit trafiłam do kompetentnej pani dr, ale to było jednorazowe szczęście. Teraz nie ma miejsca do nikogo tylko do Niej.
Dziś mówię do Niej, że przecież Ona doskonale wie, że z takim endometrium to nie ma prawa się udać, że zmarnuje bardzo dobry zarodek +ich czas +nasze pieniądze. A Ona na to "no zobaczymy". Uderzam, więc z innej strony i pytam o Jej doświadczenie w takich sytuacjach, a ta " zobaczymy". No rzesz 🤬! Kolejne monity jutro i środa. Na jutro umówiłam się do mojej drugiej przychodni - niestety "zwykli" ginekolodzy, ale czasem mam wrażenie że jednak z dużo większą wiedzą niż Ci "niezwykli".

Ja swoją owulacje obstawiam na 16 lub 17 dc. Fizjologicznie bez wspomagaczy zawsze występuje około tych dni. Jeśli endo nie podskoczy do wartości 8, gdzie crio miałoby w ogóle sens, to rezygnuje z tego cyklu.

22 września 2020, 11:47

WTOREK 15dc - 38 cs / cykl z crio?

Już sama niewiele wiem, co mam robić. Różnica w pomiarach może być, zależy to od operatora, aparatu usg, zatrzymania obrazu w odpowiednim miejscu, ułożenia pacjentki etc ale dziś różnica jest spora.

Monit - sprzęt ten sam co w klinice niepłodności, inny operator, inna pozycja badania:
--> pęcherzyk 19,4 mm
--> endo menda 7,5 mm

Czyli owu zgodnie z moją fizjologią najpewniej jutro?? Tak obstawiam. Jutro też wizyta - monit w klinice nieplodnosci. Najpewniej jutro się wszystko wyjaśni odnośnie transferu.

24 września 2020, 21:44

CZWARTEK 17 Dc / 38 cs - cykl z criotransf.?

Wizyta w klinice. Pęcherzyk w końcu się ze mną pożegnał 😄 Endo menda na dnie macicy ma niecałe 7 mm, generalnie trochę ponad 8 mm. Zdecydowaliśmy się na transfer. W związku z tym dr przepisała leki za kurcze 500 zł na poprawę endomendy. Będzie kilka faz.

Faza I - w sobotę po poludniu rozmrażamy 3 dniowy zarodek.
Faza II - w sobotę klinika czynna do 14 a skoro rozmrażamy po południu, to transfer się nie odbędzie
Faza III - w związku z powyższym jeśli zarodek rozmrozi się prawidłowo będzie obserwowany do rozwoju blastocysty, jeśli przeżyje to nastąpi...
Faza IV - transfer - ustawiony na poniedziałek na godz. 8 rano.

Sporo faz i sporo rzeczy do spartaczenia. Boję się, ale nic nie mogę zrobić.

Zastanawiam się nad zażyczeniem sobie embrioglue. W zasadzie większość artykułów med. Obala jego skuteczność tzn. Wniosek jest taki że liczba ciąż jest większa, ale porodów już nie. Nie wiem więc czy go brać.

Błagam, aby wszystko poszło dobrze 🙏 Już mam dość tego pecha przedciążowego.

28 września 2020, 12:26

Poniedziałek 21 dc / 38 cs

O 8 rano odbył się transfer. Zarodek w sobotę szczęśliwie się rozmroził i zaczął ponownie się rozwijać - dzielić. Mam na pokładzie blastocyste w fazie 3. Podobno rokującą dobrze. Sam transfer średnio przyjemny, przynajmniej początek. Mam wąską szyjkę, a i rozwieranie wziernikiem zawsze nie należy do przyjemnych odczuć. Ale to wszystko nieważne. Po transferze leżałam ze 3 minuty na fotelu, a następnie opuściłam klinikę. Ach no i dostałam zdjęcie! Piękna ta blastocysta 😉

Teraz czekamy. Nic innego nie pozostaje jak mimo złych doświadczeń, mimo pesymizmu w tej kwestii, jednak mieć nadzieję, że zakończy to się szczęśliwie.
‹‹ 2 3 4 5 6
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego