Pamiętniki Czekając i żyjąc...żyjąc i czekając...
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8

20 stycznia, 22:03

Dzień cyklu - po owulacji któryś tam.... Cykl starań - dużo za duży...

Mam wyniki wszystkich badań!! Juhu, zdążyli...Bo już była bardzo realna szansa, że się nie wyrobią w Synevo z testem CBA, ale obiecali wyrobić się do dwóch tygodni. Wizyta u immunologa za tydzień w środę. Oprócz limfocytów T - których jest za dużo, a sumarycznie limfocytów jest za mało oraz komórek NK ( 15%) większość chyba jest ok - ale to moje niewprawne oko. To co jest bardzo, ale to bardzo zastanawiające to liczba strzałek w górę i w dół w teście CBA. Same praktycznie strzałki! Czarna magia!! Wiem, że można być w przewadze TH1 lub TH2, ale jak to ma się do moich wyników to już kompletnie nie wiem...

Przepiszę wyniki...Może któraś pomoże, wie z własnego doświadczenia?

Interferon Gamma 207 strzałka w dół
TNF alfa 2065 strzałka w górę
interleukina 10 - 504 strzałka w dół
interleukina 4 - 24 ok
interleukina 5 - 6 strzałka w dół
interleukina 2 - 91 strzałka w górę
wskaźnik ifn/il4 - 8,6 strzałka w dół
wskaźnik tnf/il4 - 86 ok
wskaźnik ifn/il 10 - 0,4 strzałka w dół
wskaźnik tnf/ii10 - 4,1 strzałka w górę

Moja pierwsza myśl jak to zobaczyłam?? Boże umieram.... hahahaha. Nie wiem...Czy będzie z tego dziecko?

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia, 23:13

21 stycznia, 11:22

To była beznadziejna noc... Do północy przeglądałam artykuły medyczne, zaliczyłam też fora immunologiczne. Skutek taki, że niewiele spałam. Plątałam się po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, w głowie zatrzęsienie myśli. Mąż spał snem sprawiedliwego w sypialni. A ja trochę w kuchni, salonie, trochę w gabinecie, i dużą część czasu w pustym pokoju, który miał być dziecięcy. Stoi pusty...nadal...
Esperanza dziękuję, że odpisałaś, dokładnie to samo wyczytałam w artykułach i niektórych forach. Mam tragicznie niską ochronę zarodka. Generalnie to nikt przez mój układ immuno nie przejdzie niezauważony. Będzie wychwycony, zamordowany i wypluty. Wiedziałam, że mam nadreaktywny układ, ale że aż tak? Swoją drogą dziwne, bo też nie mam żadnych chorób autoimmunologicznych, a powinnam mieć przy takich wynikach + limfocyty T zwiększona ilość. Te badania, które mam wykluczyły obecność, ale może mam coś pokarmowego, a o tym nie wiem?
Z niecierpliwością czekam na środową wizytę. Boję się, że w trakcie pandemii nikt nie będzie chciał mi przepisać leków obniżających odporność, a w lutym miał być transfer ostatniego zarodka. Swoją drogą nie wiem czy modulacja jest aż taka szybka, aby wystarczyło brać leki w tym samym miesiącu co transfer i by to zdało rezultat w postaci pozytywnej bety i ciąży.

Za dużo pytań a za mało odpowiedzi. Boję się, boję się, że to po prostu nie zda egzaminu. Nawet z ewentualnym leczeniem. Bo przecież sam układ immuno to nie wszystko...jeszcze endometrium, z którym też jest problem, odpowiednie stężenie hormonów. Ech...

27 stycznia, 21:43

Emerycka środa... Najpierw wizyta u immunologa, a potem wizyta okulistyczna z badaniem dna oka i te cudowne kropelki... Atropina...Ciagle nie odzyskałam pełnej ostrości wzroku, dodatkowo mam zawroty głowy i jej bóle. Kiepsko się czuję. Dostałam podwójną dawkę, bo na pierwszą nie było kompletnie reakcji źrenic, a trafiły na pewno do oka.
Immunolog, bo to bardzo ważne. Wizyta trwała 40 minut. Przejrzał wszystkie wyniki, na spokojnie. Generalnie większych zastrzeżeń nie ma. Nie są tragiczne. Gdybym zachodziła w ciążę to by tego nie ruszał, ale ja nie zachodzę, więc wejdzie w modulacje mojej immunologii. Twierdzi, że kobiety z gorszymi wynikami zachodzą w ciążę, ale przychodzą do niego bo ronią te ciąże. Więc immunologia nie jest taka znowu zero-jedynkowa tzn masz kiepskie wyniki to na pewno nie zajdziesz w ciążę. Problemy mogą też zdarzyć się już po w ciągu kilku tygodni. Co do wyników. Nie przyczepił się o dziwo do limfocytów T, a do limfocytów B i do obniżonego białka S. Mam opóźniona jego reakcje co jest ważne w procesie implantacji i ochrony zarodka. Dodatkowo wskaźnik TNF/II 10 jest za wysoki. Ogólny TNF jest też za wysoki co wskazuję na coś zapalnego w organizmie, ale z drugiej strony inne badania tego nie potwierdzają, więc równie dobrze może to być coś pokarmowego, o czym nawet nie wiem. Dla Niego grunt aby nie wynikało z układu immunologicznego. Reszta badań jak najbardziej ok. I co robimy? Jaki plan? Na pewno przenosimy transfer o miesiąc, na marzec.

- - > w lutym mam przyjmować lek Zocor ( lek 1 rzutu na cholesterol 😁, druga tajemna wlasciwosc substancji czynnej to oddziaływanie na wyciszenie układu immunologicznego), mam go brać teraz od 1 do 28 dc

--> cykl transferowy - marzec - wlew z intralipidu na kilka dni przed transferem, a potem drugi po pozytywnej becie.

--> od dnia transferu clexan/heparyna + acard

Teraz suplementy do włączenia :
Colostrum
Wit E
Arginina
+ cała reszta moja ( metyl B12, metyl kw.foliowy, magnez, D3)

Zastanawiam się czy jeden wlew to nie za mało? Zazwyczaj czytałam o 3 tzn na początku cyklu, po owulacji/transferze, i 3 po pozytywnej becie. Ja tylko 1 przed transferem,a potem już po pozytywnej becie. Nie wiem, może to kwestia dawki wlewu? Albo że wcześniej będzie miesiąc z lekiem modulującym? Nie zapytałam.

Co do mojego szczepienia na Covid. Zostawił to mojej decyzji, ale zwrócił uwagę że po szczepieniach trzeba by odczekać około 4-6 miesięcy i po tym czasie na nowo zrobić badania immunologiczne. Postanowiliśmy z mężem, że się nie będę szczepić. Jakby to była kwestia 2 miesięcy do 3 to bym się zastanowiła, a tu 6... + oczekiwanie 1 miesiąc na wyniki badań immuno. Trudno. Ryzyk-fizyk.

Tak, więc co... Czekam... A jakże.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia, 22:01

21 lutego, 18:34

25 dc / 44 cs...

1. Dalej łykam Zocor - akurat opakowanie starcza na długość cyklu 28 dni. Czuję się na nim tak samo jak i bez niego...
2. Proszę, a nawet błagam aby cykl był wyjątkowo krótszy tj ok 26 dni lub aby się spóźnił i przyszedł jakoś 3 - 4 dni później... W newralgicznym terminie jeśli chodzi o kriotransfer mam tygodniowe szkolenie. Nie ma szans na wyjście z niego. Będzie trwał tydzień od 9 do 18. ET klinika robi od 8:30 do 15. Przeniesienie transferu też nie wchodzi w grę ponieważ w kwietniu jest dosłownie identyczna sytuacja. Musiałabym przenieść na maj, a nie chcę, z powodu, o którym napiszę niżej.
3. Byłam na konsultacji w klinice, aby ustalić program na cykl transferowy. Generalnie chyba zaczynam działać na nerwy mojej pani dr. W sumie to wymusiłam cykl sztuczny ( po 1 mój wiek, po 2 lepsza śluzówka, a po 3 cykl zdecydowanie lepszy do kontroli, a ja na serio bede w niedoczasie i nie mam jak jeździć co chwilę na monitoringi). Dodatkowo miałyśmy dyskusje odnośnie rozmrożenie i hodowli do 5 doby, jako że zarodek jest kiepski. Dr zmieniła swoje stanowisko. Tzn powiedziała że nie rekomendowała by tego, ponieważ środowisko w macicy jest bardziej sprzyjające. W związku z tym chce rozmrozić i wykonać CET. Wg mnie powinniśmy poczekać i podhodowac jako że jest najsłabszym trzecim i ostatnim zarodkiem. Dyplomatycznie odmówiła. Dodatkowo jak zwykle troszkę skrytykowała łączenie immunologii z niepłodnością, ale na zakończenie dodała, że mimo wszystko będzie współpracować. Mam takie wrażenie, że to nie był "Jej" dzień. Raczej najmniej sympatyczna wizyta odkad jestem w klinice tj 2 lata.
4. Rozmowa z mężem. Po tym nieudanym transferze robimy przerwę kwiecień +maj i w czerwcu podchodzimy do kolejnej procedury ivf. Już w innej klinice. Rozważamy salve medica w Warszawie. Tam gdzie przyjmuje mój immunolog. Nie wiem czy to dobry czy niedobry wybór. Z pewnością więcej możliwości proponują w diagnostyce. Mam nadzieję, że jak wystąpię z prośbą do Novum to wydadzą mi ksero mojej dokumentacji medycznej.
A jeśli chodzi o życie prywatne to dziwię się, serio się dziwię, bo ten związek na prawdę z dnia na dzień ewoluuje. Mimo tak trudnej dla Nas sytuacji. Mam miłość, mam duże pokłady ciepła, opieki i ogromnego wsparcia ze strony mojego męża. Nie jest idealny, bo któż jest, ale cieszę się że moj mąż jest też moim najlepszym przyjacielem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego, 19:59

27 lutego, 21:37

1 dc / 45 cs

W tym cyklu kriotransfer 3 - Naszego ostatniego zarodka - zamrożony w trzeciej dobie klasa 6B.

Będzie to szalony transfer. W sumie to w pędzie... Poprzednie dwa były spokojne, na luzie z dużymi terminowymi luzami. Drugi był także z kroplówką Atosiban.

Ustalono:
-> Kroplówka intralipid na ok. 3 dni przed transferem
-> transfer
Brak Atosibanu z powodu braku czasu.

Jak ma się udać to się po prostu uda. Tyle.

1 marca, 22:19

Mega problem... Wlew z intralipidu. Mam opcje wykonania na 5 dni przed transferem lub 4. Z tym że 4 przed to już ryzykuje, że gdzieś nie zdążę jak np będzie trwało 3 godziny.

Nie wiem co zrobić... Czy te 5 albo 4 dni to nie za długo przed transferem, coś to da??

Jutro mam dzwonić do immunologa i dać Mu odpowiedź co zdecydowałam. Nie wiem. Cały dzień tłukę się z myślami.

2 marca, 23:30

4 dc / 45 cykl starań

Immunolog zdecydował za mnie 😁 I po co bylo się tak męczyć, ja się pytam 😳 Z tego stresu i myślenia znieczulilam się wczoraj drinkiem z rumem... Choć nie powiem wyciszył i spokojnie zasnęłam. A dziś... Cóż, problem sam się rozwiązał...

Około 14 stej miałam zadzwonić do swojego immunologa i się przypomnieć odnośnie wlewu z intralipidu. Dzwonię, ładnie się przedstawiam, a On "No tak, no tak, super że Pani pamiętała, ale ja też pamiętałem i już Panią umówiłem na 13 dc tj przyszły czwartek na godzinę 9 w klinice. Mnie nie będzie bo będę na wyjeździe służbowym, ale zlecenie jest już wbite do komputera" Myślę sobie ze super, ale zaraz potem pytam się Jego... Czy to nie za wcześnie, bo transfer albo w poniedziałek albo wtorek czy nie lepiej później ( choć później to logistycznie tragedia, ale nic pytam, bo to przecież istotne), na co On "Proszę nie wariować i nie wymyślać, 5 dni będzie akuratnie, a potem co 2 tygodnie od momentu pozytywnej bety" I jakoś mnie chłop uspokoił. Po prostu jakoś to będzie... Będzie to co ma być.

Dziewczyny i Wam bardzo dziękuję za odpowiedzi. Można na Was kobity liczyć. Dzięki!

9 marca, 12:51

11 dc / 45 cs

Wczorajszy dzień był straszny. Jadąc do pracy odebrałam telefon, że pacjentka, którą przyjmowałam w poniedziałek - UWAGA zeszły poniedziałek, tydzień temu, ma koronawirusa. Mam się wracać do domu i dzwonić do sanepidu, do konkretnej Pani zajmującą się tą sprawą. Myślę sobie zajebiście!!! przecież ja mam wlew w czwartek, od piątku tydzień drogich szkoleń - nie zwrócą pieniążków, bo zbyt późna rezygnacja, a na początku tygodnia transfer! Dzwonię do sanepidu.

Na dzień kobiet dostałam kwarantanne z terminem wstecznym... tzn. wpisała mi ją od 2 marca czyli od wtorku zeszłego tygodnia!! do tego czwartku do północy. Tłumaczę, że ja jestem w trakcie leczenia, czy można coś zrobić. Nie powiem debatowałyśmy długo nad rozwiązaniami, Pani bardzo chciała pomóc, była bardzo miła i empatyczna, ale suma sumarum niestety do czwartku do północy jestem udupiona. Szczęście w nieszczęściu, że została nałożona wstecz i tydzień, gdzie normalnie pracowałam został mi zakwalifikowany jako już kwarantannę. Tym samym na szkolenia od piątku mogę już iść, ale na wlew już niby nie. Poryczałam się niesamowicie, pierwszy raz od bardzo długiego czasu i to przy mężu, zanosiłam się płaczem, dostałam spazm. Nie widziałam już żadnej nadziei. Wlew, transfer przepadł...

Po kilku godzinach dzwonię do klinik, gdzie pracuje mój immunolog. W jednej nie dają mi żadnych szans na wykonanie wlewu w innym czasie, opcji też brak na receptę na wlew w warunkach domowych. Dzwonię do drugiej, tam gdzie jestem już umówiona na czwartkowy wlew. Opowiadam całą historię - w sumie śmieszno-tragiczną, i Pani do mnie " zadzwoni Pani do dr, On znajdzie wyjście". Zadzwoniłam, raz , drugi, nic...jest na wyjeździe, ma prawo nie odbierać. Odzwania... Opowiadam znowu całą historię i w sumie Mu jęczę przez ten telefon, że już przepadł ten cykl, nie da rady podać intralipidu. A On jak zwykle ze spokojem "Ależ proszę Pani, wlew to nie jest byle wizyta lekarska! On jest pani niezbędny. Pani jest w toku leczenia. Przyjeżdża Pani normalnie na wlew. Zwłaszcza, że jest to tylko kwarantanna. My i tak przed wlewem Panią zbadamy." Okazuje się, że w takich przypadkach kwarantanna nie obowiązuje. W przypadku nie zastania mnie przez funkcjonariuszy Policji, lub nie wykonania zadania z aplikacji "kwarantanna domowa" wystarczy, że pokaże dokument od mojego lekarza - w tym wypadku immunologa, gdzie potwierdzi konieczność opuszczenia domu, celem wykonania niezbędnego zabiegu. Nieobecność zostanie usprawiedliwiona.

Sprawdziłam na stronie Ministerstwa, faktycznie, jest taki zapis. Jadę więc na wlew. Jedyne co mi przepada to dzisiejsza wizyta monitorująca przed kriotransferem. Odbędzie się ona w piątek, będzie to 14 dc, ostatni moment , bo od 15 dc zazwyczaj bierze się progesteron. Mam nadzieję, że wspólnie z lekarzami uratujemy jeszcze ten transfer...

Pamiętacie jak pisałam, ze ten cykl - transfer będzie szalony? Jest i to x2, chyba wróżką k*a jestem.....

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca, 16:46

11 marca, 12:18

13 dc / 45 cs

Rano wlew z intralipidu. Dawka 250 ml, spływało 1,5 godziny.

Efekty uboczne - ból ręki ( normalne), mocny ból glowy.

Udało się jutro na 8 dostać na monitoring do mojej prowadzącej. Załatwimy to, papiery, a potem od razu na kurs. Będzie zapas godzinny.

Super, że udało się to wszystko spiąć. Może i transfer się odbędzie... Przez tą śmiechu wartą kwarantanne jutro będzie dopiero pierwszy monitoring. Dobrze, że to sztuczny cykl.

23 marca, 09:51

25 dc / 45 cs

Wszystko w tym cyklu szło źle, masa kłód pod nogi i problemów. To powinno mnie ocknąć ale skąd, nie, ja dalej w to brnę.

Czekaliśmy z zarodkiem do 5 doby, bo to 6B. Dziś od rana znowu pech... Mleko, choć świeże skisło, korek tam gdzie go być nie powinno, przejazd kolejowy zamknięto tuż przed moja maska samochodu - pociąg jechał. W końcu docieram do kliniki, pomiar progesteronu - znowu źle, marne 15 ng. Docieram na transfer - lipa, nie będzie go. Zarodek degeneruje, umiera, zdycha, nazewnictwo bez różnicy. To był ostatni zarodek. Już nie mamy nic.

Muszę być strasznie złym człowiekiem. Nie chcę już żyć. Na chwilę obecną na prawdę nie mam już siły walczyć. 4 lata...

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca, 09:52

30 marca, 13:50

32 dc / 45 cs

Nieoczekiwanie transfer odbył się kolejnego dnia... W środę. Zamiast totalnie zdegenerować, zarodek się obudził. Oczu nie mydlili, blastka słaba 4.3.3, no ale zabrałam na pokład. A może cud?

No ale nie, cuda to u innych, a nie u mnie. Test z moczu w 5dpt ( 6 dniową blastka) nic. Wiedziałam, że nic z tego nie będzie bo ból całej jamy brzusznej od dnia transferu. No spa i magnez totalnie na to nie działają. Te bóle zawsze występują w 2 fazie cyklu - żaden lekarz nie znalazł przyczyny.
W czwartek ponownie siuśne na test i odstawiam leki + zastrzyki. Na krew nie idę, bo ja i moje żyły już mamy dość tego kłucia. Jak coś będzie to z pewnością wyjdzie po takim czasie i z moczu.

I to by było na tyle z pierwszą procedura ivf. Operacja zakończona - oblana.

Przerwa? Podejście do 2? Nie wiem.

2 kwietnia, 15:23

9 dpt

Czekam na miesiączkę. Leki odstawione w środę, test siusiany negatyw. Dziś rano na wszelki wypadek drugi test ultra czuly, bo jeszcze jakiś tam był. Brzuch przestal bolec, więc zapewne miesiączka tuż za rogiem.

Wczoraj spotkałam się z szefową i złożyłam wypowiedzenie. Jestem wycienczona. Dodatkowo sfrustrowana. Próbowała przekonywać, złożyła ofertę przeorganizowania mi pracy. Zmiany grafiku przyjęć pacjentów ( przyjmuje do 21) Prosila bym się jeszcze zastanowiła. Nie wiem. Na pewno w takich warunkach nie zostanę. O 21 to już pora na odpoczynek, a nie pracę. W domu bliżej 22. Ogólnie uważam, że nikt o tej porze nie powinien pracować. Pamiętam Naszą wycieczkę po południowej Francji. O 20 to już nawet stacje benzynowe były pozamykane! Zostały tylko te, co można zapłacić kartą przy dystrybutorze. Sklepy spożywcze czynne do 19. Fakt, to były mniejsze miejscowości, prowincje. Ale szczerze Wam powiem, że Paryż to się nie umywa! Natura, klimat, ludzie, jedzenie. Mmmmm... Aj spakowała bym już walizkę i gdzieś, coś pozwiedzala. W tym roku nie darujemy. Może za daleko nie polecimy, ale w Europie jest tyle pięknych miejsc. Nawet choćby Czarnogóra, Południowa Hiszpania, Wybrzeże Portugalskie. Nie ma szans, aby Nas powstrzymali w tym roku. Mamy z mężem już dość. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę Nasze ostatnie przykre chwile.

7 kwietnia, 17:56

5 dc / 46 cs

Miesiączka sobie spokojnie przyszła w 10 dniu po transferze. Była normalna, taka jak zawsze. W zasadzie to jest, bo to jej 5 dzień, a ja mam tygodniowe okresy.

Na uczczenie tej pamiętnej chwili - nie udanego 3 transferu, obejrzałam film na Netflixie "czego naprawdę chcemy" - obraz psychiczny pary zmagającej się z niepłodnością i nieudanymi transferami ivf. Film dla kobiet, mężczyzn. Dla płodnych i niepłodnych. Otwiera oczy tym, co nie widzą problemu, a szerzej patrzą Ci, co już wiele widzieli.

Dziś wizyta u immunologa. W tym cyklu naturalnie + w okolicach owulacji +/- 3 dni, zostanie podany intralipid. Jeśli się nie uda, to przerwa, tyle ile zdecydujemy. Odkładamy totalnie wszystkie leki. W cyklu przed rozpoczęciem 2 procedury ivf ponownie Zocor. No i dalej znowu karuzela z ivf. Nie wiem czy jestem na to gotowa. Dlatego teraz chwilę odpoczynku.

Ach, jeszcze w tym cyklu idziemy z mężem na badanie kariotypów. Jeszcze ich nie badaliśmy. Nie było wskazań... Teraz zdecydowaliśmy jednak je wykonać, są wskazania, czy nie, chcemy mieć to badanie zrobione. Może jednak są jakieś relokacje genowe, jesteśmy nosicielami jakiegoś genu? Zrobimy. Głowa będzie spokojniejsza.

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia, 17:59

19 kwietnia, 11:50

17 dc / 46 cs

Poprzedni tydzień minął z prędkością światła.

Co się udalo:
* tygodniowe szkolenie z mojej aktualnie ulubionej dziedziny fizjoterapii uroginekologii ❤️
* zostaje w pracy. Szefostwo zmienia mi grafik. Miło z ich strony że nie zgodzili się na wypowiedzenie i spełnili wszystkie moje wymagania m. In moje główne tzn godziny pracy. Teraz będę pracowała do 13:30.
* w 13 dc byłam na monitoringu ale nie w Novum, bo trochę było mi nie po drodze. Wtedy pęcherzyk w lewym jajniku 12 mm - lewy rzadko się uaktywnia, nie czuje też z niego owulacji. Endometrium 7 mm.
Ponowny monitoring w tą środę - sprawdzimy czy pękł.
* dziś wlew z intralipidu 250 ml

I tyle z pola staraniowego. Dziś krótko, tylko podsumowanie.

21 kwietnia, 16:47

19 dc / 46 cs

Monitoring.

Prawdopodobnie owulacja była, bo w lewym jajniku jest obraz przypominający ciałko żółte. Natomiast nie ma płynu w zatoce Douglasa... Niby nie zawsze jest to w korelacji, aczkolwiek ja zawsze po owu miałam płyn. Nie wiem, może była jakaś kiepska, niepełna...
Endometrium na dnie tragiczne - 6,3 mm. Ja już nie wiem co ja mam z nim robić. Nawet jeśli coś, gdzies, to warunki w macicy raczej średnie do zamieszkania 😒


Leki

W poniedziałek był intralipid. Od dziś zastrzyki z zalecenia immunologa heparyna + prolutex + ewentualnie luteina.


Dziś ponownie usłyszałam tekst marzeń "bo musi Pani wyluzować i nie chciec tej ciazy". Nawet nie skomentowałam, i teraz też nie skomentuje. Dobrze wiecie co ja myślę...


Zazdrość.
Mam ostatnio ciekawe doświadczenie, uczucie... Już nie zazdroszczę dziewczynom, które zaszły w ciążę naturalnie w stylu "oj jakoś nam tak wyszło od razu", a tym które zaszły za pierwszym złotym strzałem w in vitro. Pierwsza procedura, pierwszy transfer i hop za kilka dni beta pozytyw... I te rady "idźcie na in vitro, od razu się Wam uda. Nie ma co czekać ". Dupa! Nie udało! Ani za pierwszym, ani za drugim, ani za trzecim transferem. Może też się nie udać podczas drugiej i nawet podczas trzeciej procedury. I wrzechswiat tylko wie czemu jednym wychodzi a innym nie.

Jejku nie wiem już co mam o sobie myśleć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia, 16:49

27 kwietnia, 09:34

25 dc / 46 cs

"Jestem od Ciebie uzależniony i jestem pantoflarzem. Już nie chce nigdzie wyjeżdżać sam" - słowa mojego męża jak wrócił z męskiego weekendu od swojego kumpla....😁 Za to mój samotny weekend był cudowny 🥳 🙊Cisza, spokój, w końcu sama ze swoimi myślami. Chodziłam codziennie na spacery, w końcu bez słuchania rad "kierownika" ogarnęłam po swojemu mieszkanie, wyciszyłam się, pouczyłam, obejrzałam głupie komedyjki na netflixie. Ja nie dzwoniłam do mojego męża, to On kilkukrotnie w ciągu dnia zdawał mi relację co robią. Kocham go bardzo, ale potrafi być jak dziecko - jest momentami słodko upierdliwy i trzeba się odizolować, aby nie zwariować 😉 Kiedyś usłyszałam od doświadczonej w życiu miłosnym kobiety "związek jest i będzie udany jak to mężczyzna będzie kochał bardziej. Ty masz kochać, wspierać i się starać, ale to On ma Cię ciągle gonić ". To na prawdę działa... Zwłaszcza jak rozejrzę się po szczęśliwych malzenstwach.

Muszę w końcu ogarnąć te Nasze kariotypy. Klinika je robi 3 x w tygodniu i jakoś tak nie mogliśmy zgrać się razem terminami. Może jutro się uda.

Typowy ból podbrzusza od niedzieli i poszarzała cera wskazują, że miesiączka będzie jak zwykle w terminie. Razem z kariotypami oznaczę bete+progesteron i odstawie zastrzyki z prolutexu+heparyny. Przy endo 6,5 mm jak by się udało to byłby cud... No ale ja mimo wszystko z nadzieją dziecka wierzę w niego od blisko 4 lat. Przód głowy wierzy a tył głowy jest przekonany o tym, że nie będziemy mieć dzieci. Wojna trwa.

29 kwietnia, 10:56

27 dc / 46 cs

Od kilku dni mam nieodpartą ochotę na wino 🙂 To już kolejny znak, że się nie udało. Wypatrzyliśmy z mężem niedaleko Nas sklep z importowanymi, oryginalnymi produktami włoskimi. Wszystko co najlepsze pod jednym dachem! Mmmmm... nie przeszliśmy obojętnie. Kupiliśmy trochę serów, pepperoni i oczywiście wino z nalewaka! 🍷😋

Bajka. Wypilam dwa kieliszki o pojemności 150 ml, na żadnym etapie mnie nie odrzuciło - kolejny punkt dla "brak ciąży".

Wczoraj miałam też spotkanie w sprawie rozszerzenia działalności w innym gabinecie. Potoczyło się fajnie, chyba nawiążemy współpracę. Czekają na moją decyzję.

A kariotypów nie zrobiliśmy... Dzwoniłam we wtorek do kliniki, aby się zapytać czy można zrobić - uzyskałam odpowiedź twierdzącą. Wczoraj rano pojechaliśmy, a tu Pani "ale my teraz tego nie robimy. Zaczniemy dopiero za 2 tygodnie. Ktoś źle Państwa poinformował" 😠 Super.... Dobrze że do kliniki względnie blisko... Aby nie wyjść z niczym oznaczyłam progesteron - wynik 18 ng, i beta - wynik 0, i tu główny, niepodważalny dowód na brak odmiennego stanu 🧐. Niestety twardy zestaw intralipid+prolutex+luteina+heparyna tego nie udźwignęły. I na prawdę moje kochane... Nie ma cudownych, sprawdzonych sposobów ani na ciążę, ani na cokolwiek. To, że innym coś pomogło wcale, a wcale nie oznacza, że i dla Was to będzie najlepsze. Pozostaje się mimo wszystko leczyć i wierzyć, że natura w końcu zdecyduje, że to "ten czas".

Czwartek u mnie - Warszawa pelna słońca ☀️ Miłego dnia i równie miłego weekendu majowego Piękne!

P. S. Okazało się że moje medyczne skierowanie na szczepienie jest aktualne, więc 8 maja idę się zaszczepić. Mój rocznik będzie mógł się 4 maja zapisywać. Zawsze to kilka dni jestem do przodu. A że obecnie bez leków i przerwa od leków immuno to w zasadzie nie ma przeciwwskazań.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia, 12:40

17 maja, 12:48

Poniedziałek 16 dc

W zeszłym tygodniu byłam w klinice u swojej prowadzącej. Niby miałam się żegnać etc, ale w sumie się zakręciłam, bo i się spóźniłam, i musiałam szybko jechać dalej. Pałeczkę w rozmowie przejęła Ona. Ja tylko poinformowałam, że od ostatniego transferu, czyli przez 2 cykle po miesiączce mam kilkudniowe ok 4-5 dni plamienia. Zleciła badania - estrogen tuż przed owu, prolaktyna, Tsh, glukoza i insulina na czczo. Nie mówiła o krzywej, ale w zasadzie ona jest dokładniejsza, a i tak zbieram się od jakiegoś czasu by ją zrobić. Zrobiła usg, były 2 pęcherzyki 12 mm jeden w prawym, drugi w lewym - czasem tak nam, naturalnie, ale zazwyczaj dojrzewa i pęka jeden. Endometrium wtedy 6,5 mm. Owu powinnam mieć w okolicach jutra,ale nie będę sprawdzać... Dała zalecenia do kolejnego ivf. Zasugerowała termin sierpień-wrzesień. Tylko ja nie wiem czy chce tam zostać. Główny minus to, to że nie mają tam badania zarodkow, a na tym nam zależy. Będziemy myśleć później.

Mamy do wykonania z mężem parę badań. Kariotypy już za nami - czekamy na wynik. Jak już będę wszystko mieć, to muszę ponownie tu sobie wszystko spisać. Tylko nie wiem kiedy to zrobię, bo najzwyczajniej w świecie mi się już nie chce.... A to lekarz, a to klinika, ciągle badania, myślenie. Czuję się upokorzona, bo ja niemalże błagam o ta ciaze... W dalszej rodzinie urodzilo się dziecko. Ślub brali rok po nas. Na wieść o tym czułam NIC, dosłownie - ot kolejne dziecko, dwie ręce, dwie nogi, główka, płaczące. Dziecko jakich wiele. Możliwe, że mózg już przyjął za wzorzec ochronę jednostki.

Dziś pierwszy dzień pracy w nowym, drugim gabinecie. Skupiam się od ostatniego nieudanego transferu na sobie, bo mam tylko albo aż to - siebie i męża, i muszę dbać o Nasze szczęście, nie uzależniając jego od ciąży i dziecka,bo My chcemy być i istnieć zawsze ❤️, a ciąży i dziecka może nie być nigdy.

Pogoda piękna. Zachęca do aktywności. Wczoraj zasadziłam kwiaty na tarasie, wystawiłam meble, poduchy, bujak, położyłam dywan, latarenki. Jest przytulnie. Lubię ten czas, kiedy mogę się tam zaszyć z kubkiem herbaty/kieliszkiem wina i marzyć, śnić, myśleć o miłych rzeczach. I dziś mam to również w planach...

Milego dnia 🌞

19 maja, 13:48

Opowieść z cyklu - co na kartach życia zapisane...

Nie da się oszukać życia. Możemy próbowac zmieniać nasz los, ale jak to w filmach fantasy mówią - przepowiednia musi się wypełnić 😉

Mamy przyjaciół. O dziecko starają się 4,5 roku. Od około 2 lat wiedzą, że szanse praktycznie zerowe. Kilkukrotne badanie nasienia niemożliwe do wykonania - brak plemników w ejakulacie. Próbowali wielu suplementów, leków etc, za każdym razem wynik ten sam - brak materiału. W końcu zaczęli myśleć co dalej, adopcja? Inseminacja z dawca? Z różnych powodów zdecydowali się na inseminacje z dawca. Niestety nie mogła zostać wykonana - akurat zamknięta klinika w owulacje. Trochę podłamani, ale liczyli na kolejne miesiące. Może uda się wykonać zabieg w kolejnych miesiącach. I oto wczoraj informacja... Miesiączki brak, choć zawsze w terminie... Trzeba wykonać betę. Niemożliwe stało się możliwe. Brak plemników? No jeden się jakoś znalazł 🙂 Beta ponad 300. Ciąża potwierdzona. Są w ciąży! Niepłodni? A gdzie tam płodni ❤️

Szaleństwo, niedowierzanie. Można tłumaczyć to różnie, cud, palec Boży, przeznaczenie - zależy kto w co wierzy. Niemniej jednak pozwala to sadzić, że nie ma nigdy pewności, nie ma słowa nie i dosłownie wszystko się może zdarzyć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja, 16:48

28 maja, 14:39

27 dc

Piątek

Oda z miłości do siebie 😁

Jestem z siebie dumna ❤️ W weekend zdałam egzamin z uroginekologii, uzyskując maksymalną ilość punktów 💪 Ortopedią zajmowałam się od początku pracy zawodowej tzn 12 lat. Doszłam do ściany, i od paru lat, co się zbiegło ze staraniem o dziecko rozpoczęłam pracę w uroginekologii. Zakochałam się w tym i zdecydowałam kroczyć tą ścieżką. Jedno szkolenie, drugie, czwarte, szóste i w końcu szkolenie z egzaminem nadającym tytuł 😉 Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, a i wiedza urologiczna i ginekologiczna + możliwości z miesiąca na miesiąc inne, więc na tym nie poprzestaje, trzeba dalej nadążać, uczyć się, ale tytuł jest. Specjalista brzmi dumnie 😁 Jestem z siebie na prawdę zadowolona.

I na tym koniec chwalenia, bo resztę oblałam 😉 Oprócz badania kariotypów - mój + męża, nie zrobiłam nic ponad to. Nie było czasu, ochoty, siły, brak motywacji - generalnie nic nie sprzyjało temu, abym dotarła do labu.

Wyników kario jeszcze nie ma.... Minęło 2,5 tygodnia. Mają czas niby do 3 tygodni. Jestem bardzo ciekawa i zaniepokojona wynikami. Czekam....

Przed Nami weekend. Termin miesiączki na minus a na plus, wybieramy się z mężem na zlot food trucków w Naszym mieście. Równowaga w przyrodzie musi być 😉 Chociaż raz w tym tygodniu nie muszę się martwić co robić na obiad 😂 Ktoś zrobi to za mnie 🥳Mam nadzieję na coś pysznego!

Miłego weekendu!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja, 17:41

‹‹ 4 5 6 7 8
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego