Pamiętniki Dodatnie ANA i koncentracja plemników 5.22 miliona/1 ml :)
Dodaj do ulubionych
‹‹ 6 7 8 9 10

19 maja, 14:31

Już wiem, jak się chcę zestarzeć!!! Jak Grace i Frankie z serialu, uwaga, o jakże wdzięcznym tytule "Grace&Frankie" :D uwielbiam go, ląduje w pierwszej trójce moich ulubionych seriali (na równi "Dr House", "Różowe Lata 70."). Uwielbiam wnętrza, które tam występują, mam wrażenie, że są dodatkowymi, cichymi bohaterami!!! Ile inspiracji :)

tc: 16+4 wg OM, 17+0 wg apki, 17+5 wg usg, Mały Człowiek ma 13,6 cm od głowy do stópek i waży 201 gramów!!!

Byłam dziś na wizycie u nowej Pani Doktor. Mężuś nadal nie mógł wejść, dlatego (za radą kilku dobrych dusz) nagrywałam usg :) będzie miał co oglądać. I dostałam chyba z 10, może 12 zdjęć - to po tym, jak marudziłam, że w innych miastach mężowie mogą wchodzić na wizyty, a w ogóle to ja potrzebuję jakiegoś ładnego zdjęcia, bo mój Małżonek po każdej wizycie wybiera sobie najładniejsze, wycina z całego wydruku i wkłada do legitymacji służbowej (tak dokładnie robi). Lekarz na to: "Naprawdę? Niesłychane!". Akurat ja myślałam, że "słychane" i większość Tatusiów tak robi.

Weszłam ze swoją teczką - teczka znacznie odchudzona, przecież nie będę ze sobą nosić całego ivf i wcześniejszych starań.
"Oj oj, już się boję teczki".

Wypytała się mnie o leki, które biorę. Dyktuję więc: "Formetic 500 mg" - "Oj nie lubię metforminy w ciąży" - "To z powodu mutacji w genie PAI, prof. Jerzak wytłumaczyła to w ten sposób, że mutacja ta powoduje wzrost przeciwciał PAI i jedynym lekiem skutecznie je obniżającym jest metformina" - "Co jeszcze?" - "Clexane 0,4, acard 75 mg, kwas foliowy 5 mg" - "A to są jakieś mutacje?" - "Tak, proszę tu mam wyniki, pozostałe mutacje wyszły w porządku" - "A to klinika sobie życzyła?" - "Nie, myśmy sobie życzyli" - "Aha, aha, a co Pani robi zawodowo?" - "Orzekam." - "Ah, bo myślałam, że jest Pani medykiem (raczej z ironią, tak to odczytałam) - "Siostra urodziła się z wadą serca - przełożeniem pni tętniczych, miała wylew w wieku jednego roku, w międzyczasie mama miała udar, stwierdziliśmy, że może być coś na rzeczy" - "Aha" i nastąpiło zluzowanie rajtuzów, chyba stwierdziła, że faktycznie miałam pewne podstawy do szukania przyczyn niepowodzenia, a wiedza, którą posiadam nie wynika z chęci jej posiadania i "bycia górą nad lekarzem", a z doświadczenia (którego wolałabym uniknąć). Podczas badania szyjki i usg, trochę się nagadała na temat metforminy, że owszem ona u mnie wynika z czego innego, ale gdyby wynikała z z cukrów, to przerzuca się pacjentki na insulinę, i ona wolałaby, żebym skończyła brać metforminę w 20 tc (nie ma takiej opcji, a po konsultacji z Mężusiem - "Nie ma bata!!!") oraz potem o kwasie foliowym 5 mg. Że no owszem przez 1 trymestr to ok, ale najnowsze badania pokazują, że potem może powodować u dzieci problemy z krwinkami. I ona by zrezygnowała z tego. Tu akurat z Mężusiem stwierdziliśmy, że pomyślimy, tym bardziej, że natknęliśmy się na artykuł:

https://www.drbenlynch.com/folic-acid-homocysteine/

Nadmiar powoduje wzrost homocysteiny. Zbadam sobie przy najbliższej okazji poziom homocysteiny i kwasu foliowego i będziemy decydować.

Dzieciaczek na usg drzemał, serduszko ok, najpierw zasłaniało się nóżkami, po opukaniu brzucha z łaską przekręciło się na drugi bok, wyprostowało nogi i zaczęło się zasłaniać rączkami. Wstydzioch. Zrobiła mi więc badanie przezpochwowe, i też się zasłaniało, więc jedyne stwierdzenie, którym musimy się teraz zadowolić to "Prawdopodobnie dziewczynka".

Pani Doktor znalazła torbielkę podpajęczynówkową, powiedziała, że na tym etapie nie mamy się, o co martwić, że będziemy sprawdzać na połówkowym, ale generalnie nie ma się, czym przejmować, bo one się wchłaniają.

Powiedziała, żeby zadzwonić do kliniki na Agatową w Warszawie i dowiedzieć się, jakich dokumentów potrzebuję, by wykonać echo serca. Konieczność wykonania echa serca u Tygryska wynika tylko z historii rodzinnej, a nie z budowy serca Tygryska. Jej zdaniem miałabym to wykonać na NFZ. Podpowiedziała też, że jeśli mam dodatkowe ubezpieczenie w pracy, to wtedy podpytać kadry - ona może wystawić fakturę i mam częściowy zwrot za wizyty - no fajnie, fajnie, jutro będę dryndać do moich kadr (ledwo skończyłam z tematem sprostowanego zwolnienia, a zacznę z nowym, fajnie ze mną mają, cały czas o nich pamiętam!!!).

Podpytałam też o bolący prawy guz kulszowy - cholernik boli jak tylko się położę na plecach - nie za wcześnie? "Nie. Po prostu ma Pani skłonności do rwy kulszowej, na późniejszych etapach ciąży może skutkować nawet bólem w prawej nodze" - "Co z tym robić?" - "Ćwiczyć i nie leżeć na plecach" - "A w związku z ćwiczyć: rusza joga na trawie itd., mogę zacząć chodzić raz w tygodniu?" - "Tak, może Pani zacząć wychodzić, joga dla ciężarnych świetna sprawa, oczywiście niech Pani zachowuje reżim sanitarny, w naszym regionie sytuacja wydaje się opanowana, więc sugeruję również spacery co jakiś czas." :):):):):):):) także ten, w piąteczek pierwsza joga nie przed kompem :)

Kolejna wizyta 23 czerwca. Zapowiedziałam jej, że na następnej widzimy się w czwórkę, tj. ja, Tygrys, Mężuś i ona.

A tu ślemy całuski do Wszystkich Cioć Internetowych:
https://zapodaj.net/6c86195ae3bdc.jpg.html

26 maja, 13:14

tc: 18+0 (wg apki), waga 59,6 kg - stabilnie do przodu.

Dzień Matki.

W ubiegłym roku, przed popełnieniem samobójstwa, a przynajmniej przed zaryczeniem się na śmierć, uratował mnie ten artykuł:

https://www.chcemybycrodzicami.pl/dzien-matki-a-kobieca-nieplodnosc-kogo-boli-swieto/

Od tamtej pory wiem, że ja Matką byłam już wcześniej. W momencie kompletnego uświadomienia sobie, że tego właśnie pragnę, że tego z Mężusiem pragniemy. I już w ubiegłym roku to było moje święto. Znalazłam dziś takiego mema, że Matka nosi dziecko w łonie 9 miesięcy, na rękach 2 lata, a w sercu do końca życia. Nie zgadzam się. Tam trzeba dodać jeszcze - wiele miesięcy, a czasem i lat nosi dziecko w myślach, sercu, duszy i każdej komórce swojego ciała, zanim ono fizycznie pojawi się na świecie. Wiem, że Matką nie zostanę w chwili porodu, Matką nie zostałam w chwili poczęcia Małego Człowieka. Matką zostałam dobrych kilka lat temu, gdy dopiero zaczęliśmy podporządkowywać nasze życie temu celowi. Teraz cel się urzeczywistnił. W tym przekonaniu utwierdza mnie również podejście Mężusia. Choć to nie jego Święto, choć nie znalazłam podobnego artykułu o Dniu Ojca, to kurde tak bardzo widać było już wcześniej, że On ma już w sobie pierwiastek ojca, choć na pierwszy rzut oka - nie miał dziecka. Ale dla wszystkich spotkanych dzieci - On był tym ojcem, od zabaw, nauki, przytulasów. A jak oglądaliśmy coś o dzieciach na Netflixie, to padło tam hasło - po urodzeniu się dziecka, w mózgu rodziców uruchamia się mały obszar odpowiedzialny za strach i troskę o dziecko - bez względu na tyle, ile dziecko ma lat - ten ośrodek działa cały czas. Komentarz Mężusia - "Mój mózg nie raczył czekać do porodu, jest aktywny od dawna.". Brak potomka wpędzał mnie w poczucie winy, że nie jestem pełnowartościową osobą, jednostką przydatną społeczeństwu (szczególnie teraźniejszemu obrazowi społeczeństwa). Bez względu na wszystko, po coś się pojawiłam na świecie i jestem wartościową osobą. Jasne, beze mnie świat się nie skończy, ale skończyłby się kawałeczek świata mojego Mężusia. Rodzicielstwo jest równie ocenne, co brak potomka. Trzeba się na to przygotować już teraz. Każdy jest ekspertem od rodzicielstwa i musimy już teraz nauczyć się z tym żyć, przygotowujemy się psychicznie na "dobre rady" od ledwo poznanych ludzi i na krzywe spojrzenia, bo np. nie karmimy piersią tak długo, jak jest to przyjęte/bo karmimy piersią za długo; bo używamy pieluch wielorazowych/jednorazowych, bo nie wprowadzamy produktów stałych metodą BLW czy jakąś tam inną popularną tylko tradycyjną, bo nie poślemy dziecka do żłobka i przedszkola montesorri/bo poślemy do żołbka i przedszkola montesorri (przykłady można dobierać dowolnie i mnożyć w nieskończoność). Także teraz szykujemy się na to, że pojawienie się potomka wystawi nas na inny rodzaj ocen. I dochodzi do mnie, że żeby żyć w tym kraju to trzeba mieć twardą dupę i być na tyle tolerancyjnym, żeby tolerować ludzi, którzy nie mają szacunku do inności, do innych pomysłów na wychowywanie i dbanie.

Z bardziej przyjemnych rzeczy: byłam na jodze. Na trawie. W piąteczek. Piękna, słoneczna pogoda, ciepło, z delikatnym wiatrem. 90 minut ruchu. Oczywiście sekwencja dopasowana do stanu zaawansowania ciąży i robiona przy drzewie, żeby mieć podporę. Super się czułam, skupienie się na oddychaniu, na tym, żeby oddechem dotknąć poszczególnych części ciała - miodek. W tym tygodniu zajęć nie ma (widział ktoś gdzieś słońce? u mnie zapomina wstawać) - kiepska pogoda. Zaskakujące jest to, że te 90 minut nie było bardzo intensywnym wysiłkiem. W domu jak ćwiczę 30-35 minut jest to odczuwalne i mi się nie chce więcej, a tu dałam radę i się nie zdyszałam :) a w sobotę Mężuś zrobił mi niespodziankę i zrobiliśmy sobie 4 km na rowerach w ustronnym miejscu po ubitej drodze. Przypomniało mi się, że mam łydki 💪 tempo ślimacze, ale za to - jak można się skupić na otaczającej zieleni :) aaaa, pierwszy raz od kupna założyłam kask rowerowy, bezpieczeństwo (psychiczne głównie Mężusia) najważniejsze!

Dziś idę na refleksologię, bo zawsze mnie odprężała i dobrze działała na bóle głowy, a jutro na masaż i ćwiczenia (nie dam się tak łatwo rwie kulszowej!!!).

8 czerwca, 13:36

tc: 19+6 wg apki, waga 61 kg

U nas spokojnie. Zrobiłam w ubiegłym tygodniu badania kontrolne, morfologia spadła - mam zapisane dodatkowe żelazo. Kwas foliowy 5 dni po skończeniu 5 mg wynosił 13 jednostek. Norma w moim lab między 5 a 20. Nie jest źle. Witamina B12 tylko 372 jednostki, przy normie 180 - 960. W styczniu przy suplementacji i stabilnej diecie było coś około 870 jednostek. A tu przestałam ją suplementować, mam sporo momentów braku apetytu na mięso i spada. Badania pokazujące pracę wątroby wyszły bardzo dobrze (a metformina ją zaburza, dlatego chciałam skontrolować). Byłam też u mojego ginekologa z dawnych lat (era przed leczeniem niepłodności), stwierdziłam, że zobaczę, czy będzie krzywo patrzył na zalecenia. "Nie, ja się na tym nie znam, jeśli ma Pani zapisaną metforminę z uwagi na mutację PAI i ma Pani ją kontynuować do końca ciąży - tak będzie". Spoko. Mężuś dalej nie mógł wejść na wizytę. A ja z tej radości o mecie, zapomniałam zapytać o długość i wagę Dziecka. Sierota, po prostu sierota ze mnie. Pan doktor mówi "Piękny kręgosłup, śliczny dzieciaczek, troszkę starszy niż wynika z om, ale w granicach normy". Schodzę z fotela i zadaję pytania, najpierw od siebie, potem od Mężusia. To od Mężusia rozwala lekarza na łopatki, przyłbica mu się trzęsie ze śmiechu "Czy Mąż jest istotnie przydatny podczas porodu?" - mój Mężuś ma pobieraną krew na leżąco, bo jest z tych delikatnych i na razie myśli czy będzie podczas porodu czy nie (staram się namówić, bo wolałabym, żeby moja Siła była wtedy przy mnie!) - "Oh, Pani Krąsi, to jest tak indywidualna sprawa każdej pary i ile par, tyle argumentów, to Państwo muszą podjąć tą decyzję". Wychodząc z gabinetu jeszcze pytam "Aaaaaa!!! Panie Doktorze, a jaka płeć Dzieciaczka?" - "Oj, wie Pani, za płcią się nie rozglądałem, główka w porządku, kręgosłup śliczny, ale niech się Pani nie martwi, zaraz będzie mieć Pani usg połówkowe, tam wszystko będzie widać" 😁 no generalnie były inne, ważniejsze kwestie do omówienia 😜

Byliśmy też na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. I zaczęłam się bać. Nie czytałam nic o porodzie, nie znałam jego faz, stwierdziłam, że no raczej dam radę, gdyby kobiety się poddawały, to wyginęlibyśmy dawno temu. A teraz już wiem, czego się bać, to i się boję. Trwały 3 godziny, z uwagi na koronkę, byliśmy sami (i tak się cieszę, że otworzyli, bo już się bałam, że skończymy z internetową szkołą rodzenia). Dowiedziałam się, że w zasadzie znieczulenie zewnątrzoponowe (czyli takie od pasa w dół, widzisz i słyszysz wszystko) raczej nie jest dla mnie, bo w przypadku problemów z krzepliwością krwi, nie podaje się go. Głupi Jaś również raczej nie jest dla mnie, bo mam problemy z oczami i uszami, a w takich przypadkach nie jest rekomendowany. Z farmakologicznych pozostają nam opioidy oraz znieczulenie ogólne. Po tych zajęciach wyszłam i się popłakałam. Nie chcę rodzić. Mam jeszcze kilka miesięcy, zamierzam intensywnie pracować nad nowatorską metodą przyjścia na świat. Jak ją opracuję, dam znać. W chwili obecnej, bardzo chcę poznać Małego Człowieka, ale strach przed porodem zalewa mój umysł. Od tamtych zajęć, Mężuś stwierdził, że on będzie przy porodzie, będzie mnie pilnował, będzie pilnował personelu, będzie siebie pilnował, żeby nie zemdleć, będzie wszystkiego pilnował, a my się będziemy "po prostu" rodzić. Pochlipuję to tu, to tam, jak sobie przypomnę.

Zaczęliśmy szukać wózka. Na razie przegląd w sklepach stacjonarnych, jak coś nam się upatrzy, może się uda znaleźć na olx.

Pierwszy sklep: wózki i nosidła, rozglądamy się, podchodzi Pan z obsługi i rzuca nam "Proszę postawić na klasykę" - pokazuje wózek retro, z wielkimi kołami, wielkim metalowym koszem, w sumie dość podobny do wózka, w którym się woziłam ja i moje rodzeństwo. Mówię więc, że moja klasyka być dostosowana do mnie i Mężusia, a raczej do naszego wzrostu, czyli mieć wysoko osadzoną gondolę, długą rączkę, najlepiej regulowaną teleskopowo i nie mieć tylnej belki. Mieliśmy kilka typów z for internetowych, niestety większość okazała się nietrafiona (rączka do 105 cm, a gondola zawieszona standardowo). My szukamy rączki na wysokości minimum 110 cm (najlepiej 115 cm, która po złamaniu nie będzie nad gondolą, a jednak zostawi odległość między wózkiem a ciałem). Pan nam pokazał dwa Adamexy (Vicco i Encore). Minusy tych wózków - rączka łamana, czyli ustawiam ją na najwyższą wysokość ("łamię" w górę) i wtedy momentalnie jestem ciałem przy wózku, czyli możliwość zrobienia normalnego kroku jest żadna. Ale Pan się postarał przynajmniej i odpowiadał cierpliwie na nasze pytania, dał nawet miarkę do mierzenia poszczególnych elementów wózków :)

Drugi sklep: wózki, nosidła, zabawki, wszystko dla dzieci (2 kondygnacje). Szukamy takiego i takiego wózka, wie Pan "dla wysokich ludzi". "Proszę Pani /pan knypek - nie ujmując nikomu - pan mierzył 160 cm wzrostu, no przy moich 177 cm różnica spora/ - nie ma wózków dla wysokich osób, każdy wózek można dostosować do każdej osoby, o jak złamiemy rączkę, to proszę Pani to też pasuje" - "Eeee, nie bardzo, bo jak zrobię krok, to moja noga ląduje w koszyku". Ostatecznie przejęła nas Pani. "Emmaljunga, emmaljunga, proszę Państwa, moje dziecko od 7:00 do 19:00 spało tylko w wózku emmaljunga, w łóżeczku nie chciało, nigdzie indziej nie chciało, a spało w takim wózku". Wózek starego typu, po złożeniu nie zmienił znacząco gabarytów, nie zmieści się do naszego - było nie było sporego kombi - brak regulacji wysokości pasów w spacerówce (trudno oczekiwać, że nasze dziecko będzie mikrego wzrostu), nie odpinany pałąk w spacerówce. No i jak ja tą kolumbrynę wniosę na trzecie piętro? Potem się okazało, że te Emmaljunga to ostatnie modele, bo sklep kończy z nimi współpracę, więc chcą się ich pozbyć. I później padło "O, a może taki wózeczek - ma świetny design, najmodniejsze kolory". Patrzę na Mężusia, on patrzy na mnie "A rączkę teleskopową ma? A na jakiej wysokości zawieszona gondola?" - mina zrzedła i Pani przeszła nam pokazać Roan Bass Soft. Też troszkę wyższy niż standard, ale rączka łamana. Dodatkowym utrudnieniem przy tej piep.zonej łamanej rączce jest to, że torba, która na niej wisi w pozycji neutralnej, po jej złamaniu kładzie się na bok, uderzamy więc naszym ciałem w torbę, która jest przekrzywiona. Tak, tak, wózek ma być dla dziecka, nie dla rodzica, ale rodzic potrzebuje zdrowego kręgosłupa i zdrowych nadgarstków, warto o to zadbać już teraz.

Trzeci sklep: podobnie jak drugi - dwie kondygnacje ze wszystkim. "Proszę Pani szukamy wózków dziecięcych dla wysokich rodziców, czyli rączka wysuwana teleskopowo, wysoko zawieszona gondola i brak belki tylnej" - "Nie ma takich wózków, z czegoś trzeba będzie zrezygnować, w tym sklepie nie ma ani jednego wózka, który nie miałby belki tylnej" - "Eeee, ale właśnie obok takiego stoję". Mam kalafiora w mózgu, ale są granice tego kalafiora. "A tak, to jedyny egzemplarz" - "Może ma Pani jakieś inne, które ominęliśmy?" - "Nie. Mogę pokazać takie." Pokazała Baby Jogger City Premier, Tutis Viva, Camarello Sevilla.

Wykończeni, zaczęliśmy przeczesywać internet. Łącznie z markami premium. Byliśmy pewni, że marki premium robią wózki dla ludzi wysokich. Bzdura. Robią wózki droższe, z prawdopodobnie lepszymi podzespołami do składania, lepszymi amortyzatorami, czy "ładniejszym" kolorkiem, nawet myśleliśmy, że może lżejsze, ale tu też byliśmy z błędzie. Internet mi nie pokazał wózka zgodnego z moimi oczekiwaniami. Mam więc pomysł na biznes - stworzyć wyszukiwarkę idealnego wózka. Znaleźliśmy nawet taką stronę, ale działa koszmarnie, bo nie można wybrać ważnych dla nas parametrów. Kalafioro-mózg pracował na pełnych obrotach i znalazł kilka rozwiązań (jak się okazało, po wpisaniu ich w google wyskoczyły, tylko jakim cudem Państwo sprzedający wózki, nie byli w stanie mi powiedzieć o nich?). Rozwiązania oba wzięły się od chęci przerobienia rączki składanej w rączkę składano - teleskopową i przedłużenia jej tym samym. Jest coś takiego jak przedłużka do rączki wózka. Można zamontować i dać swobodnie krok :) czad! Płacisz mniej więcej 2000 zł za wózek i musisz dokupić przedłużkę za 150 zł, bo nie ma produktu spełniającego Twoje oczekiwania. Wszyscy muszą być równi (jak ze spodniami ciążowymi, kobiety różnią się jedynie rozmiarem w biodrach, a nogawki wszystkie są równiuteńkie, nieważne, czy S czy XXL, nogawkę masz 75 cm!!!). Poza przedłużką znaleźliśmy też wózek z rączką składano-teleskopową - Mutsy Icon. Nie widzieliśmy go na żywo, nie wiemy, jaka jest odległość dna gondoli od podłogi i jaka jest maksymalna wysokość rączki. W internetach znaleźliśmy też super wysoko osadzoną gondolę w wózku Bexa Line 2.0. Jako jedyny producent na stronie podaje ten parametr. Gondola osadzona na wysokości 66 cm od podłogi - dobre 10 cm od średniej!!! Polskie wózki, a w żadnym sklepie nam go nie pokazano.

Mężuś podsumował, że jesteśmy niewdzięcznymi klientami. Bo wiemy, czego chcemy. A powinniśmy nie wiedzieć, przyjść, powiedzieć, że szukamy wózka, usłyszeć w odpowiedzi "Oooo, mamy taki świetny, włoski/francuski/nowoczesny design, kubełkowa spacerówka, super schodzą teraz, w zasadzie to ostatnie egzemplarze" i zakupić tenże zaprezentowany wózek. A nie, że my wchodzimy "kolor nieistotny, pokaż nam wysoko osadzone gondole". No i spacerówki kubełkowej nie chcemy. Rozmawialiśmy z kilkoma fizjoterapeutami (pewnie, ilu fizjo, tyle opinii) i każdy z nich powiedział, że nie udowodniono negatywnych skutków, natomiast oni swoje dzieci wozili/wożą/zamierzają wozić w spacerówkach tradycyjnych. Trzymamy się ich zdania i spacerówka tradycyjna.

W środę połówkowe i echo serca płodu.

12 czerwca, 10:29

tc: 20+3, waga 61,2 kg.

Badania nie doszły do skutku. Dzieciaczek nie chciał współpracować. Ułożył się tyłem do aparatu usg i przygiął główkę do mostka. Lekarz powiedział, że mam zadanie - pospacerować szybkim tempem i zjeść coś słodkiego. Następnie wejść do gabinetu po około 30 minutach. Pochłonęłam gigantyczną rurkę z kremem i cukrem pudrem, batonika musli. Aż do tzw. porzygu. Glukoza ze 200, jak nic. Powiedziałam sobie, że słodkiego nie tknę do końca roku (następnego dnia wciągnęłam sobie babeczkę z rabarbarem, wypiekom Bratowej trudno się oprzeć). Wchodzę. Aha. Tygrysa nic nie ruszyło. Jak leżał, tak leży. Przecież nie będzie się przejmował nagłym skokiem cukru czy jakimś tam byle jakim spacerkiem. W końcu to Tygrys. Lekarz ocenił, że wstępnie jest ok (czyli ma głowę, ręce i nogi), "ale ja nie jestem od tego, żeby mówić, że wstępnie jest ok, zobaczymy się za 2 tygodnie, dziecko powinno urosnąć o około 150 gram, już będzie się inaczej układało w macicy i zrobimy badanie, jak powinno być zrobione, proszę się zapisać na 8:00, albo nie, ja w rejestracji powiem, jaka jest sytuacja, wejdzie Pani o 8.00". Z pewnością rośnie Mały Człowiek, który bardzo chroni swoją prywatność. A za 2 tygodnie może coś się zmieni w koronaprzepisach i Mężuś będzie mógł wejść na wizytę? Hm.

Wczoraj poczułam pierwsze ruchy. Do tej pory było bąbelkowanie i bulbanie. Raz większe, raz mniejsze. Częściej mniejsze. A wczoraj, no to też nie było tak, że zobaczyłam rękę czy nogę na swoim brzuchu, ale to już nie było bulbanie. O nie. Normalne wiercenie się i szukanie dogodnej pozycji.

Pierwszy raz od koronki spotkaliśmy się całą rodziną na urodzinach Bratanka. Bratanek oczywiście kradnie serca wszystkim, ale dziwnie było słyszeć kierowane w moją stronę (noooo, jak o tym myślę w stronę Tygryska raczej!) - "A miękko Ci?", "A może wolisz usiąść na tym krześle, a nie na tamtym?", "A nie razi Cię słońce?", "Daj, naleję Ci kompotu, nie dźwigaj tego dzbanka /dzbanek 1 litr/", "Nie powinnaś pompować balonów!!!" (napompowałam całą jedną sztukę). Fascynujące jest to, jak z osoby traktowanej, hm, z założeniem szerokiej samodzielności i niezależności, "Bo ona zawsze sobie poradzi", nagle jestem tak otoczona troską i opieką. Nadal jest to dziwne. I urocze jednocześnie. Teraz już odbieram to bez wyrzutów sumienia, jako przejaw ich miłości, nie dyskutuję, że mogę napompować więcej balonów i że dzbanek waży tyle, co nic i sobie naleję.

Małe spostrzeżenie odnośnie Bratanka. Ile do szczęścia potrzebuje Mały Człowiek? 1 balon. Nienapompowany. I publiczność (tej, im więcej, tym lepiej!!!). Zauważył, że pompujemy balony. Daj po swojemu wyraz tego, że należy mu oddać taki - ale uwaga niezawiązany!!! Otwór skierowany w stronę jego twarzy. Naciska go z całych sił (przecież tak trzeba) - i robi sobie klimatyzację na zawołanie. Na zawołanie tak częste, że "pompowacze" balonów musieli się zmieniać! Zanim się mu go da, już szykuje sobie twarz do tego. Marszczy czoło, oczka przymruża, uśmiech jest i lecimy z koksem 😍 Grzywka z całych 5 włosków szaleje i ma się ten wiatr we włosach 😜 Potem sam ustawiał kolejkę pompowaczy, a potem sam próbował napompować balona. Nie bardzo mu szło. Choć wydymał policzki. Dalej nie szło, zaczął żuć końcówkę balona. Ale nadal nie szło. Wrócił więc do poprzedniej zabawy, że ma wujków i ciocie od dmuchania balonów. Oczywiste jest chyba to, że należało użyć właśnie tego, wyżutego i obślinionego balona?!

Niżej aktualizacja brzuszka.

https://naforum.zapodaj.net/6001e978295c.jpg.html

Aktualizacji tyłka czy ramion nie wrzucę, tyłek od siedzenia i znacznie mniejszej ilości ruchu sflaczał, a na ramiona powróciły firaneczki (tak dzielnie wywalczyłam ich brak!!!). Tak, tak, czego się nie robi i szukam dziury w całym. Niekoniecznie. Po prostu opisuję swoje spostrzeżenia.

15 czerwca, 15:15

tc: 20+6, waga 61,2 kg.

Dotarło do mnie, że zaczęłam kilka dni temu 6. m-c ciąży. Jak to zleciało!!! Kiedy, gdzie, na czym?!?!?!

Mężuś wczoraj pierwszy raz poczuł ruchy Malinki. Odkąd ja zdecydowanie je poczułam, polowałam na taki moment, żeby i On mógł je poczuć. Ale jakoś zawsze jak przykładał rękę była cisza. Wczoraj wieczorem intensywne tańce, hulańce się w brzuchu odbywały. "Chodź szybko!!!" - "A możesz tak nie ruszać jelitami? Jak mam Malinkę poczuć, jak Ty tak trawisz?" - "To nie jelita, to Malina" - "Naprawdę?". Banan na mordkę, iskierki w oczach, szał radości z ręką na brzuchu. "To chyba była nóżka. Tak, zdecydowanie nóżka". - "Mężuś, a skąd ta pewność?" - "Bo to było takie silne >>pstryk<<, dupką ciężko coś takiego zrobić, rączki też są raczej słabsze od nóżek, no a główka służy do myślenia a nie rozbijania się o swoje własne cztery ściany". Aha. Także, choć ja tej pewności nie mam, która część ciała to była, to wiem, że Mały Człowiek tam sobie rośnie i daje o sobie znać. 😍

Tak bardzo przyzwyczaił się do nazywana Bobasa Maliną, że chciałby w przypadku Dziewczynki dać tak na drugie imię.
"Malina chodź do Taty!", "Malinko uśmiechnij się do zdjęcia", "Kompot/dżem przestań mnie denerwować". Całe mężowskie poczucie humoru.

24 czerwca, 16:00

tc: 22+1, waga 62 kg.

Jestem po usg połówkowym oraz echu serca płodu (Siostra ma wadę wrodzoną serca).

Mamy 465 gram Małej Dziewczynki :):):) Chłopca też kochałabym, jak swojego, więc generalnie i tak i tak jesteśmy szczęśliwi. Mężuś przepadł (nie po raz pierwszy!). Ogląda na youtube filmiki z plecenia warkoczyków. "Eeee, a wiesz, że włoski do warkoczyków urosną troszkę później?" - "Może Tobie warkocze przychodzą naturalnie, bo masz lata praktyki, ja te lata muszę nadrobić, poza tym, wiesz, urodziłaś się z czupryną, w 1. trymestrze miałaś zgagę, a w książce napisali - jak ciężarna ma zgagę istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko będzie mieć bujną czuprynę". Jeśli odziedziczy włosy po nim, to szykuje się Roszponka. Blondyneczka (taka w biel wpadająca, nie w żółty) z kręconymi włosami.

Na usg połówkowym zniknęły krwiaczki podpajęczynówkowe, żołądek, nerki, mózg w porządku. Dzieciaczek ma długie nogi i to lekarz stwierdził mocno się rzuca w oczy (również ma po kim). Obwód główki 19,73 cm, długość kości udowej 3,91 cm, obwód brzuszka 16,34 cm. Ilość wód płodowych w porządku. Szyjka zamknięta 3,57 cm. Łożysko na tylnej ścianie. Bardzo tajemniczy Człowiek, bo zasłaniała się rączką. I nawet gdy na moment przestała, lekarz najeżdżał sondą na buźkę - ręka była szybsza. Ma refleks. I jak jej sonda nie pasowała to przycelowała prosto w nią. Te kopniaki na razie nie bolą. Są bardzo przyjemne. I widoczne już z zewnątrz - trochę jak falowanie brzucha.

Echo serca również wyszło prawidłowo. Ta kartka z opisem echa serca jest jak pisana szyfrem. Naprawdę nic z tego nie rozumiem, lekarz na koniec rzucił hasło "Jest git, z układu krążenia uzyskujemy 10 punktów na 10 możliwych". Sprawdził wszystkie przepływy, w tym też przepływy maciczne - wszystko prawidłowo. Na lekarza do echa czekałam 70 minut. Byłam zapisana na 8:00, lekarz zjawił się o 9:10. Zamiast "Przepraszam" usłyszałam, że ten lekarz zawsze się spóźnia do pracy. Po kija więc zapisywać pacjentki na 8:00, 8:10 itd., jak szanowny pan doktor zjawia się w pracy o 9:00? I to nie jest sytuacja jednorazowa, a standard?! Pani z 8:30 zrobiła aferkę i zrezygnowała z badania. Powiedziałam, że jest to sytuacja żenująca (musiałam wstać 2,5 godziny wcześniej niż zwykle), żeby jeszcze teraz w dobie koronaszaleństwa siedzieć w tej poczekalni w maseczkach jednorazowych, które wytrzymują 30 minut, zamiast we własnym mieszkaniu. "Przecież mogła to Pani powiedzieć lekarzowi?" - "Oczekuję, że Pani przekaże moja skargę szefostwu". Nie sądzę, by w Wawie miało coś takiego miejsce. Raczej bym usłyszała "Przepraszam", wszystkie tam usłyszałybyśmy "Przepraszam". Niewiarygodne to jest. Przecież mój czas jest dla mnie tak samo cenny jak jego czas dla niego? Żenada roku, absolutna żenada roku.

Brzuszek się ostatnio spinał. Lekarz podczas usg połówkowego powiedział, że może się spinać od nadmiernego dotykania. Zalecił 3x1 magnez i w razie konieczności nospę zwykłą. Gdy nie przejdzie dostanę luteinę dopochwową. Z uwagi na podwyższone ryzyko stanu przedrzucawkowego mam zwiększony acard do dawki 150 mg dziennie.

Czytając fora wpędziłam się w wyrzuty sumienia. Nie mamy łóżeczka, wózka, przewijaka, tysiąca innych rzeczy, o których jeszcze nie wiem, że muszę mieć. Mamy kilka ubranek. Większość październikowych rodziców to ma naprawdę porobione spore zakupy. Mężuś potem powiedział, że być może nie potrzebują tak dogłębnej analizy rynku wózków i wystarczy, ze przeczytają opinie "Dobry wózek" i biorą. A my szukamy. I mamy remont na głowie (jeśli remont Cię nie wykończy, jeśli remont nie wykończy Twojego związku - tylko się cieszyć!!!).

Poszalałam w ciucholandzie z odzieżą niemowlęcą. Naprawdę. Wrzuciłam do koszyka wszystko, co mi się podobało. A potem stanęłam przed kasą i mówiłam sobie "Włącz myślenie, włącz rozsądek, poodkładaj niepotrzebne rzeczy". Odłożyłam zatem sporo rzeczy letnich dla takich kruszynek, bo przecież w pierwsze lato, nasza Malina będzie już ponad półrocznym dzieckiem. I tak sporo tych ciuszków wyszło 😍 a dwa poszalałam w sklepie producenta odzieży niemowlęcej. Wyszukałam sobie w google kilku miejscowych i jednego odwiedziłam. Byłam jedną jedyną klientką. Wejście przez szwalnie. Okazało się, że akurat ta firma produkuje bodziaki do Zakopca z napisem w stylu "Jestem mały góraliczek" oraz mikro spódniczki "folkowe". Jakość zarąbista, pani mi jeszcze pomogła wybrać, co będzie potrzebne przy takim Dzieciaczku. Dołożyła w gratisie czapeczkę, obniżyła cenę i zaprosiła na kolejne zakupy. To miejsce wyglądało jak taka wielka sala z wykrojami, częściami strojów, a hen daleko rozwieszone ciuszki detaliczne w ilościach hurtowych. Magia, można było stać, wybierać, nikt nikogo nie popędzał, pani odpowiedziała na każde pytanie (np. dlaczego powinnam kupić body kopertowe - bo pępek musi się zagoić i takie body są lepsze na ten moment życia dziecka). Wrócę tam z pewnością.

Czy ktoś chętny na zamianę pogody? U mnie były może 3 gorące dni. A tak leje bez przerwy (ze zmienną intensywnością, ale stale). Halo, Słońce, proszę Cię, odwiedź i mnie!!!

30 czerwca, 15:16

tc: 23+0, waga 62,1 kg.

Czekamynadzidzie - masz rację. Poczarowałam i piękne słońce jest :)

"Znajdź sobie położną na czas ciąży" - mówili. "Znajdź sobie położną" - nalegali. "Nie zapisuj się do szkoły rodzenia, to strata kasy" - mówili.

Dobra. Dziś byłam już na etapie szanownemu Bratu oddać słuchawkę, żeby mnie umówił z jakąś położną.

Oczywiście, że nie wiedziałam o tym, że w trakcie ciąży od około 21-22 tc, przysługuje mi na NFZ 1 tygodniowo spotkanie z położną, mające na celu przygotowanie do porodu. Dowiedziałam się przypadkiem. 2,5 tygodnia wisiałam na słuchawce telefonicznej. Nie odbierali. Albo jak odebrali - "A Pani jest naszą pacjentką? Bo to tylko dla naszych pacjentów jest" - "Nieprawda, lekarza mogę mieć gdzie indziej, położną gdzie indziej" - "Myli się Pani, przepis jasno mówi, że..." - "A proszę mi podać ten przepis, to go sobie przeczytam" - "Do widzenia" i rzucenie słuchawką. Albo odbierali "Nie, ja to nie mam podpisanej umowy z NFZ na takie coś" - "Ale pracuje Pani w przychodni, która jest przychodnią na NFZ" - "Ale ja powinnam mieć odrębną umowę z NFZ na to". Albo "Nie, w trakcie koronawirusa to nie prowadzę takich zajęć". Albo "Jest koronawirus, te spotkania odbywają się w formie teleporady" - "Jak zamierza mnie Pani przygotować do porodu telefonicznie? Jak zamierza mnie Pani przygotować do opieki nad noworodkiem telefonicznie?".

Dziś się udało. Ufff. Ponad 200 - tysięczne miasto. Dziś rano dałam sobie i położnym ostatnią szansę. Ostatnią. Mam remont na głowie, wymianę auta (grat się rozleciał, najpóźniej we wrześniu chcemy coś kupić), wyprawkę dla Maliny (mamy kilka ciuszków - Wilga przybij piątkę!), listę wyprawkową dla Maliny, imię dla Maliny (na to na szczęście nie musimy czekać na dostawę kilka tygodni, albo być uzależnieni od terminów fachowców) i nie miałam ochoty tracić czasu na wiszenie na słuchawce. Pani powiedziała, że będzie się kontaktować w dniu jutrzejszym, że jeśli się nie obawiam korony, to mogę do niej przychodzić do przychodni, albo ona do mnie do mieszkania. Tak się cieszę!!! Oczywiście, szkoła rodzenia nie była głupim pomysłem. Ale z powodu korony w moim mieście działa jedna szkoła. I prowadzi jedynie zajęcia indywidualne. Nie możemy więc poznać zapatrywania innych rodziców na jakieś kwestie. Nie możemy też poznać zdania innych położnych na konkretne tematy.

Podliczyłam też całkowity koszt naszego leczenia niepłodności. Czyli do momentu transferu. Od tamtej pory mamy ciążę - jej nie będę (na razie, a może już nigdy) podliczać. Wyszło 73.453,18 zł. Samochód prosto z salonu, albo remont w opcji na full wypas (dla nas oczywiście, bo wiadomo, że w mieszkanie czy dom, to można wpakować każde pieniądze). To razem z refleksologią, akupunkturą, tonami supli, leków, lekami do stymulacji, wizytami u różnych ginów, urologów, depozytami nasienia, zabiegami, książkami, dietami oraz dwoma procedurami in vitro. Nie wchodzi w to koszt paliwa, ani utraconego zarobku (z powodu L4 czy braku wykonywania działalności u Mężusia). To w ramach zaspokojenia ciekawości - gdyby ktoś poszukiwał informacji.

Dla odmiany kilka kwestii fajnych:

Od 1 lipca 2020 roku wchodzi program "Ciąża+". Nawet mój lekarz nie wie, o co chodzi. Jeszcze nie przeczytałam dokładnie, ale część leków ma być darmowa, a część w jeszcze większej refundacji. Znając nasze szczęście - z pewnością będzie jakiś wyjąteczek magiczny, że Krąsi, Mężuś i Malina się na to nie łapią.

Hafija.pl - merytoryczny portal o karmieniu piersią. W każdym artykule wiele odnośników do materiałów źródłowych. Może się przydać Rodzicom.

Yoami.pl - szkoła rodzenia na youtube. Dla mnie laska prowadzi to naprawdę sensownie. Może ma przydługie wstępy, ale warto sobie przynajmniej przeklikać.
‹‹ 6 7 8 9 10
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.