Pamiętniki Dodatnie ANA i koncentracja plemników 5.22 miliona/1 ml :)
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

22 maja, 11:00

2 dc, szczerze nienawidzę mieć okresu. I to nawet nie dlatego, że nie jestem w ciąży. Po prostu wczorajszy dzień tak mi dał popalić, że mam dość. Dawno mnie nie zmiotło do tego stopnia. Dostałam drgawek, było mi zimno i gorąco na przemian. O 10:00 łyknęłam nospę forte. O 13:40 kolejną nospę forte. Potem o 15:00, stwierdziłam, że pier...lę ewentualne skutki uboczne w postaci negatywnego wpływu na owulację biorę nurofen. O 15:30 kolejny nurofen i na noc o 21:40 i 22:30 kolejne dwie kapsułki nurofenu. Ku.wa. Przez ostatnich kilka miesięcy było tak ładnie, wystarczająca była nospa. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wczoraj byłam w drodze do Białegostoku, do speca od laparoskopii. Wizyta o 15:40, a drgawki miałam w poczekalni. Tadam. Ogólnie miałam ochotę rozebrać się w poczekalni do bielizny, miałam zimne ręce i się nimi ochładzałam, Mężuś chciał pomóc, ale jego ręce były za gorące, więc nie był w stanie mi pomóc, bo na ciepło reagowałam jak byk na płachtę.

Naprodoktorek mnie też zdenerwował. Powiedział mi, że przed wizytą u Tomaszewskiego mam zadzwonić po skierowanie na laparo. Dzwonię do niego, a on mówi, że skierowanie na wizytę konsultacyjną nie jest potrzebne, że da mi, ale później, jak będę mieć termin. Kurde, a jakby termin był już ustalony wczoraj? To ja te 305 km w jedną stronę, tak hobbistycznie bym sobie pojechała?

Wizyta u Tomaszewskiego, nie mógł mi zrobić usg, bo bardzo silnie krwawiłam (jak nie ja 1 dc). Mężuś stwierdził, że niepotrzebnie się ze mną kłócił, że może ten dodatkowy stres wpłynął na wcześniejszy okres i dolegliwości bólowe (w..rwił mnie mocno swoim materializmem i jednoczesnym wydawaniem kasy na bzdety, na które nie mamy kasy i spałam na drugim końcu łóżka). Porozmawialiśmy z lekarzem o samym zabiegu. Cena między 2.500 a 4.000 zł w zależności od tego, co znajdą w środku. Najwcześniejszy termin zabiegu, w moim wypadku, to 27 czerwca. Dlatego, że zabieg może odbyć się min. 2 tygodnie po drugiej dawce szczepionki przeciwko wzw b. Druga dawka 13 czerwca. Nie wiedziałam o tym, nie pytałam o to na forum. Poza tym, wg wszystkie badania wirusologiczne są ważne 3 miesiące, więc muszę powtórzyć wirusologię. Robiłam ją w styczniu. Na szczęście posiewy stwierdził, że przyjmuje jako ważne. Na pytanie, o to, czy miał przypadek, że w środku nic nie znalazł, stwierdził, że w 99% coś jest. Nie zapytałam jednak o to, czy zawsze są to rzeczy typowo złe, czy może są neutralne. Mężuś boi się tego położenia mojego na stół, a stwierdził, że jakbym weszła z tymi drgawkami do niego do gabinetu, to on na cito by mnie kładł na stole. Poza tym lekarz wysłuchał naszej historii, dopytywał o stan zdrowia Męża, o leki, jakie przyjmuje, o dietę, jaką stosuje. No i zapytał, czy były badane u Męża d-dimery. Nie, tego badania nie robiliśmy. Powinny być poniżej 200. I jeszcze powiedział, żeby ograniczyć w diecie jajka. Jajka nie są wskazane dla mężczyzn. Chyba o tym nikt nam nie mówił, ale Mężuś i tak je znacznie mniej jajek. On kiedyś mógł jeść tylko jajecznicę. I jeszcze nakazał pić Mężusiowi min. 4 litry płynów dziennie (wzrost i waga), Mężuś do tej pory wypijał 3 - 3,5 litra. Po wyjściu z gabinetu, skierował nas do swojej kliniki na ul. Parkową 6, na konsultację anestezjologiczną. Klinika robi bardzo fajne wizualnie wrażenie, ale ludzie tam pracujący również robią dobre wrażenie, taka ciepła atmosfera. Pozytywnie zaskoczeni byliśmy tym, że nie płaciliśmy za konsultację anestezjologiczną. Dostałam już leki na przygotowanie przed laparoskopią i jogurty. Anestezjolog pożartował, położna dopowiedziała kilka rzeczy, salowa dopytywała czy nie mamy ochoty na kawę lub herbatę. Jedyny minus za brak sensownej poczekalni. Jest poczekalnia na piętrze, w kształcie salonu między salami dla pacjentek. Niebyt komfortowo się tam czułam. Mężuś też nie.
Moje wrażenia po wizycie u Tomaszewskiego: specjalista, rzeczowy, konkretny, kilka razy upewniał się, czy nie mam innych pytań. Wrażenia Mężusia (był ze mną w gabinecie): gadżeciarz, który zna się na swojej robocie, ale jednak nie wzbudził w nim zaufania. Ah, ukłony dla Pani pracującej w rejestracji na ul. Orzeszkowej (gabinety). W chwili, gdy Mężuś szukał apteki, ona się mną opiekowała. Gdyby nie ona, położyłabym się na podłodze z bólu i chłodziłabym swoje ciało na płytkach, bo tak bardzo było mi gorąco. Kobieta rzuciła wszystko inne, żeby mi jakoś ulżyć.

W międzyczasie zrobiłam też usg piersi. Ostatnie było prawie 1,5 roku temu. W prawej piersi mam dwa guzki 7 mm i 9 mm o charakterze węzłów chłonnych, a ich umiejscowienie na granicy z dołem pachowym również to potwierdza. Lekarz wykonujący badanie, stwierdziła, że nie należy się tym przejmować. Do konsultacji z ginem.

Odebraliśmy też wyniki hormonów Mężusia po 3 tygodniach zmiany kuracji. I uwaga: ma idealne wyniki hormonów:

FSH: 7,2 (norma: 0,9 - 11,9), przed kuracją było w normie, w trakcie kuracji skakało znacznie powyżej;
LH: 4,3 (norma: 0,6 - 12,1), przed kuracją było w normie, potem też skakało;
testosteron 784,45 norma: 240, - 870,70), przed kuracją w niskich granicach normy, w trakcie kuracji przekraczał górne granice normy;
estradiol: 29 (norma: poniżej 44), przed kuracją było w normie, potem skakał.

Jakoś między 27 a 29 maja ma wykonać badanie nasienia i zobaczymy, co to wyjdzie. W międzyczasie, jego lekarz prowadzący przyjmuje też w klinice, w której ostatnio byliśmy, ma przewieźć z jednej przychodni do drugiej kserokopię dokumentacji medycznej, żeby wszystko było w jednym miejscu. 28 maja wyniki cytologii. W najbliższy piątek (24 maja) mam wizytę u hematologa, żeby wydał mi zaświadczenie na refundację leków przeciwzakrzepowych w ciąży. No i muszę się umówić do dentysty. Dwa zęby mam do zrobienia, mam nadzieję, że obejdzie się bez kanałówki (nigdy w życiu nie miałam i się cykam). Poza tym chciałabym się umówić do internisty, może część badań do laparoskopii będę mogła wykonać na NFZ?

Odebrałam też wyniki testu limfocytotoksycznego. Wynik to brak przeciwciał limfocytotoksycznych. Chyba prawidłowy? Czekam jeszcze na PAI 1. Ma być maks. do 28 maja. Wtedy będę mieć komplet badań, a reszta to będą do odświeżenia lub kontroli po leczeniu (hormony, wirusologia, posiewy).

Książka o immunologii: nie przeczytałam nic więcej, ale z tego, co przeczytałam wynika, że najważniejszym narządem limfatycznym jest grasica. Szukam więc domowych sposób na poprawę jej pracy. Żeby działać kompleksowo. Zastanawiam się czy nie wrócić na 2 - 3 zabiegi akupresury, bo wczorajszy dzień mnie wykończył? Do przemyślenia.

Kwestie pozastaraniowe: będąc w Białystoku zjedliśmy zarąbiście dobry obiad w Bistro Dobra Zmiana. Przepysznie i tanio, jak na tak fenomenalną jakość jedzenia. A w ubiegły weekend byliśmy na festiwalu górskim, posłuchaliśmy o dalekich wyprawach, obejrzeliśmy pokazy slajdów, było bardzo przyjemnie.

Paczka dla Bratanka na jego powitanie na świecie naszykowana: jest Whisbear (dla Bratanka i jego Rodziców), jest książka "Rozwój psychiczny dziecka od 0 - 10 lat" (dla mojego Brata w szczególności oraz dodatkowo dla Bratowej) oraz lanolina (dla Bratowej).

P.S. Jakby ktoś szukał szumisia, whisbear - nie kupujcie na stronach producentów. Okazuje się, że można znaleźć dużo taniej w internetowych sklepach z zabawkami :) nie ogarniam, jak i dlaczego, ale ja dałam za Whisbeara prawie 50 zł mniej niż na stronie producenta :)

23 maja, 17:42

Piąta strona pamiętnika. Ehh.

Przyszły wyniki mutacji PAI. Mam 4G/5G w układzie heterozygotycznym.

Immunologia: przeciwzapalne działanie interleukin polega na hamowaniu syntezy interleukin prozapalnym, a czasem na zwiększaniu produkcji prozapalnych. Paradoksu tego jeszcze nikt nie wytłumaczył. Od prozapalnych zależy inicjacja reakcji zapalnej.

Przeciwzapalne to IL10, IL4, IL13.
Prozapalne: IL1, TNFalfa, IL8, IL6.

27 maja, 10:05

Byliśmy z Mężusiem w weekend u moich rodziców. Jedna z pierwszych informacji od mojej mamy: "Ty wiesz, Paulina niedawno urodziła drugie dziecko.". I tym prostym zdaniem spowodowała, że mój dobry humor uleciał w kosmos. Paulina to moja sąsiadka z dzieciństwa, starsza ode mnie o 5 dni. Wyszła za mąż 7 lat wcześniej ode mnie. I posiada aktualnie dwójkę dzieci: dwulatka i może miesięczne lub dwumiesięczne dziecko. Trzęsło mną. I to bardzo. Gdyby mi nie powiedziała, to przecież bym nie wiedziała, bo ja nie rozglądam się, co się dzieje w cudzych domach i na cudzych podwórkach.

Z Mężusiem pojechaliśmy do Castoramy. Na środku alejki z metrówkami po prostu się rozpłakałam (przy rodzicach nie mogłam sobie na to pozwolić). Na szczęście poza Mężusiem w tej alejce nie było nikogo. No złapało mnie i tyle. Mężuś podszedł i mówi:
M: Krąs, będzie wszystko w porządku.
K: <przez łzy> Nie będzie, to jest taaakie trudne, coraz to nowe problemy na naszej drodze i w ogóle, Ty nie jesteś związany zegarem biologicznym...
M: Właśnie, że jestem.
K: <przez łzy i ze złością> Nie jesteś, nie oszukuj! Jaki Ty możesz mieć zegar biologiczny?!
M: Krąselko, Twój zegar biologiczny mnie wiąże, on jest po prostu NASZYM zegarem biologicznym.

Nie przestałam płakać, ale zrobiło mi się lżej na sercu. Dziś pojechał na badanie nasienia, 40 dni od ostatniego badania. Wiemy już, że hormony się ustabilizowały, chcemy zobaczyć, jak to wpływa na produkcję.
No i od dziś zaczyna ze mną chodzić na jogę raz w tygodniu. I uwaga: rozważa zakup roweru :) nawet oglądał jakieś modele już :)

28 maja, 09:50

Za namową Mojejnadziei poszukałam sobie laparoskopii na NFZ. Wcześniej pojawiały się głosy, że można znaleźć dobrych fachowców od laparoskopii na NFZ, ale jakoś przeważały głosy "nie rób laparoskopii na NFZ, będzie gorzej niż wcześniej, tylko nie na NFZ". No i tak przerażona tymi głosami, wylądowałam w Białymstoku, a po tamtejszej wizycie ubiegły tydzień był gehenną. Psychicznie myślałam tylko o tym, że jestem po całości zepsuta.

W czwartek i piątek dzwoniłam więc do szpitala klinicznego w Białymstoku (NFZ). Udało mi się dodzwonić do dyżurki pielęgniarek, gdzie dowiedziałam się, że jak mam skierowanie to robią wszystkim, ale szczegółowych informacji udzielają lekarze. Do lekarzy nie udało się dodzwonić, ani mi, ani Mężusiowi.

Jednocześnie w ubiegłą środę przez przypadek usłyszałam nazwisko ginekologa zabiegowego z moich okolic. Laski na jodze bardzo chwaliły kobietę. Następnego dnia usłyszałam to nazwisko ponownie, od zupełnie innej osoby (mieszkającej na stałe 400 km ode mnie), a w piątek - trzeciego dnia z rzędu - jeszcze od innych osób. Stwierdziłam, że być może Opatrzność chce mi coś powiedzieć i zadzwoniłam do kobiety. Przez telefon konkretna, rzeczowa, po wysłuchaniu historii leczenia, powiedziała, że na jej oko, ja potrzebuję jedynie dobrego nasienia, żeby zajść w ciążę, ale umówiłyśmy się na wizytę. Wizyta była wczoraj. Super delikatne badanie, super szczegółowy wywiad. Jako pierwsza sama z siebie zapytała, co mam zalecone na przeciwciała przeciwplemnikowe. Wypytała o bolesne miesiączki, przyjrzała się markerowi Ca-125. Opowiedziałam jej też o refleksologii. I wytłumaczyła mi, że marker Ca-125 nie jest super markerem, bo on nawet nie jest dobrym markerem dla raków jajnika. On wykazuje jedynie te raki śluzówkowe, innych nie. Mam go skontrolować raz jeszcze. Powiedziała, że wszelkiego rodzaju aspekty nieorganiczne poprawiające funkcjonowanie organizmu w trakcie okresu (np. refleksologia, akupunktura, akupresura, ziołolecznictwo) są traktowane przez ginekologów, jako czynniki bardziej wykluczające endometriozę niż ją potwierdzające. Dlatego, że jedynym sposobem leczenia endometriozy jest usunięcie jej ognisk, więc nieleczona endometrioza z każdym okresem powinna powodować coraz silniejsze dolegliwości. Jeśli jest coś, co pomaga w bólu, to każe ginekologom szukać przyczyny pierwotnej tego bólu. Dalej powiedziała, że u mnie ten marker Ca-125 może być podwyższony przez malutkiego naczyniaka na wątrobie!!! Ku.wa. Takie małe gówno, o którym wiem od września, kartę ze szpitala pokazuję każdemu spotkanemu lekarzowi, a tam jak wół, poza diagnozą reumatologiczną, wskazują "naczyniak na wątrobie". I ku.wa dopiero teraz lekarz przyjmujący w miasteczku, w którym mieszka około 10.000 osób, mówi mi o tym! Wątroba produkuje te markery i jakiekolwiek nieprawidłowości w pracy wątroby mogą skutkować fałszywymi markerami. Z jej doświadczenia bardziej by obstawiała, że mam zrosty (ureaplasma), pytała o to, ile trwała ureaplasma, ale ja tego nie wiem, no nie wiem, bo wcześniej jak robiłam posiewy, to te zwykłe, a nie w kierunku ureaplasmy. Uwaga: jest pierwszym lekarzem, która użyła plansz wiszących w gabinecie, żeby mi wytłumaczyć, czym jest endometrioza, gdzie mogą być ogniska, czym są zrosty, jak wyglądają, czym są polipy, gdzie mogą być, różnicę między laparoskopią a histeroskopią. Wypytała też o Mężusia, zapytała o przebieg leczenia, wyniki. Stanęło na tym, że ona może mi oba te zabiegi zrobić na NFZ w szpitalu, w którym pracuje, że sama może mi wystawić skierowanie, więc nie musiałabym już turlać się do naprodoktorka.

A swoją drogą zrosty spowalniają ruch jajeczka, czy też zarodka w jajowodzie i on dużo później niż powinien ląduje na endometrium, które lekarka określiła mianem puszystej kołderki.

Z ciekawostek, wczoraj był 7dc. I stwierdziła, że u mnie 7 dc, to najpóźniejszy dzień, w którym można zrobić zabiegi, bo im cieńsze endometrium, tym lepiej widać obraz. Czyli, że w ostatnim dniu krwawienia powinnam być już w szpitalu na przygotowaniu do zabiegu, a 7 dc zabieg. Wczoraj na usg widziała... pracujący lewy jajnik!!! Akurat jak jej mówiłam, że odkąd mam monitoringi to zawsze pracował prawy jajnik, nigdy lewy, a ona wyskakuje mi z tekstem: "No, to tym razem będzie z lewego, ma Pani dwa jajeczka: 2,15 cm x 1,64 cm oraz 1,62 cm x 1,41 cm, endometrium 6,2 mm, prawy siedzi cicho". Czyli prawdopodobnie to większe jest jakieś spaczone, nieforemne i przerośnięte. Ale jest drugie, całkiem ładne.

Jutro wizyta u immunologa. Czekam na wyniki cytologii i wyniki badania nasienia Mężusia.

Wczoraj byliśmy na jodze. Praktykowaliśmy pozycje stojące, otwierające biodra. Dziś mnie pachwiny bolą, jest dość ciężko. Natomiast Mężuś po wyjściu stwierdził "Jak mnie fajnie krzyż puścił, wow, to jest super!". :)

29 maja, 19:02

Wróciliśmy od immunologa. Mój Mężuś Najdroższy nienawidzi Warszawy, bo poruszanie się po niej autem jest gehenną. No cóż, na Warszawę nie ma co narzekać. Łódź wygrywa ten pojedynek. Masakra. Dziura na dziurze!!! Dziś to ja prowadziłam. I jeszcze TIR za TIRem. Musiałam sobie aż wiązankę puścić, żeby ze mnie zeszło. Noż. Jak sobie przypomnę - żyłka mi pulsuje.

Wizyta u doktora Paśnika. Wyniki testu LCT - prawidłowe, mogę przyjmować szczepienia.

Mężuś podjął decyzję o ivf. Przyznaję, że mnie przytłacza psychiczne zmęczenie dotychczasową walką i poddaję się jego decyzjom. W związku z tym Paśnik wypowiadał się o przygotowaniu do procedury. Z uwagi na niskie IL4 i IL10 zaleca szczepienia limfocytami Mężusia. Jeśli Mężuś nie będzie mógł być dawcą, wtedy szczepienia pullowane. Najpierw mamy przejść procedurę do momentu uzyskania zarodków i ich zamrożenia, potem 3 szczepienia w odstępach 3-tygodniowych, a następnie miesiąc po ostatnim szczepieniu transfer. Drugie rozwiązanie, które zaleca (bo dał nam dwa pod rozwagę, mamy zdecydować) to sterydy: encorton 10 mg od 10 dc, w którym będzie transfer do 8 tc. W 8 tc 5 mg, w 9 tc 2,5 mg.

Szczepionki nie mają działania długofalowego - ich działanie utrzymuje się 6 miesięcy po ostatnim szczepieniu. I wtedy też mamy okienko na transfer lub starania naturalne. 4 tygodnie po ostatniej dawce szczepionki należy wykonać powtórkę badania oceny cytokin oraz nowe badanie TREG. Po szczepieniach nie ma sensu przyjmowanie sterydów. W 6 - 8 tc należy się doszczepić, bo przeciwciała się zużywają w trakcie ciąży. Stwierdził, że mamy średnie szanse na powodzenie transferu i donoszenie ciąży. Z pewnością nie są minimalne, ale nie są też maksymalne. Jeśli chodzi o skuteczność szczepień, to jestem w grupie, gdzie skuteczność jest wysoka. Wytłumaczył różnicę między szczepieniami a sterydami. Szczepienia powodują wzrost przeciwciał, które chronią zarodek, niczym czapki niewidki. Powodują przywrócenie naturalnej równowagi i powstanie pamięci immunologicznej. Tzn., że w przyszłości, gdy organizm dostanie taki sam bodziec będą większe szanse, że odpowie prawidłowo. Jest to ważne też przy ewentualnych transplantacjach - transplantolodzy muszą wiedzieć o tych ingerencjach w mój system immunologiczny. Natomiast sterydy hamują jakiekolwiek reakcje wszystkich przeciwciał. Szczepienia nie mają wpływu na dziecko, bo na żadnym etapie nie ingerują w jego układ odpornościowy.

Teraz pojawia się mnóstwo pytań, które muszę w głowie poukładać. Po wyjściu z gabinetu byłam roztrzęsiona. Bardzo. Do tego stopnia, że zabrakło mi 5 cm, żeby potrącić tyłem auta człowieka koszącego trawę (był w słuchawkach i mnie nie widział), a ja rozglądałam się za samochodami, a nie pieszymi... Potem prowadząc znowu się popłakałam, za co dostałam burę od Mężusia, że powinnam płakać, jak nie prowadzę auta, oczywiście, że odburknęłam, że będę sobie płakać, kiedy będę chciała.

Ogólnie chcę się jutro obudzić w innej rzeczywistości.

Zrobiłam badania pod kątem zabiegu, i kilka dodatkowych. Ca-125: 18,00, norma do 28,00. Morfologia ok, sód i potas w porządku, APTT i INR również w normie.

Nie zdążyłam na pełen zabieg refleksologii, bo niestety jechało się, jak się jechało. Ale babeczka przyjęła mnie i przynajmniej pięty mi wymasowała, bo już nie byłam w stanie wytrzymać. Zapytałam, jakie zna naturalne sposoby lub z medycyny ludowej na poprawę pracy grasicy, powiedziała, że przejrzy podręczniki i odpowie mi następnym razem. Następny raz w przyszłym tygodniu, czuję, jak cholernie tego potrzebuję.

31 maja, 19:16

Noooo, dzień dobry Wszystkim, w tym pięknym, słonecznym dniu, tuż przed weekendem :)))

Dniu, w którym zmieniłam nazwę pamiętnika, gdyż bohater dzisiejszego odcinka - zwany wcześniej Mężusiem, a od dziś Ojcem Poczętych Wkrótce Dzieci (OPWD) - odebrał wyniki 4. badania nasienia. Zrobione dokładnie 40 dni po 3. badaniu nasienia. I pierwszy raz, gdy już wiedzieliśmy, że hormony są wyregulowane. I pierwszy raz wykonali nam morfologię :)

Przypomnę, startowaliśmy z poziomu 1,5 miliona plemników w całości, ponad połowa martwa, pozostałe nie wykazywały żadnego ruchu. W 3. badaniu mieliśmy 4,95 miliona całości, koncentracja 1,5 miliona na mililitr, ruch postępowy 10%, ruch niepostępowy 2%.

4. badanie:
objętość: 4 ml
całkowita liczba: 20,88 milionów
koncentracja: 5,22 miliony/1 ml
ph: 7,50
upłynnienie: poniżej 60 minut (bywało lepiej, zeszliśmy nawet do 35 minut)
ruch postępowy: 26,92 %
ruch niepostępowy: 23,08 %
morfologia: 10% (!!!!!!! zajebi.cie, prawda?)
lepkość, aglutynacja, agregacja, elementy komórkowe, wygląd - prawidłowo

Dodatkowo zrobił chromatynę, wynik 15%, wynik prawidłowy jest od 0-15%, umiarkowany od 15-30%. Czyli jest ok, ale fajnie byłoby jeszcze to obniżyć. Odebrał mi cytologię - jest w porządku. Jak odebrał wyniki i zadzwonił do mnie, taki szczęśliwy, taaaaaaki szczęśliwy, jeja, i powiedział "Muszę zacząć pić i palić, Ty wiesz, ile ja mam plemników? Za dużo!!!" :D:D:D:D

Niechże jeszcze przypomnę słowa "speca" od niepłodności, z naszej pierwszej kliniki - Invicty w Warszawie, doktora Kunickiego - "Wie Pan co, leczenie nie przyniesie żadnego efektu" - Potrzymaj mi piwo człowieku, sommersby fioletowe najlepiej i w chwili obecnej zawijaj pieroga!

Sialalalalaaaaaaaaaaaaaa :) i jeszcze raz wszyscy razem, tym razem w podskokach :) zaraz idziemy na lody, świętować :)

Cóż, zazwyczaj miejsce to jest miejscem do dzielenia się przytłaczającymi informacjami. Ale dziś, to jest informacja podnosząca na duchu :) i otwiera przed nami nowe możliwości, co za tym idzie - nowe pytania i odpowiedzi :) ale to już po weekendzie. Jutro jedziemy w skały się powspinać (to akurat decyzja sprzed odbioru wyników badań), ale za to z taką lekką duszą, sięgniemy jutro do samego nieba w tych skałach :)

3 czerwca, 13:16

Kochane Staraczki i Zafasolkowane i Dzieciate!

Dziękuję serdecznie Wszystkim za gratulacje, w imieniu swoim i Mężusia :) to naprawdę olbrzymi sukces :)

Mężuś po przyjeździe ze stolicy stwierdził, że te wyniki są zaznaczone w trzech miejscach jako nieprawidłowe (ilość ogólna, koncentracja, ruch postępowy), ale są turbo lepsze niż pierwsze i gdyby takie wyniki dostał w listopadzie, to przeżywałby równie mocno, jak te z 1,5 milionem plemników i zerowym ruchem, a życie tak sobie popłynęło, że wyniki, które dla innych są koszmarem - dla nas są sukcesem i okazją do świętowania :) Przyznał się, że nie wierzył w poprawę, myślał, że utrzymają się na poziomie około 5 milionów w próbce. Cóż, ja zakładałam poprawę (między badaniami upłynęło 40 dni) do 10 milionów w próbce i ruchliwość na 20%, w tym ruch postępowy szybki około 10% (w 3. badaniu był ruch postępowy - ale wolny, szybki 0%). Także, też jestem super zaskoczona.

W piątek wypiliśmy sobie piwko, wyszliśmy na lody, na długi spacer prawie w podskokach. W sobotę byliśmy w skałach, trochę się powspinać, była piękna pogoda. Niedziela - totalny luzik, ale z taką piękną radością i szczęściem :)

Nie podjęliśmy jeszcze wielu decyzji, które te wyniki przed nami otworzyły. Na razie pewnych jest kilka rzeczy: ja już przepracowałam ivf w głowie; dalsze próby (jakiekolwiek) będą w obstawie encortonu i heparyny (ale w międzyczasie zapisujemy się też na szczepienia, bo i tak czeka się min.miesiąc czasu); Mężuś chce złożyć depozyt na przyszłość, bo nie wiemy, czy w przyszłości nie będzie potrzebny (lekarz mu powiedział, że warto to zrobić nawet jak jest ich 5 milionów w próbce, sami wyczytaliśmy, że dopiero przy 10 milionach - po rozmrożeniu coś z nich przetrwa); jutro idę do hematologa zdobyć zaświadczenie na refundację heparyny (bo jedna szuja mi odmówiła wydania, gdyż "mutacje nie są podstawą do wydania zaświadczenia", choć on to "jeszcze skonsultuje z profesorem ginekologii" i da mi odpowiedź za tydzień - dobra, spadaj, szkoda mi tylko wydanej na Ciebie kasy); w czwartek jedziemy na wizytę do Wawy - bo tam lekarka nas ujęła za serce i chcemy rozważyć wszystkie możliwości; gdybyśmy się zdecydowali na szczepienia - w trakcie szczepień można zrobić laparo-/histeroskopię - więc nie traciłabym dwukrotnie czasu (i tak czekam teraz na przyjęcie drugiej dawki szczepionki wzw b); musimy zweryfikować istnienie p/ciał przeciwplemnikowych w naszych organizmach, więc powtórzymy badania, no i zostaje problem mojej immunologii.

Nasza radość trwa :)

Jeden mały drobiazg nie daje mi spokoju - robię testy owulacyjne clear blue dual - żaden mi w tym miesiącu nie wyszedł pozytywny, nawet nie było migającej buźki. Pracował lewy jajnik, odpuściłam sobie monitoring - bo już szczerze byłam zmęczona, tylko jak byłam na wizycie u nowej doktorki - to ona sprawdziła w 7dc. Był skok, był śluz. Nie poszaleliśmy z serduszkami, gdyż Mężuś się uparł z robieniem badania nasienia w moje dni płodne (mi nie musicie tłumaczyć, że to głupota i zmarnowana szansa, na pytanie - "Dlaczego musiałeś to zrobić?" - "Bo jak sobie coś zaplanuję, to lubię mieć to zrobione" - "Ale wiesz, że to nie była wizyta u onkologa, na którą czekałeś pół roku i mogłeś to o tydzień przesunąć?!" - "Czy powiedziałaś mi >>nie rób badania<<?" - "Tak, powiedziałam, że moim zdaniem to głupota robić teraz badanie i uważam, że nie powinieneś go robić" - "Ale tam wprost nie było zakazu" - "Nie przerzucaj odpowiedzialności na mnie za swoje niemyślenie", wielokrotnie mu mówiłam, że gdyby swój upór przekształcił w motywację do działania, to dawno osiągnąłby ogólnoświatowy sukces, a tak to osiąga sukces w wielokrotnym udowadnianiu, że się w tym uporze myli i upór ma nad nim władzę, a nie on nad uporem - małżeńskie pogaduszki, które przyprawiają o za wysokie ciśnienie i ogólny wkurzenie, a ja tłumaczę i nie jestem w stanie dotrzeć do tego, co ma pod kopułą), stwierdził, że nie ma się co starać, bo i tak się nie uda (potem więc była także kłótnia o to, że ja po prostu lubię z nim się kochać, niekoniecznie tylko po to, żeby spłodzić potomstwo) - więc ogólnie ubiegły tydzień był koszmarny. Poza piątkiem, kiedy odebraliśmy wyniki nasienia :)

W sobotę popołudniu, o 18:15 oficjalnie zostałam Ciocią :) Urodził się mój pierwszy Bratanek - Wojtuś: 3600 g, 54 cm, 10 punktów. Zaczęło się o 15:00. I to był poród siłami natury, także ten, ja sobie też taki szybki poród zamawiam :) zarówno Mały, jak i Bratowa czują się dobrze, planowane wyjście ze szpitala - jutro. Rodzili w państwowej placówce, nic dodatkowo nie płacili położnym ani lekarzom i są super zadowoleni. Mój Brat był przy porodzie, choć całą ciążę się zarzekał, że nie będzie asystował.
Wiadomość o ciąży przyjęłam całym przepłakanym tygodniem, ale już tą o narodzinach z dużo większą dawką spokoju i radości. Jasne, odrobina smutku też się pojawiła, bo Brat młodszy i w ogóle, ale cóż - tu jestem tylko od rozpieszczania :D kolejna jasna strona tematu - ktoś przede mną popełni jakieś błędy, będę mogła się na nich uczyć ;)

5 czerwca, 17:43

Tak na szybko, bo zaraz idę na jogę (a chwaliłam się, że ostatnio sama po raz pierwszy zrobiłam mostek i za chwilę sama, bez niczyjej pomocy, po raz pierwszy - stanęłam na głowie - ileż to radości może sprawić człowiekowi :)).

Byłam na refleksologii - cudowny odpoczynek, polecam każdemu bez względu na to, czy przykłada wagę do medycyny naturalnej czy nie. Dziś odezwał się u mnie bark, jelito grube, miednica, gardło, krtań. Natomiast kobieta zgodnie z obietnicą poszukała domowych sposobów na poprawienie funkcjonowania układu immunologicznego i grasicy: mleczko pszczele (jedliśmy kilka miesięcy, zrobiliśmy sobie przerwę), pierzga, mumijo oraz żeń szeń, ze szczególnym uwzględnieniem żeń szenia syberyjskiego. Właśnie czytam sobie o mumijo - pierwszy raz o tym słyszę. I pewnie wypróbuję. Wiem, że są tu poszukiwaczki metod wspomagających czy też alternatywnych - dokładam swoją cegiełkę! :)

10 czerwca, 14:45

Cudawianki się dzieją, 21 dc.

Owulka z lewego jajnika, tam dwa jajeczka, odpuściłam monitoring, bo mi się nie chciało. 17 dc, w ubiegły czwartek byliśmy na wizycie z lekarzem prowadzącym. Dla mnie z obserwacji wynikało, że to 7 dpo. Clear blue były zawsze puste, nigdy nie pokazały nawet migającej buźki, ale stwierdziłam, że się tym nie przejmuję, bo jak miałam słabszą owulkę to clear blue pokazywał stałą buźkę, a jak miałam super owulację (prog i estradiol powyżej norm laboratoryjnych, za to w pięknych napronormach), to nie były w stanie wykazać stałej buźki, za to cały czas pokazywały migającą (czyli: wysoka płodność, przed szczytem). Skok temperatury był, obajw śluzowy też, rano przed wizytą sprawdziłam wysokość proga i estradiolu: estradiol 200,11, a prog 18,84. Czyli całkiem całkiem. A na fotelu słyszę: o mamy ciałko krwotoczne, to oznacza, że owulacja była dosłownie przed kilkoma godzinami, może w nocy, może bliżej poranka, endometrium wyraźnie 1 fazy. Zatkało mnie, nie byłam w stanie nic powiedzieć. Ale jak, no jak? Ok, były 2 jajeczka, ale 7 dc to mniejsze miało 16 mm, czyli i tak powinno pęknąć te kilka dni wcześniej, a nie kilka godzin wcześniej! Lekarz powiedziała, że lewy jajnik jest ładniejszy niż prawy i dał ładniejszą owulację, że jakoś ładniej ułożony względem macicy. Ucieszyły ją wyniki badania Mężusia. Następne kroki jakie zaleciła: wyleczenie zęba (było wszystko pod kontrolą, albo ja nie czułam, albo nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś jest nie tak), bo nagle się tak stało, że mam siódemkę prawdopodobnie do leczenia kanałowego. Grr. Zachęciła do histeroskopii, z jej doświadczenia wynika, że laparoskopia u mnie nic nie wykaże (no ale takie przypadki tu na forum były). I na razie tyle.

Dziś przyjęłam drugą dawkę szczepionki przeciwko wzw b, więc za tydzień będę mogła przechodzić zabiegi. A one i tak zależą od dnia cyklu, więc czekamy. Spec z Białegostoku w przyszłym tygodniu ma wolne, za to dziś wieczorem idę do speca lokalnego i zobaczymy, co ona powie.

W dalszym ciągu mam przeciwciała przeciwplemnikowe w mianie 1:10.

Odezwało mi się ramię. Boli do tego stopnia, że mam problem ze zmianą biegów w samochodzie. Mężuś znalazł mi akupunkturę, bo te kilka lat temu, to właśnie akupunktura mi na to pomogła. Seria rehabilitacji nie dała rady, a aku tak. W środę refleksologia, w czwartek aku. Odzywa się super zmęczenie. Czuję i widzę po swoim organizmie. Każde wolne wykorzystywane było na wizyty lekarskie, a te wiązały się z dojazdem, emocjami, huśtawką emocji w zasadzie, nową nadzieją lub depresją. I potrzebuję totalnego odpoczynku od wszystkiego.

W sobotę byliśmy zapoznać się z Bratankiem. Bratowa już na nogach, przygotowali dwudaniowy obiad z deserem. No cóż, Mały skradł serca wszystkim. Ma odstające uszy, nieskromnie się chwaląc po mnie i moim najmłodszym Bracie (swoim najmłodszym Wujku) :) na razie je, śpi, załatwia się i tyle. Poleżał w wózku na dworze, jak jedliśmy deser. No kruszyna taka mała, a jak się weźmie w ręce to czuć te ponad 3,5 kg. O dziwo Brat lepiej go ogarnia niż Bratowa (zapewne zmęczenie po porodzie), trochę widać "odpieluszkowe zapalenie mózgu" u Brata ("chodź Ci pokażę blokadę do fotelika", "ooo, a to taki specjalny kocyk bambusowy", "zgadnij jak się uruchamia tą zabawkę?!", "teraz, jak wychodzisz ze szpitala, to dostajesz takie coś i takie coś i takie", "a tak uruchamiasz funkcję kołyski w łóżeczku" itd.), z drugiej strony to taka totalna frajda widzieć go pochłoniętego szczęściem :) no i odkąd się Wojtek na świecie pojawił, to tak w tydzień czasu dostałam od niego więcej wiadomości niż przez ostatnie 2 lata. Miła odmiana. Mężuś stwierdxził, że ten wariant odpieluszkowego zapalenia mózgu to wersja mini, a ja nie widziałam większego, pczy czym on mnie już teraz uprzedza - jako Ojciec Wkrótce Poczętych Dzieci - że on bierze wersję hard :)

I okazało się, że super trafiliśmy z wysyłką prezentu - prezent dotarł godzinę po ich powrocie ze szpitala :)

Tylko raz mi zaszkliły oczy, ale szybko wyschły, no nie miały prawa być wilgotne, raczej nie tam.

11 czerwca, 10:21

Lokalny spec od laparo/histeroskopii ma wolne od 21 czerwca do 1 lipca. Grrr. Spec z Białegostoku od 18 do 23 czerwca. I teraz odliczanie, czy okres łaskawie wypadnie tak, żebym się zmieściła w mym krótkim okienku między krwawieniem o owulką, w tej chwili to już u któregokolwiek z nich. Póki co 22 dc. Okres wstępnie w piątek/sobotę. W międzyczasie, w dniach 20-23 czerwca nasz krótki wyjazd, który w zależności od tego, jak się wszystko poukłada, albo się odbędzie albo trzeba będzie odwołać.

17 czerwca, 09:16

Uff, udało się dostać okresu w sobotę. I zapisałam się na zabieg 24 czerwca, godz. 10:00. 24 czerwca to 10 dc, ostatni możliwy u mnie dzień wykonania zabiegu. Kamień z serca. Czy to normalne cykać się przed zabiegiem? Bo boję się, że przed podaniem znieczulenia, po prostu się popłaczę ze strachu.

Jutro jadę na pierwsze zajęcia "Wyluzowanie na żądanie". Jestem mega ciekawa, czego tam się dowiem. I czy mi pomogą w osiągnięciu błogiego spokoju.

W środę przejdę się na refleksologię i akupunkturę. Dziś na jogę - razem z Mężusiem, ostatnio powiedział, że pochodzi jeszcze ze 2-3 miesiące i kupi sobie matę :) W środę wieczór jedziemy w skały (pod Wrocław), na 3,5 dnia wspinania. Nie będę aż tyle myśleć o zabiegu i znieczuleniu. Muszę się poruszać na zapas, bo lekarz powiedział, że całkowity proces dochodzenia do siebie po zabiegu trwa 40 dni i w tym czasie wspinaczki nie mogę uprawiać, pozwolił mi uprawiać jogę. Do tego dochodzi Mężuś, który jest dość mocno przewrażliwiony na punkcie wspinaczki - kontroluje mnie, przepytuje z węzłów, kreuje niebezpieczne sytuacje, żebym szybko znalazła rozwiązanie - to mnie bardzo dużo uczy i jest świetne. Martwi się, nawet bardzo. Najlepsze jest to, że to on mnie wciągnął we wspinanie :) nie ryzykuję, nie robię ekstremalnych, ryzykownych rzeczy, nie podchodzę do tematu obsesyjnie. Jak jednak się nie wspinam, to mi tego brakuje. Nie muszę się porównywać z innymi, ja tam walczę ze sobą :)
Z uwagi na wyjazd, zaczynam dziś tydzień bez supli :) nooo, prawie bez supli, zostałam przy mumio i żeń szeniu syberyjskim, bo chcę przetestować ich działanie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca, 09:18

19 czerwca, 12:55

Pielęgniarka w moim labie na dzisiejszym pobraniu krwi: "O, a my to się wczoraj nie widziałyśmy?"
Krąsi: "Nie. Faktycznie, często tu przychodzę, ale nie było mnie wczoraj".
P: "No, ja mam wrażenie, że się codziennie widzimy."
K: "Raczej jeden raz na dwa, trzy tygodnie, teraz jestem przed zabiegiem, ale mam nadzieję, że z końcem czerwca, początkiem lipca, przestanę być tu stałym gościem".

Eh. Wczoraj byłam w klinice na pierwszych warsztatach z cyklu "Wyluzowanie na żądanie". Psycholog na początku stwierdziła, że to nie jest terapia grupowa, a jednak po wyjściu stamtąd miałam tyyyyle siły i dobrej energii, jakbym właśnie wyszła z terapii grupowej :) Grupa kameralna, 6 osób, bagaż doświadczeń i problemów. Warsztaty kosztują mnie, tyle, co dojazd do Wawy. Wczoraj myślałam, że te jedne zajęcia kosztowały mnie 130 zł, ale nie - zatankowałam za 103 zł :) i jeszcze na tym pojechałam do pracy te 30 km, więc podróż tam i z powrotem kosztowała mnie między 85 zł a 95 zł. U mnie w mieście nie znajdę wizyty prywatnej u psychologa czy psychiatry w tej cenie, a na pewno nie będzie to psycholog specjalizujący się w pacjentach z problemem niepłodności, przedłużających się starań. Ogólnie polecam, jeśli ktoś miałby czas i ochotę.

Dziś byłam na refleksologii, kobieta namówiła mnie na refleksologię głowy w przyszłym tygodniu (już na spokojnie po laparoskopii). Byłam też na akupunkturze, ale tu już nie wrócę, coś nie czuję chemii z wbijającym igły, robi to inaczej niż kobieta na Śląsku, do której chodziłam, gdy mieszkałam w Katowicach.

A teraz idę się pakować na wyjazd, udanego weekendu Wszystkim!

24 czerwca, 19:19

Jestem po zabiegu. Jeszcze przed zabiegiem, spec od laoaroskopii zrobil mi usg. I mówi do mnie "Ależ Pani Krąsi, ma Pani przegrodę w macicy! Będziemy ją musieli naciąć na 7 mm.". To było widoczne na usg. Od 17 lat miesiączkuję i chodzę regularnie do ginów. Od 17 lat słyszę, że mam piękną macicę. 8 ginów, w tym 1 naprodoktorek oraz 2 z klinik in vitro nie zauważyło na usg wady wrodzobej w mojej macicy! Zauważył gin nr 9. Mam mnóstwo żalu do tych wszystkich gibekologów. Przegroda taka uniemożliwia zajście w ciążę oraz powpduje wczesne poronienia. Dodatkowo dowiedziałam się, że moja mutacja MTHFR A1298C powoduje powstawanie zwapnień w malutkich naczyniach krwionośnych. Tłumacząc na nasze - nawet jak endometrium miało prawidłową grubość, to było nieprawidłowo odżywione. Przypomnę w tym miejscu słowa naprodoktorka "40% populacji ma tą mutację i się rozmnaża.". Nie wiem, czy coś jeszcze wyszło, bo zabieg miałam późno i nie rozmawiałam z lekarzem. Dowiem się jutro. Potwierdza to moją wcześniejszą teorię, że jak się samemu nie zdiagnozujesz, to nikt Cię nie zdiagnozuje.
Padam z głodu i pragnienia.
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)