Pamiętniki Maluj kolorami, które zostały Ci dane.
Dodaj do ulubionych
‹‹ 3 4 5 6 7

6 września, 09:19

Dariaa - nie wiedziałam, że tu jeszcze zaglądasz :)
Może masz trochę racji, że analizuję ale cóż - jestem naukowcem, takie przyzwyczajenie :P Nie twierdzę, też ze pomocy nie otrzymamy, bo Panie z ośrodka zapewniały że tak. Bardziej chodzi mi o pewien niedosyt w związku ze szkoleniami. Czego dowiedziałam się np. o FAS? Cóż, zostały nam pokazane zdjęcia dzieci z FAS, została przeczytana lista objawów + dostaliśmy tę listę do domu, oraz została przytoczona historia dziewczynki która zaraz po urodzeniu wyglądała na pełnoobjawowy FAS a pół roku później wszystko znikło. Teraz ma 5 lat i rozwija się normalnie. Koniec tematu lecimy dalej. Ogólnie było to 6 około godzinnych do max półtoragodzinnych spotkań na których po kolei były „omawiane” tematy. Żadnych spotkań z rodzinami adopcyjnymi, żadnych „prac” czy „zadań”, po prostu wykład podczas którego można zadać pytanie.
W dodatku, większość osób w grupie deklarowała chęć adopcji jak najmniejszego dziecka. My dopuszczamy możliwość starszego (do 3-4 lat) oraz rodzeństwa. Niestety, ponieważ byliśmy w mniejszości (żeby nie powiedzieć jedyni), to temat jak radzić sobie ze starszymi dziećmi został, że tak to ujmę olany. Jak budować więź z dzieckiem? No przecież w przypadku noworodka to przychodzi naturalnie, podczas karmienia, przewijania itp. Na nasze pytanie co w przypadku starszego dziecka, odwiedź - trzeba sobie radzić inaczej. I tyle.
W dodatku czułam się napiętnowana już od pierwszego dnia szkolenia. Na początku prowadząca się do nas zraziła, bo na liście "wymagań" co do dziecka pojawił się punkt - brak alergii na psią sierść/brak strachu przed psem. Jak może pamiętasz, mamy już starego i schorowanego psa. Nie pozbędziemy się go. Oczywiście prowadząca od razu zaczęła - a co jeśli urodziła by Pani dziecko które miałoby alergię? No cóż byłaby to trudna sytuacja i nie wiem co bym zrobiła, ale skoro dajecie mi wybór to chcę dziecko bez alergii.
Kolejną "wpadkę" zaliczyliśmy przy kartotekach dzieci. Nie wiem czy u was też tak było, ale nam na pierwszym szkoleniu rozdano przykładowe kartoteki abyśmy zobaczyli jak to wygląda. My dostaliśmy kartotekę 5 letniej Jessici. I w związku z tym imieniem zadałam proste pytanie - jak wygląda sprawa z imieniem dziecka przy adopcji i czy można je zmienić. Ja rozumiem, że komuś takie wymyśle imię może się podobać, ale ja dziecka krzywdzić nie chcę. Oczywiście znowu dziwne uwagi pod naszym adresem.
Na szczęście druga kobieta, ta która nas przyjmowała i połowę szkoleń prowadziła, była spoko. Ta która prowadziła pierwsze i pozostałą połowę była do nas uprzedzona.

Cóż wyszedł mi trochę wpis krytykujący nasz OA. Trochę żałuję, że go wybraliśmy. Z tego co czytałam to w innych ośrodkach wygląda to zupełnie inaczej. Tworzy się bardziej grupa wsparcia czy coś w tym stylu. My nie mamy kontaktu z nikim z naszej grupy, więc nawet nie wiem kiedy ich procedury ruszą.

Samopoczucie na dziś – po japońsku, czyli jako tako. Nie jestem super zdołowana, ale też nie jakoś super radosna. Trochę się martwię i stresuję, bo doszły inne problemy. Na szczęście te problemy zostaną rozwiązane na dniach. Czy szczęśliwie czy nie to się okaże.

16 września, 12:53

2 dc - czas zacząć przygotowania do transferu mrozaczków.
Chociaż nie wiem czy to na pewno dobry pomysł, a raczej czy to dobry czas na ten transfer. Na początku października (niedługo po transferze) czeka mnie wyjazd na konferencje + wystąpienie na tej konferencji. Nie bardzo mam jak to odwołać. Dodatkowo sytuacja w pracy (tej normalnej nie związanej z uczelnią) się tak pokomplikowała, że jeśli jakimś cudem się uda to nie będę miała gdzie wracać - współpracownica odchodzi, zanim przyjmą na jej miejsce nową osobę którą wyszkolę, może mnie tu już nie być. Niedoświadczona osoba sobie sama nie poradzi, więc aktualne projekty upadną (tymi projektami zajmuję się TYLKO ja i współpracownica). A jak upadną, to nasz dział zamkną. I tak wiem, ze to nie moje zmartwienie - to szefostwo zawaliło, bo nie zatrudniło więcej osób (bo to jest robota fertycznie dla jednej osoby, dwie czasem się nudzą, to po co trzecią zatrudniać - ach te oszczędności). Ale i tak... No i w życiu prywatny, też się trochę psuje - choroba babci, oraz mamy jednocześnie, jazda po szpitalach to też dodatkowy stres...
Z drugiej jednak strony, jak teraz nie będzie transferu to znowu musimy wydać hajs na kolejny rok mrożenia zarodków. Nie jest to dużo, ale trochę bez sensu.
Z trzeciej jednak strony mówimy tu o mnie, czyli o chodzącym nieszczęściu. Szanse ze się uda są niemal bliskie zeru. Więc w sumie czym się martwię?


Samopoczucie na dziś - ujemne, z tendencja spadkową. Jak zawsze w trakcie okresu...

25 września, 14:32

Ostateczne przygotowania do transferu czas zacząć. Dziś jadę na wlew z accofilu, czy jak to się tam nazywa. Od dziś też dodatkowe leki i transfer w poniedziałek.
Z jednej strony chcę mieć nadzieję, że się uda. Z drugiej cichy głos mi podpowiada, że na co ja liczę...
No nic, zobaczymy czy czeka mnie kolejne rozczarowanie, czy może jednak nie. Mój mąż, jak zawsze pełen optymizmu twierdzi, ze się uda. Szkoda, że ja już tak nie potrafię...


Samopoczucie na dziś - zestresowana, trochę zdenerwowana.

27 września, 09:23

Niki345 - Stosuje się go przy nawykowych poronieniach. Ogólnie jest to lek który podaje się przy chemioterapii i po przeszczepach, aby organizm nie odrzucił przeszczep/szpiku. W kilku artykułach naukowych wykazali, że jego podanie zwiększa szansę na ciążę, gdy pacjenta ma problem z poronieniami. Na 5 dni przed transferem wlew domaciczny a potem albo codziennie 1/3 ampułki w brzuch, albo 1 ampułka co 3 dni + kontrolnie badana morfologia. Lek ten ma wiele skutków ubocznych - mnie ciągle bolą teraz stawy i mięśnie + mega osłabiona jestem.

Jak zawsze przed transferem nachodzi mnie masa myśli i wątpliwości. Co będzie jak nie uda? Co będzie jak się uda? Co będzie jeśli znowu stracę ciążę? Jak ja to wszystko zniosę?
Z drugiej jednak strony, gdyby te 6 lat temu ktoś mi powiedział, że dam radę wytrzymać tyle nieudanych prób in-vitro, poronienia, zastrzyki i te wszystkie zabiegi, to chyba bym te osobę wyśmiała. Ale mimo wszystko jestem tu, jakoś się jeszcze trzymam, ba nawet pozory normalności umiem sprawiać. Chciałabym wierzyć, że kiedyś spojrzę w przeszłość i powiem - warto było tyle wycierpieć. Naprawdę, chciałabym. Tylko, po tych wszystkich perypetiach nie potrafię się pozbyć tego głosu, który podpowiada mi coś zupełnie odwrotnego. A skoro nie umiem uciszyć, to stwierdziłam że posłucham i spróbuje sobie wyobrazić, jak by to było gdyby ten głos miał rację. I nawet udało mi się to zrobić, może dlatego, że mam wśród znajomych bezdzietne pary, które już szans na dziecko nie mają (po 40). Są szczęśliwi, zwiedzają świat, nic ich nie ogranicza. I gdy wydaje mi się, że w sumie ja też mogłabym tak żyć, przypominają mi się dwa puste pokoje. Niby mogę je jakoś zapełnić, nie wiem zrobić sobie siłownie, czy bibliotekę, albo pokoje gościnne. Ale jakoś tak smutek mnie wtedy ogarnia. Eh... Za każdym razem mówię, że więcej nie zniosę, ale chyba jest coś czego jeszcze bardziej nie zniosę - pustki. Więc walczymy dalej - może kiedyś się uda.


Samopoczucie na dziś - obolała, zmęczona. Ale zniosę wszystko, aby się tylko udało.

30 września, 15:45

No i po transferze - 2 mrozaczki AB. Bez gluta, kroplówek, nacięć i innych takich. Raz, że wcześniej to niewiele dało, dwa niestety kosztuje, a trzy mąż stwierdził, że jak ma się udać to i tak się uda bez tego wszystkiego. Teraz mam tydzień L4 - w pracy nieciekawa nerwowa sytuacja, a stresu lepiej teraz unikać. Tak więc leżę sobie w domu i odpoczywam. Od jutra zaczynam dodatkowe zastrzyki z accofilu - codziennie 1/3 ampułki. I muszę teraz jakoś pokombinować, bo mam to w ampułko-strzykawkach i brak dodatkowych igieł. No ale coś się wymyśli.


Samopoczucie na dziś - przede wszystkim mega senna i zmęczona.

2 października, 15:27

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia.

Dziś pierwsze dzielenie - kupiłam dodatkowe strzykawki i igły. Będzie z tym trochę zabawy, ale jak trzeba to trzeba.
Mój mąż nie ma nadziei, że się uda - on jest już pewien, że się udało. Innej opcji nie przyjmuje do wiadomości. To jego zachowanie trochę mi się udziela. Znaczy się obawy dalej są, ale on jest tak pewny siebie, że moja nadzieja również rośnie. Chciałabym wreszcie zakończyć swoją przygodę z tą stroną i staraniami. Zamieścić post, że się udało, że słyszeliśmy serduszko/serduszka, że urodziłam. Fajnie by było...


Samopoczucie na dziś - śpiąca, trochę zmęczona. Ale póki co nie zdołowana, a to już coś.

4 października, 09:53

Niki345 - jak zawsze, 2 tygodnie po transferze. Chodź zastanawiam się czy na betę nie pójść za tydzień w piątek 12 dni po transferze.

Maenka - pisałam o nim wcześniej. To lek który normalnie bierze się np. po przeszczepie, aby organizm przeszczepu nie odrzucił. Jest też kilka prac sugerujących, że pomaga przy nawykowych poronieniach. Tu jedna z pierwszych publikacji w tym temacie - https://academic.oup.com/humrep/article/25/8/2151/665577/
Na forum można znaleźć też dziewczyny, którym ten lek pomógł. Oczywiście są też takie którym nie pomógł. Nasz immunolog stwierdził, że przy naszym zestawie KIR (AA) z HLA-C, ta terapia może być skuteczna. Pytanie też, jakie ty masz konkretnie problemy immunologicznie i jakie badania masz już zlecone/wykonane.


Dziś poszłam na kontrolną morfologię. Przy okazji zrobiłam sobie powtórkę z TSH. Ostatnio było mega wysokie, więc endokrynolog mi niemal dwukrotnie dawkę zwiększył. Po moim samopoczuciu wnioskuję, że spadło. Jestem ciekawa jak bardzo. I po raz kolejny stwierdzam, że nie lubię RODO. Wcześniej, wyniki (zaszyfrowane) były wysyłane na maila. A teraz? Teraz nie bo RODO... Teraz trzeba jakieś konta na portalu zakładać, hasła i oczywiście podpisać zgodę, że wyrażam zgodę, że wyrażam zgodę na założenie konta, oraz tyle samo zgód na to by na tym koncie były moje wyniki. Eh, masakra i tyle.


Samopoczucie na dziś - lekki stres się pojawił, bo na wkładce lekko zabarwione na różowo resztki leku się znalazły. Ale staram sobie wmawiać (jak zawsze zresztą), że to z powodu implantacji. Innej opcji nie chcę brać pod uwagę...
No i jeszcze krzyże zaczynają boleć, jak zawsze tydzień przed okresem... No nic, pozostaje czekać.

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października, 11:47

7 października, 08:39

To już tydzień od transferu... A ja mam coraz mniejszą nadzieję? Dlaczego? Ano, dlatego, że przez te kilka lat starań bardzo dobrze poznałam swój organizm i wiem jak się zachowuje w poszczególnych fazach cyklu. Owszem, czasem pojawiają się drobne odchyły - powiedzmy, okres przewidywałam że przyjdzie w poniedziałek a przyszedł w niedziele wieczorem lub we wtorek nad ranem. No i czasem pewne objawy są a czasem nie. Ale jest kilka pewników.
Jednym z takich pewników jest plamienie - od soboty końcówka aplikatora jest zabarwiona na różowo + na wkładce resztki leku również lekko na różowo zabarwione. I tak wiem - plamienie implantacyjne itp. Cóż plamienia miałam zawsze, przy każdym in-vitro. Nawet wtedy jak się na chwilę udało (wtedy spowodowane były utratą jednego z zarodków).
Innym objawem, jest mój nastrój - jak chce mi się bez powodu płakać i wyć, to wiem że okres jest tuż za rogiem. Moje humory są bardzo zależne od hormonów...
Bóle krzyży też już są. No razem z bólami miednicy (po accofilu), ale krzyże były pierwsze no i one zawsze przed okresem/w trakcie okresu bolą.
Jest jeszcze kilka, takich typowo moich objawów, które u innych dziewczyn nie występują, albo występują, ale one jeszcze nie połączyły tych faktów z okresem.

Tak więc, zarówno objawy jak i kalendarz (okres przychodzi praktycznie zawsze co 26 dni), wskazują że w czwartek wszystko się zacznie. Oczywiście małą iskierka nadziei zawsze gdzieś tam się tli, tylko jest niestety coraz mniejsza.
Mąż jak zawsze pociesza, tuli, wspiera, pomaga i wręcz skacze koło mnie aby mi tylko dogodzić i odegnać na chwilę moje czarne myśli. Pisałam o tym nie raz, ale znowu się powtórzę - nie wiem co bym bez niego zrobiła, a równocześnie mam wyrzuty sumienia, że jego starania nie przynoszą efektu...

No nic, pozostaje mi tylko czekać.


Samopoczucie na dziś - zdołowana, smutna i rozczarowana. Ale w tej fazie cyklu to niestety normalne.

8 października, 08:05

No i zaczyna się największy koszmar...
W nocy obudził mnie TEN ból. Ten jakże charakterystyczny, niemożliwy do pomylenia z żadnym innym. Ale tak jak pisałam wczoraj - tego należało się spodziewać. Wszystkie objawy wskazywały, że ból za chwilę się pojawi. No i przyszedł. Na razie jeszcze się nie zaczęło, ale to u mnie normalne. Ból zawsze trwa około 2 dni, a potem znika (by dać fałszywą nadzieję), by pojawić się wraz z krwawieniem dzień później. Czyli wychodzi na to, że około czwartku/piątku się zacznie.
Oczywiście dalej mam nadzieję (chodź już coraz mniejszą i mniejszą), że to jednak fałszywy alarm. Albo w najgorszym wypadku powtórka z rozrywki czyli utrata jednego zarodka...
Teraz pozostaje mi, a raczej nam bo mąż też to strasznie przeżywa, czekać. Co będzie potem nie wiem.


Samopoczucie na dziś - beznadziejne, ale jak można się temu dziwić?

9 października, 09:31

Jednak mój nastrój to istna sinusoida... W jednej chwili chce mi się ryczeć i wyć w następnej jestem szczęśliwa/radosna, a chwilę później mam ochotę kogoś zamordować. No ale z drugiej strony, jak wziąć pod uwagę ilość różnych leków/hormonów które przyjmuję to jak się można temu dziwić.

Jedyny wielki plus tych wszystkich starań to chyba zastrzyki. Znaczy nie to, że muszę je robić czy że lubię. Pamiętam jak kilka lat temu miałam nogę w gipsie i musiałam przyjmować zastrzyki przeciwzakrzepowe. Wtedy chodziłam do sąsiadki pielęgniarki i ciężko każdy zastrzyk znosiłam. Jak zaczęliśmy naszą przygodę z in-vitro, to pierwsze zastrzyki robiłam sobie sama - trwało to nie raz po pół godziny. Po porostu nie umiałam sobie tej igły wbić, bałam się... To kwestia mojej traumy z dzieciństwa (dużo czasu spędziłam jako dziecko w szpitalu/na zabiegach i do 5-6 roku życia bałam się nawet ludzi ubranych na biało). A teraz? Teraz nie ma z tym najmniejszego problemu. Raz dwa i po sprawie. Podobnie z pobraniami krwi - jakoś tak mniej panikuję. Cóż, zawsze trzeba patrzeć na pozytywne strony prawda?


Samopoczucie na dziś, a właściwie na chwilę gdy piszę ten post - w sumie nieźle. Nie jestem pełna nadziei, ale też nie jestem zrozpaczona. Coś po środku, z lekką przewagą nadziei. Ale na prawdę niewielką...

10 października, 09:32

@emilanka - nie wiedziałam, że jeszcze tu zaglądasz i dalej walczysz. Powodzenia tobie również życzę.

Nie wiem po co się zastrzykami chwaliłam... Wczoraj przy wieczornym wkłuciu na jakiś zrost chyba trafiłam - poleciało troszkę krwi i zrobił mi się piękny, wielki siniak :/ Oczywiście na takiej wysokości, że każde spodnie go uwierają. Eh, ja i moje szczęście.

Wczoraj wszystkie objawy ucichły. Znaczy niektóre już wcześniej np. plamienie znikło we wtorek razem z bólem piersi. A wczoraj zniknął ból. Dziś rano dalej była cisza, więc skusiłam się na test. Nie był co prawda z porannego moczu (za często wstaje w nocy do łazienki, bo za dużo przed snem pije), ale i tak stwierdziłam że spróbuje. Wynik, oczywiście łatwy do przewidzenia - negatywny. No, ale biorąc pod uwagę, że to nie był poranny mocz, oraz to że może te bóle były związane z implantacją stwierdziłam, że się nie będę załamywać. Może jest jeszcze szansa. W końcu na betę i kontrolną morfologię idę dopiero jutro.
Niestety, bóle jak na okres powróciły :/ Znaczy są znacznie słabsze niż te kilka dni temu, ale czuję że rosną na sile... No i całe moje pozytywne nastawienie trafił szlak... Teraz siedzę i zastanawiam się, kiedy się zacznie.


Samopoczucie na dziś - załamana...

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października, 09:41

12 października, 09:38

No i po planach i marzeniach. 7 nieudany transfer :(
Zastanawiamy się z mężem czy to ma w ogóle jakiś sens. Jedyny efekt ostatniej terapii, to wyniki które jeżą włos na głowie i co za tym idzie pogorszenie zdrowia (jak odstawie leki to powinno wszystko do normy wrócić), oraz ponowne załamanie. A tak obiecująco było za tym razem...

W klinice, mamy w ramach pakietu opłaconą jeszcze jedną procedurę + jedną dodatkową gratis, jak się nie uda. Ale nie wiem czy chcę podchodzić po raz kolejny. Nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić...
Wczoraj razem z mężem, płakaliśmy nad wynikiem. Nie wiem, po prostu nie wiem. Potrzebuje teraz kilku dni na odpoczynek i przemyślenie sprawy.

To już 6 lat... Ile jeszcze można czekać?


Samopoczucie na dziś - ujemne i ciągle spada...

14 października, 15:42

Gdy podchodziliśmy do tej próby to nie przypuszczałam, że tę porażkę tak przeżyję. Chyba za bardzo pozytywnie byliśmy nastawieni. Ale przecież tyle się mówi o pozytywnym nastawieniu i ogólnie działaniu psychiki na ciążę. U nas, jak widać nic to nie zmieniło.
Za tydzień wizyta w klinice. Lekarz pewnie doradzi kolejne próby, ale sami nie wiemy czy chcemy. Tak samo nie wiemy, czy na pewno chcemy iść w adopcję, skoro jeszcze nie odżałowaliśmy naszych biologicznych dzieci...

@Niki - przerwa nic nie da. To był 7 transfer, 6 był prawie rok wcześniej. Pomiędzy 5 a 6 były prawie dwa lata przerwy... To nic nie daje, a tylko czas nam ucieka.


Samopoczucie na dziś - jeszcze niższe niż ostatnio...

21 października, 09:46

@Pinka - nie mamy już mrozaczków. Musimy całą procedurę od nowa przejść...

Po woli wracam do jako takiej normy, hormony się normują, humor lekko się poprawia. Niestety pojawił się inny problem.
Jak zaczynałam brać accofil to strasznie bolały mnie kości miednicy, ale wyczytałam że to jeden z typowych skutków ubocznych. Lekarz stwierdził, że jak będzie bardzo bolało to paracetamol mogę wziąć. Na szczęście wtedy się obeszło bez - po prostu samo z siebie przestało boleć. Założyłam, że ból musiał się pojawić przy określonym stężeniu, jak się zwiększyło to minął. No a teraz stężenie maleje i ból wrócił... I to znaczne większy i dłużej trwający. Dodatkowo pojawił się ból paliczków dalszych i środkowych podczas zginania palców... Nie wiem czy tak powinno być czy nie. Jutro mamy wizytę w klinice to się zapytam.
Tak samo mam zamiar jutro porozmawiać o kolejnej procedurze - czy to wszystko ma w ogóle jakiś sens. Mój mąż mówi, że jeszcze są te szczepienia, które nam kiedyś proponowali a potem na accofil zamienili. Ale raz - nie wiem, czy chce sobie jeszcze bardziej organizm niszczyć, a dwa - najpierw muszą mi wszystkie siniaki zniknąć, które się po ostatnich pobraniach krwi pojawiły, no i ogólnie żyły muszą odpocząć bo znowu mam zrosty...

Ostatnio dużo myślę, może nawet za dużo. W rozmowach z mężem powracamy do tematu adopcji, tylko... o ile jakiś czas temu, gdy podchodziliśmy do szkoleń byłam w miarę zdecydowana, tak teraz... Teraz nie jestem pewna czy to droga dla mnie. Strasznie się waham. Mąż twierdzi, żebym nie podejmowała żadnej decyzji. Zresztą i tak póki się nie przeprowadzimy to akceptacji nie dostaniemy. Do przeprowadzki z rok czasu został, więc czasu na przemyślenia i rozważania dużo.
Ale to ostatnie podejście do in-vitro uświadomiło mi jedno - ja jeszcze nie odżałowałam straty. Ciągle mam nadzieję, chodź jest ona bardzo mała, na biologiczne potomstwo. A przecież podchodząc do adopcji człowiek powinien być pogodzony ze stratą biologicznych dzieci, aby w pełni móc zaakceptować adopcyjne. Tylko nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zaakceptować moją bezpłodność...


Samopoczucie na dziś - ujemne, ale tym razem powoli zbliża się do 0.
‹‹ 3 4 5 6 7
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)