Pamiętniki Musisz dać życiu szansę
Dodaj do ulubionych
‹‹ 6 7 8 9 10

2 sierpnia, 23:14

Mąż był na wizycie u urloga w naszej klinice. Razem ze mną. Doktor mega pozytywny, powiedział, że mam chłopa na schwał, bakterii jest o wiele mniej w nasieniu niż w poprzednim posiewie. Yeah! A my, laicy, zobaczyliśmy po raz trzeci ecole, to świat się zawalił. Tymczasem jednostki są ważne, a tych jest o wiele mniej. Mąż uodpornił się na poprzedni antybiotyk, co pokazał antybiogram. Dostał nowy antybiotyk, będzie brał od następnego cyklu, a ja metronidazol - dopochwowo. Lekarz zrobił mu usg jąder i tu zaskoczenie: znaczne żylaki powrózka. Ale wyniki nasienia są dobre, więc żylaki nie kwalifikują się do wycięcia. Był też badany przez dupę - tak wygląda badanie prostaty. Lekarz uprzedzał go, że to nieprzyjemnie tak, że jak go skończył badać mój mąż mówi: nie było tak źle. <facepalm>.
Ewa, dzięki za radę z kiszonkami. Kupiłam akurat śliczną kamionkę na ogórki, jutro na targ po ogóry i będę męża karmić. Plus syrop z żurawiny.

Byłam 1,5 miesiąca na l4, a teraz jak wróciłam do pracy mega stresy. 2 noce bezsenne. Nasza firma się dzieli, część zespołu jest delegowana do innej spółki - pod innym szefem, z zagranicy. Będziemy w innym budynku i niby mam bliżej 3 przystanki do domu, ale ja wiem, żę ten szef mnie zajedzie, ponoć to psychol. Ja w ogóle nie chcę tego robić, to będą jakieś analizy i prognozy, wykresy, tabele, a ja jestem polonistką. To miał być HR, a nie kur..a dziobanie w Excelu. Aplikowałam już do innej korpo. Z pozytywów karierowych to zaczęłam chodzić na obserwacje lekcji w jednej szkole prywatnej. Jak lekcja pokazowa dobrze mi pójdzie, to dostanę popołudniami jakąś grupę i będę miała umowę na zlecenie - będę dorabiać, ale w tym co kocham! Boże, dopomóż, żeby mi się to udało!

Chyba przez te stresy mam straszne skurcze. Niby tylko jedną kawkę dziennie piję, ale jednak. A może to po encortonie? Mam dzbanek z filtrowaną wodą z magnezem, jem wapń, magnez plus cynk, ale skurcze nadal są. Zaraz sobie wymoczę nogi w siarczanie magnezu. Skurcze teraz są niedobre, bo mam właśnie owulację.

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia, 23:15

4 sierpnia, 18:11

Wizyta teściów i siostry męża z dwójka dzieci: 5 latkiem roczniakiem.
Ja: Jasiu, jak nastepnym razem przyjedziesz to cie wezmiemy na taki super plac zabaw z karuzelami i smokiem.
Jaś: ale wy nie macie dzieci to czemu chodzicie na plac zabaw?
Ja: yyyyyy..... My tam Jasiu nie chodzimy, przechodzimy obok...

Szwagierka: a co u Twojego kuzyna, tego sportowca?
Ja: dobrze, drugie dziecko ma im się urodzić.
Szwagierka: a ten drugi kuzyn?
Ja: tez czekają na drugie dziecko. Wszyscy czekają na dzieci tylko nie my.
Szwagierka: oj, ale oni przeciez starsi od was sa.

Cóż miała powiedziec? Nie wie, że jeszcze kuzynka jest w ciąży. Czyli cała rodzinka sie rozmnaza, juhu! Nie no, fajnie, tylko czemu nie ja??

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia, 18:12

9 sierpnia, 07:23

Zaczytuje sie teraz Agnieszka Maciąg. Przecztalam ostatnio coś ciekawego, a mianowicie, że wg kabaly to dziecko, a raczej jego dusza wybiera swoich rodziców. Ciekawa teoria, bardzo mi sie podoba. No więc chcialam Ci, Duszko, nas zareklamować. Jeśli chcesz mieć wesołych, trochę szalonych, ale dobrych rodziców, to wybierz nas. Jeśli chcesz przeżywać przygody, zwiedzać Polske i świat, przemierzać góry, wakacje spędzać w namiotach, na łonie natury, to wybierz nas. Jeśli chcesz mieć najsmieszniejszego tatę na świecie, który wszystkich sobie zjednuje i to on bedzie tym rodzicem, któremu możesz wejść na głowę, to wybierz nas. Jeśli zaś Twoja dusza jest artystyczna, to wiedz, że Twoja mama będzie Ci czytala i śpiewała na dobranoc i pokaże Ci baśniowy świat. Twoi dziadkowie czekają na Ciebie każdego dnia i uwierz mi, bedziesz u nich miała jak u Pana Boga za piecem. Tylko opuść już ten piecyk. Świat nie jest taki zły, na jaki wygląda, a my czekamy na Ciebie każdego dnia by Ci go pokazać!

16 sierpnia, 18:30

Nie pisalam nic, ale 1.08 podeszlismy do trzeciej IUI, po roku od ostatniej. Dzisiejsza beta nie pozostawiła złudzeń. To koniec naszych starań naturalnych. Podeszlismy do IUI, bo byliśmy po leczeniu ecoli i myśleliśmy, że może się uda. Niestety przed IUI okazało się, że mąż ma w posiewie nadal ecole, a więc ja prawdopodobnie nadal ją mam w jamie macicy. Jednak warunki były super, dwa pęcherzyki w obu jajnikach. Pomyślałam: pierwszy raz z lametta i encortonem, może się uda. Lekarz sie zgodził, choć nie podobało mu sie moje endometrium. Po IUI, na wizycie kontrolnej pecherzyki były pekniete, ale endometrium 9,4 mm. Niby w normie, ale lekarz mówił że ma jakieś przeczucie, że jak się nie uda, to mąż znów antybiotyk, a ja metronidazol dopochwowy. IUI odbyla się 1 sierpnia, o 17.00, w godzinę W. Smialiśmy się, że to znak i że oto powstal nasz mały powstaniec. Tak sobie myślałam, że może Bóg podaruje nam życie za tyle żyć, które wtedy zostały odebrane. Jednak Bóg wciąż ma dla nas inny plan. Staralam sie myslec pozytywnie, szeptalam do brzuszka mantry płodności, modlilam sie, a na półce postawilam karteczkę ze znakiem Polska Walczy. Wierzyłam w naszego Powstańca, ale on nie powstał. Nie mówiliśmy nikomu, nie pisałam o tym podejsciu nawet na ovufriend, żeby nie zapeszac. Kilka dni przed beta mój entuzjazm opadł, miałam przeczucie, że nic z tego. Dzisiaj modlilam się już tylko o to, byśmy przyjęli wynik ze spokojem. I tak sie stało. W pokoju zapadla cisza, ale nie poplakalam się. Doszło do nas dopiero teraz, że ten cykl będzie z antybiotykiem, kolejny histero, a potem już wizyta w sprawie ivf. Zastanawiamy sie nad klinika. Nasz lekarz, którego lubimy i któremu zależy, pracuje z klinice Parens, która ma gorsze wyniki niż Artvimed. Do Artvimedu jestesmy umowieni na 22.10. Zobaczymy jakie lekarz zrobi wrażenie. Obejrzeliśmy na yt filmiki z robienia zastrzykow, igły nie sa takie straszne, ale ile z tym zachodu! Poruszylismy też kwestie finansowe. Starania pozbawił nas większości oszczędności, teraz stać nas na jedna procedure ivf. Mamy bogate rodzenstwo i ja i M. Juz oferowali pomoc, ale M. nie chce. Nie chce komuś zawdzieczac dziecka, wiec bedziemy zbierać. Na razie liczymy, że 1 ivf się uda! Marze już o nowej komodzie, wymianie frontów w kuchni, ale cóż, to jeszcze poczeka. Chciałabym napisać: udało sie, cudem przed ivf. Może dałabym komuś nadzieje tym, że po długich staraniach może sie udać. Ale niestety, przykro mi. Pozostaje jeszcze zrobić krzywa cukrowa i insulinowa i pakiet na alergię i zdać sie na los.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia, 18:31

18 sierpnia, 15:38

Odstawiłam leki, więc mogłam się napić. Byliśmy wczoraj na koncercie jazzowym i wyloilam 6 kieliszkow wódki. Potrzebne mi to było, dziś już mam lepszy humor. Tak jak oddalalam zawsze od siebie myśl o ivf, tak teraz ta myśl przynosi mi ukojenie. To aż 40% szans, że w tym roku będę mamą! W rodzinie prawie całe kuzynostwo zaciazone. Kuzyn czeka na druga córkę, drugi kuzyn na drugiego chlopca, a kuzynka na pierwsze dziecko, też chłopca. A ja będę miała parke, a co! Należy mi się po tych smutnych latach. Ogladam robienie zastrzykow na yt. Mało jest polskich filmików, może sama zaczne nagrywać? Oczywiscie twarzy nie pokażę. Mąż wczoraj zlapal mnie za brzuch. Pytam sie co robi, mówi, że sprawdza czy bede miała w co wbić zastrzyk. Hehe powiedzialam mu, że chyba jego bedziemy stymulowac, bo w jego brzuch to igła wejdzie jak w masło. Ja mam płaski brzuszek, będzie bida. Zastanawiam się nad wyborem kliniki. Czy jest jakiś aktualny ranking z 2019 lub 2018 roku? Znalazlam tylko z 2016, po programie rządowym.

21 sierpnia, 12:45

Esperanza, dzieki za kciuki w oczekiwaniu na wynik Amh! Wynik jest ale nie wierze: 3.95 ng/ml. Jak to możliwe? Robiłam w Alabie, w 3dc. Wyniki na przestrzeni lat przedstawiają się tak:
Listopad 2017: 2.83 - Alab
Styczeń 2019: 1.48 - Diagnostyka
Sierpień 2019: 3.95 - Alab

Wtf?
Dodam, że od stycznia suplementuje wit D3 4000 j.m. Ale aż tak???

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia, 12:46

23 sierpnia, 20:39

Obecny cykl w dupcie. Mąż antybiotyk Zinnat, ja od niedzieli Metronidazol. Doktorek nakazal celibat. Walczymy dalej z ecola. Ech nie lubię takich cyklow a chyba z 5 takich w tym roku bylo, bo antybiotyki, biopsja endometrium, operacja no i tak zeszło, że sie prawie nie staramy. Kupilam też olejek oregano, ponoć na ecole i grzyby dobry. Czyli teraz antybiotyki, potem cykl naturalny - monitorowany na cele ivf, potem histero, potem pewnie cykl po histero na odpoczynek i ivf start. Czyli , Matko Bosko, ivf dopiero z końcem listopada, jak żyć? A chciałabym już, teraz. Ostatnio moj instynkt już wola do mnie cały czas. Wczoraj pomyslalam, żeby sobie lalke kupić do tulenia. To już jest zle hehe, wyobrazilam sobie mine męża i znajomych i szybko odrzuciłam pomysl. W każdym razie bardzo tesknimy już za malym czlowieczkiem. Mąż na poczatku staral sie tylko dlatego, że ja nalegalam, ale widze, że już bardzo chce. To jest bardzo trudne. Dochodzi do tego praca, chyba bede rezygnowac w tym miesiacu, nie mam jeszcze niczego, ale wysylam cv. Ta praca wpedza mnie tylko w depresje, musze żyć. Chcę wrocic do poprzedniej firmy, może się uda. Po nieudanej IUI przestalam medytowac i modlic sie. Żal po porazce uderzyl rykoszetem. W dniu bety bylam silna, w następnych już zalamka. Wysokie amh postawiło mnie na nogi, wracam do walki.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia, 20:40

5 września, 15:14

Mój kuzyn zaczął sie starać o dziecko w tym samym czasie co my i właśnie urodziło mu sie drugie. Cieszę sie, dobrze, że nie musza przechodzić tej walki, ale zastanawia mnie postawa mojej mamy. Wczoraj przeslala mi zdjecie małego zaraz po porodzie, a potem jeszcze filmik. Nie wiem czy to ja jestem przewrazliwiona i już nie oceniam naturalnie, czy ta kobieta nie ma empatii. Przespalam sie z tym i dzisiaj dochodze do wniosku, że ja, wiedząc, że córka stara sie od ponad 2,5 roku o dziecko nie zasypywalabym jej zdjeciami noworodkow. Tym bardziej, że ostatnio zarzucila mi, że za mało sie staram, za mało lekarzy odwiedzilam. Splakalam sie wtedy jak bóbr. Jak może mi to zarzucac, nawet nie wiedzac ile już badalam - moj obecny gin jest pod wrażeniem. I po tej kłótni ona mi przesyla te zdjecia. Kocham ja, ale Boże drogi, nie moge sie pogodzić z jej zachowaniem. Czy ja przesadzam, jak myślicie?

6 września, 18:43

Wydębiłam od lekarki badania na glukozę - test obciążenia i insulinę na czczo. Czy to jest ta krzywa? Lekarka powiedziała, że to wystarczy, żeby się dowiedzieć czy mam insulinooporność, że rozmawiała z diabetologiem ostatnio i powiedział jej, że to się teraz bada, żeby IO wykryć. Internistka zbadała mi od razu z rana ciśnienie: 90/55. Mam niskie ciśnienie, ale to już żart hahaha. Lekarka powiedziała, że mam strasznie chude ręce i powinni mi zakładać rekawki do mierzenia dziecięce, bo te dla starszyh mogą być niemiarodajne. Tak że jak będę już miała dzidzię, to poproszę pediatrę o zmierzenie mi ciśnienia:-)

We wrześniu dostaję wyższą wypłatę o 40% , jupi! Szkoda, że tylko w tym miesiącu. A wrzesień to też czas okropnych wydatków: ubezpieczenie auta 1600, weekend u siostry plus prezent na jej nowe mieszkanie, wesele, monitoring cyklu naturalnego przed ivf - jak będzie z hormonami to myślę, że 1000 zł nie mój, wizyta u immunologa 200 zł, badania przed histero: MUCH i posiewy. Ok, mogę zrobić na Luxmed, ale oni wysyłają do Diagnostyki, a ja jakoś Diagnostyce nie ufam ostatnimi czasy, wolę zrobić w Synevo metodą PCR.

No i kwota niezła się uzbiera, nie? Jak żyć?

Ostatnio gadałam z siostrą i opowidała mi, że u niej w pracy dziewczyna podchodziła do ivf i wszyscy za nią trzymali kciuki i kibicowali i się udało. Seriously? Musiała być odważna, że tak dzieliła się z ludźmi z pracy tym przeżyciem. Ja np. o inseminacjach mówiłam koleżankom w poprzedniej pracy, ale potem dawało mi to dodatkową presję, czułam że wszyscy mi współczują i to było okropne. W każdym razie siora mówi: jak chcesz in vitro to ja ci dam kasę (ona jest bizneswoman i ma dużo forsy). A ja strasznie się wpieniłam. Powiedziałam jej, że mam dość tematu dziecka i że jak będę chciała podejść do in vitro to mamy własną kasę i co ona sobie myśli, że my nieudacznikami jesteśmy czy co, że nie mamy oszczędności. Powiedziała: no dobra, co się unosisz, przecież mówiłaś kiedyś, że takie to drogie itd.

Od naszej rozmowy kilka mcy minęło i myślę sobie, że niepotrzebnie reaguję takim wzburzeniem, ale mam wtedy poczucie, że ktoś z buciorami pakuje się w moje życie, w moją macicę, w nasze łóżko i najbardziej intymne sprawy, w coś co jest sprawą tylko moją i mojego męża, tak bardzo osobistą, jak żadna inna na tym świecie. I chyba dlatego tak się unoszę i ja i inne niepłodne osoby. A pomoc siostry jest cenna i być może w przyszłości z niej skorzystam, choć proszę Boga z całego serca, żebym nie musiała.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września, 18:45

7 września, 19:13

Wiki, właśnie lekarka zapisała mi tylko badanie insuliny na czczo wraz z glukozą z obciążeniem. Chciałam krzywą cukrową i insulinową, ale już z nią nie dyskutowałam, bo powiedziała, że konsultowała to z diabetologiem i tak się teraz robi.

W każdym razie mam już wyniki: insulina na czczo: 3,2 przy normie 2,6-24,9. Glukoza 1 pobranie: 4,81, drugie: 5,58. Też w normie. Chyba nie będę szukać dziury w całym.

No i tak dobrnęłam do prawie końca diagnostyki, jeszcze alergie do zbadania na mojej liście, a potem histero i ivf. Przed ivf zostały dwa cykle naturalne. Proszę Państwa, czy stanie się cud? Stay tuned!

11 września, 21:21

Kochane, ja znikam na jakis czas z forum. Trochę za dużo na nim siedzę, a rownowaga psychiczna jest ważna. Przed ivf chcę sie trochę zresetowac. Chcę zdrowo jeść, dużo spacerować, pić ziolka, zacząć z siemieniem lnianym. Za 2 tygodnie mam wizytę u dr Sydora, jesli mnie ta wizyta poruszy to się odezwe hehe i pewnie bede watek immunologiczny zameczac. Esperanza, nie sądzę że akupunktura tak podzialala. Ja od 5 lat nie choruje, wiedzialam że odporność mam dziwna. Ja u siebie podejrzewam bolerioze. Myślę że aku nam pomogla, nie zaszkodzila. Ps. Dziś dostalam okres, ciesze sie! Czas celibatu minal, antybiotyk skończony i wypadl idealnie, bo licząc że mam cykle 26 dniowe to histero wypadnie idealnie 10 dc, za miesiac. Mąż mówi: wow ale masz szczęście. Ja na to: ej kolego, zapomniales, że histero miala być w czerwcu, ale operacja reki wypadla w ten sam dzień. Więc teraz musze mieć szczęście, nie ma bata.

No to Kochane, trzymam kciuki za wszystkie i odezwe sie za jakis czas!

26 września, 20:02

Wpadam na chwile, po wizycie u immunologa. Reset od ovu dał mi wiele spokoju. Ale dzisiaj ten cholerny immunolog go zburzyl. Ale do rzeczy. Na wizytę czekałam 3 miesiące. W tym czasie zrobiłam badania, które, sądziłam, dadza pewien oglad sprawy, a mianowicie ana1, asa, kardiolipiny, tocznia, anty tg i tpo, cytokiny i nk. Mąż test MAR. Zacznę więc od tego, że do immunologa umówiłam się w Gyncentrum. Nie chodze tam, ale mial najwcześniejszy termin właśnie tam. Przy formalnosciach na recepcji baba gadala przez komórkę i byla to prywatna rozmowa, a Kiedy skonczylam juz wypełniać formularz, ona klepala jeszcze smsa. Ani przepraszam, ani pocaluj mnie w dupe. Poinformowała mnie, że wizyta jest opóźniona o pół godz. Ostatecznie weszłam 1h 15min po godzinie wizyty. Lekarz nawet nie chciał oglądać moich wyników boleriozy, stwierdzil, że skoro lekarz mi zlecil igm, to jest niedouczony i wypadaloby przeczytać, że po chorobie zleca sie igg. Szok. Co za arogancja, wyjeżdżać tak na innego lekarza. Zapytał o wit d czy oznaczalam. Mówię, że tak, ale dawno i wtedy nie brałam supli i miałam 30. Teraz biore d 4000 j.m. Zapytal po co biorę jak mam w normie. Powiedzialam mu, że slyszalam, że tyle powinno się brać. Powiedział mi, że tylko sobie krzywde tym robię, bo powyżej 50 to jest dawka toksyczna i powoduje zaburzenia owulacji i może sie transfer nawet nie udać. Seriously? Czy bralam suple czy nie to w ciążę nie zaszlam. A amh mi mega uroslo i myślę, że zawdzieczam to wit d. O co cho?? Wszedzie trabia żeby brać jej dużo. Powiedział, że Internety tak piszą. Zapytał kto mi zlecił te wszystkie badania. Powiedzialam, że sama sobie zleciłam. Stwierdzil, że dużo mam tych badań i że zazwyczaj tyle badań robia ludzie po poronieniach lub nieudanych transferach. A dlaczego ja niby mam czekać na poronienie lub nieudany transfer? Zapytalam o cytokiny. Powiedział, że są ok. Pytam o co w ogóle chodzi w tym wyniku cytokin. Stwierdził, że ma taki zwyczaj, że jak pacjentka robi badania na wlasna rękę lub ktoś inny je zleci to ich nie omawia, bo czesto pacjentki robia badania będąc na lekach itd i wyniki są totalnie od czapy. No dobrze, ale ja nie bylam na lekach i robiłam w 2 fazie cyklu. No cóż, nie dowiedzialam się i tak. Nk mam nie najgorsze, ale na pewno sa nadaktywne, więc zaleca 2 intralipidy do transferu. Zapytalam w jakiej dawce mam go brać to powiedział że jak bede chciala go brać to żebym zadzwonila do placowki w której on przyjmuje i on zapisze wtedy dawke i sobie podjade na kroplowke. Na koniec powiedzial, że nie wie czemu nie jestem w ciąży z takimi wynikami. Jedyne co, no to to nk. Wow Ameryke odkrył. Zalecil jeszcze 2 IUI, bo 3 to za mało. No way, nigdy więcej IUI, stres jak przy ivf, szanse prawie żadne. Jedyny pozytyw tej wizyty to to, że powiedzial, że jestem młoda. Ja na to że jestem stara, a on, że nie, że jestem młoda i tez młodo wygladam. Tyle. Cytokiny ok, ale nic z wyniku nie wiem, intralipid mam podać, ale nie znam dawki. Za wizyte 200 zl. Wyszlam i sie poryczalam. Poszlam do apteki po diostinex, gdzie przede mna jedna baba kupowala leki dla dziecka, a druga pieluszki. To mnie dobilo. W weekend pytanie dziadka męża: a nie chcecie chrzcin zrobić? Wtf??? Tym bardziej, że on wie, że sie staramy dlugo i bez skutku. Jak tak można? Jakim trzeba być czlowiekiem? Nie rozdrapuje już tego w sobie. Starszy człowiek, gada głupoty, ale zabolało cholernie. Dzisiaj mamy spotkanie z przyjaciolmi w domu pary z blizniakami. Ja sie chyba nie nadaje dziś żeby tam iść. Z plusow, zaczęłam druga prace, zgodna z moja pasja. 2 prace wow jak ja to z ivf pogodze? Jakoś muszę... Tymczasem już 15.10 histero. Krasi, zajrzalam do Ciebie, bo pamiętam, że miałaś transfer. Trzymaj sie dziewczyno, kobieta wiele jest w stanie zniesc, a kobieta z dobrym mężem to juz w ogóle!

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września, 20:05

12 października, 11:06

We wtorek ma być histeroskopia i miałam już spokój absolutny. Badania porobione. Omg jaki to był stres kiedy odbieralam wymaz z pochwy i wypatrywalam ecoli, która jest naszą stałą towarzyszka od lat. Nie ma, nie ma! Co nie znaczy, że w macicy jej dalej nie ma, no ale to że nie ma na szyjce umozliwia histeroskopie i to sie liczy. Kiedy powiedzialam mężowi że odbierając te wyniki czulam się jakbym odbierala betę po IUI, mąż na to:" O Boże, wiem co czulas, to straszne uczucie". No i kto mnie zrozumie lepiej niż On? Nie mama, nie siostra, nawet nie najlepsza przyjaciółka. Zrozumie mnie tylko mąż. No i jeszcze jedna przyjaciółka po ivf.

Tak więc blogo czekałam a tu dzisiaj, po powrocie z przerwy obiadowej widze 2 polaczenia ze szpitala. Oddzwonilam 15 razy, ale dodzwonienie się tam graniczy z cudem. Fakt faktem, że przed ostatnia histero, która musialam odwolac, babeczka dzwonila potwierdzic zabieg. Może teraz też dzwonila potwierdzić. Choć ja przecież 2 tyg temu sama dzwonilam i pytalam czy na pewno jestem na liscie. No ok, moze nie odnotowala w kajecie i dzwonila jeszcze raz. Ale co jeśli histero przeloza bo np lekarza nie bedzie czy coś? Nie zniose tego, czekam od lutego. Chill, chill, musisz wierzyć, że się uda. Myśl to materia, tworzysz nia rzeczywistość.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października, 11:07

15 października, 14:21

Dziewczyny, dzieki za kciuki, ale dupa z zabiegu. Miałam czuja. Rano poszło elegancko. W rejestracji pani znalazla mnie na liście i dostalam numerek. Po 5 minutach wraz z grupka dziewczyn zostałam wzieta do szatni, gdzie zostawilysmy ubrania i dostalysmy bransoletkę z peselem. Doswiadczenie trochę jak w obozie. Potem na górę na oddzial. Tam czekamy. Wywoluja mnie. Pielegniarka mówi że lekarz musi mnie zobaczyć itd. Ok stoje pod dyzurka. Wychodzi mój lekarz od histero:
- Pani na histeroskopie tak?
-Tak.
-To proszę do sali.
Ide do sali gotowa już ściągać majty do usg, a doktor:
- Dzwonilismy do pani w piątek...
- Tak, wiem, ale nie odebralam i oddzwanialam caly piatek i poniedzialek.
- Bo widzi pani ja zszedlem z dyzuru. Nie moge teraz zabiegu wykonać.
Cisza. Lzy na końcu nosa.
- Ale jak to?
-Proszę poczekac jeszcze.

Stoję i klepie zdrowaski. Matko Boska, nie proszę o pieniądze i ciuchy, prosze o histeroskopie.

Lekarz przychodzi i pyta czy jutro moge przyjść. Moge. To nic, że na dzisiaj wszystko poodwolywalam. To nic, że jutro mam o 17:30 lekcje do prowadzenia i nie chce jej odwolac. Przyjdę jutro, bo choćby nie wiem co, to na przekór temu kurewskiemu pechowi przez który na prosty zabieg czekam od lutego,na przekór wszystkiemu wygram te pieprzona walkę z niepłodnościa!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października, 14:21

16 października, 21:41

Histeroskopia - podejście numer 3 - ostatnie. Choć nie obyło się bez niespodzianek, ale to było wiadome, mnie nic gładko nie idzie:-)

Rano deja vu z wczoraj. Przyjęcie, szatnia, oddział. Wraz z dwoma dziewczynami również skierowanymi na histeroskopię czekamy pod dyżurką lekarską. Słyszymy, że doktor Z (nasz doktor) wziął sobie na dzisiaj za dużo, bo aż 5 operacji. Patrzymy się na siebie z dziewczynami. No to cool, możemy zapuścić korzenie. Po chwili słyszymy naszego doktora: "Dzień dobry"! - wchodzi do dyżurki z kaskiem rowerowym. Jechał na rowerze. Jakie to fajne! Nie że Lexusem albo Mercem, nasz doktor przyjechał rowerem:-) Zaraz wychodzi do nas w fartuchu i mówi, że idzie na blok bo już ma pacjentki na stole, ale ze pobiorą nam biocenozę pochwy. Ok, czekamy. Korytarz wąski, z dyzurki cały czas ktoś wychodzi i wchodzi. Ławki nie ma, jest jedno krzesło. Stoimy więc. Po godzinie nogi wchodzą do dupy. Kołuję sobie krzesło, ale wnet oddaję go ciężarnej. Niech ma kobitka, ja też, daj Boziu, za chwilę tak bedę i też mi będą ustępować. A kręgosłup na pewno od brzuszka ciężkiego boli. Siadamy na podłodze, jakiś lekarz nas opieprza, że przepisy bhp itd, żeby czekać w poczekalni i nas zawołają. Poczekalnia jest gdzieś daaleko, taaak na pewno będą się za nami uganiać. Po 1,5 godz mówię do dziewczyn że chyba o nas zapomnieli. Przecież biocenozę pobiera się w minutę i trzeba to dać do zbadania, żeby doktor miał jak wróci z bloku. Dziewczyny wzruszają ramionami. Mówią, że na pewno doktor zlecił i maja zapisane. Po 3 godzinie moja cierpliwość się skończyła. Pukam do dyżurki, wychodzi młoda lekarka.
- Przepraszam, my mamy dzisiaj histeroskopię i czekamy na biocenozę.
- To jak będą wyniki to doktor dostanie.
- Ale my jeszcze badania nie mialyśmy.
- Taaaaak?
Tutaj zawołała położną. Od razu zostałyśmy zabrane na badanie.
- Czy studentki mogą się przypatrywać?
- Jasne. Ktoś nas musi leczyć - uśmiecham się do studentek, które jak się później okazało i tak po polsku nie mówiły.

No i jaja. 10 minut po biocenozie doktor wrócił z bloku. Wyniki były migiem, więc od razu zabrano nas do pielęgniarek. Siostra (do rany przyłóż, jak i cała reszta) wbiła mi wenflon. Ponieważ przez rok moja prawa ręka była złamana i dwa razy operowana, kłuli mnie w lewą. No i mam zrosty i ta krew leje sie fontanną. Chlusnęło jak z wiadra. Czuję ciepłą kroplę na nodze.
- Proszę się nie patrzyć! Wszystko jest ok, polało się, ale wszystko jest ok, proszę się nie patrzyć, bo mi pani zemdleje!
Oczywiście co robi człowiek kiedy słyszy prosze się nie patrzyć? Patrzy się, a jak. Pode mną kałuża krwi. Ale nie zemdlałam. Ponoć po mnie pani pielęgniarka wzywala ekipę sprzątającą, bo wszystko było we krwi.
Czekamy na zabieg. Zaprzyjaźniłam się z dziewczynami z którymi czekałyśmy na histero. Wspólne koczowanie łączy ludzi. I jedna z nich na pewno też tu była z powodu niepłodności.
Potem zabrano mnie na salkę histeroskopii. Doktor przygotowywał fotel i żartował ze studentką i położną. Ja siedzę z kroplówką z ketonalem. Obok mnie wywiad z dziewczyną, ktora miała być przyjeta do szpitala. Też z powodu niepłodności. Jest nas tak wiele! Poczułam jedność. Nie jestem sama, jesteście gdzieś tak, poukrywane, rozproszone, ale walczymy razem, w jednym celu.

Ok, wchodzę na fotel. Wszyscy są sympatyczni, dostaję gaz, który mam sobie już wdychać. Ciągnę i ciagnę.
- Czuję się jakbym paliła papierosa.
- Właśnie miałem pytać czy pani pali, bo ciągnie pani jak zawodowy palacz - mówi doktorek. Potem ponoć innym dziewczynom mówił, że mają wciagać tak jakby się zaciagały papierosem hihi. Mój patent!
Doktor mi ubrał na nogi papierowe nogawki, na pipeczkę też cos nakleił. A mnie chce się śmiać. Jestem nawalona i chce mi się śmiać. Gaz działa. Nagle okazuje się, że brakuje jakiejś części, jakiegoś retroskopu czy coś. Szukają. Atmosfera robi się napięta. Doktor powtarza, że to nie to i nie to, że brakuje tej części. Doktor z położną wychodzą. Zostaję sama ze studentką, która usmiecha się do mnie zmieszana. Myślę: no to będzie co opowiadać. Moje trzecie podejście do histeroskopii zakończyło się odwołaniem mnie z fotela z powodu zagnięcia sprzetu. Tylko u mnie takie numery!
Wchodzi jakaś pielęgniarka: spokojnie, mamy problem ze sprzętem, ale będzie dobrze.
Taaaa, jasne, przecież na tym fotelu leży największy pechowiec na świecie.
Ok, sprzęt się znalazł, ktoś włożył go w inne miejsce. Ufffff... Zaczynamy. Najpierw doktor chyba mnie czymś w środku przemył. Zakłuło. Potem włożył mi drąga z kamerką. Matko, to normalny metalowy drąg. Moja biedna macica!Naciska na brzuch, mówi, że będzie rozpieranie. Faktycznie, czuję jak na okres ból, podobnie jak przy hsg. Potem już kłujący ból, doktor robi wycinek. Mówi, że endometrium jest ładne, że chyba kuracja pomogła i zapalenia raczej nie ma. Ecoli chyba się wyniosła. Polipów też jie ma. Wkłada drąg jeszcze dwa razy, obraca go tam itp. Na koniec dostałam podpaskę gigant, bo jak to powiedział doktor, wlał we mnie litr wody. Schodzę z fotela. Biegnie za mną siostra: ubrudziła się pani. Wykręcam głowę: z tyłu tuniki wielka plama z wody i krwi. Tip dla dziewczyn, ktore są przed histero: weźcie sobie bluzkę na przebranie!
Potem siostra prowadzi mnie na salę. Tam czekam na krześle wraz z dziewczynami na łózkach po operacjach. Czuję rozczarowanie. Nie ma polipów, nie ma przegrody, nie ma zrostów, nie ma nic. Jesteśmy idiopatyczni przez duże I.
Wychodzę na korytarz.
- Już pani po zabiegu? - pyta pielęgniarka.
- Tak.
- I co, było strasznie?
- Nieee.
- No widzisz dziecko, wszystko się dobrze skończyło. Chodź, to ci ten wenflon wyciągnę, co będziesz tak z nim chodziła.
Potem spotykam moje koleżanki z koczowania. Są już po zabiegu. Czekamy na doktora, który skoczył sobie na operację i za 15 minut ma być. Jak oni to robią? OMG, mam wielki podziw dla nich. Podchodzi do nas pielęgniarka: co panie tak będą stały proszę. Przyniosła nam 3 krzesełka. Anioł.
Faktycznie, po 15 min doktor wraca i przyjmuje nas kolejno. Mówi, że są dwie mikro zmiany, które wyciął i będą oddane do histopatologii. Ale umówmy się, są mikro. Pyta czy chcę się starać naturalnie dalej. Mówię, że skoro histeroskopia nic nie wykazała, to idę w ivf. Doktor powiedział, żeby żadnej przerwy po histero sobie nie robić, tylko od razu na ivf i że wybornie, że mam termin w klinice już w przyszlym tygodniu (on sam ivf się nie zajmuje). Poczekamy oczywiście na wynik histopatologii, ale stymulować już się mogę. Mąz ma zrobić kolejny posiew nasienia, żeby zobaczyć czy ecoli nie ma po tym kolejnym antybiotyku. Mamy na razie współżyć w prezerwatywie. Jak się okaże, że ecoli jest nadal w nasieniu lub macicy, to antybiotyki znów i transfer dopiero wtedy jak będę czysta. Na wypisie: "Usunięcie zrostów ujścia wewnętrznego kanału szyjki macicy. Biopsja i scratching endometrium. Wycięcie zmiany chorobowej w macicy".
- Zrobiłem dziś 5 operacji - mówi doktor.
- Nie wiem jak pan to robi. Lekarz to ciężki zawód.
- Ale najlepszą nagrodą będzie dla mnie jak pani zajdzie w ciążę.

Ciepło rozlało się po moim sercu. Zajdę w ciążę, panie doktorze, postaram się najmocniej jak umiem.
Przy wyjściu uścisnął mi jeszcze dłoń i życzył powodzenia. Z dziewczynami życzyłyśmy sobie dużo zdrowia i rozeszłyśmy się w swoje strony. Trzymam za nie kciuki. Ten dzień zapamiętam jako dzień życzliwości i nowy początek naszej walki.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października, 21:47

22 października, 11:54

Jestem już po wizycie u dr Ch z Artvimedu. Zdecydowaliśmy, że do ivf podejdziemy w tej klinice.

Na początku poczułam dystans - takie pierwsze wrażenie i to mnie stremowało. Pomyślałam: może nie być flow. Ale potem było już tylko lepiej. Dr przejrzał wszystkie nasze badania, chciał widzieć nawet te najstarsze. U nas jest niepłodność idiopatyczna, więc naprawdę dokładnie je przeglądał. Spojrzał nawet na immunologię, ale stwierdził, że NK wykonane za wcześnie - 2 dni po owulacji zamiast 7-8 dni po, przez co jest niemiarodajne, więc nie będę póki co się tym przejmować.Nie podoba mu się za bardzo moje fsh (najwięcej było 10, potem 7) oraz skrócenie cykli, co ma miejsce od roku. Nie ma to natomiast związku z wygasającą rezerwą, o co się martwiłam, bo amh robione w Diagnostyce w lutym wykazało 1,49, ale już w sierpniu w Alabie miałam 3,95. Doktor zapytał czy w Diagnostyce wysyłają gdzieś próbki no i przypomniałam sobie, że z Galla przesyłają je na Życzkowskiego, więc się przeleżała i stąd zafałszowany wynik. Moje jajniki nie wyglądają na małą rezerwę, więc 3,95 może być jak najbardziej trafne. Usg pokazało cienkie endometrium - 19 dc tylko 7,8 mm, ale może jest to spowodowane histero, którą miałam w zeszłym tygodniu i biopsją. Mam niejednorodną i powiększoną macicę, co wskazuje, że w przyszłości mogę mieć problem z mięśniakami, tak jak moja mama (mama ma wyciętą macicę).

W każdym razie zalecenia: ponieważ mam wcześnie owulację i krótkie cykle może to świadczyć o wcześniejszej rekrutacji pęcherzyków. Będę miała priming estrogenowy z oceną jajeczkowania. Od dzisiaj mam brać estrofem do 1dc. Potem usg w 11 dc. Ma to na celu unormowanie cyklu, bo moje jajeczka mogą być niedojrzałe. Aby dobrać odpowiednią metodę ivf doktor zalecił też kariotypy i genotyp KIR. Nie namawiał na ivf, powiedział, że po prostu możemy zacząć o tym myśleć, a my na to że już jesteśmy zdecydowani.

Ach, i pomimo że na niejednym fotelu rozkładałam nogi, to było to najdelikatniejsze badanie usg w moim życiu. Bardzo dokładne, lekarz uciskał brzuch itd.

Jesteśmy zadowoleni, mąż stwierdził, że wreszcie jest jakaś jasność i podobał mu się spokój doktora.

Nie dopytałam o jedno: czy kariotypy mam zrobić i ja i mąż czy tylko ja? Orientujecie się może?

25 października, 18:59

Jestesmy w górach, w pięknym drewnianym domku, a ja jakoś nie umiem się z tego cieszyc. Wczoraj bylismy na ślubie znajomych i od razu myśl: zaczna sie starac o dziecko. Co zrobimy jak nam powiedza? Mój mąż też ma takie myśli. Nie potrafimy już cieszyć sie szczesciem innych. Przykre to, ale tak jest. Nie jest to zdrowe ani miłe. Śluby przypominaja mi o moim slubie, jaka byłam wtedy szczesliwa. Tak szczesliwa, że sama nie dostrzegalam nieszczęścia innych par. Nie chciałam go widzieć. Teraz inni nie widza naszego nieszczescia.

Dzisiaj reszta naszej ekipy poszla na wycieczkę, ja, pod pozorem pracy zostałam w domku. Gapilam sie na góry, wygrzewalam na sloncu. Myslalam że przyniesie mi to ukojenie, ale zmeczyl mnie ten dzien. Czuje taki wewnętrzny niepokoj. Pewnie przez pms, jutro lub e niedziele powinna przyjść @. Taka @, która nie jest staraniowa, bo mialam histero, więc nie bedzie oplakana.

Ech wiem, czemu humor taki do dupy. 2 tabletki estrofemu dziennie i huśtawka hormonow murowana. Do tego glowa cmi codziennie.

W poniedzialek robimy kiry i kariotypy. Mąż już nie może sie doczekac.
- To jak zrobimy te "kory" to mozna zacząć stymulacje?
- Nie kochanie, mam usg w 11dc, lekarz chce zobaczyc jak na priming zareagowalam.

Wcześniej zawsze robil badania, ale czasami krecil nosem. Teraz sam wypytuje. To ciagle czekanie daje już sie we znaki.

Modlę sie do sw. Kingi. To moja patronka i mam taka teorie, że ta księżna dlatego cale życie żyła w bialym małżeństwie z Bolesławem Wstydliwym, bo nie mogli miec dzieci, ale mowili, ze ksiezna jest tak pobozna ze nie chce wspolzycia. Jakos nie leżą mi modlitwy do sw. Rity. Co ta swieta miala wspolnego z nieplodnoscia? I nagle mnie olsnilo: módl sie do swojej patronki! No i modle się.

27 października, 13:26

Dziekuje dziewczyny za wsparcie. Tylko Wy i Mąż mnie rozumiecie. Zdrowy chorego nie zrozumie, tak to już jest na tym swiecie. U mnie dziś 1dc. Zakończyłam priming estrogenowy, teraz musze sie umowic na 12 dc na usg żeby zobaczyć czy cykl sie wydłuży.

Wracamy z gór. Wczoraj sie zlazilismy, pogoda jak marzenie. Żal wyjeżdżać, ale z bolacym okresowym brzuchem i tak bym nigdzie nie szła. Pogoda cudna, co to sie dzieje? Lapmy witaminę d, bo czas przesuniety, więc nastana ciemności.

28 października, 17:08

Mam za sobą długa noc. Chyba nigdy nie mialam tak bolesnej @. Normalnie jeczalam z bolu, mąż mi przyniosl miednice bo myslalam ze bede wymiotować z bólu. Ogólnie mam bolesny pierwszy dzien ale zawsze do przezycia. Czy to możliwe, że to przez scratching endometrium i histero? Może zluszczylo sie to co zle? Tak sobie tlumacze, bo dziś juz nie boli, ale leje sie jak za licealnych czasów. Po nocnych ekscesach nawet nie pojechalismy na badania kariotypow i kirow. Pojedzie się w środę. Planuje zatestowac z kubeczkiem menstruacyjnym w tym cyklu. Skoro prawdopodobnie ostatni naturalny to co mi zalezy. Nie wiem tylko jak go włożyć.

Dzis w pracy mile zaskoczenie. Dostałam przedluzenie umowy na czas nieokr. plus 250 zl podwyzki. Szef nawet nie wie, że pomoże nam z in vitro. Fajny chłop hehe. Jak do tego dodac te kilka stowek z drugiej pracy to może z torbami nie pojdziemy, choć 2 wesela sie szykuja jeszcze w tym roku i wyjazd na weekend, wiec kasa plynie caly czas.

28 października, 17:08

Mam za sobą długa noc. Chyba nigdy nie mialam tak bolesnej @. Normalnie jeczalam z bolu, mąż mi przyniosl miednice bo myslalam ze bede wymiotować z bólu. Ogólnie mam bolesny pierwszy dzien ale zawsze do przezycia. Czy to możliwe, że to przez scratching endometrium i histero? Może zluszczylo sie to co zle? Tak sobie tlumacze, bo dziś juz nie boli, ale leje sie jak za licealnych czasów. Po nocnych ekscesach nawet nie pojechalismy na badania kariotypow i kirow. Pojedzie się w środę. Planuje zatestowac z kubeczkiem menstruacyjnym w tym cyklu. Skoro prawdopodobnie ostatni naturalny to co mi zalezy. Nie wiem tylko jak go włożyć.

Dzis w pracy mile zaskoczenie. Dostałam przedluzenie umowy na czas nieokr. plus 250 zl podwyzki. Szef nawet nie wie, że pomoże nam z in vitro. Fajny chłop hehe. Jak do tego dodac te kilka stowek z drugiej pracy to może z torbami nie pojdziemy, choć 2 wesela sie szykuja jeszcze w tym roku i wyjazd na weekend, wiec kasa plynie caly czas.

No i news dnia, zaciazyla forumowiczka z watku krakowskiego. Podobny staz staran do mnie i tez 3 nieudane IUI. I naturalsik. Ciesze sie, to znaczy, że dla nas też jest szansa!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października, 17:16

‹‹ 6 7 8 9 10
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)