37+0
Ciąża donoszona 🥳 Byłam na wizycie i Mała jest wszystkimi wymiarami o tydzień do przodu, nogami już grubo ponad 2 tygodnie, więc jeśli do 11 czerwca nic się samo nie zacznie i nie urodzę, to idziemy na indukcję. Za duża będzie na czekanie do terminu 🙈😱 Już teraz maszyna oszacowała ponad 3 kg. Szyjka jednak nadal 1,5 cm, twardo trzyma, chociaż dziecko już bardzo nisko. Brzuch mam wielki jak dynia, mam wrażenie że jest nisko. Nawet teraz leżę, rękę mam na żebrach a on jest niżej. Co do tych rozmiarów to komentarz mojego lekarza był następujący „gdyby to była ciąża u Wietnamki, to może bym stwierdził jakąś patologię, ale nie u was”. Poza tym co tu ukrywać - w maju ostro poluzowałam szelki. Prawie codziennie wjeżdżały lody, truskawki, albo coś słodkiego z piekarni. Albo miks tego wszystkiego. W eter to nie poszło.
Myślałam, że złapie mnie jakiś gigantyczny stres w związku z tym, że to już zaraz, ale: (1) pogoda mnie wykańcza, (2) mąż się rozchorował na zapalenie oskrzeli i chyba mnie też to łapie, czuję się więc tak, że mi już wszystko jedno. Komentarz lekarza na rozpoczynającą się chorobę „jak trzeba będzie urodzić w infekcji, to urodzi pani w infekcji”.
Byłam wczoraj u fizjo, pomasowała mnie, zrobiła masaż krocza (bardzo nieprzyjemne, sama też robiłam kilka razy ale nie tak mocno), rozluźnianie więzadeł, masaż brzucha.. może coś ruszy. 5 czerwca idę kolejny raz. Poza tym odpalam wszystkie inne sposoby na przyspieszenie porodu: daktyle, herbatka z liści malin, ostre jedzenie, spacery, seks (w tej chorobie to ciężko ale może jakoś pójdzie), ananas, sprzątanie. Idealnie jakby się urodziła w przyszłym tygodniu 🙏 ale planować to ja sobie mogę…
Nadal to, że niedługo się spotkamy po drugiej stronie brzuszka jest dla mnie abstrakcją. Ciężko mi określić co czuję - oczywiście strach przed porodem, niedowierzanie, oczekiwanie, elementy paniki, elementy wzruszenia i radości (momentalnie tłumione). Czekamy 🩷
Październik 2020
Po ciąży pozamacicznej kiedy doszłam już do siebie i zaczęliśmy znów starania postanowiłam że nie ma na co czekać i zaczęliśmy szukać kliniki specjalizującej się w niepłodności .
Grudzień 2020
Pierwsza wizyta na której zrobiono kupę badań z krwi, usg i szczegółowy wywiad . Zaproponowano na początek stymulację clomifenem , jaka ja byłam przepełniona nadzieją że z tą stymulacja się uda, że w końcu ktoś się mną zajmie i że będę pod fachowa opieka, a nie odsyłana z kwitkiem od ginekologa który w kółko powtarzał żebym brała kwas foliowy bo zaraz będę w ciąży 🤦🏼♀️
Styczeń 2021
Test po pierwszej stymulacji tak bardzo wyczekiwany test ja podjarana bo może się udało, ku mojemu zaskoczeniu test jak zawsze biały 😞
Luty 2021
Wstawiam się w klinice w 3 dc, mówię do lekarza może sprawdzimy drożność jajowodów bo czuje że może tu jest problem ale lekarz zalecił jeszcze kolejna stymulację tym razem gonalem która oczywiście zakończyła się niepowodzeniem .
Marzec 2021
W końcu sono Hsg do tego stymulacja cyklu .
Ogromnie bałam się bólu ale bardzo chciałam sprawdzić czy jajowody są drożne . Byłam pewna że może ten po cp jest przytkany ku mojemu zaskoczeniu drożny a lewy nie przepuścił kontrastu . Znów się załamałam bo myślałam że może jak z lewej strony będzie owu to się uda a tu żaden prawidłowy jajowod 😩 do tego wysokie ryzyko kolejnej cp a tego już drugi raz bym nie udźwignęła, moja nadzieja na ciąże umarła …
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:20
Kwiecień 2021
Zaczęłam myśleć i oswajać się z tym że chyba tylko IVF nam zostało . Obwiniałam się że to wszystko moja wina, że jestem zepsuta bo nie mogę zajść w ciąże, że nie jestem prawdziwą kobietą . Mąż wybił mi z głowy te wszystkie myśli i powiedział że będziemy walczyć nie ważne jaką metodą , że będzie przy mnie i będzie mnie wspierał .
Maj 2021
Trafiliśmy do nowej kliniki bliżej domu z polecenia z forum i znajomej która tez przeszła procedurę .
Już na pierwszej wizycie po zapoznaniu się z dokumentacja zostaliśmy zakwalifikowani do IVF w Niemczech . Lekarz stwierdził że prawdopodobnie mam endometriozę bo widzi zrost lewego jajnika z macica, do tego ból podczas usg plus wywiad . Nie wiedziałam że mam endometriozę, czasem przeszło mi to przez myśl, ale stwierdziłam że skoro podczas operacji nic nie stwierdzono to chyba wszystko Ok . Mogła się tez rozwinąć po cp ale tego się już nie dowiem 🤷🏼♀️
W klinice zrobiono mi szereg badań przed rozpoczęciem procedury, wyszło że nie mam przeciwciał na ospę chociaż chorowałam w przeszłości.
Musiałam się zaszczepić i odczekać ponad 4 tyg .
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:24
07 lipca miałam się wstawić na badanie z krwi na przeciwciała po szczepieniu, wyniki miały przyjść do 2-3 dni minął tydzień a wyników brak 🤦🏼♀️🤷🏼♀️ W klinice nie wiedzieli co jest grane, pobrano mi kolejna próbkę krwi i znów czekanie a bez tych badań nie mogę ruszyć dalej .
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2021, 13:27
2cs, 16dpo

wrzuta obrazki
Właśnie dziś po kolejnym zapytaniu gdzie moje wyniki 🤬 dostałam maila, że już są dostępne online 🧐
Mam wystarczającą ochronę, mogę startować 🥳🥳🥳
W poniedziałek zaczynam ze sprayem blokującym przysadkę a w sierpniu stymulacja, punkcja i transfer 🙈 dostałam rozpiskę i mam protokół średnio długi, w Pl jest długi lub krótki tu są trzy . Bardzo się cieszę a zarazem boje 🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 14:27
Czasami zaczynam się zastanawiać czego ja właściwie chce?
Dzisiaj na wizycie powiało optymizmem, jest plan, leki wykupione, a ja zamiast w końcu uwierzyć, mówię sobie, że nie mogę uwierzyć, ze mam sie nie nakręcac, to rozczarowanie będzie mniej bolało...
Może jednak bez dzieci też da się byc szczęśliwym? Czy każda kobieta musi mieć dziecko?
Dobra muszę się wreszcie zabrać za pierwszy wpis. Nie bardzo nawet wiem od czego zacząć więc zacznijmy od początku 
Po owulacji miałam dobre przeczucia co do tego cyklu, nie chciałam sobie robić nadziei bo nie byłby to pierwszy raz kiedy w przeszłości też byłam "pewna" ze się udało a jednak nic z tego nie było.
W 6 dpo wieczorem zauważyłam na bieliźnie na prawdę sporą ilość białego kremowego śluzu lekko zaprawionego na różowo. W mojej głowie oczywiście pierwsza myśl - implementacja
Póżniej aż do terminu @ miałam "wzloty i upadki" jednego dnia byłam pewna ze się udało, następnego pewna ze nic z tego. Dzielnie wytrwałam do terminu @. Moja faza letalna zawsze trwa 14 dni , w 15 przychodzi @. Także zgodnie z planem dopiero 15dpo kupiłam w sklepie koło domu test ciążowy i 16dpo z samego rana, o 4 rano, przed pójściem do pracy nasikałam na test.
Jak w poprzedniej ciąży kiedy też testowałam po terminie @ , pozytywny wynik na teście pojawił się szybciej niż kreska kontrolna, widać było jak test powoli się wypełnia i od razu pojawia się "+"
Moje odczucia były podobne do tych 4 lata temu - nie byłam jakaś zaskoczona czy wzruszona - oczywiście się ucieszyłam , od razu napisałam do moich przyjaciółek z którymi znamy się tu z forum jeszcze sprzed 5 lat (mamy rozmowę grupowa na messangrze od 5 lat) i czekałam aż wstaną i odczytają moja wiadomość
W miedzy czasie szykowałam się do pracy i starałam się opanować swoje emocje żeby nikomu więcej nie powiedzieć
Mąż był wtedy w Polsce także nawet z nim nie mogłam podzielić się nowiną.
Tego samego dnia zadzwoniliśmy się z mężem na Teamsach , powiedziałam mu o ciąży, najpierw był w lekkim szoku ale po chwili dotarło do niego co i jak i się cholernie ucieszył. Miał niełatwe zadanie , bo będąc w Polsce zatrzymał się u swoich rodziców i dostał absolutny zakaz mówienia im o ciąży . Moi rodzice tez nie wiedza, nikt nie wie. Chce im powiedzieć dopiero jak polecimy razem do polski na początku września i będzie to koniec pierwszego trymestru. Po 2 poronieniach z byłym nie zamierzam zbyt wcześnie obwieszczać światu o ciąży dopóki sama nie bede miała pewności ze wszystko jest ok.
Obecnie jestem w 5t4d, pierwszya wizytę miałam mieć jutro (gin wybrała termin) ale na szczęście przełożyliśmy wizytę na przyszły tydzień jak będę w 6t2d. Mam nadzieje ze będzie już wtedy serduszko, boje się znowu tej niepewności. Chce pójść do gin na tyle późno żeby nie było już wątpliwości czy serduszko jest czy nie ma. 6+2 to nadal trochę wcześnie ale jest to jedyny dzień gdzie oboje z mężem mamy wolne a O. zalezey żeby iść na wizytę ze mną.
Jeżeli serduszko będzie (oby!) to umówię się na kolejna wizytę tydzień później i jeśli nadal wszytsko będzie ok to dopiero wtedy powiem w pracy o ciąży (no chyba ze w miedzy czasie zacznę się kiepsko czuć i będę musiała powiedzieć wcześniej ze względu na charakter mojej pracy)
Na chwile obecna mąż chodzi cały w skowronkach, planuje już nasze życie z dzieckiem, robi wyliczenia ile miesięcznie musimy odkładać żeby zapewnić dziecku dobry strat w życie - mieszkanie i jakaś $ - martwi się o mnie, pyta ciagle jak się czuje, chce mi usługiwać , ale problem jest taki ze ja na razie tego ani nie chce ani nie potrzebuje
czuje się dobrze, funkcjonuje normalnie, mdłości jak na razie tez nie mam , do pracy chodzę normalnie także wole żeby O. oszczędzał energię i chęci na późniejszy etap ciąży jak na prawdę będę go potrzebowała 
Oczywiście cieszę się z jego entuzjazmu, ale za razem martwię się ze jak sprawy nie potoczą się dobrze, to na kolejna ciążę już nie będzie się tak cieszył.
No nic pożyjemy , zobaczymy
12w6d
Dziś byliśmy na wizycie u lekarza prowadzącego. Minął już miesiąc, zwolnienie się kończyło, recepty również, muszę też zrobić badania. Warto było czekać 1.5 godziny dłużej ( takie było opóźnienie 🫣 ) żeby zobaczyć Naszego Żuczka ❣️ Trafiliśmy na moment gdy pił wody płodowe i skakał przez czkawkę. Akrobata od małego, po Mamusi 😎 Od około 16tc będziemy schodzić z proga. Kolejna wizyta 5 marca, wyjazd o 5.30 😅 Co do płci to skrzętnie pilnuje swoich narządów. Nie chciałam żeby lekarz męczył Dziecia za bardzo. Poczekamy 😊

Zakochani jesteśmy w Tobie po uszy 💝
No i stało się
33 dzień cyklu przy cyklach 29dniowych to zdecydowanie dobry czas na zrobienie testu. Nie wiem czego się spodziewałam, sikałam na ten test bez żadnych oczekiwań, w sumie było oczywiste ze jestem w ciąży, ale jako ze w ogóle tego nie czuję to jednak 100% pewności nie miałam. Wynik był bezdyskusyjny, dwie ciemne krechy które pojawiły sie odrazu na 2 równych testach nie pozostawiły wątpliwości 
Co do objawów to chyba mogę śmiało powiedzieć ze moim pierwszym objawem ciąży był brak okresu. Jasne czuje dokuczliwość piersi, ale nie bardziej niż często przed @, bolą mnie sutki - są dość mocno wrażliwe, ale tak tez już miewałam mimo braku ciąży. Czuje tez lekkie ciągnięcia w podbrzuszu, ale również nie jest to żadna nowość bo w cyklach bez ciąży tez zdarzało mi sie takie ciągnięcia odczuwać.
Ciąża, którą chyba mogę nazwać ciążą z lekkiego zaskoczenia bo na prawdę w tym cyklu się nie staraliśmy z jednej strony bardzo mnie raduje, z drugiej strony na te wszystkie miesiące starań, które mamy za sobą nie mogła przyjść w gorszym momencie
właśnie rozpoczęłam szkolenie na stewardessę i na prawdę marzyłam o lataniu w przestworzach, sklamalabym pisząc ze nie czuje lekkiego żalu związanego z końcem tych marzeń, co oczywiście nie oznacza ze nie cieszę się z ciąży 
Cóż jeszcze... No tak - mąż jeszcze nic nie wie i przez min kilka dni jeszcze się nie dowie. Ja jestem na szkoleniu w Gdańsku on siedzi sam w domu w Poznaniu, nie chcę mu mówić przez telefon wiec poczekam do weekendu i zaplanuje jakoś fajnie wieczór gdzie dostanie ode mnie prezent
Los dał mi idealna okazje do zaplanowania wszystkiego i zrobienia mu super niespodzianki wiec na pewno z tego skorzystam!
Do lekarza tez już się umówiłam na pierwsze usg, ale bez pośpiechu wychodzę z założenia ze co ma być to będzie, czuje się dobrze, nie mam żadnych plamien ani nie krwawię wiec pierwsza wizyta dopiero za 2 tyg - 22.03 o 19:30, będzie to 6t6d wiec jeśli wszystko będzie ok to będzie już biło serducho 
Tymczasem to tyle, zamierzam dokończyć szkolenie na stewardessę, bo w sumie nic innego nie mam do roboty i może jak już będę miała uprawnienia to będzie mi dane powrócić do realizacji tego marzenia za 2 lata po macierzyńskim
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 08:06
22dc
8dp
Czuję że okres się zbliża wielkimi krokami, dziś zaczęły boleć piersi, zwyczajnie jak zawsze przed okresem. Czuje krzyże i lekkie pobolewanie brzucha wiec skończy się jak zawsze a jedyną radością tego miesiąca będzie potwierdzona owulacja 🤷♀️ Nie sprawdzi się to co mówili wszyscy „po laparo to szybko pyknie”, echeee pyknie jak zawsze. Czy czuje rozczarowanie? Nie wiem pewnie gdzieś tam w głębi duszy tak ale z drugiej strony nie nastawiałam się na nic innego.
Pozytywne jest to że w sierpniu kroi mi się z koleżankami wyjazd nad morze, wiec trochę odpocznę psychicznie 😉
Wyjazd w góry, piękne malownicze miejsce, maly drewniany domek i owulacja. Wszystko jak trzeba 😍 Po 12 dniach w końcu pozytywny test ciążowy. Po 2 dniach beta 8, cos za niska... A po 48h juz 5.
Po ciąży biochemicznej z wiosny juz sobie obiecałam, ze nie będę sie nakręcać i cieszyć za wczasu, ale rozum swoje a serce swoje. Mawiają, ze nadzieja matką głupich, znów ją mialam i znów czuje się jak idiotka. Jestem zla na siebie samą, ze choć spodziewałam się słabego końca, to i tak jednak wierzyłam. Nie wiem jak radzą sobie dziewczyny, które staraja sie latami i są po wielu poronieniach, jak zszargane muszą byc ich serca i dusze. Ja po 8 cyklach i dwóch CB zaczynam czuć sie zmęczona i... Pusta?
Nawet nie wiem co dalej, beta dzis spadła do 5, wyniki badań za kilka dni a ja mam czekac na okres. I tak sobie czekaj, az sie zacznie krwawienie, aby to ziarenko co nie przetrwało w końcu cie opuściło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2023, 22:11
Już po inseminacji 😊 tak się bałam wczoraj że nie zdarzymy, a byłam 50 minut przed czasem...
Nawet mąż mógł wejść że mną potem do kliniki 😊
Po inseminacji musiałam leżeć na łóżku przez pół godziny, cały ten czas trzymał mnie za rękę 🥰🥰🥰
Teraz musimy czekać 14 dni na efekt 🥰🥰🥰 oby pozytywny...
Jeju mój mąż był tak podekscytowany dziś, że aż koszulkę założył niebieska 😀 a bo żeby był chłopak, mówił że na drugi raz założy różowa 😀😀😀😀 jaki on kochany, pomimo tego że wiem że ma trudniej niż ja w tej sytuacji, potrafi żartować i cieszyć się z tego że może w końcu będzie TATA 🥰🥰🥰🥰No aja MAMĄ 🥰🥰🥰♥️
11 d.c. (termin planowanej histeroskopii)
Ile razy można mieć pecha w tej samej sprawie??? 😢
Zabiegu nie było... Tym razem z powodu kiepskich wyników z krwi. (Poniżej normy płytki krwi i krzepliwość). Jak w powtarzającym się koszmarze: szykuje się człowiek, robi badania, czeka na termin miesiącami, przyjeżdża z torbą do szpitala i dupa! Fuck, już mam dość, w tym tempie działań to nasze dziecko urodzi się najwcześniej w 2038, jeśli w ogóle zdąże kiedykolwiek zajść w ciążę. 😭
Mąż mnie zjeżył, bo chciał mnie "pocieszyć" i powiedział, że w sumie dobrze, bo będzie można w tym miesiącu się starać. Ale pewnie i tak nie będę mieć ochoty jak zwykle...
Tak, kurwa czuję złość, frustrację, beznadziejność... idealny wręcz nastrój na romantyczny seks!😕 I szczerze mówiąc na ten moment jest mi wszystko jedno, kiedy mam owulację, bo na razie po prostu nie chce mi się myśleć o staraniach.
Prawie 3 lata... A my dalej nie mamy jednoznacznej diagnozy, 0 IUI, 0 ivf... Bo ciągle tylko czekam na coś.😢
DOM 


Po prawie tygodniu wyszliśmy ze szpitala i jesteśmy już w domu! i generalnie jest nam bardzo dobrze
ech, szpital chociaż tak patrząc z perspektywy czasu, to ta spontaniczna decyzja żeby go wybrać była dobra (dzięki naszej prywatnej położnej, z która ostatecznie nie mogliśmy rodzic), nie był taki zły, ale co dom to dom.
Nasz Synuś w domu tez jest dużo spokojniejszy, sprawdza nam się rewelacyjnie kosz Mojżesza! śpi w nim w nocy, a w ciagu dnia leży sobie w nim w salonie, kosz jest lekki, więc można go przenosić, do kosza mamy stelaż, który się tez buja. Oby jak najdłużej Syn chciał w nim przebywać. Łóżeczka nie zdążyliśmy kupić, chociaż i łóżeczko i materacyk był wybrany, póki co jednak nie będziemy kupować, zaoszczędzimy teraz pieniądze, a z czasem kupimy, żeby tez nie dublować. Nasz Maluszek lubi dużo spać, więc mamy tez dużo czasu dla siebie z Mężem no i na ogarnianie rzeczy, po pierwsze które nie zostały zrobione przed porodem a nie zdążyłam chociażby poprac ubranek (w szpitalu jak byłam to Mąż z moja Mama prali na szybko ubrania rozmiar 50), no i teraźniejsze związane z formalnościami po urodzeniu plus zdrowotne.
Jedzenie - w szpitalu jak sobie przypomnę ten terror laktacyjny, to dalej chce mi się wyć... a teraz elegancko odciągam mleko moim wypasionym (to akurat byl bardzo nieplanowany, ale fantastycznie sprawdzający się zakup wyprawkowy) laktatorem, elektrycznym na dwie piersi- idzie to sprawnie, a tez czasem odciągam więcej i mam zapasik na nocne karmienie w lodowce. Także Maluszek wypija z butelki, w szpitalu oczywiście tez dostawałam sprzeczne informacje jaki smoczek mam kupić do butelki, ostatecznie wczoraj moja Położna środowiskowa mi podała 2 i kupiłam według Niej - avent natural 0 - Syn zaakceptowal. Wczoraj tez Położna zrobiła nam instruktarz jak przystawiać do piersi - ale Dziewczyny zrobiła to tak, ze Syn i ja zalapalismy, nie wiem czy to kwestia tego, ze jesteśmy w domu i ja nie czuje żadnej presji ( a może tez sama zaakceptowałam to kpi), także teraz mamy taki system, ze najpierw Maluszek pije z piersi a potem butelka. Nie powiem, ze zawsze super łatwo się przystawia i zawsze pije 10 minut, ale nawet jak chwile pije to i tak jest to wspaniale. Cierpliwości, cierpliwości, ćwiczeń i myślę, ze przejdziemy na sama pierś a przynajmniej mam taka nadzieje. Ogólnie to nie sądziłam, ze można aż tak kochać, czasem po prostu patrzę i się wzruszam . Tak bardzo jestem wdzięczna, ze się udało, ze walczyliśmy, ze się nie poddaliśmy, ze spotkaliśmy na swojej drodze nasza Panią Doktor Anioł i Docenta P. i tutaj jeżeli jakaś Staraczka czyta, ja tez byłam na Waszym miejscu, czytałam pamiętniki Dziewczyny co się Im udało i myślałam, czy my kiedyś tez tak będziemy mieć - i udało się. Trzeba walczyć, wiadomo, ze jest to ciężkie, ze nie raz ma się ochotę wszystko rzucić, ale powiem tyle - warto walczyć.
Co do Tatusia - zakochany w Synu a ja w Nim jeszcze bardziej... pisze to i mi lzy kąpią ze wzruszenia, ale tak bardzo mnie wzrusza, to jak są razem!!! widzę, ze Mąż chętnie tez zajmuje się Maluszkiem, mamy często tez system taki, ze jedno coś ogarnia a drugie Maluszka. Chociaż tez duzo czasu Maluszek sam się ogarnia spiąc 
Co do mnie fizycznie to ja już nie pamietam, ze rodziłam, jestem wdzięczna za tak dobry poród. I tak jak mówiła położna, jeżeli ktoś ma silne bóle miesiączkowe, to może być tak, ze w czasie porodu skurcze nie będą dla niego takie straszne, bo dla mnie nie były... czekałam na Armagedon, a tutaj już główka była na dole i czas na parcie, zreszta moja druga faza porodu trwała 25 minut, to chyba szybko jak na pierwszy poród. Moment w którym położyli mi Syna na piersiach - najpięknieszy w życiu i jeszcze to ze mógł być z nami Mąż.
Cieszę się tez bardzo, ze udało się ochronić kroczę, chociaż nie zdążyłam nawet zrobić jednego masażu krocza, a takie były plany. Połóg - hmmm nie wiem w sumie co o nim napisać, bo w szpitalu szczerze mówiąc byłam tak zajęta ciągła walka to o wzrost wagi Maluszka, to o spadek bilirubiny, ze po prostu jakoś on jest.. Myślę, ze psychicznie za to daje się trochę we znaki... W szpitalu nie raz chciało mi się wyć... Raz zadzwoniłam z płaczem do Męża, a tak to starałam się jakoś trzymać... na szczęście teraz w domu, to raczej są lzy wzruszenia, chociaż wczoraj do południa czułam taki dziwny chaos, miejsca sobie nie moglam znaleźć, ale zaczęłam sprzątać i to tez mi pomogło oczyścić atmosferę. Myślę żeby się wybrać do psychologa jak będzie chwila czasu, żeby przepracować do końca to co się działo w szpitalu, a tematy do przepracowania to: 1. jestem gorsza, bo nie potrafiłam donosić ciąży a już najpierw spotkała nas niepłodność . 2. jestem gorsza, bo nie potrafię wykarmić swojego dziecka, a tak bardzo chciałam karmic piersią. Jeżeli chodzi o te 2 kwestie, to nigdy bym nie pomyślała tak w kontekście innej kobiety tylko oczywiście wobec siebie byłam taka surowa. Generalnie już tak nie myślę, już sobie to w miarę w głowie ogarnęłam, ale nie chce żeby to wracało... W temacie karmienia to już wierze, ze z czasem i z praca nasza wspólną Maluszka i moja uda się przejść tylko na pierś, bo to takie wspaniale uczucie bliskości. Jeśli chodzi o wcześniactwo naszego Syna, to już nie czuje się aż tak zagubiona, położna nam ostatecznie tez podpowiedziała co robić no i jeszcze moje koleżanki. Także póki co neurologopeda i fizjoterapeuta, a dalej zobaczymy.
Wybrałam w końcu zdjęcia z sesji ciążowej, także będziemy się niedługo mogli nimi cieszyć i to ostanie zdjęcia z brzuszkiem, bo w dniu wyjazdu do szpitala no nie było kiedy zrobić
teraz muszę ogarnąć sesje noworodkowa. A i ogarnąć nam przestrzeń do życia z Maluszkiem. Mikołaj był niespodzianka w grudniu a drugi raz nas zaskoczył w lipcu
taki to nasz CUDak 

Dobra budzę tego mojego Śpiocha żeby dać Mu porcje jedzenia. Teraz najważniejsze żeby przybierał na wadze, żeby rozwijał się prawidłowo a cala reszta nie ma już znaczenia. Kocham nad życie
Progesteron włączony, jeszcze heparyna I jesteśmy gotowi...
Błagam, maleństwo, zostań z nami 🙏 za 5 dni będziesz już z mamusia, mam nadzieje ze na długo...
21cs 8dc
Nie pomyliłam się w oznaczaniu cykli.
19cs był bezowocny.
20cs minął jak każdy inny z czego w sumie się cieszę, bo odstawiłam całkowicie tabletki na stymulację.
Po nim przyszedł czas na kolejny, obecny dwudziesty pierwszy.
Zrozumiałam już, że w życiu są trzy ważne rzeczy, które stale towarzyszą człowiekowi i kształtują jego rozwój. To one są gwarancją sukcesu (chociaż mówiąc o sukcesie nie mówię o osiągnięciu celu jakim jest dziecko - mam na myśli raczej spokój w sercu).
Strach.
Ból.
Poczucie winy.
Same negatywne uczucia co nie? Być może.
Strach jest czymś co trzyma nas z dala od kłopotów, uczuciem które pozwala przemyśleć sprawę kilkukrotnie zanim podejmie się liczne mniej lub bardziej ważne decyzje. Lęk towarzyszy mi na co dzień w różnej postaci, ale o dziwo sam w sobie nie przeraża mnie i nie paraliżuje. To uczucie „a co jeżeli znowu się nie uda?” przestało mnie dotykać do żywego. Nie czuję panicznego strachu, pustki czy zawodu na myśl, że nie mogę mieć dzieci. Bywa mi tylko smutno, czasem płaczliwie, ale moje serce już nie wyje z przerażenia, że to się może nie zadziać. Gdy nie jestem zalana hormonami z końca drugiej fazy cyklu tak samo reaguję na myśl o posiadaniu potomstwa jak i jego braku.
Strach pozwolił mi wyznaczyć granice zdrowego rozsądku i nie zatracania się w staraniach.
Ból nie zawsze musi być odczuwany w formie fizycznej, choć i taka miała miejsce, gdy całkowicie nie spodziewałam się go podczas zwykłego badania drożności jajowodów. W moim przypadku częściej przyjmował formę psychicznego, gdzie umysł płatał nieprzyjemne żarty. Nie przeżyłam większości tragedii, których doświadcza kobieta podczas starań. Nie byłam w ciąży, nie straciłam dziecka, moje życie nie jest realnie zagrożone, a mimo to ból się pojawiał.
Twierdzę i tak, że ból to dobre uczucie, bo tylko w ten sposób organizm potrafi się porozumiewać z naszym „ja”. To wysyłanie impulsów z ciała do centralnej jednostki, która wszystkim zawiaduje, że coś dzieje się nie tak, że warto przyjrzeć się bliżej jakiemuś problemowi i może odrobinę zwolnić. Dzisiaj tak wiele ludzi nie słucha tego co mówi ich ciało, a ono czasem wręcz drze się na mnie, że nie tędy droga.
Poczucie winy bywało przytłaczające i w większości przyczyniało się do odczuwania bólu psychicznego. Ciągłe biczowanie się po plecach pytaniami do samej siebie „co zrobiłam źle?”, „gdzie popełniłam błąd?” - bla bla bla…. Ile jeszcze będę w stanie znieść tego pierdolenia, póki mnie to nie zgnębi? Takie coś może nawet zabić, bo wprowadza w obłęd. A potem leżysz w łóżku i zastanawiasz się co z Tobą nie tak – znasz to?
Możesz dalej dać się kopać i gnoić. Tkwić w bagnie i pozwolić na to przygnębienie. Dla mnie było tego za dużo. Przegrywałam tą dziwną walkę z umysłem, chociaż próbowałam przekonać samą siebie, że jestem z tym wszystkim pogodzona. Teraz w sumie nie wiem, czy jestem pogodzona, czy nie, ale wiem że mam na sobie niewidzialną zbroję, która izoluje mnie od toksyn.
Nic nas nie uratuje przed upływem czasu, więc czemu mam dawać gnębić się tej trójce i doprowadzać do coraz gorszych stanów psychicznych? Czemu mam oddać swoje cudowne lata wiecznym troskom? Przecież nawet kiedy dziecko się pojawi te trzy uczucia ze mną zostaną, tylko będą zadawały inne pytania.
Nie szukam pozytywnego wsparcia i na pewno nie szukam rad. Nie chcę więcej słuchać „powinnaś spróbować jeść takie i takie rzeczy/lekarstwa”, „powinniście podejść do kolejnej inseminacji/ do in vitro”. Do całej tej listy można dodać jeszcze mnóstwo porad z dupy znajomych, którzy totalnie nie ogarniają tematu. Nie mam żadnego planu i na ten moment po prostu sobie żyję. Przestałam liczyć dni, żyć wg kalendarza cyklu czy wyimaginowanej idealnej daty porodu. Jest mi lżej, jest mi dobrze. Bywam smutna, przygnębiona, ale jestem też autentycznie szczęśliwa i spełniona.
Dopiero teraz czuję, że akceptuję siebie w pełni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2024, 16:42
3dc /3cykl
Znow mi chodzi po głowie dlaczego kur*a to musiało spotkać nas, DLACZEGO!
NIKOMU nic nigdy złego nie zrobiliśmy, a tak nas doświadcza los.
Kurwa
Genetycznie u nas ok.
Edit:
Właśnie wyświetliło mi się na fb odpowiedź znajomej "Jak nazywałoby się twoje dziecko, gdyby miało imię twojej największej zachcianki w ciąży". Miałabym ochotę odpisac: ananas z puszki i twaróg. Tak dla pamięci. Zobaczymy co będzie w kolejnej.
A będzie na pewno. Będzie dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca 2021, 20:05
Rok temu właśnie zabierali mnie na cesarkę 🥹 dzieliło nas pol godziny... 🥹
To już rok odkąd w moim życiu pojawiło się moje 54 cm 3220g cudu... 🥹
Dzisiaj czuje się jakby on był że mną od zawsze... 🥹
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2023, 01:32
Szok, byłam właśnie na monitoringu w 10 dc po stymulacji lamettą 3-7dc - pęcherzyk 19 mm i endo 7,5 mm 😮
Jutro rano mam podać ovitrelle na pęknięcie 🤞🏻
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.