24tc+0
Dlugo czekałam na ten moment... córeczko, urodziłam Cię dokładnie w 27tc+3, o tym ze nie ma Cie z nami wiedziałam od 27tc+1... miałaś wtedy tylko 606g... Twój brat ma w 24tc+0 740g... wiemy zs jest silniejszy, Boże, czy to znaczy ze mam szansę na zywe dziecko? Błagam, daj mi ta szanse, przecież Ty możesz wszystko.. 🙏🙏🙏
Na tą chwilę mamy 740g i idealne przepływy, synku rośnij dalej... 🙏 jesteśmy coraz bliżej...



Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2022, 19:36

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 3 czerwca 2022, 22:51

33cs, 48dc, 34dpo
6t5d

Nie wytrzymałam i umówiłam się na wizytę do lekarza z pakietu.
CRL=0.75cm i ❤ 😭
Lekarz dorzucił Duphaston 3x1, do obecnej luteiny 2x2.
Kontrola za tydzień.

Byłam chyba w lekkim szoku? Dopiero w drodze do domu zrobiło mi sie wstyd.. wstyd, że nie wierzę w Kropka.. gdy ten walczy ❤
Głupio mi też, że odbieram mojemu drugiemu dziecku taki piękny weekend, który moglibyśmy spędzić.na rowerach :( ale zwyczajnie się boję..

Przyjęłam metodę kroków.. staram się nie wybiegac myślami zbyt daleko w przyszłość. Obecny cel - dotrwać do wizyty 9.06. Potem może powiemy Dziadkom? Ale to już zbyt daleka myśl...

Objawy:
Ciezkie piersi, sennosc, zmęczenie, lekkie pobolewanie podbrzusza, brak apetytu.
Od kilku dni ewidentnie nie mogę się schylac.
Boże.. Ty wiesz.. jeśli wciaz rośnie we mnie nowe życie, proszę nie zabieraj go do siebie, niech zostanie zdrowe ze mna na 9mcy a potem z Nami juz na zawsze..
Jeśli nie - nie rób mi proszę złudnych nadziei..


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2022, 23:04

To już pół roku 💙

Czas ucieka niemiłosiernie, ale jest to dobry czas.
Moje życie mogę teraz nazwać życiem. Ta mała Kluska obok wnosi codziennie tyle radości, że nie jestem w stanie tego ogarnąć.
Małe rączki mimo mojego strachu dzielnie ściągają po podsuwane jedzonko, małe wesołe oczka z uwagą obserwują świat, małe serduszko bije obok a dopiero co słuchaliśmy go przez detektor.
Świat dosłownie stanął na głowie a nam się to bardzo podoba.
Mały jest dzieckiem idealnym na tyle, że już zaczynam bardzo nieśmiało myśleć „co dalej” a może powinnam skupić się na tym jednym cudzie?
Pytań jest wiele, wchodząc na ovf nadal za dobrze pamiętam ten ból starań i niepowodzeń.
Z drugiej strony jest już ON! Czy nie będzie teraz lżej?

Wiem, że na pewno spróbujemy… pewnie szybciej niż później… wiem, że znowu może być ciężko…
Jednak ponad wszystko wiem, że to cale pięcioletnie cierpienie, ta trauma starań, niepowodzeń i strat teraz jest wynagradzana porannym uśmiechem synka i każdą wspólną chwilą.

Jest dobrze, mimo że teraz moja panika „bezdzietności” przerodziła się w panikę o NIEGO, ciągłe sprawdzanie czy oddycha, czy żyje, czy na pewno jest…
To chyba już nigdy nie zniknie… Ale staram się nie zwariować i zapamiętywać każdy dzień.
Każdy „normalny dzień” który jeszcze niedawno był taki nierealny.

Teraz pozostaje mi napisać, że chcę więcej tej miłości, ale też nie chcę być zachłanna.

Z dużą ciekawością zerkam na to co przyniesie los
A dziś na usta cisną się najważniejsze słowa:
💙 DZIĘKUJĘ
💙 KOCHAM

C. D. N.



Zniechecona 2022 mial być nasz 6 czerwca 2022, 14:22

Starania rozpoczelismy w kwietniu 2022. Fajna data, w sam raz zeby urodzic w styczniu. Genialne.
Pierwszy cykl przeszedł obok nas jednak bezowocnie. Nie robilismy tez sobie wielkich nadziei, bo przeciez wiadomo, ze STARANIA o dziecko z jakiejs przyczyny tak sie nazywają. Starania. Czyli trzeba sie bardziej postarac. Podejmujemy wyzwanie, a nawet nam sie podoba. Seks gdzie i kiedy sie chce, bez zadnych hamulcow. Extra. Wiadomo, jestesmy mlodzi, a moje cykle sa krotkie, wiec szybko przyjdzie.

Drugi cykl rozpoczelam poczatkiem maja. Wszystko szlo absolutnie ksiazkowo - seks, owulacja, seks. Powinno byc ok, przeciez plemniki tez chwile zyja. Musielismy sie wstrzelic.
Ekscytacja nie dawała mi spac. Wstajac o 4.30 22 dnia cyklu zrobilam test. Zobaczylam cien cienia, o czym powiedzialam rano mezowi. Bylismy szczesliwi, ale wiadomo, jeszcze bez euforii. Moglo mi sie przywidziec, zwlaszcza ze zrobilam zdjecia i nic nie widac. Byla noc, moglam sobie wmowic... Ok. Przyjmuje, jednak dzien pozniej zrobilam test z porannego moczu. JESTEM W CIAZY!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2022, 15:09

12 dpt

Nuda :-) Nadal to do mnie do końca nie dociera i chwilami o tym zapominam. Surrealizm. Ze strachami walczę, bo beta jest wysoka i jakoś jednak mam w sobie spokój. Myślę, że Kropek jest silny. Uświadamiam też sobie, że mało wiem o ciąży. Prawie nic. O niepłodności wiem myślę że dużo, w końcu byłam moją codzienną walką i obsesją przez ostatnie lata, a teraz nagle wielka niewiadoma. Czuję radość i wewnętrzny spoókój, ale pojawiają się też myśli "i co teraz????", "ta ciąża będzie trwała prawie cały rok ?!", "a co dalej? Przecież ja nic nie wiem o dzieciach! Nawet nigdy nie trzymałam niemowlęcia". Rzadko te myśli się pojawiają, bo skupiam się aby dotrwać teraz do pierwszego USG, serduszka i końca pierwszego trymestru, no ale jednak czasem coś w tej głowie takiego wyskoczy. Miałam dwie książki z czasów pierwszej ciąży (Czekając na dziecko i Healthy Mama Lewandowskiej), głęboko schowane, chyba czas je znaleźć.
Życie się zmienia, a zmieni się (mam nadzieję) jeszcze bardziej i nieodwracalnie. Ale dałam radę z niepłodnością, dam radę i z ciążą ;-).
Opanowuję po mału temat jedzenia. Do tej pory mi najbardziej służył post przerywany, czy jak ktoś woli modniej - intermittent fasting (16:8 lub 14:10). Długie przerwy, mała ilość posiłków. Czułam się na nim reweleacyjnie. Waga stabilna i prawidłowa, dużo energii, świetny sen. A teraz ? Zapomnij. Jak nie jem co 3 godziny to mnie ssie, robi mi się słabo i pochłaniam wszystko naokoło. Wracam więc do starego, dobrego 5 małych posiłków dziennie. No i planowanie posiłków, pilnowanie warzyw, wody, białka. Dorzuciłam sobie owoce, za którymi nie przepadam, ale dla Kropka dziś jadłam kiwi i jabłko. Jutro zjem brzoskwinie i gruszke i tak wymiennie do końca tygodnia.
Po pierwsze chcę jak najlepiej i najzdrowiej dla Kropka, po drugie no w tym tempie co było w zeszłym tygodniu to przez 9 mcy to dowalę 30 kg, a tego sobie jednak nie wyobrażam :-).
No i brakuje mi ruchu. Może jakąś delikatną jogę bez angażowania brzucha w domu poćwiczę. Muszę o tym poczytać.

Sheelie Moje życie 22 marca 2023, 11:07

Cześć.
Pytanie mam ksst na pokładzie osoba która wogóle nie czuje owulacji ?

A wogóle w styczniu gdy zaczęliśmy starania stymulacja owulki Clostilbegyt to czułam mocno pęknięcie pęcherzyka.. czułam poprostu ale i tak nic z tego nie wyszło.. te 2 miesiące może czuje jak kłuje mnie jajnik i rwie ale nic pozatym , to nie ma sensu.. czuje że coś jest nie tak ze mną i że muszę zrobić te badanie drożności jajowodów a mój mąż twierdzi żebyśmy dali sobie czas jeszcze .. może rurki się zatkały ? Ehh .. tak jak napisałam mam dość.. rezygnacja to co czuje teraz to jest komplety przycisk off w punkcie " ciąża " . A mimo to mam właśnie czasami takie myśli.
Wczoraj wróciłam do pracy po tym miałam L4 i koleżanka mówi do mnie a ja myślałam że coś innego ( ciąża) bo każdy wie w pracy w której pracuje już 8 lat że chciałabym dziecko mieć ale niekazdy wie z czym się zmagamy . I takie podteksty to mnie krzywdzą. Odpowiedziałam koleżance że jak będę w ciąży to im osobiście powiem o tym .
Dowiedziałam się że koleżanka która jest o 4 lata młodsza też stara się już o dziecko z mężem, zabolało mnie , poczułam niepokój i pytanie czy ona szybciej zajdzie odemnie w ciąży? .. życzę jej tego żeby nie miała takiej katorgi jak ja albo inni tutaj zgromadzeni .. ale gdy usłyszę że jest w ciąży prędzej czy później dobije mnie to . O losie . Czemu czemu powiedz , co ja takiego zrobiłam?

miska122 Tęcza po burzy :) 7 czerwca 2022, 20:27

Pół roku.
Mój syn ma pół roku.
Jak to w ogóle możliwe? Nie pytam nawet jakim cudem płynie czas, bo o tym nie raz się przekonałam. Kiedy bezskutecznie staraliśmy się o dziecko, a ja liczyłam ile to już miesięcy... Ale pytam jak to możliwe, że mam takie szczęście przy sobie jak mój synek?
Ten jego uśmiech, który poprawia humor każdemu komu go ofiaruje. A szczerzy się do każdego. Jest bardzo pogodnym dzieckiem.
Kocham go tak niesamowitą miłością, że dalej nie wierzę, że można kogoś aż tak mocno kochać.
Nie wiem czy umie dużo jak na swój wiek, raczej uczy się wolno, woli być na rękach i w ogóle jest dość mocno przyklejony do mnie. Ale to nasz czas. Już nigdy nie będę mieć go, takiego bobasa, więc korzystam.
Ja czuję się nawet dobrze. Tarczyca szaleje, jestem wiecznie zmęczona i chwilami nie mam na nic siły, ale wiecie nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Za to mówili, że będzie warto. I jest.
Synku rośnij nam zdrowo, uśmiechaj się i dużo nas przytulaj. Kochamy Cię wszyscy bardzo mocno. Jesteś najlepszym bobasem na świecie.

P.S. mój mąż stwierdził, że nie będziemy się zabezpieczać, co ma być to będzie. Tak sobie myślę, że może to i dobry pomysł biorąc pod uwagę ile zajęło nam staranie się o Alka 🤷🏻‍♀️ ale póki co chyba nie mam nawet owulacji, bo testy owu negatywne. Zostawiam to losowi, mam już największe szczęście o jakie mogłam prosić, drugie byłoby ogromnym wyzwaniem, ale jeśli byłoby choć trochę tak słodkie jak pierwsze to jak tu się oprzeć?

A! Moje dziecko będące w 5 centylu po urodzeniu, aktualnie jest w 23🤯 a je tak chętnie, że aż się dusza raduje ❤️

Dzień 3
Dziwnie nie pisać tygodni ciąży...
To może po kolei..
37+0
To miał byc ten dzien kiedy trafimy patologię i tam będziemy czekac na decyzje co dalej. Ale uprzedzali ze z miejscami różnie i czekamy na telefon... niby człowiek wie, ale po tym ze szyjka miała 1.5cm, maly byl juz bardzo nisko, naprawdę bałam się ze e każdej chwili sir zacznie, zanim zadzwonią z tej patologii... Zadzwoniłam o 17, pani potwierdziła ze brak miejsc, ze moze jutro, moze pojutrze...
37+1
Od rana czekałam na ten telefon, dalej z przerażeniem, co robić jeśli się zacznie... tymrazem dałam im czas do 11... jak nie zadzwonią to ja zadzwonię... zadzwonili o 10:45 ze mamy przyjechac kolo 12...
Dopakowanie ostatnich rzeczy do walizki, w między czasie kurier zadzwonił ze z szafka jedzie... mialam czas na ostatni prysznic i w drogę...
Na IP trzeba odczekać swoje, az w końcu dostałam swoje łóżeczko i zostalam sama ze swoimi myślami...
Załapałam sie na wieczorne USG, maly ma sie dobrze, ma 3400g, cc jutro lub pojutrze.. lekki szok, myślałam ze nas potrzymaja trochę, bo to dopiero 37+2 lub 37+3 będzie... z jednej strony wiem, ze chciałam jak najszybciej, tak bardzo sie o niego balam.. z drugiej wiem, ze każdy dzień razem byl dla niego wazny...
Ale raczej czwartek, bo na środę juz sa plany na cesarki, a poza tym sie cos przytkalo na salach juz po cesarkach...
37+2
Najpierw śniadanie, potem poranny obchód, lekarze zdziwieni ze wszyscy po śniadaniu... bo przecież jest tyle czasu ze by można.... no i kolejny raz problem z moimi wskazaniami, bo slowo "zaleca sie" to za malo...
Na szczęście po południu stanęło na tym, ze jednak to wystarczy i będzie zgodnie z moim planem, czyli cc juz następnego dnia...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2022, 18:15

Smieszne jak my staraczki w pewnym momencie zaczynamy sobie wkrecac. Jestem po drugim szczepieniu limfocytami i rozmwowie z doc. Pasnikiem. W miedzyczasie wyszlo mi, ze mam hiperinsulinemia i Pasnik powiedzial, ze mam skontaktowac sie z diabetologiem. Nie podchodzic do transferu przed uplywem miesiaca od rozpczecia brania ich. Wszystko wyjasnione i oczekuje na@, ale moja glowa zaczyna grac sobie zupelnie inna melodie. Po przeczytaniu tylu historii, ze po szczepieniach dziewczynow udalo sie naturalnie mimowolnie zaczyna zwracac uwage na sygnaly z mojego ciala. No i pytam sama siebie "Odbilo Tobie, nakrecasz sie niepotrzebnie ", bo chwila moment to juz zaczne miec wszystkie objawy ciazowe :D Nie wspominajac, ze mam KIR AA, hiperinsu cos tam :D, tabletki zaczne brac dopiero od dzisiaj i jeszcze do tego niski progesteron w drugiej fazie cyklu.......aaaaaahhhhhhhh irytuje mnie ten moj mozdzek! Do tego obudzilam sie z bolem gardla. Mam za swoje za paradowanie w sukience w sobote na zewnatrz wieczorem jak bylo tylko ok 15stopni.

Bartuś jest przekochany ❤ zaczął chodzić i teraz matka za nim biega z myślą że uda mi sie schudnąć 😂 jest bardzo wesołym chłopcem,wiecznie uśmiechnięty, płacze bardzo mało. Nerwus z niego jak ho,ho! :D teraz mamy etap krzyku i zaciskania piąstek jak chce coś czego nie może dostać :p na szczęście w sklepie póki co zadowala go bułka i afer nie robi 🙈 jego słowo "mama"rozczula mnie do granic ❤ kocham go przeogromnie ❤ jego śmiech jest ukojeniem na całe zło które mnie w życiu spotkało ❤ a malutkie rączki które oplatają mą szyję podczas przytulenia sprawiają że przepełnia mnie szczęście i radość ❤

P.S ten pamiętnik chcę aby służył mi do "wywalenia" swoich słabości więc zdaję sobie sprawę z tego że po moich wpisach można wywnioskować iż jestem nieszczęśliwa. Nic bardziej mylnego:) tutaj po prostu zrzucam to co w danym momencie leży mi na sercu ale to że po tylu latach udało mi się być mamą ziemskiego dziecka rekompensuje wszystko takżr kochane nie martwie się o mnie bo mój stan psychiczny jest już naprawdę dobry:)

Zniechecona 2022 mial być nasz 7 czerwca 2022, 16:45

Pani endokrynolog popatrzyla na wyniki i zupelnie szczerze i bezposrednio stwierdzila - trzeba sie w koncu z mózgiem spotkać 🤣 na prawdę tak mi powiedziała! Moje wyniki wedlug niej są ok, u męza bez szału, ale w normie, więc jedziemy dalej tym pociągiem, a jej slowa to reakcja na moja przesadna reakcje na ciaze biochemiczna i jej strate, ale tez widziala po mnie chyba ten strach. Byl i jest ogromny.
Jedyne o czym mi powiedziała, a o czym gin niestety nie wspomnial, to ze przy zajsciu w ciaze nalezy natychmiast odstawic bromocorn, bo ma on dzialanie mocno niekorzystne na ciaze... Szkoda, ze nie wiedzialam, bo byc moze inaczej by sie to skonczylo, ale nie ma co rozdrapywac. Nastepnym razem odstawie przy cieniu cienia o 4.30 ;)

13.06 bedzie kontrola u gina czy ladnie sie wszystko wyczyscilo i startujemy znow.

Trzymajcie kciuki tak samo mocno jak ja za Was trzymam ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2022, 22:08

Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 7 czerwca 2022, 07:29

Jutro transfer! <3 <3 <3

Szczerze mówiąc, jestem przerażona jak nigdy. Mam wrażenie, że nie przygotowałam się odpowiednio. Jestem zabiegana, zmęczona, zestresowana, kłócę się z M. Nie wiem, czy będę dobrym domkiem dla tego bąbelka :(

No i najgorsze - strasznie podrażniła mnie luteina. Nie wiem, mam nadzieję, że to nie będzie przeciwwskazaniem do transferu... Nie wiem, czy mogę cokolwiek stosować.

Mam takie wahania. Czasem myślę, że musi się udać - po tylu latach, w końcu. Ale przez większość czasu nie wierzę, że mogłabym być w ciąży, a już na pewno nie w zdrowej.

Chciałabym, żebyśmy mieli chociaż dwa albo trzy zarodki, a tak to mamy tylko jedną szansę :( z drugiej strony zarodeczek jest piękny i silny, więc może zechce się rozgościć na dziewięć miesięcy. Bardzo bym tego chciała :)

Odliczam już godziny do transferu, nie mogę się doczekać! <3

14+0 rozpoczęłam 2 trymestr.

Wczoraj miałam dopiero prenetralne. Miałam mieć 01.06 ale dzień przed wizytą zadzwoninili z kliniki i powiedzieli że doktor do którego jestem zapisana nie przyjmuje już na NFZ i mnie przepiszą do kogoś innego. Ale się wściekłam. Zapisali mnie na 07.06 a to ostatni termin USG tak naprawdę 13+6. I tylko była myśl czy zmieszczę się w widełkach 8,4 cm.

Wczoraj pojechałam na to USG, opóźnienie 30 min jak już wchodziłam to już było godzinne. Ale na plus. Kobitka bardzo dokładnie przeprowadziła badanie, nie spieszyła się, to jest na plus. Dziecię okazało się 7,8cm waga 82 g. Potwierdzony chłopiec, siusiak był na wierzchu. Troszkę poczułam rozczarowanie bo chciałam córkę. Ale wiadomo nie wszystko można mieć. Najważniejsze że jest zdrowe to się liczy. W mojej rodzinie prawie sami chłopacy, dziewczynki są nie liczne.

Piotrek zdobyl nowe umiejętności. Zaczyna się spinać na palcach i otwierać drzwi. A jak wejdzie do WC to otwiera kibelek i tam wkłada palce ehhhh i mówi fafafa . Zabawę sobie znalazł. W kuchni wchodzi na krzesło potem na parapet albo na stół. Łobuz jeden, jak go zdejmujesz wtedy krzyk. Przy babci jest lepszy spokojniejszy przy mnie lub przy starych diabeł. Niestety taki wiek. spanie ma coraz gorsze strasznie się wierci, kręci jakby robaki miał. Nie wiem czy to zęby czy to coś innego. Nie wiem co to będzie jak się pojawi maluch, coś czuję że będzie zazdrość


27tc+0
Wiedziałam ze to będzie trudny tydzień... ale ze pierwszy dzień prawie przyplace zawałem?
Synek, nie rob tego więcej... :| takiego stracha mi mlody napędzil od wieczora ze prawie zawal... poszłam spać wczoraj i nic noe czułam, rano niewiele... na szczęście na IP okazało sie se jest dobrze wszystko, ze maly ma juz 1130g... 😍 czy po kilogramie jestem spokojniejsza? Oczywiście ze nie, teraz myślę, se jak skończymy ten 27tc.... ale pewnie to tez nie pomoże.... Boze, tylko Ty mozesz dac mi siłę... błagam, daj nam te 10 tygodni...

Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏

Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 9 czerwca 2022, 08:32

33. urodziny
1 dpt

Wczorajszy transfer trwał dosłownie kilka minut. Moment, kiedy przynosili zarodek, był bardzo wzruszający <3 później tylko opróżnienie pęcherza, szybka wizyta u lekarza, zalecenia co do leków i informacja, żeby betę zrobić po 10 dniach - czyli 18 czerwca. Jakoś tak wyobrażałam sobie to inaczej, podobnie jak całe in vitro. A wszystko to jest takie... medyczne :D

Zamówiłam 14 testów ciążowych :D

Cieszę się, że biorę relanium, w sumie cały czas śpię. Niestety, jeszcze tylko dzisiaj.

Ciekawa jestem, czy się uda - z jednej strony w to nie wierzę, a z drugiej, dlaczego miałoby się nie udać, skoro u tylu dziewczyn udaje się pierwszy transfer ładnej blastki? Zobaczymy, jeszcze kilka dni...

Zastanawiam się, czy powinnam tylko wylegiwać się na kanapie, czy może warto udać się na jakiś spacer... Boję się, że cokolwiek zrobię, to - jeśli się nie uda - będę się obwiniać. Masakra, tyle emocji :/

Jeśli się uda, to będzie cudowny prezent urodzinowy <3

Od czwartku leze w domu kompletnie rozlozona tak chora nie bylam od chyba 2018. Robilam test na Covid i jest negatywny, ale teraz sie zastanawiam, bo od mojego szczepienie (30.05) nie minely jeszcze dwa tygodnie i zastanawiam sie czy to przeziebienie nie wlynie na wszystko negatywnie. Chyba jestem w lekkim dolku emocjonalnym.... czuje sie zle, okres sie zbliza i znowu zaczelam miec brazowe plamienia, mocniejsze niz ostatnio. DO tego w srode plamienie bylo zywa jasna krew i zaczynam sie zastanawiac jak ogarnac te plamienia przed@ . Kazdy lekarz u ktorego bylam mowil, ze to normalne, ale zaczynam w to watpic. Wiem masz Hashimoto i hiperinsulinemia. Laparoskopie mialam w 2018 i wyszla cala czysciutkio, ale co jezeli cos przeoczyli. Moze sama juz sie w glowie nakrecam i szukam wciaz czegos innego co odpowie mi na pytanie, ze sie nie udaje. Powiedzcie mi prosze, jezeli mialyscie plamienia przed okresem to jak to ogarnelyscie i czy mam sie czym martwic przed kolejnym transferem? Czy mam poprosic lekarza a jakis specjalny progesteron?

24 dpt

Dziekuje Wam dziewczyny za słowa wsparcia. Bardzo mnie to podbudowuje. Myślałam że na tym etapie ktoś się tam już pojawi na usg stąd mój zawód. 😢

W pon lub wtorek planowałam jechać po prolutex ale cudem jest w aptece oddalonej ode mnie 80 metrów ♥️ zamiast jechać 100 km w dwie strony wystarczy zrobić kilkadziesiat kroków.

W piątek i dziś miałam dwie poranne bitwy. Było ciężko, ta piątkowa wygrałam ale ta dzisiejsza mnie pokonała. 🤮 Tak pragnęłam tych mdłości a dziś ryczałam nad toaleta (typowa reakcja na wymioty w moim przypadku). Jutro pewnie podobnie zacznę dzień.

Ostatnie 3 dni na spokojnie, mało ruchu, sporo leżenia w łóżku. Temperatury mi nie służą bo na słońcu mnie po prostu mdli i muszę się czym prędzej chować do cienia.

Ja progesteron muszę i tak wykonać przed kolejna wizyta w klinice więc w środę muszę iść na wyniki. Te w czwartek chciałam zrobić dla samej siebie i ewentualnie zwiększyć prolutex. Brzuch dość mocno dostaje przez te zastrzyki, boli mam siniaki i jednego krwiaka. Trudno się mówi dla bobasa wszystko.

U nas chorób ciąg dalszy... Ogólnie mam wrażenie, że jesteśmy ciągle chorzy od listopada. Teraz Iza miała bostonke. Wysypało ja na całym ciele, nogi, ręce, pupa, twarz, uszy, jama ustna. 3 dni i noce darła się z bólu, a był potrójny bo bolało, a nie mogła pocieszyć się swoim smoczkiem więc płakała i za nim, no i nie mogła jeść więc może i glod też dokuczał. Coś strasznego.

Także po 3 miesiące pobilismy rekord, młoda chodziła do żłobka rekordowe 5 dni z rzędu, a skończyło się bostonką i teraz 2 tyg w domu. Litości. Naprawdę myślałam, że to lepiej nam pójdzie ale jak to mówią biednemu zawsze wiarę w oczy. Ja to mam całe życie pod górkę. Ale mimo wszystko zawsze wychodzi słońce.
Tym razem też są pozytywy, znalazłam pracę i na nowo startuje od 1 lipca. Ostatnie dni wolności.
Transfer choć wyczekiwany, odsuwam w czasie aż się nam się poukłada trochę w życiu.
Tym razem chciałabym mieć taką pracę, że przy ewentualnej srufiej ciąży nie będę musiała oddać dziecka w wieku 11 miesięcy do żłobka. Myślę, że to było za wczesnie dla nas obu. Wiem, że nie miałam wyboru i w sunie wciąż nie mam, Iza musi iść do żłobka, a ja do roboty... Ale jeśli będzie szansa, że mogę to teraz zaplanować inaczej to muszę spróbować. Umowa niestety na zastępstwo więc chwilę potrwa zanim okaże się czy będzie praca na stałe czy nie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2022, 21:38

14cs 8dc
Dziwne mam ostatnio okresy. Nic nie rozumiem. Do tej pory były zawsze regularne, odkąd pamiętam zawsze trwały 7 dni, jak w zegarku. Ani dnia dłużej, ani krócej.
A teraz już drugi raz mam dziwne plamienia przed, w zeszłym miesiącu pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło i przekonana, że to 2dc poszłam na badanie krwi, z którego wyszło, że mój okres się jeszcze nie zaczął, musiały to być plamienia.
Według p. doktor progesteron jest super i jeśli to pojedynczy przypadek, to nie powinnam się martwić, tym bardziej, że wszystkie badania wyszły dobrze. A w tym miesiącu znowu to samo 🤷🏽‍♀️ już nawet nie jestem pewna w którym dniu cyklu jestem..
Miałam sobie odpoczywać i tak jak obiecane - robię to. Ale oczywiście myśli o ciąży non stop przewijają się w mojej głowie i przez to zauważyłam jedną rzecz.
Przez ostatni rok zrobiłam wiele testów ciążowych i zawsze były białe. Bezwzględnie. Nie miałam czego się na nich doszukiwać.
W marcu po 3 dniach spóźnionego okresu od razu zobaczyłam na teście cień drugiej kreski, ale naczytawszy się, że to pewnie kreska fabryczna, nie brałam jej na serio. Poza tym mąż i przyjaciółka powiedzieli, że nic nie widzą. Ale ta kreska tam była, przysięgam. Pierwszy raz w moim życiu. W międzyczasie dostałam okresu. Był inny niż zwykle, bardzo obfity, z dużymi skrzepami i okropnie bolał.. Po trzech dniach krwawienia zrobiłam jeszcze jeden test. Myślałam że zgłupiałam, ale kreska nadal tam była! Popłakałam się, nie wiedziałam o co chodzi, to jestem w ciąży czy nie? Pojechałam na betę, po kilku godzinach dostałam wyniki. Nie patrzyłam od razu, byłam właśnie w odwiedzinach u kuzyna i bawiłam się z jego małym dzieckiem. W drodze do domu zerknęłam na wynik: 6,07. Czyli okruszek dzielnie walczył, ale się nie udało. Wynik był dużo za niski jak na obecną chwilę, ale wiem że już spadał. Pierwszy test zachowałam na pamiątkę i kreska, której nikt nie widział, po całkowitym wyschnięciu jest bardzo wyraźna i różowiutka.
Mówili, że w ciągu 3 miesięcy od takiej ciąży łatwo jest zajść w kolejną - tak bardzo w to wierzyłam. Niestety się nie udało.
Ale teraz wyszperałam w galerii zdjęcie testu z czerwca. Tak, jak pisałam, miałam dziwne plamienia.
Dzień pierwszy: Okropnie zaczął mnie boleć brzuch. Musiałam wziąć tabletkę, choć prawie nigdy nie mam takiej potrzeby. Kilka godzin nic, później plamienie, następnie mocniejsze, w końcu czerwone.
Dzień drugi: plamienie ustało, nic, zero, brzuch nadal bardzo boli.
Dzień trzeci: plamienie wróciło dopiero koło godz. 15 i przekształciło się w bardzo obfity i bolesny okres. Nigdy tak nie miałam.. Zrobiłam test. Nie jestem jakąś maniaczką testowania, ale chciałam wiedzieć, co się dzieje z moim organizmem. Test oczywiście biały, wyrzuciłam go do kosza.
Po dniu lub kilku dniach (nie pamiętam..) go wyjęłam i zobaczyłam lekką kreskę. To również był ten sam facelle, którym wykryłam marcową ciążę. Zrobiłam zdjęcie, zapomniałam o nim, a teraz, po miesiącu odkryłam je w galerii i zaczęłam się zastanawiać, czy nie wyłapałam znowu cb.
Wiem, że nie powinno się patrzeć na testy po tak długim czasie.. Ale zachowałam sobie taki sam test z innego miesiąca i do dzisiaj nie pojawił się na nim nawet ślad. A na czerwcowym był. Nie wiem, zwariuję.
Może faktycznie obniżone parametry nasienia powodują, że komórkę zapładnia na tyle słaby plemnik, że ciąża nie przeżywa? Nie znam się i może gadam głupoty, ale jeśli tak, to przynajmniej wiem że mój organizm chce i może być w ciąży, i bardzo o to walczy! Daje mi to szanse wierzyć, że kiedyś się uda 🙏🏼✊🏻 Chcę w to wierzyć..

Zniechecona 2022 mial być nasz 13 czerwca 2022, 09:47

Wczoraj miałam ciekawy dzień, zrobilysmy sobie z kolezanka z pracy(ta co wie o wszystkim) wieczór z dbaniem o siebie. Moja wysuszona skóra az o to blagala. Rozmawiamy juz o wszystkim, od dupereli po rzeczy bardzo wazne i z ciekawosci zapytala czy robie jeszcze testy owulacyjne. Szczerze odpowiedzialam, ze nie, bo co firma i co test to inny wynik, wiec nie ma to sensu. Pozniej, pod prysznicem, przypomniala mi sie ta rozmowa i zastanawialam sie co by mi sie dzisiaj pokazalo. W sumie, mam cala szuflade testow, z dwoch roznych firm, wiec co mi szkodzi, nasikam i jej pokaze jak kazdy pokazuje co innego. Po okolo DWÓCH MINUTACH, podkresle jeszcze raz, DWÓCH MINUTACH, na obydwu testach byly juz wyrazne kreski. Gdybyscie widziały moją minę... : 😲
ALE JAK TO?! PRZECIEZ TO DOPIERO 7 DZIEN CYKLU?! Przecież to są jakieś jaja... Uwiecznilam te testy na zdjeciu, bo sama sobie przestaje wierzyc 😂

Pan gin wprowadził mnie zdecydowanie w lepszy stan emocjonalny niz ten ktory mialam po poronieniu. Jego spokój, opanowanie, nawet to, że zawsze wszystko robi w tej samej kolejnosci dziala na mnie kojąco.
Opowiedzialam mu moja historyjke o testach z dwoch roznych firm, ktore zaplonely usmiechnietymi podwojnymi kreseczkami i mial mine dokladnie taka jak ja dzien wczesniej 😂 zrobil usg, w prawym jajniku pecherzyk 17mm, endometrium 8mm, wiec NIECH SIE DZIEJE WOLA NIEBA, MOJA I MOJEGO LEKARZA, a najlepiej wszystkie 3 na raz
(nastapila zmiana dawkowania lekow, mniej bromocornu a wiecej duphastonu)😆

Nowy cykl, nowa energia, tylko maz ten sam 😆😂🔥💏❤️

W 24 dc pójdę na betę.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)