Czekam na okres. Wiem juz, że ciazy teraz nie bedzie. Chociaz mielismy nadzieję.. Wczoraj u naszego lekarza zrobilismy progesteron i estradiol. Zbyt niskie wartości na ciaze. Ale lekarz powiedział, że ogolnie są za niskie jak na ten moment cyklu. Poza tym nie powinno być tak, że mam kilka dni sluz plodny, potem on zanika i potem znowu wychodzi plodny. Nie zawsze tak mialam. Wlasnie ten cykl mnie tak zwodzil. Juz myslalam, ze jestem po owu i znowu wyłaniał się sluz plodny.

Powiedzialam lekarzowi, że nie mogę uwierzyć, ze od 4 lat nie bylam ani razy w ciąży. Przypomnial mi o laparoskopi, o tym, ze jajowody były udrazniane.. no właśnie, mogly byc tak zatkane, że nic przez nie nie było w stanie przejść. Wtedy mamy 13 cykl staran (w zasadzie zaraz 14.), ale jeśli była zachowana jakaś droznosc to będą juz 4 lata. Tego nigdy się nie dowiem.
Lekarz pytał juz drugi raz o cukrzycę. Czy ktos w rodzinie ma. Wydaje mi się, ze nie. Nie mialam robionego badania na poziom cukru. Jeszcze dopytam.

Zalecenia:
- wymiana B1 i Kwasu alphaliponowego na berberyne;
- etruzil (przez 3 najbliższe cykle, 3 lub 5 dni w cyklu, w czasie miesiączki) - czy ktoras z was go brala?
- i 3cie największe dla mnie zaskoczenie-> ovitrelle w penie w P+3, P+6, P+9. Wydawało mi się, ze bierze się to w dniu przewidywanej owulacji na pęknięcie jajeczka, ale tu mam przyjmowac po ovu, więc nie wiem. Nie dopytałam dokładnie.. No i nigdy bym nie pomyślała, że będę przyjmowac zastrzyki.
- nadal dieta.

Kolejna wizyta 10 luty.
Doktor jest spokojny i czeka na pojawienie się dzieciątka.

Pytałam też o immunologie. Mowil, ze nie zna dziewczyny, która robiąc te badania mialaby dobre wyniki. Wszystkim wychodzi cos zle i u mnie na to jest naltrexon.

Umówiliśmy się z Mężem na konsultacje tez do innego lekarza naprotechnologa (w zasadzie to moja inicjatywa) no i po tej wizycie mam jakieś wątpliwości. Czuje się trochę nielojalna wobec obecnego lekarza i ze dostalam ten ovitrelle a nowy lekarz tez zleci badania i tego będzie dużo i możemy się zaraz rozjechać i wtedy trzeba będzie pojsc za jednym lekarzem.. Wizyta u Dr W. 10.02. i pewnie będą jakies zalecenia, a 17.02. pierwsza wizyta z wynikami zleconych badań u dr G. i co wtedy? Moze okazac sie, ze pojawi się konflikt zaleceń..
Co powinnam zrobić? Zostawic te wizyty i zmierzyc się z decyzja po 17.02. czy zrezygnować jeszcze z tego nowego lekarza?

Chyba, ze do tego czasu pojawi się nasz maly cud i juz nie bedzie wątpliwości.. <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2022, 09:18

Mikołajki...
2 lata temu najgorsze w życiu, że świadomością że zamiast Mikołaja z czekolady mogę dziecku kupić tylko mikołajkowego znicza 😥
Rok temu czekałam na wieści z kliniki o moich zarodkach, to właśnie s Mikołajki dostałam maila ze się udało i mamy 3 5dniowe ... do tego to właśnie 6.12 był pierwszym dniem mojej ciąży....
Dzisiaj patrzę na babla i czasami nadal nie wierzę że po tym wszystkim mam żywe dziecko w domu ...

Ale rollercoaster!
Doktor wysłał receptę na betadyne dopochwowo, w między czasie ogarniałam temat z moim lokalnym ginekologiem i dostałam receptę na amoksycykline (ona wyszła jako zabójca w wymazie, wydaje się pewniejsza) a ją w wersji doustnej i też dopochwowej.
Także mam 3 różne prochy. Doktor z kliniki napisał, że to nie zaszkodzi do transferu, a koordynatorka mówiła, że niestety będzie wstrzymanie na 100 %.
Także zaufam jednemu i drugiemu i ładuje w siebie betadyne na dół i amotax góra. Ten dopochwowy amotax już odpuszczę. Nie zmieści mi się to wszystko.
Ale cisnę, wracam na ring i walczę do końca!
Musi się udać! Musi, prawda?

Aktualnie na śniadanie biorę 15 tabletek, 2 dopochwowe, w południe 5 sztuk i na noc 15 plus 3 dopochwowo. Niezła artyleria 🤢
Od jutra jeszcze acofil i zaraz heparyna. Zrobiłam wsteiny zastrzyk i sinior wielkości mandarynki więc dam sobie jeszcze 2 dni i zacznę od nowa. Doktor mówił, że mogę od transferu ale chciałabym zacząć od soboty.
Kciuki i modlitwy mile widziane.
Oby te wszystkie problemy przekłuc w sukces! Moje dziecko już tka bardzo upragnione, już tak bardzo ukochane. Chcę je czuć, chce czuć, że rośnie we mnie życie. Mama czeka maluszku. Jeszcze chwila i będziemy razem.

Michałek 3 tygodnie
Piotruś 2 latka 2 miesiące

Jak to wszystko zleciało. Za mną pierwsze 3 tygodnie. Które do łatwych nie należały i nie będą.
Pierwszego dnia kiedy wróciłam do domu. Byłam ciekawa reakcji Piotrusia na braciszka.
Piotrek zobaczył dzidzię w nosidełku. Interesował się nim . Myślałam że będzie ok od tego momentu.
Jak bardzo się myliłam. Przyszła pora spania uspilam Piotrka, Michał leżał w Mojżeszu. Nic nie zapowiadało tego co miało się za chwilę stać. Michał zaczął okropnie placzec przebudził Piotrka. Obydwoje zaczęli płakać. Nie mogłam uspokoić Piotrka stary nie mógł małego , koszmar, chciało mi się ryczeć. Przyleciała babcia było grubo po 24. Zabrała Piotra do siebie. Michał miał szczepionkę rano, pewnie z bólu po niej płakał. Stary pół nocy go uspokajał. Ja spałam ratami.
Na chwilę obecną Piotrek jest usypiany u nas jak zaśnie stary przenosi go do babci i z nią śpi. Potem wymyślimy jak to rozegrać. Inaczej miało być inaczej wyszło.
Od 8 doby Michał zaczął mieć kolki. O matko znowu powtórka z rozrywki. Dlaczego znowu. Pamiętam u Piotrka zaczęły się później koło miesiąca. Nie nie , czemu 2 razy to samo.
Tak jestem silniejsza psychicznie niż wtedy, ale mimo tego nie umiem go uspokoić. Znowu babcia ratuje tyłek. Masuje brzuszek i nóżki. Czasem to pomaga i mamy ładne nocki tylko na karmienie pobudki
Właśnie odnośnie karmienia. Myślałam że będę go karmić cycem. Okazało się że pokarmu mam bardzo mało. Do tego doszły kolki. Stwierdziłam że trzeba działać jak u Piotra. Zrezygnowałam z kp. Od 3 dnia życia dałam mleko Nutramigen. Bo znając życie też może mieć alergię na nabiał.
Święta upłynęły spokojnie. Zero odwiedzin nie chciałam rodziny by nie zarazić małego. Pierwszy spacer na balkonie był 2 dni temu.
Wcześniej nie było dobrej pogody na wycieczki. Jak się uda jutro wypróbuję wózek podwójny.
A mi się kończy sielanka stary jutro do pracy po 3 tygodniowym wolnym.
A odnośnie Piotrka jest bardzo zazdrosny.
Nie umie się przełamać. Zrobił się nie znośny, zwraca na siebie uwagę np wchodząc na stół. Odciaga mnie od małego. Mam taki płaski Bujaczek to ten go przynosi i każe mi małego położyć i iść z nim na górę. Nie potrafi radzić z emocjami a ja nie umiem go przekonać. Naprawdę jest ciężko. Z 2 małych dzieci jest bardzo ciężko. Może gdyby Piotrek miał 3-4 lata byłoby inaczej. On jest mega wrażliwy.

Aries94 IVF bo o naturalsie możemy zapomnieć 14 października 2024, 19:40

Cykl: nie wiem, chyba 4, nie liczę | Dzień cyklu: 20
Dzisiaj połknęłam ostatnią tabletkę antykoncepcji, została jeszcze jedna, ale tak ma być.
Jutro przyjmę piątą dawkę Gonapeptylu, który przyjmuję co drugi dzień.
Tym samym zostaną mi trzy zastrzyki do końca.
Do wizyty zostało 7 dni, które już wiem, że będą mi się dłużyć, ale dam radę.
Jeśli dobrze liczę i gdybam jeśli wszystko będzie ok to być może punkcja odbędzie się w Halloween 🎃 🎃 🎃
Jeśli dobrze liczę i gdybam to pierwszy transfer będzie ok 6-7 listopada.
Jeśli będzie ok.
A co jeżeli nie będzie ok...?

12dpt...
Jutro ostatnia beta 🫣

Rośnij mój okruszku 🙏

Boże, błagam, nie zabieraj mi tego dziecka 🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2024, 14:47

39t3d
Dzisiaj trafilam do szpitala na planowe cc...
Bedzie jutro - ŁADNA DATA 1-12-2022R dla mnie super - idealna !
Nasiedzielismy sie z mezem na sorze 2h z hakiem.
Dopiero po 10 wizyta u dr i podpisal zgode na cc.
Po 10.20 wzieli mnie za drzwi i tam czekalam az mnie ktos zapeowadzi na górę.
Po wywiadzie na patologii ciazy polozyli mnie na sale.
Od razu podlaczenie pod ktg.
Po 15- 20min wizyta doktora stazysty z wywiadem.
Po 12 udalo sie nawet mieć chwile. Oczywiscie chwila bo po 20min neonatolog przyszla abym wypelnila papiery.
A potem dali zupke ok 12.30... od sasiadki dostalam ziemniaczki z pulpetem. Ledwo zjadlam. Malo przyprawiony ten pulpet.
Nie minela 1h a wywiad przyszedl anestezjolog przeprowadzic.
Gdy wreszcie usiadlam na spokojnie to udalo sie wrecz nogi do góry zadrzeć i miec spokoj.
Tuz po 15 przyszla dr - chyba ukrainka zrobic mi usg.
Maly ruszal się żwawo.
Szacowana waga 3400g oczywiscie jutro zobaczymy co i jak.
Wloski widoczne na usg. Hihi
Lysy nie jest - jak miło.
Po powrocie udalo sie wideorozmowe z mezem i corką krotką przeprowadzic.
Slaby zasięg i pixele na maxa.
Ale udalo sie pogadac te 20 min .
Corka jak wrocila od dziadkow z tatusiem rozglądała sie za mną.
Szukała mnie za firankami nawet.
😪😓
Juz tęsknie za nią pisząc to... 😥
Slabe te sanatorium jak tęskni sie nawet za moją małą terrorystką. 😥😨😭

No, ale jutro poznam synka. I to najwazniejsze. Pewnie nerwy przed cc przyjdą pozniej badz z rana !


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2022, 18:29

Sheelie Moje życie 22 listopada 2022, 18:28

Hejcia
Dostałam miesiączkę, dzwoniłam i w czwartek ide do szpitala! No nareszcie cieszę się a
jednocześnie boję.

Odpowiadam na pytania w komentarzu:
Nie sprawdzam jak jest owulacja, wcześniej ja czułam kuły mnie jajniki i to był znak dla mnie że jest owulacja, teraz po poronieniu , mój organizm się dziwny zrobił, wgl go nie rozumie juz .
Ale xhxe zacząć właśnie robić testy na owulacje... tylko najpierw muszę wiedzieć co mi jest , bo podobno gdy sie ma PCOS , to mało wiarygodne są testy .


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 09:12

Wróciłam do pracy. Częściowo żeby trochę zająć głowę, częściowo żeby sobie nie nagrabić na samym początku współpracy z nowym szefem. Nie wiem jak będzie w przyszłym roku, a praca i pieniądze są mi teraz bardzo potrzebne. Fizycznie bardzo szybko dochodzę do siebie po laparo. Szwy zdjęłam w Medicoverze w ramach pakietu. Szybko, miło, sterylnie czysto. Cóż za miła odmiana po przygodach szpitalnych :-)
Obok był cały "oddział" pediatryczny i zakłuła mnie myśl - czy ja kiedyś przyjdę z dzieckiem do pediatry? Na plac zabaw? Na łyżwy zimą? Brak dziecka gdy ma się ten instynkt rodzicielski jest jak czarna dziura w życiu, pustka w teraźniejszości i przyszłości. Nawet jeśli jestem w miarę wyciszona (czyli bez histerycznych zachowań) to smuteczek jest zawsze, codziennie. Kolega (nieświadomy problemów) narzekał wczoraj, że jest niewyspany przez swoje 6 miesięczne dziecko i że "najgorsze co może być to jak wstajesz, masz kaca i musisz się zajmować dzieciakiem". Nie, nie... To nie jest najgorsze co może być. Nic nie odpowiedziałam. Uśmiech i ZEN.
Robię właśnie przegląd supli w moim excelu, liczę dawki. Mam już wyniki testu IMK - nie znam się na tym, ale skonsultowałam się z koleżanką i mówi że są świetne: "bardzo ładny immunofenotyp, CD4/cd8 poniżej 2 czyli układ nieaktywny do niszczenia, komórki NK petarda - 7,40%". To chyba podkręcę sobie koenzym Q10. Biorę póki co w dawce 100 mg dziennie .
I idę dzisiaj do fryzjera. WOW. Od kiedy starania się mocno pokomplikowały to całkowicie o sobie zapomniałam. Nie maluję paznokci (to może i dobrze akurat), chodzę non stop w tych sztrukso - dresach, make-up nie istnieje, siwe nitki gdzieniegdzie we włosach. Jedyne co to używam retinolu na noc więc cere mam bajka.
Dieta przeciwzapalna wjechała na 100%. Wcinam hummus, chleb gryczany, kiełki, migdały, warzywa, smoothies z owocami jagodowymi, łososia, oleje. Ten akspekt starań akurat mi się podoba :-)

Nie jestem dobra w czekaniu 🙈 To niby tylko jeden cykl, ale przez ostatnie 1,5 roku moje życie podyktowane było pod kalendarzyk miesiączkowy.
Jak to tak nic nie sprawdzać, nie czekać na test? Gdzie te emocje, adrenalina, pot i łzy? 😄

Jestem teraz w trakcie owulacji, coś mnie podkusiło, że "może jednak spróbujmy", ale mąż stanowczo odmówił - skoro pani doktor kazała przeczekać to przeczekamy. No dobrze, proszę Pana. Dobrze mieć jednak taki głos rozsądku obok siebie 🙈 Także będziemy uważać jak za starych dobrych czasów i, jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, starać zaczniemy się od kolejnego cyklu. Następna owulacja wypada mi dokładnie w sylwestra 😊

Stałam się jakaś sentymentalna ostatnio. Lubię zimę, śnieg, ten świąteczny klimat i herbatkę z goździkami w ciepłym mieszkaniu ❄️ Pięknie pachnące świeczki, światełka, długie rozmowy telefoniczne z mamą, z przyjaciółką..
Z zimą wiążę zawsze najpiękniejsze wspomnienia, pierwsze randki oraz najfajniejsze wypady. Singielką byłam tylko kilka miesięcy w moim życiu, a ten czas przypadł właśnie na zimę - wybawiłam się za wszystkie czasy 🤭 Cieszę się, że miałam możliwość tego doświadczyć.

Zaraz koniec roku, więc i czas na podsumowanie myśli. Ten rok kończy się dla nas - wbrew pozorom - dobrze. Właśnie dostałam wyczekaną podwyżkę. Mimo to w powietrzu wisi lepsza oferta i możliwe, że w nowym roku zmienię pracę na jeszcze lepiej płatną. I nie boję się takiej zmiany planując ciążę.
Intensywnie myślimy nad przeprowadzką i kupieniem działki. Może w przyszłym roku zaczniemy budować dom. Pielęgnujemy relacje z najbliższymi. Mąż ma dobre plany na rozwinięcie biznesu.

I to, co najważniejsze dla mnie, zrobiliśmy krok milowy w stronę spełnienia naszego największego marzenia. Wierzę, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze. Przestałam z tego robić taki temat tabu, staram się rozmawiać o tej sytuacji z najbliższymi, od których dostaję ogromne wsparcie. To ważne, aby nie być w tym samemu, bo myśli o niepowodzeniach bywają destrukcyjne. Czuję się spokojniejsza gdy mam świadomość, że moi bliscy wiedzą, co przechodzę i w razie np. głupich pytań ze strony innych staną za mną murem.

A to, przez co zrzuciłam z siebie chyba ze 100 ton złych emocji, była zmiana lekarza i przekazanie mu części moich problemów. Stałam się znowu dawną mną, taką leciutką i patrzącą w przyszłość z optymizmem 😊 do szczęścia brakuje mi jeszcze jednego małego elementu, ale czuję, że jestem coraz bliżej niego.

Pewnie życzenia świąteczne przyjmę mimo wszystko ze łzami w oczach, ale przynajmniej jest coraz mniej osób, które mogą sprawić mi przykrość swoimi słowami. Rodzice już wiedzą. A resztę jakoś przetrwam lub powiem wprost coś w stylu "no bardzo byśmy chcieli mieć to dziecko". Niech się domyślą 😉 Bo raczej nie jestem z osób, które potrafią powiedzieć coś dobitniejszego. Zawsze sobie w takich momentach myślę, że ta osoba nie chciała mi sprawić przykrości, jest po prostu głupiutka i nie pomyślała 🤷🏽‍♀️

Walczę aktualnie z wypadaniem włosów. Tak źle jeszcze nie było 🙈 staram się je mniej czesać i dotykać, ale mimo to po każdym myciu wypada mi cała garść. Dziwne, biorę witaminę C i D, omega 3 i odżywiam się zdrowiej niż kiedykolwiek. Mam też coraz gorszy trądzik, metformina mi nie pomaga. Pojawia się on szczególnie na policzkach, brodzie i szyi i bardzo boli. Czyli taki typowo hormonalny. W ostatnich badaniach miałam podwyższone DHEAS i androstendion oraz lekko za wysoki stosunek lh do fsh. Nie za bardzo wiem, czym to obniżyć jak nie dietą. Nie jem słodyczy, nie piję mleka. Chyba to wskazuje na PCO. Ale pęcherzyki pękają mi normalnie co miesiąc.
No i nadal plamię po histeroskopii. Jeśli plamienie nie ustąpi do poniedziałku, skonsultuję się z lekarzem - to będzie dwunasty dzień.

Aagonia Poronilam 2 grudnia 2022, 18:20

I transfer się nie udał

Aagonia Poronilam 2 grudnia 2022, 18:41

Jeden

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 07:51

Jakie badania?

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 08:09

Jakie badania?

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 14:59

No tak Magdo dzięki wiem, że komórki. Ale zakup komorki od mlodszej dawczyni , to za duży wydatek jak dla mnie

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 19:29

Mam pytanie dwa testy ujemne i beta ujemną a bola mnie piersi nie mogę jeść i przy wieszaniu firanek boli bok brzucha I kręgosłup. Co mi jest?

Aurore Wyboje mojego życia. 3 grudnia 2022, 14:01

Moja droga do zdrowia zaczęła się, gdy miałam 17 lat. Byłam nastolatką dość odstającą od rówieśników - domatorka z czarnym poczuciem humoru, czytająca dużo książek, słuchająca cięższej muzyki i lubiąca dyskutować o poważno-filozoficznych tematach. Nie lubiłam ludzi, bo w życiu przekonałam się, że potrafią skrzywdzić i zostawić po sobie złe rzeczy, z którymi dziecku czy nastolatce ciężko się uporać.

Nie czułam się chora, nie uskarżałam się na żadne dziwne czy niepokojące objawy prócz bolesnych miesiączek i może tego, że pierwszy okres dostałam mając 13 lat, a na kolejny musiałam czekać rok. Mimo tego mama postanowiła mnie przebadać.
Doszukano się najpierw w mojej krwi nieprawidłowości poziomów hormonów tarczycy. Były to wartości śmiesznego rzędu w granicach błędów pomiarowych i same badania nie były robione w odpowiednich dniach, aby dobrze wyznaczyć poziom hormonów. Mimo to oczywiście dostałam tabletki, które sprawiły, że z jednej skrajnej pozycji wyleciałam na drugi koniec zakresów i znowu byłam na granicy. Ta huśtawka trwała około 3 lat, kiedy stanowczo odmówiłam brania raz jednych, raz drugich leków. Był to dla mnie obłęd.

Wyszła mi podwyższona prolaktyna. W badaniu z metaklopramidem poziom wynosił jakieś 10-11x więcej od podstawowego. Sprawdzenie innych hormonów z zachowaniem odpowiedniej higieny badania (dni poboru krwi) nie wykazały żadnych anomalii. Sprawdzanie czy mam guza przysadki - nie. Zastosowano więc leczenie dostinexem i to był najgorszy czas w moim życiu.
Po miesiącu stosowania kuracji zaczęły się u mnie "jazdy". Najpierw byłam tylko przygnębiona, rozbita, zmęczona i bez apetytu. Później dochodziły problemy z pamięcią i epizody lękowe. Wpadałam w histerię, że stracę wzrok i pamięć. Nie potrafiłam zracjonalizować swoich lęków. Musiałam kontynuować terapię jeszcze 3 miesiące. W tym okresie miałam bardzo mocny epizod depresyjny. Nie wychodziłam z łóżka w ogóle, zawaliłam studia, nie obchodziło mnie nawet czy zasnę lub wstanę. Mój pokój przypominał kryptę, nie wiedziałam czy jest dzień czy noc. Ucierpiały na tym moje zęby, co wstyd się przyznać ale higienę też odpuściłam, a skutki tego muszę znosić do dzisiaj. Zaczęłam tracić włosy, ogólnie koszmar.
Wizyta kontrolna po skończeniu leczenia rozłożyła mnie na łopatki. Efekt był praktycznie nieznaczny. Z poziomu 10x było w okolicach 9x. Nie dostałam więcej dostinexu, dostałam antykoncepcyję (której nie wzięłam).
Po przygodach z prolaktyną chodziłam po ginekologach, bo sama upierałam się, że akurat tam musi być coś nie tak, chociaż żadnych dodatkowych symptomów prócz zwiększonego bólu miesiączkowego nie miałam. Dopiero mając 22 lata trafiłam do super specjalisty, który wykrył u mnie dużego potworniaka na prawym jajniku i z miejsca dostałam skierowanie na operację. Był na tyle duży, że nie mogłam mieć laparoskopii, tylko cięcie. Po operacji i dojściu do siebie prolaktyna się unormowała.

I to był koniec. Nie wzięłam żadnej tabletki więcej, która miałaby mieć na mnie jakikolwiek wpływ.
Zanim się otrząsnęłam po tych nieprzyjemnych przeżyciach minęło prawie pół roku. W tym czasie zakończyłam 4 letni związek z toksykiem, który za wszelkie niepowodzenia w życiu obwiniał mnie, a ja nigdy nie mogłam sprostać jego wymaganiom. Byłam w sumie tylko po to, żeby zaspokoić jego fetyszystyczne fantazje, a przy wizji mojego odejścia zdawał sobie sprawę z tego jakie problemy ma że sobą i prawdopodobnie bał się, że nie znajdzie nikogo, kto zgodzi się na tyle co ja. Nazywał to miłością. Ja też. Zakończyłam to, pomimo odgrażania mi, że on się zabije i różnych dziwnych akcji. Wyobrażam sobie tylko poziomy mojej prolaktyny, które szybowały pod niebiosa.

Rozpoczęłam nowe życie. Nowe studia. Rzuciłam papierosy z dnia na dzień. Wdrożyłam treningi i trochę lepiej zaczęłam się odżywiać.
Mój mąż znał mnie od kiedy miałam 13 czy 14 lat, nieistotne. Wspierał mnie w moich zdrowych wyborach i to on dał mi siłę, żeby zakończyć toksyczny związek. Chociaż musiało jeszcze minąć kilka lat zanim mocną przyjaźń zmieniliśmy w miłość i partnerstwo.

Od około 3 lat, do naszego stylu życia wdrożyliśmy 36 godzinne posty. Nie jemy nic, tylko pijemy wodę, kawę lub herbatę. Zaczął mąż sam, ja dołączyłam po trzech miesiącach z ciekawości i tak już zostało. Dwa razy w roku robimy post 3 dniowy. Dla nas to wystarczy.
Nie mam skoków glukozy, nie mam zaników mięśni, nie mam otępienia. Wręcz przeciwnie.
Wokół głodówek krąży dużo mitów i można dużo informacji znaleźć w internecie na ten temat. Jest kilka osób, które powielają stare schematy, nie bazują na aktualnych badaniach naukowych i mówią o swoich przekonaniach. Mamy z mężem zacięcie naukowe i zbieramy materiały zawsze za i przeciw, konfrontujemy je ze sobą i patrzymy, które rzeczy zostają obalone (do szukania informacji i publikacji naukowych polecam stronę PubMed, są tam publikowane co chwilę poważne badania o różnej tematyce medycznej). Badamy swoje poziomy cukrów, ciśnień i innych mierzalnych parametrów.
Mój stan zdrowia bardzo się poprawił.
Waga się unormowała, bo mimo głodówek nie chudnę już, ani nie tyję, bo nie mam napadów głodu i niezdrowej relacji z jedzeniem. Może nie byłam jakaś otyła, bo w najgorszym momencie życia ważyłam 68kg, teraz ważę 61kg, ale potrafiłam podjeżdżać pod bulimię.
Stan mojej tkanki tłuszczowej trzewnej oznaczany jest jako 1. Wiek biologiczny określany na 26lat (mam obecnie jeszcze 31, badania robiłam w kwietniu br).
Hormony są idealnie blisko środka.
Wcześniej cholesterol miałam większy niż mój dziadek po dwóch zawałach.
Prolaktyny nie badałam od czasu dostinexu i zebraniu się po jego leczeniu i tej operacji, ale zrobię to z ciekawości.
Noszę zegarek mierzący tętno, poziomy stresu itd. Mój poziom stresu w soboty (dni postu) jest na najniższym poziomie i wcale się nie oszczędzam - ogarniam dom, robię normalny trening aerobowy pedałując godzinę na orbitreku, lub robiąc godzinny trening na stepie, a liczbę kroków mam zawsze oscylującą tego dnia w granicach 18-20 tyś kroków. (oczywiście zaczynając głodówki nie robiłam treningów i zawsze bacznie siebie obserwuję).
IMG-20221203-135523.jpg
IMG-20221203-135546.jpg


To co mam teraz to moja ciężka praca nad sobą przez te co najmniej 6-7 lat. Musiałam zadbać o podstawowe 4 filary zdrowia:
- odżywianie - odrzucenie śmieci czyli wszystkiego co wysokoprzetworzone. Największy problem miałam ze słonymi przekąskami czipsy i inne takie i jasne, zdarza mi się zjeść, ale jest to dosłownie może 4 razy w roku i nie katuję się wyrzutami sumienia, bo to tworzy chore relacje z jedzeniem. Budowanie dobrych relacji z jedzeniem - nie nagradzanie siebie, nie pocieszanie - jem bo chcę coś zjeść czy jestem głodna i mam nie odczuwać przy tym emocji dziwnych. Rzucenie papierochów, okropnych śmierdzieli, pożeraczy zdrowia i pieniędzy. Regularne posty. Rezygnacja z alkoholu (ale to już może bardziej nasze przekonania i wybór).

- sen - regularność w porach zasypiania i wstawania. Odstawiam telefon wieczorem i skupiam się na mężu, bo w ciągu tygodnia pracy mamy dla siebie bardzo mało czasu (rozmowach, przytulakach itp.).

- aktywność fizyczna - regularne ćwiczenia, w moim przypadku 5-7 razy w tygodniu. Nie robię, gdy jestem skrajnie zmęczona i nie zawsze mi się chce, ale też nie mam w sobie parcia, że jest to coś co muszę zrobić. Tak już po prostu jest, że przychodzę z pracy i robię trening. Lepszy, gorszy nieważne, jest po prostu zrobiony.

- panowanie nad stresem - tu jest mój najsłabszy punkt. Mam za sobą przepracowane rzeczy z psychotraumatologiem (jeszcze przed braniem destinexu i on nigdy nie widział konieczności odsyłania mnie do psychiatry, jak i już w nowym życiu), wiem jak sobie radzić z własnymi demonami i co o nich myśleć. Ale ciągle mam problem z asertywnością i poczuciem własnej wartości.

Brzmi trochę jak wysiłek, bo takie jest. Niestety, ale przekonałam się dobitnie, że życie to nie są same przyjemności i dogadzanie sobie.
Wyszło długo, ale jestem tu anonimowa, więc mogę czasem powiedzieć coś więcej niż przyjaciółkom (mąż to wie o wszystkim).


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2022, 14:12

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 1 września 2023, 20:38

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:53

Sheelie Moje życie 4 grudnia 2022, 00:47

Opis usg jajników zrobione w szpitalu przez lekarza który zajmuje się nie płodnością:

5 dzis cyklu

Endometrium o przekroju 4mm
Jajnik prawy z 20 drobnymi pęcherzykami
Do śr 6 mm.
Jajnik lewy z 26 drobnymi pecherzykami
Do sr 7 mm.
W Zatoce Douglasa wolnego płynu nie stwierdzono

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 2 grudnia 2022, 23:55

Dwa dni byłam poza domem - szkolenie z pracy.
Nic ciekawego się nie nauczyłam, jedynie pojadłam smacznego jedzenia, wymoczyłam zadek w wannie (mogłam iść do sauny i na basen, ale nie chciałam), wypiłam wino i drinki, pograłam w cymbergaja, pospałam sobie sporo a i tak się nie wyspałam. :p

Dzisiaj chłop, jako że ostatnio bardzo mało śpi, nie odebrał mnie z przystanku (zaspał, nie reagował na moje wydzwanianie) i musiałam iść z buta 2km.
W sumie spoko, nie mam mu tego za złe. Przespacerowanie się dobrze zrobiło na mój wzdęty bebech po dwóch dniach jedzonka.

W domu był bardzo smutny z tego powodu jak go obudziłam, uraczył mnie schowanym gdzieś bukietem kwiatów i dużą dozą czułości oraz słodkich słówek. :)

Rzuciłam wiesiołka, od wczoraj mam dużo śluzu. Dzisiaj śluz wodnisty z cząstkami lepkiego - typowe u mnie i nie jest związane z żadną infekcją (ot, u mnie ten lepki śluz rozbija się na mniejsze grudki). Zastanawiam się czy to traktować już jako wodnisty, czy właśnie lepki.

I teraz takie pytanie ode mnie do osób badających estradiol w 3-5dc.
Jak szybko z 48pg/ml może estradiol wystrzelić w górę i spowodować owu? Czy skazana jestem na te 14 dni? Czy może jednak są przypadki, które w 5dc miały podobny wynik, a owu była w 12-15dc?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)