Przed zapisaniem się na wizytę do nowego lekarza zastanawiałam się, czy to dobra decyzja. Czy to ma sens, czy zaufam nowemu lekarzowi, czy nie stracę kasy i czasu, a okaże się, że nic nie wyjdzie.
Jeszcze nie byłam na wizycie z badaniami, ale już w trakcie badań cieszę się, że się zdecydowaliśmy, bo mamy już pierwsze wyniki i niektóre z nich są złe. Może właśnie to w nich tkwi problem? Mam tylko nadzieję, że coś się z tym da zrobić, że są na to leki, rozwiązania.. Może uda nam się zajść w ciążę jeszcze w tym roku? Jestem pełna nadzieii, robimy kolejne badania i czekamy na wizytę
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2023, 20:02
Straciliśmy synka 💔💙 Igorka
Tabletki znowu niestety nie podziałały. Zero efektu. Plamie ale to czysta krew, nic nie wylatuje na czym mi teraz zależy.
Za 2 dni wizyta u ginekologa i zobaczymy.
Boję się kolejnego zabiegu łyżeczkowania ale boję się też stanu zapalnego endometrium i innych jeszcze gorszych konsekwencji ☹️
Zdaje się nie lekarza.
Z Mężem już OK. No dobra, nie ma "żygania tęczą" miłości, ale jest w porządku. Prawda jest taka, że kłótnie w związku to jednak normalna część życia – one się po prostu zdarzają. W naszym przypadku to chyba po prostu emocje i stres w ogóle z tematem kłótni niezwiązane były powodem. Trochę ciszy było potrzebnej. Po prostu. Co pomogło w zakończeniu ciszy? Informacja, że wyjeżdżam w delegację. 🤣 Celowo w pierwszym komunikacie nie zawarłam informacji o tym, że to tylko jedna noc, dopiero później dopowiedziałam. Nieważne. Pomogło? Pomogło.
Swoją drogą... Sprawdza się porzekadło "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o Twoich planach". Miałam jechać w tę delegację w tym tygodniu, ale powiedziałam w firmie, że nie ma w ogóle takiej opcji. No bo miałam akurat w tym terminie mieć owulkę. No i nie pojechałam, wyjazd przełożyłam. Owulacja nie przyszła. Owulacja wg przewidywań będzie... Tak! W okolicach wyjazdu. 🤣 No nic. Podziałamy, ile damy radę i tyle. Zresztą... Męża coś próbuje rozebrać jakieś przeziębienie, więc ciekawe, jak tam plemniczki się będą miały...🤔 Gorączki nie ma, ale wiadomo, że choróbsko jednak potrafi wiele namieszać...
18 dc
Od wczoraj lewy jajnik boli mnie jak cholera. Wczoraj wieczorem ból był naprawdę intensywny. Ale do owulacji chyba jeszcze kawałek. Przynajmniej śluz nie wskazuje, żeby była "za rogiem". Jest lepki i prawie biały. Czekamy na rozciągliwe kurze jajeczko... Zobaczymy. Może przyjdzie jeszcze. Chociaż Pani Dr. wspominała, że równie dobrze cykl może być bezowulacyjny.
Dałam Mężowi skierowanie na badanie krwi od Pani Dr., od razu podliczyliśmy - 200 zł. Moje AMH to kolejne 180 zł w Diagnostyce. Chciałam być sprytna i myślę sobie "a zadzwonię do mojego ginekologa na NFZ, mamy wyniki nasienia już, a z nimi chciał, żebym się zgłosiła". No i zadzwoniłam. I mówię, że mam wyniki badania nasienia, że są takie a takie i czy mogę Mu wysłać e-mailowo, żeby zobaczył i może jakieś badania z krwi do tego byśmy Męża i moje zrobili i dopiero wtedy umówimy wizytę kontrolną. I wiecie co usłyszałam? Że żadne badania z krwi nie są potrzebne, że z tymi wynikami niech Mąż idzie PRYWATNIE do androloga (nawet ich nie widział!) i dopiero jak androlog da zielone światło to on mnie skieruje na HSG...🤯 Także... U kogo ja się tyle lat kontrolowałam?!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2023, 13:33
Cześć,
Wracam po 9 latach....niesamowite ile już minęło...
Próbujemy kolejny raz, ten miesiąc jest pierwszym po histerolaparoskopii. Były zrosty, początki endometriozy, jajowody drożne. Stymulujemy się bo czasu już nie wiele i nie chce czekać aż wybiją mi okrągłe urodziny.
Pęcherzyki były w 14dc, czułam że pękły bo przestało boleć ale czy w dobrym czasie były przytulanki? Zobaczymy.....
Zdecydowanie jestem osobą niecierpliwą...
25 DC. Bardo długo nic nie pisałam. Miałam doła i załamanie...
Mąż już nie ma infekcji od tego sierpnia. Bierze witaminki. I narazie jest okej.
A co u mni we Wrześniu w grudniu miała zastrzyk oviterrla i lipa nic nie zaskoczyło. To moja gin zdecydował że robi HGS z RTG. I miałam robioną na oddziale szpitalnym. Powiem wam bolą w ciul i jeszcze wiecej. Dostałam Tylko zastrzyk przeciwbólowo fentynalo czy jakoś tak byłam jak bym naćpana/ napita. Dała mi kontrast i zdjęcie RTG robili parę zdjęcie. Wynik Bardzo drożne aż płyn wypływał do jamy brzusznej. Te badanie było w tym cyklu w 10 dni. Udało mi się wywalczy w tym cyklu owulacja.. teraz w poniedziałek dopiero mogła wziąsc zastrzyk. Komórka 18/19mm endriometrium 8/7 mm. Musiałam aż brać po 3 tabletki aromka i tak się złe czułam. Dziś jest 3 dzień po zastrzyku ból raz jest raz nie. Zawsze tak mnie boli jak nie wiem aż odbyt mnie boli. Moja gin się dziwi że mnie tak boli bo raczej aż tak nie boli.
O tyle z nowości. Nie ma już siły się starać niby wszystko zawszę idealnie i nie ma ciąży.
Seks mnie nie cieszy a jak się zastrzyk weźmie to trzeba bo zastrzyk i szkodą zmarnować kasy. Zwiększyłam ruch.
Jak sobię radzicie z tym czekaniem czy będzie okres czy nie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2023, 17:12
26 I 2023.
2 tygodnie do zaplanowanego zabiegu.
***
A więc jeszcze 14 dni aby mieć to za sobą i z jakimś zarysem sytuacji planować kolejne ruchy. Fizycznie czuje się średnio - podbrzusza po stronie wodniaka pobolewa mnie już drugi dzień, ale tłumaczę sobie to tym, że dziad czuje, że jego dni są już policzone i dlatego tak reaguje. Oprócz tego innych dolegliwości brak - @ ma przyjść na początku lutego, idealnie w czasie aby zakończyć się przed zabiegiem.
Jestem zapisana na dodatkowe badania i konsultacje tydzień przed samym zabiegiem - to dodatkowo mnie uspokaja.
Podświadomie wiem, że ten zabieg będzie zamknięciem pewnego etapu, przekroczeniem granicy kreowanych w głowie starań. Z jednej strony jestem świadoma ryzyka utraty jajowodu (i tym samym zmniejszenie szans na naturalne poczęcie) i nie wiem czy zgodzę się aby w sytuacji wykrycia wodniaka w drugim jajowodzie mogli go usunąć - na usg nigdy nie było nic niepokojącego przy drugim.
Wiecie co? Sama śmieje się z siebie i głupio mi się do tego przyznać ale ja ciągle, tak minimalnie wierzę, że ten cykl będzie cudem o jakim czytałam na forum. Przecież były przypadki, w których klinika już umówiona i nagle dwie kreski. I wiem, że to jak wygrana w lotka, ale gdzieś tam ukryte w sferze moich najskrytszych marzeń jest ❤️
Dziewczyny dopiero styczeń - pierwsza szansa w roku przed Nami, ten rok będzie Nasz zobaczycie ❤️
Jest coraz trudniej, coraz bardziej świadomie, coraz bardziej boli... Izunia wczoraj podciągnęła mi bluzkę i całowała po brzuszku, robiła cacy, a mi pękało serce. Tak samo jak widzę swoją sylwetka w lustrze z lekko uwydatnionym brzuszkiem i tak samo gdy ciągle łapie się na tym, że już nie jestem w ciąży. Dziś robiąc śniadanie spojrzałam na parówki z chlebem i w głowie myśl, w ciąży wypadałoby zjeść jakieś warzywa, a za chwilę dopiero dotarło do mnie ze juz nie jestem w ciąży 😥
Boże nie wiem czy sobie z tym poradzę. Czuję się taka słaba i wiotka. Czuję, że nie mam w sobie życia.
Czy kiedyś będzie lepiej?
Postanowiłam, że będe zapisywac te infekcje od córki. Znowu mamy chorobę. I serio ciezko mi dobrać leki bo jak podam dosutnie to wymioty jak tyłkiem to biegunka.
To juz 2 infekcja w tym miesiącu. Na dodatek przyjechał do nas siostrzeniec i tez musze go postawic na nogi bo tez zawsze nam pomaga a tym razem on potrzebuje pomocy ja narazie się trzymam jem te witaminy i chyba zaczne znowu biegać tylko kiedy znaleźć czas na te ćwiczenia ? Mógłby powiedzieć hallo masz czas skoro nie śpisz o 2 no tak a przed chwila sprzatałam po biegunce robiłam hurtowo herbaty podawałam leki oby mnie nic nie rozlożylo bo to najgorsza opcja z możliwych.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2023, 02:16
Laura właśnie skończyła miesiąc i to był zarazem najpiękniejszy jak i najtrudniejszy miesiąc w moim życiu. Marzyłam o dziecku, walczyłam o nie robiłam wszystko zeby utrzymać ciążę i urodzić zdrowego bobasa - udało się, ale teraz już wiem że moje marzenie choć piękne i spełnione przynosi wiele wyzwań.
Jest ciężko hormony dają się we znaki serio nie wiedziałam że to aż tak przygniatające zawsze myslalam ze jestem odporna ale połóg dla mnie jest bardzo intensywnym i stresującym czasem. Przede wszystkim dlatego że nasze początki nie wyglądały tak jak u innych mam... Ze szpitala wyszłyśmy 04.01 po to żeby następnego dnia tam wrócić 😔😔 okazało się że u Laury wróciła zoltaczka konieczne były naświetlania w dodatku po dokładniejszej diagnostyce okazało się że Laura ma krwawienie do prawego nadnercza co jest wynikiem przedłużającej się drugiej fazy porodu.. do dziś mam okropne wyrzuty sumienia że to przeze mnie że to moja wina i to ja zafundowałam jej tą tułaczkę po szpitalach. W szpitalu jesteśmy do 11.01 przez ten czas już prawie wariuje sama z dzieckiem na kilkunastu metrach kwadratowych. Mąż może przyjść co drugi dzień na 2 godziny dobre i to. Kiedy wreszcie nas wypisują dostajemy skierowanie na rezonans do centrum zdrowia dziecka w Warszawie znowu pobyt w szpitalu ☹️ przez to nawet nie umiem się cieszyć z tego że jestem w domu ... a tu też nie jest łatwo nowa sytuacja jest przytlaczajaca jestem zmęczona, ciągle niewyspana do tego mam problem z rozkręceniem laktacji i karmieniem jednym słowem jest ciężko.
Cały czas myślę o pobycie w Warszawie w końcu jedziemy jest mi przykro że znowu zostajemy w szpitalu że nie będę widziala męża w dodatku nie mogę być z dzieckiem w jednej sali... ale paradoksalnie to właśnie ten pobyt sprawił że spojrzałam na wszystko inaczej. Najpierw pani doktor która się nami zajmowała uspokoiła mnie że krwawienie nie jest groźne ma je dużo dzieci i nie skutkuje ono żadnymi dolegliwościami. Po rezonansie faktycznie okazuje się że nie nie jest źle. W szpitalu spędzamy 3 dni kiedy wracamy do domu moje myślenie jest już inne cieszę się że mam zdrowe dziecko. Dopiero teraz zaczynamy na spokojnie układać sobie swoją rutynę, nadal nie jest łatwo mimo że Laura to grzeczne dziecko ciężko mi pogodzić się z taką zmianą w życiu. Brakuje mi wolności i niezależności. Czasami czuje się uwięziona w domu przy dziecku. Ciężko mi pogodzić się z tym że już nic nie będzie takie jak kiedyś ale staram się widzieć też te dobre strony że będzie inaczej ale pieknie. Macierzyństwo ma słodko- gorzki smak ale kiedy patrzę na swoją córeczkę to serce mi rośnie tak że mało nie wyskoczy z piersi. Jest pięknie chociaz trudno...
Joanna.me - Właśnie chciałam dodać a nie wiem gdzie się znajduje opcja dodawania zdjęcia do wpisu . Chyba że trzeba mieć wykupione konto premium ? 🙉🤔🤔
W niedzielę będę testowała ponownie tak wiec dam znać czy to na 100 % jest fasolka ! ☺️ (obyś
w brzucholu była 🙏🙏🙏🤞🤞🍀🍀 )
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2023, 19:08
O losie, 24dc i dziwnie bo nie mam plamienia przed @. Zazwyczaj już w tym dniu "brudzę". Aż czasem myślę, że ledwo jeden okres skończę i wchodzę w kolejny. A już ostatnio się zarzekam, że pójdę po plastry antykoncepcyjne. Życie mam ułożone, w pracy się ciekawie dzieje, synek kochany ale mimo 4,5 lat nadal wymagający. Ją 38, walczę że zmarszczkami, siwymi włosami. GDYBY SIĘ OKAZAŁO ŻE JESTEM W CIĄŻY TERAZ TO... Nie wiem co. Ogólnie mam plany na ten rok, które ciąży nie zakładają. No i za stara już jestem, pora zadbać o siebie. Ostatnio mnie lekarka ojeba**, że że za rzadko USG piersi robię. A ja, wiadomo, tyle na głowie, ze stawiam siebie na ostatnim miejscu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2023, 07:43
22dc, 7dpo
Złapało mnie jakieś przeziębienie. Jeszcze wczoraj rano czułam się bardzo dobrze, a tu nagle znikąd pojawił się katar, ból gardła, dreszcze. Niestety w pracy mam lekkomyślne osoby, które przychodzą chore i zarażają innych. Staram się kurować, bo na weekend mamy plany. Mam tylko nadzieję, że nie zarażę męża, bo czeka go badanie nasienia.
4 dpt
Ledwo żyję. Od 3 dni codziennie budzę się o 4:00 i potem już co najwyżej ok 7:00 dosypiam drzemki. Siedzę na telefonie i żeby się nie nakręcać, to oglądam ciuchy, których zapewne nigdy nie kupię. Albo encorton, albo progesteron, albo ciąża. Na pewno nie nerwy bo tu o dziwo jest spokojnie, wręcz obojętnie. Po południu z kolei drzemko-odcinka. Dziwny dla mnie stan. Może przez to zmęczenie. W piątek złapała mnie gorsza myśl, że nawet jeśli się udało to przecież nie robiliśmy badania genetycznego zarodków, a jesteśmy starzy..., ale STOP. Co ma być to będzie. Pilnuję się bardzo aby nie wybiegać myślami w te negatywne scenariusze, bo wcześniejszy strach nic nie daje, a może nawet i pogarsza potem przeżywanie wszystkiego. To tak jak w pracy - gorzej jak miesiącami czy tygodniami ludzie czują, że są na wylocie, stresują się ale się w jakiś dziwny sposób łudzą się "eee nieee" i nic nie robią (bo przecież to tylko przeczucie) niż dostać bez zapowiedzenia wypowiedzenie jak kubłem zimnej wody.
Nie kusi mnie też obsesyjne wcześniejsze testowanie. Lekarz kazał 3.02 czyli 9dpt i wytrzymam, dam szansę Kropeczce. Jak byłam wczoraj w Rossmanie to krążyłam wokół półki z testami ale nie, nie będę znowu tego sobie robić. Nie potrafię zliczyć ile tych testów czy nawet bet z krwi zrobiłam. Stracone nerwy, pieniądze i czas. Poza tym cała ta historia to dla mnie ogromna lekcja cierpliwości i pokory. Więc czekam grzecznie do 3 lutego. Jest to piątek, łatwiej dźwignąć będzie wszystko w weekend.
Przez ten spokój i to że naprawdę mamy te 4 Zarodeczki więc 4 szansy jest dobrze między Nami jak chyba ostatnio w okolicach ślubu (październik 21). Nie możemy współżyć ale i wróciło mi libido i patrzę na tego mojego Męża i myślę, że jest taki mądry, dobry, silny i przystojny
Znowu dużo się śmiejemy, jemy razem śniadania, oglądamy filmy, rozmawiamy, spacerujemy. Tak jak powinno być w małżeństwie i tak jak było między nami kiedyś. Teraz jak patrzę na te kilka miesięcy wstecz szczególnie, to ja byłam pogrążona w jakiejś depresjo - obsesji. Mąż okropnie przeżył te złe wyniki nasienia z listopada. Chyba zeszła z nas presja.
Wiem, że może być różnie ale cieszę się każdym dniem. Od opcji "niech się pani martwi, żebyśmy nie usunęli pani jajnika" oraz "taka macica?! to do ciąży?!" oraz "z tym wodniakiem to nigdy pani nie zajdzie w ciąże" jeszcze 2 miesiące temu przeszliśmy do 4 dobrej jakości Zarodeczków.
Leki, które biorę:
Letrox 50
Duphaston 2x1
Encorton 10 mg
Clexane 0,4
Luteina 2x1
Acard
Suplementy, które biorę aktualnie:
Magnez 400 mg
Prenacaps Multi 1 (w tym metylowany kwas foliowy)
Prenacaps Ovi (inozytol + NAC 600) + NAC 1200 (2 x 600)
Witamina D 4000 j.
Omega 3 (2 tys, mam w płynie, jest to obrzydliwe, zamawiam w kapsułkach)
Witamina C 1000
Cholina 360 mg
L-arginina 1500 mg
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2023, 04:10
Cześć!
Zrobiłam testy.. widziałam tak jakby cień Cienia kreski ... myślę że w niedzielę zrobię następny.. nie wiem czy mam się cieszyć czy to moje zwidy ... dzisiaj pierwszy dzień bez brania luteiny , podbrzusza boli , mdłości są, cycki bolą.. we wcześniejszym braniu luteiny nie miałam takich objawów.. mam cichą nadzieję że to fasolka . 🤞🤞🤞🤞🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2023, 14:56
25 dc
Nie wiem, co z owulacją. Raczej nie było. Czy będzie? Nie wiem.
Temperatura, jak nigdy, płaskaaa i nudna jak flaki z olejem.
Cykl raczej na straty, chociaż ciężko przychodzi mi pogodzenie się z tym.
Plus jest taki, że seks smakuje lepiej, jak nie jest podporządkowany owulacji.
Dwa dni delegacji dobrze zrobiły nam z Mężem. Jednak człowiek potrafi się stęsknić za drugim człowiekiem nawet w jedną noc. 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2023, 15:40
Dziekuje za gratulacje, kciuki i dobre mysli ❤️❤️❤️🍀🍀🍀 napisałabym coś więcej ale może nie dziś, bo leżę, boli mnie głowa, mdli mnie, Maz mnie irytuje bo ogląda na youtube amatorskie recenzje kulinarnych shitow i generalnie zaraz ide spac bo jutro kolejna pobudka o 4:00 🤡
No i z ranca powtórka bety 🙏
Może zaczyna się nowy etap w moim życiu?
W najbliższy piątek wybieram się do nowej lekarki. Ma bardzo dobre opinie. Postanowiłam sobie, że to już będzie ostatnia. Jeśli się nie uda zajść w ciążę- odpuszczam. Zegar tyka, ja też nie jestem "pierwszej młodości", swoje obciążenia zdrowotne mam.
Badania w 3 dc zrobiłam, więc jestem gotowa na "nową drogę". Tylko czy na dalszą walkę jestem gotowa?
8dc ze stymulacja do invitro
2-5dcGonal 150j iniekcja
6dc wizyta Invimed - Doktor mówi ze jajniki mocno zareagowały na stymulację, szczególnie prawy. Pęcherzyków dużo. Zmniejszamy dawkę gonalu do 100j
6 dc - Gonal 100j
7 dc - Gonal 100j + Orgalutran 0,5ml
W czasie od początku stymulacji do punkcji zanosi się na 3 wizyty z usg w Invimedzie.
Ogólnie zastrzyki proste w obsłudze, jajniki czuć, czuć pewien dyskomfort w podbrzuszu, ale tragedii nie ma. Tydzień stymulacji za nami! ❤️
Punkcja przewidziana na przyszły tydzień pomiędzy środa a piątkiem.
Ciekawe co nas czeka 🙂🙂
Jestem już w domu. Niestety nie poroniłam po lekach, został mi wykonany zabieg łyżeczkowania.
Walczyłam o narkozę i udało się bo wstępnie mieli to robić na głupim jasiu... Ale nie. Spałam i obudziłam się po wszystkim.
Jestem nieprzytomna. Crp wyszło mi wysokie i mam antybiotyk. Bardzo źle się czuję, boli mnie gardło i wszystkie mięśnie.
Do tego córka w domu też chora, nie możemy zbic gorączki więc zamiast móc się położyć i wylać morze łez to po prostu nie mam czasu ani możliwości. Mąż próbował ją odciągnąć ale po 3 dniach rozłąki po prostu chce do mamy, a ja do niej ostatkiem sił. Tule, wącham i całuje moje szczęście.
Przy zabiegu lekarz wydobył całe jajo płodowe z dzieciakiem więc to jakiś plus, że jego małe ciałko nie zostało naruszone.
W moim mieście są organizowane pochówki dzieci martwo urodzonych woec zdecydowałam się na takie coś. Myślę, że to była za wczesna ciąża żeby organizować pochówek w jakimś grobie rodzinnym tym bardziej, że nikt o tej ciąży nie wiedział.
Pobrano kosmowke do badań i będziemy badać płeć maluszka.
Ledwo żyję, nie wiem czy jestem chora czy tak słaba czy tak bardzo pusta i umarła w środku.
„Cześć Maluszku! Tu jesteś! To ja, ciocia Ania! Zobacz, Mamusiu!”
Tymi słowami zaczął się najpiękniejszy dzień w moim życiu - 02.02.2023 ❤️
Nasze Maleństwo ma prawie 6 mm długości i pięknie bije mu serduszko ❤️ 123 uderzenia na minutę. Wczoraj, wg usg, mieliśmy 6 tygodni i 3 dni. Czyli prawie identycznie, jak wynikało z moich obliczeń.
Widzieliśmy też ranę po krwiaku, zaraz obok Dzidziusia. To przez niego najadłam się tyle strachu. Już nam raczej nie zagraża, ale mam leżeć jeszcze 3-4 dni, a później się oszczędzać. L4 dostanę już do końca ciąży.
Pani doktor powiedziała, że bardzo się nie martwiła, bo krwawienia w jej pracy to codzienność. Pani, która mnie badała opowiadała, że w ciąży krwawiła co kilka tygodni i urodziła zdrową córeczkę. Również była pod opieką mojej pani doktor.
Takie sytuacje (krwiaki) podobno pojawiają się, kiedy układ immunologiczny matki walczy z zarodkiem i próbuje się go pozbyć. Matka nie ma wpływu na to, jak reaguje jej organizm. Może się zdarzyć, że podświadomie czegoś się boi, przeżyła traumę, której już nie pamięta (np. w bardzo wczesnym dzieciństwie) i jej układ odpornościowy wytwarza przeciwciała, które atakują płód. Ja nie przypominam sobie nic takiego, może to nie jest ten przypadek. Ale zagadnienie bardzo ciekawe, jak wiele rzeczy wpływa na zajście w ciążę i jej zdrowe donoszenie.
W takich przypadkach kluczowe są leki obniżające odporność.
Uważam, że immunologia w temacie starań jest zagadnieniem często zaniedbywanym, spychanym na drugi plan. A odpowiednie leczenie może zdziałać cuda. Jestem taka wdzięczna za dar, który otrzymaliśmy. A wszystko to przez wiarę, że w końcu będzie dobrze. Ocieranie łez i walczenie dalej.
Jestem pewna, że Tobie też się uda. Jeszcze chwilkę temu również wydawało mi się, ze ta droga nie ma końca.
Czuję się super. Naprawdę. I mam wrażenie, że ładnie wyglądam. Zniknęły mi wszystkie krostki, z którymi walczyłam tyle lat. Mam gładką, nawilżoną cerę, piersi urosły mi o jeden rozmiar. A to, co po mnie najbardziej widać to chyba to, że naprawdę jestem szczęśliwa. Nic mi więcej do szczęścia nie brakuje.
Mdłości raczej mnie nie męczą, Dzidziuś nie daje popalić. Czasem tylko, gdy wcześnie sie przebudzę, zaczynam czuć ogromny głód, jakbym nie jadła conajmniej dobę i muszę cokolwiek przegryźć. Później jest już dobrze i mogę zasnąć. Taka moja odmiana mdłości ciążowych 
Zawsze kochałam słodycze. Mam zdiagnozowaną IO 🙊 Proces odstawiania słodyczy nie był dla mnie łatwy. A teraz? Ogóreczki kiszone, sałatki, warzywa, oliwki, sery (szczególnie feta) - wszystko co słone - mogłabym jeść tylko to. Słodycze mogą nie istnieć. Zawsze myślałam, że takie zachcianki ciążowe to jakaś bajka. Ale po wczorajszej akcji, kiedy mąż musiał zatrzymać się na autostradzie, abym mogła zjeść ogórka kiszonego, zmieniłam zdanie 😂 to była taka silna potrzeba, że naprawdę myślałam, ze zwariuję - dobrze, ze kupiliśmy cały zapas 😁 Mam wrażenie, że mój organizm dosłownie każe mi to jeść. Nie powinnam mieć większych niedoborów, bo suplementuję od dłuższego czasu witaminę C, D i żelazo.
Jutro chcemy powiedzieć teściom, a w najbliższych dniach moim rodzicom. Chcemy, aby byli w tym z nami. Przygotowałam piękne prezenty. Mój mąż mówi, że jego mama będzie płakać na 100%. To sobie popłaczemy we dwie 😀
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2024, 15:33
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.