18dc, 3dpo
Niedzielę zaczynam z dobrym cappuccino i pucharkiem truskawek i bitej śmietany. Mąż poszedł spotkać się z kolegą, więc mam trochę czasu dla siebie i dla Was.
Dawno nie pisałam. Wyłączyłam się. Jejku, jak mi było dobrze. Jakoś na początku cyklu przeczytałam książkę poleconą mi tu na forum i zmieniła ona w dużym stopniu moje podejście do starań. Ta książka to "Wsparcie psychologiczne w niepłodności" Bogdy Pawelec, dostępna jest m. in. na legimi. Trafiłam na nią w świetnym momencie, załamana nieudanym cyklem, podłamana wynikami kirów. Wielokrotnie, po przeczytaniu jakiegoś zdania, zamykałam ją z myślą "wow, nigdy nie patrzyłam na to z tej strony", albo "to inni też mają takie problemy?". Wynika z tego, że tak. Że choć każda z nas jest inna, w tej całej walce przechodzimy przez identyczne emocje - niecierpliwość, strach, bezradność. Wielką nadzieję, która z hukiem upada pod koniec każdego następnego cyklu. Żałobę, którą przeżywamy co miesiąc od nowa, ale nawet nie mamy czasu otrząsnąć się z jednej, bo przychodzi druga. Żałobę za czymś tak bardzo niezrozumianym dla osób, które tego nie przeszły. Skoro utrata dziecka jest jednym z najbardziej traumatycznuch przeżyć, szczególnie dla kobiety, to my jesteśmy prawdziwymi siłaczkami, bo żegnamy się z naszymi dziećmi co miesiąc, równocześnie starając się żyć normalnie. Nie dziwne, że czasem opuszczają nas siły i dopadają gorsze dni.. Każda z nas ma prawo sobie na nie pozwolić.
Druga sprawa, o której myślałam, to instynkt macierzyński. Dotarło do mnie, że zaczęłam nienawidzieć czegoś, co nazwać można darem. Zawsze kochałam dzieci. Na wszelkich spotkaniach rodzinnych czy wakacjach byłam pierwsza do opieki nad młodszym kuzynostwem. W podstawówce kolędowałyśmy z koleżankami, żeby zebrać pieniądze na dom dziecka. Przy reklamach z niemowlakami szklą mi się oczy. Gdy jestem u kogokolwiek kto ma dziecko, mogę się nim zajmować cały wieczór, nosić na rękach. Uwielbiam patrzeć jak przewija się maluchy, kąpie, karmi. Chcę się tego uczyć. Czuję rolę mamy całym swoim sercem od kiedy pamiętam. A teraz? Teraz zaczęłam się karać za to, że za bardzo chcę dziecka. Zaczęłam się łapać na tym, że myślę o nim przez zaśnięciem i tuż po przebudzeniu. I wtedy dopadają mnie te okropne myśli "Może ty za bardzo chcesz? Wszystko leży w Twojej głowie, to twoja wina! Gdybyś tyle o tym nie myślała i tak bardzo nie chciała, już dawno byłabyś mamą!". Czasem trafi się jakaś koleżanka mówiąca "Moim zdaniem za bardzo się staracie", a pod filmem w internecie z dziewczyną pokazującą miesiąc w miesiąc negatywny test ciążowy jest pełno komentarzy w stylu "Kobiety same powodują w ten sposób napięcie. Odpuść, wyrzuć testy w kąt, a to się stanie".
To jest najgorsze uczucie ever, kiedy zaczynasz wierzyć, że niepłodność zgotowałaś sobie na własne życzenie.
Ale wiecie co powiedziała mi pewna Madzia z tego forum? Może mądra matka natura obdarzyła takim silnym instynktem macierzyńskim osoby, które będą mieć jakiś biologiczny problem ze spłodzeniem dziecka. Aby się nie poddały, tylko walczyły o przedłużenie gatunku.
Może to tak właśnie jest?
Dlaczego mam się karać za to, że chcę spełnić moją pierwotną potrzebę, taką, jaką jest sen czy pragnienie?
Powiedz głodnemu, żeby nie był głodny. To chyba dobrze obrazuje paradoks takiego myślenia..
W książce było coś jeszcze ważnego, a czytałam też tę informację już gdzieś indziej. Wiecie, że jednym z największych błędów par starających się o dziecko jest poleganie na aplikacjach monitorujących cykl? Ignorowanie sygnałów wysyłanych przez ciało, a sugerowanie się kalendarzykiem? Przecież kiedyś nie było takich wymysłów. Nie było termometrów do mierzenia temperatury. Nie było testów owulacyjnych. A jakoś nasi przodkowie umieli ocenić ten najbardziej płodny czas. Kobieta czuje się wtedy bardziej atrakcyjna, ma większe libido. Natura nie jest głupia i każda z nas podświadomie wie, kiedy jest najlepszy czas na zajście w ciążę. A my próbujemy wygłuszyć te znaki sugerując się jakąś aplikacją..
Odłożyłam książkę (może bardziej wyłączyłam telefon 😉) i stwierdziłam, że chcę w tym cyklu spróbować "po mojemu". Zobaczyć, czy to, o czym czytałam, ma odzwierciedlenie w rzeczywistości, czy to totalne bzdury. Stwierdziłam, że nie robię sobie stresu. Dziewczyny, ostatni cykl mnie tak bardzo przetyrał.. Jak dostałam okresu to siedziałam za biurkiem w pracy i nie mogłam ogarnąć łez. Przecież tak nie może być. To jest pierwszy krok do depresji czy czegoś dużo gorszego. Tamten cykl w ogóle był okropny.. Testy owulacyjne wyszły mi pozytywne w 12 dc, zero śluzu płodnego, żadnej ochoty na zbliżenia. Ustawiliśmy sobie z mężem budzik, żeby to zrobić, bo bez drzemki nie dalibyśmy rady. Popłakałam się po jednym stosunku, czułam taką presję, czułam, że tak się nie robi dzieci.. Nie chciałam tego powtórzyć w tym cyklu. Odetchnęłam. Od chyba 10 dc przyszedł mój stary dobry przyjaciel, płodny śluz. Dużo, dużo śluzu. Mąż zaczął mi się jakoś bardziej podobać, doceniałam jego obecność, często go chwaliłam, całowałam. I dawno nie usłyszałam tyle "kocham cię". Dawno nie rozmawialiśmy tyle przed snem. Ostatnio w nocy przeszła burza, więc otworzyliśmy na oścież okno i przegadaliśmy kilka godzin, powietrze pachniało deszczem, a w tle słychać było pioruny i szum wiatru. Poczułam się jak za starych, dobrych, nastoletnich czasów gdzieś na mazurach pod namiotem. Znów dużo było niewymuszonych przytulanek. Czułam po prostu, że to jest dobry czas. Zrobiłam kilka testów owu, bo muszę wiedzieć, kiedy podać leki, i premom oceniła peak na 3.11 - nigdy jeszcze nie widziałam takiej wartości. Chciałabym, aby każdy cykl tak wyglądał, bo bardzo się do siebie w nim zbliżyliśmy.
W książce mowa była też o ustaleniu planu. Tylko 5% par nigdy nie doczeka się dziecka. Większości uda się prędzej czy później. Ale czy te 5% par skazanych jest na bezdzietność? Nie! Przecież jest jeszcze adopcja. Podarowanie miłości dziecku, które bardzo jej potrzebuje. To mnie podbudowało. Zostanę mamą, bez względu na to, czy universum tego chce, czy nie. Pomyślałam nad jakimś planem, czymś, czego mogę się zaczepić. I chyba do końca roku spróbujemy naturalnie. Jeśli się nie uda, chciałabym przystąpić do procedury in vitro. Dojrzałam do tej decyzji i chcę spróbować naszych szans. Może szczęściu trzeba trochę dopomóc. Później zobaczymy. Ale już powiedziałam mężowi, że nawet jak będziemy mieli swoje dzieci, to chciałabym się zdecydować na adopcję i wykorzystać ten mój aktualnie znienawidzony instynkt macierzyński. Bo właśnie może jakieś maleńkie życie będzie go potrzebowało. Może to czas, aby spojrzeć na niego bardziej przychylnie?
Co do leczenia to konsultowałam z doktor wyniki kirów. Robiłam też morfologię 7 dni po tym pierwszym zastrzyku zarzio i leukocyty miałam tak niskie, jakbym w ogóle tego leku nie brała. One wręcz powinny być podwyższone. Doktor zwiększyła mi więc dawkę do 1 ampułki w owulację i 1/2 ampułki co 3 dni do miesiączki. Przedwczoraj wstrzyknęłam całą ampułkę (ostatnio trafiłam po tym na sor), ale tym razem nic mi nie było. Może organizm się przyzwyczaił. Udało mi się dostać jedno opakowanie od dziewczyny z ovu, za co bardzo, bardzo dziękuję. To takie piękne, że są jeszcze bezinteresowni ludzie. Obiecuję, że jak nam się uda, to też oddam wszystkie leki komuś, kto będzie ich potrzebował.
Przed nami ciekawe wakacje. Parę wesel, przyjęć rodzinnych, wypadów ze znajomymi. Pierwszy raz planując wakacje nie patrzyłam na kalendarzyk, tylko od razu powiedziałam "jedziemy". Skoro nie udało się przez dwa lata, to na pewno sytuacji nie zmieni wypity po owulacji drink. Jedyne czego się obawiam, to to, że wyjazd z dziewczynami wypadnie mi w terminie owu, ale najwyżej podziałamy w piątek i poprawimy w niedzielę po moim powrocie. A może cykl się totalnie przesunie i moje gdybania w ogóle nie będą potrzebne? Szkoda zdrowia na takie przepowiadanie przyszłości.
Apropos cyklu to prenacaps ovi skróciło mi go z 31 do 26-28 dni 😊 Może komuś się ta informacja przyda.
Nie wiem czy ten wpis był optymistyczny, ale chciałam, żeby taki był. Te przemyślenia naprawdę podniosły mnie na duchu i pomogły otrzepać się po poprzednim cyklu. Mam nadzieję, że progesteron i inne leki, które niedługo zacznę brać, nie spowodują u mnie burzy hormonalnej i kolejnego postu nie będę pisać spłakana. Życzę sobie trochę więcej spokoju i zachowania obecnej równowagi. Mam przecież plan, który głosi "Czy los chce czy nie, by było mi to dane, ja i tak kiedyś mamą zostanę!" 🤍
20 dc, 7dpo ?
Hejka,
Od środy wzięło mnie jakieś przeziębienie...
Co do wyników...
Amh nieco powyżej 5, więc to może potwierdzić pcos..
inhibina ok 140...W sumie to było blisko owu, więc to chyba mogło wyjść tak wysoko...
Od kilku dni czuję zmęczenie, od soboty do środy biegunka...piersi nieco wrażliwsze...No I wzdęcie takie, że mogłoby przypominać brzuszek ciążowy....fakt, jestem generalnie z tych pulchniejszych, ale widzę różnicę...
Miewam też zgagi...
Generalnie II faza jak II faza.. No może oprócz biegunki...
To przeziębienie....objawy takie jak chrypa, katar, osłabienie, brak sił...mogą być objawami przeziębienia albo i nie....
Ten cykl jeżeli chodzi o działania był nieco słaby głównie przez święta i wyjazd męża...więc nie nastawiam się jakoś bardzo, ale wizja porodu w styczniu...I to kilkanaście dni przed 30 urodzinami....wymarzona sytuacja....
Ale wiadomo...to tak nie działa. W tej chwili to jest 50/50.
Dziś rano byłam na pobraniu krwi na progesteron...z racji tego, że w poprzednim cyklu przez prawie 4 dni przed okresem miałam plamienie...
Dziś też idę na wizytę do ginekologa na NFZ...może uda się załatwić skierowanie na badanie drożności...ciekawe jakie są terminy w państwowych szpitalach...fajnie byłoby to załatwić...
Zapisałam siebie i męża na następną wizytę w klinice. Za tydzień mąż też idzie na badanie nasienia...zobaczymy...
Generalnie zabezpieczam sobie wizyty na następny cykl...W razie czego zawczasu odwołam...lepiej tak niż kombinować...a nuż się okaże, że wizyta będzie potrzebna z innego powodu...chciałabym. Bardzo....
@Madeline dzięki za komentarze. Trzymam za nas kciuki i styczniowe rozwiązanie
oby bylo nam to przeznaczone
Aj aj, a jednak usunęłam wpis. W pamiętniku mam więcej usuniętych wpisów niż tych które się ostały. 
No więc pozwolę sobie sprawę podsumować krótko.
1.Wywołanie okresu nie powiodło się - nim skończyłam brać luteinę, @ sama mnie nawiedziła. W sumie spoko.
2. 5-9 dzień cyklu brałam lamette 1x1. Zakupiłam ovitrelle i pełna nowych nadziei czekałam na monitoringi.
3. w 10 dc okazało się, że jajniki śpią i stymulacja nie podziałała, endometrium 5,4. Zdołowana zakupiłam za grube pieniądze trzy sztuki Gardasil 9 i niedługo rozpocznę proces szczepienia przeciwko rakowi szyjki macicy. Jedna przygoda z HPV mi wystarczy. Nie chcę, żeby dziad nawrócił.
4. Mam się pojawić w 17 dc (wtorek 19.03) aby ostatecznie potwierdzić, że nic się nie dzieje na jajnikach i kończymy te farsę, a od przyszłego cyklu inna stymulacja: 2x dziennie lametta od 3 do 7 dnia cyklu.
5. Suple. Odstawiam Fertistim na rzecz Ogestanu (chwilowo albo i na dłużej). Dodatkowo dowalam dawkę 1000mcg pikoliniany chromu i dowalę Omega 3 z 1000 jednostek EPA. Dokładne info na temat supli w pierwszym poście.
Z innych rzeczy: kupiłam sobie w końcu Elizabeth Arden Zielona Herbata (bo Euphoria Blossom chwilowo za droga) i zastanawiam się, dlaczego dopiero po tylu latach się na to zdecydowałam (a czaiłam się z 12). Przecież to przepiękny zapach jest a cenowo naprawdę przemiły, żeby pryskać się tym codziennie.
Chyba wyprze moje ukochane Betty Barclay Tender Blossom (ciężej dostępne, droższe, maksymalna pojemność 50ml).
Diagnozujemy kitku, bo ma duże problemy ze zdrowiem. Zainteresowanych odsyłam do zrzutki, każdy grosik się przyda, mamy świadomość że pewnie wszystko się nie zwróci, ale na lodzie go nie zostawimy: https://zrzutka.pl/c4ke2d
16cs, 28 dc, 16 dpo
3+ 6
Aktualizacja : beta 19,90, w czwartek powtarzamy
Byłam dziś na wizycie u ginekologa z luxmedu.
Przepisał mi duphaston 1 tabletka co 8 h - w ramach dmuchania na zimne.
Zaproponował wizytę na 7.07, a wcześniej usg.
Natomiast w następną środę mam teleporadę z ginekolog, która do tej pory mnie prowadziła w luxmedzie.
Zastanawiam się którego lekarza wybrać i czy jeszcze czy nie zapisać się jednak gdzieś na NFZ np...
Na razie to wszystko świeże jest, powoli się z tym, że się udało...ale cały czas się też trochę obawiam o to co będzie dalej....
13 dc, 1 dpo?!
Dzisiaj dopiero 13 dc, a już wystąpił skok temperatury i śluz zrobił się kremowy. Owulacja wystąpiła chyba wczoraj, w 12 dpo. Czym mnie niesamowicie zaskoczyła. Przyszła za wcześnie o jakieś 3-4 dni. Starań nie było. Tylko jedno szybkie ❤️ w 10 dc. Wczoraj chciałam, ale... Ścięliśmy się z Mężem, poobrażaliśmy się na siebie za nic i poszliśmy spać. I o! Tak wyszło.
Na nic HSG, autostrady, suplementy i inne takie, kiedy nie ma ❤️. Nosz ku/&@! 🤬
Jest mi smutno i mega przykro, że tak głupio przegapiliśmy ten cykl. Ciało dawało sygnały, był śluz, ale głowa mówiła, że to jeszcze za wcześnie i... Masz babo placek!
Od rana polały się łzy.
Jestem zła na siebie. Na swoje ciało. Dzisiaj jestem zła chyba na całe życie.
Popołudniowy update. Piękny, rozciągliwy śluz do mnie wrócił. Poranna afera mocno na wyrost, aż mi wstyd. 🤦
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2023, 17:06
14 dc
Jak sobie pomyślę o wczorajszej porannej panice to aż mnie ściska.
Taki stan psychiki to chyba się już leczy? A przynajmniej powinno...
Wczoraj jeszcze zastanawiało mnie, skąd taki "koktajl". Rano śluz był naprawdę gesty, kremowy. A popołudniu wrócił piękny, rozciągliwy, prawie idealny. Dzisiaj stwierdzam, że to w sumie nieważne. Nie mogę się tak roztkliwiać nad każdym szczegółem, bo zwariuję. Owu nie było, bo ten wczorajszy skok to żaden skok, więc czekamy. I to jest najważniejsza informacja.
Wczoraj Mąż zabrał mnie na randkę. Był spacer, wino, kolacja i oczywiście ❤️. Przy drugim kieliszku wina, jak powiedziałam do Męża, że w tym miesiącu to moje jajko pijane strasznie będzie (no bo w weekend byłam z Przyjaciółką na clubbingu i wpadła i zarwana noc i alko) to, jak to On, rzucił tekstem: no i bardzo dobrze, w końcu coś będzie miało z życia, a nie zero alko, zapalić też nie i tylko suple, zacznij Zośka dostarczać mu atrakcji to od razu będzie się chciało spotkać z plemnikami, a nie takie ono znudzone, ciągle wszystko pod linijkę. Także taka rada od mojego Męża. 🤣❤️
2 dc.
Poprzednia faza trwal 13 dni juuuhuu jest progres 🥳🙈
Owulacja jak na mnie tez wczesnie bo zwykle koło 20 nawet na lekach a teraz naturalny cykl i to w 15 dniu cyklu pięknie 😎
Cykle z owulacja bardzo mnie ciesza mimo że starań nie było:)
Oby w tym cyklu tez tak było No ale roznie moze byc z tym moim organizmem 🤔🤨
Proszę niech w końcu wyjdzie słońce ☀️😊
17 sc, 1 dc (?)
Beta 0,6....koniec bajki....
Plamienie się zagęszcza....zaraz witamy nowy cykl....po raz 17....
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2023, 21:54
Rozmawiałam dzisiaj z mamą, po raz setny próbując uzyskać wsparcie, które nie przyjdzie - mama jest niedojrzała emocjonalnie, moje życie powinno być wg niej dopasowane pod jej humor. Znów usłyszałam, że pewnie specjalnie nie mamy dziecka, bo nie dalibyśmy radę z chorym (nie wiem, czemu założyła, że urodziłoby się chore, ale to normalne u niej). I żebym każdego roku robiła jedno badanie - bo przecież mam czas. A moje AMH 1,04 to na pewno błąd w badaniu. Pytanie, ile mam czasu po 4 latach niepłodności, kiedy codziennie łapie mnie lęk, hiperwentylacja i strach, że to mnie nigdy nie będzie dotyczyć - to, czyli ciąża. Zastanawiam się, czemu cały czas szukam u niej słów: córeczko, nie martw się, w końcu zajdziesz w ciążę. Bardzo mocno cię wspieram/pomodlę się za ciebie (nie pomodli, bo nie ochrzczę dziecka - ale u niej religia jest bardzo ważna, dla mnie to pewnego rodzaju moc). Jesteś piękna taka, jaka jesteś. Może chciałabyś się gdzieś przejechać, by się wyluzować? Kocham cię (ekstremalnie rzadko używane słowo, którego nadużywam w małżeństwie).
Tymczasem słyszę, że przesadzam, że nie mamy w życiu wszystkiego, co chcemy (ja byłam wpadką na ślubie, o mojego brata tak mocno walczyła TYLKO 6 miesięcy, że jako przedszkolak dostałam depresji, przedszkolanki jej zgłaszały moje bardzo negatywne zachowania, nic nie zrobiła - kradłam, biłam, kłamałam, uciekłam nawet raz z przedszkola: jej starania były dla niej tak dużą traumą, że nawet ich nie pamięta). Słyszę, że na pewno nie jestem niepłodna (po 4 latach...??? endometriozie, zatkanych jajowodach???). Słyszę, że ona miała ciężko, że nikt jej nie rozumiał nigdy, że ma fobię, jak dziecko kaszle, bo tyle chorowaliśmy (ja mam traumę, ponieważ starałam się nie kaszleć, bojąc się jej histerycznych reakcji jako dziecko). Nie ma miejsca na mnie. Na mój ból. Na moje cierpienie/krzyż (bo każdy musi jakiś nieść, nie?)
Przepraszam, jeśli zbyt emocjonalnie. Siedzę i płaczę w gabinecie. Podczas prac ogrodowych spadło nam ptasie gniazdo. Udało się je bezpiecznie usadzić z podlotami, mama i tata ptak szybko je znalazły. Ale w tym czasie moje serce prawie pękło...
Naszczescie już plamienia nie mam od wczoraj jestem w domu .
Tak więc pozytywne nastawienie jest.
Mam pytanie .. czy prywatny ginekolog moze mi wypisać receptę na darmowa luteine ?
Ponieważ ordynator wypisał mi receptę na 1 opakowanie luteiny dopochwowej .. z tym że ja nic za nią nie zapłaciłam i teraz zastanawiam się dlaczego mój lekarz mi nie wypisuje refundacji ?
A dzisiaj kończę 27 urodziny. 🙈🥳 kurde ale te lata lecą 😅
Życzę sobie dużo zdrowia przede wszystkim i pragnę spełnienia tego jednego największego marzenia 🙏
Pomyslec ze zawsze chciałam miec dzidziutka do 25 lat teraz proszę żeby do 30-stki sie udało.
Byłam u fizjo uroginekologicznej. Głównie w sumie bo czuję ciągnięcie w miejscach blizn po ostatniej laparoskopii gdzie wycięto mi pęcherzyk.
No i rozmawiała je troszkę dłońmi i bańka i po tej jednej wizycie jest o niebo lepiej ale muszę z nimi pracować a na to nie mogę znaleźć czasu, ciągle zapominam.
Za to dostałam pochwałę za romasowana Blizne po CC, chodzi jak ta lala, a to głównie zasługa męża bo masował wytrwale.
Mięsień brzucha zszedł się tak, że kresy nie ma wcale, wygląda jakbym nigdy nie rodziła i jeszcze trenowała.
Genetyka, nie narzekam na płaski brzuszek ale myślę, że taki kamień to też nic dobrego. Jestem cała okropnie spięta i ciężko mi się rozluźnić.
Co jeszcze u nas? Byliśmy na urlopie, było cudownie choć córka chora z gorączką, na antybiotyku i jeszcze inhalacje leciały cały tydzień ale mimo przeciwności pięknie spacerowała po górach i naora d miło spędziliśmy czas.
Na koniec pod domem wywróciła się na chodniku i roztrzaskała bride, słabo się goi i chyba będzie nieładna blizna (kolejna na brodzie 🤦), no ale zobaczymy po zakończeniu gojenia. Napewno wszelkie maści i plastry na blizny pójdą w ruch.
Mi się chyba przyplątała jakaś infekcja, nawet nie robię biocenozy, jutro poproszę o globulki,a badanie zrobię Później żeby było czysto do transferu.
Wróciłam z niczym. Dziś miałam mieć histeroskopie. Umawiałam się na pobranie wycinków do badań cd138 i cd56. Dziś okazało się, że mi tego nie zrobią. Mało tego. Żel przeciw zrostom? Pierwsze widzą, nie mogą podawać leków pacjenta. Dałam z niego prawie 4 stówy. No ale jakby tego było mało to oni chcieli mi zribic mini histero. Podejrzeć i nic nie usuwać bo w 2 fazie cyklu na usg nic nie widzą. Pokazuje zdjęcia, mówię, że plamie itd, że miałam 20 wizyt i wszędzie widać jakąś zmianę, prawdopodobnie polip. A oni nic z tym nie zrobią. Na operacyjna mam nowy termin, za 2 tygodnie. Może się wstrzelę z okresem, a może nie. Jeśli nie to znowu miesiące czekania i znowu dupa.
Poryczałam się dziś w tym szpitalu, nie umiałam zapanować nad emocjami. Mam dość tego olewania, tego że jak lekarze słyszą słowo niepłodność to umywają ręce.
Po prostu wróciłam z kwitkiem...
Dziś nie daje sobie rady.
Dawno mnie tu nie było, tak jutro mam wizytę u ginekologa. Mąż mówi że wszystko będzie dobrze .. a ja mam mieszane uczucia .
Byłam już na mini wakacjach w góry ale niestety wchodzilismy na szlaki. Tak więc trochę nudno było.
Zrobiłam wczoraj badania które zalecił mi gin.
Wyszły mi tak :
Morfologia - ok .. nie będę się rozpisywała.
Glukoza na czczo - 81.
Tsh 2,28 ( bo biorę cały czas euthyrox 50 o jie zamierzam zrezygnować z brania )
Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła Bety
I beta wyniosą 65132,80 ... policzyłam na kalkulatorze bety HCG w internecie . Wpisałam i wyskoczyło mi że w przyrost w normie .
Wgl śnią mi się takie głupie sny.
Odstanie śniło mi się że na każdym z piersi mam 4 sutki.. to sennik powiedział że zaznam spokoju ducha .
Na drugi dzień śniło mi się że dostałam miesiączki i w sumie dzisiaj to sami mi się śniło .. sennik wypowiedział się że martwię się o to że stracę coś na co długo czekałam.. Także tego .. trzymajcie za mnie kciuki i za kropka zeby tam był z serduszkiem , ja sie schizuje .. jutro napisze jutro wam po wizycie co u mnie.
15 dc
Nie lubię lata! 🥵 Lubię jak jest ciepło, ale nie tak gorąco i duszno. Uwielbiam ciepłą wiosnę, wczesne bądź późne latko. Nie znoszę takich upałów. Dzisiaj całą noc mieliśmy otwarty balkon, przez 3/4 chodził wiatrak, a i tak było gorąco i duszno. 🥵 Nawet pies nam się wyprowadził na balkon spać, wrócił do mieszkania dopiero jak Mąż poszedł do pracy... Jest duszno. Jestem spuchnięta, obrączka już mocno ciasno siedzi na palcu... (P)ufff... 🥵
A weź się tu, człowieku, jeszcze bzzzykaj. 🤣 Owu wczoraj albo dzisiaj prawdopodobnie. Zobaczymy. Po wtorkowej "panice" moja głowa odpuściła. Czy to możliwe?! Podziałane było dwa dni z rzędu, więc sumienie mam czyste. 😅 Oby kiełkowało w te upały nowe życie...
Przetestowałam kubeczek menstruacyjny. Z zalet: na pewno zatrzymuje "w środku" to, co ma zatrzymać, fajnie, bo czysto, nic nie spływa, nie plami. Czy pomoże - zobaczymy. 😉 Z wad: strasznie ciężko to cholerstwo wyjąć (chociaż to może kwestia wprawy), przy okresie nie wyobrażam sobie używania tego - spermę wylałam wczoraj na siebie to normalnie bym się krwią zalała (?!). 🤦♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2023, 08:24
Skompletowałam już wszystkie wyniki. No i jednak coś wyszło...
Prolaktyna ok chociaż graniczna, kortyzol dobry, kwas foliowy 15 (norma do 26 czyli ok), B12 w normie ale do podniesienia. Homocysteina super. O cytokinach pisałam na forum, że nie zaprzątam sobie nawet głowy próbą interpretacji.
No i hit - krzywa cukrowa i insulina po obciążeniu...
....
Cukier: 77 - 81- 45 (!!!)
Insulina: 4 - 35 - 6,5
Nie wiem co się tu za przeproszeniem odj****lo, ale nie wygląda to dobrze. Najlepsze, że ja wcale nie czułam się jakoś źle. Wróciłam z laboratorium trochę spacerem, miałam calla z pracy, potem dopiero coś zjadłam a potem jeszcze zrobiłam 18 tys kroków po mieście bo miałam sprawy do załatwiania. Cyborg.
Jutro umówiłam się na telekonsultacje do jakiegoś endokrynologa, który podobno takie rzeczy ogarnia. Ustawiłam też budzik na super regularne jedzenie 4 x dziennie, co 3 godziny. Ta hipoglikemia była już w kwietniu, gdy jadłam coś chciałam i byłam trochę grubsza. No ale nie aż taka...
Fakt, dużo się ruszam, trochę nie regularnie jem ale nie jem jakoś źle. Nie jem białego pieczywa, słodyczy, piwa
Widocznie mam do tego tendencje. I sobie myślę - a jak miałam to też w ciąży i nie dopilnowałam diety? Bo nie pilnowałam tak bardzo. Miałam spadki mocy i napady głodu.
Z jednej strony się przestraszyłam, z drugiej cieszę, że w końcu coś jest ewidentnie nie tak z moim organizmem, bo ciąży wg mnie nie traci się "przypadkiem".
17+1
Po wizycie u hematologa zleconej przez gina. Nic ciekawego, nie musze brac heparyny.
Dzieć kręci sie w brzuszku, synek dopytuje czemu mam gruby brzuch.
Udało nam się wyjechać na urlop 😍 to był czas dla rodziny, odpoczynku, przypomniało mi się, ze miedzy mną a Mężem może być dobrze.
Wróciłam do pracy szkoda nawet pisać co tam się dzieje.. ale mam poczucie obowiązku i chce dotrwać do końca miesiąca… niby namawiają mnie żebym została jeszcze miesiąc bo mogłabym mieć trochę wyższa podstawę zasiłku, ale chyba wole w końcu coś odpocząć i mieć wolna glowe…
Test pappa tak jak się spodziewałam wyszedł w najwyższej grupie ryzyka - 1:200 zespół downa.. mysle ze to wiek tak namieszał.. staram się traktować to jako tylko statystki..
Odliczam już do końca pracy tak żeby uwolnić glowe i tez odpocząć.. przygotować się na nowe wyzwania ❤️
Jestem po wizycie ! Tak się stresowałam tym wszystkim .
Ale gdy zobaczyłam fasolkę w moim brzuchu z akcją serca! I słowa ginekologa że wszystko jest prawidłowe! To odetchnełam z ulgą.
Tak bardzo się cieszę, fasolko rośnij zdrowo !
7 tydzień ciąży.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2023, 17:17
16 cs, 31 dc, 19 dpo
Chyba jednak nic z tego.
Beta z wczoraj 8...
Progesteron 0,56
Prolaktyna 1367
TSH 2,99
Wyniki jak nie moje....
Wczorajsze pobranie to była jakaś katastrofa...
Jedna pielęgniarka nie mogła znaleźć żyły, a jak znalazła to nie leciała krew...kłuła mnie z dwie ręce...potem przyszła druga...pobrała z dłoni...
Myślałam, że zemdleję....
I tak się zastanawiam czy to nie przez ten stres...
Ale z drugiej strony...może to lepiej to może to nie był zdrowy zarodek...nie wiem...a może to pomyłka laboratorium?
Byłam w szybkim trybie na wizycie u lekarza wczoraj, lekarz powiedział, że to może być poronienie biochemiczne. Ale żeby powtórzyć po weekendzie betę i potem się skonsultować...I do tego czasu brać duphaston....
Ale i tak dziś mam teleporadę z moją lekarką i zobaczymy co ona powie....
Eh. To było zbyt piękne, aby było prawdziwie...uwierzyłam, że tak po prostu się uda....głupia...
Zdążyłam odwołać kolejną wizytę w uczkin, a dziś umówiłam znów...12.07 dopiero...No trudno. Ale może do tego czasu będzie wszystko jasne....
Gdzieś tam tli się jeszcze we mnie nadzieja, ale to raczej niemożliwe, aby było dobrze....
Edit: Jestem po konsultacji z moją lekarką
Była miła i starała się mnie pocieszyć. Fakt jest taki, że beta od początku była trochę za niska.
Ale też przyznała, że zdarzają się pomyłki w laboratorium. Jej się tak kiedyś zdarzyło. Po weekendzie idę na betę i wtedy konsultacja. I do tego czasu mogę brać duphaston...czyli w sumie to samo co wczoraj lekarz powiedział. Generalnie stwierdziła, że ciążę biochemiczne bardzo często się zdarzają, ale nie musi to oznaczać, że coś jest ze mną nie tak.
Sowella, Aurore...dzięki za wsparcie, co mogłam zrobić to zrobiłam...teraz "tylko" muszę się z tym pogodzić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2023, 16:36
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.