13.03.2025 - 37 + 5 na świat przyszedł nasz synek.
Ciężko mi uwierzyć, że tu jest i że jest cały nasz.
Co mnie nauczyły te lata starań? Na pewno to, że warto walczyć, szukać alternatyw, no i przede wszystkim się nie poddawać.
Trzymam kciuki za każdą z Was, która nadal czeka na swój cud.
Cześć Pamiętniczku.
Byłam wczoraj na USG. Komórki słabo się rozwijają. Mam ich ok. 10 w lewym jajniku, ale malutkie są. Dostałam jeszcze dodatkowy lek (Cetroreliks). Kolejne USG w środę i zobaczymy co dalej. Lekarka była "dyżurująca", więc za wiele się nie dowiedziałam. Na pytanie kiedy mogę się spodziewać punkcji, to powiedziała, że dowiem się w środę, ale raczej piątek lub sobota. Mam nadzieję że sobota, bo uniknęłabym L4.
Nie ukrywam, że zdołowało mnie, że mój organizm leniwy jest na stymulację..
No nic, do środy!
18 dpt
Znowu krwawię. Nie wiem co robić. Biorę tyle proga... Dołożyć jeszcze czy po prostu czekać. Strach i przerażenie. To wlasnie czuję. A jednocześnie nadzieję i pragnienie, że wszystko jest dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2025, 05:31
W czwartek miałam konsultację online z czeską kliniką. Połączyłam się z Panią doktor i jej asystentką. Rozmowa odbyła się w języku polskim, więc czułam się swobodnie. Pani doktor przeprowadziła szczegółowy wywiad o
dotychczasowym leczeniu, naszych badaniach, chorobach w rodzinie. Po wysłuchaniu naszej historii zaleciła zbadanie genu, który może odpowiadać za zespół pustego pęcherzyka. Podobno mutacja w tym genie wpływa też na jakość komórek, stąd pomysł Pani doktor, by to sprawdzić. Popiera moją decyzję o USG pod kątem endometriozy (choć nie uważa, żeby to mogło mieć aż taki wpływ na przebieg procedur) oraz konsultację z immunologiem. Chciała zobaczyć raporty z punkcji, ale odebrałam je dopiero na wizycie w klinice, którą miałam kilka godzin później. Przed kolejną procedurą mamy odczekać dwa miesiące, żeby dać odpocząć mojemu organizmowi po tych stymulacjach i punkcjach. Pani doktor ma pomysły, ale chce się najpierw przyjrzeć kartom stymulacji i raportom po punkcji, by jak najlepiej rozpisać leczenie. Dosłałam już wszystkie brakujące dokumenty i czekam na dalsze informacje.
Wizyta w klinice odbyła się w tym samym dniu, choć pierwotnie miała być w piątek. Dopiero na wizycie dowiedziałam się ile faktycznie udało się uzyskać komórek podczas drugiej procedury - według raportu: 1 x MII, 3 x GV. Pani doktor powiedziała, że nie wyglądały tak jak ostatnio, co mnie bardzo ucieszyło, bo jadąc na wizytę obawiałam się, że znowu usłyszę o komórkach wirusa. Wiadomo już, że coś z nimi nie gra, bo przy tej ilości pęcherzyków jest ich za mało i są niedojrzałe. Jest jakiś problem na etapie dojrzewania komórek i nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Mogłabym zrobić badanie WES, które bada mutacje w genach, ale to bardzo drogie badanie, a poza tym nie da nam żadnego rozwiązania problemu. Ostatnim pomysłem Pani doktor jest hormon wzrostu, który miałabym brać w małej dawce przez trzy miesiące. Mówiła, że może on naprawić coś w receptorach komórek, ale muszę go brać minimum trzy miesiące, bo tyle dojrzewają komórki. Jak zapytałam o skuteczność to usłyszałam, że są pacjentki, którym to pomogło, a są też takie, u których sytuacja się nie zmieniła. Nie ma to skutków ubocznych, więc stwierdziłam, że może warto spróbować. Po trzech miesiącach przyjmowania hormonu wzrostu mamy spróbować ministymulacji. Jeśli chodzi o ministymulacje to byłam nastawiona na Czechy, ale skoro mam już ten lek, a zaproponowała go dr MP, to chyba damy sobie ostatnią szansę w obecnej klinice. Oczywiście komercyjnie, bo z programu na własnych komórkach nie możemy już przystąpić. Czuję żal, bo wystarczyła jedna dojrzała komórka więcej w tej procedurze i nie musielibyśmy ponosić tak gigantycznych kosztów. Wiem, że pieniądze to kwestia drugorzędna, ale kiedy buduje się dom, to ta kwestia staje się bardzo istotna. Pani doktor, podobnie jak dr z czeskiej kliniki, uważa, że endometrioza nie wpłynęłaby w takim stopniu na komórki, tym bardziej przy długim protokole, który jest stosowany właśnie u pacjentek z endometriozą. Wizytę u immunologa popiera - uważa, że zaburzenia immunologiczne raczej nie są przyczyną moich problemów, ale konsultacja z lekarzem immunologiem może nam się przydać w przyszłości. Na wizycie poprosiłam też o raport z poprzedniej procedury, ponieważ miałam tylko skan na mailu. Po przyjeździe do domu odkryłam, że raport, który otrzymałam mailowo kilka dni po punkcji jest inny, niż ten, który dała mi Pani doktor na wizycie. Na tym poprzednim nie były wymienione komórki, które udało się pobrać (możecie zobaczyć go kilka wpisów wyżej). Dzwoniłam wtedy do laboratorium, by dowiedzieć się czegoś więcej, ale usłyszałam, że komórki były nieprawidłowe, więc nie mieli czego opisywać. Na raporcie otrzymanym od Pani doktor jest informacja: 5 x MI, 2 x zdegenerowane (i tu znowu lekki żal do losu, bo może tym pięciu komórkom nie zabrakło wiele, żeby zostać MII?). Nie wiem jakim cudem mam dwa różne raporty, ale taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Rozmawiałyśmy też z Panią doktor o KD. Pytała, czy nie jestem na to gotowa. Moglibyśmy podejść do procedury z KD i skorzystać z refundacji. Wiem, że to ogromna szansa na rodzicielstwo i tak naprawdę widząc kobietę w ciąży nikt się nie zastanawia czy dziecko, które nosi jest genetycznie w 100% jej, ale ja na razie psychicznie nie jestem w stanie tego unieść. Zajrzałam nawet na watęk dotyczący KD. Dziewczyny pięknie piszą o swoich dzieciach i są wdzięczne za ten dar medycyny, jednak trzeba być z tą decyzją całkowicie pogodzonym. U mnie to jeszcze nie ten etap. Choć mam czasem takie momenty, kiedy myślę, że chcę po prostu zostać mamą, chcę by ten koszmar w końcu się skończył, a decyzja o KD pewnie przyspieszyłaby ten proces, to jednak nie jestem gotowa na ten krok. W mojej klinice komórki biorą z Czech, ale od dawczyń, a nie od pacjentek, co jest istotne, bo jak Pani doktor słusznie zauważyła - bez przyczyny do kliniki nikt nie trafia i wiele z tych dziewczyn, które oddają nadliczbowe komórki, jest obciążonych różnymi chorobami. Na dobór odpowiedniej dawczyni czeka się około trzech miesięcy. W większości przypadków taka procedura kończy się sukcesem. To pocieszające, ale ja chcę jeszcze zawalczyć.
Mimo sugestii lekarzy, że endometrioza aż tak nie mogła wpłynąć na komórki, jestem zapisana na USG wykrywające tę chorobę. Terminy mam dwa, bo nie wiem kiedy przyjdzie okres. W maju mam telekonsultację z immunolog - dr MJ. W międzyczasie zbadam jeszcze ANA i AOA. Szukam, choć jestem świadoma, że to prawdopodobnie geny i nic z tym nie jestem w stanie zrobić. Żyję jednak nadzieją, że skoro moje AMH jest ładne to może w końcu uda się pobrać komórkę, która da nam dziecko. Czuję, że to jest możliwe, ale to kwestia czasu, pieniędzy i wytrzymałości naszej psychiki. Czasem już nie daję rady. Jadę autem i widzę spacerujące mamy z dziećmi, place zabaw obok domów. To taka prosta, a tak wymarzona rzeczywistość. Chciałabym w końcu zacząć żyć, wrócić do czasów kiedy cieszyły mnie święta, urodziny i zwykła codzienność. Tęsknię za życiem przed staraniami i tęsknię za życiem, o którym marzę.
Pęcherzyk na granicy.
Zastrzyk Ovitrelle.
Spokój.
Mamy już prawie połowę 16tego tygodnia ciąży 🥹! Kiedy to tak zleciało, skoro jeszcze przed chwilką sprawdzałam czy na teście ciążowym pokażą się dwie kreski?
Jesteśmy po wizycie u lekarza prowadzącego. Bobas rośnie jak na drożdżach, wyniki są prawidłowe, nic tylko się cieszyć 😊! Oby tak było dalej do samego porodu!
Na USG Bobas pokazywał jak pięknie potrafi zgiąć nogę i leżał sobie z nogą zgiętą w kolanie jak do klęczenia 🫣 lekarz stwierdził, że widocznie tak jest mu wygodnie, więc matka nie narzeka 🤷🏻♀️.
A co do płci...
Nie wspominałam mu nic wcześniej o tym, że lekarz na prenatalnych obstawiał chłopca, nie chciałam mu zaburzać osądu, że może widzi coś czego nie widać 😂.
Tak więc, lekarz prowadzący stwierdził sam z siebie, że najprawdopodobniej czekamy na synka 🩵. Według niego na USG ładnie było widać mosznę i fiutka, jak to powiedział 🤭 jestem więc bardzo zadowolona, że dwóch niezależnych lekarzy stwierdza tą samą płeć 🙃.
Kalendarz następnych wizyt:
3 marca - wizyta kontrolna u lekarza prowadzącego - tak, dopiero za miesiąc 😱!
10 marca - połówkowe 🥹🩵.
18 dc
Dzisiaj dzień transferu.
Niestety ale udało się uzyskać tylko jeden zarodek. Jeden jedyny. Smutno mi. Bo wydaje mi się że albo moje komórki są kiepskie, albo plemniki, albo jedno i drugie. Z 5 zapłodnionych, udało się uzyskać tylko jednego wybrańca.
Oby to był strzał w dziesiątkę. Jak nie to na nowo cała procedura, zastrzyki, badania.
Mąż widział jak posmutniałam w piątek o informacji o dwóch zarodkach, więc UWAGA kupił nam szczeniaka 🐶
Małego maltańczyka. Nazwaliśmy go Teddy ♥️
Pozytyw: nie myślę za dużo o ciąży. Nie przeglądam telefonu. Nie czytam forum. Nie mam na to czasu 🙈
Minus: opieka nad szczeniakiem jest trochę wymagająca. Wiadomo. Sikanie wszędzie, kupy wszędzie. Dużo atencji. Zabawy. Nie przyzwyczajeni jesteśmy, bo ciągle tylko we dwójkę, spokój cisza 😂
Wszyscy zauroczeni są Teddym jak gdyby to było dziecko. Oczywiście było podsmiechiwanie że to wnuczek. Mi oczywiście robiło się smutno, bo wiadomo to nie zastąpi dziecka, ale jakąś cząstkę mnie wypełni i na razie trzymam się tego
12w5d
Wizyta prenatalna za Nami ❣️
Z Maluszkiem wszystko super. Mierzy tyle samo co starszy brat na tym etapie - 6.8cm. Kość nosowa obecna, przezierność karkowa 1.4. Wszystkie narządy, nóżki, łapki obecne 🥹Zastawka w serduszku działa prawidłowo. Serducho puka 164. Łożysko na przedniej ścianie. Kosmówka bez żadnych zmian. Mam dziś 12w5d, skorygowane na 13w1d. Lekarz ok, ale badanie trwało ze wszystkim 8 minut... Z Młodym miałam pół godziny. Nie podoba mi się takie podejście... Nie zdążyłam się Tobą nacieszyć. Wszystko działo się tak szybko. Kuba zły i zdegustowany faktem, jak można tak taśmowo traktować kobiety w ciąży. Dobrze, że jutro jedziemy do naszego gina. Wszystko obejrzymy w spokoju i bez pośpiechu. Żebym tylko o niczym nie zapomniała - zwolnienie, 3 recepty, badania, pytanie o współżycie, no i płeć. Poproszę żeby napisał i schował tą wiadomość do koperty, ale tylko wtedy kiedy będzie na 100% pewien. Chcemy zrobić sobie mały, rodzinny gender reveal ☺️
Najlepiej będzie jak spiszę sobie wszystko na kartkę żeby nie zapomnieć 😎🙃
Już ponad miesiąc diety mi minął 😀. Udało się 7kg zgubić. Pewnie w lutym jeszcze ładnie zlecę z wagą, a od marca trzeba będzie bardziej się przyłożyć 🤪. Już jestem chyba jeden cykl po poronieniu, ale chyba bo 28 dni po zabiegu dostałam słabego krawienia który się ciągnął 13 dni 😑. Naprawdę było tego mało, ale strasznie irytujące 😑. Tydzień przerwy, a później znowu lekkie krwawienie przez 6 dni. Na razie mam spokój, ale czuję takie pobolewanie w brzuchu jak na okres, nigdy wcześniej bez krwawienia tak nie miałam 😕. Mam nadzieję, że nie zrobili mi blizny po łyżeczkowaniu. Albo endo menda się przyczepiła 🤔. Lekarz dopiero 21 lutego, poszłabym wcześniej prywatnie, ale ostatnio mamy krucho z kasą 😕. Do tego nadal nie zaczęłam robić badań immunologicznych, oprócz kasy muszę czekać jeszcze z 2 tyg, żeby minęło 6 tyg od szczepienia na krztuśca. Także zobaczę co powie gin, w marcu mam nadzieję, że zrobię badania immonofenotypu, cytokin, crossa i mlr i z tym pójdę do immunologa. A dopiero od kwietnia powrócę do starań 🙃
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2025, 01:40
3 lata temu ostatni raz przez cały dzień głaskałam i dotykałam mój ciążowy brzuch. Był wielki
ostatni raz podziwiałam fale na brzuchu i cud życia który był wówczas we mnie. Przypominam to sobie że wzruszeniem. Wiedziałam, że nigdy więcej mi się to nie przydarzy, że ta historia zamyka swój rozdział na zawsze. Chłonęłam ten dzień bardzo intensywnie, przerażenie mieszało mi się z ekscytacja. Po południu byłam już na lekach uspokajających, wyciszających bo paniczny strach brał górę lecz cały ranek i do południa to był taki nasz ostatni czas brzuszkowy. Nie ukrywam że łzy wzruszenia także po policzkach mi poleciały kilkukrotnie. Wiedziałam że tym razem się uda. Modliłam się o to. Wiedziałam że wszyscy lekarze są w gotowości. Wiedziałam że im też bardzo zależy na tym abym przeżyła i ja i moje dziecko. Byłam bardzo dobrze zaopiekowania. Ja i mój ostatni dzień z brzuszkiem
7t1d
Jak mi niedobrze cały czas mnie mdli ogólnie nie czuje zmęczenia tylko właśnie te miłości utrudniają mi funkcjonowanie.Co do bólu piersi to chyba już się przyzwyczaiłam,niedługo chce zamówić sobie dwa większe biustonosze żeby było mi wygodniej bo te co mam nadają się to odłożenia na później.Martwi mnie trochę moja waga to dopiero pierwszy trymestr a ja juz mam 3 kg na plusie,cos muszę z tym zrobić.
Ciągnięcia mnie do słodkiego ale kontroluje to raz żeby nie dokładać kg tych niepotrzebnych dwa żeby nie prowokować większych mdlosci na które pomaga mi cola której wcześniej nie piłam.Wiem że jest jeszcze wcześnie ale śniło mi się że mamy córkę.Lezala zawinięta w becik na łóżku.To jakieś szaleństwo ale zaczynam oglądać rzeczy dla dziecka myśleć o pokoiku tzn kąciku w naszej sypialni dziś nawet zamieniłam się z córką na pokoje dala nam swój większy 🥰Boję się tym wszystkim cieszyć bo z tyłu głowy są myśli że dziecko może być chore niepełnosprawne lub że odejdzie...Nie myślę nie boję się oglądać stron z dziecięcymi rzeczami że zapeszę. Co ma być to i tak będzie.
Na następnej wizycie mam poprosić o skierowanie na badania prenatalne....
W nasieniu wyszły streptococcus virodans i ziarenkowce gram koagulazo dodatnie. Streptococcus jest naturalny w jamie ustnej, ale tylko tam. Dobre z tego wszystkiego jest to, że jego leczenie to augumentin (który mam). Chyba jeszcze w kierunku helicobacter będzie robił mój Mąż i antybiogram na ziarenkowce.
@Misia chyba faktycznie coś jest z tym przesileniem
Notatka z bycia rodzicem.
Wiadomo jak to jest z dzieckiem i myciem zębów.. czyli rodzić gimnastykuje się we wszystkie strony i sposoby niczym człowiek guma, a posiadacz mleczaków robi wszystko żeby to utrudnić, oczywiście w pakiecie z dziwnymi ścieżkami dźwiękowymi. Dzisiaj padło sakramentalne "czy ty nie możesz choć chwilę stać spokojnie?" (tonem dość mocno zirytowanym, żeby nie powiedzieć wk*****bym, ale bez krzyków). Młody odpowiedział: "wiem co mi na to pomaga" i niezwłocznie otrzymałam pełne czułości i troski przytulenie. Wtuliłam się w małe ciałko, zamarłam, wzięłam kilka głębokich oddechów, układ nerwowy przestał iskrzyć, złość przeszła..
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2025, 20:37
7dpt
Zrobiłam rano test z moczu. Nie nastawiałam się w ogóle, wręcz myślałam że wyjdzie negatywny. Ale widzę drugą kreskę
https://zapodaj.net/plik-HCUnSdQBmS
Wysłałam od razu mężowi czy nie mam omamów. Tez ją widzi, więc chyba nie śnie ♥️
Nie czuję praktycznie żadnych objawów. Jedynie ból piersi, ale to pewnie zasługa progesteronu. Dlatego przed wstaniem z łóżka byłam pewna że wyjdzie jedna kreska. Choć oczywiście codziennie gadałam do kropka żeby się trzymał i powoli rozwijał.
Nie chce się cieszyć jeszcze na zapas, bo wiem że baaardzo różnie bywa. Ale oczywiście bardzo się cieszę.
Zastrzyk ovitrelle brałam 14 dni (27 stycznia) temu więc chyba niemożliwe żeby to on wyszedł? Czytałam że do 10 dni się utrzymuje. W czwartek, czyli 10dpt pójdę na betę. Oczywiście będę też robić testy codziennie.
Mam mętlik w głowie, jak tu normalnie pracować!? 😂
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2025, 07:08
W piątek miałam punkcję.
Pobrane zostały tylko 4 komórki a brzuch i jajniki bolały mnie jakby miały mi pęknąć.
Dziś jest 5 doba hodowli.Z zlaboratorium mieli dzwonic jakby zarobki poszły do mrozenia...nie dzwonili.
Nastawiona na niepowodzenie bo dlaczego miałoby się udać przecież nigdy nie doszliśmy do blasyocysty sama tam zadzwoniłam.
Po wielu probach odebrali i opitolili mnie ze tyle razy dzwoniłam. Ale dowiedziałam się za mamy to🙂
Z trzech zapłodnionych komórek wyszła 1 blastocysta 3AB która poszła na zimowisko oraz jeden zarodek do jutra obserwują bo jest nadzieja ze jeszcze da radę.
Tak sie cieszę ❤️❤️😁😁
Jadę z Patrykiem na komisję i jest mi niedobrze, wczoraj miałam biopsje a dziś będą wyniki trochę się boję no ale muszę odebrać mam nadzieję że to nic złego.Jesli chodzi o nastrój to jest ok
12 dc
Jestem już po operacji. Narkoza nie była taka straszna, a ból w skali 1-10 to max. 3. Nie potrzebowałam niczego przeciwbólowego. Po 3h już robiłam pierwsze kroki. Dzisiaj już jestem w domu ale ciągle słaba.
Jakby to powiedzieć... Inni kolekcjonują znaczki, magnesy z podróży, a ja? Kolejne przyczyny mojej niepłodności.
Podczas laparoskopii znaleziono ognisko endometrialne i zrosty - koło krzyża, które zostało usunięte. Chociaż nie miałam żadnych objawów endometriozy to jednak była.
Podczas drożności jajowodów okazało się, że obywa są niedrożne ale po kilku próbach udało się je przepchać.
Tak więc po ponad 1,5 roku starań:
- hiperprolaktynemia przez mikrogruczolaka przysadki
- PCO
- endometrioza
- niedrożność jajowodów
- niedobrów ferrytyny i witaminy D
Mam nadzieję, że to już wszystko i w końcu się uda ✊️
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2025, 14:24
Byłam na USG u swojego ginekologa.
Niestety potwierdził diagnozę.
Dziś ostatecznie odstawiam progesteron i czekam dwa dni zanim pójdę do szpitala.
Chce dać organizmowi szansę na oczyszczenie z leków i jak podadzą leki poronne to może zadziałają.
Jednak na samą akcję poronną mam nadzieję być w szpitalu. Lekarz dziś skutecznie wybił mi z głowy żeby próbować w domu. Za wysoka ciąża.
Dzisiaj zmierzył, że dziecko ma 2,6 cm, jest obrzęknięte. Może to być pośmiertne lub wskazywać na wady. Tym bardziej zależy mi na pobraniu próbek i sprawdzeniu czy maluszek był zdrowy.
Od tego zależy czy będę dalej szukać winy u siebie czy po prostu byliśmy skazani na porażkę od początku.
Teraz najgorsze przede mną... Taka trudna to była droga, a ja wiem, że jeszcze najgorsze przede mną.
Trzymam w ręce ostatnie zdjęcie Ciebie kochanie, już serduszko Twoje nie pika pod moim, już jesteś gdzieś daleko.
Jesteś z braciszkiem.
Lecz w moim sercu zostaniesz na zawsze, już zawsze będziesz częścią mnie, Twoja obecność wyryła się w moim sercu, duszy i w życiu.
Bardzo Cię kocham gdziekolwiek jesteś.
Czerwiec 2024
Od końca maja siedzę na L4 od psychiatry . Wydarzyła się pewna sytuacja w pracy która doprowadziła mnie do stanu depresyjnego , nie mogłam dojść do siebie .
Mija dzień za dniem a ja nie potrafię znaleźć sobie miejsca, nie potrafię cieszyć się z małych rzeczy .
Do tego doszedł incydent z nogą. Rozwaliłam kolano które uszkodziłam kilka lat wcześniej .
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2025, 14:27
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.