Zapadła decyzja o transferze.... to juz w najbliższy poniedziałek! Dzis byłam na badaniu krwi, także mam nadzieję, ze poziomy progesteronu i estradiolu będą zadowalające.
Dziś piękna pogoda, a data dla niektórych pechowa; dla mnie zawsze była ta data szczęśliwą i pozytywna, dlatego liczę na to, że i dziś przyniesie szczęście w postaci pięknych poziomów 🙂
A i zrobiłam tez morfologię, bo 2 dni temu zrobiłam pierwszy zastrzyk z Accofilu. Nie miałam żadnych skutków ubocznych i dobrze by bylo, zeby po każdej dawce tak było.
❤️🌞
30+5
Dokładnie pół roku temu, 12.12 też w czwartek siknięty proforma test przed lekarzem pokazał dwie kreski 🥹. Pół roku później te dwie kreski ważą 1,5kg, rozpychają się po całym brzuchu, zakładają sobie nogi i ręce za głowę przed ostatnim badaniem prenatalnym, codziennie mnie rozśmieszają i przypominają, że można osiągnąć to co wydawało się nieosiągalne i że cuda się zdarzają w najmniej oczekiwanym momencie, tylko trzeba dać im trochę przestrzeni na działanie.
Wyprawka już prawie cała czeka na użytkowniczkę, my uczestniczymy w szkole rodzenia, mi zostało kilka dni pracy i od przyszłego tygodnia będę musiała sobie jakoś zająć czas 😅
Kolejny podgląd
Po 2 dojrzałe pęcherzyki po obu stronach.
Małe nawet nie ruszyły. Noooo nic trudno. Najważniejsze, że coś jest.
Punkcja w poniedziałek ✊🏼
Dostalam kartę informacyjną.
Zarodki odrzucone 2.
Chyba dobrze to wszystko zinterpretowałam.
Nie ma co zbierać.
Zbieram się już od kilku miesięcy za wpis. 31 tc, to już 8 miesiąc. W ciągu całej ciąży nie było (i prawdopodobnie nie będzie) dnia, w którym dobrze się czułam. Wymioty i mdłości do 24 TC. Ratował mnie tylko lek bonjesta. Mega drogi i ze skutkami ubocznymi (strasznie odwadnial). No, ale brałam go do 20 TC. Nie dało się inaczej funkcjonowac. To już druga moją ciąża która wygląda tak samo... Czuje się w jakiś sposób ograbiona przez los. Wiem, że tyle osób walczy o dziecko i nadal go nie ma...Ja też walczyłam. Też swoje przeszłam. Dlatego miło by było, gdybym w ciąży mogła należycie wypocząć, cieszyć się chociaż tym czasem wolnym. Tymczasem dla mnie każdy dzień to walka o przetrwanie.
Po połowce ciąży wcale nie jest lepiej. Tak jak w pierwszej ciąży mam bardzo wysokie tętno i kołatania serca, z tym że teraz jeszcze mocniej to odczuwam. Nadal mam okropny posmak w ustach, cokolwiek zjem. Bolą mnie ledzwia, pachwiny. Zgaga w nocy nie daje spać. Z jednej strony odliczam dni do końca tej męki. Z drugiej - wcale nie chce jej końca. Tak bardzo się boje rewolucji w naszym życiu. Poukładanym życiu. Choć szalonym, córka daje nam popalić 😁 Ale zaczęła się sporo bawić sama lub całe dnie potrafi spędzać na zabawie z sąsiadka. Niestety, do sąsiadki nie chce chodzić, więc wywracają nasze mieszkanie do góry nogami, a że sąsiadka mieszka za płotem, to i ogródek też 😁 Czuje się mega źle z tym, że nie mam siły się z nią bawić, grać, uczyć nowych rzeczy. Tyle rzeczy miałam z nią zaplanowanych na to moje zwolnienie ciążowe i nic nie zrealizowałam. A potem, wiadomo jak będzie, tym bardziej nie będzie czasu ... A może będzie zupełnie inaczej, niż się spodziewam? Moze będę bardziej zorganizowana, może córeczka zakocha się w siostrzyczce? Bardzo bym chciała, aby tak było.
Jednak na razie nawet o wyprawce nie mogę myśleć. A w lipcu już trzeba kupić przewijak, odświeżyć wózek, odgrzebać ze strychu fotelik. Nawet nie pamiętam czy mamy wkładkę noworodkowa, czy się w ferworze przeprowadzki zapodziała. Nie pamiętam już jak się nosiło i przewijało dziecko, jakie zabawy stymulowały rozwój. Było leżenie na brzuszku, coś z linią środkowa i dalej co? Nawet nie mam weny żeby znów o tym czytać, a w pierwszej ciąży się zaczytywałam.
30 czerwca mam wizytę i dostane skierowanie na CC. Jakoś boje się porodu o wiele bardziej niż za pierwszym razem. Za pierwszym razem nie bałam się ani trochę. Byłam spokojna, bo miałam planowana CC, zero myślenia o tym czy dam rade itd, zero strachu przed bólem. Mimo, że oprócz złamanych żeber (które były raczej wynikiem osłabienia kości przez zbytduża dawkę heparyny i niedoszacowaniem wagi dziecka), moja CC była super. Pionizacja, wiadomo, kurwosc straszna. Człowiek ma wrażenie że nie da rady już nigdy wstać, a tu cisną że musisz. Potem czlapie się się jak hobbit. Ale ja nie czułam bólu w ranie, rana szybko się goiła, zero problemów z blizna. Wiele dziewczyn bierze morfinę, ja w zasadzie nawet leków przeciwbólowych nie potrzebowałam. Ale czy tak będzie i tym razem? Więcej wiem, wiem że jednak różne rzeczy mogą pójść nie tak i się boje. Boje, bo mam też drugie dziecko w domu i chce być dla niej sprawna.
Jednego się nauczyłam podczas moich obu ciąż. Jak nie ma zdrowia (nie ma dobrego samopoczucia) to człowiek nic w życiu nie jest w stanie zrobić. Stara się, ale nic nie cieszy. Dlatego mam postanowienie, aby cieszyć się każdą chwilą, mimo że będzie ciężko, ale przynajmniej po porodzie nie będę już w ciąży, której ewidentne mój organizm nie toleruje.
Mąż mówi natomiast, że czuje że to drugie dziecko będzie mega wyluzowane. Moja pierwsza ciąża, wiadomo, po długiej historii, ivf, z krwawieniami do 10 TC, w szczycie pandemii. Stres, stres, stres. Przed każdym USG stres, czy nadal tam jest. Po porodzie złamane żebra, kolki do 4 mca itd. Znowu stres, stres, stres. Teraz, żadna wizyta mnie iie stresuje. Zapominam nawet przynosić na wizyty badań, wszystkie robię po terminie 🫣 Dziecko jest o wiele bardziej ruchliwe niż siostra. Siostra potrafiła się cały dzień nie ruszać, tylko wieczorem jakieś małe puknięcia. I jest bardzo nerwowym dzieckiem. Perfekcjonistka, nieznoszaca sprzeciwu i krytyki. Nie będzie miała z takim charakterem łatwo w życiu. Na maxa uczuciowa, wrażliwa, mam wrażenie, że cała jest jedną wielką Emocją. Myślę, że część to temperament, ale część na pewno moich nerwów na nią przeszło. Teraz powinno być inaczej, oby łatwiej 🙂
Transfer....
Testy....
Beta.....
✖️💔
Nasza kruszyna już niedługo wejdzie w trzeci miesiąc życia. Śpi sobie w drzemce kontaktowej, więc jedną ręką mogę naskrobać jakiś wpis.
Ostatnio skończyłam na porodzie, więc uchylę trochę drzwi na to co się działo.
______
Pobyt w szpitalu.
Po samym porodzie, czasie przeznaczonym dla rodziny i podstawowych badaniach robionych przy nas, przyszedł czas na przejście do pokoju.
Maleńka została ubrana i zawinięta w szpitalny rożek przez położną. Wsadzona w mydelniczkę wydawała mi się jeszcze mniejsza niż przed chwilą. Szlam spokojnie korytarzem pchając maleństwo, a za mną mąż z walizką. Dopiero później zdałam sobie sprawę z tego jak szybko mogłam stanąć na nogi i czuć się całkiem dobrze.
Szłam i jedyne o czym myślałam to "Boże, jaka ona jest piękna. Dziękuję."
Na sali po porodzie była już jedna pani kilka dni po cesarce. Grzecznie się przywitaliśmy i zapytałam czy nie ma nic przeciwko żeby mąż został jeszcze na chwilę przypilnować malutką a ja pójdę pod prysznic.
Bylo już blisko północy, a ja nigdy nie zapomnę dwóch rzeczy: tej kąpieli i słodkiej jak ulepek, ciepłej herbaty przyniesionej przez salową. To była jakaś najtańsza czarna herbata, ale tak mi smakowała, że wypiłam na raz całą. Spłynęła jak ciepły balsam na moje serce.
Pod prysznicem miałam swój moment. Chwilę kiedy naprawdę dotarło do mnie co właśnie się wydarzyło. Owszem płakałam. Ze szczęścia, z zaskoczenia, z szoku, z poczucia miłości i jeszcze większej odpowiedzialności. Chciałam wygłaskać swoje ciało w poczuciu wdzięczności za to, co dla mnie zrobiło.
Znowu coś chwyciło moje serce. Czułam miłość gdy pierwszy raz dotykałam już wyraźnego brzucha i wyczuwałam pierwsze ruchy naszej córki. I czułam ją też gdy pierwszy raz dotknęłam tego brzucha, który był już pusty. Wtedy bardzo dobrze wiedziałam, że idzie nowe... Lepsze.
______
Pierwszej nocy nie spałam przez silne emocje.
Nie czułam żadnego bólu i spokojnie mogłam ją obserwować. Dzięki temu widziałam jak zachłysnęła się wodami płodowymi i zaczęła sinieć. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam jej pomagać, a potem wezwałam jeszcze pomoc. Na szczęście nic się nie stało, ale też nikt mnie nie uprzedził że tak to może wyglądać.
______
Pierwszy dzień, pierwsze obchody, pierwsze pieluchy i przebierania.
Dostałam paraliżu gdy pierwszy raz miałam jej sama zmienić ubranie. Do tej pory ubrana w pajaca na zamek zdecydowałam się na zestaw bodziaka przez głowę i całej reszty. Nie wiedziałam jak i bałam się założyć jej body. Bałam się, że ją uszkodzę, więc szybko zmieniłam swój pomysł na innego zapinanego pajaca.
Połogowy mózg zaczął się odzywać i dopiekać komentarzami, że nie umiem zająć się własnym dzieckiem. Mój niepokój pogłębiał się, gdy widziałam sąsiadkę z sali, która pięknie ogarniała swojego noworodka.
______
Druga noc była koszmarem. Córka rozkręciła się z płaczem koło 19. Nie potrafiłam jej uspokoić. Cieszyłam się tylko że byłam już sama w pokoju, bo tamta dziewczyna wyszła do domu. Czułam dziwną ulgę, bo nie było mi głupio przed kimś, że nie umiem opanować płaczu dziecka.
Płakała praktycznie non stop, oprócz krótkich minut gdy miała pierś w buzi. Położna odwiedziła mnie do 23 dwa razy i za każdym razem oferowała mi mleko modyfikowane pomimo sprawdzenia, że z moich piersi leciał pokarm i to całkiem ładnie. Próbowała nastraszyć mnie spadkiem cukru, chociaż mała jadła tylko strasznie płakała. Podziękowałam i grzecznie nie zgodziłam się na ten pomysł, ale przez resztę nocy jej nie spotkałam.
Wycie do księżyca skończyło się w okolicach 4.
Wtedy ja się rozryczałam. W głos. Szlochałam tak, że na pewno było mnie słychać w dyżurce, która była naprzeciwko. Dopiero przy porannym obchodzie usłyszałam, że mam w sobie dużo cierpliwości, że wytrzymałam, bo podając mleczko byłoby łatwiej.
______
Mijają tygodnie w połogu. Mija też mój duży niepokój i płaczliwość. Jestem szczęśliwa i smutna jednocześnie. Cały czas uczę się córki i rozwijam uczucie, które nas łączy. A czasem staram się po prostu nie oszaleć, gdy płacze lub ledwo stoję na nogach zmieniając pieluchę.
Ale.. Ja nie chcę łatwiej.
I tak naprawdę ta druga noc, to był dopiero moment, w którym narodziłam się ja... Matka.
Matka rodzi się w samotności.
W poczuciu ogromnej bezradności.
W chwili kiedy pierwszy raz rezygnuje z siebie na rzecz dziecka. Robi to bez zastanowienia i kalkulacji korzyści, które może z tego mieć. Robi to, bo płacz miażdży jej serce.
Jestem na początku tej drogi zwanej macierzyństwem, ale już wiem, że to największy, zupełnie nowy i inny, może nawet trudny poziom miłości oraz poświęcenia własnego życia i komfortu.
Nic już nie jest takie samo. Córka wywróciła nasz świat do góry nogami i bez pardonu skorygowała nasze niewinne, słodko-pierdzące, poukładane wyobrażenia pt. "Jak to będzie mieć dziecko. Kiedy będzie jadło, a kiedy i gdzie będzie spało." (na myśl o nich jest mi siebie żal 😂)
Córka dała nam poważne zadanie redefinicji naszego związku. Zmieniła jego dynamikę, zmusiła nas do szczerych rozmów, wspierania się wzajemnie i pozwala odnaleźć się w nowych rolach.
Dała nam prawdziwy Dar jakim jest po prostu miłość.
Czy posiadanie dzieci zmienia małżeństwo? Tak. Szereg ciągle pojawiających się napięć potrafi zmienić na lepsze, stabilniejsze i wyzute z egoizmu. Kiedy nic nie zmienia to rodzi kłótnie i oddalanie się od siebie, a twoje poczucie samotności niemiłosiernie szybuje w górę.
Matka rodzi się w samotności i często w niej zostaje pomimo ciągłej obecności swojego maleństwa. Taki paradoks.
Ale...
Czy bym to zmieniła? Czy jest mi aż tak niewygodnie? Czy wróciłabym do spokojnego, ułożonego życia?
Nie.
Nie wyobrażam sobie już, że można inaczej, a dziura w moim sercu, której nie dało się niczym wypełnić podczas wieloletnich starań w końcu pomału się zasklepia.
Nie ma nic cenniejszego na tym świecie niż rodzina.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2025, 11:04
Poziom cukru maksymalny😍😍
1830 gram naszej miłości♥️♥️
https://zapodaj.net/plik-LsdlSn7Kxp
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2025, 22:02
Jest dobrze... Czy boję się mniej? Oczywiście że nie...
Ale dalej błagam 🙏 niech ta ciąża trwa... niech to siw w końcu uda... nie mam już siły 🫣
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2025, 00:52
Trzymając w ramionach naszego synka jeszcze mocniej dociera do mnie, co straciłam.
Moje maleńkie Aniołki w niebie, pamiętam o każdym z Was. 💔💔💔
Wszystkim mamom aniołków życzę dzisiaj dużo siły. Wiem, że jesteście, że każda z nas nosi w sercu ten smutek.
Ja dzisiaj rozsypałam się od nowa. Myślałam, że mam przepracowaną stratę ale pogrzeb... Przeorał mnie całkowicie.
Uplakałam się okropnie, ledwo panowałam nad trzęsieniem własnej szczęki.
Dzisiaj dzień był szybki no szkolenie, szybki powrót, a to prawie 3h jazdy. Szybko było bo nawet skończyło się mandatem. 3 stówki i 5 pkt. Trudno. Wkurzyłam się wiadomo ale chyba bardziej, że mnie nawet w ten sposób życie po dupie kopnęło po raz ęty. Ale lepszy pies zza krzaków niż sarna zza drzewa więc biorę to puszczam w zapomnienie.
Ale straciłam przez to cenne minuty i wpadłam tylko do domu na siku i pędem na pogrzeb, a tam zderzenie ze śmiecia, z żałobą, z tym, że to się wydarzyło znowu 😞
Jestem smutna i zmęczona.
Izunia biega wokół, mam z niej tyle radości. Dziękuję Bogu, że ją mam. Że ona wyrwała się z łap śmierci i to nie jeden raz. Jest największą wojowniczką jaką znam. Mój cud na ziemi.
Kocham ją i kocham moje dzieci w niebie.
21 dc.
Odebrałam dziś rano wyniki biopsji endometrium. Otóż, znowu wyszedł stan zapalny endometrium. Znowu!!!!!!! Ileż można. No ileż?!?!?!?!?!!? Mam pod górę. Mam wrażenie, że muszę do życie wyrywać Panu Bogu, że muszę walczyć jak lwica o te moje dzieci, a nawet bardziej. Dlaczego On nie chce mi w tym pomóc? Ja pierdolę. Kur.a mać i w ogóle. Paszteciki i banieczki, bo uczymy się ładnie przeklinać. Więc Jasny Dzwon, co do licha jeszcze!!!!!! Nie mogę być już bardziej niezniszczalna!
Jeszcze dostałam od lekarza robiącego biopsję tylko doxycylinę na 10 dni. Ostatnio dostałam doxycylinę i metronidazol na 20 dni. Przy odbiorze wyników poprosiłam, żeby Pani położona skonsultowała jednak tą receptę, bo nie chcę wchodzić nikomu w kompetencję (tylko jakoś mi nie po drodze z zaufaniem do lekarzy po tylu porażkach lub małych błędach skutkujących brakiem ciąży), ale do tej pory było tak i tak, więc dlaczego teraz mam takie krótkie leczenie?
Przesłałam wyniki do kliniki i zadzwoniłam do nich z prośbą o kontakt z moją prowadzącą. Jak ten od biopsji nie pomoże, to niech ona da mi coś, co wyleczy ten stan zapalny endometrium na wieki wieków amen. Nie wiem, czy to jest niedoleczone po maju/czerwcu, czy to po prostu na nowo się przypałętało.
Wykrzykiwałam dziś złość, wychadzałam ją, narzekałam do kumpelek. Jedna z nich jest lekarzem i zadała konkretne pytanie - czy Twój mąż był leczony? - Nie. Przy zwykłych infekcjach grzybiczych czy bakteryjnych obydwoje dostajemy leki i zakaz współżycia, a przy tym stanie zapalnym tylko ja dostałam leki. I nawet pytałam o leczenie Męża - usłyszałam "niekonieczne". A teraz od mojej koleżanki usłyszałam, że być może on ma jakieś bakterie, które mu nie szkodzą, ale Tobie tak i musi zostać przeleczony, przecież flora bakteryjna nam się miesza. No i probiotyki, musicie zmienić dietę, a przynajmniej on musi na taką wspierającą dobre bakterie.
Widzę kilka problemów. Mąż podjada ciastka wieczorami i chipsiki. Wiem, że ich nie odstawi, prosiłam do kilkukrotnie, to przecież "nie będę mu do talerza zaglądać". Kolejny problem to brak pewności wyleczenia. A kolejny - kolejny moment na doktoryzowanie się z jakiegoś szczegółu choroby zwanej "niepłodnością".
Masakra i szlag by to wszystko trafił.
Agrrrrrrrrrrrr. wrrrrrrrr.
Edit: kontakt ze strony kliniki. Mnóstwo ma Pani tego, do 3 uznaje się za normę, a Pani ma 46!!! Przepiszę Pani augumentin. Na 10 dni. - No dobrze, a coś dla Męża? - Nie, nie trzeba, bo to nie jest bakteryjne, to jest coś, co się ma. - Ale wie Pani, co ja mogę jeszcze zrobić, żeby tego się pozbyć, żeby nie wracało, przyszło i do głowy przeleczenie Męża. - Nie ma takiej potrzeby. Kiedyś miałam pacjentkę, której pomógł dopiero 6.antybiotyk. - a co to był za antybiotyk, to może od razu do niego przeskoczymy? - kombinacja różnych naprzemiennych. Zbieram teraz dane, przeczesuję internet. Jestem załamana.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2025, 19:20
Cykl 5
Jutro 7dc.
Zaczynamy mierzyć temperaturę.
Obserwować śluz.
Dzisiaj była Miłość.
Pierwsza po czasie milczenia. Po dniach, które nie były łatwe. To nie była tylko bliskość fizyczna.
I choć wiem, że to ważne dla jakości nasienia..
To ważniejsze było to, że znowu jesteśmy razem. Że dotyk znów był ciepły, a nie obowiązkowy.
W tych staraniach łatwo się pogubić. Łatwo pomylić kalendarz z uczuciem.
Dlatego ta Miłość była taka cenna. Bo była szczera. Nie z planu - z potrzeby serca.
Boję się. Nie ukrywam tego.
Każda nowa próba to nie tylko nadzieja, ale i strach. Czy znowu się rozczaruję? Czy znowu będę płakać, kiedy nadejdzie dzień?
A jednocześnie.. coś we mnie dojrzewa.
To czułe przygotowanie.
Jakby całe moje ciało mówiło: „Jeszcze raz. Jeszcze spróbujmy. Ale tym razem - spokojnie."
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2025, 23:44
29w0d
Wizytacja za Nami 
Myszka nadal leży głową w dół. Szalona Dziewczyna, dziwię się, że tak jej wygodnie 🧐 Waży 1300g więc przybrała w ciągu 4 tygodni około 0.5kg, co bardzo odczuwam
Wszystkie pomiary idealne, serduszko bije jak dzwon 🥳 Leżała sobie na lewym boku z rączką przy buzi więc zdjęcia z tej wizyty mamy średniej jakości. Jeszcze napatrzymy się na Ciebie 😍 Moje ciśnienie, tętno i waga również w porządku. Szyjka 3.9cm, zamknięta. Zero objawów infekcji. Dziś byłam przebadana i z wziernikiem i USG dopochwowym i przez brzuch więc jestem bardzo spokojna
Poród ustalony na CC, ale terminu jeszcze nie znamy. Kolejna wizyta 27.06. Odstawiamy luteinę, a od skończonego 36 tc również acard. Tak się cieszę, że jesteś zdrowa i silna 🤗 Rośnij moja Córeczko ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2025, 08:02
Przyrost i wartość bety co najmniej żałosne.
Ładuję jeszcze w siebie ten neoparin i progesteron, ale wygląda na to, że poczułam się jak normalny człowiek przez zaledwie cztery dni. Za chwilę znowu wszystko wróci do normy-nienormy. Piersi przestaną boleć. Brzuch wróci do normalnego kształtu. Przestanę latać do łazienki. Znikną sińce po zastrzykach.
Po tej ciąży nie został mi nawet test, bo wszystkie żałośnie blade wyrzuciłam. Może wydrukuję sobie wynik bety i schowam do pudełeczka.
Nowa tortura odblokowana: tym razem prześladować będzie mnie ucieszony wzrok męża, gdy powiedział zdziwiony: tu jest druga kreska!, obracając test pod światło i tłumiąc ekscytację. Cóż, nie za długo się poekscytowaliśmy, kochanie. Być może kiedyś dam Ci dziecko. Być może kiedyś dasz mi je Ty. Ale to jeszcze nie teraz... póki to się stanie, będziemy wozić na tylnym siedzeniu naszego auta te dzieci utkane z mchu i paproci, z porannych mgieł i wieczornych burz, z deszczu, słońca i wiatru. Będą z nami, gdziekolwiek nie pójdziemy. Nazwiemy je bólem, nostalgią, melancholią czy żałobą, ale to wciąż będą one. Chociaż świat się o nich nie dowiedział, nie zapomnimy my.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2025, 12:04
Szału nie robi 3 podgląd 16dc.
Prawy jajnik:
Dwa pęcherzyki 20mm, 18mm. Reszty przestała rosnąć. Nie ma. Zdegradowały.
Lewy jajnik:
Dwa pęcherzyki 16mm i 13mm + dwa malutkie.
Ciągnę stymulację dalej bo lekarka by chciała z lewego jajnika wyciągnąć całą czwórkę. Taaaa... O ile urośnie coś. Bo niestety nie bardzo reaguję na te leki. Dobrze by było aby te dwa chociaż podrosły.
W piątek 13.06.2025 kolejny podgląd. Dostałam już informacje o zarezerwowaniu terminu punkcji 16.06.2025 na 8.40.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2025, 08:02
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:55
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:59
Po wizycie.
Pani DR. zrobiła USG. Mam torbiele czynnościowe czy jakoś tak się nazywają. Mają się wchłonąć.
Komórki słabe. Bardzo kiepskie. Jedna padła w 3 dniu druga w 6 dniu.
Plan na mnie. Suplementacja i powrót za 3 m-c. Może suplementacja pomoże, a może nie. Wszystko się okaże. Przez ten czas dalej mam ogarniać swoją insulinooporność bo z tarczycą jest okej.
Mój dziś miał robione badania. Chciała sprawdzić czy jego hormony są okej czy też ma coś dodatkowego wprowadzić.
Cieszę się, że nie wciskała kolejnej stymulacji. Sama stwierdziła, że w tej sytuacji to jest bez sens.
Ledwo zaczynasz, a tak naprawdę już masz przerwę.
Miejmy nadzieję, że to przyniesie jakieś pozytywy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 18:11
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:56
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.