od 17 roku życia chciałam mieć... dziecko - dlaczego? bo to było wielkim marzeniem mojej mamy, oczywiście nie to abym miała dziecko w wieku 17 lat ale to by doczekać się wnuka bo w tym czasie dostała diagnozę - rak piersi. Tak bardzo chciałam spełnić Jej marzenie, zrobić coś by poczuła się lepiej, by chociaż na chwilę zapomniała o tym jak bardzo jest źle. Powiedziałam swojemu chłopakowi że chciałabym mieć dziecko ale Jemu się to nie spodobało; nic dziwnego kto normalny chciałby mieć dziecko w wieku 17-18 lat? po roku zaczęło się psuć a ja zaczynała żałować że tak napierałam na ciążę. Przeszłam wtedy z mamą naszą najpoważniejszą rozmowę. Powiedziałam dlaczego tak się dzieje i nie zapomnę tego co mi powiedziała - "ja poczekam na wnuka, mam czas, nie marnuj sobie życia bo to za wcześnie na macierzyństwo". Te słowa zastopowały moje plany. Po kilku latach nawrót choroby a u mnie w głowie wielki wykrzyknik - WNUK!!! Niestety odpowiedniego kandydata na tatusia nie było. Z mamą było na tyle źle że chciałam po prostu być przy Niej a nie gdzieś dążąc do czegoś co Jej na pewno nie pomoże. Byłam przy niej ale sama czułam się samotna. W lipcu 2008 poznałam swojego Grzesia - faceta który odmienił moje życie. Przedstawiłam mamie - pełna akceptacja. Powiedziałam Grześkowi o swoich planach a raczej wprost "zrób mi dziecko" i usłyszałam magiczną odpowiedź "jak wytrzymasz ze mną 3 miesiące to zrobię Ci dziecko" to chyba wtedy zrozumiałam że TO TEN! 8 miesięcy później został moim mężem niestety mama nie doczekała tego, zmarła w sierpniu nie dotrzymała słowa - nie poczekała na wnuka 
Tak się zaczęło, mama miała wielki wpływ na moje marzenia, czasem mam wrażenie że jej marzenie przeszło na mnie ze zdwojoną siłą ale ja się nie poddam 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2014, 01:33
Dotrzymał słowa, w grudniu przestaliśmy używać jakiejkolwiek antykoncepcji ale też nie mieliśmy wielkiego parcia - chyba dlatego że wydawało nam się że to tylko kwestia czasu, niedługiego czasu. Do końca roku jakoś minęło, w styczniu zaczęło się planowanie ślubu, w marcu ślub i wtedy zaczęliśmy rozmyślać czemu jeszcze nie jestem w ciąży, co jest nie tak, w czym jest problem? wyobrażałam sobie że zaszłam w ciążę w noc poślubną bądź w podróży poślubnej jednak nadszedł kwiecień i kolejna miesiączka... kolejny miesiąc i kolejna miesiączka
skoro ginekolog twierdził że jest u mnie wszystko w porządku to pomyślałam o badaniu nasienia.
Mąż poszedł i pierwszy cios - mała liczba plemników, poniżej normy, myślałam że zapłaczę się na śmierć 
Nie pamiętam co się stało że nie postanowiliśmy poszukać powodów niskiej ilości ale po pewnym czasie po prostu jakbyśmy o tym zapomnieli...
Nadal chodziłam po różnych ginekologach sprawdzając czy u mnie wszystko jest ok i cały czas słyszałam tylko 2 odpowiedzi: "trzeba schudnąć" i "spokojnie proszę czekać, potrzeba czasu", tylko że ja już nie chciałam czekać. Kolejne miesiące i miesiączki powodowały coraz więcej łez i sprzeczek między nami ale nigdy nie pomyśleliśmy o rozstaniu.
Kolejne lata i cały czas te same odpowiedzi "proszę spokojnie czekać" ale jak mam czekać jak to już nie jest rok starań tylko 3 lata?!
Skoro lekarze nie widzą problemu to sama się zdiagnozowałam i poszłam do lekarza po potwierdzenie wyroku jaki sama sobie wydałam - PCO, wiedziałam że będzie bardzo ciężko ale liczyłam na lekarzy na to że lekami da się pobudzić moje jajniki, mój organizm do poprawnego funkcjonowania i zajdę w ciążę. Myliłam się, nikt nie chciał mi pomóc - nie chciał bo wystarczyło chcieć a mnie zbywano 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 19:02
Po pewnym czasie jedzenia różnych leków, które z resztą nic nie dały chciałam odpuścić, nie miałam już sił. Wtedy pewien ginekolog zaproponował, że podejmie się tej walki o dziecko - zaufałam i wyszło na to że przegrałam 
Od października 2013 miałam zacząć walkę i rzeczywiście zaczęłam ale z mężem bo leki, które dostałam doprowadziły mnie do fatalnego stanu psychicznego.
W lutym 2014 przestałam brać te tabletki i w krótkim czasie poczułam się lepiej
na początku marca postanowiliśmy zadziałać i wykonać telefon do kliniki leczenia niepłodności z myślą o inseminacji.
Wiedziałam, że łatwo nie będzie, że trochę to potrwa, że pieniądze popłyną daleko od naszego konta ale dziecko, moje dziecko jest tego warte 
27 marca pierwsza wizyta w invimed, wszystkie badania jakie tylko posiadaliśmy wzięłam ale i tak okazało się że kilka dodatkowych badań trzeba będzie wykonać większość oczywiście płatnych ale nie ważne, ważne że ktoś konkretnie się mną zajął i w końcu się uda 
16 kwietnia 2014 nadal brak miesiączki ostatnia 24 luty. Takie opóźnienia się nie zdarzały. Jaka pierwsza myśl? Ciąża? wydawało się to takie nie możliwe i możliwe jednocześnie
wolałam jednak nie czekać na nie wiadomo co i od razu dzwoniłam do kliniki aby umówić się na wizytę.
17 kwietnia - wizyta - torbiel 3,5cm myślałam że się rozpłaczę jeszcze na fotelu ;(
Tabletki na wchłonięcie torbieli i wywołanie miesiączki...
5 maja - nadal brak miesiączki a w mojej głowie tylko czarne myśli.
6 maja - kolejna wizyta - torbieli nie ma więc kolejne tabletki i wywołujemy okres.
7 dni tabletek i w ciągu 3 dni powinna być miesiączka - nie było
Po dwóch dniach w pracy koleżanka powiedziała że jest w ciąży zapytałam czy mogę pomacać i się zarazić - "jasne" - następnego dnia dostałam okres
zapewne to nie zasługa wczesnej ciąży koleżanki tylko tabletek ale szkoda że nikt nie zrobił mi zdjęcia kiedy rano zobaczyłam że dostałam okres 
szybko umówiłam się na HSG i HSC - w końcu 
Jestem już po HSG wyniku sama nie rozumiem ale z tego co lekarz powiedział po badaniu jajowody drożne tylko prawy oporny ale przy inseminacji trzeba celować na lewy jajnik. Póki co się nie denerwuję i czekam jeszcze na badanie HSC, dopiero z tym wynikiem do swojego lekarza. Liczę że od razu zaczniemy stymulację
już tak bardzo nie mogę się doczekać 
4 czerwca- niesamowity dzień, który zapamiętam na całe życie.
http://naforum.zapodaj.net/506b58499499.jpg.html
Druga kreska na teście wydaje się być coraz bardziej konkretną kreską. Wczoraj była bardzo blada, dzisiaj nabrała koloru. Moje kochane dziewczyny, przyjaciółki z ovu wiecie pierwsze. Mój mąż jest daleko, dostanie sms-a.
Jestem bardzo szczęśliwa, ale też pełna niepokoju. Pragnę swojego maleństwa z całego serca. Chce żeby już było bezpieczne z mamusią i tatusiem.
Po złych wynikach badań myślałam, że jestem na ovu ostatnia do zajścia w ciąże, a udało się miesiąc po wynikach. Bądźcie dzielne i nigdy nie traćcie nadziei.
Dziś przypada połowa mojej ciąży
Czuję się coraz lepiej, a wraz z upływem czasu przychodzi coraz większa akceptacja zmieniającego się ciała i zaczyna kiełkować prawdziwa miłość...
Zrobiłam podsumowanie zdobytych ciuszków i mam prośbę o podpowiedzi, co jeszcze muszę kupić zanim mój synuś przewróci mój świat do góry nogami?

Zamówione jest już też łóżeczko, dwa komplety pościeli, dwa prześcieradełka, smoczki, gruszka do noska, ręcznik z kapturem/ rożek kąpielowy.
Skoro jest dokładnie połowa, to musi być dokumentacja

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2014, 11:16
Dzisiejszy dzień zaczyna się kiepsko.Wczorajszy był super (nie wspominając o kasie za wyniki), ale po południu było już gorzej, w pracy doprowadzili mnie do takiego stanu, że się popłakałam. Miałam chęć po prostu pójść sobie do domu. Przykre jest jak obrywasz za innych bo akurat jesteś w pracy, no ale cóż.... Porażka systemu. Nieważne kto zawinił, ważne kto oberwał
Dziś to mi w ogóle się nie chce tam iść. Miałam nie dawać zaświadczenia o ciąży jeszcze , ale jak mi tylko w piątek je lekarka da to dam je w sobotę, pierniczę ich . Mam dość nerwów, może mnie przeniosą na inne stanowisko pracy, mama nadzieję, bo moja lekarka nie da mi jeszcze chorobowego, poza tym chciałam jeszcze troszkę popracować. Wczoraj z nerwów brzuch mnie tak strasznie bolał, taki kujący ból, myślałam że padnę, mam nadzieję że w piątek u lekarza okaże się że wszystko jest w porządku
TRZYMAJCIE KCIUKI DZIEWCZYNKI!!!! Tylko to mi pozostało!!!! Miłego dnia wam życzę 
Życie jest takie niesprawiedliwe.
Kilka dni temu znaleźni w moim miasteczku 2 miesieczne dziecko wywalone na śmietnik.
Poprostu bym tą babę wrrr...
a ja tracę nadzieję, odpuszczam, co ma być to będzie i tyle...
tak bardzo pragnę mojego maleństwa...
Córciu która jesteś tam w niebie ześlij mamusi dzieciątko, będę je kochać najmocniej na świecie i dam mu tyle miłości ile jeszcze nikomu nie dałam ;-( 
Wyć mi się chce, mam cudownego męża, wszystko się jakoś układa tylko nasze maleństwo nie może odnaleźć drogi do swoich rodziców...
Smutno jakoś znowu. Muszę przestać czytać pamiętniki. Przed chwilą przejrzałam 3, wszystkie zakończone ciąża. Mam dziwne przeczucie że mój nigdy się nie zakończy wpisem: ciąża rozpoczęta ... Jeszcze wczoraj pogodziałm się z tym, że się pewnie znowu nie udało, dzisiaj już gorzej. Znowu nie mam sił na jutrzejsze koło. Miesiąc temu było dokładnie to samo. Ile jeszcze takich? Ktoś może powiedzieć że wymyślam i przesadzam, że to dopiero 6 cykl. Dla mnie to już pół roku i nic. Żadnej nadziei, nigdy nie widziałam nawet cienia 2 kreski. Pewnie łatwiej jest ze świadomością że można mieć dzieci, jak się ma już chociaż 1 skarba w domu. A ja czuje się że bładzę po omacku, na ślepo, nic nie wiem.
13+3
Przestałam wierzyć, że dostanę w końcu wyniki przezierności.
Do 3 razy sztuka? Dzisiejsze USG przełożone na jutro.
Wczoraj lekko plamiłam na brązowo. Już wiem dlaczego. Położna podczas pobierania cytologii stwierdziła, że mam brzydką szyjkę macicy. Ledwo zdążyła ją dotknąć patyczkiem a tu chlust! Krew lała się niczym w horrorze. 
Donoszę jednak, że żyć będę.
Ech... moje maleństwo już dość tych niespodzianek.
Jutro jadę na monitor owulacji. Gin zobaczy, czy pęcherzyk dojrzewa.
W związku trochę nam się psuje 
A ja przechodzę kolejne załamanie... miałam wypadek na motocyklu. Jestem uziemiona w domu z noga w gipsie, poobijana, ale w większości cała... co oczywiście nie nastraja do seksu. Noga boli, plecy bolą, zewsząd wychodzą siniaki...
Co z tego, że wypadek nie z mojej winy. I tak się obwiniam, bo może mogłam inaczej zareagować... ale jak debil wyjeżdża wprost przed koło, to czasem nie ma możliwości ucieczki.
Ech.. dlaczego znowu ja... dopiero się pozbierałam po poprzedniej kontuzji. Gdzie tu chęci na miłosne igraszki... mąż też przemęczony, na niego spadła większość obowiązków domowych. Ja nie radzę sobie mając obie ręce zajęte kulami...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2014, 10:48
Za dużo tu nie piszę...ale dziś napiszę jedno...TO STRASZNE,ŻE TAK SIĘ NAKRĘCAM...jak tak dalej będzie to chyba wpadnę w urojoną ciąże...wkurza mnie to!
He i znowu mnie tu dłuuuugo nie było..
A to przez ten natłok w pracy, nie było czasu..
A wiec jak na razie wstrzymuję starania..
Wczoraj byłam u ginekologa i stwierdził, że mam torbiela na jajniku krwawiącego..
Jestem załamana
(
Przepisał mi tabletki anty Asubtela, jak je skończę to mam się do niego wstawić czy jakaś poprawa jest
Boje sie strasznie.. i do tego przerwane starania he..
19+3
No i mamy na liczniku 1,5 kg więcej;p Moja ginka powinna być zadowolona.
Niesamowite jak w ciągu ostatniego tygodnia mnie "wybrzuszyło"
teraz już nie da się ukryć, że jestem w ciąży;)
W poniedziałek poczułam pierwsze kopniaczki Maleństwa - NIESAMOWITE uczucie!!! 
2 DC. I co oczywiście okres od wczoraj. Leje się jak z kranu i skrzepy. Czyli było dobre Endriometrium i co dalej lipa.
Szczerze ja już pomału wysiadam. Nie chce mi się nawet iść do gina..bo znów usłyszę wszystko cudowne i pięknie. A ciąża jak nie ma tak nie ma. Zaczęłam mieć myśli że bym nawet chciał poronić czy mieć ciąża biochemiczna to przynajmniej będę wiedzieć że mogę być w tej ciąży. Nie mogę patrzeć na ciężarna i malutkie dzieci.. płaczę po kątach by mąż nie widział. Córka ciągle pyta się/mówi że chce brat/siostra. Nie wiem co jej mówić serce mi krwawi. Ma jednow pocieszenie różaniec i msza zawsze daje mi to radość i ogrmnia ulgę. Dziś piękny dzień Boże ciało. Córka ostatni raz sypie kwiatki.
Przeczytałam kilka pamiętników, zobaczyłam kilka wykresów - fajnie poczytać o szczęściu ludzi (bo w większości natknęłam się na pamiętniki z happy endem).
Dlaczego mi się jeszcze nie udało? dlaczego nie ja? co ja takiego w życiu złego zrobiłam, że nadal nie mogę cieszyć się macierzyństwem? czy ja w ogóle kiedykolwiek usłyszę "mama" skierowane do mnie?
Już od długiego czasu czuję że jestem z tym sama, mam wrażenie że nikt nie rozumie tego jak mi cholernie ciężko, jak bardzo źle mi z tym że wszystkie koleżanki/znajome dookoła albo rodzą albo zachodzą w ciąże. Gratuluję zazwyczaj ale przez łzy.
A kiedy słyszę o kolejnym zamordowanym dziecku, o porzuconym na śmietniku czy pobitym to pojawia się pytanie gdzie jest sprawiedliwość? dlaczego tu gdzie dziecko dostało by mnóstwo miłości nie ma go a tam gdzie jest niechciane pojawia się i musi cierpieć?
Tyle myśli krąży mi po głowie, tyle pytań bez odpowiedzi... Wszystko krąży wokół jednego - ciąża i dziecko.
Za dużo czytam. Wszystko mi mówi że nie będę mieć dzieci ;(
szanse 50% na 50% ale znając moje szczęście to szanse mam bliskie 0...
Zwariuje do sierpnia czekając na wizytę...
Jak juz wspomnialam powyzej dzisiaj od rana czuje sie beznadziejnie...temperatura mi spadla i odechcialo mi sie wszytkiego, jestem w 26 dc, brzuch mnie zaczal bolec jak na @, a mimo to zrobilam test i wlepialam te swoje galy przez godzine jak ta idiotka w nadzieji, ze zobacze cos czego oczywiscie nie ma...szlak mnie trafia na mnie sama..na to co robie...na to, ze doskonale wiem ze nic z tego i tak nie bedzie a mimo to z drugiej strony dalej sie ludze...glowa mi mowi jedno a serce drugie i tak miesiac w miesiac...ile mozna sie tak katowac do cholery...sama sobie to robie...jeszcze zeby bylo smieszniej to w tym miesiacu mialam hsg co z jednej strony oczywiste jest ze zajsc nie powinnam alenie...ja jeszce bardziej sie nastawilam bo to zwieksza szanse...juz mam dosyc samej siebie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.