Poród martwego dziecka
-
WIADOMOŚĆ
-
Kreska41 to takie smutne ale też piękne co piszesz.
Każda z nas już będzie inna. Zawsze myślałam że mam idealne życie, że takie nieszczęścia może gdzieś się zdarzają ale napewno nie mi..
i właśnie dlatego nie wiem czy zdecyduję się na kolejne dziecko. Czy udźwignę ten ciężar że znowu może coś się wydarzyć. Nawet nie umie sobie tego wyobrazić że miałabym drugi raz starszej córce powiedzieć, że nie będzie siostra na ziemii. -
Nata123 wrote:Kreska41 to takie smutne ale też piękne co piszesz.
Każda z nas już będzie inna. Zawsze myślałam że mam idealne życie, że takie nieszczęścia może gdzieś się zdarzają ale napewno nie mi..
i właśnie dlatego nie wiem czy zdecyduję się na kolejne dziecko. Czy udźwignę ten ciężar że znowu może coś się wydarzyć. Nawet nie umie sobie tego wyobrazić że miałabym drugi raz starszej córce powiedzieć, że nie będzie siostra na ziemii.
Wiem.
Moja trzecia ciaza miala byc ksiazkowa i ttlko slyszalam ze "na pewno wszystko bedzie sobrze". Ale po takich tragediach - dystansyjesz się. Dzień ciazy sie dłuży, wsłuchukesz sie w kazda komórkę ciała.
A pozniej..rodzi sie dziecko i juz jestes szczesliwa,bo.płacze...niemożesz uwieezyć ze ro JUŻ....a pozniej Ono walczy o zycie. A ja wtedy mysle" Boże jak ja powiem.Izabeli ze ta siostra umarła jak Róża".rozumiesz? Bo prawie umarła. A wszystkie badania super.
Ja zylam z dnia na dzień w ciazy i po porodzie...12.12.2019- 4kg,54cm- zdrowa Izabela!
03.10.202💔 3480g,58cm,38tc Różyczka.👼😭
Mutacje hetero pai1 i mthfr1
12.12.24--->II 🤰
8.02.25----> I prenatalne. Bez zastrzeżeń!
22.08.2025---> termin 🙏
Heparyna,acard,metylowany kwas foliowy,...duphrason,
Nie da się zastąpić utraconego dziecka. Ale wiarą w Niego jest niezłomna. Kocham Was dzieci !
Świat rozsypal się jak cienkie lustro. Na miliony kawałków a ja trwam.
Boże,dlaczego wymyśliłeś los człowieka który musi iść przez życie sam? Całkiem Sam. -
Cześć Dziewczyny!
Odebrałam wyniki sekcji. Rozmawiałam też z lekarzem. Przyczyna śmierci był najprawdopodobniej bardzo mocny skręt pępowiny. Czuję ogromną złość do lekarza, że kilka dni wcześniej robił badanie, zatrzymał się na pępowinie, po czym jak spytałam czy z nią wszystko w porządku to powiedział, że wszystko dobrze. A nie było dobrze.. Jak to możliwe, że to zbagatelizował! Przechodzi to moje pojęcie! Teraz jak patrzę na zdjęcia z tego badania to sama widzę, że jest skręt na skręcie. Jak zaufać lekarzom, przy kolejnej ciąży - o ile będzie
badanie robiła podobno wybitna specjalistka, perinatolog. Jak można było to przeoczyć… tyle pytań, tak mało odpowiedzi
wystarczyło odrobina więcej uwagi i ostrożności, a moje dziecko by żyło. Sekcja określiła, że ciąża była donoszona, a to był koniec 34 tygodnia…
-
Cześć Swit,
Przerażające jest to co piszesz.
Strasznie mi przykro! 😥 sama się zastanawiam jak zaufać lekarzom, bo już dawno nie ma we mnie tego zaufania.
Nie wiem czy to brak wiedzy, pośpiech, rutyna czy wszystko po trochu, ale nic nie tlumaczy takich sytuacji, gdy lekarz czegos nie dopatrzy, czy nie zadba nalezycie o pocjentke. Wiem, że nic nie odwroci biegu zdarzeń, ale lekarze powinni odpowiadać za błędy które popełniają.
👱🏻♀️39👴🏻39 + 🐈
starania od III 24'
IV, VIII, XII biochem
I 25' zaczynamy starania z pomocą medyczną
3 cykl z Ovitrelle i mamy fasolkę!
V 25' jest bijące❤️
IX 25' 💔 PPROM w 21T
przeleczony stan zapalny endometrium
wsparcie od imunologa
styczeń 26' nowy początek starań
Jeszcze kiedyś zaświeci dla nas słońce. -
Cześć dziewczyny, chciałabym się podzielić moją historią, wypłakać, poszukać tu wśród Was wsparcia bo nie chce mi się żyć po tym co się stało..
Mam syndrom Ohvira - bardzo rzadki obejmujący brak nerki oraz nieprawidłowości w budowie macicy (przegroda w macicy, pochwie i Ujście do ślepej pochwy)
Poddałam się operacji usunięcia przegród, potem serii bolesnych zabiegów (balonów) i miałam zielone światło na ciążę. Byłam umówiona na invitro ale dzień przed zrobiłam test i okazało się że już jestem w ciąży-naturalnie. Radość niewyobrażalna ale też strach bo w poprzedniej ciąży serduszko dzieciątka nie biło i poroniłam w 8tygodniu.
Wszystko zapowiadało sie książkowo. Malutka rosła, my byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy i cieszyliśmy się z każdego dnia. W 20 tygodniu ciąży okazało się że szyjka się mocno skróciła (do 11mm) więc założono mi szew ratunkowy oraz brałam progesteron. W 24 tygodniu pojawiła się cukrzyca ciążowa. Brałam insulinę na noc i ściśle trzymałam diety.. W 26 tygodniu ciąży podczas USG okazało się że moja córka nie rośnie w swoim tempie a wód płodowych jest niewiele
dali mi nadzieję że jeśli wezmę 2 zastrzyki sterydowe (na rozwój płuc dziecka) to urodzi sie przedwcześnie ale będzie w inkubatorze i będą ją ratować. Niestety drugiego zastrzyku już nie zdążyłam wziąć 😭 26.01 jeszcze było w porządku. Podpięli mnie pod KTG i słuchałam bicia serduszka córki, pobrali mi krew do badań i podali ten zastrzyk. Następnego dnia rano ponowne KTG które zaniepokoiło położną bo serduszko „uciekało”. Postanowiła wezwać lekarza który zrobił usg i tam wyszło że serduszko już nie bije 😭 dostałam tabletki na wywolanie porodu i tego samego dnia wieczorem coreczka przyszła na świat. Okazało się że miałam infekcję wewnątrzmaciczna i to było jednym z głównych powodów obumarcia (drugim powodem było niewydolne łożysko)
Nie wiem jak z tym żyć, to było nasze ogromne marzenie i nikt się nie spodziewał że dojdzie do takiej tragedii 😭
Miałam ją przynieść bezpiecznie do domu w nosidełku a nie w urnie 😭 błagam powiedzcie jak sobie z tym poradzić, co Wam kochane kobiety „pomogło” jakkolwiek. Boli teraźniejszość ale boli też przyszłość, do pokoiku córki nie jestem w stanie wejść, wszystko mi o niej przypomina. Tęsknię za kopniakami, za brzuszkiem, za mówieniem do niej, za nią ! 😭 miała być tu z nami.. serce mam rozdarte na milion kawałków, codziennie gdy wstaje uczy się bić na nowo z marnym skutkiem, całe ciało boli 😭😭
-
PamOhviraNL wrote:Cześć dziewczyny, chciałabym się podzielić moją historią, wypłakać, poszukać tu wśród Was wsparcia bo nie chce mi się żyć po tym co się stało..
Mam syndrom Ohvira - bardzo rzadki obejmujący brak nerki oraz nieprawidłowości w budowie macicy (przegroda w macicy, pochwie i Ujście do ślepej pochwy)
Poddałam się operacji usunięcia przegród, potem serii bolesnych zabiegów (balonów) i miałam zielone światło na ciążę. Byłam umówiona na invitro ale dzień przed zrobiłam test i okazało się że już jestem w ciąży-naturalnie. Radość niewyobrażalna ale też strach bo w poprzedniej ciąży serduszko dzieciątka nie biło i poroniłam w 8tygodniu.
Wszystko zapowiadało sie książkowo. Malutka rosła, my byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy i cieszyliśmy się z każdego dnia. W 20 tygodniu ciąży okazało się że szyjka się mocno skróciła (do 11mm) więc założono mi szew ratunkowy oraz brałam progesteron. W 24 tygodniu pojawiła się cukrzyca ciążowa. Brałam insulinę na noc i ściśle trzymałam diety.. W 26 tygodniu ciąży podczas USG okazało się że moja córka nie rośnie w swoim tempie a wód płodowych jest niewiele
dali mi nadzieję że jeśli wezmę 2 zastrzyki sterydowe (na rozwój płuc dziecka) to urodzi sie przedwcześnie ale będzie w inkubatorze i będą ją ratować. Niestety drugiego zastrzyku już nie zdążyłam wziąć 😭 26.01 jeszcze było w porządku. Podpięli mnie pod KTG i słuchałam bicia serduszka córki, pobrali mi krew do badań i podali ten zastrzyk. Następnego dnia rano ponowne KTG które zaniepokoiło położną bo serduszko „uciekało”. Postanowiła wezwać lekarza który zrobił usg i tam wyszło że serduszko już nie bije 😭 dostałam tabletki na wywolanie porodu i tego samego dnia wieczorem coreczka przyszła na świat. Okazało się że miałam infekcję wewnątrzmaciczna i to było jednym z głównych powodów obumarcia (drugim powodem było niewydolne łożysko)
Nie wiem jak z tym żyć, to było nasze ogromne marzenie i nikt się nie spodziewał że dojdzie do takiej tragedii 😭
Miałam ją przynieść bezpiecznie do domu w nosidełku a nie w urnie 😭 błagam powiedzcie jak sobie z tym poradzić, co Wam kochane kobiety „pomogło” jakkolwiek. Boli teraźniejszość ale boli też przyszłość, do pokoiku córki nie jestem w stanie wejść, wszystko mi o niej przypomina. Tęsknię za kopniakami, za brzuszkiem, za mówieniem do niej, za nią ! 😭 miała być tu z nami.. serce mam rozdarte na milion kawałków, codziennie gdy wstaje uczy się bić na nowo z marnym skutkiem, całe ciało boli 😭😭
Cześć 🤍
Bardzo mi przykro…sama wiem, że nie ma tu dobrych słów pocieszenia... Życzę Ci z całego serca, żeby każdy kolejny dzień przynosił Ci coraz więcej swiatla i ukojenia 🤍
U mnie minęły ponad trzy miesiące od śmierci synka. Bywają bardzo trudne dni, ale też są takie, kiedy jest lżej. Mi pomaga psychoterapia, spacery..przeczytałam historie na tym forum i samo to, że jest ktoś kto wie jakie uczucia mną targają jest jest ważne. Pomaga mi.
Jest taka fundacja eMOCja - tam jest dużo historii dot. śmierci dziecka. Można też uzyskać wsparcie. Jest też fundacja „dwie kreski”. Warto zajrzeć…
Przytulam Cię bardzo mocno myślami ❤️
-
Swit wrote:Cześć 🤍
Bardzo mi przykro…sama wiem, że nie ma tu dobrych słów pocieszenia... Życzę Ci z całego serca, żeby każdy kolejny dzień przynosił Ci coraz więcej swiatla i ukojenia 🤍
U mnie minęły ponad trzy miesiące od śmierci synka. Bywają bardzo trudne dni, ale też są takie, kiedy jest lżej. Mi pomaga psychoterapia, spacery..przeczytałam historie na tym forum i samo to, że jest ktoś kto wie jakie uczucia mną targają jest jest ważne. Pomaga mi.
Jest taka fundacja eMOCja - tam jest dużo historii dot. śmierci dziecka. Można też uzyskać wsparcie. Jest też fundacja „dwie kreski”. Warto zajrzeć…
Przytulam Cię bardzo mocno myślami ❤️
Dziękuję 😭😭😭😭 to tak okropnie boli
Szukam wsparcia w fundacjach i zaczynam terapię od czwartku
Dziękuję za Twoją wiadomość, dała mi nadzieję 😭❤️
Również przytulam i łączę się w bólu ❤️🩹
-
PamOhviraNL wrote:Dziękuję 😭😭😭😭 to tak okropnie boli
Szukam wsparcia w fundacjach i zaczynam terapię od czwartku
Dziękuję za Twoją wiadomość, dała mi nadzieję 😭❤️
Również przytulam i łączę się w bólu ❤️🩹
Dziękuję ❤️
odsłuchałam też wywiady z rodzicami, którzy stracili dzieci. Są to historie o stratach na różnym etapie. Tu jest namiar na stronę: centrumemocja.pl
Super, że idziesz do psychologa. Mam nadzieje, że przyniesie Ci to choć trochę ukojenia ❤️
-
PamOhviraNL wrote:Cześć dziewczyny, chciałabym się podzielić moją historią, wypłakać, poszukać tu wśród Was wsparcia bo nie chce mi się żyć po tym co się stało..
Mam syndrom Ohvira - bardzo rzadki obejmujący brak nerki oraz nieprawidłowości w budowie macicy (przegroda w macicy, pochwie i Ujście do ślepej pochwy)
Poddałam się operacji usunięcia przegród, potem serii bolesnych zabiegów (balonów) i miałam zielone światło na ciążę. Byłam umówiona na invitro ale dzień przed zrobiłam test i okazało się że już jestem w ciąży-naturalnie. Radość niewyobrażalna ale też strach bo w poprzedniej ciąży serduszko dzieciątka nie biło i poroniłam w 8tygodniu.
Wszystko zapowiadało sie książkowo. Malutka rosła, my byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy i cieszyliśmy się z każdego dnia. W 20 tygodniu ciąży okazało się że szyjka się mocno skróciła (do 11mm) więc założono mi szew ratunkowy oraz brałam progesteron. W 24 tygodniu pojawiła się cukrzyca ciążowa. Brałam insulinę na noc i ściśle trzymałam diety.. W 26 tygodniu ciąży podczas USG okazało się że moja córka nie rośnie w swoim tempie a wód płodowych jest niewiele
dali mi nadzieję że jeśli wezmę 2 zastrzyki sterydowe (na rozwój płuc dziecka) to urodzi sie przedwcześnie ale będzie w inkubatorze i będą ją ratować. Niestety drugiego zastrzyku już nie zdążyłam wziąć 😭 26.01 jeszcze było w porządku. Podpięli mnie pod KTG i słuchałam bicia serduszka córki, pobrali mi krew do badań i podali ten zastrzyk. Następnego dnia rano ponowne KTG które zaniepokoiło położną bo serduszko „uciekało”. Postanowiła wezwać lekarza który zrobił usg i tam wyszło że serduszko już nie bije 😭 dostałam tabletki na wywolanie porodu i tego samego dnia wieczorem coreczka przyszła na świat. Okazało się że miałam infekcję wewnątrzmaciczna i to było jednym z głównych powodów obumarcia (drugim powodem było niewydolne łożysko)
Nie wiem jak z tym żyć, to było nasze ogromne marzenie i nikt się nie spodziewał że dojdzie do takiej tragedii 😭
Miałam ją przynieść bezpiecznie do domu w nosidełku a nie w urnie 😭 błagam powiedzcie jak sobie z tym poradzić, co Wam kochane kobiety „pomogło” jakkolwiek. Boli teraźniejszość ale boli też przyszłość, do pokoiku córki nie jestem w stanie wejść, wszystko mi o niej przypomina. Tęsknię za kopniakami, za brzuszkiem, za mówieniem do niej, za nią ! 😭 miała być tu z nami.. serce mam rozdarte na milion kawałków, codziennie gdy wstaje uczy się bić na nowo z marnym skutkiem, całe ciało boli 😭😭
Cześć, bardzo mi przykro, że Ciebie też to spotkało. U mnie minęły 4 miesiące a dalej ciężko jest. Ale już widzę jakieś cele dalsze. Bez psychoterapii nie dałabym rady. To co mi pomagało przetrwać na początku to właśnie szukanie wsparcia w podobnych historiach w internecie i zadaniowosc ( trochę zmuszanie się do życia, planowanie aktywności, spacerów itp). Bardzo łatwo z etapu żałoby przejść do depresji klinicznej. Dbaj o siebie! Nikt nie zrozumie nas, kto tego nie przeżył. Mam nadzieję że to nie przekreśla Waszych starań i kiedyś wyjdzie słońce..
-
Swit wrote:Cześć Dziewczyny!
Odebrałam wyniki sekcji. Rozmawiałam też z lekarzem. Przyczyna śmierci był najprawdopodobniej bardzo mocny skręt pępowiny. Czuję ogromną złość do lekarza, że kilka dni wcześniej robił badanie, zatrzymał się na pępowinie, po czym jak spytałam czy z nią wszystko w porządku to powiedział, że wszystko dobrze. A nie było dobrze.. Jak to możliwe, że to zbagatelizował! Przechodzi to moje pojęcie! Teraz jak patrzę na zdjęcia z tego badania to sama widzę, że jest skręt na skręcie. Jak zaufać lekarzom, przy kolejnej ciąży - o ile będzie
badanie robiła podobno wybitna specjalistka, perinatolog. Jak można było to przeoczyć… tyle pytań, tak mało odpowiedzi
wystarczyło odrobina więcej uwagi i ostrożności, a moje dziecko by żyło. Sekcja określiła, że ciąża była donoszona, a to był koniec 34 tygodnia…
Ja właśnie czekam na wyniki sekcji ale już dzwonił do mnie lekarz z informacją że nic nie wyszło w sekcji poza właśnie skutki niedotlenienia. U mnie też dzień wcześniej było usg, ale mimo tego że po tym jeszcze 5 razy miałam ktg , to nikt w szpitalu nie zauważył nic niepokojącego. U mnieto była raczej sprawa nagła nie do przewidzenia, ale u Ciebie.. niby oglądała tą pępowinę. Gdzieś słyszałam że większość dzieci jest owiniętych pępowina. Chciałabym wierzyc że i w waszym przypadku nie dało się tego przewidzieć. Tak chyba jest łatwiej -
Swit u mnie tak samo przyczyną śmierci synka była pępowina, nie była skręcona ale miał trzy pętle na szyi i szelki z pępowiny. Chodziłam do podobno jednego z najlepszych lekarzy w Krakowie do prowadzenia ciąży, na każdej wizycie miałam przepływu, wizyty były częściej niż standardowo. Na ostatniej wizycie byłam u jeszcze innej lekarki a 5 dni później synek nie żył. Podobno powinno być to kontrolowane bardziej jeśli lekarz zauważyłby te pętle. Nie mam pojęcia jak doszło do tego, że nikt tego nie zauważył lub nam o tym nie powiedział
Synek spadał w centylach ale podawali inną przyczynę i nadal było to na dolnej normie. Na dwóch ostatnich wizytach obie lekarki zapewniały mnie że wszystko jest super w USG
.. Nie wiem jak w następnej ewentualnej ciąży znaleźć lekarza godnego zaufania, który nic by nie zbagatelizował. Z tego co się dowiadywałam jedni mówią, że nic z tym się nie da zrobić bo dziecko może się odkręcić, nie widać czy jest to zaciśnięte a dzieci rodzą się żywe nawet z pętlami z pępowiny a jeszcze inni, że błędem było to, że nie było nam to powiedziane i kontrolowane.
Przykro mi, że są tu nowe osoby
U mnie minęło już prawie 6 miesięcy. Zaczynam akceptować, że będzie to już życie z takim codziennym bólem w tle (przynajmniej na razie tak to wygląda). Mysle sobie po tym wszystkim, że celem życia jest żeby radzić sobie ze wszystkim co nas spotyka a nie jest to niestety koncert życzeń. Nigdy nie zrozumiem czemu akurat my musimy przez to przechodzić... Staram się być wdzięczna, że synek był z nami tyle ile mógł i nie chce żeby pozostał po nim tylko ból. To mnie motywuje żeby mimo wszystko jakoś dalej żyć. Są lepsze i gorsze dni ale fale bólu nie są już tak rozrywające. Funkcjonuje w końcu normalnie (mogę spać, skupić się, nie płacze całymi dniami, spotkałam się z ludźmi) jedynie dopiero za miesiąc wracam do pracy. Myśle, że warto sobie pozwalać na początku na słabość, wszystkie emocje ale po czasie spróbować się w końcu podnosić żeby po istnieniu naszych dzieci nie został tylko ból i nic więcej. Zaczynam widzieć, że obok niego moze istnieć też radość, wdzięczność. Nie słuchajcie tekstów, że ból jest tylko gorszy po czasie, że nie da się żyć. Myślę, że to od nas dużo zależy czy się podniesiemy czy damy się utopić w tym smutku. Pierwsze 3 prawie 4 miesiące były najgorsze, nie widziałam cienia nadziei. Pomogła mi psycholog, pozwalałam sobie na wszystkie emocje, zostanie na L4 w końcu zdecydowałam się też na sertraline żeby móc wrócić do pracy w otoczeniu małych dzieci, obecnie siedzenie w domu już nie jest dobre, mam za dużo czasu na myślenie więc od marca wracam🙃Przytulam was wszystkie bardzo mocno ☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora: 2 lutego, 12:40
-
Tysia0519 wrote:Swit u mnie tak samo przyczyną śmierci synka była pępowina, nie była skręcona ale miał trzy pętle na szyi i szelki z pępowiny. Chodziłam do podobno jednego z najlepszych lekarzy w Krakowie do prowadzenia ciąży, na każdej wizycie miałam przepływu, wizyty były częściej niż standardowo. Na ostatniej wizycie byłam u jeszcze innej lekarki a 5 dni później synek nie żył. Podobno powinno być to kontrolowane bardziej jeśli lekarz zauważyłby te pętle. Nie mam pojęcia jak doszło do tego, że nikt tego nie zauważył lub nam o tym nie powiedział
Synek spadał w centylach ale podawali inną przyczynę i nadal było to na dolnej normie. Na dwóch ostatnich wizytach obie lekarki zapewniały mnie że wszystko jest super w USG
.. Nie wiem jak w następnej ewentualnej ciąży znaleźć lekarza godnego zaufania, który nic by nie zbagatelizował. Z tego co się dowiadywałam jedni mówią, że nic z tym się nie da zrobić bo dziecko może się odkręcić, nie widać czy jest to zaciśnięte a dzieci rodzą się żywe nawet z pętlami z pępowiny a jeszcze inni, że błędem było to, że nie było nam to powiedziane i kontrolowane.
Przykro mi, że są tu nowe osoby
U mnie minęło już prawie 6 miesięcy. Zaczynam akceptować, że będzie to już życie z takim codziennym bólem w tle (przynajmniej na razie tak to wygląda). Mysle sobie po tym wszystkim, że celem życia jest żeby radzić sobie ze wszystkim co nas spotyka a nie jest to niestety koncert życzeń. Nigdy nie zrozumiem czemu akurat my musimy przez to przechodzić... Staram się być wdzięczna, że synek był z nami tyle ile mógł i nie chce żeby pozostał po nim tylko ból. To mnie motywuje żeby mimo wszystko jakoś dalej żyć. Są lepsze i gorsze dni ale fale bólu nie są już tak rozrywające. Funkcjonuje w końcu normalnie (mogę spać, skupić się, nie płacze całymi dniami, spotkałam się z ludźmi) jedynie dopiero za miesiąc wracam do pracy. Myśle, że warto sobie pozwalać na początku na słabość, wszystkie emocje ale po czasie spróbować się w końcu podnosić żeby po istnieniu naszych dzieci nie został tylko ból i nic więcej. Zaczynam widzieć, że obok niego moze istnieć też radość, wdzięczność. Nie słuchajcie tekstów, że ból jest tylko gorszy po czasie, że nie da się żyć. Myślę, że to od nas dużo zależy czy się podniesiemy czy damy się utopić w tym smutku. Pierwsze 3 prawie 4 miesiące były najgorsze, nie widziałam cienia nadziei. Pomogła mi psycholog, pozwalałam sobie na wszystkie emocje, zostanie na L4 w końcu zdecydowałam się też na sertraline żeby móc wrócić do pracy w otoczeniu małych dzieci, obecnie siedzenie w domu już nie jest dobre, mam za dużo czasu na myślenie więc od marca wracam🙃Przytulam was wszystkie bardzo mocno ☺️
Cześć, muszę napisać bo jestem
Pod wrażeniem że tak świetnie sobie radzisz. Ja staram się , ale chyba nie do końca umiem nadać myślą taki ton jaki chciałby rozum. Funkcjonuje normalnie jak zaplanuje sobie cały dzień, ale jak tylko jestem sama to ten ból jest tak ogromny. Nie umiem sobie wyobrazić że kiedyś nie będę tak mocno tęsknić. Wiem że nie zapomnimy nigdy i nawet oczywiście nie chce.
Bardzo podziwiam Cię i trzymam kciuki za powrót do pracy. Daj koniecznie znać jak poszło.
Ja chyba wracam też za miesiac , ale nie umiem sobie wyobrazić tego jeszcze.
Chciałabym już chyba myśleć o kolejnej ciąży ale nie wiem czy ostatecznie się odważę na to.
-
Nata123 nie zawsze jest tak dobrze... Mam też gorsze dni kiedy myślę, że nie chce się żyć, że to takie trudne bez niego, złoszczę się na cały świat i dalej zdarza się płakać ale koniec końców zawsze się z tego podnoszę i już przeważają dni lżejsze. Nie wiem w jakim stopniu pomagają mi leki ale zauważyłam, że poprawia mi się jak zaczęłam je brać i jak wyjechaliśmy z mężem na kilka tygodni z Polski. Mogliśmy zmienić otoczenie, dostrzec że mamy jeszcze siebie i dla siebie nawzajem musimy się zacząć zbierać.
Ogólnie nie ma dnia żebym o synku nie myślała i nie tęskniła ale wiem, że doprowadziłabym się do szaleństwa i zatopiła w tym smutku jakbym nie próbowała jakoś pozytywniej myśleć i wiem, że on tez by chciał żeby rodzice dali sobie z tym radę. Staram się zaakceptować, że ten ból, tęsknota będzie i jakoś z nim u boku żyć. Mam nadzieję, że po śmierci coś jeszcze jest , że to nie koniec oraz, że on jakoś czuje miłość z jaką o nim myślę.
Za kilka dni planuje sobie terapię szokową - chce spotkać się z przyjaciółką i poznać jej miesięczną córeczkę. Jak się po tym nie posypie to wracam do pracy. Tłumaczę sobie że nic mnie nie będzie bardziej boleć od straty synka a z tym bólem żyje już każdego dnia.
Zaczęłam też badania u ginekologa i rozpoczynamy starania, chociaż nie jest to prosta decyzja. Miałaś rację, pisząc mi kiedyś, że po czasie dochodzi się do tego, że czas przerwy od starań jest potrzebny i trochę inaczej się myśli po czasie. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się zaryzykować i zobaczymy jak się to potoczy. Myślę, że tego strachu nigdy całkowicie się nie pozbędziemy po naszych przejściach.
Trzymam kciuki żebyś się nie poddała i zawalczyła o kolejnego dzidziusia.
Wszystkie tu jesteśmy silne, Ty również, ponieważ w ogóle jakoś dalej żyjemy. Pewnie każda z nas miała na początku różne myśli po stracie maleństwa i różnie mogły się one skończyć... -
Podziwiam Cię Tysia, w związku z Twoją planowaną terapia szokową. Ja w bliskim otoczeniu też mam małe dziecko, i samo choćby wspomnienie o nim powoduje u mnie tak silne emocje, że nie jestem w stanie tego opisać i udźwignąć.
Ja wracam do pracy za 3 tygodnie. Dostałam info, że mnie tam potrzebują więc zgodziłam się wrócić. Ale jak to przeżyję to nie wiem. -
Swit ja straciłam synka w sierpniu, jeszcze miesiąc temu miałam jak ty ale zaczęłam z tym walczyć bo ten strach nie mijał z biegiem czasu
a do pracy jakoś wrócić trzeba. Już nie płacze na widok dzieci, nie telepią mi się ręce, jest ból ale nikt go przynajmniej po mnie nie widzi. Boje się zobaczyć maluszka ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. Inaczej chyba trzeba będzie zmienić pracę.
Mam nadzieję, że dasz radę u siebie w pracy. Chyba najtrudniejsze będą pierwsze dni ale może pozwoli się nam to trochę oderwać od nadmiernego myślenia. Trzymam za Ciebie kciuki. -
Dziewczyny a czy któraś z was miała cc? To jeden z powodów dlaczego boję się tak kolejnej ciąży. Nie wiem kiedy jest bezpieczny termin na starania. Tyle różnych rzeczy się naczytalam o ciąży po cc że i tego się boje że wszystkie z tym związane powikłania się wydarzą.
Ja najbardziej w powrocie do pracy boję się pytań, współczucia i tego że się kompletnie rozkleję. Ale pewnie tak jak piszecie.. najgorsze będą pierwsze dni a potem będzie już dobrze. Musimy to przetrwać po prostu. Może będzie tak, że nikt nie będzie nic mówił.. -
Ja nie miałam cc, ale ostatnio byłam u lekarza i moje starania o dziecko zostały wstrzymane o kolejne 3 miesiące. Endometrium źle się goi, hormony „rozjechane”… Lekarz mówi, że przyjmuje się, że po porodzie naturalnym można się starać o ciążę po trzecim miesiącu, ale zazwyczaj dla organizmu jest to za wcześnie i że 6 miesięcy to jest bezpieczniejsza opcja. Więc czekam.. wielka lekcja cierpliwości. Oczywiście, równocześnie jestem przerażona tym, że przecież jeśli się uda to znowu może COŚ złego się wydarzyć i co jeśli się wydarzy. Nie wiem jak to przetrwam chyba jakoś przetrwam… najgorsze już chyba w życiu przeżyłam, przeżywam i jakoś daje rade.
Ja też się boję pytań - najbardziej tego. Spotkanie z ludźmi z pracy, to jest jak siedzenie na bombie i czekanie aż padnie TO pytanie. Mi pozwolili pracować częściowo zdalnie (właściwie sami to zaproponowali), żebym nie musiała się narażać. Ale wiem, że tego nie uniknę. Moja koleżanka, ma przed moim powrotem powiedzieć co niektórym z pracy, żeby nie pytali i traktowali mnie normalnie. Może u Ciebie jest też ktoś taki, kto przygotuje zespół na Twój powrót? -
W sumie dodatkowe 3 miesiące możesz wykorzystać jak najlepiej na przygotowania do ciąży. Zdrowy styl życia, ewentualne jeszcze jakieś badania. To w zasadzie już za chwilkę. Czytałam gdzieś że komórki jajowe zaczynają dojrzewać ( ten ostateczny etap) 3 miesiące przed owulacją więc akurat

Daj koniecznie znać jak idą starania!
Chyba każda z nas boi się kolejnej ciąży
Bardzo miło że zaproponowali Ci taką formę powrotu do pracy, to mega wsparcie.
Swit lubi tę wiadomość
-
U mnie niektórzy znajomi w ogóle nie poruszają tego tematu w czasie spotkań, są też tacy co zapytają jak sobie radzimy i to jest dla mnie ok ale najgorzej właśnie jak ktoś zaczyna dopytywać o to co się wydarzyło, mówi teksty typu- że Bóg tak chciał albo tak miało być lub traktuje mnie inaczej.
Musimy chyba to przejść
Mi po naturalnym porodzie lekarz zaproponował biopsję endometrium żeby sprawdzić czy nie został jakiś stan zapalny. Czekam póki co na wyniki, później drożność i stymulacje. Miałam problem z niepłodnością już przed ciążą z synkiem dlatego od razu zaczynamy z lekami.
Spotkałam się dziś też pierwszy raz z przyjaciółką i jej malutką córeczką. Myślałam, że dam radę ale weszłam tam zobaczyłam malutką i się posypałam... Popłakałam się ale koleżanka mnie przytuliła, jak się uspokoiłam wzięłam małą na ręce i ucieszyłam się że ona żyje, że jest zdrowa. Zaczęłam patrzeć na nią jak na konkretne inne dziecko. W pierwszym momencie było najtrudniej jak jej malutkie rączki, wygląd z daleka skojarzyły mi się z synkiem. Mojej koleżance też było trudno ale jest bardzo empatyczna, wspierająca np.jak chciała małą nakarmić pytała czy dam radę. Z kimś innym na pewno trudno byłoby mi przez to przejść i chyba bym się nie odważyła. Teraz ciesze się że sie przełamałam i mam nadzieję, że nie będę już odwracać wzroku od bobasów. Zmotywowało mnie po tym bardziej do starań o kolejne dziecko.
Nie powiem, że było lekko bo bardzo trudno na początku spotkania.



