Partner Akcji

AKCJA "SUPLEMENTY Z SENSEM"

Męska płodność - jakie składniki naprawdę warto suplementować w czasie starań o dziecko?
SPRAWDŹ
Partner Akcji

AKCJA "SUPLEMENTY Z SENSEM"

Dziewczyny, czas zadbać o męską płodność!
1 saszetka pełna mocy dla wsparcia jakości nasienia 🔥
SPRAWDŹ
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Forum Poronienie Poród martwego dziecka
Odpowiedz

Poród martwego dziecka

Oceń ten wątek:
  • 2+2+2 Debiutantka
    Postów: 7 0

    Wysłany: 13 listopada 2025, 22:16

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    olinka1011 wrote:
    straciłam ciążę w 21 tygodniu, byłam na L4 96 dni, jestem na skróconym urlopie 56 dni - jezeli bym poszla na chorobowe po tym macierzynskim to musze sie pojawic w pracy chociaz na 1 dzien? to ma jakieś znaczenie?

    Na mój stan wiedzy mozesz mieć L4 182 dni i później musi być przerwa 60 dni żeby ten okres naliczał się na nowo. Masz wykorzystane 96. Macierzyński był za krótki więc dalej będa się doliczaly dni do tamtego okresu czyli możesz jeszcze mieć 86 dni a później będziesz musiała jak coś zmienić na zasiłek rehabilitacyjny. Jeśli uważasz że to za mało albo nie chcesz się starać o ten zasiłek to możesz teraz iść na kilka dni urlopu, wracać nie musisz fizycznie do pracy. Razem z macierzyńskim będziesz miała przerwę w zwolnieniu 60 dni. I kolejne zwolnienie będzie już nowym okresem i wtedy możesz znowu do 182 dni być na L4.

  • Tysia0519 Debiutantka
    Postów: 6 0

    Wysłany: 13 listopada 2025, 23:00

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    bezsilna08 wrote:
    Tysia0519 czytając Twój wpis miałam wrażenie, że czytam swoje aktualne myśli. Tak bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Też straciłam swojego pierwszego wymarzonego synka w 39tc w lipcu tego roku, więc w podobnym czasie co Ty. Nadal mam chwile kiedy nie potrafię uwierzyć w to co się wydarzyło. Wokół mnie wszystkie znajome urodziły zdrowe dzieci. Tak bardzo się cieszyłam, że będę z nimi spacerowała z wózkiem i mój synek będzie miał tyle rówieśników. Tymczasem odcięłam się od większości znajomych i nie potrafię wrócić do normalnego życia.

    W moim otoczeniu też nikogo nie spotkała taka tragedia, dlatego tak trudno jest się z tym pogodzić… Bo dlaczego akurat ja?

    Mimo, że minęły ponad 3 miesiące to ja jeszcze nie jestem w stanie wrócić do pracy… Mam nadzieję, że od nowego roku psychicznie będzie lepiej.

    Strasznie mi przykro, że też przez to przechodzisz. Też właśnie mam takie momenty, czy to naprawdę moje życie i moja historia... Najgorsze dla mnie są poranki, wtedy najmocniej do mnie dociera co się wydarzyło.

    Siostra ma synka, który ma 3 lata ale też boli patrzeć z boku na jej relacje z synkiem i np. momenty kiedy ona kupuje mu książeczkę a ja dla swojego synka kwiatki na grób. Bardzo mocno dotykają takie sytuacje, gdzie w głowie od razu pojawia się jak powinno być u nas. Chyba dlatego zaczęłam się coraz bardziej izolować żeby nie dokładać sobie bólu, nie czuć się źle i właśnie chociażby żeby uniknąć tego widoku kobiet spacerujących z wózkami. W domu jest jakoś bezpieczniej... Pomaga mi jedynie rozmowa z psychologiem, to że ją poznałam w szpitalu to takie moje szczęście w nieszczęściu.

    Najgorsze jak psychicznie wytrwać ewentualną kolejną ciążę. Chodziłam do jednego z podobno najlepszych lekarzy w miejscowości, miałam częstsze wizyty niż normalnie i to nic nie dało... Nikt mi nie powiedział, że dziecko jest tak bardzo poobkręcane pępowiną. Z własnej inicjatywy zrobiłam ktg w 36 tygodniu ciąży. Lekarka nie miała żadnych wątpliwości, że jest prawidłowe a kilka dni później synek już nie żył. Po wszystkim okazało się że po ktg było widać, że dziecko przyciskało momentami pępowinę. Nie rozumiem czemu nikt o tym nie informuje, zakładając, że śmierć dziecka z powodu kolizji pępowinowej to rzadkość. W kolejnej ciąży nie wiem jak miałoby wyglądać moje zaufanie do lekarzy i jak nie oszaleć chociażby z kontrolowaniem ruchów dziecka :(

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 14 listopada 2025, 21:27

  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 14 listopada 2025, 00:10

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Tysia0519 wrote:
    Hej dziewczyny, bardzo mi przykro, że każdą z was, która tu jest spotkała taka tragedia :( Ja też urodziłam martwego synka w sierpniu, w 37 tygodniu zdrowej ciąży, synek udusił się pępowiną. Podziwiam wszystkie mamy, które się po tym pozbierały i odważyły się zawalczyć o kolejne dziecko.
    Bez synka nie chce się żyć, nie mam dzieci, o małego staraliśmy się prawie 2 lata, jedynie trzymam się dla mojego męża ale przeraża mnie perspektywa takiego ciężkiego życia już do końca. Boje się, że nawet jeśli jeszcze kiedyś uda mi się zajść w ciążę nic nie będzie w stanie mnie cieszyć ani sprawić że będzie się żyło lżej.
    Czy udało wam się pozbyć z czasem poczucia winy, że coś można było wyczuć albo zrobić inaczej? ciągle to do mnie wraca :/.
    Ile czasu byłyście na L4? Też źle mi z tym że siedzę na zwolnieniu a z drugiej strony praca z dziećmi i powrót do ludzi mnie przytłacza. Czy psychiatra nigdy nie robił problemu i przedłużał zwolnienie?

    Ja bardzo się obwinialam, dalej wciąż trochę się obwiniam, ale już z każdym dniem mniej. wszyscy mi powtarzają cierpliwie że to nie moja wina. Bliscy, psycholog, a przede wszystkim lekarze- i to chyba ich slowa najbardziej do mnie trafiają. To ze wypowiadałam na głos swoje wątpliwości, a oni cierpliwie temu zaprzeczają. I utwierdzają mnie że nie mogłam nic zobaczyć. To dosłownie godziny które spędzili ze mną.

    Ja tak samo szukalam i szukam przyczyny. I pewnie wszystkie potrzebujemy znać odpowiedz na pytanie dlaczego.

    Co odpowiedziałabyś każdej z nas? No właśnie ..

    To nie nasza wina. Gdybyśmy wiedziały że coś złego sie dzieje, że tak to się skończy na pewno byśmy zareagowały.

    Nie jestem lekarzem, ale nie umiem sobie wyobrazić jak w Twojej sytuacji miałabyś zauważyć że to sie wydarzyło.

    Mi pomaga zadaniowosc i pozwolenie sobie na życie innymi sprawami. Mam gorszy czas, nawet większość gorszego czasu, ale coraz wiecej chyba i tego dobrego. Posłuchaj siebie i nie myśl co wypada , co trzeba. Rozmowa z psychologiem jest nieoceniona. Nie wiem jak on to robi ale po wizycie czuje się dużo lepiej.

    Niby wiemy że takie rzeczy się dzieją, ale nie pomyślimy że i nam mogą się przytrafic.

    One po prostu się zdarzają regularnie , ale bardzo często nie wśród naszego otoczenia, albo nie chwali się tym nikt. Dlatego wiemy że się dzieją ale często nie widzimy ich w bliskim otoczeniu.

    Bardzo mi przykro że to Cię spotkało :( bardzo mocno trzymam kciuki i wierzę że zaświeci słońce i pojawi się tęcza.



    Wiadomość wyedytowana przez autora: 14 listopada 2025, 00:28

  • Tysia0519 Debiutantka
    Postów: 6 0

    Wysłany: 14 listopada 2025, 13:16

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nata123 wrote:
    Ja bardzo się obwinialam, dalej wciąż trochę się obwiniam, ale już z każdym dniem mniej. wszyscy mi powtarzają cierpliwie że to nie moja wina. Bliscy, psycholog, a przede wszystkim lekarze- i to chyba ich slowa najbardziej do mnie trafiają. To ze wypowiadałam na głos swoje wątpliwości, a oni cierpliwie temu zaprzeczają. I utwierdzają mnie że nie mogłam nic zobaczyć. To dosłownie godziny które spędzili ze mną.

    Ja tak samo szukalam i szukam przyczyny. I pewnie wszystkie potrzebujemy znać odpowiedz na pytanie dlaczego.

    Co odpowiedziałabyś każdej z nas? No właśnie ..

    To nie nasza wina. Gdybyśmy wiedziały że coś złego sie dzieje, że tak to się skończy na pewno byśmy zareagowały.

    Nie jestem lekarzem, ale nie umiem sobie wyobrazić jak w Twojej sytuacji miałabyś zauważyć że to sie wydarzyło.

    Mi pomaga zadaniowosc i pozwolenie sobie na życie innymi sprawami. Mam gorszy czas, nawet większość gorszego czasu, ale coraz wiecej chyba i tego dobrego. Posłuchaj siebie i nie myśl co wypada , co trzeba. Rozmowa z psychologiem jest nieoceniona. Nie wiem jak on to robi ale po wizycie czuje się dużo lepiej.

    Niby wiemy że takie rzeczy się dzieją, ale nie pomyślimy że i nam mogą się przytrafic.

    One po prostu się zdarzają regularnie , ale bardzo często nie wśród naszego otoczenia, albo nie chwali się tym nikt. Dlatego wiemy że się dzieją ale często nie widzimy ich w bliskim otoczeniu.

    Bardzo mi przykro że to Cię spotkało :( bardzo mocno trzymam kciuki i wierzę że zaświeci słońce i pojawi się tęcza.

    Masz rację, bardzo ci dziękuję za te słowa. Chyba za każdym razem jak nachodzą takie myśli trzeba sobie do skutku powtarzać to wszystko co tak dobrze opisałaś.

    Bardzo mocno cię przytulam i też mi strasznie przykro, że ciebie też to spotkało. Obyśmy wszystkie, które zdecydują się jeszcze zawalczyć o tęczowego malucha, mogły się tu pochwalić szczęśliwie zakończoną ciążą.

    Z poprzednich postów widziałam, że będziesz musiała odczekać 6 miesięcy. Ja w sumie też chociaż rodziłam naturalnie.

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 14 listopada 2025, 21:25

  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 14 listopada 2025, 14:10

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja na początku też jedyne o czym myślałam to kolejna ciąża. Ale powoli zaczynam rozumieć, że musi minąć trochę czasu, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne też. Kolejna ciąża na pewno będzie się wiązała z ogromnym stresem. Więc jeśli już ma się wydarzyć to wcześniej zadbajmy o swoje zdrowie, to nam na pewno na dobre wyjdzie :) u mnie 6 miesięcy to takie minimum , raczej lekarze mówią o 12

  • Ludziaq1982 Nowa
    Postów: 1 0

    Wysłany: 28 listopada 2025, 13:56

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    cześć dziewczyny!!
    14 sierpnia urodziłam martwą córeczkę. jeszcze 5 sierpnia byłam na wizycie kontrolnej i było wszystko w porządku serduszko biło, a tydzień póżniej 12 sierpnia poszłam na 2 badania prenatalne i tam się okazało że mój Aniołek już był martwy od kilku dni...nie wierzyłam w to co się dzieje... Staramy się mężem o dzieciątko już 10 lat . 10 lat temu poroniłam w 8 tyg . i od tego czasu była walka o szczęście... różne kliniki lekarze. Przeszłam kilka procedur in vitro bez rezultatu moje komórki jajowe były kiepskiej jakości. Dostaliśmy się do programu rządowego zdecydowaliśmy się na adopcję zarodka.... był transfer i po 10 dniach okazało się ze beta urosła to był cud.... modliłam się o to. Marysia miała przyjść na świat 6 grudnia miała być prezentem pod Choinkę, a teraz.... teraz jest pustka strach, ból, ogromna tęsknota i ogromna wściekłość na wszystkich i wszystko a przede wszystkim na siebie, ze ja jej cos zrobiłam. Dodam, że mam 43 lata myślałam ze w końcu się udało ze będziemy mieć to nasz szczęście....Chodzę na terapię do psychologa bo wiem , że sama nie dam sobie rady...jest kiepsko nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży bo odrazy jakby mi serce rozrywało...Robiliśmy badania genetyczne była zdrowa, nie mam ani trombofilii ani zakrzepicy co się stało pewnie nigdy się nie dowiem... chcę jeszcze spróbować będę walczyć ... ale głowa narazie nie pozwala n to ... mam nadzieje ze moja jest moim aniołkiem córeczka pomoże mi w tym...

  • Swit Debiutantka
    Postów: 9 2

    Wysłany: 28 listopada 2025, 21:31

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ludziaq1982 wrote:
    cześć dziewczyny!!
    14 sierpnia urodziłam martwą córeczkę. jeszcze 5 sierpnia byłam na wizycie kontrolnej i było wszystko w porządku serduszko biło, a tydzień póżniej 12 sierpnia poszłam na 2 badania prenatalne i tam się okazało że mój Aniołek już był martwy od kilku dni...nie wierzyłam w to co się dzieje... Staramy się mężem o dzieciątko już 10 lat . 10 lat temu poroniłam w 8 tyg . i od tego czasu była walka o szczęście... różne kliniki lekarze. Przeszłam kilka procedur in vitro bez rezultatu moje komórki jajowe były kiepskiej jakości. Dostaliśmy się do programu rządowego zdecydowaliśmy się na adopcję zarodka.... był transfer i po 10 dniach okazało się ze beta urosła to był cud.... modliłam się o to. Marysia miała przyjść na świat 6 grudnia miała być prezentem pod Choinkę, a teraz.... teraz jest pustka strach, ból, ogromna tęsknota i ogromna wściekłość na wszystkich i wszystko a przede wszystkim na siebie, ze ja jej cos zrobiłam. Dodam, że mam 43 lata myślałam ze w końcu się udało ze będziemy mieć to nasz szczęście....Chodzę na terapię do psychologa bo wiem , że sama nie dam sobie rady...jest kiepsko nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży bo odrazy jakby mi serce rozrywało...Robiliśmy badania genetyczne była zdrowa, nie mam ani trombofilii ani zakrzepicy co się stało pewnie nigdy się nie dowiem... chcę jeszcze spróbować będę walczyć ... ale głowa narazie nie pozwala n to ... mam nadzieje ze moja jest moim aniołkiem córeczka pomoże mi w tym...


    Cześć Ludziaq1982!
    Słowa nie są w stanie opisać, jak bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Wiem, jak cieżko jest parom mierzącym trudnościami związanymi z niepłodnością i jak ogromnie boli śmierć własnego dziecka. Pamiętaj, że nie jesteś w tym sama - wiem, że jest to marne pocieszenie, ale myśl, że to nie tylko Ty, nie tylko ja, mierzymy się z tym samym bólem, daje lekkie ukojenie, że gdzieś na świecie jest jeszcze ktoś, komu nie jest obcy ból, który przeżywamy.

    Moja historia jest taka, że przez wiele lat staraliśmy się o dziecko. Przez 4 lata żyłam od miesiączki do miesiączki, w oczekiwaniu, że może tym razem się udało. Przez 4 lata nic nie nie udało. Trafiliśmy do kliniki, mieliśmy in vitro. Uzyskaliśmy 2 zarodki. Pierwszy transfer się nie udał, drugi tak. Po wielu latach oczekiwań i rozczarowań pojawiła się radość, że będziemy mieli dziecko. Ta radość brutalnie została przerwana w 34 tygodniu. Niedawno był dzień, na który miałam wyznaczony termin porodu. To bardzo trudny czas, bardzo się bałam tego dnia. Był smutek ale go przetrwałam, wierzę że i Ty dasz rade! W końcu masz swoje dziecko, które nad Tobą czuwa.
    My chcemy walczyć dalej i będziemy walczyc. Nie wiem jak przejdziemy cały proces, czy damy rade nie zwariować.. zrobie wszystko, żeby się udało.

    Walcz o siebie, rozmawiaj z psychologiem - to daje ukojenie a tego bardzo teraz potrzebujemy. Przytulam Ciebie mocno!

  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 29 listopada 2025, 12:49

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ludziaq1982 wrote:
    cześć dziewczyny!!
    14 sierpnia urodziłam martwą córeczkę. jeszcze 5 sierpnia byłam na wizycie kontrolnej i było wszystko w porządku serduszko biło, a tydzień póżniej 12 sierpnia poszłam na 2 badania prenatalne i tam się okazało że mój Aniołek już był martwy od kilku dni...nie wierzyłam w to co się dzieje... Staramy się mężem o dzieciątko już 10 lat . 10 lat temu poroniłam w 8 tyg . i od tego czasu była walka o szczęście... różne kliniki lekarze. Przeszłam kilka procedur in vitro bez rezultatu moje komórki jajowe były kiepskiej jakości. Dostaliśmy się do programu rządowego zdecydowaliśmy się na adopcję zarodka.... był transfer i po 10 dniach okazało się ze beta urosła to był cud.... modliłam się o to. Marysia miała przyjść na świat 6 grudnia miała być prezentem pod Choinkę, a teraz.... teraz jest pustka strach, ból, ogromna tęsknota i ogromna wściekłość na wszystkich i wszystko a przede wszystkim na siebie, ze ja jej cos zrobiłam. Dodam, że mam 43 lata myślałam ze w końcu się udało ze będziemy mieć to nasz szczęście....Chodzę na terapię do psychologa bo wiem , że sama nie dam sobie rady...jest kiepsko nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży bo odrazy jakby mi serce rozrywało...Robiliśmy badania genetyczne była zdrowa, nie mam ani trombofilii ani zakrzepicy co się stało pewnie nigdy się nie dowiem... chcę jeszcze spróbować będę walczyć ... ale głowa narazie nie pozwala n to ... mam nadzieje ze moja jest moim aniołkiem córeczka pomoże mi w tym...

    Bardzo mi przykro, jesteś niesamowicie dzielna!
    Nie przeszłam przez taką ciężką drogę starania się o dziecko, jednak widziałam kobiety na oddziale które przeszły i niektóre z nich miały podobne historie. Rozmawiałam ostatnio dużo z lekarzami, którzy utwierdzili mnie w tym że teraz kobiety dużo później rodzą, że to nie jest rzadkość w wieku ok 45 lat urodzić. Dlatego nie chowaj nadzieji, bardzo mocno trzymam kciuki. Skoro raz sie udało to wierzę, że kolejny raz również się uda! Skoro genetyka jest ok to może jest coś na co masz wpływ? Waga, odpoczynek, morfologia. Bardzo mocno trzymam kciuki za nas wszystkie!

  • Fasolowa_zupa Autorytet
    Postów: 340 624

    Wysłany: 25 grudnia 2025, 19:02

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    @Ludziaq1982
    Bardzo mi przykro, że Ciebie też spotkała strata i to po takiej długiej drodze jaką przeszłaś.
    Bardzo jest to przykre i niesprawiedliwe że część kobiet musi mierzyć się z takimi trudami, a wiele nawet nie wie o istatnieniu takich zmartwień, bo ich droga przebiega bezproblemowo. Nie da się przygotować na taki kabiler trudów. Myślę, że trzeba zadbać o siebie na każdym polu i iść dalej mając jednak nadzieję, że jeszcze będzie dane zajść w ciążę i donosić ją.

    👱🏻‍♀️39👴🏻39 + 🐈
    starania od III 24'
    IV, VIII, XII biochem
    I 25' zaczynamy starania z pomocą medyczną
    3 cykl z Ovitrelle i mamy fasolkę!
    V 25' jest bijące❤️
    IX 25' 💔 PPROM w 21T
    przeleczony stan zapalny endometrium
    wsparcie od imunologa
    styczeń 26' nowy początek starań


    Jeszcze kiedyś zaświeci dla nas słońce.
  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 4 stycznia, 11:50

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dziewczyny ja sobie radzicie? Za nami ciężki okres świąteczny. Ale dałyśmy radę!
    Może macie jakieś rady jak sobie radzić w takich trudniejszych okresach? Ja staram się każdy dzień planować , żeby dni mieć jak najbardziej wypełnione

  • Fasolowa_zupa Autorytet
    Postów: 340 624

    Wysłany: 5 stycznia, 15:48

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Święta faktycznie nie były łatwe, nie sądziłam mimo wszystko, że aż tyle emocji będzie we mnie.
    Dla mnie jeszcze styczeń jest ciezki z uwagi na to, że właśnie w styczniu mialam zostać mamą, gdyby nie strata czekałabym wlasnie ze spakowana torba na pierwsze skurcze.
    Chodzę na terapię i przyjmuje leki, pomogło mi to uspokoić emocje i stałam się mniej emocjonalna, bardziej opanowana, racjonalna. Poza tym zrobiłam sobie przerwę od pracy, co pozwoliło odpocząć i zadbać o zdrowie. U mnie tyle. Sckskam Was dziewczyny.

    👱🏻‍♀️39👴🏻39 + 🐈
    starania od III 24'
    IV, VIII, XII biochem
    I 25' zaczynamy starania z pomocą medyczną
    3 cykl z Ovitrelle i mamy fasolkę!
    V 25' jest bijące❤️
    IX 25' 💔 PPROM w 21T
    przeleczony stan zapalny endometrium
    wsparcie od imunologa
    styczeń 26' nowy początek starań


    Jeszcze kiedyś zaświeci dla nas słońce.
  • Swit Debiutantka
    Postów: 9 2

    Wysłany: 5 stycznia, 17:31

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja w tym roku nie świętowałam, mocno sie zdystansowałam. Chodzę na terapie, staram sie zachować równowagę. Raz jest lepiej raz gorzej. Przynajmniej jestem już świadoma tego co się stało, wcześniej łapałam się na tym, ze to nie możliwe to co się stało, że wszystko jest dobrze po czym uświadomiłam sobie, że przecież nie jest dobrze. Czuję, że mój układ nerwowy jest mocno przeciążony. Póki co zrobiłam sobie przerwę od pracy, może wrócę na wiosnę.. zobaczymy.

  • bezsilna08 Debiutantka
    Postów: 11 0

    Wysłany: 5 stycznia, 19:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja podobnie jak Swit w tym roku też nie świętowałam. Trzymałam się z daleka od tej świątecznej pogoni, w której kiedyś uwielbiałam uczestniczyć.
    Dni wypełniam obowiązkami - tak radzę sobie z tym, żeby ciągle nie myśleć o tym co się stało. Pewnie mają w tym tez zasługę leki, które przyjmuję.
    Niedługo po stracie ciągle myślałam o tym, że chce zajść w kolejną ciążę, a teraz nie wiem czy kiedykolwiek się na to odważę.

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 5 stycznia, 19:05

    …A może po to był stworzony,
    Ażeby chociaż krótką chwilę
    Przebyć w bliskości Twego serca?…
    L.Turgieniew
  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 6 stycznia, 22:38

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Wszystko co piszecie jest mi takie bliskie i znane..
    Fasolowa_zupa to bardzo ciężki czas, bardzo mocno Cię ściskam! Mam nadzieję, że w pewien sposób pozwoli Ci to iść dalej.

    Ja też chodzę na terapię ale nie biorę leków. Ciesze się że Wam też to pomaga.

    Mam przerwę od pracy, jestem na l4, nie wiem czy dam radę wrócić po nim do pracy. Czy wy też korzystacie ze zwolnienia?


    Swit - to chyba boli najbardziej, to uświadomienie sobie że ta tragedia naprawdę się wydarzyła.

    Bezsilna ja podobnie na początku tylko odliczałam czas do ponownych starań ale również się boję coraz bardziej. Lekarze radzili mi możliwie szybko zacząć starania, również ze względu na traumę - teraz rekomendują 9 miesięcy po cc o ile dalej blizna będzie bez zarzutu.

    Niestety trzeba mieć świadomość możliwego ryzyka ( jak w każdej ciąży) ale nie wiem czy się odważę przezwyciężyć strach.. a nawet jeśli czy się uda bo swoje lata mam.

  • Swit Debiutantka
    Postów: 9 2

    Wysłany: 7 stycznia, 12:37

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja też jestem na L4. Leków nie przyjmuje póki co… Jeszcze w styczniu chciałabym rozpocząć starania o dziecko, umówiłam się z lekarzem, że w styczniu przyjdę i ustalimy plan działania.
    Staram się jak Nata zapełnić swoje dni, żeby nie mieć chwili wolnej. Myślałam ostatnio, że bez problemu wrócę do pracy, nawet trochę już tęsknię za nia, jednak ostatnio na zakupach, tłumy spowodowały, że dostałam prawie ataku paniki. Nie wiem jak tu normalnie przebywać wśród ludzi i nie oszaleć. Za dużo bodźców i już jestem emocjonalnie rozjechana…
    Moje dziecko miałoby 3 miesiące, gdybym urodziła je żywe zgodnie z terminem. W najbliższej rodzinie spodziewamy się niebawem innego dziecka, nie chce za każdym razem witać go płaczem, dlatego że moje nie żyje. Ale jak to zrobić.. nie wiem.

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 7 stycznia, 12:38

  • Fasolowa_zupa Autorytet
    Postów: 340 624

    Wysłany: 7 stycznia, 14:25

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja od lutego wracam do pracy.
    Im dłużej nie pracuje tym mniej tęsknię za pracą, ale nie wygrałam w lotto więc muszę wracać.
    Dostałam ostatnio na wizycie zielone światło od ginekologa więc z końcem stycznia wracam do Ovitrelle I starań.
    Trochę nabrałam nowej energii do starań po tym jak dostałam wyniki imuno i biopsji i okazało się, że mam stan zapalny i niezbyt szczęśliwa immunologie. Poczułam że po przeleczrniu stanu zapalnego i przy wsparciu lekami może się udać i to jakoś dało mi odwagi do tego by spróbować, bo chyba pierwszy raz od straty po malu poczułam że wiem na czym stoję. Każda z nas ma inną historie straty, być może u Was też pojawiło się uczucie utraty kontroli, sprawczosci, poczucia na czym stoicie z zyciem, ze zdrowiem, może warto jakoś po malu tego poszukać. Mi czuje ze to pomogło. (Poza pogaduszkaki z psychologiem i lekiem od psychiatry).

    👱🏻‍♀️39👴🏻39 + 🐈
    starania od III 24'
    IV, VIII, XII biochem
    I 25' zaczynamy starania z pomocą medyczną
    3 cykl z Ovitrelle i mamy fasolkę!
    V 25' jest bijące❤️
    IX 25' 💔 PPROM w 21T
    przeleczony stan zapalny endometrium
    wsparcie od imunologa
    styczeń 26' nowy początek starań


    Jeszcze kiedyś zaświeci dla nas słońce.
  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 7 stycznia, 20:32

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja też mam ataki paniki. Przerabiam to na terapii.
    Ciesze się że możecie zacząć starania, koniecznie dawajcie znać jak postępy! Będę mocno trzymać kciuki :)
    Fasolowa_zupa to dobra wiadomość że wiesz na czym się skupić!

    Ja niestety miałam cc więc jeszcze minimum pół roku muszę poczekać ze staraniami jeśli zdecydujemy się.

    U mnie bezpośrednią przyczyną jest znana - odklejenie łożyska, ale co to spowodowało.. podobno niesamowity pech :(

  • Nata123 Znajoma
    Postów: 27 3

    Wysłany: 7 stycznia, 20:36

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Swit domyślam się jak jest Ci ciężko. Niestety ze względu na to że dziecko w bliskiej rodzinie prędzej czy później będziecie się widzieć. Myślę że masz pełne prawo dać sobie czas i parasol ochronny na spotkania. Z czasem może jak poczujesz się gotowa będzie łatwiej, może dopiero jak pojawi się u Ciebie maluszek. Może pogadaj o tym na terapii?

    Fasolowa_zupa lubi tę wiadomość

  • Fasolowa_zupa Autorytet
    Postów: 340 624

    Wysłany: 8 stycznia, 09:14

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nata123 wrote:
    Ja też mam ataki paniki. Przerabiam to na terapii.
    Ciesze się że możecie zacząć starania, koniecznie dawajcie znać jak postępy! Będę mocno trzymać kciuki :)
    Fasolowa_zupa to dobra wiadomość że wiesz na czym się skupić!

    Ja niestety miałam cc więc jeszcze minimum pół roku muszę poczekać ze staraniami jeśli zdecydujemy się.

    U mnie bezpośrednią przyczyną jest znana - odklejenie łożyska, ale co to spowodowało.. podobno niesamowity pech :(

    Ja tez usłyszałam od lekarzy, że mialam pecha.
    Nie spodobalo mi się nazywanie straty pechem, ale to dla lekarzy wygodne, bo zamyka rozmowę o przyczynach i zdejmuje odpowiedzialność. Bo za pecha to można mieć pretensje do opatrzności, siły wyższej, ale przecież nie do lekarza...

    👱🏻‍♀️39👴🏻39 + 🐈
    starania od III 24'
    IV, VIII, XII biochem
    I 25' zaczynamy starania z pomocą medyczną
    3 cykl z Ovitrelle i mamy fasolkę!
    V 25' jest bijące❤️
    IX 25' 💔 PPROM w 21T
    przeleczony stan zapalny endometrium
    wsparcie od imunologa
    styczeń 26' nowy początek starań


    Jeszcze kiedyś zaświeci dla nas słońce.
  • Kreska41 Autorytet
    Postów: 448 207

    Wysłany: 8 stycznia, 09:44

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dawno mnie nie było...
    ...tak mi przykro że są tu nowe nicki,nowe historie i tyle pustych serc....

    Od niespodziewanej śmierci mojej ukochanej Róży minely dwa lata i 3 miesiące. Dopiero w tym roku odwazyłam sie kupić i powiesic na choince bombkę z jej imieniem. Dziewczynka która odmieniła moje życie niepojawiając się w nim,ale ironia prawda?
    Moze tak własnie reaguję na jej brak,zmianą swiatopoglądu,przewartościowaniem życia. Czesto myślę że dzis jest jedenn dzień mniej gdy widzę meza, córki i jeden bliżej do Róży.

    Niektore z was pamietaja ze moja trzecia córka też była z książkowej ciąży. I też miało byc idealnie a ona prawie umarła po porodzie. Dziekuje lekarce ze tak szybko zareagowała i podala jej antybiotyki,zorganizowała transport i uratowala ją... Przez tamten czas szpitalny- trzymałam się. Ale wszystko to sprawiło że wróciłam do leków.
    Pierwsza córka Izabela,była naszym powodem żeby wogóle wstawać rano, trzecia- naszym powodem by patrzeć w przyszłość, i iść.
    Róża była powodem dla ktorego zrestarrowałam swoje życie.
    I choć wtedy tego nierozumiałam to wiem co to znaczy być wdzięczym. Już rozumiem to uczucie po tej tragedii.
    Patrzę się na moją kochana Izi,moją mądrą 6latkę w ktorej jestem zakochana po uszy...
    A rano patrze jak Wiwi budzi się w łóżeczku i sie smieje. Ciągle się śmieje...i wiem że Rose jest w nas wszystkich, że to jej "nie bycie" świadczy o obecności. Podobno są takie rzeczy które nam się przydarzają i nas zmieniają- mimowolnie- i moze tak jest. W tym wypadku chce zeby swiat wiedział ze to moje drugie życie jest hołdem dla mojej córki która być może zrobiła dla mnie więcej niż przypuszczam. I ciągle jest obecna w naszym życiu. Zawsze będzie. Tak niezwykła jak każda z moich dziewczyn.

    I wiem jak bardzo jest wam ciezko. I nie bedzie lżej,bedzie tylko wieksza przestrzeń ktora z czasem zapełni sie codziennymi obowiązkami,praca, a nawet planami ale codziennie bedziecie myśleć o waszych dzieciach, to jest wasza żałoba,nasza tęsknota i miłość.
    Pewnego dnia zrozumiecie że tu nie ma żadnej logiki...bedzie sie zatrzymywać jak ja. Czasami cofam się do szpitala gdy mam ją na rękach, żeby dać jej dowód na to że ją pamiętam i dowód sobie że była. A chwilami wydaje mi sie to zupełnie nierealne że ja miałam ją mieć martwą,że ją chowałam...ze ta dziewczyna w pustej sali- drapiąca paznokciami o ścianę i mamrocząca"Ale co się stało? Co sie stało?" To też ja. Przewegetowalam ten okres. Przespałam,zahibernowałam się,ubrałam się w pancerz który nie zdał egzaminu.
    Patrzę w lustro i widzę te oczy...kazdy kto mnie zna ten widzi że oczy mamy które pożegnały dziecko są inne,obolałe,zamglone. Oczy jej taty,jej siostry...
    Kazdy dzień jest dla niej hołdem, żeby świat wiedział ile stracił i ile Miłości ze sobą zabrała.

    Moja Gwiazdka z Nieba.

    12.12.2019- 4kg,54cm- zdrowa Izabela!
    03.10.202💔 3480g,58cm,38tc Różyczka.👼😭
    Mutacje hetero pai1 i mthfr1
    12.12.24--->II 🤰
    8.02.25----> I prenatalne. Bez zastrzeżeń!
    22.08.2025---> termin 🙏
    Heparyna,acard,metylowany kwas foliowy,...duphrason,
    Nie da się zastąpić utraconego dziecka. Ale wiarą w Niego jest niezłomna. Kocham Was dzieci !

    Świat rozsypal się jak cienkie lustro. Na miliony kawałków a ja trwam.

    Boże,dlaczego wymyśliłeś los człowieka który musi iść przez życie sam? Całkiem Sam.
‹‹ 740 741 742 743 744
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zapisz się na newsletter:

Zainteresują Cię również:

Dieta w ciąży - po trymestrach

Odpowiednia dieta w ciąży wpływa nie tylko na przebieg samej ciąży, ale również na zdrowie Twojego dziecka w przyszłości (np. słaby układ odpornościowy dziecka lub problemy z otyłością). Przeczytaj dlaczego dieta w ciąży jest tak istotna, czy kompleks witamin jest w stanie ją zastąpić oraz na co powinnaś zwrócić uwagę w każdym trymestrze ciąży.   

CZYTAJ WIĘCEJ

4 Problemy z zajściem w ciążę, które możesz wykryć z pomocą aplikacji OvuFriend!

Kalendarz owulacji kojarzy Ci się tylko z wyznaczaniem dni płodnych i terminu owulacji? Jego możliwości są dużo większe! Aplikacja może być pomocna w wykrywaniu problemów związanych z płodnością na bardzo wczesnym etapie. O jakich problemach mowa? Co możesz wykryć z pomocą kalendarza? Kliknij i przeczytaj!   

CZYTAJ WIĘCEJ

3 kluczowe płaszczyzny wsparcia męskiej płodności

Za problemy z płodnością w równym stopniu odpowiadają czynniki żeńskie, jak męskie. Jednak problemy z płodnością u mężczyzn w dalszym ciągu są większym tabu. Czas to zmienić! Jakie są najważniejsze i kluczowe płaszczyzny wsparcia męskiej płodności? Co w sytuacji, gdy wyniki nasienia nie napawają optymizmem? Które składniki są istotne w kontekście męskiej płodności? Wszystko wyjaśnia diagnosta laboratoryjny, seminolog - mgr anal. med. Piotr Nazarek. 

CZYTAJ WIĘCEJ