Maddie wrote:
Wczoraj właśnie mieliśmy pierwsze spotkanie z psychologiem (nie licząc spotkań w szpitalu po porodzie). Nie mogliśmy z mężem przestać mówić o naszej córeczce i o tym co się działo. Jakby rzeka się z nas wylała, a i tak opowiedzieliśmy tylko kawałek tej historii.
Rodziłam sn i już jestem po pierwszej miesiączce, więc pewnie za 2 miesiące moglibyśmy teoretycznie zacząć się starać. Wizytę u swojego lekarza mam za tydzień. Przeraża mnie wizja położenia się na tej samej kozetce, gdzie ostatni raz widziałam ją żywą. Od tej wizyty będzie zależeć czy zostanę u tego samego lekarza, czy będę szukać dalej.
Pewnie gdybyśmy zapytały większość kobiet, które urodziły dzieci to nie wiedziałyby jakie miały łożyska. Gdyby Malutka urodziłaby się dzień wcześniej, sama pewnie bym nie myślała, że jakiś przyczep pępowiny mógłby spowodować tragedię.
Co do miejsc, które kojarzą się z ciążą, naszymi dziećmi, to miałam okazję być już w tej ciąży na IP ginekologicznej z powodu krwawienia i szłam tym samym korytarzem i do tego samego gabinetu, w którym usłyszałam, że Hektor nie żyje. Wszystko wróciło w tym momencie... Ogólnie jak tylko przekroczyłam próg szpitala, to odrazu pojawiło się nieprzyjemne uczucie...
Myślę, że jak położysz się na kozetce, na której ostatni raz widziałaś swoją córkę żywą, to nie powinno być tak źle, bo to jest jednak miłe wspomnienie 🙂