Poród martwego dziecka
-
WIADOMOŚĆ
-
W szpitalu otrzymaliśmy pomocy Pani psycholog. Była naprawdę cudowna. Odmieniła moje zdanie o psychoterapii. Do tej pory każdy psycholog stawiał na to, że sama mam się domyślić czego potrzebuje. A ona od razu udzieliła nam kilku rad typu: nikt nie jest ważniejszy niż wy w tym momencie, podejmujcie własne decyzje i nie tłumaczycie się z nich bo i tak większość nie zrozumie, możecie oczekiwać wsparcia od najbliższych i zerwać kontakt jeśli go nie otrzymacie itd. To bardzo ułatwiło nam podejmowanie decyzji co do pożegnania, spopielenia malutkiej, wybrania miejsca jej pochówku. Nie kierowaliśmy się oczekiwaniami najbliższych, tylko swoimi potrzebami.
Dostaliśmy kontakt do fundacji prowadzącej psychoterapię w naszym mieście dla rodziców po stracie (czy Wy też macie wrażenie, że słowo strata jest "za małe"?). Jeśli ta psychoterapia (jest to stowarzyszenie kościelne) nie będzie nam odpowiadać, chyba zdecydujemy się na terapię u psycholożki ze szpitala.Wiadomość wyedytowana przez autora: 30 kwietnia, 15:59
Starania od 2019
4 procedury in vitro
2xCB
04.2026 - 36 tydz. 💔 Matylda -
Właśnie też byłam pozytywnie zaskoczona panią psycholog ze szpitala, w którym rodziłam. W szpitalu odmawiałam kontaktu z psychologiem ale zostawiła mi swój numer i zadzwoniłam do niej po pogrzebie. Nie myślałam, że mi to pomoże ale teraz twierdzę, że to po prostu cudowna kobieta i też właśnie bardzo dużo mi doradzała. Przez nikogo oprócz męża nie czułam się tak zrozumiała jak przez nią.
Myślę że psycholog ze szpitala to super pomysł.
Dobrze, że chcecie dać sobie pomóc, to już duży krok.
To wszystko to jak nauka życia na nowo, słowo strata rzeczywistci nie oddaje tego co się czuje po śmierci dziecka ale też nie umiem znaleźć słowa które by to potrafiło określić. -
Oj mi pani psycholog pomogła bardzo..miałam ogromny lęk przed wszystkim. Dosłownie nie wychodziłam z domu, bałam się nawet drzwi otworzyć.
Ostatecznie okazało się że nie ma lepszego lekarstwa na lęk niż zmierzenie się z nim. Ale na to też potrzeba czasu
Tak podobne są nasze historie.
Serce pęka ile rodzin cierpi.
-
Minęły już 2 tygodnie od porodu Matyldy, a ja mam w sobie tylko myśl aby "ktoś" mi ją zwrócił. Moje ciało po porodzie dochodzi do siebie szybko i mogę myśleć o tym jak cudowne by to było gdybym miała ją obok. Jak bałam się połogu, że nie dam rady. Nie zdawałam sobie sprawy, że może stać się coś tysiąc razy gorszego. W tej chwili bardzo nie lubię swojego ciała. Najpierw zawodziło przez prawie 7 lat gdy nie mogłam zajść w ciążę a teraz zawiodło w najgorszy możliwy sposób.
Zabrakło kilku dni... Urodziłam we wtorek a w czwartek miałam mieć zdejmowany pessar. Byłam pewna, że po zdjęciu od razu pojadę na porodówkę.
Pisałam wcześniej o teściowej i jej żądaniach aby w dniu pogrzebu mój mąż, ją i brata męża przywiózł na pogrzeb. Po naszej odmowie nie pojawili się na pogrzebie, nie odpisali na wiadomość, że jest już po pogrzebie ani nie byli u Malutkiej na cmentarzu. Mają rodzinę, która mogła ich zawieźć, są autobusy, zaproponowałam, że mój brat może po nich pojechać - tylko muszą sami to załatwić, bo my nie jesteśmy w stanie o tym myśleć. Ach i oczywiście teściowa to zdrowa kobieta ledwie po 60, która publicznie zawsze pokazuje się w obcasach, makijażu itd. - nie odmówiliśmy podwózki starej zniedołężniałej kobiecie. Nie wybaczę tej kobiecie tego jak skrzywdziła własne dziecko, czyli mojego męża swoją nieobecnością.
Czytałam Wasze historię i wiem, że same byłyście w tym samym miejscu co ja teraz. Jesteście dla mnie wielką nadzieją, że można żyć dalej z taką wyrwą w sercu.Starania od 2019
4 procedury in vitro
2xCB
04.2026 - 36 tydz. 💔 Matylda -
Maddie wrote:Minęły już 2 tygodnie od porodu Matyldy, a ja mam w sobie tylko myśl aby "ktoś" mi ją zwrócił. Moje ciało po porodzie dochodzi do siebie szybko i mogę myśleć o tym jak cudowne by to było gdybym miała ją obok. Jak bałam się połogu, że nie dam rady. Nie zdawałam sobie sprawy, że może stać się coś tysiąc razy gorszego. W tej chwili bardzo nie lubię swojego ciała. Najpierw zawodziło przez prawie 7 lat gdy nie mogłam zajść w ciążę a teraz zawiodło w najgorszy możliwy sposób.
Zabrakło kilku dni... Urodziłam we wtorek a w czwartek miałam mieć zdejmowany pessar. Byłam pewna, że po zdjęciu od razu pojadę na porodówkę.
Pisałam wcześniej o teściowej i jej żądaniach aby w dniu pogrzebu mój mąż, ją i brata męża przywiózł na pogrzeb. Po naszej odmowie nie pojawili się na pogrzebie, nie odpisali na wiadomość, że jest już po pogrzebie ani nie byli u Malutkiej na cmentarzu. Mają rodzinę, która mogła ich zawieźć, są autobusy, zaproponowałam, że mój brat może po nich pojechać - tylko muszą sami to załatwić, bo my nie jesteśmy w stanie o tym myśleć. Ach i oczywiście teściowa to zdrowa kobieta ledwie po 60, która publicznie zawsze pokazuje się w obcasach, makijażu itd. - nie odmówiliśmy podwózki starej zniedołężniałej kobiecie. Nie wybaczę tej kobiecie tego jak skrzywdziła własne dziecko, czyli mojego męża swoją nieobecnością.
Czytałam Wasze historię i wiem, że same byłyście w tym samym miejscu co ja teraz. Jesteście dla mnie wielką nadzieją, że można żyć dalej z taką wyrwą w sercu.
Przytulam Cię mocno 🫂, nie wyobrażam sobie Twojej straty.
A teściowa cóż, toksyczna kobieta, w takiej chwili to ona powinna być dla Was a nie Wy dla niej i stawiać warunkiOna: 36l
Amh: 4,26
Tsh: 2,33 (0,270-4,200) 0.8 do zbicia (letrox 125, strumektomia 12.2018)
Fsh: 4,19
Lh:6,67
Prl: 15.85
Jajowody drozne (hsg maj 2022)
Monitoring owulacji okey
Miesiniak (w niczym nie przeszkadza)
On: 39l
Testosteron: 4,33
Fsh: 2,68
Lh: 3,74
Slabe parametry nasienia
Koncentracja 15,57 mln/ml > 16mln/ml
Numer plemnika 70 M/Proba > 70M/Proba
Ruch postepowy 18% > 32%
Ruchome 40.71% > 40%
Morfologia 4.95% > 4%
Żywotność 60,81% > 60
Kariotypy oboje ok
12.2022 gonal 150, menopur 75->100, orgalutran, gonapedryl+ovi.
11pobranych -> 7 do zaplodnienia
05.01 transfer 5 dniowy swiezaczek 3.2.1.🤞
Na feriach zostały ❄❄ 5.2.1 i 4.3.1. Z 6 doby
8dpt 60.8
11 dpt 126
13 dpt 330
18 dpt 1796
07.25 FET 5.2.1. ❌
02.2026 FET 4.3.1.
7dpt 29.7
9dpt 93.4
11dpt 185.8
14dpt 997.5
04.2026 aspiracja prozniowa

-
Maddie Twoi bliscy zachowali się nieludzko. Bardzo Ci współczuję.
Stata naszego synka zweryfikowała wiele znajomości. Na pogrzeb też nie dotarło kilka osób, z którymi myślałam że jestem blisko… no cóż, teraz przynajmniej wiem jakimi są ludźmi…A może po to był stworzony,
Ażeby chociaż krótką chwilę
Przebyć w bliskości Twego serca?…
L.Turgieniew -
Dziękuję za Wasze wsparcie ❤️ dzisiaj skończyłam czytać cały wątek, ponad 700 stron słów o stracie, żałobie i nadziei. Wiele historii jest tak podobnych, ale każda jest osobną tragedią.
Od porodu minęły ponad 3 tygodnie. To tak krótko, a jednocześnie gdyby była obok to moglibyśmy obserwować jak się zmieniła. Tak się cieszę, że mam jej zdjęcia. Dzięki Wam wiem że to co czuję jest normalne ale nie takiej normalności dla siebie chciałam. Myślałam, że te 7 lat walki było trudne. To co jest teraz jest nieskończenie gorsze.Wiadomość wyedytowana przez autora: 15 maja, 19:34
Starania od 2019
4 procedury in vitro
2xCB
04.2026 - 36 tydz. 💔 Matylda -
Nata123 wrote:Czy któraś z Was myśli w niedługim czasie o staraniach o tęczowe malenstwo? Przejrzałam grupy ale wszędzie widziałam tylko stare wpisy
Tak, ja zaczęłam starania niecałe 4 m-ce po stracie. Wiem, że to szybko, ale to z uwagi na mój wiek ( w grudniu skończyłam 41 lat). Gdyby nie wiek, to na pewno bym czekała, bo nie czułam się psychicznie gotowa...
Starania naturalne trwały 7 cykli, ale się nie udawało, więc zdecydowaliśmy się na in vitro i skorzystalismy z zamrożonych zarodków, które uzyskaliśmy przed tym jak zaszłam naturalnie w ciążę.
Obecnie jestem w ciąży 8 tc+ 3 dni. -
Maddie wrote:Dziękuję za Wasze wsparcie ❤️ dzisiaj skończyłam czytać cały wątek, ponad 700 stron słów o stracie, żałobie i nadziei. Wiele historii jest tak podobnych, ale każda jest osobną tragedią.
Od porodu minęły ponad 3 tygodnie. To tak krótko, a jednocześnie gdyby była obok to moglibyśmy obserwować jak się zmieniła. Tak się cieszę, że mam jej zdjęcia. Dzięki Wam wiem że to co czuję jest normalne ale nie takiej normalności dla siebie chciałam. Myślałam, że te 7 lat walki było trudne. To co jest teraz jest nieskończenie gorsze.
To co przechodzi się po stracie dziecka, to największy ból jaki może przeżywać człowiek. Nic się temu nie równa.
Mi też kiedyś starania wydawały się "wyczerpujące" i "obciążające" a życie pokazało, że to "pikuś" w porównaniu do straty dziecka. -
Gratulacje! Trzymam kciuki bardzo mocnoSho_opa wrote:Tak, ja zaczęłam starania niecałe 4 m-ce po stracie. Wiem, że to szybko, ale to z uwagi na mój wiek ( w grudniu skończyłam 41 lat). Gdyby nie wiek, to na pewno bym czekała, bo nie czułam się psychicznie gotowa...
Starania naturalne trwały 7 cykli, ale się nie udawało, więc zdecydowaliśmy się na in vitro i skorzystalismy z zamrożonych zarodków, które uzyskaliśmy przed tym jak zaszłam naturalnie w ciążę.
Obecnie jestem w ciąży 8 tc+ 3 dni.
Podjęłam decyzję że zawalczę jeszcze o tęczowego malucha. Strasznie się boję. Miałam też cc . Lekarze zalecają min rok odczekać standardowo, ale moja blizna wygląda bardzo dobrze i mój ginekolog pozwolił mi już ( 8 msc po cc) -




