Nieudane IVF? Czas na nowy plan.

Zatrzymaj się zanim spróbujesz kolejny raz. Zyskaj ekspercką analizę dotychczasowego leczenia i konkretne zalecenia. Wróć silniejsza.
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Forum Poronienie Poród martwego dziecka
Odpowiedz

Poród martwego dziecka

Oceń ten wątek:
  • bezsilna08 Debiutantka
    Postów: 14 2

    Wysłany: 4 lutego, 19:46

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    U mnie minęło pół roku od śmierci synka i cc.
    Jest trochę lepiej, ale bez psychoterapii nie dałabym rady. To forum w pierwszych miesiącach po stracie pozwoliło mi nie czuć się samotną w tym wszystkim

    Lekarze mówią mi, żeby odczekać rok jeśli chcielibyśmy starać się o dziecko i tego się trzymam. Moja ciąża była bardzo nieprzyjemna, ciągłe wymioty, pełno dolegliwości bólowych. Pamiętam, że jak byłam w ostatnim miesiącu zastanawiałam się jakim cudem mój organizm dał radę to wszystko przetrwać, szczególnie w 1 trymestrze.

    Usłyszałam kiedyś, że jeśli lęk przed ciążą jest większy niż chęć posiadania dziecka to znaczy, że to jeszcze nie czas… Także daję sobie czas i zobaczymy co przyniesie przyszłość.

    Trzymam za Was kciuki dziewczyny!

    Nineq lubi tę wiadomość

    …A może po to był stworzony,
    Ażeby chociaż krótką chwilę
    Przebyć w bliskości Twego serca?…
    L.Turgieniew
  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 4 lutego, 22:15

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Tysia0519 wrote:
    U mnie niektórzy znajomi w ogóle nie poruszają tego tematu w czasie spotkań, są też tacy co zapytają jak sobie radzimy i to jest dla mnie ok ale najgorzej właśnie jak ktoś zaczyna dopytywać o to co się wydarzyło, mówi teksty typu- że Bóg tak chciał albo tak miało być lub traktuje mnie inaczej.
    Musimy chyba to przejść :(

    Mi po naturalnym porodzie lekarz zaproponował biopsję endometrium żeby sprawdzić czy nie został jakiś stan zapalny. Czekam póki co na wyniki, później drożność i stymulacje. Miałam problem z niepłodnością już przed ciążą z synkiem dlatego od razu zaczynamy z lekami.

    Spotkałam się dziś też pierwszy raz z przyjaciółką i jej malutką córeczką. Myślałam, że dam radę ale weszłam tam zobaczyłam malutką i się posypałam... Popłakałam się ale koleżanka mnie przytuliła, jak się uspokoiłam wzięłam małą na ręce i ucieszyłam się że ona żyje, że jest zdrowa. Zaczęłam patrzeć na nią jak na konkretne inne dziecko. W pierwszym momencie było najtrudniej jak jej malutkie rączki, wygląd z daleka skojarzyły mi się z synkiem. Mojej koleżance też było trudno ale jest bardzo empatyczna, wspierająca np.jak chciała małą nakarmić pytała czy dam radę. Z kimś innym na pewno trudno byłoby mi przez to przejść i chyba bym się nie odważyła. Teraz ciesze się że sie przełamałam i mam nadzieję, że nie będę już odwracać wzroku od bobasów. Zmotywowało mnie po tym bardziej do starań o kolejne dziecko.
    Nie powiem, że było lekko bo bardzo trudno na początku spotkania.

    To musiało być bardzo ciężkie. Na pewno kolejny raz ju będzie łatwiej. Najważniejsze że dałaś radę zrobić taki trudny krok, brawo!
    Po prostu musimy chyba przetrwać te wszystkie trudne chwile. Nie ma innego wyjścia żeby wrócić do względnie normalnego życia

  • Tysia0519 Debiutantka
    Postów: 14 0

    Wysłany: 4 lutego, 22:46

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nata123 wrote:
    To musiało być bardzo ciężkie. Na pewno kolejny raz ju będzie łatwiej. Najważniejsze że dałaś radę zrobić taki trudny krok, brawo!
    Po prostu musimy chyba przetrwać te wszystkie trudne chwile. Nie ma innego wyjścia żeby wrócić do względnie normalnego życia

    Dziękuję, oby tylko rzeczywiście zmniejszyło to mój lęk również w stosunku do innych dzieci.
    Nata123 masz rację, że chyba wszystkie pierwsze razy będą ciężkie :( Mam wrażenie, że my się po prostu uczymy się żyć na nowo w innej, ciężkiej rzeczywistości. Nie wiem nawet kiedy minęło już pół roku, jakby ktoś wyciął te miesiące z kalendarza.

  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 5 lutego, 14:57

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dokładnie tak się czuję , nie wiem kiedy ta cała zima minęła. Niestety dla nas juz nic nie będzie takie samo ja wcześniej. Życzę nam tylko, żeby było jak najlepiej.

  • Malll Koleżanka
    Postów: 35 68

    Wysłany: 8 lutego, 22:08

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dziewczyny...6 lat temu byłam w takiej sytuacji w jakiej Wy też byłyście...Urodziłam synka w 20 tyg, ból psychiczny i fizyczny nie do opisania. Ale nie piszę po to żeby wspominać, piszę do Was z pokrzepieniu, promyczkiem nadziei. W 2024 udało się, po miesiącach strachu urodził się mój synek. Wam też się uda

    sewi3, Marysia996, Fasolowa_zupa lubią tę wiadomość

    preg.png
  • Mademadeline Nowa
    Postów: 1 1

    Wysłany: 8 lutego, 23:06

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witajcie kobietki,
    To jedyne forum na którym znalazłam tyle osób którym pękło serce tak samo jak mnie i mojemu mężowi.
    Ciąża przyszła niespodziewanie i tak samo bez ostrzeżenia ją straciłam w 19 tym tygodniu.
    Mija już prawie rok od śmierci naszego aniołka a ból jest nadal obecny w moim życiu jak gdyby było to wczoraj. Przed oczami mam ciągle moją piękną córeczkę tak bardzo podobną do mnie.
    Od 3 miesięcy staramy się o kolejną ciążę. Przeraża mnie możliwość że sytuacja może się powtórzyć. Przyczyny poronienia nie poznaliśmy do dziś. Czy któraś z was doświadczyła poronienia septycznego ?
    Trzymajcie za nas kciuki bo z każdym miesiącem tracę nadzieję.

    Malll lubi tę wiadomość

  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 9 lutego, 22:25

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Malll wrote:
    Dziewczyny...6 lat temu byłam w takiej sytuacji w jakiej Wy też byłyście...Urodziłam synka w 20 tyg, ból psychiczny i fizyczny nie do opisania. Ale nie piszę po to żeby wspominać, piszę do Was z pokrzepieniu, promyczkiem nadziei. W 2024 udało się, po miesiącach strachu urodził się mój synek. Wam też się uda
    Bardzo Ci dziękuję za ten wpis! To na prawdę bardzo dużo znaczy przeczytać że po takim strasznym czymś może ciążą zakończyć się dobrze.

  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 9 lutego, 22:29

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Mademadeline wrote:
    Witajcie kobietki,
    To jedyne forum na którym znalazłam tyle osób którym pękło serce tak samo jak mnie i mojemu mężowi.
    Ciąża przyszła niespodziewanie i tak samo bez ostrzeżenia ją straciłam w 19 tym tygodniu.
    Mija już prawie rok od śmierci naszego aniołka a ból jest nadal obecny w moim życiu jak gdyby było to wczoraj. Przed oczami mam ciągle moją piękną córeczkę tak bardzo podobną do mnie.
    Od 3 miesięcy staramy się o kolejną ciążę. Przeraża mnie możliwość że sytuacja może się powtórzyć. Przyczyny poronienia nie poznaliśmy do dziś. Czy któraś z was doświadczyła poronienia septycznego ?
    Trzymajcie za nas kciuki bo z każdym miesiącem tracę nadzieję.

    Każda ciąża jest obarczona ryzykiem, ale realność tego ryzyka dochodzi chyba do nas dopiero kiedy coś złego się już wydarzyło.
    Zazwyczaj jednak kończy się tylko na strachu i tutaj bardzo mocno trzymam kciuki żeby się Wam szybko udało i żeby wszystko było dobrze.

    Konsultowalas się z lekarzem? Są jakieś podejrzenia , dlaczego straciliście dzieciątko?

  • sewi3 Ekspertka
    Postów: 242 125

    Wysłany: 15 lutego, 20:21

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Kochane, czytam Wasze historie i łza się w oku kręci 😔 Tak wiele nowych osób dołączyło do forum.

    W moim przypadku minęły 2 lata od najgorszego możliwego wydarzenia w życiu. 2 długie lata, w trakcie których zmieniłam się o 180 stopni. Nie ma dnia, bym nie myślała o Synku💔, bym nie rozpamiętywała tego co się stało.
    Ale po stracie doczekałam się pięknej, zdrowej córki, która wróciła mi życie, a raczej jego sens. Ciąża była ciężka, bolesna, problemowa, zakończyła się przedwcześnie, ale wszystko co złe poszło w niepamięć, bo jest ONA.

    Oby każda z Was doczekała się Tęczy 🌈
    To forum pomaga, bo nie czujemy się samotne w naszym cierpieniu.

    W moim otoczeniu nie było nikogo kto doświadczyłby straty dziecka na tak późnym etapie (na szczęście!), a ja czułam się jak dziwak, indywiduum😔 Tu mogłam wylać swój ból, bo wiedziałam, że jestem rozumiana.

    Przytulam Was🫂

    Księgowa, Nata123, Marysia996, Natalia, mama Franciszka , KA lubią tę wiadomość

    13.12.2013 synek O... 😍
    06.2018 poronienie w 6tc😪
    08.2018 poronienie zatrzymane w 8tc 😪
    01.2023 poronienie w 6tc 😪
    05.2023 poronienie w 7tc 😪
    31.01.2024 Aniołek A... z 33tc 😭👼💔
    "Jeśli czasem patrzysz w niebo, to znaczy, że jeszcze w coś wierzysz..."

    05.10. - II 😍
    14.10. - mamy ❤️
    23.11. - I prenatalne - 6,4cm maleństwa 😘 USG w porządku
    22.01 - II prenatalne - 470 g Królewny ❤️👶
    26.03 - III prenatalne - 1550 g zdrowej 🌹👶

    05.05.2025 - 🤱👶😍

    age.png
  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 25 lutego, 22:41

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dziewczyny, które właśnie wróciły lub za chwilę wracają do pracy, trzymam za Was kciuki! Dajcie koniecznie znać jak przetrwałyście.

    Fasolowa_zupa lubi tę wiadomość

  • Swit Debiutantka
    Postów: 15 2

    Wysłany: 26 lutego, 18:27

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Cześć! Ja wróciłam kilka dni temu. Miło zostałam przyjęta co mocno pomaga się zaadoptować. Ale też czuję, że mocno mnie męczą wszystkie tematy w pracy…

    Moich współpracowników mogę podzielić na trzy grupy: ci którzy wiedzą o co się stało i traktują mnie zupełnie normalnie (co jest naprawdę bardzo mile), na tych którzy mnie omijają szerokim łukiem i nastaje niezręczna cisza jak się pojawiam, oraz na takich którzy nie wiedzą co się stało i pytają się jak się ma moje maleństwo… to ostatnie jest najgorsze. Niby starałam się na to przygotować, ale po każdym takim pytaniu cała drżę i nie mogę opanować łez…
    Zgodziłam się wrócić, wiem że dla mojego zespołu jest to ważne ale też czuję, że to chyba zbyt szybko. Z drugiej strony myślę sobie, że może to nie jest takie złe, może dzięki temu wrócę do żywych.Także jak widzicie, sama nie wiem co jest dla mnie dobre a co złe. Póki co wpadłam w wir pracy i uśmiecham się mimo, że w środku jestem cala w kawałkach… może to przejściowe, przecież od kilku miesięcy nie pracowałam…

    Nata, a jak to wyglada u Ciebie?

  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 27 lutego, 14:36

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Ja jeszcze nie wróciłam do pracy. Lada dzień wrócę i stresuje się bardzo.
    Brawo za powrót! To musiało być ciężkie, ale oby każdy dzień był łatwiejszy. Ja się obawiam chyba najbardziej właśnie pierwszego dnia. I tej konfrontacji , pierwszych rozmów, niezręczności .

  • Krysia1411 Autorytet
    Postów: 7903 7704

    Wysłany: 1 marca, 19:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nie zaglądam tu ostatnio zbyt często... widzę sporo osób, które pewnie mnie kojarza...

    Ale przeglądając ostatnia stronę postanowiłam Wam coś napisać, jako osoba, która była w tym miejscu, w którym jesteście teraz...

    W listopadzie minęło 5 lat od momentu po raz pierwszy pękło moje serce, życie rozpadło się na milion kawałków... moja mała córeczka umarła z do dzisiaj nur wyjaśnionych przyczyn...
    Pisałyście o pracy, ja wróciłam wtedy po tych 8 tygodniach... miałam wtedy w zespole większość facetów, co mi bardzo pomogło... powrót był na moich warunkach... rozmawialiśmy o tym wtedy kiedy ja tego potrzebowałam, mogłam się wypłakać kiedy tego potrzebowałam i pracować w takim tempie na jakie starczyło sily... więc to była dobra decyzja ... jeżeli tylko czujecie się na siłach, wracajcie, między ludźmi jest trochę łatwiej...

    Jako nadzieję, i to że warto wierzyć dodam, że po niecałych 2 latach pojawił się na świecie mój żywy syn... stał się całym naszym światem, o małej wciąż pamiętam, ale mam też swoje dziecko tutaj...

    Potem było trochę trudniej, bo 2 lata temu straciłam 2 kolejne ciąże - jedna w 7tc, druga okazała się pozamaciczna...

    Aktualnie jestem w 5tej ciąży... jak mówię to gdzieś u lekarza to widzę te sporzejnia że w moim wieku 5ta ciąża... ale wyraz twarzy zmienia się, jak dochodzimy do ilości dzieci...

    W każdym razie na pewno chciałabym żebyscie wiedziały, że warto walczyć...

    Fabregasowa, sewi3, Monia84& lubią tę wiadomość

    27tc+3 - 😢 [*] 11.20
    37tc+3 - 🌈
    6tc+4 - 😭 [*] 07.24 - żegnaj okruszku...
    3tc+4 💔

    age.png
    preg.png
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

    X.21 - 1️⃣ IVF - 3️⃣❄️

    23.12.21 - 1️⃣FET ❄️4AA 25.08.2022 🌈
    _ _ _ _
    04.06.24 2️⃣FET ❄️3AA
    06.07.24 💔
    _ _ _ _
    05.09.24 - 3️⃣FET ❄️4AB
    11.10.24 cp 💔
    ___________
    02.25 - 2️⃣ IVF - 1️⃣❄️
    22.03.25 - PGTa ❌️
    ___________

    30.04.2025 - 3️⃣IVF

    24.09.2025 - 4️⃣ FET ❄️4AA
    4dpt. ⏸️; 5dpt 6.18 ; 7dpt 26.7; 10dpt 160; 12dpt 389; 14dpt 995; 17dpt 3976🥹; 30dpt 💓 9.3mm; 7+4 11mm; 9+0 25mm; 10+4 43mm 🥹 [...] 16+4 209g ; 18+6 332g; 24+5 884g; 25+5 1006g

    ❄️4AA ❄️4BB ❄️4BB

    "Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich
    Ojcze, jeżeli trzeba, chcę Twoją wolę wypełnić"
  • Fabregasowa Autorytet
    Postów: 942 1165

    Wysłany: 2 marca, 21:55

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dzisiaj moja córka kończyłaby roczek. Nazwaliśmy ja Anielka, od Aniołka. I mimo,że to my podjęliśmy decyzję o zakończeniu ciąży to nie ma dnia bym o niej nie myślała. Widok jej nóżki zawsze wywołuje we mnie płacz i myśli dlaczego na nas akurat trafiło i co mogłam zrobic inaczej.

    Za dwa dni moja druga córeczka kończy 3miesiace. Urodzila sie z tzw pocałunkiem anioła, wiem ze to buziak od jej siostrzyczki.

    Choć czasem bywa ciężko, bardzo ciężko, kocham ja tak bardzo. Jej uśmiech wynagradza mi wszystko a kazda drzemka kontaktowa i ciepło jej ciałka rozczula mnie. Nic sie nie liczy poza tym ze jest zdrowa. I jest ze mną.

    Trzymajcie sie ciepło. Do was tez los sie uśmiechnie, nigdy nie traccie nadziei 🌈

    sewi3 lubi tę wiadomość

    👩‍🦰1990🧔1986

    Ja: niedoczynność tarczycy, po LEEP. PAI homo, MTHFR

    10.2024 19t 🩷💔
    01.2025 cb
    12.2025 🩷🌈 41+1

    age.png
  • Misiaa Autorytet
    Postów: 4893 7472

    Wysłany: 9 marca, 20:18

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    I ja przychodzę ku pokrzepieniu serc.
    Po wysokich stratach , braku nadziei ale....przy ogromnej sile walki uda się! Ja też czasami nie miałam siły, nie miałam ochoty żyć, nie miałam siły witać nowego dnia...wszystko było byle jakie, bez sensu...było,bo być musiało. Ale walczyłam, traciłam nadzieję ale walczyłam gdy tylko gdzieś zauważyłam choćby najmniejsza iskierkę nadziei...i udało się 💪 mój synek w maju skończy już/aż 4 lata. Do dzisiaj czasami nie wierzę że jest mój, że żyje, że oddycha... :)
    Walczcie! Upadajcie jeśli los tak chce, ale z siłą lwicy wstancie i pokażcie że za łatwo się nie poddacie
    Trzymam kciuki za każdą z Was. I pamiętajcie...jesteście wyjątkowe! Bo większość kobiet może mieć dzieci,ale nie każda kobieta może być matką anioła ♥️

    Fabregasowa, sewi3, Natalia, mama Franciszka lubią tę wiadomość

    24tc...17.05.2017 córeczka 😇💔
    26tc...02.03-19.05.2018 córeczka 😇💔
    IV.2019 CB
    24tc...11.12.2020 córeczka👼💔
    9tc... VI.2021 😇💔
    05.05.2022 na świecie pojawił się CUD BARTUŚ ❤

    "Wtedy, gdy wydaje mi się, że już nie dam rady
    - przypominam sobie kto mi się przygląda..."
  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 20 marca, 14:51

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dziekuje dziewczyny za Wasze komentarze. Takie wsparcie bardzo pomaga i dodaje sił.

  • Jagodailas Znajoma
    Postów: 23 9

    Wysłany: 21 marca, 11:57

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Hej dziewczyny !
    Nie wiem czy mnie pamiętacie ..
    Dwa lata temu (23 marca 2024) urodzilam martwe dziecko w 36i4 tyg ciąży chłopczyk Mikołaj 💙
    Dziś dwa lata później trzymam w rękach mój mały tęczowy cud !
    Pola urodziła się 9 marca też przez cc 🩷🩷
    Pamietajcie zeby nigdy sie nie poddawac wiem ze to oklepane słowa które po stracie dziecka nie pomagają ale wierzcie mi czas na prawde leczy rany.
    Nigdy sie nie zapomni tego co sie przeszlo ... ale z czasem jest po prostu prościej łatwiej 💕
    Trzymam kciuki za każdą z Was ! Całuje i przytulam 😘

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 21 marca, 11:57

    Sho_opa, sewi3, Natalia, mama Franciszka , Marysia996, Fasolowa_zupa lubią tę wiadomość

    Mikołaj 🤍👼 36+3
    Starania od Lipca 2024🌈
    09.03.2026r Pola 🩷💕🌈
  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 11 kwietnia, 22:21

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dobrze się czyta, że po takiej stracie przyszło do Was jeszcze szczęście. Że nie straciłyście nadzieji. Ja myślałam od razu po śmierci córeczki, tylko o tym kiedy będę mogła zacząć starania o kolejne dziecko. A jak ten czas się zbliża bo minęło już ponad pół roku to nie wiem czy w ogóle zdecyduje się. Lekarze mowia ze nie ma przeciwwskazań. Że będziemy monitorować . Jestem bardzo zaopiekowana przez szpital. Ale nie wiem czy się zdecyduje bo czuję jakby to było przeciwko córeczce, że to w pewien sposób zastąpienie jej . Chociaż oczywiście wiem że to byłoby inne dziecko. No a druga sprawa że tak ogromnie boję się straty . Albo chorego dzieciątka.
    Nasze życie już nigdy nie będzie takie same. Tracę trochę sens mimo że mam jedno dziecko już tutaj na ziemi.

  • Sho_opa Znajoma
    Postów: 20 4

    Wysłany: 12 kwietnia, 12:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nata123 mam tak samo - z jednej strony bardzo pragnę drugiego dziecka a z drugiej jest we mnie ogromny lęk przed ponowną stratą lub chorobą dziecka, bo życie pokazało, że nie da się mieć kontroli nad wszystkim i nigdy nie ma 100% gwarancji, że będzie ok. Dodatkowo czuję jakby to byłaby pewnego rodzaju "zdrada" naszego Synka.

    Nie opowiadałam jeszcze swojej historii, choć to forum przeczytałam od pierwszego wpisu i było dla mnie podporą już w szpitalu, kiedy 7 lipca 2025 w 32tc +0 dowiedziałam się, że serce mojego Synka nie bije.

    Mam jedną córeczkę 11 lat, ciąża z 1 cyklu starań, na przełomie 24/25 tc pojawiły się problemy z wydolnością szyjki, założono pessar i odtąd tryb praktycznie leżący do 37 tc (córka donoszona do 39 tc). Zdając sobie sprawę, że w drugiej ciąży może być podobnie, chcieliśmy odczekać kilka lat, żeby nie było takiej sytuacji, że ja leżę a w domu jest małe dziecko. Potem była taka sytuacja w życiu zawodowym i rodzinnym, że odłożyliśmy jeszcze starania aż w końcu jak je zaczęliśmy, to miałam już 38 lat. Niestety nie udawało się zajść w ciążę, zaczęła się diagnostyka i niby wszystko było w porządku, ale zegar tykał więc zdecydowaliśmy się na in vitro. Miesiąc przed swoimi 40 stymi urodzinami miałam punkcję jajników i decyzja kliniki, żeby z transferem zaczekać do drugiego cyklu po punkcji i wtedy stał się cud. W cyklu po punkcji zaszłam naturalnie w ciążę 🥰 Radość była ogromna. Jak poznaliśmy płeć, to już w ogóle byliśmy wniebowzięci. W 19 tc okazało się, że szyjka się bardzo skróciła, założono szew. W 26 tc szpital, podanie sterydów i dołożenie pessaru, bo zaczęło się robić rozwarcie. Pobyt w szpitalu do 30 tc. W badaniach USG i w KTG zawsze wszystko wychodziło ok. Dziecko rozwijało się super. Jak zaczął się 30 tc i wyszłam do domu, to byłam już mega spokojna, że nawet jak się urodzi, to będzie miał duże szanse na przeżycie i małe ryzyko negatywnych konsekwencji wcześniactwa.
    W piątek 4 lipca byłam na wizycie u ginekologa ( bez badania USG, bo USG miałam robione w szpitalu kilka dni przed wyjściem ze szpitala a na 10 lipca byłam umówiona na badanie prenatalne III trymestru). W sobotę rano miałam badania krwi (prawidłowe) a jak kładliśmy się spać to Synek miał czkawkę, pamiętam jak oboje z mężem przyglądaliśmy się brzuchowi i się cieszyliśmy że tak sobie ćwiczy- wszystko przebiegało tak jak zawsze, nie było nic niepokojącego. W niedzielę przed południem Synek trochę gwałtownie się ruszał, ale pomyślałam, że może się przekręcił, miał jeszcze sporo miejsca. Późnym popołudniem zorientowałam się, że coś długo nie czuję jego ruchów. Poruszałam brzuchem na boki, puściłam muzykę i widać było jakieś takie jakby "uwypuklenie" na brzuchu, więc pomyślałam ok pewnie się przekręcił, nie czuję kopniaków, ale wypiął pupę, może wieczorem będzie bardziej aktywny, bo tak zazwyczaj było. Wieczorem było podobnie, pojawiły się dwa, trzy razy takie uwypuklenia na brzuchu ( to chyba jego martwe ciałko już się po prostu "obijało" od ścian macicy 🥹) . Rano pojechaliśmy na IP i tam informacja, że Synek nie żyje 😭 Po zdjęciu pessara i szwu bardzo szybko rozkręciła się akcja porodowa, urodziłam sn tego samego dnia o 19:18. Cały czas był ze mną mąż. Położne były wspierające jeśli chodzi o sam poród, natomiast mam żal o to, że nie zasugerowały żeby np. zrobić odciski stópek i dłoni albo wziąć kosmyk włosów. Bardzo żałuję, że nie mam kosmka jego włosów a miał takie długie, czarne 🥹 Hektor został ubrany w spioszki, owinięty w rożek z włóczki a na głowę założono mu czapeczkę z włóczki. Mieliśmy "słynne" dwie godziny na pożegnanie się z Hektorem. Byłam o tyle przytomna, że powiedziałam mężowi, żeby zrobił zdjęcia.

    Pierwsze tygodnie po śmierci Hektora, to był ogromny ból psychiczny połączony z poczuciem winy, że nie pojechaliśmy wcześniej na IP, że nie było zrobione USG na ostatniej wizycie.
    Przyczyny obumarcia do tej pory nie znamy. Żaden z lekarzy patrząc na wyniki sekcji zwłok czy też histopatologii nie powiedział że przyczyną było to i to. Synek nie był ani okręcony pępowiną ani nie miał węzła. Pępowina była dosyć krótka i niekorzystnie przyczepiona brzeźnie i błoniasto. W sekcji zwłok napisane, że nie można stwierdzić przyczyny obumarcia, wszystkie narządy wewnętrzne prawidłowe. W wynikach histopatologicznych łożyska i błon wyszły nacieki zapalne plus ogniskowe zwapnienia i zwłóknienia w podscielisku z kosmków. Lekarz prowadzący stwierdził, że nie wie co mogło się stać, że te nacieki zapalne to wychodzą bardzo często a zwapnienia na tym etapie mogą się pojawić, bo łożysko się starzeje. Lekarz, który odbierał poród stwierdził, że to była jakaś niewydolność łożyska ( ale Synek był na 40 centylu, wagowo odpowiadał 33-35 tc a 2,5 tygodnia przed obumarciem przepływy były idealne).

    7 kwietnia minęło 8 m-cy od straty i mimo, że mam żywe dziecko tu na Ziemi, to razem ze śmiercią Hektora uleciało większość radości z życia. Jest mi ciężko cieszyć się z tego co mam i to doceniać, ale cały czas próbuje się przekonać do tego, że jeszcze będzie pięknie


    Wiadomość wyedytowana przez autora: 12 kwietnia, 12:08

  • Nata123 Koleżanka
    Postów: 46 6

    Wysłany: 12 kwietnia, 17:31

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Sho_opa wrote:
    Nata123 mam tak samo - z jednej strony bardzo pragnę drugiego dziecka a z drugiej jest we mnie ogromny lęk przed ponowną stratą lub chorobą dziecka, bo życie pokazało, że nie da się mieć kontroli nad wszystkim i nigdy nie ma 100% gwarancji, że będzie ok. Dodatkowo czuję jakby to byłaby pewnego rodzaju "zdrada" naszego Synka.

    Nie opowiadałam jeszcze swojej historii, choć to forum przeczytałam od pierwszego wpisu i było dla mnie podporą już w szpitalu, kiedy 7 lipca 2025 w 32tc +0 dowiedziałam się, że serce mojego Synka nie bije.

    Mam jedną córeczkę 11 lat, ciąża z 1 cyklu starań, na przełomie 24/25 tc pojawiły się problemy z wydolnością szyjki, założono pessar i odtąd tryb praktycznie leżący do 37 tc (córka donoszona do 39 tc). Zdając sobie sprawę, że w drugiej ciąży może być podobnie, chcieliśmy odczekać kilka lat, żeby nie było takiej sytuacji, że ja leżę a w domu jest małe dziecko. Potem była taka sytuacja w życiu zawodowym i rodzinnym, że odłożyliśmy jeszcze starania aż w końcu jak je zaczęliśmy, to miałam już 38 lat. Niestety nie udawało się zajść w ciążę, zaczęła się diagnostyka i niby wszystko było w porządku, ale zegar tykał więc zdecydowaliśmy się na in vitro. Miesiąc przed swoimi 40 stymi urodzinami miałam punkcję jajników i decyzja kliniki, żeby z transferem zaczekać do drugiego cyklu po punkcji i wtedy stał się cud. W cyklu po punkcji zaszłam naturalnie w ciążę 🥰 Radość była ogromna. Jak poznaliśmy płeć, to już w ogóle byliśmy wniebowzięci. W 19 tc okazało się, że szyjka się bardzo skróciła, założono szew. W 26 tc szpital, podanie sterydów i dołożenie pessaru, bo zaczęło się robić rozwarcie. Pobyt w szpitalu do 30 tc. W badaniach USG i w KTG zawsze wszystko wychodziło ok. Dziecko rozwijało się super. Jak zaczął się 30 tc i wyszłam do domu, to byłam już mega spokojna, że nawet jak się urodzi, to będzie miał duże szanse na przeżycie i małe ryzyko negatywnych konsekwencji wcześniactwa.
    W piątek 4 lipca byłam na wizycie u ginekologa ( bez badania USG, bo USG miałam robione w szpitalu kilka dni przed wyjściem ze szpitala a na 10 lipca byłam umówiona na badanie prenatalne III trymestru). W sobotę rano miałam badania krwi (prawidłowe) a jak kładliśmy się spać to Synek miał czkawkę, pamiętam jak oboje z mężem przyglądaliśmy się brzuchowi i się cieszyliśmy że tak sobie ćwiczy- wszystko przebiegało tak jak zawsze, nie było nic niepokojącego. W niedzielę przed południem Synek trochę gwałtownie się ruszał, ale pomyślałam, że może się przekręcił, miał jeszcze sporo miejsca. Późnym popołudniem zorientowałam się, że coś długo nie czuję jego ruchów. Poruszałam brzuchem na boki, puściłam muzykę i widać było jakieś takie jakby "uwypuklenie" na brzuchu, więc pomyślałam ok pewnie się przekręcił, nie czuję kopniaków, ale wypiął pupę, może wieczorem będzie bardziej aktywny, bo tak zazwyczaj było. Wieczorem było podobnie, pojawiły się dwa, trzy razy takie uwypuklenia na brzuchu ( to chyba jego martwe ciałko już się po prostu "obijało" od ścian macicy 🥹) . Rano pojechaliśmy na IP i tam informacja, że Synek nie żyje 😭 Po zdjęciu pessara i szwu bardzo szybko rozkręciła się akcja porodowa, urodziłam sn tego samego dnia o 19:18. Cały czas był ze mną mąż. Położne były wspierające jeśli chodzi o sam poród, natomiast mam żal o to, że nie zasugerowały żeby np. zrobić odciski stópek i dłoni albo wziąć kosmyk włosów. Bardzo żałuję, że nie mam kosmka jego włosów a miał takie długie, czarne 🥹 Hektor został ubrany w spioszki, owinięty w rożek z włóczki a na głowę założono mu czapeczkę z włóczki. Mieliśmy "słynne" dwie godziny na pożegnanie się z Hektorem. Byłam o tyle przytomna, że powiedziałam mężowi, żeby zrobił zdjęcia.

    Pierwsze tygodnie po śmierci Hektora, to był ogromny ból psychiczny połączony z poczuciem winy, że nie pojechaliśmy wcześniej na IP, że nie było zrobione USG na ostatniej wizycie.
    Przyczyny obumarcia do tej pory nie znamy. Żaden z lekarzy patrząc na wyniki sekcji zwłok czy też histopatologii nie powiedział że przyczyną było to i to. Synek nie był ani okręcony pępowiną ani nie miał węzła. Pępowina była dosyć krótka i niekorzystnie przyczepiona brzeźnie i błoniasto. W sekcji zwłok napisane, że nie można stwierdzić przyczyny obumarcia, wszystkie narządy wewnętrzne prawidłowe. W wynikach histopatologicznych łożyska i błon wyszły nacieki zapalne plus ogniskowe zwapnienia i zwłóknienia w podscielisku z kosmków. Lekarz prowadzący stwierdził, że nie wie co mogło się stać, że te nacieki zapalne to wychodzą bardzo często a zwapnienia na tym etapie mogą się pojawić, bo łożysko się starzeje. Lekarz, który odbierał poród stwierdził, że to była jakaś niewydolność łożyska ( ale Synek był na 40 centylu, wagowo odpowiadał 33-35 tc a 2,5 tygodnia przed obumarciem przepływy były idealne).

    7 kwietnia minęło 8 m-cy od straty i mimo, że mam żywe dziecko tu na Ziemi, to razem ze śmiercią Hektora uleciało większość radości z życia. Jest mi ciężko cieszyć się z tego co mam i to doceniać, ale cały czas próbuje się przekonać do tego, że jeszcze będzie pięknie
    Bardzo mi przykro że Cię to spotkało. Czy dobrze rozumiem że możesz jeszcze próbować in vitro?
    Mnie też wiek już nagli.. podobnie pierwsza ciąża była od razu a kolejna już nie.. a teraz .. nie dość że decyzje jest trudno podjąć to jeszcze nie jest powiedziane że się uda.

‹‹ 743 744 745 746 747
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zapisz się na newsletter:

Zainteresują Cię również:

Akcesoria do gondoli – co warto mieć pod ręką?

Komfortowy spacer z maluchem zaczyna się od dobrze dobranych akcesoriów do gondoli. Sprawdź, co naprawdę warto mieć pod ręką, by zadbać o wygodę i bezpieczeństwo dziecka.      

CZYTAJ WIĘCEJ

Choroby endometrium - jakie są najczęstsze?

Czym jest endometrium, a czym endometrioza? Jakie mogą być inne choroby endometrium i jak się objawiają? Jaka grubość endometrium jest optymalna podczas starań o dziecko? 

CZYTAJ WIĘCEJ

Smog - czy smog w Polsce może obniżać płodność?

Polska jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów na świecie. To niestety przykry fakt. Jesteśmy świadomi, że smog negatywnie wpływa na nasz organizm - płuca, serce. Ale czy może również upośledzać naszą płodność? Czy może dodatkowo obniżać parametry nasienia? Czy możemy mądrze się przed tym zabezpieczać, czy to już histeria? Zadaliśmy to pytanie ekspertom, przeczytaj co usłyszeliśmy!  

CZYTAJ WIĘCEJ