X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Forum Starając się - ogólne Przy nadziei - historie o zajściu w ciążę po długim staraniu
Odpowiedz

Przy nadziei - historie o zajściu w ciążę po długim staraniu

Oceń ten wątek:
  • Tulipanka Autorytet
    Postów: 490 361

    Wysłany: 8 lutego 2017, 18:01

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Kiedy zakładałam ten wątek, marzyłam, aby kiedyś dodać swój wpis. I przyszedł taki moment.
    Staraliśmy się równe 3 lata. Najpierw na spokojnie, choć mąż mi zarzucał, że tak naprawdę nigdy nie było na spokojnie, że od samego początku miałam "parcie na ciążę". I chyba miał rację. Potem było oczywiście gorzej, bo wszystkie badania wychodziły ok, a o dziecku mogłam sobie tylko marzyć. Chodziłam po lekarzach, robiłam badania (w sumie potem wyszło, że parę rzeczy mogło trochę przeszkadzać). Dziś wiem, ze muszę uważać na słodycze do końca życia. Nawet w czasie tych starań nauczyłam się ich nie jeść. Było kilka diet - przeróżnych. Zjadłam mnóstwo suplementów, przeszłam też próby leczenia...

    Wkleję po części wpis z mojego pamiętnika, bo najbardziej chyba opisuje to, jakim cudem się udało:

    "3 lata starań, 3 lata na zmianę nadzieja i jej brak, łzy, rezygnacja i strach. Strach, że nigdy się nie uda. A co w tym wszystkim najtrudniejsze - to samotność. Osamotnienie w bólu, w tęsknocie, w obawach, w pustce...

    Dlaczego udało się w naszym przypadku?
    Mogłabym tutaj wymienić szereg czynników natury biologicznej, proces leczenia itp. Ale ja wiem, że to nie dzięki medycynie jestem w ciąży (medycynę zostawiam na drugim planie - choć na pewno miała znaczenie).
    Niepłodność to była droga zaufania Bogu. Kiedy w końcu, po długim czasie, uwierzyłam, że Bóg mnie kocha i dla Niego naprawdę ma znaczenie to, czego pragnę, jak bardzo pragnę zostać mamą, wtedy właśnie wydarzył się ten nasz Cud. Z ufnością, ale także z pokorą prosiłam Ojca w Niebie (którym jest Ojcem doskonałym), aby spojrzał na ból mojego serca i dał mi zostać mamą. Nie wiedziałam jak będzie, ale uwierzyłam, że nie jestem sama. Że ktoś te moje łzy dokładnie policzył i tylko czekał na mój ruch...
    I co z tego, że od zawsze byłam wierząca i modląca się. Wiara to droga, a ja w tak oczywistej sprawie miałam zamknięte oczy.
    Wszystkim - wierzącym i niewierzącym - życzę takiego szczęścia i radości. Nie da się tego z niczym porównać".


    Karoluś81, palusia171, Dakota, sallvie, Auricomka, Dominisia883, spioch2, oloowa2709, Lena 40, Pomarańczowa lubią tę wiadomość

    Tuli
    Synuś ur 08.2017 - 3 lata starań
    Córcia ur 11.2019
    PCO, Hashimoto, hiperprolaktyn., celiakia.
  • Karoluś81 Autorytet
    Postów: 1633 1988

    Wysłany: 9 lutego 2017, 12:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Tulipanka tak się cieszę że mogłaś tutaj opisać swoją szczęśliwa historię. To piękne :-) jeszcze raz gratuluję. Nadzieja mnie nie opuszcza :-)

  • Anna 1985 Koleżanka
    Postów: 40 41

    Wysłany: 3 listopada 2017, 12:14

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Hej Dziewczyny,to ja również opiszę swoją historię starania o drugie dziecko.Z pierwszym poczęciem nie mieliśmy większych problemów udało się po 6 miesiącach.Wystarczylo,że mąż wyregulował sobie tarczycę (choruje na nadczynność).Jak młody skończył 3 lata zaczęliśmy myśleć o rodzeństwie dla niego. Po roku nieudanych pròb poszłam do gina i zrobiłam badania hormonów.Wyniki wyszły Ok,a monitoring potwierdzał owulację.Wysłałam męża na badanie nasienia.Wyniki,które odebrał mnie załamały.Ciężka oligospermia,morfologia 1%,do tego ilość plemników poniżej pół miliona.Zaczęły się wizyty u androloga,kazał zmienić dietę ograniczyć alkohol i brać fertilman.Po pół rocznej kuracji morfologia skoczyła do 3% a ilość plemników zwiększyła się do 2 mln.Nadal kiepsko,nie mieliśmy nawet szans na inseminacje.Próbowalam odpuścić ale nie umiałam.Zaczęłam szukać informacji o leczeniu lekami i najlepszych andrologach w Polsce.Namówiłam męża na leczenie w Warszawie.Trafił do dobrego specjalisty,A ja w końcu odzyskałam nadzieję,że może uda się bez kosztownego in vitro.Po pół rocznej kuracji Agapurinem i clo wyniki poprawiły się jeśli chodzi o ilość nasienia 20 mln plemników,niestety morfologia nadal pozostała na poziomie 3%.Lekarz kazał się przez cały czas leczenia nadal starać.W tym czasie bardzo siadała mi psychika gdybym nie miała już syna to pewnie całkowicie zalamałabym się.Pomagała mi modlitwa do Matki Boskiej i Nowenna Pompejska.Nigdy nie byłam za bardzo wierząca,ale wtedy czułam,że taka medytacja duchowa mi pomoże.Zakupiłam nawet nowy różowy różaniec i modliłam się o zdrową córkę.Ostatnuą wizytę u lekarza mąż miał w marcu.Wtedy lekarz powiedział że może zapisać kurację jeszcze tylko na 2 miesiące,a później przygotuję nas do inseminacji chociaż szanse przy takiej morfologii są niewielkie.Zbliżały się Święta Wielkanocne,miałam w tych dniach owulację więc działaliśmy.Wtedy to były pierwsze dni kiedy trochę odpuścilismy i ten sex był taki jak dawniej.10 mają mąż miał kolejną wizytę u lekarza,ale dzień wcześniej test pokazał mi 2 kreski.W międzyczasie odebralismy jeszcze wyniki badań nasienia,które praktycznie się już nie poprawiły.Do dziś nie wiem jakim cudem zaszłam w ciążę.Obecnie jestem w 31 tygodniu ciąży,a mała dziewczynka rozrabia w moim brzuchu:)))Dziewczyny,sama starając się o dziecko czytałam podobne historie i nadal czerpałam z nich chociaż niewielki płomyk nadziei.Jedno jest pewne trzeba walczyć i stosować nawet śmieszne dla innych sposoby aby spełniać marzenia.Trzymam kciuki za wszystkie pary starające się

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 listopada 2017, 12:15

    Helenka_mała lubi tę wiadomość

    orsnap9.png
  • Niunka87 Przyjaciółka
    Postów: 99 77

    Wysłany: 3 listopada 2017, 15:47

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Czesc
    Jestem tu nowa i to jest moj pierwszy post.
    Postanowilam, ze najpierw napisze moja historie aby dac nadzieje innym starajacym sie para.
    Zaczelo sie od poronienia w 13 tygodniu okazalo sie ze serduszko przestalo bic duzo wczesniej :( w ta ciaze zaszlam latwo bylo to w 2009 roku jednak po poronieniu komplikacje sie zaczely, okazalo sie ze mam PCOS i brak owulacji, przez ponad 5 lat probowalismy zajsc w ciaze ale nic nie pomagalo, leki , laparoskopia, lekarze powiedzieli ze szanse na zajscie nawet po in vitro sa bardzo slabe. ale nigdy sie nie poddalam. Pragnienie dziecka bylo dla mnie najwazniejsze. Po ponad 5 latach bez lekow pare dni po slubie zrobilam test ktory wyszedl pozytywnie, byl to poczatek najpieknieszych dni w mojim zyciu. Teraz moje Szczescie moje Cudo ma ponad dwa latka. staramy sie o drugie i mam nadzieje ze tez sie uda.
    powodzenia mam nadzieje ze i Wam sie uda :)

    Szczesliwa mama 2015 :)
    staramy sie o drugie
  • sallvie Autorytet
    Postów: 2937 3455

    Wysłany: 5 listopada 2017, 11:00

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Hej dziewczyny. To i ja opiszę szczęśliwe zakończenie długich starań o maleństwo.

    Dla kogoś "z zewnątrz" wydawałoby się, że zajście w ciążę, w moim przypadku będzie niczym pstryknięcie palcem, młoda, pełna zdrowia...
    A jednak.
    W 2013 roku przeszłam operację usunięcia torbieli z jajowodu, torbiel już gniła i atakowała tym samym jajowód, który koniec końców udało się uratować, ale nie był już taki super, jak ten drugi. Nikt o tym głośno nie mówił, bo nie był to przyjemny temat, ale każdy wiedział, w tym ja sama, że dzidziusia mogę nie doczekać.
    Od 16 roku życia ginekolog jest moim najczęściej odwiedzanym lekarzem, chodzę do niego PRZYNAJMNIEJ raz na pół roku, ale i bywa tak, że jestem dwa-trzy razy w miesiącu.


    Historia właściwa..
    Wszystko zaczęło się w 2014 roku kiedy poznałam mojego obecnego narzeczonego. Szybko wiedziałam, że to właśnie ON i że to z nim pragnę założyć rodzinę, miałam 17 lat, on 18 ale wiedziałam, że nie ma na co czekać. Dałam sobie pół roku "chybił trafił" po miesiącu znajomości zaczęliśmy się starać, nie do końca świadomie ale jednak starać bo jak nazwać inaczej świadomy brak antykoncepcji?
    Minęło pół roku i nic. Wtedy powiedziałam mojemu narzeczonemu, że chcę dziecko jakkolwiek to zabrzmi ( rocznikiem miałam już 18 lat ) on chciał tego samego. Więc zaczęliśmy bardziej świadome starania. Chodziłam po ginekologach ale słyszałam tą samą gadkę "jajowody czyste, macica piękna, jest pani młoda" ...
    Miałam nieregularne cykle, do tego wszystko wskazywało na to że bezowulacyjne, ani śluzu, ani nic...

    Po dwóch latach a 25 cyklach nadszedł TEN cykl w 12 dniu cyklu zalało mnie śluzem płodnym, działaliśmy jak zawsze ale cudu się nie spodziewałam.
    Potem jednak coś mi mówiło, że może jednak, nie dlatego, że co miesiąc tak sobie wmawiałam, tym razem jakoś dziwnie bolały mnie sutki, piersi stały się pełniejsze, a na nich siateczka żył.
    Okres w teorii spóźniał się 5 dzień, postanowiłam zrobić kolejny test ciążowy, myślałam, że kolejny negatyw.

    Dziś mój test ciążowy ma ponad 7 miesięcy i codziennie patrząc na nią jestem pewna że cuda się zdarzają :)

    Kornelia - 2017r. (37+2) - 25cs
    Seweryn - 2019r. (37+0) - 1cs
    Aniołek 5 tydzień - 18.03.2021 - 2cs

    iv09jw4z732yf0w9.png
    _______________
    Niedoczynność tarczycy.
    Prawdopodobnie niewydolność łożyska.
    2013r. operacja usunięcia torbieli lewego jajowodu.
  • Dominisia883 Autorytet
    Postów: 669 910

    Wysłany: 6 listopada 2017, 11:07

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Anna_1985 nawet nie wiesz jaka nadzieję mi dałaś :) u mojego M też liczba plemników bardzo poniżej normy bo około 2mln i 2% prawidłowych :) ah teraz dałaś mi jeszcze większego kopa żeby się nie poddawać dziękuję :)

    Kiepskie nasienie
    IO
    Mutacje mthfr hetero
    4 lata starań
    2018 IUI 😥
    06.2020 IVF biochemiczna 😥
    Próbujemy dalej naturalnie ♥️
    Klinika Medart Poznań 🤞🍀
  • miamia Koleżanka
    Postów: 40 1

    Wysłany: 10 listopada 2017, 08:09

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witam Was
    Dziewczyny, czy jest tu ktoś, komu się udało z jednym niedrożnym jajowodem, drugi udrożniony pod ciśnieniem podczas laparoskopii, macica dwurożna z przegrodą częściową, Hashimoto i niedoczynnością tarczycy?
    Będę wdzięczna za odrobinę nadziei... Staramy się ok 1,5 roku.

  • Anna 1985 Koleżanka
    Postów: 40 41

    Wysłany: 11 listopada 2017, 13:44

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Dominisia883 wrote:
    Anna_1985 nawet nie wiesz jaka nadzieję mi dałaś :) u mojego M też liczba plemników bardzo poniżej normy bo około 2mln i 2% prawidłowych :) ah teraz dałaś mi jeszcze większego kopa żeby się nie poddawać dziękuję :)

    Cieszę się, że mój wpis dodał Ci siły do walki. Trzymam mocno kciuki, aby Wam również wkrótce się udało :)

    orsnap9.png
  • Alcia0204 Znajoma
    Postów: 16 10

    Wysłany: 23 stycznia 2018, 18:42

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    OD ponad 2 lat przerzucałam to forum miliony razy w poszukiwaniu chociaż odrobiny nadziei, nowych pomysłów, możliwości, by chociaż odrobinę poczuć się wśród "swoich" wśród ludzi, którzy mają ten sam cel, te same rozterki i marzenia. Dzisiaj to ja chciałabym Was podbudować swoją historią. Byście miały siłę wierzyć, że te nasze walki nie idą na marne, że się udaje...
    Zaczęło się we wrześniu 2015 roku, w pracy problemy, jesteśmy rok po ślubie w nowym mieszkaniu idealny moment... Ja pewna siebie bo przecież miesiączki jak w zegarku owulacje czuję i w głowie ten plan, że na wigilię zrobimy sobie i rodzinie prezent. Wigilia minęła i dalej nic. Jedyne co zaczęło wzbudzać moje obawy to obfite miesiączki ze skrzepami, więc w styczniu byłam już u lekarza, akurat był to moment owulacji więc tylko zostałam upewniona w tym, że wszystko jest ok a miesiączki w opinii lekarza... no cóż może taka moja uroda? Nie należę do ludzi cierpliwych... W kwietniu wiec zrobiłam podstawowe badania hormonalne na własną rękę pewna, że tu kryje się problem, mam 29 lat i trądzik dalej nie minął więc szukanie problemu w tym miejscu wydawało mi się zasadne. Wyniki TSH podwyższone, prolaktyna także. Diagnoza: niedoczynność tarczycy i hiperprolaktynemia. Byłam pewna, że to koniec tej historii unormuję hormony, miesiączki staną się mniej obfite miesiąc dwa będę w ciąży. W między czasie ponowiłam usg u innego lekarza, również zostałam upewniona w tym, że wszystko jest świetnie macica tylko czeka na zarodek. Na pewno problem tkwi w partnerze. Zrobiliśmy badania. Nasienie rzeczywiście mogłoby być lepsze, ale mimo wszystko nie było tak źle. Męża więc zaczęłam faszerować suplementami. Po 3 miesiącach powtórka - duża poprawa, moje badania również w normie, miesiączki jak były obfite tak były, ale już pewna, że taka moja uroda nawet przestałam o tym mówić do momentu wizyty u kolejnego ginekologa. Był grudzień 2016 podczas usg moja obecna doktor zapytała czy ktoś mi powiedział o tym polipie w macicy? Że co? Jaki polip? Mam 2 usg z przeciągu kilku miesięcy więc skąd on by się wziął? Kluczowe pytanie doktor...A nie ma Pani obfitych bolesnych miesiączek? Z tym polipem to w życiu Pani w ciążę nie zajdzie, to naturalna wkładka antykoncepcyjna. Okazało się, że polip był widoczny już na poprzednim usg co więcej lekarz go zmierzył! nie mówiąc o tym słowa i nie dokonując żadnego wpisu w opisie badania! No cóż... zagryzłam zęby... trudno... ważne, że już wiem w czym problem. Po 3 miesiącach byłam po histeroskopii. Polip 1,5 cm usunięty, macica bez wad. Tylko czekać na dzieciątko... Kolejne miesiące i nic... Psychika w rozsypce... Zaczęłam pić kwas foliowy z inozytolem codziennie jedną szaszetkę (wcześniej piłam 2/3 razy w tygodniu) tak by wspomóc jajniki. Kolejne monitoringi, mój organizm zaczął szaleć... W jednym cyklu miałam 4 owulacje, z niektórych pęcherzyków zaczęły robić się torbiele endometrialne! Dramat, znów zawalił mi się świat, co jeśli będę musiała je usunąć być może razem z jajnikami? Jak to możliwe ze mając tyle owulacji dalej nie jestem w ciąży? Zaprzestałam picia tego tak często, zostałam przy suplementacji 2/3 razy w tygodniu, powoli wszystko wróciło do normy, torbie trochę się zmniejszyły. Następny krok HSG. Jako dziecko miałam usunięty wyrostek robaczkowy, który był rozlany więc jest trop... na pewno są jakieś zrosty... We wrześniu 2017 HSG wykazało niedrożność lewego jajowodu, lekarz stwierdził, że prawy prawdopodobnie, również był niedrożny, że konstrast go "przepchnął". Dał nam pół roku na starania jeśli nic z tego nie wyjdzie to in vitro... Podczas badania nie powiedział nic więcej. Wyszłam ze szpitala pełna nadziei... kolejny raz, ale nie trwało to długo. Na wypisie ze szpitala doczytałam (niestety dopiero po powrocie do domu) zapis "podejrzenie gruczolaka szyjki macicy". Wujek google podpowiedział mi jedynie RAKA! PŁACZ! PANIKA! KONIEC WSZYSTKIEGO! do wizyty u swojego lekarza, która miałam kolejnego dnia przeżyłam gehennę. Czy to się niegdy nie skończy? Co jeszcze? Jak to możliwe? Kilka miesięcy wcześniej histeroskopia, badania hisopatologiczne wyszły przecież prawidłowo, cytologia ok skąd więc u mnie takie historie? Ale skoro napisał to bardzo dobry lekarz, podpisał się pod tym ordynator jednego z najlepszych oddziałów ginekologicznych w Polsce, a radiolog jest profesorem hab. To coś musi w tym być. Moja doktor zrobiła wielkie oczy na te rewelacje, skonsultowała się z jeszcze jednym ginekologiem. Nikt z nich nie słyszał o czymś takim. Gruczolak szyjki macicy nie istnieje w ginekologi! A już na pewno nie da się tego wykryć w badaniu HSG. Jest owszem, ale gruczolako-rak a to zupełnie co innego! Kolejnego dnia pojechałam wyjaśnić sytuację do szpitala niestety nie udało mi się spotkać z tym lekarzem. Pani w sekretariacie jedynie udzieliła mi informacji, że mam sobie to wyłyżeczkować! Podobno po konsultacji z jakimś lekarzem. Nikt natosmiat nie był mi w stanie powiedzieć na jakiej podstawie, ktoś to stwierdził, w dokumentach nie było nic więcej z wyjątkiem tego o ja mam w wypisie. Zrezygnowałam więc. Poszłam na konsultację do kolejnego ginekologa, który również stwierdził, że nic takiego nie istnieje a moja szyjka jest w najlepszym porządku. Miałam już na prawdę dość, byłam kompletnie zrezygnowana. Powiedziałam sobie trudno może to nie dla mnie to macierzyństwo. Zmieniłam pracę, zapisałam się do szkoły językowej zaczęłam robić wszystko by odrobinę zapomnieć co oczywiście nie było możliwe z jednym wyjątkiem. Wiedziałam, że przy owulacji z lewego jajnika nie ma większych szans, więc nawet nie brałam pod uwagę tych cykli. Pod koniec listopada moja endokrynolog mi powiedziała, żebym już nie czekała, że badania trwają więc może szkoda czasu trzeba się za to in vitro wziąć, więc się zapisałam do kliniki.I wtedy to się stało! W 3 cyklu po HSG, po owulacji z lewego jajnika, tym po stronie niedrożnego jajowodu zaszłam w ciążę! Dziś mija 11 tydz. Trochę boję się cieszyć! Mam w sobie na prawdę dużo strachu, braku zaufania do lekarzy. Ale łzy same się cisną do oczu bo mimo tego wszystkiego, tej trudnej drogi tych prób wytrzymałości, prób dla związku już wiem, że było warto walczyć. I tego Wam, życzę! Byście były silne, wytrwałe i mimo wszystko ciągle tliła się w was iskierka nadziei.

    Magda - mbc, oloowa2709, Matka30+, Tulipanka lubią tę wiadomość

  • Tulipanka Autorytet
    Postów: 490 361

    Wysłany: 10 maja 2019, 18:37

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Alcia - wow niezwykła historia!

    Tuli
    Synuś ur 08.2017 - 3 lata starań
    Córcia ur 11.2019
    PCO, Hashimoto, hiperprolaktyn., celiakia.
  • DarlAa Autorytet
    Postów: 960 2053

    Wysłany: 26 października 2019, 20:34

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    ❤️❤️❤️

    1usa9vvj8f0eelpw.png

    p19u43r8040qssht.png

    Starania od 7.2017
    PCOS
    Cykle bezowulacyjne
    Hashimoto
    Insulinooporność

    8.2018 Cykl z clo
    (zła reakcja- przerost błony śluzowej macicy) - 11.2018- łyżeczkowanie.

    4.2019- zmiana lekarza.
    Aromek 1x1 6 cykli.
    4 razy owulacja potwierdzona.

    10.2019- sono- HSG - Jajowody obustronnie drożne.
    Obecnie Clo 1x1 + Aromek 1x1 + Ovitrelle
    12.2019- zaplanowana inseminacja.
    01.2020- Pozytywny test <3

    23.12.2021- pozytywny test ciążowy❤️
  • Laurietta Nowa
    Postów: 1 6

    Wysłany: 9 lipca 2021, 05:27

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Z ostatnich Świąt Bożego Narodzenia wróciłam z płaczem. Rodzina partnera przy świątecznym stole bezczelnie zadawała pytania kiedy u nas jakieś dziecko.... Kiedy? A my stawaliśmy na głowie od 4 lat żeby w końcu było... Pierwszy rok... Na luzie. Fajny seks. Zabawa i ta nutka ekscytacji czy udało się czy nie. Później przestało być wesoło. Zaczęliśmy się zastanawiać co jest nie tak że się nie udaje. Kolejny rok to rok to kompletu podstawowych badan moich i partnera nasienia. Niby ok. Zrobiona drożność jajowodów(zrost w kanale szyjki) i stymulacje wszystkimi możliwymi lekami po kolei. Clostylbegyt. Potem lametta. Potem bemfola w brzuch. Każde z ovitrelle. Nic... Jajeczka rosły w jednym cyklu drugi zawsze to samo... Torbiel i przerwa. Później dostaliśmy się na na NFZ na kompleksową diagnostykę niepłodności. U mnie pai 1, ana dodatnie, a poza tym ok. Partner miał raz słabsze nasienie ale wróciło do normy. Kolejny rok nic....wyslano nas do kliniki na inseminacje... Może to pomoże... Pierwszy cykl jejczko nie chciało współpracować. Potem... Pandemia. Klinika zamknięta. Załamka bo znowu czekanie... Partner zmienił pracę. Ja zmieniłam stanowisko. Nie było czasu na kolejne wizyty. Kiedy się ogarnęlismy wróciliśmy do kliniki. Jeden cykl stracony. Jajko pękło niekontrolowanie. Później udało się. W końcu inseminacja. Z nadzieją patrzyliśmy w przyszłość. Niestety... To był już koniec listopada. Potem te nieszczęsne święta. A na koniec stycznia... Miałam dostać okres. Zawsze przed samym okresem dostawałam plamienia i piersi przestawały boleć. Tym razem plamień brak a piersi dalej napięte. Dziwnie... Od niechcenia w samo południe zrobiłam test rzucając go na półke w łazience. Umylam ręce... Obracam się... Wymarzone nigdy nie wiedziane 2 cudne kreseczki. Dziś 27 tydzień ciąży. Pod sercem noszę synusia. Ciąże znoszę cudownie. A my nadal nie wierzymy ze właśnie spełnia się nasze największe marzenie. Nadzieja umiera ostatnia... Życzę wszystkim starającym się takich pozytywnych zaskoczeń.

    MałaMi*, Gravity, Ivanka93, Edith 19, Dominika96, Ola111 lubią tę wiadomość

  • Salome Autorytet
    Postów: 2749 3968

    Wysłany: 12 września 2021, 19:20

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Podbijam wątek!
    Czy któraś z Was chciałaby się podzielić szczęśliwą historią po co najmniej dwuletnich staraniach?

    Edith 19, Ola111 lubią tę wiadomość

    Starania od 10.2018

    👩 zero ciąż
    AMH 1,6
    Hashimoto
    HSG, histeroskopia, laparoskopia - wszystko ok
    biopsja endometrium ok
    hormony w normie (insulina też)
    PAI-4 G homo, MTHFR hetero
    homocysteina ok
    lekko obniżone białko C i białko S
    panel antyfosfolipidowy, antykoagulant tocznia ok
    KIRy Bx, wszystkie implantacyjne
    NK 24%
    cytokiny - wysokie TNF alfa, interferon gamma
    kariotyp ok

    👦
    podstawowe wyniki nasienia w normie, duża liczba plemników (ponad 600mln)
    HBA 96%
    DFI 27%
    mioxsys 0,3
    kariotyp ok

    FET nr 1: 5.1.1 - 10.2020 (metypred 4mg + neoparin) :(
    FET nr 2: 3.2.2 - 03.2021 (encorton 5mg + intralipid + atosiban + neoparin) :(

    IUI nr 1 (+fertile chip) - 02.2022 (encorton 7,5mg + accofil + neoparin) :(

    Brak jednoznacznej przyczyny niepowodzeń.

  • Ola111 Ekspertka
    Postów: 224 91

    Wysłany: 17 marca, 08:00

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Up! Up!
    Aktualizuje :D
    Niestety jeszcze nie o moją historię..... Ale chyba już tu nikt nie zagląda

  • Ola111 Ekspertka
    Postów: 224 91

    Wysłany: 17 marca, 09:24

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Salome wrote:
    Podbijam wątek!
    Czy któraś z Was chciałaby się podzielić szczęśliwą historią po co najmniej dwuletnich staraniach?
    Salome, może u Ciebie jakieś szczęśliwe zakończenie? :)

    Ja nie byłam na ovu od 2 lat... W sierpniu minie 3 lata jak staramy się o drugie dziecko. Mamy synka, 5 lat. W pierwsza ciążę zaszłam w 1 cyklu starań.

  • Trzcina Ekspertka
    Postów: 231 232

    Wysłany: 29 marca, 09:11

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Hej, zaciekawił mnie wątek, więc napiszę Wam moją historię. Mamy dziecko "niespodziankę" z młodości :). Od razu chcieliśmy rodzeństwo, ale po CC lekarz mówił, że najlepiej rok się wstrzymać. No więc się wstrzymaliśmy i zaczęliśmy starania- zaskoczyło po pół roku, jednak ciąża się nie utrzymała (od początku źle się rozwijała). W międzyczasie przyjęliśmy dziecko w rodzinę zastępczą i próbowaliśmy dalej. Lata mijały, ale nic nam nie wychodziło. Jeśli jesteście na tym wątku, to nie muszę opisywać rozpaczy i rozgoryczenia, które z każdym rokiem uszczuplały nadzieję. Muszę Wam jednak przyznać, że jestem weteranką nadziei i mimo czekania na cud blisko 7 lat i różnych myśli po drodze, zawsze na dnie serca tliła mi się nadzieja, że się doczekam. Trudno było czekać, same wiecie. Nie raz wyłam przed Bogiem z rozpaczy, nie rozumiejąc po co mi to pragnienie skoro lata mijają a tu nic. Ale wierzyłam, że skoro pragnienie jest dane, to będzie też jego wypełnienie :). Zaufałam Bogu i zaczęłam robić to do czego czułam, że mnie wzywa. Zawalczyłam o dostanie się na studia doktoranckie (wcześniej myślałam, że to za wysokie progi na moje nogi😅 ale czułam, że mam to zrobić). Więc zmieniłam pracę, postawiłam wszystko na jedną kartę i dostałam się na doktorat. Koleżanka poleciła mi lekarza, do którego poszłam bo rozregulował mi się okres (o kilka dni się przesuwał co cykl). Lekarz uznał, że to nic niezwykłego, ale 7 lat starań to dużo i umówił się ze mną, że przepisze mi leki i jak przez 4msc się nie uda, to nie będzie mi zabierał czasu i pieniędzy. Uczciwie to postawił, więc spróbowałam i za pierwszym razem się udało! Prawie 7 lat, a tu wystarczyło wdrożyć leki (w tym zastrzyki z heparyny) i za pierwszym razem zaskoczyło 😅. Teraz mamy 19tc i spełnia się nasze marzenie o córeczce 🥰🙆. Czasem mam wrażenie, że to jakieś abstrakcyjne, ale dzieje się naprawdę 😁. I dziś widzę, że to czekanie miało sens, że ukształtowało mnie. Pozwoliło też zrobić wiele dobra, bo tę niespełnioną miłość przekierowałam na pracę zawodową i bardzo angażowałam się w pomoc krzywdzonym dzieciom i rodzinom. Wiem, że kiedy się czeka to nie widać końca i znam ten mrok i samotność. Kiedy wszyscy rodzą dzieci (albo robią wszystko żeby ich nie urodzić.. :( ) a Ty stoisz w miejscu i nie rozumiesz czemu życie tak drwi, jest bardzo ciężko. Ale warto zaufać Bogu/ życiu, że plan na nas jest trudny ale szyty na naszą miarę. Pozdrawiam Was gorąco i życzę doczekania się swojego cudu ❤️.

    Gwiazdeczka 93, Kasiak89, Ola111 lubią tę wiadomość

‹‹ 2 3 4 5 6
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zainteresują Cię również:

4 Problemy z zajściem w ciążę, które możesz wykryć z pomocą aplikacji OvuFriend!

Kalendarz owulacji kojarzy Ci się tylko z wyznaczaniem dni płodnych i terminu owulacji? Jego możliwości są dużo większe! Aplikacja może być pomocna w wykrywaniu problemów związanych z płodnością na bardzo wczesnym etapie. O jakich problemach mowa? Co możesz wykryć z pomocą kalendarza? Kliknij i przeczytaj!   

CZYTAJ WIĘCEJ

Pierwsze objawy ciąży - po czym poznać, że możesz być w ciąży

Starając się zajść w ciążę, często nie potrafimy przestać interpretować każdego, nawet najmniejszego ukłucia w jajniku i nie traktować go jako potencjalnego objawu ciąży. Które z objawów mogą faktycznie coś znaczyć i z czym możemy je pomylić? Które z objawów ciążowych na wczesnym etapie ciąży są po prostu rzadko spotykane? Zapoznaj się z listą pierwszych objawów ciążowych!

CZYTAJ WIĘCEJ

PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego - przyczyny, objawy, leczenie

Zespół napięcia przedmiesiączkowego to ogólne określenie na objawy i dolegliwości, które odczuwają kobiety przed miesiączką. A jakie są najczęstsze objawy PMS? Co jest ich przyczyną? Czy i kiedy napięcie przedmiesiączkowe wymaga leczenia? 

CZYTAJ WIĘCEJ