taka_jedna wrote:
Hej. Nie wiem czy nie zrobię sobie przerwy. Chciałabym jeszcze pożyć nadzieją. Ostatni zarodek ostatnia szansa. Może poczekam do maja. Nie wiem jaki cykl wybrać sztuczny czy naturalny. Po estrofemie bolał mnie brzuch bardzo.
Pierwszy transfer był na naturalnym i udany.
Nie wiem nic już.
Tak bardzo chce mieć to dziecko, tak długo walczę tak bardzo mi zależy. Właśnie siedzę i znowu ryczę i tak codziennie.
Rozumiem Cię tak mocno, że aż boli. Ja również staję przed ostatnią szansą i również nie mam planu B. Gdy zaczynałam walkę, w swojej naiwności założyłam, że uda się, nie od razu, ale na pewno na końcu. Do tej pory udawało mi się w życiu zwalczyć wszystkie przeszkody, prędzej czy później. Wobec tej jednej sprawy czuję się totalnie bezradna, jakbym była niewidzialna i pominięta przez świat. Straszne to, rozwala system od środka... Chcę i muszę sobie z tym poradzić, ale póki co wszystko jest bez sensu.
Ja zdecydowałam się znowu na cykl sztuczny, estrofem niewygodny, ale przynajmniej mam potem jasne wyniki hormonów na papierze i jestem spokojniejsza. Poza tym, kilka implantacji udało się w ten sposób, więc zaufałam. Poleciałam od razu po nieudanym transferze, bo lekarz powiedział, że tak jest OK. A ja przekonałam się już wielokrotnie, że wie, co robi. Nie chciałam czekać, bo chcę jak najszybciej pozbyć się złudzeń, dopłakać ten ocean do końca i spróbować powstać ze zgliszczy.
Pracuję z młodzieżą i opiekowałam się nią podczas rekolekcji, które prowadził, pod okiem księdza, jakiś nawrócony raper z czwórką dzieci. Nie słuchałam go, aż wypalił do mikrofonu: "Kobiety, które nie mogą mieć dzieci naturalnie, nie są po prostu wystarczajace dobre. Bóg robi selekcję naturalną. One nie znają życia. Nie potrafią potem kochać, nie wiedzą, co to empatia". Mam nadzieję, że nigdy nie pomyślę o sobie w ten sposób...