CZERWIEC 2025
-
WIADOMOŚĆ
-
Margaretka a co robisz w sytuacji takiej kłótni? Zostajesz bezstronna czy się angażujesz? Ciężko mi wyobrazić sobie kłótnie mojego męża z kimś z mojej rodziny
-
Anabbit wrote:Margaretka a co robisz w sytuacji takiej kłótni? Zostajesz bezstronna czy się angażujesz? Ciężko mi wyobrazić sobie kłótnie mojego męża z kimś z mojej rodziny
No cóż, w tym wypadku stanęłam po stronie męża i jak on powiedział, że jedziemy do domu, to pojechaliśmy. Wiecie w ogóle o co była ta kłótnia.. . O to że wstaliśmy o 7 i byliśmy zbyt głośno i go obudziliśmy. No tym razem to sama uważam, że przesadził, bo normalnie się bawiliśmy w łóżku z młodym, śmialiśmy się, żeby go zabawiać, żeby nie płakał. Jeszcze może bym zrozumiała jakby to było o 5rano, ale nosz kurde o 7... -
Elza1234 wrote:Dobre pytanie
Ja właśnie też nie umiem sobie wyobrazić
Tymczasem moja rodzina głosująca na trzy różne partie polityczne przy jednym stole... 🤣🤣🤣
Margaretka no to poleciał grubo, czego się spodziewać po wizycie z małym dzieckiem... Zakneblować go czy co? Ja u rodziców odpalam ekspres o szóstej rano jak trzeba, sorry ale bez kawy nie przetrwam xD -
Ojej też uważam że przesadził
Jak jedziemy do moich rodziców to oni wiedzą że 6, max 7 i nie ma spania i to nie moja decyzja, tylko kierowniczki tego dobytku..
Tanashi no u mnie właśnie nie ma kłótni o politykę, bo każdy ma te same poglądy i u mnie i u męża.
Także ogólnie aż nie umiem sobie wyobrazić że mój mąż kłóci się z kimś ode mnie. Ja z jego rodziną już bardziej 🤣ale jestem grzeczna -
Ale kabaret, jak dzieci. Parodia ze strony ojca jak i ze strony męża. Książę został obudzony, księciunio został obrażony 🤣 jeszcze takiej akcji to nie widziałam, współczuję. 🤣Margareetka wrote:No cóż, w tym wypadku stanęłam po stronie męża i jak on powiedział, że jedziemy do domu, to pojechaliśmy. Wiecie w ogóle o co była ta kłótnia.. . O to że wstaliśmy o 7 i byliśmy zbyt głośno i go obudziliśmy. No tym razem to sama uważam, że przesadził, bo normalnie się bawiliśmy w łóżku z młodym, śmialiśmy się, żeby go zabawiać, żeby nie płakał. Jeszcze może bym zrozumiała jakby to było o 5rano, ale nosz kurde o 7...1;20716;93
-
Margaretka też jestem po stronie Twojego męża.
A u mojego męża jest tak jak u Tanashi z partiami politycznymi, kiedyś musieliśmy wyjść po tym jak powiedziałam coś żartobliwego o partii której jego ojciec stanowi filar twardego elektoratu xD
Anabbit ja kiedyś kupowałam 'Atlas lądów niebyłych', ale to bliskiemu koledze i sama taki mam, bo bardzo mi się podobał, więc poszłam po linii naszego zawodu. Szkoda, że nie fantastyka, bo z rzeczy, które chciałabym mieć na półce to takie nowe wydania Harrego Pottera po angielsku są piękne. Generalnie ja to czytam głównie kryminały i fantasy właśnie, ale jakbym miała polecić coś nie z tych dwóch gatunków do czytania to chyba "Akuszerki" Sabiny Jakubowskiej, bardzo dobrze mi się czytało. -
Ojeju nie nadrobię Was, mam nadzieję, że nic się nie wykrzaczyło przez te parę dni co tu nie zaglądałam 🙈
Z sytuacji trochę zabawnych trochę nie - wybrałam się na wieczór panieński do kumpeli. Przeszłam 2137 kryzysów wizerunkowych, bo nie dość, że nie miałam się w co ubrać to o zgrozo - 90% butów mam za małych 🫠 i to nie to, że mi zgrubły stopy… Przez zimę chodziłam głównie w emu, a teraz w siatkowatych New Balance, a cała reszta moich butów jest za mała xD
Ale do celu. Uśpiłam młodego, ostatecznie w coś się przebrałam, wyjechałam. Zjechałam z autostrady na centrum Kato i zadzwonił Stary, że Młody zanosi się płaczem od 15min (czyli dosłownie chwilę po tym jak wyjechałam). No to dziecko, które nie płacze, nie budzi się w nocy bez powodu itd to co mogłam zrobić, wróciłam. I tak się skończył dla mnie ten panieński 😂
U młodego albo zęby albo brzuch - dostał pedicetamol, espumisan i maść na dziąsła i jak się z nim położyłam w naszym łóżku to zasnął i spał do 8:30 🤡 -
Dziewczyny, nie wiem czy nadrobię, bo sporo się u nas dzieje i nie czytałam.
Wiem tylko, że zaczynamy wysyp roczków (już płaczę), żyjemy w bańce mycia zębów (moja nadal kocha) i stoję po stronie męża Margaretki.
Bije się z myślami, bo mała dostała doraźnie lek na wyciszenie. Będziemy korzystać tylko na długie trasy, bo boję się powtórki z rozrywki z ostatniej sytuacji. Natomiast wreszcie trafiłam na lekarza, który nie zbagatelizował moich obaw. Nie widzi u małej nic niepokojącego. Może lekkie zaburzenia SI, ale na razie do obserwacji, bo twierdzi, że specjalista i tak naciągnie na terapię, a jeśli nie jest potrzebna to mała się tylko wkurzy. Natomiast póki co nie dopatruje sie u małej innych zaburzeń i raczej postrzegałby to przez prymat temperamentu. Ale! Dostaliśmy właśnie ten lek i szczegółową propozycję harmonogramu wieczornej rutyny. Mamy obserwować małą i wdrożyć pewne zasady, które pomogą jej się wyciszyć i lepiej przysypiać noce. To tak oczywiście poza badaniami. Dostaliśmy też sugestie żeby nauczyć ją zasypiać w innych warunkach czyli w łóżeczku. To nie jest taki typowy trening snu, a bardziej przytulanie jej i głaskanie w łóżeczku, ale bez noszenia. 100% w obecności rodzica. Z tym, że o ile z mężem nie ma problemu, tak w moim przypadku krzyczy po dwie godziny. Ja skapitulowałam. Mąż jest zły, bo podobno mała nie może połączyć faz snu przez to, że jesy nauczona lulania i noszenia więc wymaga żeby jej to zrobić w nocy, a jak nie to się wybudza. Znowu ja nie jestem w stanie słuchać jak ona się wije i płacze w tym łóżeczku. Jesy ciężko. Dzisiaj jest trzeci dzień i dopóki mnie nie widzi jest okej, ale potem tragedia. Sprzeczamy się o to z mężem, a ja jestem wykończona, bo czuję, że to błędne koło. Jestem strasznie rozdarta w tej kwestii. Domyślam się, że wy będziecie na „nie”, bo widzę, że na wątku dominuje bliskosciowe podejście. Też wyznaje takie zasady, ale usypianie jej na rękach już mnie fizycznie wykańcza. Szczególnie, że widzę, że dopóki mnie nie widzi to umie tak zasnąć. A tak poza tym to spędziliśmy miło majówkę, mała nabywa tyle nowych umiejętności, że aż ciężko mi to zliczyć. Czuję, że miesiąc kończyliśmy z dzidziusiem, a zaczęliśmy z dużą dziewczynką. To niesamowite, że to już zaraz rok 🥹❤️ -
Ja Blondie nie widzę niczego złego w nauce zasypiania samodzielnego - szczególnie że jesteś obok
Sama nie bujam małej od dawna, nie chodzę z nią, albo leżę obok u nas w łóżku, albo siadam na fotelu, tulę i głaszcze po głowie, klepię po tyłku. Ona jest dla mnie za duża żebym była w stanie ją nosić i bujać, albo skakać z nią na jakiejś piłce.
Ale mam to szczęście że się udało.
Wiem że nie wszędzie to przejdzie.
Nie zostawiasz jej samej w łóżeczku żeby sobie leżała i płakała
Ja to rozumiem, bo moja mała się tak tłucze po łóżku, że nie jestem w stanie z nią dobrze spać, mimo że kocham się z nią przytulać, ale po takich nocach jestem skopana i nie śpię wg
Także ja wg odżyłam jak ją przeniosłam do niej do pokoju, bo z 8/10 pobudek mam jakieś 2/3 na noc i te pobudki o 5 czy 6 już mnie tak nie bolą.
Ale ja chyba też jestem w mniejszości w tej kwestii
Blondi29 lubi tę wiadomość
-
Kkk brzmi jak mega słaby wieczor. Mam nadzieję, że małemu nic nie jesg realnie.
Z książek to wzięłabym kilka pozycji z różnych gatunków. Na pewno nie brałabym nic z „topki”. Poszłabym raczej w klasykę albo coś niszowego. Jak my szliśmy na wesele, gdzie młodzi mieli taką samą prośbę to daliśmy im książkę kucharską (bo wiemy, że lubią gotować), „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Tokarczuk , „Rillę ze Złotego Brzegu” (chyba tak brzmi ten tytuł, już mi się mylą) i jakieś „Matki Konstancina” czy coś tego typu. Cieszyli się. Z tym, że mh złapaliśmy na promocji 2+2 więc mogliśmy rzucić więcej pozycji -
Ty,Blondi weź się posłuchaj. Leki na uspokojenie okej ale terapia si niepotrzebna?
Co jej dał? Diphergan?
Faflunie się do tego typa,nie do Ciebie.
Co do usypiania w łóżeczku to,tez uważam,ze jeśli jesteś obok,to dziecko Cię widzi,czuje to nie ma co robić sobie wyrzutów. Jeden sposób nie działa to trzeba szukać nowego. Często obecność rodzica w jednym łóżku pobudza dziecko. To tak jak te klatki kellelowe dla psów. Musi mieć swój teren..Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 maja, 22:04
Motylek🦋 lubi tę wiadomość
-
Przyznam, że podniosła mnie na duchu twoja odpowiedź. U nas leżenie z małą na łóżku nie działa. Ona w łóżeczku się wyszaleje, porem mąż ją kładzie i parę razy mu wstanie, trochę powalczy, zapłaczę dwa razy, ale tak bardziej w stylu „nie chce spać” niż „coś mi się dzieje” i spokój. Bierze sobie kocyk, trochę sobie siedzi, trochę się kładzie, mąż ją głaszcze i cały czas przy niej jest w zasięgu wzroku. Usypia max w pół godziny. Ja znowu już staje na głowie i nic. Coraz dłużej schodzi mi usypianie jej, bo jest duża, ja nie mam już siły, nie mam jak jej złapać żeby było nam obu wygodnie i jest masakra. W łóżeczku dramat. Jak robię to co mąż to wyciąga ręce, zanosi się płaczem i ogólnie piekło. Szkoda mi jej. Ja czuję, że to jakieś przekroczenie granic kiedy płacze tak długo i mocno. U męża wygląda to inaczej. Natomiast też czuję, że mogłabym odżyć nie musząc jej nosić. Szczególnie, że wydaje już krocie na fizjoterapię. Siadł mi cały odcinek szyjny przez to usypianieElza1234 wrote:Ja Blondie nie widzę niczego złego w nauce zasypiania samodzielnego - szczególnie że jesteś obok
Sama nie bujam małej od dawna, nie chodzę z nią, albo leżę obok u nas w łóżku, albo siadam na fotelu, tulę i głaszcze po głowie, klepię po tyłku. Ona jest dla mnie za duża żebym była w stanie ją nosić i bujać, albo skakać z nią na jakiejś piłce.
Ale mam to szczęście że się udało.
Wiem że nie wszędzie to przejdzie.
Nie zostawiasz jej samej w łóżeczku żeby sobie leżała i płakała
Ja to rozumiem, bo moja mała się tak tłucze po łóżku, że nie jestem w stanie z nią dobrze spać, mimo że kocham się z nią przytulać, ale po takich nocach jestem skopana i nie śpię wg
Także ja wg odżyłam jak ją przeniosłam do niej do pokoju, bo z 8/10 pobudek mam jakieś 2/3 na noc i te pobudki o 5 czy 6 już mnie tak nie bolą.
Ale ja chyba też jestem w mniejszości w tej kwestii
Elza1234 lubi tę wiadomość
-
Tak, diphergan. Niby na chorobę lokomocyjną, ale powiedział, że w cięższych przypadkach stosowałby doraźnie. No ja się z tym nie zgadzam, mąż też nie. Ale dał skierowania na sporą ilość badań więc chociaż tu jestem usatysfakcjonowana. W sumie dopiero teraz widzę jak kuriozalnie to brzmi. Ale jestem już tak zrezygnowana, że daję się przekupić skierowaniami i to mnie cieszy, bo póki co każdy nas olewa. Jakiejś sensownej terapii SI też szukam. Liczyłam, że coś mi poleci. Póki co czuję się przekonana do forsowania tego zasypianiaKarola3xJ:D wrote:Ty,Blondi weź się posłuchaj. Leki na uspokojenie okej ale terapia si niepotrzebna?
Co jej dał? Diphergan?
Faflunie się do tego typa,nie do Ciebie.
Co do usypiania w łóżeczku to,tez uważam,ze jeśli jesteś obok,to dziecko Cię widzi,czuje to nie ma co robić sobie wyrzutów. Jeden sposób nie działa to trzeba szukać nowego. Często obecność rodzica w jednym łóżku pobudza dziecko. To tak jak te klatki kellelowe dla psów. Musi mieć swój teren..Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 maja, 22:10
-
Blondi to było w piątek, a cały weekend było już ok, obstawiam te zęby, bo górne ostro walczą.
I tak jak dziewczyny piszą - póki jesteś obok to przecież nie ma w tym nic złego, trzeba próbować różnych sposobów, dzieci będą też coraz większe i nie sposób cały czas usypiać na rękach. Młodemu się często w łóżeczku włącza faza na pajacowanie i się przewala, skacze, krzyczy, gada, rzuca smoczkiem i pieluchą, im bardziej jest zmęczony, tym jest gorzej. Też mogłabym go nosić i lulać i pewnie by zasnął szybciej, ale no nie na mój kręgosłup i ręce po całym dniu jeszcze nosić x czasu do spania 🙈 więc siedzę i czekam, głaszcze po głowie, po plecach, a jak widzę, że już się prawie przewraca to go kładę (bo sam się nie położy, prędzej uwiesi się na szczebelkach i rozpłacze). Czasem kilka razy, ale zasypia. Chyba mało które dziecko zasypia od razu samo z siebie.
Najprościej jest jak nie ma popołudniowej drzemki, wtedy odpada praktycznie z butelką w buzi - ale to się rzadko zdarza 😂 -
A jak u was wygląda ten moment położenia się do zaśnięcia? Kładziecie go do skutku czy pajacuje ile chce i potem sam się kładzie? Mojej trzeba przypominać co jakiś czas, bo inaczej nie położy się i nie zaśnie. Nie wiem czy nie jesteśmy tu nadgorliwi, bo to jest moment, w którym zaczyna płakać k się prężyć.Kkk77 wrote:Blondi to było w piątek, a cały weekend było już ok, obstawiam te zęby, bo górne ostro walczą.
I tak jak dziewczyny piszą - póki jesteś obok to przecież nie ma w tym nic złego, trzeba próbować różnych sposobów, dzieci będą też coraz większe i nie sposób cały czas usypiać na rękach. Młodemu się często w łóżeczku włącza faza na pajacowanie i się przewala, skacze, krzyczy, gada, rzuca smoczkiem i pieluchą, im bardziej jest zmęczony, tym jest gorzej. Też mogłabym go nosić i lulać i pewnie by zasnął szybciej, ale no nie na mój kręgosłup i ręce po całym dniu jeszcze nosić x czasu do spania 🙈 więc siedzę i czekam, głaszcze po głowie, po plecach, a jak widzę, że już się prawie przewraca to go kładę (bo sam się nie położy, prędzej uwiesi się na szczebelkach i rozpłacze). Czasem kilka razy, ale zasypia. Chyba mało które dziecko zasypia od razu samo z siebie.
Najprościej jest jak nie ma popołudniowej drzemki, wtedy odpada praktycznie z butelką w buzi - ale to się rzadko zdarza 😂 -
Margareetka wrote:No cóż, w tym wypadku stanęłam po stronie męża i jak on powiedział, że jedziemy do domu, to pojechaliśmy. Wiecie w ogóle o co była ta kłótnia.. . O to że wstaliśmy o 7 i byliśmy zbyt głośno i go obudziliśmy. No tym razem to sama uważam, że przesadził, bo normalnie się bawiliśmy w łóżku z młodym, śmialiśmy się, żeby go zabawiać, żeby nie płakał. Jeszcze może bym zrozumiała jakby to było o 5rano, ale nosz kurde o 7...
Wspaniale xddd ja bym chciała wstać o 7 xDDD moje dziecko dziś od 5 robiło koncert w hotelu i obudziło wszystkich dookoła (teściowie mieli pokój obok).
Myślałam że ludzie zdają sobie sprawę, że małe dzieci często wstają zdecydowanie wcześniej niż 9 😂











