Mamusie październik 2019
-
WIADOMOŚĆ
-
sunshine03 wrote:Mówiąc szczerze to mam wrażenie, że mówisz podobnie, jak obóz przeciwny, inne poglądy niż Twoje spotykają się z dezaprobatą
Ja chodzika nie miałam, a lizaka z piachu też nie jadłam
Dziecko nauczy się chodzić i bez chodzika tak, jak i przez setki lat ludzie uczyli się chodzić bez zbędnych gadżetów
Oczywiście są chwilowe mody na metody wychowawcze, ale każdy rodzic ma tak naprawdę swoją metodę. I to, że ktoś wybiera taka czy inną to jego sprawa.
Natomiast korzystanie z aktualnej wiedzy to sam plus moim zdaniem.
Nasi rodzice wielu rzeczy świadomi nie byli, za to rzeczy dostępnych dla dzieci było coraz więcej. Teraz dostępne jest praktycznie wszystko, ale czy na pewno wszystko jest potrzebne?
Ostatnio rozmawiałam z moją mama i sama przyznała, że gdyby wiedziała, że wszystko typu danonki i platki śniadaniowe jest dosładzane toną cukru to nigdy by nam tego nie dawała, ale wtedy wszystko, co nowe i zachodnie, czego kiedyś nie było, było atrakcją.
A co do cukru to chyba wszyscy wiedzą, że jest szkodliwy i uzależnia.
Masa ludzi cierpi na cukrzycę, otyłość, do tego inne choroby związane z nieprawidłowym żywieniem.
Ile z Was narzeka, że ma nadwagę - sporo. A nadprogramowe kilogramy nie biorą się z powietrza tylko z nawyków żywieniowych w dużej mierze wyniesionych z dzieciństwa. I nie chodzi tu o wybór typu blw czy papka, bo zjeść zasadniczo można dokładnie to samo na 2 sposoby, ale o wiedzę, co dziecko powinno jeść, a czego niei nie chodzi też o to, że czekoladka raz na dwa tygodnie wyrządzi krzywdę, ale o refleksję, że cukier dzień w dzień np. u rocznego dziecka może jednak jest zbędny dla jego rozwoju i przyszłości
Ostatnio na szkole rodzenia dietetyk opowiadała o dziecku 9miesiecznym, ktore codziennie dostawało monte, danonki itd. ważyło 11kg i nie było w stanie się ruszać. Gdzieś jednak świadomość zdrowego odżywiania kuleje w narodzie skoro takie rzeczy się zdarzają. Oczywiście to margines, ale jednak.
1000dni.pl - super strona i poradniki oparte na aktualnej wiedzy o odżywianiu zarówno w ciąży, jak i przez pierwsze 3 lata dzieckajeśli kogoś to interesuje, to bardzo polecam. Mi wiele w głowie rozjaśniło.
my akurat na szkole rodzenia byliśmy w 2 grupach. Jedna bardzo naciskająca, dopytująca a druga gdzie każdy ma swoje zdanie. I podoba mi się jak każdy mówił swoje przemyślenia bo można się dużo nauczyć. Ale nie nauczę się nic jeśli ktoś we mnie wciska coś na siłę
sunshine03 lubi tę wiadomość
Paulina -
Hej
Kokosowa czy Tracy Hogg to nie przypadkiem ta Pani od ksiazki w której "uczy"zasypiania na zasadzie wyplakania się?
Sorry, nie dla mnie. I nie, dziecko nie cwiczy wtedy płucek.
O Montessori mialam na studiach sporo,nie zapamietalam nic wiec widac ile mnie to interesowalo ;p
Co do jedzenia,to absolutnie podpisuje sie pod Sunshine. Czasem oczy bolą jak patrze ile cukru mają wpychane dzieci. To nie tylko danonki,ale i soczki kupne ,batoniki, wody smakowe, lody,płatki do mleka itp.itd.
Przez ostatnie lata bardzo dużo skupialam sie na zywnosci sklepowej,wertowalam sklady i jestem przerażona tym, co w ogole jest w zywnosci.
Dlatego moje dziecko owszem-zna smak słodkiego (domowe desery,placuszki owocowe,koktajle) , nawet spróbowała nad morzem bitej smietany której nie przelknęla ;p ale nie ma tego na codzien. Da sie dziecko wychować bez kupnych slodyczy,ktore wcale nie uszczesliwiaja dziecka a wrecz pobudzają a konsekwencje jedzenia slodyczy wychodza duzo pozniej. Dziecko zje jogurt naturalny z owocami jesli pozna ten smak! Przykladow jest baaardzo duzo- nadwaga coraz wiekszej ilosci ludzi, choroby cywilizacyjne, poniszczone zęby, problemy z układem trawiennym,cera...
I owszem,bylam dzieckiem "normalnie" wychowanym- byly chipsy,jajka niespodzianki,cukierki,lizaki. Bylam tym dzieckiem w chodziku. I co? Tak,żyję i mam sie dobrze. Mam sie dobrze bo od 4 lat doprowadzilam sie do lepszego stanu po tym jak wlasnie te "ulepszacze" psuly mi przez lata zdrowie.
Moi rodzice do tej pory nie sa uswiadomieni o pewnych sprawach i nie idzie im przetlumaczyc zawsze,ze np.margaryna to zlo i odpusc smazenie na niej. Ale mimo iz cukierki sa u nich wystawione zawsze nie podjadaja jak kiedyś a mojemu dziecku nawet nie snią dawac.
No niestety, ale nie zawsze to,że my zyjemy jest super przykładem na to,ze coś jest ok.
I ja sie tego trzymam,bo wiem że ja odczulam skutki jako nastolatka i dorosła.
I nic ani nikt mnie od 4.5 roku nie przekona,ze dziecko moze pic kawe( tak,znam taki przypadek),ze nie zaszkodzi mu codziennie zjedzenie slodyczy (rano platki czekoladowe,na drugie soczek z batonikiem,na podwieczorek znowu jakies slodycze) .
To sie naprodukowalam 😀
No i oczywiscie ja nie wyobrażam sobie cc zwlaszcza na żądanie. Dla mnie to operacja najwyzszej koniecznosci.
Kp oczywiscie mam zamiar jak najdluzej,ale rowniez nie bede szla po mm jak na sciecie. Ale uwielbiam kp i wiem,ze dzieki temu głównie moja Pola nie choruje i nigdy nie byla na "lekach"
Ale kazda mama kocha swoje dziecko, robi co uwaza za słuszne . 😊
Milego dniasunshine03, moni05, Neroli, kalcia, Cabrera lubią tę wiadomość
-
Co do cc bez poważnych wskazań to może gdyby kobiety były informowanie, że to poważna operacja to by aż tak chętnie się nie godziny na nią. Nie wiem czy ludzie zgodzili by się np na operację na wątrobie od tak. Jakby nie było matka natura tak kobietę zaprojektowała, że jest w stanie urodzić dziecko. Zanim urodził się Gabriel czytałam o cc. Nie ukrywam, że urodzenie dziecka mnie przerażalo. To co nieznane przeraża. Wyczytałam wtedy, że cc jest plaga Polski i Włoch (w UE). We Włoszech powodem jest strach o wygląd waginy a w Polsce w sumie ciężko powiedzieć czemu kobiety chcą cc. Ale jakby nie było cc to też urodzenie dziecka a nie jak obóz sn forsuje "wydobynciny". Operacje plastyczne to też poważne operacje czesto a ludzie się decydują na nie.
Ja to sobie jeszcze powtarzam jak mnie strach nalatuje, że przy sn jest plan B jeśli coś pójdzie źle i jest to cc. Przy cc nie ma planu B.Wiadomość wyedytowana przez autora: 11 sierpnia 2019, 08:54
-
Dzień dobry
jak wszyscy produkują to ja też
Jeżeli chodzi o metody wychowania: chodzik: Kasper chodził. Mial. Ale teraz nie będę chyba kupować. Nie czuję takiej potrzeby. Mamy dużo miejsca w mieszkaniu i też tyle akcesoria do stymulowania ruchu że nie będzie potrzebne takie "wspomaganie".
Zabawki: mamy! Multum! Od stymulujących, po piszczące, gryzaki i inne pierdoły. Moja mama zaszalala. Ale nie będę używać wszystkich. Bo nie chce przestymulowac.
Jedzenie: Kasper miał Danonki i inne Bobovita itp. Ale w pierwszym roku miałam ograniczenia typu mieszkanie z tesciami. 7osob na 45mkw. Nie moja kuchnia. Nie moje sprzęty. Zrobić coś samej graniczyło z cudem... Teraz mam swoje zabawki i też planuje, żeby robić dużo swoich produktównie będę się bawić w jogurtownice kto bo to dla mnie dodatkowa robota ale w thermomixie jest tyle przepisów na przetwory dla dzieci, że spokojnie dam radę
Kwestia porno to dla mnie temat rzeka. Po 13 latach związku było dużo rzeczy które mnie ruszyły bardziej niż to. A że ja jestem otwarta bardzo na różne rzeczy, żeby np poprawić życie łóżkowe, to i porno we dwoje się też pojawiało. Wolę takie coś, niż krycie się po kątach jak dziecko i udawanie, że nic się nie ogląda. Jesteśmy dorośli i każdy ma swoje fantazje. Ale też dobrze o nich mówić sobie wzajemnie. Bo rozmowa to nie wstyd.
Wstyd to bardziej właśnie kłamanie drugiej osobie.
Wczoraj zajechaliśmy do Istebnej. Obiadek kupiliśmy sobie na miejscu bo o 18 dopiero cała impreza z grillem się zaczynała. Rozstawiliśmy się w pokojach. I do basenu.
Atmosfera genialna. Wszyscy przyjaźni.
Młoda para poprosiła przed 18 aby się przebrać na luźno i zaczęliśmy. Myśleliśmy że to będzie zwykły grill pod wiatą a te wariaty zamówiły cały katering z obsługą. Kiełbaski, karczki, kaszanki, oscypki, placki z gulaszem z tacy, salatki, kwaśnica 😯 ja kiełbaska i sałatka i byłam pełna. Chodziłam tylko po wodę z owocami. Ale nie wytrzymałam długoo 21 poszłam żeby sobie poleżeć na 30min. Bo strasznie niewygodnie się siedziało na drewnianych ławach. Wróciłam i w sumie o 23 już poszłam spać bo bolało wszystko przy siedzeniu. Wariaty o 22 wskoczyły do basenu i grali w siatkowke xD
Wstałam o 7:30. Wykąpałam się porobilam mały porządek i siedzę na tarasie, zjadłam mus owocowy z jogurtem i pije kawęwidok cudowny na góry. Słoneczko świeci. Mogłabym nie wracac do domu
-
Dzień dobry
Przedszkolanka tak Tracy hogg to ta od wyplakania się ( czyli poprostu metoda na dom dziecka. Nikt nie słucha że krzyczę więc przestaje prosić).
Dziewczyny ale dużo napisaliście. I każda z was ma super podejście do swojego dziecka. Widać że można czerpać z pomysłów i swoje poglądy wzbogacać
To skoro każdy to i ja dodam swoje trzy grosze. Judka była usypiana na tulenie i lulanie. Oj długo się bujalismy ale oba tak się tuliła. Potrzebowala poprostu ciepelka więc je dostała.
Co do jedzenia to wprowadzałam wszystko zaczynając od warzyw i owoców i jogurtów naturalnych. Teraz moje dziecko zje i taki i słodki. Słodycze też istnieją w diecie ale i mąż i ja jemy. Więc było był hipokryzja z naszej strony jakbyśmy jedli a ona tylko by patrzyła. Osobiście daje jej gryza jeśli chce. Jednak nie zabronione a dozwolone jest mniej atrakcyjne i moje dziecko oprócz loda nie jada słodyczy bo nie chce.
Co do zabawek to ma sporo. I te mało edukacyjne i te bardzo i bawimy się różnie. I plastycznie, i technicznie i towarzysze w zabawie. Ale uważam że dziecko musi rozwijać się też podczas swobody więc staram się żeby miała też zabawy które sama wymyśla i nie wtrącam się w jej kreatywność.przedszkolanka:) lubi tę wiadomość
Bartuś 19.09.2019 20:14
37 tydzien 1 dzien
Witaj synku -
Mój też nie jest slodyczowy. Lodów też nie lubi. Jedyne co od czasu do czasu zje to kinderek. Ale ja nie mam problemu z tym, że on je coś słodkiego. Kaszki je Nestlé. Tak te z cukrem. Wolę żeby zjadł ja raz dziennie że smakiem niż wpychac w niego jaglanki czy owsianka którymi pluje i w sumie którymi ja też bym plula. Nie chcę żeby jedzenie dla niego było koszmarem. Dostaje też soczki gerbera. Na poprzednim forum spotkałam się z opinią że jak dam soczek to potem nie będzie chciał wody. Otóż nic bardziej mylnego. Gdy mój syn jest spragniony chce wodę. Soczek czy herbatę lubi sobie popic na zasadzie lyczka czy dwóch.
Zabawek mamy multum. Czasem coś mu kupujemy ale większość to prezenty. Czasem kupiliśmy mu coś co nam się podobało i okazywało się, że to co nam się podoba mu niekoniecznie. Te ostatnio modne czarno biało czerwone konyrastyjace zabawki nigdy go nie interesowały. Odkąd pamiętam zawsze wybierał kolory. Teraz w sumie wszystkie zabawki mogły by być pochowane. Jesteśmy na etapie resorakow. Dziesiątek resorakow. Te zabawki z melodyjkami są wkurzające to fakt ale dzieci je niestety lubią -
Cześć dziewczyny
fajnie jest poczytać opinie i podejście mam, które już mają doświadczenie - pisze to z perspektywy przyszłej mamy, która dopiero za dwa miesiace swoje pierwsze maleństwo będzie miała przy sobie
Każdy ma jakiś pogląd, który się u niego sprawdza albo (jak w przypadku pierwszego dziecka w drodze) jakies wyobrażenia, co może się u niego sprawdzić - coś w co uwierzyłakoniec końców życie i tak pewnie zweryfikuje, ale cieszę się, że dzięki temu forum mogę poszerzyć swoje spostrzeżenia
)
Miłej niedzieli! -
Hej dziewczyny
powiedzcie mi jak wygląda sprawa czyszczenia miejsc dla noworodka? Nie chce wyjść na jakąś oszołomkę, ale nie wiem czy powinnam jakoś zdezynfekowac komode, przewijak? Już się nawet zastanawiam czy trzeba jakoś czyścić pudełka materiałowe do komody, żeby bakterii nie było 😂
-
Mój mąż jest już w samolocie gdzieś nad Niemcami
syn nie widział go 3 tygodnie już. Mam nadzieję, że zareaguje z radością
na jego widok a nie ze zapomniał kto to bo na Skypie jakoś ostatnimi czasy nie był zainteresowany tata. I ciekawe czy mąż dozna szoku widząc jak urosl mój brzuch. Jutro mamy jechać na Mazury a w środę razem na 3d usg. U nas w UK nie robią 3d chyba że zapłaci się z 200£. No i potem wracamy do domu. Do Polski wrócę najwcześniej za 6-7 miesięcy już z 2. -
nick nieaktualnyOlliiii wrote:Hej dziewczyny
powiedzcie mi jak wygląda sprawa czyszczenia miejsc dla noworodka? Nie chce wyjść na jakąś oszołomkę, ale nie wiem czy powinnam jakoś zdezynfekowac komode, przewijak? Już się nawet zastanawiam czy trzeba jakoś czyścić pudełka materiałowe do komody, żeby bakterii nie było 😂
Wanienkę wyplucze i ewentualnie umyję płynem do naczyń.
Organizerow materiałowych do szuflad nie pralam ani nic z nimi nie robiłam, bo one mają tekturkę wbudowana, więc by się zniszczyły. Z tego, co widzialam to mnostwo mam uzywa tych organizerow do szuflad z ikei i watpie, zeby coś się dzialo
Bakterie chorobotworcze jednak glownie przenoszą ludzie, a nie pudelkaprzedszkolanka:) lubi tę wiadomość
-
sunshine03 wrote:Bakterie chorobotworcze jednak glownie przenoszą ludzie, a nie pudelka
Haha
Tak dla mam bojacych się bakterii, życie zweryfikuje wszystko. Dzieci jedzą piach, liza wózki sklepowe, bawią się zabawkami innych dzieci w żłobku, liza koła od wózka, gryza buty, wyciągają śmieci z kosza, piją wodę z wanny do której przed sekunda nasikaly itd itp. Jakby to ochydnie nie brzmiało, dzieci to robią. Liza bakterie. Trzymanie ich w super sterylnych warunkach nie tylko nie jest możliwe (chyba że mieszka się w laboratorium zajmującym się ebola) ale i szkodliwe na dłuższą metę. Takie małe dziecko ma barierę ochronna pochodząca od matki.sunshine03, silent, Kookosowa, nuśka91 lubią tę wiadomość
-
emikey wrote:Haha
Tak dla mam bojacych się bakterii, życie zweryfikuje wszystko. Dzieci jedzą piach, liza wózki sklepowe, bawią się zabawkami innych dzieci w żłobku, liza koła od wózka, gryza buty, wyciągają śmieci z kosza, piją wodę z wanny do której przed sekunda nasikaly itd itp. Jakby to ochydnie nie brzmiało, dzieci to robią. Liza bakterie. Trzymanie ich w super sterylnych warunkach nie tylko nie jest możliwe (chyba że mieszka się w laboratorium zajmującym się ebola) ale i szkodliwe na dłuższą metę. Takie małe dziecko ma barierę ochronna pochodząca od matki.2017 #1
2019 #2
-
Olii absolutnie nic nie dezynfekuje 😂 na mokro sciereczka, wanienke umyje jakims płynem czy mydlem(mam na strychu po Poli) i tyle. Przescieradla,ochraniacz czy rożek piore tylko dla odswiezenia w 15 min.plus prasowanie. Nie daje sie zwariowac
Emikey moja za to tych kaszek nigdy nie chciala za to budyń z jaglanki czy owsianke to sama sie prosi (dodam,źe owsianki nie lubila wiec nie zmuszalam). Dużo teź od dzieci zalezy, ale ja podobnie jak Kokosowa - jak chce to damy gryza (chociaz ja nie jadam slodkiego,maz prędzej) i tyle. Na ogol wiecej nie chce.
W lidlu np.sa takie ciasteczka orkiszowe z dobrym składem. Dla mnie niezbyt smaczne,ale dla mojego dziecka to jest delicja. Zje kilka sztuk i tyle. A kupilam ostatnio (zachcianka ciazowa😂) te jaśki poduszeczki do mleka to zjadla 3 sztuki i 2 zostawila bo uznala ze za slodko jej.
A najlepsze to bylo nad morzem! Matka dzien dziecka chciala zrobic dziecku,szalenstwo- gofr z nutella a dostala jej meeega duzo. Zjadla 1/3 i oddała. Zmulilo ją strasznie i powiedziala ze juz nie chce bo po takim slodkim źle sie czuje! Wiec mysle,że dziecku krzywdy nie wyrzadzilam
Kokosowa ja rowniez pierwsze wprowadzalam warzywa,pozniej owoce. Soczki dostała bardzo pozno z tym,ze po prostu po lyku juz plula i popijala woda. No i do teraz woda jest glownie,nawet do popicia kompotu tesciowej ;p soczek od swieta jak jej sie zachce
Co do tych rzeczy ktore dzieci robia to kiedyś czytalam o tym jak dzieci swoje kozy jedza i jakie to dla nich dobre😂😂😂
Spirit moja kiedyś na fit mamie kolezance podpila wode z bidonu. Na nastepny dzien trafilysmy do szpitala z jelitówka bo jak sie okazalo kolezanka tez miala 😐 mam traume ;p
A jak widze jak mi dziecko probuje mama karmic ze swojej lyzeczki to mnie nosi, opieprz byl konkretny. Juz bez przesady.. my to co innego wiadomo.Wiadomość wyedytowana przez autora: 11 sierpnia 2019, 11:47
Kookosowa lubi tę wiadomość
-
Uff to całe szczęście, bo nie chciałabym sobie robić jeszcze dodatkowej roboty. Po moim upadku jestem cała obolała i z trudem cokolwiek robie, więc jak miałabym jeszcze teraz wszystko pucować to bym chyba Panią do sprzątania najęła 🙈
-
Ale naprodukowalyscie, ledwo nadrobiłam
CC-ile kobiet tyle opinii. Moja koleżanka tydzień temu rodziła, poszła z zamiarem SN, a że poród nie postępował a dziecko miało niepewne tetno zrobili CC. Napisała mi, że inaczej to sobie wyobrażała i że jak ktoś jej powie, że CC jest lepsze to każe mu się puknąć w łeb.. A moja siostra pierwszy poród SN okupiony traumą i deprecha (zakończony kleszczowo) i kolejne 3 CC i dla niej CC bajka. Nie ma co oceniać. Trzeba tylko uświadamiać, że jest to operacja i jak każda operacja może się wiązać z powikłaniami, jak nie teraz to w przyszłości. Dla mnie CC tylko z poważnych wskazań, ale jak już pisałam, ja nawet paracetamolu nie łykam, żeby się nie truć
KP-wierzcie, dla większości okupione bólem i walką. Stoczyłam podobną jak Koniczynka i uparłam się, że moje dziecko nie dostanie mm przynajmniej do 6 mca. Walczyłam o każdą kroplę i pewnie łatwiej byłoby powiedzieć, nie mam mleka i dać dziecku mm. No ale nie chciałam. Mój wybór. Ja źle toleruję krowie mleko, więc myślałam, co dopiero taki mały niedojrzały brzuszek. No i fakt, że dziecko moje nie miało nigdy kolek, wzdęć, brzydkich kup, wszystko było idealnie. Ale fakt też, że jak zaczęła rosnąć a ja miałam mało mleka zaczęła mi spadać na najniższe centyle. Ale są też plusy- przez to zaczęłam rozszerzać jej dietę po 4 mcu (tak jakby była na mm) i po 6 jadła już sporo innych posiłków, wprowadziłam mm i moja pierś była tylko rzadkim uzupełnieniem. Odstawienie w 10 mcu z dnia na dzień, bez problemu. I do tej pory Kinga je mi niemal wszystko. Z Kacprem bez względu na ilość mleka postąpię tak samo. A przy dużych męczarniach dam mu CapriCare.
I obalam mit, że dziecko na KP to nie śpi i trzeba je w nocy karmić, a po mm nie. Moje spało, czyli to sprawa indywidualna. Podobnie jak bycie niewolnikiem na KP. Ja po pierwszym tyg.zyciu raz dziennie brałam laktator i moje mleko do butli, a Kinga szła na 3godz.spacery z tatusiem. Butlę można wprowadzić niezależnie czy się w nią wepchnie swoje czy inne mleko, i zdecydowanie polecam wprowadzić i nie czekać z tym za długo.
Porno. Kiedyś miałam luźniejsze podejście. Teraz uważam jak Uwemhe. I mam nadzieję, że mój mąż nie ogląda i nie chcę mu dawać przyzwolenia, ani poczucia, że to ok i każdy ma potrzeby, więc czemu nienigdy go za rękę nie złapałam i mam nadzieję, że jest wolny od tego typu rzeczy.
Niestety jednak dobrze rozumiem Cię Ollii, bo w 1 ciąży też się czułam mało atrakcyjna, w dodatku seksu nie mogliśmy uprawiać, więc już w ogóle moja akceptacja i samopoczucie leciało na łeb, a jeszcze w międzyczasie mąż sobie znalazł kolezaneczke, z którą miło spędzał czas.. tak więc u nas kryzys pełną gębą, z którym musieliśmy się uporać. Po czasie wiem, że punktem wyjścia niestety jest własna zaniżona samoocena, i właśnie takie poczucie, że przez brzuch, tycie itd.jest się nieatrakcyjną. W tej ciąży mam zupełnie odmienne podejście-jestem dumna z brzucha, czuję się atrakcyjna mimo, że jest większy niż za 1 razem, i wierz mi, od męża nie mogę się opędzić
Aaaga, odnośnie Twoich odczuć, niestety tak to już teraz będzie.. niestety, ale z mężem w nowej sytuacji trzeba znaleźć się na nowo, bo nigdy już nie wrócą czasy takiej niezależności, że gdzie chcecie to idziecie, jedziecie, czy robicie, i czas na wspólne wyjścia wasze lub ze znajomymi zostanie wam okrojony do wielkiego minimum. Ciąża to tylko wstęp. Trzeba to zaakceptować i się w tym odnaleźć, niestety to nie jest proste, szczególnie że matka to matka, i to ona najbardziej odczuwa utratę niezależności i brak czasu. Ja cały czas próbuję się w tym odnaleźć, a wiem, że przy 2 dziecku będzie jeszcze trudniej. -
Ja się o dzieciach nie wypowiem bo nie mam, mogę tylko powiedzieć, że nie będę dziecka faszerować cukrem bo sama nie jem i wiem jak ciężko mi się było od tego uwolnić (chodzi o produkty z dodanym cukrem i słodycze - tu np. moja przyjaciółka ma zasadę, że raz w tygodniu jest słodki dzień i dzieciaki się nauczyły). No i nauczę je pić wodę, bo to jest coś czego moi rodzice mnie nie nauczyli.
Co do porno to ja akurat jestem otwarta w tych sprawach, mąż nie musi się przede mną kryć z tym, zwłaszcza że mamy szlaban na seks przez moje plamienia i szyjkę większość ciąży... Nie czuję się zazdrosna ani zagrożona. Zresztą sama też mogę oglądać i nie powiem, żebym nie korzystała. Dorośli ludzie powinni umieć o takich rzeczach rozmawiać a nie się obrażaćprzedszkolanka:) lubi tę wiadomość
-
Co do cukru. No tu mnie nikt nie przekona, że niech se dziecko je, bo przeżyje
do 1 roku Kinga mimo rozszerzonej diety nie dostała gramu cukru ani gramu soli. Jedno i drugie totalnie zbędne. Teraz obiady je takie jak my, więc jeśli coś doprawiam to też zje, ale ograniczam do min.,z reguły i tak mało solimy. A cukier- je ciasta domowe, jeśli jest okazja, wczoraj pierwszy raz dostała rurkę z bitą śmietaną, nie zamierzam jej chować w totalnej abstynencji, niemniej czekoladek, cukierków czy kupnych ciasteczek jeszcze długo ode mnie nie dostanie. Kaszki z cukrem czy płatki w ogóle nie wchodzą w grę. I zgadzam się z Sunshine, nawyki żywieniowe nabieramy od dziecka i Kinga pierwsze co zawsze je z talerza to warzywa i owoce. A znam dzieci, co warzyw i owoców nie powachaja nawet, a na obiad najlepsze frytki i nugetsy
sunshine03, przedszkolanka:) lubią tę wiadomość
-
nick nieaktualnyKurczę, ja bym bardzo chciała ograniczyć cukier...tak zdroworozsądkowo oczywiście, ciasto domowe jest dla mnie Ok, kawałek gorzkiej czekolady raz na jakiś czas tez...ale...juz widzę te netelle, kinderki i soczki czy danonki zarówno u moich rodziców, jak i u teściów...było tu już łącznie 7 wnuków i wszystkie dostawały, wiec wiem, ze ja głowa muru nie przebije