WRZESIEŃ 2015
1dc - zaczęłam pić zioła Ojca Sroki 3.
3dc-7dc 0,5tab. CLO.
9dc - monitoring - 1 pęcherzyk.
9dc - ovitrelle.
12dc - monitoring - pęcherzyk nie pękł.
13dc-22dc 2x1tab. duphaston.
W połowie mca zaczęłam dietę o niskim ig.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2015, 21:21
@ jest... Boże co za koszmar, jeszcze tak boli, że najgorszemu wrogowi nie życzę. Po co się tyle spóźniła by dać mi znowu złudną nadzieję, która po raz kolejny pękła jak bańka mydlana 
Obiecałam sobie, że w tym cyklu nie będzie płaczu i zawodu, ale się nie dało. Moją małą iskierkę nadziei szlak trafił. Do ilu razy jeszcze sztuka??? Żal, złość jakaś totalna masakra, rezygnuje, poddaje się, nie liczę już tych dni, to nie ma sensu, nie ma sprawiedliwości na tym świecie, jednia nie chcą, a mają inni chcą, a nie wychodzi. Nadzieja jest, ale jak się okazuje matką głupich...
PAŹDZIERNIK 2015
1dc - zemdlałam z bólu podbrzusza - koniec z ziołami.
7dc - monitoring - pęcherzyk 9mm.
7dc-11dc 0,5tab. CLO.
12dc - monitoring - pecherzyk 11mm.
13dc, 15dc - fostimon 75
16dc - monitoring - pęcherzyk 18mm.
16dc - ovitrelle.
17dc, 18dc, 19dc - 
22dc - widoczne ciałko żółte.
23dc-32dc 2x1tab. duphaston
LISTOPAD 2015
36dc - test ciążowy - II krechy
37dc - beta 565mIU; progesteron 57,06ng/mL
Brakuje mi skoków, lotów, motocykla, dzikich imprez do rana, poranków rozpoczynających się o 12:00, beztroskich weekendów, długich nieprzewidywalnych podróży pełnych niezbyt bezpiecznych przygód. Brakuje... Za miesiąc z kawałkiem wracam do pracy. Wyjścia do ludzi, dorosłcyh spraw też mi brakuje. Będę pracować, dziecko dorośnie, wrócą skoki, podróże itd. I jestem już dziś w 100% pewna, że wtedy- jak niczego na świecie- zacznie mi brakować takiego lata, jak to minione. Długie tygodnie, leniwie plynące dni, bez odliczania do końca urlopu, bez limitu, bez żalu że dziś pada, bo przecież jutro czy za tydzień wyjdzie słońce, a ja nadal mogę tu być. Tutaj czy gdzieś indziej. W domu, na działce, u rodziców... Tylko ja i on. Mój mały syn. Spędziliśmy razem wspaniałe pierwsze lato. Sami w leśnej głuszy mieszkaliśmy tygodniami. I nigdzie nam się nie spieszyło, niczego nie brakowało... Bo to za czym tęsknię kiedyś wróci, a takie lato było tylko jedno jedyne niepowtarzalne...









Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2015, 22:02
coś dziwnie mnie brzuch pobolewa ...
sama w domu mąż na nockę poszedł do pracy...
Muszę się na chwilę odciąć od spraw forum. Bardzo mnie dotykają pewne sprawy - bolą. Ten miesiąc jest dla mnie szczególnie trudny bo rok temu w nim straciliśmy nasze dziecko i cały świat mi się zawalił a czytając o powikłaniach kończących się śmiercią dziecka po 20 tygodniu wpadam w panikę. Panikę nad którą staram się panować.
Uważam że każdy ma prawo pisać co chce jednak nie chce czytać o tym co jest złego, tragicznego... boję się panicznie tego....
Postanowiłam kilka dni poświęcić sobie.... nabrać dystansu do wszystkiego.
Z pozytywnych spraw to mam już ubranka na dziecka, leżaczek Bujaczek, łóżeczko turystyczne ale ono wędruje do babci
, pieluszki tetrowe i paczkę pampersów do szpitala.
Brakują mi : rzeczy do szpitala dla mnie ( koniec listopada )
łóżeczko drewniane ( styczeń )
kosmetyki dla dziecka ( luty )
wózek początek marca już będzie
Tak więc naprawdę nie jest tego dużo do zakupienia. 
Na marginesie: Jak się pozbyć mokrego kaszlu tzn trudno powiedzieć bo raz mam wrażenie że suchy zaraz coś tam czuję że odpada ... ale najgorszy jest w nocy.
Muszę się na chwilę odciąć od spraw forum. Bardzo mnie dotykają pewne sprawy - bolą. Ten miesiąc jest dla mnie szczególnie trudny bo rok temu w nim straciliśmy nasze dziecko i cały świat mi się zawalił a czytając o powikłaniach kończących się śmiercią dziecka po 20 tygodniu wpadam w panikę. Panikę nad którą staram się panować.
Uważam że każdy ma prawo pisać co chce jednak nie chce czytać o tym co jest złego, tragicznego... boję się panicznie tego....
Postanowiłam kilka dni poświęcić sobie.... nabrać dystansu do wszystkiego.
Z pozytywnych spraw to mam już ubranka na dziecka, leżaczek Bujaczek, łóżeczko turystyczne ale ono wędruje do babci
, pieluszki tetrowe i paczkę pampersów do szpitala.
Brakują mi : rzeczy do szpitala dla mnie ( koniec listopada )
łóżeczko drewniane ( styczeń )
kosmetyki dla dziecka ( luty )
wózek początek marca już będzie
Tak więc naprawdę nie jest tego dużo do zakupienia. 
Na marginesie: Jak się pozbyć mokrego kaszlu tzn trudno powiedzieć bo raz mam wrażenie że suchy zaraz coś tam czuję że odpada ... ale najgorszy jest w nocy.
Mam wreszcie wyniki,czekalam na nie jakby to conajmniej beta była 
Prolaktyna od 1 pazdziernika z 53,5 spadła do 2,19 ,czyli ponizej normy,ale to chyba lepiej niz jak za duzo no nie? Już napisałam sms do endo i czekam na odzew,teraz pewnie będę brala pół bromka. Tsh też lepiej bo już w normie 0.71 (bylo 0,221) i ft4 18,43
takze jak to gocha napisała : owulacjo przybywaj !
Noc nieprzespana, ale wstałam z lepszym nastawieniem. Emocje opadły, trudno zaczynamy nowy cykl, może w końcu w tym się uda, bo kiedy jak nie teraz???
Miłego dnia wszystkim ! 
VI zastrzyk...i dzisiaj wizyta w Gyn..ciekawe co zobaczą czy coś urosło...obstawiam ze w sobotę będę jechała do Kato,,zobaczymy..trzymać kciuki!!
pęcherzyki mało rosną,..zwiększona dawka wizyta w KATO W PONIEDZIAŁEK
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2015, 21:23
czekam na wynik estradiolu... na 11 wizyta... i decyzja.... boje sie jak cholera
Dziś zaczynamy II Trymestr juhuuuuu
14 tydzień
(13t+1)
Nareszcie doczekalam się tego dnia!!!
Jutro wizyta.
Napisalam dzis sms do mojego ginka w jakich godzinach mogę się pojawic i odpisal mi ze w niedzielę miedzy 11-13 no i wkurwa zlapalam. Ale poniewaz L4 mam do jutra więc znowu mu piszę ze 13 listopada kończy sie zwolnienie więc odpisal zeby jednak przyjsc w piatek kolo 11.
No i humor trochę się poprawil hehehe.
A teraz biorę sie za sprzatanie w domku bo masakra mala jest.
podjelismy z mężem decyzje ze bierzemy się za wykanczanie domu ktory mamy postawiony na tym samym podworku. Bo tu jednak malo miejsca, teraz nam ciasno a jak dzieciatko sie urodzi bedzie jeszcze ciasniej. Poniewaz mój m sam wiele rzeczy sobie zrobi, bardzo duzo tez pomoga brat, tata i szwagier to będzie duzo taniej. Bardzo się cieszę z tego faktu
)))))
Dokonało się.
Wczoraj po południu, po kilku godzinach mocnego bólu, skurczy i zalewania się krwią doszło do samoistnego poronienia.
Uniknęłam szpitala i interwencji lekarza.
Z jednej strony są to dobre wieści ale nastrój świąteczny jakoś się przez to nie poprawia.
Dzisiejsze usg pokazało macicę nieco jeszcze powiększoną, endometrium również, no i kilka punktów - pozostałości po ciąży. Powinno się samo oczyścić, ale wizyta jeszcze w poniedziałek lub wtorek.
Dobiło mnie jeszcze coś - wczoraj zginął nam kot. Kolejna strata. Niby kociak to nie dziecko, ale dojebało mi to tak, że jeszcze gorzej patrzeć mi na świat.
Oby przetrwać wigilię, oby cieszyć się i radować razem z dziećmi i rodziną. Na tą chwile nie chcę niczego więcej.
Uciekam na różową stronę mocy.
Powodzenia kobitki!! Będę zaglądać jak się z lekka chociaż pozbieram 
15 dc
O 18:30 drugi monitoring. Jeśli pęcherzyk urósł do co najmniej 18mm to zastrzyk Ovitrelle. I Duuuużo sercowanka
Niestety nie będę miała okazji raczej żeby sprawdzić czy pęcherzyk pękł. Na weekend wyjeżdżamy a w poniedziałek jadę do Kielc do dentysty. Ale może to i lepiej. Zostawię wszystko zrządzeniu losu. Jak ma być to będzie 
Wieczorem pakuję siebie i ślubnego. Jutro od razu po pracy jedziemy, więc nie chcemy marnować czasu na pakowanie. Zabieramy znajomych i ich psa i dołączamy do reszty znajomych, którzy już będą na miejscu. Zabieramy ze sobą sztony do pokera, tabu i masę masę innych gier i zabaw
Pogoda ma być do kitu, więc potrzebne zabawy co by się nie nudzić
Dodatkowo zapas czerwonego winka (nic innego pić nie będę
) i duuużo przytulanka nocami
Może coś będzie z tego cyklu... Boję się tego dzisiejszego usg. Grrr...
11 tydzień 1 dzień
Dzisiaj mam wizytę u lekarza. Bardzo się stresuje, całą noc latałam do toalety siku, to chyba z tych nerwów. Jeszcze w dodatku wyszły mi jakieś bakterie w moczu i się martwię, zobaczymy co powie lekarz. Mam nadzieje, że mój maluszek ma się dobrze, jejku aby było wszystko w porządku.
Dziś 7dpt.
Do tej pory byłam jakoś pozytywnie nastawiona a dziś rano obudziłam się od razu z jakimiś czarnymi myślami: że się to podejście nie udało, że się ten piękny sen o byciu w ciąży brutalnie w sobotę rano skończy 
Tak sobie myślę, że to chyba dlatego, że to już tak blisko, że już lada dzień będziemy wiedzieli czy maluszek/ maluszki z nami zostały.
To życie w limbo, choć do tej pory przebierałam nogami, żeby już teraz natychmiast testować, jednak nie jest takie złe. Przynajmniej żyję tak, jakbym w ciąży była. Marzę sobie o tym, jak nasze życie może wyglądać w trójkę/ czwórkę.
A ten sobotni test może te marzenia brutalnie zgnieść. Nie wiem, jak to zniosę...
11.11.2015r. Dzień ósmy
Dzisiejszy dzień pełen wrażeń. Może nie tyle dla Nastii, co dla nas. Dziecko takie nieświadome wszystkiego jest, takie spokojne, błogie... Wybraliśmy się na nasz pierwszy spacer. Honory głównego operatora wózka czynił Dziadek. Niestety dzisiaj Tato musiał wracać już do domu, bo jutro do pracy, więc akurat dobrze się złożyło. Dziadek przeszczęśliwy i dumny. Podobnie Babcia i Tatuś. A ja... ach rozpływałam się tym obrazkiem. Położna zalecała dwa dni werandowania po 25 minut na balkonie, a trzeciego dnia wyjście na spacer w miarę możliwości pogodowych. Połaziliśmy sobie pół godzinki i wróciliśmy do domu. Rodzice mówili, że Mała po mnie jest taka grzeczna. Jedyny jej płacz a raczej kwilenie słychać, gdy za długo się ją przebiera. W nocy także śpi jak zabita. Dziś w nocy obudziła się o godzinie 2 (ostatni posiłek jadła o 23). Mąż zajął się nią, Nastia owaliła prawie 200ml mojego odciągniętego pokarmu. Ja zabrałam się za odciąganie kolejnej porcji na jedzenie i poszliśmy znowu spać. Śpimy bez budzików. Gdy słyszymy, że Mała sobie radośnie mlaska w kołysce to wstajemy
kolejna pobudka była już o 6.30. Postanowiłam ją nakarmić piersią, bo stwierdziłam, że lewa jest już super wygojona! Myślę, że dziś w nocy może już i druga zostanie oddana w użytkowanie Anastazji. Oby na jak najdłużej. Jednak wietrzenie, lanolina i namaczanie sutków przed karmieniem zdało egzamin (nakładki sylikonowe na pierś wywołują obrzydzenie u mojej córki i nawet mowy nie ma o ich używaniu). No i przede wszystkim ponad dobowa przerwa od tarmoszenia moich piersi przez córkę... Cieszę się, że jednak zaopatrzyłam się w elektryczny laktator jeszcze w ciąży.. Kolejną zaletą takiego trybu karmienia jest to, że dorobiłam się sporego zapasu własnego mleka dla Małej, gdy Matki-Mleczarki (jak mnie okrzyknął K.) nie będzie w pobliżu 
Ale wracając do emocji dnia dzisiejszego... Dziadek pojechał. Pierwszy raz widziałam, żeby mój Tato ukradkiem ocierał łzy. Ja oczywiście gdy to zauważyłam wpadłam w płacz. Jak fajnie nam było razem przez te kilka dni... Od Rodziców dostaliśmy mnóstwo wsparcia i pomocy w zajęciach dnia codziennego, my mogliśmy skupić się na Nastii nie przejmując zakupami, sprzątaniem, gotowaniem. Czuję, że dzięki temu, że wszyscy tu wspólnie zachwycali się Nastią, okazywali mnóstwo czułości i miłości, otwarcie mówili o uczuciach i ja się otworzyłam na córkę... Nawet sobie wyobrazić nie mogę, jak bardzo ją kocham, jak okropnie się o nią martwię, jaka jest dla mnie ważna...
Nigdy nie zapomnę jak Mała gryzła mi brodawki do krwi, ja zaciskałam zęby, bo chciałam ją koniecznie nakarmić w taki a nie inny sposób, a moja Mama podeszła do nas i głaskała to jedną to drugą po głowie mówiąc, że obie jesteśmy dzielne i już niedługo wszystko minie, gdy się lepiej poznamy...
Właśnie Mama... obiecała, że zostanie z nami do soboty, a potem zostajemy sami na placu boju. K. ma jeszcze wolne do końca miesiąca, więc będziemy razem we trójkę, ale potem zostanę już z Nastką sama na długie godziny. Mam nadzieję, że sobie poradzimy, a ja odpowiednio poustawiam sobie priorytety. Teraz mam wszystko zrobione perfekcyjnie, tak jak miałam i wcześniej. Pranie wstawione, wywieszone, wyprasowane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, podany pod nos i posprzątane. Nawet jak ktoś nas odwiedza to nie zajmuję się "obsługą gości". No zobaczymy! Pewnie będzie dobrze, a ja się tu już zaczynam martwić niepotrzebnie 
12.11.2015r. Dzień dziewiąty
Jak ja uwielbiam moje dziecko! Wielbię pod niebiosa! 23 godzina karmienie, pora spać, potem pobudka o 4 (na wyraźną moją prośbę i wybudzanie
), przebieranie, jedzenie, przytulanko i znowu każda z nas do swoich łóżeczek. Dziś pierwszą noc daliśmy Tacie odpocząć. Stwierdziłam, że skoro ja będę osobiście piersią małą Księżniczkę karmić, to on niech pośpi. A co tam! Nie spał, ciągle nas obserwował i zachwycał się naszym widokiem
Dziś ja ostatecznie wstałam o 7, moje dziecko zaczęło kręcić nosem (przecież ona nie płacze prawie w ogóle!) pół godziny po mojej pobudce. Miałam więc chwilę na lekkie przeczesanie włosów, umycie zębów i przygotowanie sobie śniadania
Sama! Nawet kawkę mojej Mamie zrobiłam i zaniosłam do łóżka! Niech też kobieta ma coś z życia. Pogawędziłyśmy troszkę o minionej nocy Anastazji, Mama znowu mówiła, że z zachowania Nastka przypomina jej mnie. Gryzie sutki, nie znosi smoczków, nakładek sylikonowych, bardzo dużo śpi, mało płacze i lubi się kąpać. IDEALNA! Trochę martwiło mnie to, że Nastuśka nie wybudza się tak podręcznikowo co 2,5-3 godziny do karmienia, ale zarówno moja położna jak i ciotka-położna mówią, że przecież doskonale wiem, ile Nastka je, bo pokarm odciągałam i że to jest sporo jak na takiego małego smyka. A najważniejsze, że Anastazja przybiera na wadze, już w poniedziałek przebiła swoją masę urodzeniową
no to się nie martwię! Niech sobie śpi na zdrowie! Widocznie ona wszystko musi robić z rozmachem - dużo jeść, dużo spać i walić wielkie kupy!
Dziś plan na dzień jest taki, że po wizycie położnej, która zdejmie mi szwy wybieram się z Mamą na zakupy. Może dokupię Małej jakieś najmniejsze ciuszki w rozmiarze 56. To będzie moje drugie wyjście z domu. Ostatnio zostawiliśmy z K. córcię Dziadkom na półtora godziny, dziś może wyjdziemy na 2-3. Teraz jeszcze myślę sobie coś kupić... Jestem mega szczęśliwa, że ta moja waga tak spadła! Nie spodziewałam się, nie robiłam nic specjalnego, a ona sobie siup - spadła. No ale nie chwalę, nie chwalę, bo jeszcze nie jest idealnie. Waga może i tak, ale brzuchowi do płaskości i eksra-elastyczności daleko!
W ogóle mąż stwierdził, że miał rację, bo po porodzie wyglądam piękniej niż w ciąży
! Daje mi to mega-powera, jak on nas tak komplementuje i wspiera. Że jestem dzielna, że wprost kobieta-idealna, ciąża dzielnie donoszona, poród szybki (dziś miałam wrażenie, że trudniej jest zrobić kupę niż urodzić!), a urodzone dziecko perfekcyjne
Ha! No trudno się z nim nie zgodzić! 
Poza tym znów wyrzucimy Nastuśkę na balkon, niech się wietrzy!
I tak... płynie nam życie 
12 dpt jutro beta 
dziś jeszcze zrobie sikańca jak wrocę do domu 
Nawet nie wiem co napisac, jesteśmy bardzo szczęśliwi mam nadzieje ze to jest nasz czas 
Groszki moje Kochane rośnijcie zdrowo u mamy 
Ciąża zakończona 24 grudnia 2015
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.