Ciąża rozpoczęta 7 maja 2017
Echhhhhhh... Się porobilo ... A no tak ... Hcg 50 i 3 testy pozytywne ... Odezwę się gdy ochłonę ...
Dziennik pokładowy:
234dc, 34 tydzień trwa w najlepsze
Dzieje się i w sumie to się nie dzieje.
Nadszedł dzień Matki Boskiej Pieniężnej, toteż poczyniłam zakupy, na które się szykowałam. Pierwsze - książkowe. "Pierwszy rok życia dziecka" - to od tej samej autorki, co "W oczekiwaniu na dziecko". Kawał kloca, ale po przeczytaniu pierwszej części (czasami się sobie dziwię, że to serio zrobiłam!) wierzę, że się przyda. Dalej, "Dzieciozmagania" - tylko i wyłącznie dlatego, że "Ciężarówkę…" czytałam uhahana i wierzę, że tak będzie i tym razem. Do koszyka wpakowałam też debiut blogerki Segritty, czyli "Złe matki są najlepsze", żeby trochę się dowartościować, jak zaatakuje mnie pół rodziny, że źle opiekuję się własną córką (a wszyscy wiemy, jaka jestem na to cięta). Na dokładkę - "Jak pokochać centra handlowe", no i cóż… za streszczenie wystarczy zdanie: "… mocny i realistyczny obraz współczesnej Polski widzianej oczami młodych ludzi wchodzących w dorosłość.". I w sumie nie wiem, czemu chcę się tak "dobić", ale gdzieś podskórnie czuję, że po porodzie mogę mieć problem z ogarnięciem własnej psychiki i takie manifesty pozwolą mi zrozumieć, że nie jestem sama. W kolejce czeka na mnie jeden kryminał od Becketta, który to nie raz w ciąży przyprawił mnie o zarwanie nocy czy dnia, ale jakoś nie umiem teraz, no. Mam wrażenie, że zostało tak mało czasu (BO ZOSTAŁO!) a ja jeszcze tyle nie wiem…
Drugie zakupy miały być ostatnimi jeśli chodzi o wyprawkę, ale jak zaczęłam ładować do koszyka to huhuhu… "Pierdółki"! Wiecie, podkłady poporodowe, wkładki laktacyjne, krem do pupy, jakieś gaziki, pokłady na łóżko… i nagle nabiłam trzy stówy. Uwierzcie mi, że przefiltrowałam koszyk pięć razy a i swoją listę i tak okroiłam po garści dobrych rad dziewczyn z grupy na fejsie. I w sumie nie wiem dalej, czy mogę uznać listę za zamkniętą. Z rzeczy, które naprawdę w dalszym ciągu potrzebujemy, to komoda na rzeczy Miśki (padnie chyba na Hemnesa z IKEI), przewijak (no nie wyobrażam sobie ryzykować siuśków na naszym łóżku) i dobry termometr, a te do najtańszych nie należą. I tu powinien być koniec. Jednakże ciągle mam gdzieś w excelu takie pozycje jak: awaryjny smoczek, awaryjna butelka za smoczkiem (lub nieawaryjna - to zależy, czy Miśka da się karmić przez tatę), aspirator do nosa czy małe opakowanie sudocremu w razie WU. I pewnie wiele innych rzeczy, które jeszcze nie przyszły mi do głowy. Ale uznałam, że ładowanie tego teraz mija się z celem - fakt, to wszystko może się przydać, ale równie dobrze nie musi, a żyjemy w pięknych czasach, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki w dowolnym sklepie. Najwyżej trochę się przepłaci i będę pluła sobie w brodę.
Sytuacja naokoło mnie w ostatnich dniach zaczęła deczko się napinać (a nie mówiłam…).
Po pierwsze - jutro na mieszkanie wjeżdża duet w postaci mojego męża i taty, czyli hydraulika pełną parą. Gdzie haczyk? Ano, że ta "pełność" jest bardzo mocno dyskusyjna… Wiecie, od paru miesięcy słyszeliśmy, że mamy nikogo nie brać, bo mój tato to fachura i on nam tak zrobi, że ojojojoj, tak dobrze będzie! Tylko musimy poczekać… No i klops. Jak nam tatuś zaczął wymyślać rozwiązania, oczywiście okraszone komentarzami typu: "Po kiego grzyba kupować mieszkanie w stanie zamkniętym, jak trzeba otwierać ściany?!" (dodam, że nagonki na dewelopera było więcej niż planu działania), to wyszło na to, że przesunięcie paru rurek i postawienie ścianki z regipsu to misja prawie tam samo mocno impossible, jak postawienie domu od nowa. Co tu dużo mówić - byłam tak mocno wkurwiona jego wywodami, że nawet sobie płakłam w kącie, taka się poczułam bezsilna. Plan na najbliższe dwa tygodnie - dać ojcu szansę, a jak nas zostawi z rozgrzebaną instalacją i pojedzie znowu za granicę, to bierzemy ekipę. Koniec czekania na cud.
Po drugie - życie porządkują nam teraz rodzinne nasiadówy, a jak rodzinne nasiadówy, to i rodzinne kwasy. Kto, jak, z kim, po co, dlaczego… Nie zdziwię Was pewnie w ogóle, kiedy powiem, że u mnie to tak średnio przyjaźnie raczej, toteż słuchamy z mężem wszystkich możliwych historii okraszonych kwasem i jadem i jeszcze bardziej marzy się nam pierwszy nocleg w naszym mieszkaniu. Inna sprawa, że mi już troszeczkę zdrowie nie pozwala - ledwo wysiedziałam wczoraj na prymicjach, nawet jedzenie nie było mi w stanie zrekompensować bólu kości ogonowej. W niedzielę komunia siostrzeńca. Jedyne, co mnie cieszy, że to po tym dniu zaczynamy szykować pokój na nadejście Miśki.
Po trzecie - i tu najsmutniejsza wieść… W dzień mamy zginął na motocyklu mój kolega z klasy, z lat podstawówki. To pierwszy przypadek, kiedy zmarł ktoś z mojego rocznika. Strasznie mną to wstrząsnęło, choć prawdę mówiąc nie mam żadnych super wspomnień z tym człowiekiem. A dzisiaj z kolei przeczytałam na fanpage-u Mamy Ginekolog, że straciła dziecko w zaawansowanej już ciąży… Zmroziło mi krew. Takie informacje sprawiają, że cała drżę, ale już nie o siebie, tylko o moją córeczkę. Tak bardzo chciałabym ją uchronić przed światem…
I cóż… tyle napięć. W sobotę udało mi się zaciągnąć męża na te darmowe warsztaty, tym razem z położną. Było o wszystkich fazach porodu, kiedy jechać do szpitala itp.. Generalnie, żeby nie było - ja to już jestem obcykana. "W oczekiwaniu na dziecko", "Ciężarówka", Wasze historie, filmy na Youtubie, nawet ta nieudana szkoła rodzenia Prenalenu - no bardziej już nie mogłam sobie utrwalić, jak długo rozwiera się szyjka i dlaczego pozycje wertykalne są lepsze od leżenia plackiem. Ale tego lenia śmierdzącego od kilku tygodni nie byłam w stanie namówić na przeczytanie paru stron o porodzie! Więc mamy sukces. Zapytałam go, czy dowiedział się czegoś nowego. Odpowiedź? "No tak - ja nie wiedziałem, że poród ma fazy i w ogóle…". Kurna no… śmieję się w duchu, choć nic w tym śmiesznego, że jeszcze nie raz będzie miał okazję stwierdzić: "Wow, nie wiedziałem!". Wiecie, np.. że dzieć płacze w nocy…
Temperatura za oknem rośnie, w mojej głowie chyba też. Weźcie mi trochę pozytywnej energii wyślijcie, co? Bo czuję, że mój spokój się kończy.
… btw, czy tylko ja czekam na kolejny update od Dewy?! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2017, 22:48
Moj wykres jest inny od wszystkich jakie mialam, jest taki... optymistyczny!
Boje sie marzyc, ale to tylko wykres. Wydaje mi sie ze szyjka jest tez wyzej niz zwykle, ale tylko raz ja wczoraj badalam i boje sie wiecej tam ingerować. Moje mikro piersi troche bola jak je podociskam.... to wszystko. Odstawiłam w tym cylku Ovarin, przestalam łykać regularnie euthyrox, jest upał... to wszystko mogło wywylac temperaturowe szalenstwo, a żadnych innych dziwnych objawow, odczuc nie mam, ZADNYCH 
wg. Ovu @ powinna byc jutro, czy wiec mam czekać z testowaniem do jutra, a moze do dnia dziecka?
ZWARIUJE, jest 6 a od godziny nie śpię, nie wiem jak przezyje w pracy dzisiaj.
28dc,7dpo.Kurczę ten cykl robi mnie w konia. Plamienia zniknęły, temperatura w górze. Potem będzie wielkie rozczarowanie kiedy @ zawita. Znowu nadzieja się pojawiła i boję się potem własnej reakcji. Mąż oczywiście niczego nie rozumie. Ostatnio jak coś tam mu gadałam to naskoczył na mnie, że miało być bez stresu i spinania się. Kiedy tak się nie da... Muszę z testem do soboty wytrzymać. Chyba, że wrócą plamienia i @ zawita.
Histeroskopia pokazała, że w endometrium mam mikropolipy w różnych częściach endometrium. Dr pobrał wycinek do badania histopatologicznego i histochemicznego żeby sprawdzić co to jest i jakie jest podłoże. Może być to spowodowane hormonami, stanem zapalnym albo immunologią. Ciężko mi strasznie ostatnio. Każda wiadomość coraz bardziej mnie przygniata i nie mam na nic siły 
Ok, to pora na relacje z wczorajszego monitoringu.
7 dzień stymulacji:
E2: 2 760 pmol/l (wg kalkulatora 751,72 pg/ml)
Prog: 0,9 nmpl/l
JP: 13, 13, 9, 9 mm
JL: 13, 13, 13, 10, 10, 8 mm
Czyli generalnie mamy 5 rokujących pęcherzyków.
Trochę wysoki progesteron, obawiam się, że podrośnie i transferu nie będzie.
Od 9 ds mam już brać tylko menopur 300jm.
W czwartek 8 Marca pobrano 5 oocytow.
Nie miałam znieczulenia ogólnego, nie spałam, byłam przytomna. Dostałam przeciw bólowo morfine, ale mimo to i tak troche bolało. Gdybym miała porównać ten ból do jakiegoś innego to zdarzały mi się silniejsze bóle podczas okresu. Z endometriozą można się uodpornić.
Pobrano komórki tylko z prawego jajnika, gdyż w lewym zagrażała przebiciem torbiel endometrialna, poza tym te trzy marne pęcherzyki które zaczęły sie tam rozwijać, nie dojrzały, nie urosły wystarczająco.
W sobotę 10 Marca dostałam telefon, ze zapłodniła się tylko jedna komórka. Jest jeden zarodek. Jedziemy po niego następnego dnia.
Trochę smutno, no liczyłam na ewentualne mrozaczki, a tu jeśli niu uda się teraz to będzie trzeba wszystko zaczynać od nowa
Na samą myśl o tej stymulacji całej, zastrzykach, punkcji robi mi się nie dobrze.
11 Marca z niecierpliwością i w stresie czekaliśmy na nasz transwer. Kiedy zobaczyłam zdjęcie morulki to oboje uśmiechneliśmy się automatycznie, spontanicznie. Była piękna! Jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie widziałam 
Niestety pojawiły sie nie przewidziane problemy, jakaś bariera w szyjce macicy.. Trzeba było coś przeciąć, co strasznie bolało! A grzebanie we mnie nie miało końca. Ostatecznie morulka wróciła do laboratorium a ja na poczekanie pic wodę. Macica była znacznie wygięta w tył i prjawił się problem w wprowadzeniem rurki z embrionem. Jak juz napełniłam pęcherz, to macica w końcu się wyprostowała, a przeszkoda w szyjce ustąpiła. Musiałam mieć jakiegoś zrosta, bo pani doktor pytała mnie, czy nie miałam jakiś wcześniejszych zabiegów. Jedynie ta ostatnia laparoskopia w sumie łączona z histeroskopią. Ale przypomniałam sobie, ze kilka lat temu miałam wypalaną nadżerkę kwasem (jakims, nie wiem dokłanie). Namówiła mnie na to ginekolog z Polski. Ponoć miała być to świetna metoda leczenia nadżerki. W moim przypadku to nie pomogło, bo nadżerkę miałam jeszcze długo, a mogło się przyczynić do jakiegoś zniszczenia tkanki i stanu zapalnego. No nie wiem, tak tylko wymyślam i szukam przyczyn.
W ostateczności zabraliśmu embrionik ze sobą do domu 
TERAZ NAJDŁUŻSZE DWA TYGODNIE....
2DC
W weekend doszliśmy do wniosku że 1 rocznicę ślubu spędzimy gdzieś z dala od domu.
Myślałam długo gdzie jechać. Od początku stawiałam na Wrocław, ale jak zobaczyłam ceny kwater to mi się odechciało.
Ale mimo wszystko chcę tam jechać. Wczoraj trafiłam na fajną ofertę cenową i zarezerwowałam nocleg.
I tak jedziemy do Wrocławia.
Mój bierze urlop i ja. Jedziemy od 9-11 
Może akurat trafimy w dni płodne, jak nie to trudno. Chcę się dobrze bawić, zwiedzać ile się da. Tak jak było w Poznaniu.
I mamy kolejne plany. Jak nie jest dane nam dziecko. Chcemy w następnym roku wyprowadzić się do Poznania, na początek wynajem a potem jakby było ok to kredyt 
Cieszę się jak małe dziecko 
Znowu moje motto wydaje się sprawdzone na ten cykl 
"Bóg prowadzi każdego jego własna drogą. Jedni dochodzą do celu prędzej i łatwiej, inni trudniej i później.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 10:21
Dzisiaj już mogę oficjalnie powiedzieć, że rozpoczeliśmy procedurę in vitro. Na krótkim protokole.
Dr Czerwińska coś nie w sosie. Pielęgniarka, która miała mi powiedzieć jak sie kuć- również nie w sosie.
Czekając na wizytę byłam tak zdenerwowana, że łzy mi napłynęły do oczu. Teraz jestem pełna nadziei.
Od 2- 7 dc mam brać: gonal f 150 i menopur 75. 7dc monitoring.
21t5d
Zapisalam sie na kontrol na 12czerwca ale mysle jeszcze wczesniej isc prywatnie i porownac opinie dwoch roznych lekarzy. Wydaje mi sie ze moja prowadzaca za bardzo mnie stresuje.
Po luteinie "plynie" ze mnie doslownie.
Powrocily mdlosci w trakcie jedzenia.
Zaopatrzylam sie w suszone sliwki,papryki i pestki slonecznika. Lece zaraz robic salatke z pietruszki,papryki itd. Cel:pozbyc sie anemii
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2017, 09:00
aaaaaaaa jutro transfer o 13:D:D:D:D oby godzina okazala sie szczesliwa!!! matko ile emocji ile nerwow itd itd....
chyba zaczynam ie baaardzo mocno nastawiac....oby bylo ok oby sie w koncu udalo:D
21+1
Poczuliśmy z mężem pierwsze kopniaczki 🥰
29+5
No i nadszedł czas, kiedy jest mi ciężko, gorąco i do dupy jednym słowem.
Spacer do piekarni jest jak pokonanie Mount everestu . Wcześniej te 4 km pokonywałam lajtowo...mogłam iść i iść , a teraz zrobiło się za daleko... brzuch zaczął boleć w połowie drogi,czuję każdą minimalną góreczkę ,a jak rosną drzewka które dają cień i można by sobie przycupnąć żeby złapać oddech, to trzeba jak najszybciej spierd*lać, bo ptaszki mieszkające na tych drzewach mogą nasrać mi na łeb, czego dowodem jest chodnik w gównach ...
No nic. Nie ma co się użalać, bo będzie gorzej,a nie lepiej
4 lata na to czekałam i brzucha nie oddam za nic ! 
Po drodze zaszłam do biedronki po loda, a tam kolejka jak za komuny. Pewnie by się rozpuścił ,gdyby nie miła pani ekspedientka, która na cały sklep krzyknęła stanowczym głosem "proszę przepuścić panią w ciąży" Ludzie zaczęli robić mi przejście i mówić "o, nie zauważyłem,przepraszam bardzo " -sratatata...
Nienawidzę być w centrum uwagi, ale cóż. Nieraz trzeba 
17 dc 2dpo
DZIS SA MOJE URODZINY - 27!!!
- 7 podobno przynosi szczescie 
Wg testów owulacja byla 2 dni temu...
Urodzinowy prezent- oby 
Mialam wspanialy weekend z Mezem nad morzem !
Ps.
Moje przemyslenia:
Juz nauczylam sie zyc z mysla, ze nie jest Nam latwo zajsc w ciaze. Tak widocznie ma byc.
Potrafie na nowo cieszyc sie z zycia - Bo mam cudowne zycie. Wspanialego Meza, dobra prace, stac mnie by spelniac marzenia.
Wiem ze Dzwoneczek zawita do Nas, kiedys na pewno 
Dzis moge wszystko:
Sobie jak i Wam Kochane Staraczki zycze : pieknych grubych 2 kreseczek i malych stópek i paluszkow za 9 miesiecy ! :****
Kontynuacja monitoringu cyklu (21 dc):
Po monitoringu widać, że jeden pęcherzyk pękł (ten co w czwartek był mniejszy i miał 19 mm). Drugi pęcherzyk 20 mm nic nie urósł i jest tam gdzie jest. Dodatkowo widać ciałko żółte i ślady płynu w zatoce Douglasa. Endometrium o szerokości 14,6 mm - jednorodne i typowe dla III fazy cyklu.
Teraz oczekiwanie na miesiączkę lub na 2 kreseczki.
Ciąża zakończona 4 czerwca 2017
Cholera, i akurat dzisiaj kolezanka przyszła ze swoim prawie noworodkiem. Chyba mala ma ok 2 tyg. i do tego ma tak na imie jak my chcemy dac jak bedzie u nas dziewczynka.
bylam jedyna ktora nie wyszla z pokoju by podziwiac maluszka. Na pytanie moich zdziwionych kolezanek powiedziałam ze nie lubie takich małych dzieci i jak zostalam sama to prawie sie płakałam. Uwielbiam dzieci chociaz mam malo z nimi kontaktu, ale chyba to wypieram puki u nas bedzie ta pustka bez malych stopek 
Co za fatalny dzien 
Właśnie wyszło,że mam covida. Czuję się beznadziejnie.
Znowu nie wiem na jakim etapie cyklu jestem i co się wyrabia. Na to wygląda,że owu jeszcze nie było, chociaż jakby dwa razy mi się wydawało,że już się zbliża bo miałam ładny, płodny śluz .Ale temperatura tego nie wykazuje.Nie wiadomo teraz czy już brać luteinę czy zaczekać, może się owu jeszcze zjawi chociaż wątpię.Ostatnio co chwilę krew badałam, to muszę trochę poczekać przed następnym badaniem bo moja anemia tego nie wytrzyma.Zapewne to ta prolaktyna miesza ale niby mi endo zwiększył dawkę ,co prawda zmienił na letrox może to jest przyczyna. Sama już nie wiem,dziwne to wszystko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 12:36
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.