Cztery dni do @. Wczoraj czułam się fatalnie - miałam mdłości, byłam zmęczona, miałam zawroty głowy. Nie wiem czy to PMS.. może to też efekt stresu. Od tygodnia mam urlop, ale siedzę w domu, bo przychodzi majster do remontu. Wszystko miało zająć dwa tygodnie, ale remontujemy od maja. Wszędzie kurz, pył, brud. M wczoraj posprzątal, ale po chwili było kucie i malowanie... podłoga cała w farbie i tynku. Ach... mam dość. A końca nie widać! Gdyby choć udało mi się zajść w ciążę..

Cztery dni do @. Wczoraj czułam się fatalnie - miałam mdłości, byłam zmęczona, miałam zawroty głowy. Nie wiem czy to PMS.. może to też efekt stresu. Od tygodnia mam urlop, ale siedzę w domu, bo przychodzi majster do remontu. Wszystko miało zająć dwa tygodnie, ale remontujemy od maja. Wszędzie kurz, pył, brud. M wczoraj posprzątal, ale po chwili było kucie i malowanie... podłoga cała w farbie i tynku. Ach... mam dość. A końca nie widać! Gdyby choć udało mi się zajść w ciążę..

Marti... Goniąc czas 14 lipca 2017, 09:21

2dc

@ szaleje na calego. juz dawno nie bylo tak.. obficie. no i dobrze.

ciesze sie, ze w sumie nie towarzysza temuzjawisku specjalnie inne dolegliwosci. cycki nie ciagna, boli specjalnie nie mam, choc czuje ze "cos tam" sie dzieje.


no i dobrze. oczyszczam sie i czekam w dokach startowych :)

mam swietne smaopoczucie. zaczelam juz od 3 tyg cwicvzyc 3x w tyg. zdrowo jem.
do tego lykam mlody jeczmien (zbija cholesterol, ktory mam podwyzszony), ktory dodaje wigoru na codzien. naprawde mam powera. czuje, ze moglabym gory przenosic.


wczoraj troszke pofolgowalismy z mezem bylo nasze ulubione wino, sery.... czasem trzeba sie rozpieszczac ;)

milego dnia!


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2017, 09:11

Agar88 Czekając na największy skarb 14 lipca 2017, 14:22

36 dc, czekam na @, ale źle się czuję :(
Objawy: boli mnie brzuch, jest mi nie dobrze, mam momentami drgawki, przechodzą mi mrówki przez lewą dłoń, ogólnie zmęczona.
Czym spowodowane: dietą???
Zrobiłam test w niedzielę i wyszedł negatywny, więc zdecydowałam, że muszę się w końcu wziąść za siebie :) Czyżby @ się spóźniała przez to?
Będąc na monitoringi wiem, że jajeczka pomimo jedzenia CLO nie urosły i tym samym nie pękły. To gdzie ta @?

agusiaw Kobieta-nie-mama 14 lipca 2017, 10:53


No i mamy wyniki badań nasienia...

agusiaw Kobieta-nie-mama 14 lipca 2017, 10:59


Otrzymaliśmy następujące wyniki:

- objętość 4,0 ml (>1,5)
- czas upłynnienia 10 (<60)
- pH 7,5 (>7,2)
- wygląd prawidłowy
- lepkość +

- aglutynacje -
- wynik HOS testu (%) 58,0 (>60%)
- żywe plemniki (%) 50,0 (>58%)
- koncentacja 18,75 (>15)
- ruchliwość:
plemniki ruchliwe (P+NP) 40%
ruch postępowy (P) 30%
ruch niepostępowy (NP) 10%
nieruchliwe (NR) 60%

Co sądzicie ?

AleksandraW Udało się! cud ! 14 lipca 2017, 15:19

nie pisałam bo u mnie stagnacja. przesuniety okres(rozpoczał sie 8 dnia po odstawieniu anty) czyli 1 dnia nowego blistra. w życiu mi sie to nie zdażyło. zrobiłam test rano w po 2 godzinach okres. w nocy za to śniłam o tym ze lekarz powiedział mi o ciazy. popłakałam sie z radości. podświadomośc sie ze mną bawi. nie fajnie.

Agar88 Czekając na największy skarb 20 lipca 2017, 13:02

Beta z 17 lipca 734,5 mIU/ml
Beta z dziś (20 lipca) 2196,0 mIU/ml

Betę zrobiłam po 64 h.

Po wpisaniu w internecie kalkulator beta hcg uzyskałam taki wynik po wpisaniu tych danych.

"HCG podwaja się co 1 dni 16 godzin (40 godzin).

Średni dwudniowy przyrost to 1670 mlU/ml (127.5%) (w normie)".

agusiaw Kobieta-nie-mama 20 lipca 2017, 13:36


No to dziś wizyta u androloga. Jestem bardzo ciekawa a jednocześnie pełna nadziei i obaw...

Ciąża zakończona 14 lipca 2017

39+5

Ja juz po wizycie.

Niki waży 3170g i ma się bardzo dobrze u mnie. Az chyba za dobrze... Szyjka jeszcze długa, rozwarcie sie zrobilo na luzny palec ale strasznie powoli to idzie. Lekarka zrobila mi masaz szyjki co skutkowalo nitkami krwi w sluzie ale mam sie nie martwic bo to normalne. No chyba ze pojawi sie mocniejsze plamienie czy cos to mam isc na IP. Mialam tez KTG i nic, zero skurczy :/ za tydzien w srode ponownie KTG a 24 lipca mam sie zglosic do szpitala na wywolanie. No chyba ze samo sie cos ruszy...

Mam dzisiaj zły dzień. A raczej zły czas ostatnio.Nie mogę przestać myśleć,że gdybym na jesieni nie poroniła to w poniedziałek przypadałby termin.Tymczasem w ciąży dalej nie jestem.W środę jadę do doktora i zamierzam go tym razem przycisnąć jaki plan.Trudno, prolaktyna i anemia nie chcą się poprawiać to niech na moją odpowiedzialność da coś na podrasowanie jajeczkowania.
Wiem,że wyniki nie będą dobre bo strasznie się ostatnio pochorowałam.
Na tą chwilę powody do załamki są takie:
1.W poniedziałek termin porodu.
2.wyniki złe bo jestem po zapaleniu płuc.
3.Nie wiem co powie doktor.
4.Nie cierpię tej mieściny,tęsknie za swoimi stronami, no ale ze względu na pracę Fuma musimy tu mieszkać.
5.Bratowa Fuma jest w ciąży i muszę ją przy każdej okazji oglądać.Do tej pory jakoś znosiłam ciążę w moim otoczeniu ale oni nie chcieli mieć dzieci. Jak już się trafiło to trudno, niech będzie.
Nie ma normalnie sprawiedliwości.

57dc.

Robiłam test - negatywny. Czy jest mi smutno? Chyba nie. W tym cyklu na nic się nie nastawiałam. Postawiłam na miłe spędzanie czasu z mężem :)

Mam dziś dzień zadumy. Rozmawiałam z jedną koleżanką, przypadkowo zgadałyśmy się na portalu społecznościowym. Kiedyś miałyśmy świetny kontakt, potem coś sie urwało. Nie mniej jednak, należę do tych ludzi, którzy dają innym kredyt zaufania, więc na pytanie, jak radze sobie po stratach, odpowiedziałam, że ciężko mi je przyjąć, nie wspominając już o jakiejś pozornej akceptacji... w odpowiedzi usłyszałam: "ohh, jesteście młodzi, może to nie czas na dziecko". Że co do cholery?!

Gdy o dziecko starają się 40, to społeczeństwo komentuje, "że takie powinny już na wnuki czekać", z kolei 25 słyszą, "że jeszcze mają czas". Czy wiek coś zmienia? Czy ktoś wydał kiedyś pieprzony kodeks osobowości matki? Czy to, ze mam dwadzieścia parę lat sprawia, że pragnę dziecka mniej niż czterdziestka? Albo czy warunkuje to mniejszy ból po jego stracie? Czy ktoś ma w ogóle prawo krytykować nas, kobiety w kategorii naszego macierzyństwa?

A kwestia dobrego czasu? Zdarzyło wam się po kolejnej nieudanej próbie zajścia, albo po stracie usłyszeć, że to "nie jest dobry czas"? Czy tak ciężko zrozumieć, że macierzystwo to nie zachcianka czy kaprys, ale głębokie pragnienie naszego serca, które spędza nam sen z powiek, które każdego dnia daje nam siłę do życia? Czy my zawsze będziemy narażone na komentarze?

Serio, jestem tym zmęczona. Po prostu przestanę słuchać. Jak tu tylko powiedzieć mojemu niezłomnemu sercy, które pała ciepłem, że nie może dziś ufac każdemu?
Ehh...

Dziennik pokładowy:
280dc, 39+7 (40tc)
Jutro termin!


14 lipca, 2:20

Te noce to jakiś koszmar... Tak jak po północy żerują wampiry, wilkołaki i inne straszydła, tak mnie równo po dwunastej dopada porodowa panika. I tak się bujam, już ponad dwie godziny...

Mój brzuch zaczyna mnie martwić. Jest twardy jak kamień. Mam już go naprawdę dość i mówię zupełnie serio. Leżąc w łóżku bok zmieniam na piętnaście razy próbując jakoś oderwać się od podłoża. Ciągnie, ciąży i boli. Nie jestem w stanie zaobserwować jakiegokolwiek skurczu, bo mam skurcz permanentny. Jeżeli miałabym urodzić w 42 tygodniu to za prawdę powiadam Wam - wolę sobie walnąć w łeb. Jestem wykończona.

Od wycieczki do IP odciągają mnie trzy rzeczy - myśl, że tak musi być, ruchy Miśki (AŁA - ale mi się właśnie wbiła w bok...) i umówiona wizyta u doktora. Już za 14 i pół godziny...

Co by nie było tak ponuro to Wam powiem, czego świadkiem byłam godzinę temu.
Szturcham męża łokciem a ten jak nie wypali Maćkiem z Klanu: "Co się... Co się... Co się stao?!".
A ja mu: "Zmień boczek, bo chrapiesz i trzeszczysz jak ruski wentylator!".
Bidny myślał, że to już...

Hahaha...
Śmiech przez łzy...

14 lipca, 10:00

Pobudeczka! Brzuch dalej twardy, jasna cholera...

Piszecie, że to może moja psycha blokuje małą, ale chyba nic z tego. Gdyby "chcenie" było czynnikiem decydującym, to chyba wszystkie kobitki wywołujące poród naturalnymi metodami rodziłyby na zawołanie. A to nie jest tak, że nie chcę, bo chcę. Natura to strasznie sprytna bestia - kto wie, czy ten przedporodowy dyskomfort nie rośnie właśnie po to, żeby przyćmić strach. Czy to znaczy, że może być jeszcze gorzej?!

14 lipca, 14:30

Dopadło i mnie! Po tym, jak znowu obżarłam się arbuzem (jeśli Miśka będzie klopsem, to sama jestem sobie winna) i leżałam w jakimś marazmie zmieszanym z pościelą, w totalnie zaciemnionym pokoju, nagle poczułam "dość!". Wstałam miguśkiem i odhaczyłam kolejny "to do" na liście ciężarówkowej - umyłam okna! I starłam kurze! A potem odpakowałam materacyk z folii, co by w końcu przesiąkł naszą atmosferą i porządnie się wywietrzył. Dalej przerzucam graty z kąta w kąt. Wicie gniazda?

Na obiad łosoś z makaronem i szpinakiem. Zaraz lecę pod prysznic, porządnie się wyszorować. Przed wizytą, której miało nie być...

14 lipca, 17:40

Już po wizycie. W końcu ktoś mi pod maskę zajrzał! Rozwarcie na pół centymetra, szyjka skrócona o 30%, miękka, główka nisko. Pani doktor wydaje się, że do poniedziałku powinna się akcja skończyć. Co skutkuje piękną datą: 17.07.17. Ale czy tak będzie... To już tylko Miśka wie.

Ach... Miśka. No wszystko fajnie - serducho jak dzwon, dokazuje, no milutko. Jest tylko "mały" problem. Maleńki.

... Skubana waży 3800!

I ja mam ją dołem przepchnąć?! Położna jak to usłyszała to aż zakrzyknęła "ŁUUUUUU...". I to nie brzmiało jak "o rany...", tylko "JA PIERDOLE!". Mąż przechrzcił córę na Panią Sołtys.

Dostaliśmy lekarskie zalecenie - szarpać suty, bzykać się do upadłego, skakać na piłce a najlepiej wszystko na raz.

Nie muszę Wam chyba mówić, że informacja o wadze Miśki nieco burzy moje marzenia o porodzie fizjologicznym. Tzn. wiadomo, kobitki nie takie wielkoludy rodzą, ale poraz pierwszy pomyślałam o cesarce dość łaskawie. A już na pewno wezmę pod uwagę ZZO.

No i stary... Ledwo go pochwaliłam i co? Już mam się wycofać? Uh, co za dziad! Jak mu powiedziałam, że jestem zorana i chyba mnie pokroją to mnie wyśmiał. "Znowu musisz zakładać najgorsze!...". Powiedziałam mu tylko, że jak kiedyś zdarzy mu się rodzić kamień nerkowy to nie chcę słyszeć choćby cienia marudzenia.

I tak się bujamy... Mała znowu ma czkawkę, ja leżę na boku.

Jutro maraton po sklepach z panelami.

Kinia16 Chciałabym cudu 14 lipca 2017, 20:18

Testy owulacyjne jak narazie wszystkie negatywne, a dzisiaj się pojawił śluz rozciągliwy więc nie wiem co myśleć. Narazie bede robić je cały czas, zobaczymy.

An1 Mama dwòch aniołkòw 15 lipca 2017, 09:55

53 dc
Po duphastonie jestem senna. Mogłabym spać i spać.

An1 Mama dwòch aniołkòw 15 lipca 2017, 09:56

Udało się 27 lipca zapisać do diabetologa.

Zrobiłam dziś test z Allegro wyszedł cień cienia nawet mąż go widział ale po wyschnięciu na teście zrobiły się takie wglebenia i już nie widzę cienia jak @do środy nie przyjdzie to zrobię test apteczny
Objawów brak tylko boję się bo brzuch czasami nie zawsze ale boli jak na @
Cała się normalnie trzęsę bo na ciążowym nigdy mi jeszcze nawet cień nie wyszedl

Jestem w dość słabym stanie psychicznym, powoli myślę o tym że potrzebuje pomocy psychologa, myślę, że NIKT nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo to w mnie siedzi, nawet mój mąż mimo, że to on wie najwięcej.
Kolejny cykl, kolejna wizyta u gina żeby sprawdzić czy torbiel zniknęła i mogę w końcu zacząć stymulacje. Zmniejszyła się ale nie zniknęła - to było jak cios prosto w twarz. Moja ginekolog powiedziała, że nie rozumie dlaczego klinka nie dała mi żadnych leków na zasuszenie torbieli. Zapytała czy czuję, się tam "zaopiekowana"? Wybuchnęłam płaczem, płakałam całą drogę w tramwaju a łzy płynęły mi do maski. Byłam zła na siebie, że nie potrafię kontrolować emocji przed obcymi. Zadzwoniłam do kliniki i powiedziałam, że chce rozmawiać z moim lekarzem. Pani dr oddzwoniła i powiedziała, że możemy zacząć stymulacje ale jeśli torbiel urośnie trzeba będzie ja przerwać, boje się, że tak będzie :( ostatnio dzieją się same złe rzeczy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2020, 20:51

anemic Wielkie chcenie ... 15 lipca 2017, 13:43

Dziękuję Dziewczyny za wszystkie Wasze komentarze.
Cały czas od pozytywnej bety, przez krwotoki, do infomacji i poronieniu ktoś był ze mną. Jak nie Mama to Dariusz, to Bratowa. Dzisiaj jestem pierwszy dzień sama. I nie fajnie.

Awangarda, tak chodzę do gyncentrum w Bielsku.
Zdecydowaliśmy, że zrobimy badania. U nas w laboratorium wychodzi nas to 1025 zł (mutacja V leiden,Przeciwciała przeciwko antygenom łożyska, badanie kariotypu, przeciwciała ana 1, białko s , c
mthfr).

Wbrew temu co mówiła lekarka krwawienie się nie nasiliło. W przyszłym tygodniu sprawdzę betę. W sierpniu zrobimy badania i jak uda się skonsultować z genetykiem to we wrześniu będziemy chcieli podejść do transferu.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)