Marti, ja co 2,5/3h metoda 7_5_3 (w nocy tez) odciagam, bo boje sie zaniku laktacji... Je tylko moje poki co.
... Ale dlugo tak nie pociagne, to pewne... Jeszcze raz spotkam sie z doradcą lakta. we wtorek. Maly chwyta brodawke jak smoczek czyli nie przysysa sie jak glonojad tylko "dziubek" robi jak do sweet foci. Ssanie nieefektywne... Oj, musze opisac moj porod ale nie wiem kiedy... Bo nie chce zapomniec szczegółów... Jedno powiem: to czego sie balam naj (akcji porodowej) byli całkiem ok. Najgorsze bylo to, co dzialo sie PO...
Dziś rano nieziemska awantura z mężem o przyziemne sprawy dnia codziennego
nie wiem czy to te starania tak wpływają na relacje między nami, czy ogólnie jesteśmy juz przemęczeni i pracą i remontem i niepowodzeniami na TYM punkcie... Już sama nie wiem
mąż mi dzisiaj wyznał, że nie daje rady codziennie serduszkować... nie ukrywam, że mnie też jest ciężko. Taki seks na zawołanie, gdzieś pomiędzy jedną pracą a drugą, czy człowiek zmęczony czy nie, czy miał dobry dzień czy nie, czy ma ochotę czy nie, ale pociska bo trzeba... to wcale nie jest nic dobrego dla związku
seks nie kojarzy mi się juz z taką bliskością jak kiedyś - tylko z przykrym obowiązkiem. I jak co miesiąc zbliżają się dni płodne to ja za każdym razem myślę z niechęcią "o nie, znowu się zbliżają te dni". Jeszcze zanim zaczęliśmy się starać, to bardzo lubiłam seks. Lubiłam tą bliskość. Lubiłam ten nastrój i to poczucie, że razem coś tworzymy. A teraz... jak jest już po owulacji to ja odpoczywam i cieszę się, że nie trzeba na siłę sie ugniatać, bo dni płodne...
Boję się, co będzie jak tak za jakiś czas naprawdę zacznę się mocno nakręcać na punkcie posiadania dzieci... czy nasz związek będzie na tyle silny, żeby przetrwać wszystkie przeciwności losu?
Postanowione!
Nie jestem w ciąży więc "Misja:Zmiana Klimatu" idzie w ruch!
Zrezygnowaliśmy z Chorwacji i zdecydowaliśmy że jedziemy we Włoskie Alpy 
Wyjeżdżamy 20 sierpnia i będziemy się byczyć caaaaalutki miesiąc 
Jak już wspominałam korzystaliśmy z serwisu airbnb, wynajeliśmy mieszkanko za niecałe 2000zł.
Jedziemy własnym autem więc w planach oprócz upajania się cudownymi alpejskimi widokami jest zwiedzanie reszty Włoch z Rzymem i Watykanem włącznie, Szwajcarii i części Francji 
A co! Może taki luźny miesiąc tylko dla siebie zdziała cuda!
Jeśli nie to najprawdopowobniej w październiku przymierzę się do HSG, trzeba działać.
Jeszcze przed wyjazdem postaram się odwiedzić ginka który mam nadzieję coś mi doradzi.
Wklejam Wam link polecający z serwisu airbnb, może którejś Wam się przyda a ja zgarnę bonusik 
www.airbnb.pl/c/olgap5527
Niestety tamten cykl nie był szczęśliwy .Chyba pierwszy raz przeżyłam ciąże urojoną bo w sumie byłam pewna ,że jestem w ciąży.Okres stulecia pojawił się jak w zegarku.Była to moja pierwsza miesiączka na acardzie .Tyle krwi widziałam tylko podczas poronienia.
Następny cykl zaczął się 26 czerwca. I tak o to dokładnie 10 dni po owulacji zobaczyłam dwie kreski na teście. Były bardzo wyraźne jak na tak wczesną ciążę. Musiałam od razu zacząć działać. Heparyna od pozytywnego testu. Poszłam do lekarza, który badał mnie w szpitalu. Wyszłam z gabinetu z tak przerażoną miną jakby coś mi zrobił
Ogólnie lekarz gbur i prostak ale recepta wypisana także cel osiągnięty.
Dzisiaj jest 33 dzień ciąży, 10 zastrzyk heparyny i strach przed tym co zobaczę na usg. Czy coś zobaczę w ogóle. 1 sierpnia wybieram się do lekarza i teoretycznie będzie to 6 tyg 2 dni i trzymajcie kciuki, żeby wszystko było jak należy.
E. śpi. Pół h jadł z lewej piersi. Czy się najadł? Nie wiem. Przyssanie wyglądało ok. Wykorzystuję chwilę, by opisać poród etc.
Część 1 – pobyt na patologii ciąży przed porodem
W pt 13.07 po 6h na IP przyjęli mnie na patologię ciąży. W pokoju wylądowałam z 2 laskami w takiej samej sytuacji (ciąża po 41tyg). Czułam się jak na koloniach :o) . Gadałyśmy, jadłyśmy przyniesione przekąski… Wieczorem wzięli mnie na badanie – jakąś dziwną rurkę wsadzili w pochwę i patrzyli na pęcherz płodowy (?). Nieprzyjemne jak każde badanie ginekologiczne. Ostrzegli, że mogę lekko plamić i powiedzieli, że każde badanie drażniące szyjkę jest dobre, bo ‘pobudza ją do działania’. Potem nadeszła szpitalna noc. Nieprzespana. Co chwila badanie tętna i ktg. Męczyły mnie skurcze, które przecież miewałam już pod koniec ciąży… Liczyłam ich regularność, ale nie były SUPER regularne, mimo, że częste. Noc nieprzespana. W szpitalu GORĄCO!!! Pociłam się jak nigdy w życiu. Mimo wszystko opiekę uważam za ok… Nastała sobota. Ja niewyspana, zmęczona upałem i tymi skurczami… Badanie i wyrok, że nic się nie dzieje… Lekarka badająca mało delikatna… Ale mimo wszystko pobyt na patologii nadal całkiem ZNOŚNY. Nie mogłam się doprosić wegetariańskiego jedzenia… Zgłaszałam chyba każdej możliwej położnej, ale chaos tam panuje i nie mogli tego ogarnąć… Dzień przegadałam z dziewczynami, przechodziłam po korytarzu, mąż odwiedził, przyniósł burrito wegetariańskie na obiad, ale bałam się je jeść, bo fasolka i te sprawy, a ‘a nóż widelec zacznie się poród’... W pewnym momencie dnia wzięli mnie na predindukcje: ‘nadmuchal’i balonik aby rozszerzyć szyjkę… Brzmi strasznie, ale nie było aż tak nieprzyjemne, tylko kabel mi zwisał na 30cm i ciężko było z toalety korzystać, Skurczyki mnie męczyły non stop. Upał męczył. Powiedzieli, że jak do rana w ndz nic nie ruszy, to podadzą oksytocynę. No i miałam obserwować ten balonik czy wypada – jeśli sam wypadnie to dobrze. Łaziłam z nim i czułam jakby mi się wysuwał, ale lekarka zbadała i mówi, że nie… Próbowałam spać, ale skurcze mniej/więcej co 7min męczyły. Nocne ktg i pytam położnej, czy rysują się porodowe, a ona, że NIE. Wkurzyłam się, bo serio mnie bolało i dokuczało. Tym bardziej, że koleżance z pokoju rysowały się! Jakaś zazdrość mnie wzięła! Druga bezsenna noc też zrobiła swoje… Próbowałam spać, ale nie dało się. Ok 1 w nocy poczłapałam do gabinetu położnej i poprosiłam o badanie. Miła, młodziutka dziewczyna zapowiedziała, że ‘robi to delikatniej niż lekarka’. I faktycznie. Delikatnie zbadała i stwierdziła, że a) balonik wypadł i był sobie lekko w pochwie b) rozwarcie na 2,5 palca c) szyjka zgładzona i jedziemy na porodówkę!!! Z szoku zapomniałam, że 1 palec=2 cm i coś mi się pokiełbasiło, że moje rozwarcie to tylko 2,5 cm (a przecież było już 5!!!) i pytam, czy mam dzwonić po męża czy czekać. Nakazali dzwonić… Położna pomogła mi zebrać rzeczy i windą pojechałyśmy piętro wyżej. Mąż dość szybko przyjechał…
W dniu porodu 67kg. Dzis (2tyg po) niecale 56kg. Jest SUPER pod tym względem. Tylko brzuch jak mała piłeczka i cycki. Reszta jak przed porodem. Poce sie jak nigdy w życiu. Moglabym o tym książke napisać... Ale z tym potem wszystko schodzi... Emil znow ssie!!! Bedzie ok???
26 dc
Obsypalo mnie dwoma wielkim diodami po obu stronach brody:/ mąż się śmieje że wyglądam jak konsola Nintendo 
Zaczyna się... PMS:/ cycki puchna, sutki bolą, humor? ... Nic tylko mi miotły brakuje.
Nie wierzyłam dziś temp bo byliśmy na weekend u teściów i jakoś nie w smak mi było budzić się o 6, nawet termometru nie zabrałam. Ale po co i tak moja temp szału nie robi.
Generalnie nie ludze się, że jakaś ciąża z tego naszego pojedynczego serduszkowania wyniknie, wczoraj wypiłam 3 lampki wina, ogólnie jakoś nie specjalnie rezygnuje z przyjemności. Nie chce zwariować.
Owu pokazuje że prawdopodobieństwo pozytywnego testu wychodzi 17% dzis.
Pobolewa mnie czasem lewa strona, ni to jajnik ni to macica ale chyba bardziej jajowod :p takie kłucie. Od 2 dni ale nie ciągle.
I tak wiem że nic z tego nie wyjdzie.
Wczoraj siedząc na dworze w nocy z tym winkiem gapilam sie w niebo i spadla gwiazda. Pomyślałam życzenie... chyba każdy tu domyśla się jakie:)
Może kiedyś.. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 23:09
18 dc
owu było w weekend i teraz to czekanie 
masakra jakaś
człowiek niby wie, że iui ma małą skuteczność 
ale pamiętam jak się nakręcałam przy pierwszym monitoringu, że to już
potem przy pierwszej stymulacji z clo, że to już
i teraz że też mi się uda.. 
człowiek wie, że nie powinien ale w głębi duszy ma nadzieję, że tym razem na pewno
moje myśli krążą cały czas wokół tego
czy była owulka, czy doszło do zapłodnienia, czy i kiedy się zagnieździ..
normalnie zwariować można
w weekend nic nie robiłam nie sprzątałam, prawie się nie ruszałam .. żeby tylko nie uronić ani kropli [img]https://www.picgifs.com/reaction-gifs/reaction-gifs/omg/omg093 watermark.gif[/img]
mam jednak nadzieję, że cykl nie zakończy się tak jak wszystkie, bo dupa zbita

Dzisiaj mam gorszy dzień. Mąż mnie wkurzył z rana ale na poprawę humoru kupiłam nową sukienkę. W piątek zrobiłam ksero moich poprzednich badań tarczycy, cofnęłam się aż do 2015 r wtedy miałam tsh 3,3 a teraz mniej niż 0,05
odbierając wynik od gienka, spotkałam go w korytarzu i pytał czy byłam już w klinice niepłodności, mówię mu, ze nie bo tarczyca mi wyszła i tylko na mnie spojrzał to mówi, że mam oczy jakieś szerokie, pomacał po szyi i mówi, że bardzo spuchnięta i wróżył mi chorobę gravesa basedowa - zerknęłam na google i nic dobrego to nie jest. Leczy się to radioaktywnym jodem i niejako wypala tarczycę aby z nadczynności przejść w niedoczynność i ją regulować lekami. Na cały okres terapii tym jodem trzeba się wstrzymać od prób robienia dziecka. Mam nadzieję, że mi to nie wyjdzie bo nie dość, że już lata się staramy to jak trzeba będzie to jeszcze odłożyć to nie wiem jak to zniosę.
Jutro zaczynam urlop, którego początek przedstawia się następująco:
poniedziałek: badanie nasienia męża, ginekolog
wtorek: usg jamy brzusznej, usg tarczycy, wyjazd 300 km na śląsk
środa: endokrynolog
No i to by było na tyle. Dobrej nocy życzę Wszystkim śledzącym mój pamiętniczek
nigdy nie byłam dobra w pisaniu, dlatego podziwiam Was, że nie zasypiacie czytając moje wypociny 
Czy bycie tak długo w związku jest takie ciężkie i trudne? I czy to ma być przejście jak przez mękę? Ostatnio z mężem mamy trudny okres. Fatalny wręcz. Nie wiem czy to kwestia tych nieudanych starań. Czy ja po prostu mam taki okropny charakter i jestem taka mega wymagająca i nikt nie jest w stanie sprostac moim wymaganiom? Czy my po prostu tak naprawdę nigdy przez te niemal 10 lat do siebie nie pasowalismy? Czy to możliwe? Być tyle lat razem i nagle się zorientować ze mamy różne priorytety, zupełnie inne podejście do wielu spraw? Czasem mam wrażenie że nie znam tego człowieka, że wychodziłam za mąż za kogoś zupełnie innego... Czuję że mój związek się sypie i rozlatuje na kawałki i nie wiem czym to jest spowodowane. Niepłodnością? A może czymś innym i wszystkie nagromadzone problemy teraz po prostu buchają z niewyobrażalną mocą? Bo przelała się czara goryczy i nierozwiązanych spraw? Może właśnie w takim okresie się okazuje jak trwałe potrafią być relacje z drugą osobą? I czy faktycznie są na dobre i na złe? Nasze trudne chwile chyba zaczęły się po tym jak mój mąż poszedł do pracy i zmienił się nie de poznania. Pracoholik, kariera. Non stop w robocie, nadgodziny, to i tamto. Wszystko fajnie. Cieszę się że ma taki zapał do pracy i że to jego pasja... Ale zapomniał kompletnie co jest w życiu najważniejsze... A może po prostu rodzina dla niego nigdy nie miała większego znaczenia? Zawsze byłam gdzieś na drugim miejscu. Później miałam wrażenie że to się zmieniło, wydoroslał... Kurcze jak patrzę na związki znajomych to aż miło mi się robi, że ludzie potrafią cały czas wolny ze sobą spędzić, na weekendy gdzieś pojechać... A ja... Muszę się prosić o to żeby w sobotę swój czas poświęcił żonie co jest często już dla niego za dużo...
nie wiem mam taką silną potrzebę poczucia bliskości z drugą osobą. Pójść na spacer, pojechać nad wodę, pograć w gry cokolwiek no... Ale widocznie nie każdy tak ma
łapię się na tym że praktycznie nie znam mojego męża. Nie rozmawiamy już tak jak kiedyś... Zgubiliśmy gdzieś naszą intymność, naszą piękną więź która nas łączyła. Pogubilismy się totalnie w natłoku codziennych spraw i obowiązków... Tak mi strasznie przykro bo po raz kolejny zaczynam się zastanawiać nad sensem tego małżeństwa. Nad tym czy jesteśmy w stanie to poskładać skoro pomimo wielu rozmów nie ma żadnych efektów i nie jest wcale lepiej...
Z drugiej strony zdaje sobie sprawę że w każdym związku są chwile gorsze i lepsze. U nas tych gorszych bywa coraz więcej... Ale ja na pewno też nie jestem bez winy. Mąż mi zarzuca że się nie staram i nie doceniam go a on bardzo dużo pracuje żeby zarobić na kredyt i remont... I tylko jestem wiecznie niezadowolona bo nie wiadomo co bym chciała mieć... Ja nie wiem, kiedy my się tak zmieniliśmy. Wtedy kiedy przyszło dorosłe życie?
Zaczynam się poważnie zastanawiać nad zawieszeniem starań. Najpierw trzeba naprawić swój związek a potem starać się o dziecko... Nie chce żeby moja kruszynka potem cierpiała widząc swoich rodzicow wiecznie toczących wojny...
a z drugiej strony może to jakiś znak od niebios żeby na tych fundamentach nie budować przyszłości? Mam straszne myśli, czuję że moje życie wisi na włosku. Sama nie wiem co robić. Mąż zapytał czy chce się rozstać... A ja go ciągle kocham...
moje serce rozpada się na milion kawałków... 
Znow moment zalamki. A po wczoraj myslalam, ze wychodzę na prostą. Dziewczyny, ja chyba zaluje tego wszystkiego. Ja sie nie nadaje. Mimo, ze E. w sumie grzeczny. To ja i tak nie daje rady.
Ciąża rozpoczęta 2 lipca 2018
https://zapodaj.net/1a4264102a183.jpg.html
Ciąża po 21 cyklach starań, po HSG, w 3 cyklu z CLO...
Z nadwagą, hemoglobiną na granicy minimum, z krótką fazą lutealną...
Mimo że wyczekana i upragniona, to jest mega zaskoczeniem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2018, 07:18
Nie cierpię fałszywej nadziei...plamienje ustało,ale biore duphaston...może dlatego... eh, pewnie @ za rogiem...po niemal 3 latach starań przestaję wierzyć, że będę w ciąży kiedykolwiek...tracę wiarę... to byłby idealny moment na ciążę z wielu względów...proszę proszę proszę...
Dziewczyny, nie mogę somentowac bo ciągle ucina. U nas drugi rok starań był bez of, bez mierzenia, bez cyrklowania, po prostu, bez myślenia. Zajęliśmy się praca itd. A i tak nici.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 12:30
przyszła @ o 3 dni za wcześnie..
zaczynamy nowy cykl.
Ciąża rozpoczęta 13 czerwca 2018
No więc... czasami negatywny test i spadek temperatury w 10dpo nic nie przesądza
Byłam wręcz przekonana, że w 11dpo zaczął mi się okres, bo pojawiło się brązowe plamienie jak zwykle u mnie w 1dc. Tylko, że następnego dnia zamiast się rozkręcić, mój "okres" zaczął znikać
No i przez kolejne dni kolejne 10 testów pokazało już śliczne dwie kreseczki
Najpiękniejszy początek wakacji jaki sobie mogłam wyobrazić!
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 11:32
37 tc
36+4
Relaksyna już działa - stałam się niezdarna, wszystko leci mi z rąk a większość czynności wykonuję w zwolnionym tempie i tak leci dzień za dniem.
Tropikalne upały nie odpuszczają, do tego burze zazwyczaj tu gdzie mieszkam przechodzą bokiem więc czuję się jakbym mieszkała w dżungli. Ale spoko - jestem obstawiona wentylatorami
A w sypialni mam azyl - jest mała, od strony północy i się nie nagrzewa.
W weekend odwiedziliśmy znajomych i myślałam, że padnę - tak mieli duszono. Zero przewiewu. Podziwiam jak funkcjonują, a ja po tej wizycie zaczęłam puchnąć. Wczoraj moje palce u dłoni wyglądały jak serdelki i stopy też zaczęły puchnąć. Jak dobrze, że mam wygodne sandały, które to znoszą. Innych butów nie tykam.
Do tego czuję się już grubo. Waga rośnie szybciej. Już jest prawie 76 kg (obwiniam te obrzęki), brzuch jest wielki, mała się wierci - mogę pod skórą śledzić drogę jaką pokonują jej pięty - lubi wywalić się na żołądku i po prawej stronie żeber. Jednym słowem czuję się jak orangutan

A dzisiaj idę jeszcze do kina na mama mia. Bardzo chciałam to zobaczyć przed porodem, bo jak to mówiła położna na szkole rodzenia - potem będziecie tylko karmić, odbijać, przewijać w kółko.
Rodo srodo
Przez te posrane przepisy nie mogłam dowiedzieć się jakie mam wyniki Pappa.
Wróciłam z wakacji i odebrałam w końcu wynik.
Dwa tygodnie na urlopie i zastanawianie się ile wyszło. Tylko telefon, że wynik do odbioru i że można rozważyć NIPT. I teraz gonitwa myśli czy wyszło bliżej dolnej czy górnej granicy?
Mój wynik
FHR – 167 ud/min
CRL – 54,9 mm
NT – 1,70 mm
Wolne B-hCG – 52 IU/I (1,484 MoM)
PAPP-A – 4,813 IU/I (1,903 MoM)
Trisomia 21 – 1: 50 (ryzyko skorygowane 1: 997)
Trisomia 18 – 1: 116 (ryzyko skorygowane 1: 2327)
Trisomia 13 – 1: 366 (ryzyko skorygowane 1: 7329)
Uwagi: niskie ryzyko trisomii
I teraz nie wiem..robić NIPT? A jeśli tak to Nifty, Harmony czy Promenadę?
Robić amniopunkcję? Niby jest wskazaniem ciąża powyżej 40, ale czy ryzykować?
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 13:31
Dziękuję Wam bardzo. Siedzę właśnie na ławce przed domem. Owiewa mnie wiaterek. Maly spi w wózku. W takich chwilach wierze. A co bedzie za 15min? tego nie wie nikt :o)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.