To będzie długi wpis. W lutym totalnie odrzuciło mnie od ovufriend jak ciężarną od jedzenia, tyle, że w ciąży nie byłam. Mimo tego, że z doktorem ustaliliśmy plan ta pierwsza porażka mnie rozłożyła. I tak naprawdę wzięłam się w garść dopiero po przeczytaniu książki "Moc pozytywnego myślenia" autorstwa pastora Normana Peale'a. Znalazłam ją ukrytą gdzieś na zapomnianej półce w Empiku i może to głupio brzmi, ale poczułam, że muszę ją kupić, że ta niepozorna książeczka do mnie mówi. Ta książka zmieniła moje życie. Napisana przez pastora, jednak bez fanatyzmu. Stara, a jak nowoczesna i na czasie. Autor poprzez religię i wiarę w Opatrzność pokazuje jak taka wiara pozytywnie wpływa na energię wokół nas, nasze myśli, nasze poczynania. Jak mantry religijne korzystnie oddziałują na nas. Zaczęłam codziennie powtarzać słowa z Biblii, które polecał: "Jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam?" i "Wszystko mogę w Chrystusie, który mnie umacnia". Do tego dodałam cytat, który sama znalazłam w Ewangelii: "Nie bój się, tylko wierz". W pracy zaczęło się układać.
Oprócz tego starałam się codziennie medytować. Chodziłam też cały miesiąc na akupunkturę do dr Mongołki, która jest polecona na stronie Artvimedu, zna się z moim lekarzem. Aku była dwa razy w tygodniu, miałam też brzuszek naświetlany lampą z podczerwienia i jeden zabieg refleksjologii na stopy. No i stało się coś niesamowitego, pierwszy raz w życiu miałam okres bez bólu, dosłownie żadnego. Nie mam endometriozy, ale jednak pierwszy dzień był zawsze bolesny. Tym razem w ogóle zapominałam, że mam okres, nawet zalałam majtki. Więc dziewczyny, aku działa.
Była też histero. Takiej histero chyba w historii Artvimedu nie było. Trwała 45 minut. Doktor wychodził histeroskopem i wchodził kilka razy, za nic nie mógł dojść do końca, mam bardzo wąską szyjkę. Dziwne, bo w szpitalu nie było z tym problemu, ale może w szpitalu dr Zmaczynski się nie certolil, jakby nie było ma też większe doświadczenie w histero niż dr Ch, który jest specem, ale od niepłodności. W końcu dr był już zdenerwowany i zawołał drugą pielęgniarkę do trzymania usg, bo wycinki trzeba było pobrać biopsometrem, histeroskopem się nie dało. Jakieś zrosty tylko wyciął. Na końcu dr powiedział, że w ogóle nie poszło tak jak chciał. Nogi mi tak ścierpły, że myślałam, że nie wstanę. Dostałam antybiotyk po tym nadzwyczaj długim badaniu.
A jednak suma sumarum okazało się, że nie mam już ecoli i nk maciczne w normie! Podczas gdy te z krwi miały przekroczoną normę (i to nie staraczkową, ale w ogóle). Wszystko szło dobrze. Byłam spokojna, było aku, mąż na dzień kobiet wykupiłmi floating (poczytajcie, mega rzecz), miałam zarezerwowany termin na 2 dni przed transferem. I nagle plaga spadła na nasz świat. Na wizycie doktor mi powiedział, że transfer odwołujemy (a byłam już na estrofemie), bo dr Sydor zalecił mi intralipid na nk, no i miałam mieć accofil, a teraz nie można ich brać. Mówię więc doktorowi, że przecież nk z macicy są w normie, a ja jestem po histero i scratchingu (wg dr Paśnika scratching przed zastępuje wlew z accofilu) i chodzę na akupunkturę. No tak, tak, doktor zaczął gdybać, kazał się namyślić i dał do podpisu dokumenty, że zgadzamy się na transfer w czasach epidemii. Miałam różne skrajne myśli czy dobrze robię. Ale coś mi podpowiadało, że to mój czas. Powiedziałam ostatnio mężowi, że powietrze jakoś pachnie w tym roku. Zupełnie jak wtedy kiedy się poznaliśmy...
Transfer miałam późno, bo w 21 dc. Endometrium mimo że po scratchingu, rosło wolno, brałam duże dawki estrofemu. Urosło jednak do 10mm. W dniu transferu miałam atosiban - 3 godzinną kroplówkę. Transfer robił mi mój dr Ch., co mnie uspokoiło, czułam pierwszy raz jak mi ta rureczka wchodzi do macicy, średnio przyjemne, ale czułam i to było dobre. Miałam też emrioglue. Zarodek Blastka 4.1.1.
Nie dostałam ani accofilu, ani encortonu, ani intralipidu z wiadomych przyczyn. Ale był przy mnie Pan Jezus. Zawsze jest i to na Niego się zdałam. Dostałam też prezent od kochanej Krąsi, nawet się nie spodziewałam, że jeszcze pamięta, a ona przesłała mi relanium:))):***
Po transferze leki: 3 x 1 estrofem, 3 x 1 dupek, 3 x utrogestan, czyli standard. Nie dostałam neoparinu i gonapeptylu jak przy ET. Doktor powiedział, że przy pai homo wystarczy mi acard. Zgodziłam się.
Od siebie dorzuciłam:
- relanium - jedną tabletkę przed transferem, 4 kolejne na kolejne noce po transferze
- 2 x witaminy prenatalne z Solgar
- 1 x cholina ze Swanson
- 2 x modulatory homocysteiny z Solgar
- wit c, d, omega 3
- magnez 3 x 1
- scopolan 3 x 1
- po dwa nutridrinki z Nutricia
Wzięłam też l4 na tydzień. Wylegiwałam się, czytałam książki, modliłam i medytowałam. Modlitwa dużo mi pomogła i mimo, że nie miałam żadnych objawów, powtarzałam jak mantrę, że Jezus jest przy mnie. Budziłam się i chciało mi się płakać: nie czułam nic, ale modliłam się i medytowałam. W 7dpt, już po becie również zbierało mi się na płacz, ale kiedy kroiłam warzywa na śniadanie i przekroiłam paprykę w środku znalazłam małą paprykę, serio to wyglądało jakby papryka była w ciąży! I wtedy pomyślałam Panie Jezu, jeśli to znak, to już nigdy nie zwątpię. A musicie wiedzieć, że nie chodziłam do kościoła wiele lat i byłam strasznym niedowiarkiem.
O 14:00 zdecydowaliśmy się otworzyć kompa i sprawdzić wynik. Miałam łzy na końcu, powtarzałam: Jezu, jesteś ze mną.
Beta 39.46. Szok. "Dzięki Ci Jezu" - to powiedziałam ja. "Aleśmy narobili" - to powiedział mój mąż
Pobiegłam się położyć. Co ja teraz zrobię? Jak mam żyć, jak jeść, jak chodzić? M., sprawdź czy to moje nazwisko, czy to na pewno beta, to przecież niemożliwe. Gdyby ktoś na nas patrzył z boku powiedziałby że zwariowaliśmy. Starali się lata, wydali krocie, zrobili in vitro i nie wierzą? No jak to? Przecież po to to było, żeby było, a jednak jak jest to czy to jest możliwe?
Dziś 9dpt - beta 164. Proszę państwa, jestem w ciąży!
Mam tylko jeden problem. W udzie mam od dziecka naczyniaka i od 5dpt zaczął mnie boleć do tego stopnia, że rano jak wstaje to nie mogę do toalety dojść. Od progesteronu robią się zastoje w żyłach, a ja biorę tylko 1 acard. Nie wiem czy nie zwiększyć na 2. Jutro poproszę w Artvi telefon do doktora, może mi włączy jednak tę heparynę.
Wiem, że na wielką radość jeszcze za wcześnie, ale to pierwsze pozytywne bety w moim życiu, po 3,5 roku starań.
W następnym odcinku: o objawach albo ich braku:)
5 dc
Poczekam cierpliwie do tego lipca. Nie chce zmuszać męża. Sam się tak zdeklarował po nie jednej poważnej rozmowie. Więc nie pozostaje mi nic tylko czekać. Nie zmusze go na siłę
Dziewczyny dziękuję za kciuki, ale niestety się nie udało. 😭 Bezboleśnie przyszło krwawienie, narazie w postaci plamienia ale już nie mam złudzeń. Trzeba walczyć dalej.
28 dc
Piersi nadal nie bolą tak jak zawsze przed @, za to bolą mnie sutki, dzisiaj nawet woda pod prysznicem je drażniła 😳brzuch też nie boli małpowato, ale nie ze mną takie numery, kiedyś dałam się na to nabrać a teraz nie ma takiej opcji (no dobra, trochę daje się nabrać 😉). Od tamtego tygodnia jestem strasznie zakręcona, myślałam że to spowodowane zmęczeniem w pracy, ale jak dzisiaj chciałam umyć włosy kawowym żelem pod prysznic po leniwym weekendzie to, stwierdziłam, że to chyba jakieś wiosenne przesilenie. Muszę się naprawdę bardzo skupiac na tym co robię, bo mózg ostatnio potrafi na 5 sekund skupić się na danej czynności a później zapomina. Jeszcze jeden przykład, z soboty, weszłam do pokoju zabrać szklankę, patrzę: przydałoby się przetrzeć laptopa, no więc wychodzę z pokoju ( oczywiście bez szklanki) idę do łazienki biorę chusteczki i idę do kuchni z tymi chusteczkami i mówię do męża że miałam coś z nimi zrobić, coś wytrzeć ale nie pamiętam co 🤷 więc odpuszczam czyszczenie nie wiem czego (to już była końcówka sprzątania) i dopiero po 2 h jak wracam do pokoju przypominam sobie o laptopie i szklance. A to jedna z wielu podobnych ostatnio sytuacji. Może to dostinex tak działa na mój mózg 🤔🤔 staram się nie przeszukiwać internetu w poszukiwaniu najbardziej absurdalnych objawów ciąży ( typu ,,boli mnie ząb,, na pewno jestem w ciąży 😅) i udaje mi się to dzięki temu że mogę tutaj ,,przelac,, moje objawy, najwyższej ktoś to przeczyta i tylko pomyśli że brakuje mi piątej klepki 🤭
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2020, 11:31
13 DPO
Beta 3,2...
Wartości referencyjne:
kobiety przed menopauzą <1.0
3 tydzień: 5,8-71,2
Znowu nie wiem, co o tym myśleć. Znowu szykuje się ciąża biochemiczna?
Nie przestaję jeść luteiny i za 2 dni powtórzę badanie. Ale chyba nie mogę liczyć na wiele
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2020, 15:13
Zamiast ćwiczyć po powrocie z pracy, położyłam się i zasnęłam. Wstałam z bólem głowy, bolącym brzuchem, głodna i na mega wk......😬 PMS w pełnej okazałości 🙄
tc: 12+2.
Z rana byłam na badaniach, poza morfologią (lekko obniżona), moczem (ok), zrobiłam sobie glukozę (88 jednostek) i test PAPPA przed jutrzejszym usg. Z glukozy jestem dumna, bo dziś w nocy podjadałam. Ostatni posiłek jem ok. 23. Jak sobie czytam, że ciężarne są w stanie zjeść ostatni posiłek o 20, a potem pierwszy o 6 to zazdroszczę. Mój wieczorny posiłek może nie jest najzdrowszy jeśli chodzi o jedzenie na noc, ale bardzo pasuje mi i Tygryskowi. Jest to pomarańcza i jedno kiwi. Czasem w nocy budzi mnie głód - wtedy 2-3 orzechy brazylijskie lub włoskie, potem między 7.00 a 8.00 pół kwaśnego jabłka, a potem wstaję na śniadanie tak około 10.00. Tak to teraz wygląda. Myślałam, że ciąża będzie taką stabilizacją - no bo jestem w ciąży wreszcie, więc heloł?! Ale praktycznie każdy tydzień jest inny. Co innego mogę jeść, mam inny poziom energii, ale też i inne godziny spania.
Dzisiejszej nocy zasnęłam dopiero o 2.00, po kilku orzechach, kawałku jabłka i połowie kromki chleba gryczanego. Martwiłam się tą glukozą, ale też nie chciałam robić jej kiedy indziej. Podjadłam mocniej - dobra, zobaczymy, jak to rzutuje na organizm. 88 jednostek kwalifikuję jako wynik bardzo spoko.
Przypominają mi się teksty ciężarnych koleżanek (sprzed kilku lat), chyba żadna nie miała problemów z apetytem, nudnościami i podobnymi. Często pojawiało się hasło "A wiesz, żelazo mi spadało, to codziennie jadłam buraki i dałam radę wyregulować żelazo bez tabletek" (i inne w tym stylu, jak to potrafiły się zdrowo odżywiać - w czasie ciąży zrezygnowały z cukru, soli). Mój foch na buraki trwa, może minie, jak nadejdzie czas botwinki i zupy botwinkowej (najlepsza u Mamy!!!). A ja nie jadłam cukru lata całe, teraz każda herbata musi być osłodzona (delikatnie), no i zaczęłam solić (do tej pory tylko jajko na miękko) - puchły mi ręce bardzo przez noc. W naszej cudnej książeczce - jednym z rozwiązań było - więcej soli. Więcej ruchu na razie pominę, bo nie mam jak. Także jak sobie przypominam te teksty, to po pierwsze mam wyrzuty sumienia. Ale zaraz po drugie pojawia się hasło "Eeeeej Dziołcha, każda ciąża jest inna, bo każdy człowiek jest inny, więc kaman, luz, czill i te sprawy, stresem więcej zaszkodzisz, masz takie potrzeby, a nie inne, zdrowo się odżywiałaś 2 lata przed ciążą, super zdrowo 4 miesiące przed ciążą, masz zapasy zdrowia w sobie. Zobacz ostatnio zaczęłaś jeść troszkę szpinaku i brokuły, no i marchewka każdego dnia, jesteś w stanie łyknąć wszystkie tabsy, a nie jest ich mało".
W związku z koronką, moje ulubione lokalne laboratorium wprowadziło dodatkową opłatę: "pobranie w warunkach epidemii" 6 zł. I zamiast zniżki 15%, dali mi zniżkę 10%, bo każdemu stałemu klientowi odebrali 5% zniżki. Rozumiem, nie bulwersuje mnie to, te 6 zł jestem w stanie zdzierżyć. Ciekawa jestem, jak to byłoby na nfz?
Problem z suchą skórą, wręcz sypiącym się naskórkiem został znacznie zmniejszony. Nie wiem, co pomogło najbardziej. Zapewne wszystko po trochu.
Misja na jutro to usg prenatalne. A misja na wkrótce to gatki ciążowe oraz stanik. W Święta okazało się, że spodnie są za ciasne, zapnę się, ale ciśnie mnie okropnie. Chodziłam w odpiętych więc. Z biustonoszy został mi jeden, w którym mogę chodzić. Nawet ja zauważam teraz pod prysznicem wielkość i tak jakby "pełność" moich piersi.
O ile gatki sobie kupię przez internet, tak mam opory przed kupowaniem bielizny online. Nigdy tego nie robiłam, wiem, że każda firma ma nieco inną rozmiarówkę, chciałabym przymierzyć zanim kupię. Wiem, że potrzebuję, ale zwlekam. Nie wiem nawet czego oczekuję od takiego stanika, czy to ma być zwykły i większy stanik, czy to ma być taki do karmienia już? Czy one jeszcze urosną?
P.S. Bardzo proszę o kciuki na jutro za wyniki usg 
25dc, 14dpo
Wczoraj po zrobieniu testu (negatywny) odstawiłam luteinę dopochwową. Miałam nadzieję na ten cykl, chociaż nie byłam na monitoringu i nie brałam zastrzyku na pęknięcie pęcherzyka. Najgorsze jest to, że ja w głowie ciągle mam myśl, że się udało. Dopóki nie dostanę okresu będę wierzyć. Zastanawiałam się jak to jest jakbym była w ciąży, testy mi jej jeszcze nie wykryły, a ja odstawiłam luteinę. Czy ciąża by się utrzymała?
Dzisiaj obudziłam się z dobrym humorem i pełna energii. Dawno tak się nie czułam. To chyba dzięki pogodzie. W końcu jest cieplutko, w końcu można wyjść na balkon i posiedzieć na działce. Kocham to, kocham życie!
Edit: Dodam jeszcze, że zamówiłam wczoraj suplementy i zdrowe jedzonko. Będę przygotowana na następny cykl. Dzieciątko szykuj się! Niedługo przeprowadzka do brzusia mamusi 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2020, 09:06
29 dc
Wczoraj wieczorem miałam paskudny humor, nie chciałam z nikim rozmawiać, nawet z małżem za bardzo nie rozmawialam. Cały wieczór przeleżałam przytulona do kota, co jest dziwne bo mój kot nie lubi się przytulać, nie wskakuje na kolana, lubi być głaskana ale tylko wtedy kiedy ona ma na to ochotę, inaczej podgryza albo obrażona, że się ją dotyka i z miną ,,jak śmiesz niewolniku mnie dotykać bez mojej zgody,, ucieka do pokoju na górę.
Wczoraj też, jak już zasypiałam miałam 3 takie potężne skurcze brzucha, że aż mnie zwinęło z bólu. Chociaż wcale się nie dziwię po takiej ilości jedzenia jakie w siebie wtloczylam popoludniu...Chociaż ku zdziwieniu męża, odmowilam zjedzenia ciasta drożdżowego z owocami. Jakoś mi nie pachniał za ładnie.
I nie mogę się tutaj doszukiwać objawu ciąży (niestety) bo moje połączenia jedzeniowe wszystkich zaskakują. Jednym z moich połączeń jest zjedzenie śledzia w oleju a 5 min później czekolady z pomarańczami 🤷 i tak wszystko ląduje w jednym żołądku 😉
No więc do @ pozostało 5 dni, a nadal nie mam objawów na @. Już ułożyłam sobie plan (lubię mieć plan na każdą okazję), że jak nie dostanę @ w niedzielę, to i tak betę będę mogła zrobić we wtorek. Ale znając moje cykle, to akurat teraz wredota się spóźni. Już raz tak było, spóźniła się tydzień i według mnie miałam wszystkie możliwe objawy ciąży 🤦 i co? I nic, dupa, @ przyszła sobie po cichutku w nocy.
Czy tylko ja mam taki spadek energii życiowej?? 😒 Nie lubię się takiej, sama siebie wkurzam. Idę pracować, chociaż mi się nie chce 🤭
Dzisiaj odbył się czwarty transfer, mamy to szczęście, że leczymy się w Niemczech i tutaj kliniki pracują. To nasze ostatnie kropki, pierwszy transfer w nowej klinice. Tym razem podchodzę do tego na chłodno, może to dlatego, że w maju zaczynam nową pracę. Czasem myślę sobie, że tylko ja jestem na tyle szalona, żeby w trakcie starań zmieniać pracę
ile lat można wszystko robić pod starania ... Pani dr zapisała mi jakieś zastrzyki na obniżenie odporności, żeby mój organizm nie odrzucał kropków trochę się tego obawiałam ze względu na pandemię ale myślę, że ona wie co robi.
Kochane, dziękuję za mnóstwo ciepła i wsparcia.
Ja od kilku dni przechodzę samą siebie. Z niedzieli na poniedziałek nie spałam pół nocy. Ta noga z naczyniakiem zaczęła mnie jakoś mniej boleć. Co prawda wzięłam sobie wtedy 2 acardy na noc, ale jednak - ten ogromny ból nogi traktowałam jako objawy ciąży, bo żyły się buntują przy progesteronie wysokim i stąd pewnie mam takie bóle naczyniaka. Nachodzą mnie lęki, popadam po prostu w paranoję. Uświadomiłam sobie, że przecież bety robiłam w różnych laboratoriach, wstawałam w środku nocy żeby sprawdzić jednostki - takie same. Ale to, jak i mniejszy ból w nodze gwarantowały mi już obracanie się z boku na bok. Ze stresu wszystko w jelitach mi jeździ, rano od razu idę na kibelek - typowy u mnie objaw silnego stresu. Im bardziej sobie mówię, że nie mogę się stresować, tym bardziej się stresuję. Wczoraj 1 dzień pracy po l4. Zaczęłam czytać maile i zdenerwowałam się kilkoma. Ja się ogólnie bardzo przejmuję pracą, ale zawsze byłam w stanie to okiełznać. Teraz mam duszności, kołatania serca, jelita mi się ściskają. Napisałam do przyjaciółki, wyznałam że jestem w ciąży i że sobie nie radzę. Ona, kochana, siostra moja, ucieszyła się strasznie. Ja wiem, że tylko ona mnie rozumie, bo przeszła wiele zanim doczekała się córeczki. Brała neospazminę i hydroksyzynę, ale i tak muszę skonsultować i ktoś mi musi to wypisać. Kazała mi dzwonić do kliniki i prosić o l4. Napisałam do doktora. Oddzwonił, przedłużył l4 do wizyty usg (20.04), przepisał mi neoparin, bo chyba się trochę wystraszył tym naczyniakiem, wszak mogę na tamten świat się wybrać jak jakiś zakrzep się zrobi.
Dziś kolejna noc nie przespana. Skurcze jelit, obracanie się z boku na bok, napady paniki, jak już czuję że zasypiam i przypominam sobie, że mam w sobie dziecko to zalewa mnie znów fala paniki. Nie umiem nad tym zapanować. Przyjaciółka chodziła do psychiatry, ja też bym poszła, ale teraz???
Tej nocy w ogóle nie bolała mnie noga z naczyniakiem, wstawałam do toalety żeby sprawdzić i nie boli, nic a nic. Myślę - albo heparyna działa, albo beta spada.
Rano wizyta w laboratorium. Beta 484. Przyrost 211%. Dzięki Ci Panie. Dziś są moje urodziny, kończę 33 lata - wiek Chrystusowy, przed zbliżającą się Wielkanocą - czy może być piękniejszy dar?
Dlaczego jednak nadal wątpię? Dlaczego fale paniki znów mnie zalewają? Jezu zachowaj to dziecko, pomóż mi zrozumieć, że wszystkie lęki sama tworzę w swojej głowie. Czekałam na to tyle lat i nie umiem się cieszyć.
Może gdybym miała objawy ciąży, mniej bym się bała. Ale hello, dziś jest dopiero 11dpt, niektóre dziewczyny jeszcze bety nie robią. Ale miałam pisać o "objawach". Przez kilka dni po transferze czułam kłucia jajników od czasu do czasu, tak jak przy owulce. No ale to progesteron, leki, wiadomka. 3 dnia coś mnie podkusiło i zmierzyłam temperaturę. 37.4. O mamusiu, albo ciąża albo koronawirus. Zaraz potem jednak szperam w internecie - progesteron dopochwowy zawyża temperaturę. Nie róbcie sobie tego dziewczyny:) Wieczorem codziennie z mężem coś oglądamy i od czasu do czasu mąż kupi chipsiki lub orzeszki w niezdrowej panierce. Jak ja to kocham. A cały tydzień po transferze nie tknęłam, no zero ochoty. Za to jadłam sama z siebue jabłka i kiwi - to mi się nie zdarza. Ale to też może być wynik stresu. Żołądek ściśnięty, nie chce przyjąć. Ogólnie też apetytu nie miałam, w brzuchu burczy, więc trzeba coś zjeść, ale mogłabym nie jeść. Jedno jedyne co mogło być objawem ciąży to popłakałam się 3 razy z poniższych powodów:
- słuchając piosenki "My name is Luca" lecącej w radiu. Piosenka stara jak świat, wiadomo, że smutna, ale no, żeby ryczeć słuchając coś po raz milionowy?
- czytając komentarze pod jakąś piosenką na yt. Jakaś pani napisała: "przypominają mi się czasy kiedy z mężem żyliśmy na odległość, ale miłość to wytrzymała". Popłakałam się. Serio???
- Agnieszka Maciąg na swoim blogu poleciła mantrę, którą śpiewali lekarze w Madrycie, którzy walczą z epidemią. Puściłam sobie tę mantrę, łzy płynęły ciurkiem. Jednak ta mantra coś w sobie ma, płaczę za każdym razem słuchając jej. To mantra oczyszczająca. Wklejam link:
https://www.youtube.com/watch?v=BIxOU4wTsSU&list=RDBIxOU4wTsSU&start_radio=1
Kolejnym objawem był ostry ból naczyniaka. Ale to równie dobrze może być od leków. I jestem w szoku, że można być w ciąży nie mając mdłości, ciągnięcia brzucha, wrażliwych piersi, no nic, zero, null.
Teraz nadal nie mam apetytu, ale od czasu do czasu odczuwam łaskotania w różnych miejscach brzucha. No dobra, ale to kuźwa też żaden objaw, swędzi coś i tyle. Natomiast pierwsze noce po pozytywnej becie tak mi się chciało seksu, że myślałam, że mnie skręci. Nastał przecież celibat do odwołania. Moje libido od dwóch lat jest na poziomie 80-latka, a teraz jak na złość zgwałciłabym męża. Wolę nawet o tym nie myśleć, bo jeszcze jakieś sny erotyczne przyjdą i obudzę się ze skurczami. Ale o czym ja w ogóle mówię, skoro dwóch ostatnich nocy nie przespałam. Ooops, właśnie mąż mnie upomniał, żeby lapka na kolanach nie trzymać, bo promieniuje. Człowiek się musi przyzwyczaić do stanu odmiennego!
Więc generalnie jest pięknie, mam najcudowniejszy prezent urodzinowy, ale moja psychika nie chce współpracować. Martwi mnie też jedno: w pracy powiedziałam, że mam problemy żołądkowe i słabo się czuję stąd l4. Oczywiście dziewczyny i szefowa martwią się, że mam korona. Szefowa do mnie dzwoni, pisze, żebym się zajmowała teraz tylko swoim zdrowiem. To pracoholiczka, ale dobra kobieta, o dobrym sercu i bardzo mi przykro, że muszę ją okłamywać. W moim zespole oprócz mnie i szefowej są dwie dziewczyny, a pracę mamy globalną. Roboty jest kupa. Moja szefowa walczyła o mnie w październiku, żebym do nich przyszła, bo doświadczałam mobbingu w poprzednim zespole. A teraz, po kilku miesiącach pracy ja sobie idę. Ale, kochana szefowo, gdybyś znała moją historię, mam nadzieję, że zrozumiałabyś. Może po wizycie serduszkowej uspokoję się na tyle, że popracuję jeszcze jakiś czas. Choć wiadomo, niedługo. Mam wyrzuty sumienia w stosunku do kobiety, która starała się o moje przyjście do zespołu. Ale, jak to powiedziała moja przyjaciółka, teraz nowe życie jest najważniejsze. Mam priorytet. Może będę mogła jakoś się odwdzięczyć w przyszłości.
Edit: właśnie szefowa mi przysłała zdjęcie suplementów, które mogą mi na żołądek pomóc. Pyta też o nietolerancje pokarmowe. Jest kochana, a ja? Kłamczucha. Ale powiem jej pod koniec tego tygodnia, nie mogę ciągnąć 3 tygodnia l4 z powodu brzucha. Chciałam mówić dopiero po serduszku, ale ja nie nadaję się do pracy teraz. Wczoraj w sumie nawet nic konkretnego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że Bóg mi przebaczy to ukrywanie się...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2020, 14:18
1 cs
Ciężko ten cykl nazwać "pierwszym" bo myśl o drugim dziecku nie opuszcza mnie odkąd tylko urodziłam Bruna, ale tak przyzwyczaiłam się do tych ciążowych oznaczeń, że bez takiego wiersza wstępu wpis wygląda dla mnie pusto
Tak więc niech będzie, że to nasz pierwszy cykl starań. W końcu dopiero kilka dni temu dostałam pierwszej @ od ponad roku. Przez ten czas ciężko było się nie wkręcać, bo co kilka tygodni, a czasem częściej czułam wahania nastrojów, lekkie ćmienie w brzuchu i inne objawy, które mogły wskazywać na @ albo ciążę. Wreszcie postanowiłam wykupić webinar "karmienie piersią i ciąża" i oczywiście kilka dni później jak to w życiu przewrotnie bywa, doczekałam się. Po ponad 12 m-cach od porodu moja płodność wróciła. Tak myślę, bo cykle mogą być wciąż bezowulacyjne ale ponoć im później wraca @, tym większa szansa, że cykle będą od razu owulacyjne.
No więc co ja tu znów robię? Tak bardzo chciałam się zdać na los, nie wkręcać się w to wszystko, ale ja chyba nie potrafię odpuszczać. Moja rezerwa i w sumie wiek też nie pozwalają odłożyć planów na "kiedyś tam". Z resztą Bruno tak bardzo cieszy się na widok dzieci.. Ja z kolei nie potrafię po prostu złożyć kosza Mojżesza czy bujaczka, o sprzedaży nawet nie wspomnę. Tak bardzo chcę przeżyć to wszystko jeszcze raz. Nie chce mi się nawet wracać do formy sprzed ciąży. No i tak trochę z przyzwyczajenia weszłam na Ovu zaznaczyć swój początek cyklu i wszystko poskładało się w całość - ponownie jestem staraczką pełną gębą. Niestety nie mogę walczyć na wszystkich frontach jednocześnie ponieważ z powodu karmienia piersią nie mogę brać suplementów, ani spróbować z Clo, poza tym przez tego cholernego koronawirusa dostęp do lekarzy jest ograniczony, no ale tyle ile mogę - robię. Karmimy się już tylko wieczorem i w nocy, czyli 2-3x na dobę. Bardzo się staram, żeby ta nocna przerwa była dłuższa niż 6h. Do tego staram się więcej jeść. Wiem, że najlepiej byłoby gdybym przytyła 2-3 kg, żeby organizm załapał, że jestem gotowa na kolejną ciążę ale stety/niestety ja nigdy nie potrafiłam schudnąć ani przytyć, 55 kg i kropka. No ale nic, kupiłam testy owulacyjne i zobaczymy co w trawie piszczy. Dzielnie też dbałam o armię męża po pierwsze suplementując go delikatnie, po drugie działając co ok. 3 dzień. Tak, żeby żołnierze byli w dobrej formie. Tak to zostawię na pierwsze 3 cykle, potem ewentualnie skontaktuję się z lekarką. Może się zgodzi na Clo skoro karmię dopiero w drugiej części dnia? Na chwilę obecną mam dobre nastawienie, choć często mi się to zmienia. Niestety. Raz, w jakim gorszym okresie napisałam do wróżki. Pierwszy raz w życiu. Troszkę się tego wstydzę, ale tonący brzytwy się chwyta. Karty powiedziały jej, że doczekam się córki, a rok 2021 jest ostatnim, w którym może mi się udać zajść w ciążę. Później i tak bym się obawiała. W tym roku skończę 33 lata. Chcę zdążyć przed 35-ką, z resztą przy moim AMH, o którego poziomie nie będę nawet pisać, bo jest żałosny i tak nie mam tyle czasu. Swoją drogą przeczytałam wiele artykułów o AMH i nie mam zamiaru więcej o nim tutaj wspominać. Uważam, że jest niewiarygodny. Że za 5 czy 10 lat lekarze stwierdzą, że jego pomiar zawodzi, jest niemiarodajny, nie nadaje się dla każdej kobiety. U mnie nigdy nie współgrał z ilością pęcherzyków, nie chcę o nim mówić, pisać ani słyszeć.
Tak, znów tu jestem. Nie wiem skąd w mojej głowie myśli, że uda się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Może wrócę do tego wpisu pełna radości, że miałam rację, a może pełna goryczy, że znów się pomyliłam, ale wiele dni spędziłam na przekonywaniu sama siebie, że przecież może się udać i stwierdzam, że dużo łatwiej żyje się wierząc. Jeśli się nie uda, to będzie bolało tak czy siak, niezależnie od tego czy wcześniej się łudziłam , czy nie. Ja zawsze wszystkiego się obawiam, nie chcę zapeszyć itp. Nawet tytuł tego pamiętnika poprawiałam kilka razy. Ale spróbuję uwierzyć. Wiem, od daaawna wiem, że głowa jest wręcz ważniejsza od ciała w temacie ciąży. Wiedziałam to jeszcze zanim zaczęłam się starać o Bruna, ale nie umiałam się przełamać, z góry wiedziałam, że będzie ciężko. W końcu lekko odpuściłam i poszło. Głowę ciężko przestawić, w moim przypadku jest to ciężka praca nad sobą, ale w chwili obecnej jest nieźle. Wierzę, że może się udać. Raz się udało. To była moja pierwsza ciąża, wydawała się niemożliwością, aż nagle stała się rzeczywistością. Wiem, że teraz też, ni stąd, ni zowąd moja rzeczywistość może się zmienić nagle, niespodziewanie i moje największe pragnienie może się ziścić.
Ja, mąż, Bruno i maleństwo - to jest mój raj na Ziemi. Nie mam więcej marzeń, nic innego się tak naprawdę nie liczy. To jedyne czego pragnę i czego potrzebuję do pełni szczęścia. Mój słodki synek jest spełnieniem największego marzenia i nic tego nie zmieni, ale czuję, że z rodzeństwem nasza rodzina byłaby po prostu kompletna. Pragnę tego tak samo mocno dla siebie, jak i dla niego. Chcę, żeby miał kompana zabaw, współlokatora w swoim pokoju, towarzysza każdego dnia. Czy się uda?
Uda się! 
Dziś 31 dzień cyklu. Jak na razie żadnych plamien ani innych objawów ciąży. Piersi są ciężkie, jelita wydają bardzo dziwne dźwięki oraz mam uczucie ciągnięcia w macicy. Jestem 11 dni od zakażenia korona wirusem. Być może to spowodowało zmiany w cyklu.
8 dc
To będzie taki trochę refleksyjny wpis. Dziś dowiedziałam się o ciążach dwóch kolejnych koleżanek. No cóż, trochę mi przykro.
Dziś w nocy śnił mi się pogrzeb mojej mamy, w tym miesiącu mija 3 miesiąc kiedy jej z nami nie ma. Odeszła niespodziewanie, strasznie mi jej brakuje. Od jej śmierci mam wstręt do niedziel (zmarła właśnie w niedzielę), muszę sobie wtedy czymś mocno zajmować głowę. A od czwartku w naszym mieście zakaz wstępu na cmentarze. Wiem, że to dla naszego dobra, ale zawsze tam jeżdżę żeby pomyśleć, żeby "pogadać z mamą", bo nigdzie indziej nie umiem.
Niech ta epidemia się skończy. Ładnie proszę.
Właśnie wróciłam do domu z apteki, miałam kupić termometr, ActiFolin i testy ciążowe. A wróciłam do domu z termometrem i ActiFolin, na śmierć zapomniałam o testach 🙄🙄 przypomniałam sobie dopiero w domu. Chociaż może to i dobrze bo na pewno rano test poszedł by w ruch a tak to jeszcze kilka dni nadzieja jest. Moja cierpliwość jest - 10000000. Zawsze tak mam, że jak co chce,cos wymyśle to musi to być już, teraz. A zachodzenie w ciążę uczy mnie cierpliwość 😉
Bo wiem że w końcu w tej ciazy będę, jak nie naturalnie, to z pomocą in vitro 💪😅
7dpt
Test ciazowy pozytywny 🙂
W srode beta hcg narazie boje sie cieszyc.
https://naforum.zapodaj.net/6eb4c108302f.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2021, 16:42
Dzisiaj psychicznie czuję się o wiele lepiej..
Martwię się tylko tym cholernym wirusem bo moj M chce zaprzestać starań..i tak biję się z myślami..z jednej strony ma rację..utrudniony dostęp do lekarzy, wizyty w labo też lepiej ograniczac do minimum...z drugiej strony tyle czasu już próbujemy że kolejny miesią jest dla mnie jak wieczność...na dodatek teraz ciepło się zrobiło i choć są ograniczenia to ludzie i tak spacerują z wózkami, z dziećmi.. jest mi po prostu przykro gdy widzę te radosne rodziny..i ten smutny wzrok mego M..
Kurde ile to człowiek musi znieść aby stworzyć prawdziwą, pełną rodzinę..
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2020, 22:49
Przed wczoraj się nic nie działo, wczoraj kłucie po jednej stronie i ból jakby na okres, dziś po spacerze palenie w brzuchu. Nie podoba mi się to uczucie palenie ale to nie po raz pierwszy tak mam po transferze, mam nadzieję, że to po progesteronie bo biorę utrogest i dupashon. Wesołych świąt dziewczyny, oby spełniły się nasze marzenia.
30 dc
Nadal brak jakichkolwiek oznak nadchodzącej @, do urojonych objawów mogę dopisać pojawienie się dziwnej żyłki powyżej piersi, którą rano usilnie próbowałam zmyć pod prysznicem myśląc że czymś jestem pobrudzona lub jestem podrapana (patrząc na nią z góry widziałam szaro sina kreskę). Dopiero po wyjściu spod prysznica okazało się że jest to żyłka przebijająca przez skórę 🤦
Wczorajsze popołudnie siedziałam na ogrodzie z mężem i piesem, fajnie było 🥰 (jak to dobrze, że mamy ogród, szczególnie w tej koronawirusowej sytuacji). Chyba coś sobie naciągnęłam podczas przeciągania się z piesem bo dzisiaj boli mnie dół pleców z lewej strony 🙄 ale jak to mój mąż mówi: to peseloza 🤣, cwaniak bo jest dwa lata młodszy, ale będzie w moim wieku to się przekona jak to jest 🤭🤣
Może w przyszłym tygodniu pójdę na 8 dni urlopu zaległego 😍 już się nie mogę doczekać, żeby tylko pogoda była, to może troszkę opale te moje bladziutkie nogi.
Za 4 dni Wielkanoc 😱 wogóle tego nie czuje, święta spedze z malzem w domu, nie chce jechać do rodziców żeby ich nie narażać. Dziwne to będą święta, jest to dla mnie aż nierealne.
Wczoraj miałam dużo przemyśleń na temat starań ( ta moja biedna głowa cały czas coś przetwarza, przydałby się czasami reset i wyłączenie się, ale ja tak nie potrafię 🙈). Postanowilam od nowego cyklu mierzyć temperaturę, różnie z tym u mnie wcześniej bywało, ale mam nowy termometr i jestem zdeterminowana. 💪Nie chcę mieć sobie nic do zarzucenia w sprawie starań, chce maksymalnie wykorzystać ten czas w oczekiwaniu na in vitro. Musze jeszcze o moich planach poinformowac męża 😁 że czeka go intensywny czas 😈😉
9 dc
Dzisiaj zapierdziel w pracy, teraz mam chwilę na wypicie herbaty i nadrabiam pamiętniki. Uzależniłam się od nich. 
Ostatnio czytałam w Internecie o tym, że leki na wrzody żołądka bardzo źle wpływają na męskie nasienie. Mąż leczy wrzody i helicobacter od grudnia, na zmianę bierze Emanerę i Venter oraz Controlloc i Essox. Zastanawiam się czy to może mieć wpływ właśnie na to, że się nie udaje. Moje hormony w normie, pęcherzyki pękają bo miałam monitoringi, może któraś z Was była w takiej sytuacji? Jeżeli to prawdato nie mamy co się spinać ze staraniami, bo zanim polepszy się jakość plemników może minąć około 4 miesięcy.
Z drugiej strony mąż ma syna z poprzedniego związku, więc może to po mojej stronie coś jest nie tak?...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 11:22
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.