Właśnie nakarmiła Kacperka, zjadłam dwa ciastka i nie mogę spać. Proste cukier skoczył i po spaniu. Ostatnio zdarza mi się to często. Jedzenie w nocy... I nie sprzyja to mojej sylwetce niestety i ja to wiem ale to silniejsze ode mnie.. chyba przestanę mieć w domu cokolwiek słodkiego. Ale przy dzieciach się tak da? A zaczęło się jak z Bartkiem były problemy. Roboemy trochę się uspokoiły ale to zostało nocne jedzenie. Moje nie spanie. Ehh.
Kacper je dwa razy w nocy znowu... Nie da rady nie zrobić butli bo krzyk. Zje i śpi dalej a ja nie śpię. Leżę i dłubie w tel albo coś zjem. Potem mam wyrzuty sumienia budzę się rano ociężała bo wiadomo że organizm cały czas trawi... I tak w kółko. W dzień mogę żyć o kawie a wieczorem muszę nadrobić bez sensu...
Chłopaki w miarę. Bartek trochę się uspokoił. Bo ja się uspokoiłam. Nie krzyczę tak jak ostatnio. Więcej rozmowy. Więcej poświęcenia na zabawę. I jakoś tak się to trochę uspokaja. Wiadomo bije jeszcze Kacperka. Nie daje mu zabawek. Ale już i całuje. I pomaga mu. Pokazuje jak klocki układać. Widzę światełko w tunelu.
Kolejny problem to budowa. Kończą się pieniądze. A zostało sporo do zrobienia. Ja już bym się chciała wyprowadzić. Mam dość tej ciasnoty. I to też mnie denerwuje. Brak swojego kąta.gdzie nie otworze szafki tam się coś wysypuje. Masakra.
Z Bartusiem robimy książeczki dla dwulatka. Śmiga wszystko i to szybko. Ja w szoku. Umie liczyć prawie do 10
także bystry jest 
Kacper już pokazuje swoje nerwy. Szybko 😳 oj zima będzie ciężka i długa z nimi. Ale już blisko koniec roku. Aby do wiosny.
Tylko muszę w końcu się wziąć za siebie i zrzucić te kilka kg do tej wiosny ehh tylko jak się zebrać ?
Wczoraj byliśmy w klinice zrobić badania infekcyjne i nasienia.
Wynik ogólnego i fragmentacji już mamy.
Morfologia w marcu była 2% w kwietniu 4%.
Reszta parametrów w normie bez zmian.
SDF : 6,15%
Na posiew nasienia jeszcze czekamy, ale w nasieniu nie było ani trochę leukocytów więc myślę, że tu będzie wszystko ok. 😊
Mój posiew też wyszedł bez intruzów. (Robiłam 31.03)
Dzisiaj 27dc, w swoim wykresie nie widzę nic szczególnego. Nie testuje, czekam na termin 🐒.
Tak mnie niepłodność nauczyła cierpliwości.
Aaa i wczoraj byłam przygotowana na badania w kwocie 1800zl a tak jakoś nam to ładnie spakietowali, że wyszło 1200.😊
Beta 108,98
Przyrost 272%
Dalej nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Cały czas próbuje sobie mówić, że to "ciąża" nie "kropek". Mój mąż cieszy się jak głupi.
W piątek pójdę jeszcze raz na betę, a potem dam sobie trochę spokoju.
W niedziele urodziny mojego męża - nie ma to dla mnie już żadnego znaczenia, że nie będę pić
Nie lubię jesieni,bo mam w tym okresie często pojawiającą się depresję. Na dworze drugi dzień z rzędu pada deszcz. Mały ma anginę,podanie antybiotyku wiąże się z histerią, krzykiem i awanturą na całe osiedle. Męczy mnie to psychicznie. W akcie desperacji postanowiłam na chwilę od niego "uciec" do drugiego pokoju,aby posiedzieć w spokoju. Usiadłam i wzrok sam uciekł mi na szufladę. Szufladę, w której trzymam kilka rzeczy po mojej P. Wyciągnięcie jej rzeczy było dla mnie "gwoździem do trumny". Ta tęsknota rozrywa mnie od środka. Człowiek funkcjonuje inaczej wnet jakby normalnie, a czasami jak mnie najdzie to nie potrafię powstrzymać swoich emocji i wylewam morze łez. To jest tak strasznie ciężkie. Dobrze, że małe rączki mnie objęły, słowa "kocham Cię mamusiu,czy coś się stało?" Szybko postawiły mnie do pionu.
Witajcie depresyjne dni.
Witaj nadchodzący listopadzie.
Witaj świąteczny grudniu.
Witaj mój "ulubiony" czasie. Rozgość się i nie krępuj.
P.S polecacie jakieś prezenty na święta dla tego mojego 2.5 rocznego 😱 (kiedy to minęło -nie wiem,ale chciałabym aby czas zatrzymał się w miejscu i abym mogła dłużej rozkoszować się moim małym syneczkiem) gagatka?
13dc. Cykl naturalny.
Endometrium 9mm,
Pęcherzyk w granicy 19-20mm, czyli od poniedziałku ładnie urósł.
Zastrzyk podany.
Inseminacja jutro, punkt 9. 🙈
Tli się we mnie iskierka nadziei, bo w tej klinice czuję się jakoś bardziej zaopiekowana.🍀
Mam mieszane uczucia, w zasadzie to nie wiem co czuję. Chciałabym mieć nadzieję ale ja się jej już bardzo boję. Jestem ostrożna, nie ufam jej... Nie raz mnie zawiodła.
Rozmawiałam o tym płynie widocznym w miednicy mniejszej. Ciekawiło mnie czemu, podczas laparo nikt na to nie zwrócił uwagi. 🤔
Podobno zwykli lekarze nie zagłębiają się tak w temat obecnego płynu olewając temat lub po prostu sądząc, że to płyn po starej owulacji.
Ciągnie się za mną ta endometrioza jak głupia. 😶
No cóż...
21.10.2021
Od 8.10 moje największe szczęście jest już ze mną po tej stronie brzucha!
Oczywiście wszystko było inaczej niż sobie wyobrażałam.. 4.10 na wizycie u dr prowadzącej okazało się że mam mało wód płodowych- zapadła decyzja że mam zgłosić się na oddział patologii ciąży do szpitala. Spędziłam tam 4 dni. W czwartek 7.10 założyli mi balonik foleya na rozwieranie szyjki.. Generalnie nic przyjemnego: założenie nie boli, ale potem cały dzień coś "dynda" między nogami i nie bardzo mogłam się schylać.. do tego bóle miesiączkowe.. w piątek rano wyjęli mi balonik i podali oksytocynę na wywołanie.. po 2h lekarz zaproponował mi przebicie pęcherza płodowego żeby wzmocnić skurcze, bo na samej oxy nie zapowiadało się że urodzę.. zgodziłam się- tutaj również nie ma się czego obawiać. Faktycznie po przebiciu pęcherza i zwiększeniu dawki oxy skurcze bardzo się nasilily.. przy 3 cm rozwarcia miałam już je co 3 minuty i były naprawdę mocne.. czułam je od samego początku nie w brzuchu, a od strony odbytu 🙉 w ogóle się tego nie spodziewałam.. miałam od samego początku porodu wrażenie że syn chce wychodzić nie tą dziurką.. szokujące! Położna tłumaczyła mi że to przez jego ułożenie, że głowa uciska mocno nerwy w tym obszarze.. I to był pierwszy poważny szok dla mnie.. bo raczej z opowieści spodziewałam się czegoś z przodu brzucha, jakichś odczuć a'la miesiączkowych, a tu od początku parcie na odbyt.. gdy zrobiło się 4 cm rozwarcia przyszła moja wykupiona do porodu położna i zabrała mnie na salę porodową.. zaproponowała ZZO- przed porodem raczej nie rozważałam brania, ale w tamtym momencie byłam pewna że chcę ulgi jak nigdy wcześniej! I to była najmądrzejsza decyzja świata.. od 4cm do 10cm na znieczuleniu doszłam w 2h, w tym czasie relaksując się z mężem, rozmawiając, zbierając siły na parte.. w końcu zaczęła się 2 faza porodu.. Tutaj już znieczulenie puściło, ale faktycznie parte to inny rodzaj odczuć.. wg mnie łatwiej znieść niż 1 fazę.. zaczęłam przeć, początkowo wszystko szło ok.. aż nagle pojawiło się obfite krwawienie, wezwano lekarza (a wiem że to zawsze znak że coś niepokoi położną), okazało się na szczęście że to z pochwy.. Szymuś zaklinował mi się.w kanale rodnym.. lekarka naciskała na brzuch, mąż trzymał plecy, położna zapierała nogi, żeby tylko poszło.. w sumie myślę musiałam przeć około 50razy, żeby Mały się wydostał.. wisiało już widmo vacuum lub kleszczy.. nie obyło się bez nacięcia krocza: faktycznie nie czuje się bólu podczas krojenia, ale to ostatnie parcie to przeniesienie się w inną galaktykę.. człowiek ma wrażenie, że za chwilę umrze.. Ale to tylko parę sekund..i dziecko było już po chwili na brzuchu, płaczące.. a mnie ogarnęło uczucie największej ulgi na świecie.. tej chwili nie można opisać słowami!!! Cudowne uczucie!
Szymon urodził się 10/10, 3680g, 58cm z główką o obwodzie 38cm.. po urodzeniu łożyska była kolejna chiwla grozy.. na pępowinie znajdował się węzeł prawdziwy. Gdyby się zacisnął doszłoby do tragedii.. nawet nie chcę o tym myśleć.. najgorzej że żadne badania, żadne USG nie są w stanie tego wykryć..
Po porodzie niestety przyplątała się żółtaczka więc spędziliśmy kolejne 5 dni w szpitalu.. był to mega trudny czas.. byłam wykończona tym pobytem.. 10 dni to zdecydowanie za długo..
13.10 wyszliśmy do domu, byłam wykończona jak nigdy w życiu, ale też przeszczęśliwa..
Generalnie wszystko poszło inaczej niż sobie to wyobrażałam, ale to jest najmniej istotne.. najważniejsze jest że oboje jesteśmy cali, zdrowi i w domu 💙💚💜
18+4
Nic nowego do dodania poza tym że mój mąż poczuł wczoraj po raz pierwszy kopniaki Mai
pięknie się po raz pierwszy ze swoim tatą przywitała
7 dc. 31 cs.
Od paru dni zgłębiam temat wyboru lekarza i szczerze... mam taki mętlik, że już mi się odechciewa dalszych poszukiwań. Przejrzałam kilka wątków tu na forum oraz na fb, a także opinie na znany-lekarz. Wnioski takie, że o każdej klinice, o prawie każdym lekarzu opinie skrajnie różne. Od anioła do szarlatana 😳 Do niektórych specjalistów trudniej się dostać, niż do prezydenta, tacy są rozchwytywani. A i o nich ktoś napisze, że wizyta była porażką... Im więcej się tego czyta, tym mniej wiadomo. 🤷🏻♀️ Myślę, że wynika to z tego, iż leczenie wiąże się z wielkimi emocjami. Powierzamy tym lekarzom nie tylko swoje pieniądze, ale też pokładamy w nich ogromne nadzieje. Ufamy, że znajdą cudowne rozwiązanie, jednocześnie same "doktoryzujemy się" na forum. Nie mówię, że to źle, wiele historii zakończyło się sukcesem właśnie dzięki doświadczeniom innych kobiet. Ale wpadając w ten wir informacyjny czasem już nie wiadomo co nam służy, a co nie. Ja się w tym gubię...
Osobiście chciałabym trafić do lekarza, który drąży, szuka przyczyn. Jeśli ma dojść do IVF, niech nie będzie to obietnica bez pokrycia, bez sprawdzonych wszystkich czynników. Może warto najpierw spróbować u naprotechnologa? Mam do tego mieszane uczucia, gdyż wizyty są kosmicznie drogie i często wiążą się z długim leczeniem. Plusem jest to, że się jest przebadanym na dziesiątą stronę, ale przecież powinni to robić w każdej klinice leczenia niepłodności. Tymczasem wiele się pisze, że kliniki kierują na IUI, czy IVF zbyt szybko, bez wszystkich badań.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2020, 15:17
8 grudnia 2016 r. 22:09 - mój pierwszy wpis na OF...
Tyle rozczarowań, łez i nadziei, tyle czasu, czasu, czasu...
I jest Ona, Maria Gabriela, wielki Mały Cud w naszym życiu ❤️ Najlepszy dowód na to że nie można się poddawać!
Dziękuję Dziewczyny, że tu jesteście❤️ że się wzajemnie wspieramy, że zawsze można liczyć na wirtualne kciuki, buziaki i pozytywne wibracje, a nawet modlitwę😊
PS. Chyba najwyższy czas znowu zacząć pisać o staraniach... jak to mówią - z pustego to i Salomon nie naleje 🤷♀️🤨 Ale to już temat na nowy wpis😶
Idę spać, bo Mały Niedźwiedź czujnie śpi, a my się go boimy na palcach chodzimy🤫...co nic nie da bo i tak będzie milion pobudek na cyca 🤣❤️
(a może dziś tylko 2 pobudki będą 🙏)
Edit. Pobudek było sporo co najmniej co godzinę 🤷♀️ kocham, kocham, kocham ❤️🤱
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2020, 09:00
8dpt dwudniowca, czyli taki 5dpt blastocysty.
To dzień, w którym pani dr pozwoliła już testować. Ale dla mnie jeszcze zbyt mało pewny, do tego jest sobota, musiałabym jechać daleko do laboratorium, no i założę się, że wyniki byłyby na poniedziałek, bo bardzo krótko czynne mają. Nawet nie dzwoniłam i nie pytałam, bo od razu się nastawiłam na poniedziałek. Jak bym miała potem się zastanawiać czy to za wcześnie nie było to dziękuję bardzo, masochistką nie jestem.
Wczoraj jak mówiłam miałam dobry dzień. W pracy zasuwałam jak mróweczka, udało mi się wyrobić przed czasem i wyszłam sobie wcześniej, zaczęłam weekend. Wcześniej lubiłam sobie w piątek wychodzić pół godziny wcześniej, ale ostatnim czasem potrzebowałam dużo wolnego, bo wesele, bo wizyta, bo wyjazd. No i doszło do tego, że i nawet dłużej zostawałam. A że ładnie pracowałam to w nagrodę wyszłam sobie wcześniej i stwierdziłam, że w takim razie taki dobry humor jest idealny na zakupy, żeby sobie coś kupić. Wyświetliła mi się reklama dresów w pepco po 30zł. No mówię to jest to
To mi jest właśnie potrzebne, bo już od dawna szukałam, te moje stare już nadawają się do wyrzucenia. Kiedyś jak w pracy zobaczyłam, że są w lidlu dresy, to wyskoczyłam tak na szybko kupić, bo mówię po pracy już nic nie będzie. Zajeżdżam, no nie te kolory, materiał średni, ale ok, biorę, nie wybrzydzam. Przymierzam do sobie, szerokość ok, wysokość - do cycków
Wkurzona wróciłam z powrotem i stwierdziłam, że za mała jestem na rozmiarówkę lidlowską.
No ale wracając do rzeczy ruszyłam do domu po pracy, w połowie drogi przeleciał mi czarny kot przez jednię, aż musiałam mocno przyhamować, żeby go nie trzasnąć. Mówię, o niee, kolego żadnego pecha, mi takie czarne koty przynoszą szczęście. (Mówię tak za każdym razem, uważam to za odczarowanie) No i jestem już miejscowość przed, no tak mi się mocno sikać chciało, że mówię nie wytrzymam, ale z drugiej strony obiecałam sobie, że nic mi tego dnia nie popsuje. Zgodnie z planem wstąpiłam po chleb i cisnę dalej do tego pepco. Wchodzę - są i one, zaraz przy wejściu. Ojeju, jakie miękkie. No to jest to. Przetrząsam fiolety. Żadnego M. Przetrząsam zielone, chociaż wolę fioletowy, też brak M. Kurdeeee. No to biorę te L fioletowe i idę do przymierzalni, zobaczę, może akurat tak źle nie będzie, w sumie znowu chudzinką to ja nie jestem. Ściągam kurtkę, spodnie, buty, przymierzam. No ciut jednak za duże - ale myślę sobie, przecież ja mam być w ciąży! Jak nie teraz to za jakiś czas tak czy siak. Przydają mi się. A jak nie to w takich luźnych po domu mogę śmigać. Lubię czuć się w domu swobodnie. Biorę. ubieram się z powrotem, męczę ze sznurówkami. Wracam zobaczyć co tam mają jeszcze ciekawego, a tam wiszą te dresowe spodnie czarne M. No nieeeee. Znowu przymierzać? Brać? A jak będą za małe? Zasuwam z powrotem do przymierzalni i cała ceremonia od nowa. No i pasują idealnie. No to biorę i te. Oglądam dalej. Czarne xxl. Mówię, o świetnie wezmę mamie. No i patrzę się na te zielone
I kalkuluję - miałaś oszczędzać, leczenie mało nie kosztuje, a trzeba już zacząć myśleć, żeby w październikowej wypłaty coś na prezenty na święta odłożyć. Mało w koszyku już nie masz, 4 sztuki. Jednak to 30zł. Taniej nigdzie nie kupię. Szybko jednak wyszłam, bo jeszcze wzięłabym zielone L, dorzuciła jakieś kubeczki itd. Co mnie wkurzyło - masa już świątecznych rzeczy.
Mąż dresami fioletowymi zachwycony, mówi, że ładnie wyglądam. No i tez o to chodziło. W domu człowiek też chce się mężowi podobać, nawet jak myje te naczynia czy szoruje łazienkę 
Wieczorem odczekaliśmy aż teściowa wróci z dyżuru i pojechaliśmy do teściów złożyć im życzenia w okazji rocznicy ślubu. Zostawiłam górę dresu i przebrałam tylko spodnie na jeansy. Od progu teściowa maca materiał, o jaki przyjemny, jak Ci ładnie. I muszę przyznać, ze wyjątkowo mi ciepło w nim było. Wróciłam do domu i pożałowałam że jednak nie wzięłam też zielonego. Bo mi w nim niesamowicie wygodnie, ciepło i przyjemnie. Pożaliłam się przyjaciółce na moje wielkie problemy. Sama była rano polować na S, ale rzecz jasna nie było, ale były jeszcze zielone L i mi DOKUPIŁA

Ustaliłam plan na poniedziałek. Wyniki sprawdzamy razem. Zaszantażowałam męża, że ma o 17 wrócić z pracy. Żadna tam 21 jak lubi czy "wczesna" 19. I są dwie opcje:
- beta pozytywna, cieszymy się, płaczemy z radości, ściskamy i jedziemy do naszej ulubionej knajpki to uczcić, i biorę zdrowego pstrąga z pieca z ryżem i surówką;
- beta negatywna, roztaczam się w rozpaczy, ryczę jak wściekła i potrzebuję dużo przytulania, a potem jedziemy do naszej ulubionej knajpki i zjadam chickenburgera, frytki stekowe i nuggetsy.
Mąż na mój plan roześmiał się w głos. Trochę tam protestował co będzie jak się nie wyrobi do 17, ale wyrzucę go z rana szybko z łóżka, w końcu sama na betę polecę to i tak wcześniej wstać muszę.
Viv, kochana, brunatne plamienie oznacza rychły @. Chyba po prostu nietypowe jak na mnie opóźnienie. Jutro cyknę test, ot tak, dla rozrywki.
Dzień dobrych wieści.
Emila dostała się do przedszkola, a ja (najprawdopodobniej) nie mam cukrzycy ciążowej (pierwszy wynik glukozy wyszedł zdecydowanie za wysoki, ale przypomniałam sobie, że w pół śnie nad ranem wypiłam pół kartonu soku 😅).
Nadchodzące święta i kończący się rok jeszcze bardziej pogarszają mój nastrój. Niepłodność rozp.... nasze życie, nie potrafię się z nią pogodzić i żyć!!! Gdy usłyszałam od lekarza "tylko in vitro" wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie sądziłam , że to rozwali nasze życie. Liczyłam, że w końcu się uda, nie za pierwszym czy drugim razem ale może trzecim czy czwartym... Tym czasem to ona mnie pokonała...
Dzień po negatywnej becie zadzwoniłam do kliniki i poprosiłam o rozmowę telefoniczną. Po kilku dniach pani dr oddzwoniła, wiedziałam, że niczym nowym nie zabłyśnie... Optymistycznym głosem powiedziała, że się nie udało ale mamy jeszcze 6 zarodków. Tak jakby zapomniała kur... że to był 5 transfer! Nie sądzę, nie wierzę żeby ta klinika była w stanie nam jeszcze pomóc. Zaproponowała ERA test - co za błyskotliwość w końcu to jedyna rzecz z ich programu której do tej pory nie zrobiliśmy. Maż zapytał o szczepienia limfocytami partnera, powiedziała, że nie poleca bo jak do tej pory jest za mało badań które potwierdziłyby ich skuteczność, ale jeśli chcemy spróbować to nie odradza.
W Niemczech są tylko dwie kliniki, które przeprowadzają szczepienia limfocytami partnera, nie są to kliniki niepłodności tylko kliniki od transfuzji krwi. W przypadku gdy kobiecie zostaną podane limfocyty męża, mąż nie będzie mógł być dawcą organów dla tej kobiety, możliwy krąg dawców jest wtedy bardzo ograniczony - nie wiedziałam o tym do tej pory.
Mamy przyrost! Beta dziś 221,1 🙏 więc mamy ponad 200%. Tak mi ulżyło. Pierwszy ciężki etap za mną. Drugi to będzie trzecia beta ponieważ ciągle obawiam się powtórki z poprzedniego cyklu 😔.
Mój M jest dobrej myśli.
Tak bardzo chcę zdrowia dla mojego nowego Maleństwa ♥️
Synuś już ponad miesiąc z domu. Musiałam już mu podać antybiotyk bo jednak kaszel przez miesiąc to za dużo. Myślałam że po weekendzie dam go w końcu do żłobka ale dostałam wiadomość że potwierdzonych przypadkach bostonki więc chyba jeszcze przetrzymam go chwilę w domu.
A dziś z mężem idziemy na imprezkę ze znajomymi. Po cichu będziemy świętować 🍀❤️
Badania badania badania...
Która z nas nie ma ich dość?
Czasem mam wrażenie, że to puszka Pandory, która raz otwarta nie ma końca...
Pamiętacie jeszcze te piękne czasy, bez analiz , testów, USG, pomiarów temperatury, obserwacji śluzu?
To były piękne dni ❤
Obydwoje jestesmy juz po. On naprawiony, ja zdiagnozowana z potwierdzeniem dwuroznosci. Teraz trzeba czekac pare ladnych miesiecy jak zaczna sie produkowac zdrowe plemniki, o ile bedzie jakas poprawa oczywiscie.
13-14dc mialam owulacje, na pewno byl to ktorys z tych dni. Probowalismy, bo czemu by nie.
Dzis jest 17dc, a ja zaczynam sie wkrecac jak zawsze, bo czuje cmienie w jajniku. Mam to uczucie w sumie w kazdym cyklu, a zawsze nici z tego byly. Ale jak czytam internety, to oczywiscie zaczynam sie nakrecac, bo to moze byc jeden z najwczesniejszych objawow. Chcialabym w tym cyklu przejsc to w miare bezstresowo, bez robienia sobie niepotrzebnych nadziei i bez tracenia jej za niespelna 10dni.
Ale w glowie siedzi taki robal, co to wszystko psuje. Prowokuje do myslenia i wyszukiwania urojen.
A moze tym razem sie udalo?
A moze nie trzeba czekac tyle czasu po operacji, az poprawi sie jakosc nasienia?
A moze to, ze kazali mi brac hormony przez 2 tygodnie, spowoduje, ze bedzie wiecej jajeczek lub wieksza szansa?
A moze podczas histeroskopii udroznili jajowody i tym razem bedzie latwiej?
A moze nie ma sie co starac, bo dla mnie pozostaje tylko invitro?
Bardzo mocno pragne byc mama, dlatego chyba kazdego miesiaca bede sobie wkrecac, ze sie udalo, chocbym chciala nie potrafie przestac o tym myslec.
Ciąża zakończona 21 stycznia 2024
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 22:58
Cytologię mam w normie-2 grupa, a tak się bałam, bo dr mówił że ta nadżerka jest sporej wielkości.... Teraz czekam na @ żeby umówić się na kolposkopie a potem na usunięcie nadżerki, bo podobno bez tego nie możemy działaś ani z in vitro ani z inseminacją... Myśląc o wszystkim to chyba bardziej nasze myśli są ku in vitro.. Jest wtedy większą szansa na powodzenie.. I można potem wrócić po rodzeństwo 😊 mam jeszcze sporo czasu więc myślę że na pewno przemyślimy wszystkie za i przeciw 😊
Zbliza sie koniec roku, roku, ktory przyniosl tyle zmian. Jest nasza corka (choc mam ochote powiedziec, moja corka). Jest tak jak zwykle, slodko-gorzko. Choc troche latwiej bo jednak wiedzialam co mnie mniej wiecej czeka.
13.10 o 13.11 przyszla na swiat Lilka. Troche z zaskoczenia, bo pare dni wczesniej na przypadkowym ktg zapisala sie tachykardia i kazali mi zostac w szpitalu. Ja z ulicy, bez torby, nie przygotowana, pierwsza dobe leze pod ktg i zapis sie robi dobry, no ale akci porodowej brak, kolejny dzien i dalej nic wiec w koncu decyzja o wywolywaniu. Co prawda po jednym badaniu czuje skurcze i czop zaczyna odchodzic, wiec Mala juz byla chyba gotowa. Dostaje oksytocyne, znieczulenie i po 5h urodzilam. Ostatnie 20 minut wiadomo troche trudne, ale ostatecznie mialam naprawde super porod. Porownujac to z pierwszym, to teraz to byla bajka! Lilka wcale wielka nie byla, 3610 i 58 cm! Do piersi od razu sie ladnie przstawila. Ze szpitalu wypisali nas ekspresem, mimo ze ubytek wagi byl spory (no ale chyba jak sie juz rodzi po raz drugi, to zakladaja ze matka ogarnie temat). Pierwsze 2 tygodnie piersi bola okropnie, no ale zaciskam zeby. Mala duzo spi, ja niestety odsypiac nocek nie potrafie plus pakowanie trzeba ogarnac. Przeprowadzka to hardcore, czulam sie tak zmeczona od noszenia i pakowania tych pudel, ze do dzis nie wiem jak to przezylam bedac rownoczesnie w pologu. Ale organim od razu zareagowal bo 1 nocy w nowym domu dostaje zapalenia piersi, w nocy goraczka i dreszcze i okropny bol. Mala odrzucila prawa piers i ciezko mi ja na sile przystawic. Dopiero po okladach i ibupromie zaczyna sie jakas poprawa. Za to ok 3 tygodnia pojawiaja sie kolki, no cudowny czas... Z jednej strony diety matki karmiacej nie ma, ale z drugiej strony czulam sie lepiej jak przestawalam jesc problematyczne rzeczy, choc nie zawsze mialo to przelozenie na kolki. Zaczelam podawac Espumisan regularnie i chyba troche pomoglo, choc wydaje mi sie ze jak zwykle najlepszym lekarstwem jest CZAS. Lila ma teraz 2 miesiace i 2 tygodnie i ewidetnie brzuszek pobolewa ja mniej, a ja jem juz dosc normalnie. Unikam jedynie papryki, ale mysle ze zaraz tez wjedzie. Nocki poki co mamy dobre, byly momenty gorsze gdy brzuch ja meczyl, ale od parunastu dni jest naprawde dobrze, choc moze tylko mi sie tak wydaje, bo ona idzie spac ok 22, je ok 2/3 a nastepnie tak od 5 ma jedna dluzsza sesje karmienia - ale ona spi ze mna w lozku, karmie ja na lezaco wiec jakos przyspiam i nie czuje by mnie to meczylo. Ja wstaje ok 8, a ona czasami jeszcze dosypia do 8.30. W dzien sie juz nam ladnie drzemki ustabilizowaly, zazywczja mamy 4 po 40minut do 1h. Jak ide na spacer w godzinach drzemki, to moglaby spac dluzej, ale nie lubie jej przeciagac zeby sobie tego rytmu nie zaburzyc poki co. Bardzo ladnie przybiera, wydaje mi sie ze nawet lepiej niz brat, jest ciagle w 90 centylu i pewnie juz tak zostanie, choc mam nadzieje, ze nie bedzie za wysoka. Dziwne jest tez to, ze z nia nie biegam po specjalistach, ze rozwija sie tak ksiazkowo poki co, lezy na brzuchu - no moze nie jest jakas super szczesliwa, ale ladnie trzyma juz glowe, coraz mniej zaciska piastki, ladnie wodzi wzrokiem. Pediatra nie miala sie do czego przyczepic, a znowu na tym etapie jej brat, to juz mial spotkania z fizjo, a lezenie na brzuchu to byla katorga. No ale najwieksza roznica to wydawanie dzwiekow! Z Ignasiem nie wiedzialam w sumie jakie dziweki ma wydawac i ile, wydawalo mi sie ze cos tam mowil, za to ona to spiewa!! No i ona ma smoczek, a on nigdy nie zaakceptowal smoczka czy butelki. Poki co miedzy rodzenstwem nie ma zazdrosci, sa gorsze momenty, ale nie ma jeszcze placzu czy agresji w stosunku do siostry, choc wiem ze to predzej czy pozniej sie pojawi. Pierwsze swieta tez bez wiekszej magii, bo sezon chorobowy nie daj nam odpuscic. W sumie od poczatku grudnia cos sie dzieje, najpierw jelitowka, pozniej grypa a obecnie angina. Boje sie o Mala kazdego dnia, no ale z kazdym dniem jest starsza i licze ze jakos by sobie poradzila. Nie jestem w stanie izolowac synka, zwlaszcza jak ma goraczke i jest taki oslabiony. Chce przy nim byc bo nie chce by poczul sie w jakis sposob odrzucony. Na razie to macierzynstwo z dwojak dzieci, w zimie, z mezem ktory musi sie wyspac w weekend, nie jest jakies kolorowe, ale jestem wdzieczna ze mam te moje dzieci!
1dc po poronieniu - informacja o wyniku..
I niby człowiek sie spodziewał, ze nic tam nie wyjdzie, a jednak łudził sie nadzieja, ze znajdzie przyczynę.
Z jednej strony, gdyby te wyniki przyniosły informacje, ze zawalilo słabe lozysko - wiedziałabym, ze i tak nic nie moglam zrobic.
Z drugiej strony, gdyby te wyniki przyniosły informacje jak ta - wiedziałabym, ze i tak nic nie moglam zrobić.
Nie wiem nawet jak opisać to, jak sie czuje mając je w ręce. W końcu te wyniki mówią tylko tyle, ze mieliśmy pecha. Ze spotkal nas niewyjaśniony przypadek.. Czuje, ze nadal stoje w ciemności, nie wiedząc, która droga iść, gdzie iść.. Wiem za to, ze trzeba kiedyś zamknac drzwi za soba..
Zamykam pierwszy etap z pytaniem, na które nie znajde nigdy odpowiedzi - dlaczego tak sie stalo? Dlaczego to musiało sie wydarzyć? I nie, nie oczekuje jej.. Wiem, ze nigdy nie znajde odpowiedzi na te pytanka. Zyje z tymi pytaniami juz od 8 lat, zmienia sie tylko osoba, której to dotyczy.
Co dalej? Co przyniesie los? Czego ja chce? Czego my chcemy? Na co jesteśmy gotowi? Na co nie jesteśmy gotowi? Co damy rade zniesc? Czego nie damy rady zniesc? Co mozemy zrobić? Te i inne pytania rozpoczynają nasz kolejny rozdzial.. Jak sie skończy? Czas pokaze.
Czy zamkne drzwi za soba? Czy odnajde światło, które wskaze mi droge? Kiedy rusze dalej?
Nie wiem.. Pewnie kiedyś tak, bo właściwie.. Jakie ja mam inne wyjście?
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2024, 10:28
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.