Trochę mnie nie było, bo i trochę się działo.
Ale po kolei.
Byliśmy w Klinice 04.05.2021 r., był to 25 dc. Mąż zrobił badanie nasienia na miejscu, ja zrobiłam wcześniej 3 dc i przyszłam z wynikami, na miejscu zrobiono mi tylko AMH. Męża wyniki dobre- Dr powiedziała nawet że bardzo chciałaby zabronić mu palić, ale wyniki są dobre więc nie ma za bardzo argumentów do tego. Moje wyniki z 3 dc niestety gorsze... FSH 10,93 mlU/ml, LH 3,28 mlU/ml Estradiol 64 pg/ml Testosteron, prolaktyna w normie. Wyniki TSH i Ft4 z marca: 2,33 ulU/ml i 1.18 ng/dl. Wynik progesteronu z 21 dc 24,17 ng/ml więc jak Dr go zobaczyła powiedziała od razu, że "jest owulacja". Wynik AMH zrobiony u nich 0,77 ng/ml.
Niestety wynik AMH, stosunek fsh do lh i obejrzane jajniki świadczą w jej ocenie o obniżonej rezerwie jajnikowej. Zrobiła mi usg w którym zapisała, że obraz sugeruje przegrodę macicy, endometrium jednorodnej echostruktury, grubości 13,7 mm (dobra grubość na 25 dc?). Jajniki struktury prawidłowej, zatoka Douglasa bez wolnego płynu.
Moje Drogie możecie skomentować moje wyniki? Jakieś inne niepokoje powinnam mieć oprócz marnego AMH oraz nieprawidłowego stosunku LH do FSH? 
W podsumowaniu wizyty Dr poradziła w pierwszym rzędzie in vitro- bo za rok jak do niej przyjdziemy to już może nie być z czego go zrobić... Z drugiej strony powiedziała, że może być tak że się AMH będzie utrzymywać na tym poziomie albo nieznacznie spadać- tego nikt nie przewidzi. Ale ona by nie czekała. Zwłaszcza że z moimi wynikami łapiemy się na dofinansowanie.
Trochę mnie to zmroziło, że podczas pierwszej wizyty w Klinice proponują nam in vitro- czy to oznaka że ze mną naprawdę jest tak źle że tylko in vitro wchodzi w grę? Myślałam, że in vitro jest ostatecznością dla starających się a tu bach na pierwszej wizycie zalecenie nr 1. Mąż po tej wizycie miał wrażenie, że trochę "naganiają na in vitro"- bo to im wychodzi i wiąże się z kasą, znam kilka osób które mają podobne odczucia, aczkolwiek myślę sobie że gdybym nie miała wskazań to by tego nie proponowano...
Zaleceniem nr 2 było wykonanie histero laparoskopii żeby obejrzeć i ewentualnie usunąć przegrodę w macicy. Powiedziałam, że moja mama 2 zdrowych dzieci urodziła z przegrodą, aczkolwiek zdaniem Dr nie mam czasu by pozwolić sobie na ewentualne poronienie więc trzeba to zrobić- przynajmniej obejrzeć wnętrze macicy.
Rozwiązaniem nr 3, jakbym się nie zdecydowała na in vitro jeszcze, była stymulacja połączona z monitoringiem. Aczkolwiek po zrobionej histero laparo. Dr dała nr telefonu do siebie i powiedziała żebym dzwoniła jak się na coś zdecyduję.
No więc myślałam myślałam i wymyśliłam, że in vitro jeszcze nie, póki nie spróbujemy innych metod. Zadzwoniłam do niej że zdecydowałam się na histero laparo i poradziła mi bym poszła na usg do innego lekarza z Kliniki (szefa Kliniki de facto), który by ten zabieg wykonywał- aby jeszcze on obejrzał mnie na usg. Dr wypytywał o wczesną menopauzę u kobiet z linii matki w rodzinie, przejrzał wyniki i też wskazywał, że nie mam za wiele czasu na odkładanie decyzji o dziecku. Jeśli chodzi o przegrodę jego zdaniem mogła to nie być przegroda, ale powiedział że histero trzeba zrobić aby obejrzeć wnętrze macicy i ewentualnie ją usunąć. No i najlepiej to zrobić przed owulacją, a może to zrobić w Klinice choćby jutro czy pojutrze.
Słysząc to i wiedząc, że jestem aktualnie przed owulacją, zgodziłam się. Odetchnęłam, że zalecił zrobić tylko histeroskopię, laparoskopia i wprowadzanie narzędzia przez powłoki brzuszne mnie mówiąc delikatnie z lekka przerażała... Umówiliśmy się chyba na kolejny dzień lub 2 dni do przodu, że się zgłoszę z kapciuszkami i piżamką do Kliniki, a tego samego dnia po zabiegu wypuszczą mnie do domu.
33 dc.
Jakis brązowy śluz. @ czycha za rogiem... Duphaston nie dla mnie... Moje regularne cykle odeszły w niepamięć..
Mam dość. Po prostu dość. Najgorsze ze przede mną dzień z bratankami - 8lat i 7 miesięcy. Muszę wytrzymać.. Nie dac po sobie nic poznać. Niepotrzebne mi pytania mamy "cos się dzieję?, co się stał?" W szczególności ze moja mama jest wspaniała ale to nie typ optymisty i pocieszycielki.
Najgorsze jest to że mialam dzisiaj taka myśl - może powinniśmy się rozwieść żeby moj maz mógł znalezc kobietę, która urodzi mu piękne bobaski.... Każdym nieudanym cyklem zastanawiam sie jak wytrzymałam kolejny miesiąc... Dla dziewczyn które staracie sie wiele lat: jestescie ku... wsko silne!!! Moc poza moim zasięgiem...
Leczymy się nadal. Udało się pobrać i krew i mocz. To drugie to była bardzo wyspecjalizowana ekwilibrystyka🙈🙈🙈 4 dni próby, ale już mamy jakieś doświadczenie na przyszłość. Wszystko ok. Ufff bo już miałam wizję zum.
Calineczka nadal mocno kaszle i katar aż za brodę czasami. Tak mi jej szkoda, ale przynajmniej gorączki nie ma i apetyt powoli wraca.
W końcu zaczęła chodzić 🤗 Jest moc i tak fajnie patrzeć jak idzie taka kaczuszka po korytarzu.
Noooo.... dziś poczuła się chyba pewniej i poleciała do przodu jak długa. Niby mąż szedł za nią, ale nie było szansy by złapać. Zaryła buźką w płytki 😰 Płacz i warga całą spuchnięta, trochę przekrwiona. Zęby całe na szczęście i od godziny wisi na cycku i śpi. Odłożyć się nie da. Znowu będę pracować do 1 w nocy no w dzień bez szans 😱
Mam nadzieję że opuchlizna z wargi Małej szybko zejdzie i że nie będzie jej boleć.
Musimy robić dużo inhalacji i w końcu się złamaliśmy z mężem - działa tylko tv.😔 inaczej odpycha i ucieka 🙈 Czyje trochę porażkę z tym tv, bo do tej pory nigdy nic na żadnym ekranie nie oglądała, a i sam tv jej nie interesował, bo sprawdzaliśmy przy masowaniu wędzidełka. Wtedy nie skutkował. Teraz Marynia macha rączką do ekranu,🤭 porażka rodzicielska pierwsza🤷♀️🙈
Od dziś zaczynam leki do ivf.
Gonapeptyl 0,1 przez 15 dni na wyciszenie jajników.
Później dochodzi Menopur i Metypred + Acard.
Pod koniec czerwca punkcja i transfer "na świeżo".
Myślałam, ze bedzie ekscytacja, że będzie radość i oczekiwanie. Ale mój mózg już chyba sam się broni przed kolejną porażką i chociaż zawsze byłam osobą pełną optymizmu, to teraz nie potrafię sobie wyobrazić że miałoby się udać..
Czas leci... Leczy.... Rzeczywiście leczy. Jest lepiej, nie wpadam już w takie dołki i coraz mniej leci z oczu łez.
Oczywiście wciąż ciężko się pogodzić, wciąż myślę o tym jak byłoby cudownie. Jak piękne mogło być moje życia i moja rodzina. Wciąż łapie się nad tym, że muszę zweryfikować swoje plany bo już nie jestem w ciąży... Już ten rok nie będzie taki jako sobie wymarzyłam.
Tymczasem walczę o powrót do zdrowia, o powrót do kliniki i dalsze starania.
Umówiłam się do psychologa ślę koliduje mi teraz z wizytą u gienka i chyba odpuszczę, tym bardziej że teraz z dnia na dzień widzę poprawę w swoim stanie psychicznym, nabieram równowagi o chęci do życia. Nie daje się zawładnąć smutkowi.
Oczywiście ma to swoje konsekwencje, zaczęłam jarać fajki. Bleeee wiem, rzuciłam wiele lat temu, jeszcze przed przygodami z ivf. No ale staram się za to nie katować. Przekazany mi wzorzec życia, gdzie nałogi były na porządku dziennym, nie mógł przejść obojętnie. No ale nie będę się zadręczać tym, że jestem słabsza bo jestem nie będę teraz udawać twardszej niż jestem. Jestem słaba, palę.
Ale wiem, że nabiorę siły i rzucę. Przecież wyboru też w końcu nie będzie 🙂
Jutro napewno muszę wytrzymać bez kiepa bo mam kolonoskopię to na głodnego jakbym zapaliła to paw murowany. Może jak ten jeden dzień pyknie to już pójdzie z górki i te fajki też rzucę. W sumie długo nie pale, raptem 3 tygodnie.
Bardzo bym chciała żeby tam w środku wszystko było dobrze ale podejrzewam, że mam jakiś stan zapalny. Jeszcze zrobił mi się jakiś ropień zaraz przy kakaowym oczku i bije się, że to coś poważnego a do kolono nie dojdzie ale z dnia na dzień jest lepiej, nie zniknął ale nie boli już tak mocno.
Plan:
1. Kolonoskopia i jelita doprowadzam do porządku.
2. Ginekolog i sprawdzany endo czy dalej jest dupa.
3. Skierowanie na biopsje endo
4. Leczymy stan zapalany endo
5. Histeroskopia 🤷 (może uda się bez?)
6. Pęcherzyk żółciowy-laparoskopia (termin już mam na 24.10)
7. Powrót do kliniki
8. Przygotowania, może cykl naturalny?
9. Witaj ciążo!
10. Witaj na świecie moje piękne zdrowe dziecko!
Zanim miną 3 pierwsze punkty muszę rzucić te fajury.
Poza tym wracam do pracy, mam nadzieję, że mnie to zajmie (choć tam wszyscy palą) i jakoś się oderwę od wszystkiego.
24 marca mamy jeszcze pogrzeb synka w gronie dzieci martwo urodzonych.
Nie wiem czy brać na to okolicznościowy?
Bo 23 wracam do pracy, mogłabym w sumie chyba jeszcze wziąć na te 2 dni.
Ale sama nie wiem... Jak to będą traktować w pracy, że robię to po 2 miesiącach? Tłumaczyć, że ten pogrzeb dopiero teraz?
Nie wiem. Może po prostu wrócę do roboty, a na pogrzeb wezmę wyjście prywatne i później odrobię.
Siódmy dzień stymulacji. Wczoraj byłam na podglądzie, jakieś tam jajeczka są pomiędzy 11-14mm, są też takie po 7mm, które napewno nie urosną do punkcji.. ogólnie nie wiem ile ich było, ale z tego co mówiła moja ginekolog zareagowałam na stymulacje odpowiednio do swojego amh, czyli nie ma co liczyć na dużo pęcherzyków..
Odczuwam od przedwczoraj bóle podbrzusza, kłucie jajników, uczucie takiego pełnego brzucha. To ja nie wiem co bym miała przy 30 pęcherzykach np 🙈 w poniedziałek kolejna wizyta, i ogólnie w przyszłym tygodniu punkcja. Tak bardzo się boję.. 😔 Oby jeszcze jajeczka urosły odpowiednio, żeby chociaż było 6szt 🙏
Transfer napewno nie będzie świeży, bo musimy przebadać zarodki, na takie badanie czeka się 2-3 tygodnie. Więc jeśli będzie co transferować to już w listopadzie pewnie.
Jesteśmy w tej chwili po środku całej procedury. Jestem ciekawa jak to się potoczy, staram się za dużo nie myśleć, chociaż ten bolący brzuch mi cały czas o tym przypomina. Uczucia są tak skrajne, czasem nie do ogarnięcia...
Dziś niedziela odpoczywałam z narzeczonym na balkonie tak fajnie słońce świeci, wiaterek przyjemny a ja czuje się normalnie
Jeszcze ponad tydzień do 🐒 a ja już jestem bardzo niecierpliwa. Zastanawiam się kiedy zrobić pierwszy test? Poczekam jeszcze do 10 dpo. Mam w domu dwa kupione jeszcze na poprzedni cykl w którym przyszła 🐵 niedobra.
To czekanie trochę zżera od środka
Mam problem z opisywaniem objawów zazwyczaj nie zwracam na nie uwagi a jak już zwracam to może to moi umysł mi podsyła takie sygnały. Eh ta podświadomość…
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2021, 13:55
No i stało się...
Wczoraj przyszła @. Z jednej strony czuje mega złość i żal. Z drugiej zaś nowe nadzieję, że może uda się w tym cyklu.
Tak więc dziś 2dc. Lekarz pytałam lekarza o Inofem. Dużo czytałam na ten temat i postanowiłam zapytać, czy mogę go suplementować, powiedział że jak najbardziej. Nie ma żadnych przeciwwskazań. Zalecił 2 saszetki dziennie. Mam nadzieję, że ten wspomagacz unormuje mój cykl, bo cykle mam nieregularne, więc liczę na ten Inofem. Jutro pójdę do apteki i od 4dc zacznę brać. Podobno można od dowolnego dc. Warto stosować. Nie zaszkodzi, a może pomóc.
Strasznie dzisiaj się czuje przez ten upał. Mok termometr za oknem pokazuje 37 stopni. Pogoda idealna, by wylegiwać się gdzieś nad wodą. Niestety ja w pracy... Ale ale... od 1 lipca urlop 😎
Dziś ostatni dzień brania anty i od piątku rozpoczynamy stymulację. Strach nadal we mnie jest, ale bardziej przesłonięty wielkim pragnieniem posiadania dziecka. Tym bardziej, że w sobotę byliśmy na urodzinach bardzo dobrej koleżanki. Ogólnie unikam spotkań z koleżankami w ciąży lub z małym dzieckiem. Cóż, jest to silniejsze ode mnie. Boje się, że wybuchnę płaczem więc wolę oszczędzić tego sobie i koleżance. Ale w związku z t, że ćwiczę pozytywne myślenie to uznałam, że te uroczy jakoś przeżyje. Myliłam się i jednak nie jestem taka silna. Gośćmi były same młode matki, same maleństwa gaworzyly w tle, a ja modliłam się w duchu by to jakoś przetrwać. Tematy o laktatorach, ubrankach, karmieniu to były tematy przewodnie. A ja czułam się okropnie. Dziś jakoś próbuje się pozbierać, ale ciężko. Nie wiem co ze mną będzie jak to drugie podejście do IVF się nie powiedzie.
Czas mi się niemiłosiernie dłuży. Chciałabym na teraz, na już być w ciąży. Ech, żeby mieć pewność, że teraz się uda... Że w lipcu wynik będzie już pozytywny... Trzymam się myśli, że gdy widziałam się z koleżanką w zeszłym roku to miesiąc później była w ciąży. Może będzie teraz na odwrót 
7+4
Beta ok 23000. Wg kalkulatora za niski poziom/przyrost. No ale za 48h jeszcze powtórzę. I odstawie luteinę.
A jednak się nie udało i tym razem.
To już trzecia rysa na moim serduszku.
38+1
Ok, no więc dzisiaj mieliśmy kolejna wizytę. Bez spiny pojechaliśmy o 11 do gin. Pani doktor zrobiła usg. Było widać że była przygotowana na wizytę, w sensie ze przestudiowała wszystkie poprzednie pomiary z poprzednich wizyt u poprzedniej gin. Usg nie trwało długo, pomierzyla co miała pomierzyć, powiedziała że Mała nadal jest mała i że parametry wybiarow spadają. Pokazała wszystkie wykresy, siatki centylowr itd i powiedziała że szału nie ma. W skrócie mówiąc łożysko daje ciała, Maya nie dostaje wystarczająco składników odżywczych i czas przyjść na świat.
Nie ukrywam że jak to pwoeidzoala to był pierwszy moment kiedy zalała mnie fala gorąca - jak to juz? Poród? Teraz? Jak? Miało być dopiero za 2-3 tyg 🙈😬 miałam przecież wg moich przeczuć rodzic Po terminie itd 🙈 a tu taki news.
Po sekundzie przetrawienia informacji, przeszłyśmy do badania / masażu szyjki - rozwarcie na jeden palec. Było to moje pierwsze sprawdzenie szyjki w ciąży. Do przyjemnego nie należało ale oczywiście bez dramatu.
Potem rozmowa - skierowanie na badanie krwi którego wcześniejszą gin nie wykonała w 28tc 🤦♀️ skierowanie na pcr bo żeby rodzic w tym szpitalu musimy mieć pcr z ost 24h i... Skierowanie na indukcję porodu na JUTRO 🤯😅 jutro o 21 mamy się stawić w szpitalu. No szok. Tyle mam do powiedzenia 🥴
Dzisiaj ostatnia noc we dwoje w domu.
Po wizycie u gin pojechaliśmy do galerii zrobić duże zakupy spożywcze i ja musiałam sobie kupić staniki do karmienia bo oczywiście nie miałam jeszcze. Moje plany pójścia do kosmetyczki na laminację rzęs i brwi poszły się walic, nie będę piękna przy porodzie 😂
Zaraz idziemy ze znajomymi na kolację, walizkę dzisiaj pakowaliśmy bo my to kompletnie w dupie ze wszystkim byliśmy oczywiście 😂
Na jutro plan jest taki : O. Idzie jutro rano na loty, ja pojadę jeszcze normalnie do biura do pracy, domknąć wszystko co mam do domknięcia i jak O. Wyląduje koło 14 do wrócimy już razem do domu. Szybki seksik, odpoczynek, może jakiś obiad w restauracji i ok 20-21 pojedziemy do szpitala.
Wiem że indukcja może trwać długo i być bolesna. No ale co ma być to będzie. Oby udało się uniknąć cesarki 🤞🤞
13 dc 19.06.21
Dzień Punkcji.
Niby dzień jak co dzień ale ten dzień na długo zostanie w mojej pamięci.
Upalny, czerwcowy dzień już od samego rana.
Wyszliśmy oboje z bloku ale mój czegoś zapomniał i się cofnął a moim oczom ukazał się całkowicie czarny kot. Wiem, że to są tylko przesądy ale czemu akurat dzisiaj musiał stanąć mi na drodze?
Szedł w moim kierunku i do mnie miauczał.🙈
Kot jak kot ale uznałam, żeby nie zapeszać sobie tego ważnego dnia to cofnę się na klatkę, nie dam mu przejść mi przez drogę. Nic to nie dało, bo poszedł za mną. 🙈
No cóż, odpuściłam, przykucnełam i chciałam pogłaskałać skurczybyka. 🐈 Jednak szybko się przepłoszył i uciekł.
Także symbolem mojej dzisiejszej punkcji jest czarny kot. Mam nadzieję, że przełamie piętno jakie niosą ze sobą te czarnuchy i przyniesie mi szczęście. 🍀
Najgorsze było dla mnie oczekiwanie na cały ten zabieg, stres osiągnął level 99.
Na sali zabiegowej skojarzyło mi się to wszystko z salą operacyjną i niedawna laparoskopią. Prawie się tam rozpłakałam ale nie zdążyłam. Obudziłam się już po wszystkim. 😊
Efekt końcowy to 15 oocytów. 🥳
Dostałam cała reklamówkę leków i we wtorek mam kontrolę stanu jajników i wtedy też ewentualny transfer.
W poniedziałek dostanę informacje o zapłodnionych komórkach.
Czuję się obolała jakby mi ktoś kij w dupę wsadził. 😊 Cieszę się, że mam to za sobą. 😊
Dziękuję wszystkim za kciuki i słowa wsparcia. ❤️
Kciuków jeszcze nie puszczajcie. 😁
Dzisiaj w pracy poszłam do tolatety moim oczom na papierze ukazał się śluz zabarwiony na jasnoróżowy kolor… Raczej nie jest to plamienie owulacyjne bo takie już miałam w tym cyklu 8 dni temu. Czy może to być plamienie implantacyjne ? Nie chce się nakręcać, bo i tak dzisiaj zaczęłam testować i sprawdzać wiadomo za wcześnie ale chciałam się upewnić. W pracy czeka mnie ciężki tydzień a tu jakieś różowe plamienia… Może to zarodek się zagnieżdża albo po prostu coś? Zazwyczaj jak miałam plamienia to były one brunatne a nie różowe, albo takie żółtawo-bezowe. Ciekawa jestem co z tego wyniknie
Trzymajcie kciuki 🍀🍀
4 dc.
1 cykl po roku starań.
Jakoś na spokojnie... Nie wiem czy dlaczego że w innych sferach tyle się dzieje... Nie analizuje, nie myślę o tych bezowocnych cyklach. Kupiłam dzisiaj zapas testów owulacyjnych. Mogę się testować 
Mam tylko jedną wątpliwość. Przyjmuje duphaston. Lekarz kazal przyjmować go przez 10 dni od 15 dc. Owulację mam 17 dc. Pierwszy miesiąc zrobiłam wg jego zaleceń, 2 drugim zaczęłam przyjmować go 19 dc co wydłużyło mi cykle do 34 dni! Myślę co zrobić w tym cyklu....
Szpital to nie jest dobre miejsce, zwłaszcza w dobie covida...
Jeszcze przed wywolaniem porodu test na covida... miałam przecież niedawno, potem siedziałam tylko w domu, ale takie są procedury... jakbym miala mało problemów, nie mogli pobrać wymazu, aż był krwotok z nosa...
3 dni spędziłam tam sama... pielęgniarki, lekarki naprawdę miłe, ale odwiedzin nie ma... pozwolili tylko mężowi przywieźć jakieś rzeczy...
Dzień po porodzie wróciłam do domu, który wydawał się taki pusty... mąż zdążył posprzątać wszystkie rzeczy które mieliśmy dla córeczki, z jednej strony nie chciałam ich oglądać, ale jak weszłam do domu, w którym nie było śladu dziecka, nawet moich rzeczy które nosiłam w ciąży, to tymbardziej poczułam tylko pustkę...
Beta 7051
TSH ponad 3... Niezbyt dobrze
2cs, 3 dc
Nie mam za bardzo weny na ten wpis, więc będzie krotko 
Po pierwszym nieudanym cyklu, mieliśmy cykl przerwy bo O. musiał lecieć na miesiąc do Francji w delegację.
Mi się udało do niego dołączyć na ostatnich 10 dni, ale było już po owu także @ przyszła bez zaskoczenia 
W między czasie ja miałam też drobny zabieg (nie ginekologiczny) po którym bralam antybiotyki co wpłynęło no minimalne przedłużenie się mojego cyklu, ale nic ponad moja normę (32dni)
Zaczynamy wiem nowy cykl, nowe starania bez starań.
O. Jest już w 100% nakręcony na powiększanie rodziny więc nic tylko brać się do roboty 
Z jednej strony lekko się boję niepowodzeń i tego że starania znowu będą długie i nieefektowne, ale z drugiej strony w przeciwieństwie do poprzednich starań z byłym, cieszę się na ten wspólny czas bliskości i po raz pierwszy rozumiem co ludzie mieli na myśli mówiąc że starania o dziecko dodają tego czegoś "ekstra" do seksu
Miałam się nie nakręcać, a jednak się nakręciłam. @ czyha za rogiem a ja tak bardzo nie chcę, by przyszła... Nie widziałam u siebie pms w tym cyklu ani trądziku, który o tej porze cyklu już zazwyczaj daje znać że @ is coming. Bólów miesiączkowych silnych nie mam póki co, ale to dopiero 24 dc. Jeśli juz to takie delikatne, jakich nie znałam wcześniej- bo u mnie zazwyczaj jak boli to boli konkretnie a potem pod koniec dnia przychodzi @
Aplikacja kusi, że jak jestem w ciąży to dziś 80% mam że wyjdzie pozytywny test. Ale z testowaniem czekam do terminu @ a najchętniej na Starego, który będzie 02.07.2021... Wymyśliłam sobie że razem zrobimy test i razem będziemy skakać z radości... 🤪 Hehe Tylko muszę spokojnie podchodzić do sprawy, a z tym gorzej. Każda wizyta w toalecie to sprawdzanie i strach, ehhhh Wszystkie to znamy.
Wczoraj miałam sen że czekały na mnie gwiazdkowe prezenty pod choinką- ponoć spełni się moje życzenie... Niech się spełni!
Czy jestem zaskoczona, oczywiście, ze nie. W wymazie wyszły mi bakterie więc z hsg nici. Nie pierwszy raz taka sytuacja w moim życiu. Nawet nie mam juz siły się smucić czy złościć. Z racji tego, że zmieniam pracę najwcześniej mogę pomyslec o hsg w październiku. Czyli juz bede miec 37 lat,. Jedyne co mi przychodzi do glowy to, to, że moze tak mialo byc. No bo co mam sobie mowic, ze mam pecha, ze jestem nieudacznikiem, ze nie zasługuje na nic więcej, że jestem niewdzięczna. Tutaj jest tyle dziewczyn, ktorych droga do macierzyństwa jest o wiele trudniejsza od mojej, a mimo wszystko ja wciaz nie umiem sie skupić na pozytywach. Wkurzam sie na siebie i chciałabym sie juz poddać, olac to wszystko, zapomnieć, ale nie da sie tego wyłączyć. czasami tez mysle po co ja wierze w Boga, bo ilość dni z nienawiścią do niego przez ostanie miesiące bylo naprawdę dużo. I nie chodziło tylko o mnie, ale właśnie o dziewczyny tutaj, o cierpienie dzieci, nie umiem tego pojąć dlaczego Bóg doświadcza tak wielu dobrych ludzi (nie mówie tu o sobie), dzieci, chciałabym się mu sprzeciwić, ale nie da się, modlę się dalej, ale coraz częscie nie wiem o co się mam modlić. O cud? O akceptacje? Nie wiem?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.