Nie jest to wpis, który planowałam zrobić. Jeszcze miesiąc temu myślałam, że pod koniec października pochwalę się zdjęciem z usg prenatalnego, może już ogłoszę płeć? W sierpniu udało nam się zajść w ciążę. Tym razem wszystko wyglądało inaczej, lepiej. Pierwszy pozytywny test wieczorem 8dpo. 10 dpo kreska była tak wyraźna, jak w poprzednich ciążach co najmniej w dniu okresu. 13dpo beta 140, o wiele wyższa niż poprzednio na tym etapie. 11.09 miałam pierwsze usg. Był pęcherzyk ciążowy odpowiedni do wieku ciąży, a moja zmora, pęcherzyk żółtkowy miał w końcu dobre wymiary, 3,3mm. 16.09 zmarł nagle jeden z moich króliczków. Nie będę ukrywać, że nie spodziewałam się tego. Od początku był chory, kiedy 3 lata temu go adoptowałam weterynarz ostrzegał mnie, że nie pożyje dłużej niż rok. „Ukradłam” dla niego nie rok ale 3 lata i wiem, że miał u mnie dobre życie. Jednak taki cios, na dzień przed wizytą „serduszkową” był straszny, miałam same najczarniejsze myśli, bo zaczęłam sądzić, że nic dobrego nie może mnie w życiu spotkać. 17.09 po raz pierwszy mogłam zobaczyć serce swojego dziecka, biło 120 razy na minutę. W tamtym momencie nie wierzyłam, że coś może pójść nie tak. Kilka dni po wizycie przestały mnie boleć piersi. Po kilkunastu godzinach tkliwość wróciła ale pozostały miękkie. Miałam same najgorsze przeczucia, chociaż powtarzałam sobie, że serce bije, po raz pierwszy i święcie wierzyłam, że to właśnie moment pojawienia się serduszka jest tą granicą, po przekroczeniu której wszystko będzie okej. 25.09 pojechaliśmy z mężem na kolejną wizytę. Miał po raz pierwszy zobaczyć nasze dziecko. Mnie nie opuszczał ten niepokój, ale sądziłam że to przez poprzednie straty. Niestety lekarz nie miał dla nas dobrych wieści. Ledwo zaczął robić usg a ja już widziałam, że dziecko jest mniejsze niż powinno a serduszko się zatrzymało…
28.09 pojechałam do szpitala na wywołanie poronienia. Udało się bez zabiegu, pobraliśmy też kosmówkę do badań genetycznych. Niestety materiał był niewystarczający, aby poznać przyczynę poronienia, znamy tylko płeć. Mieliśmy córeczkę, naszą wymarzoną dziewczynkę…
Po tym poronieniu mój stan psychiczny co dnia był gorszy. Nie spałam, bo budziły mnie koszmary. O ile w ogóle udało mi się zasnąć, bo bywały noce, kiedy sen nie przychodził w ogóle. Zaczęłam bać się o wszystko, kiedy mój mąż nie odpisywał przez kilka godzin panikowałam, że na pewno miał jakiś wypadek albo coś mu się stało. Wróciły ataki paniki, stałam się też nadpobudliwa. Do tego wszystkiego doszły migreny. Nie jestem w stanie patrzeć na dzieci i ciężarne, sam ich widok powoduje u mnie ucisk w piersiach i zaczyna brakować mi powietrza. Wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Poszłam do psychologa, który stwierdził, że w moim przypadku obok terapii psychologicznej musi włączyć się psychiatra. Umówiłam się więc do psychiatry, chociaż nie sądziłam, że faktycznie jest to potrzebne. Jak widać myliłam się, bo psychiatra zdiagnozował zespół stresu pourazowego. Dostałam leki, dzisiaj po raz pierwszy od diagnozy zatrzymania ciąży przespałam całą noc. Na skutki długofalowe, czyli ustąpienie objawów somatycznych i ciągłego niepokoju będę musiała poczekać do 4 tygodni. Mam nadzieję, że zniknie to poczucie beznadziejności, bo w tym momencie czuję, jakbym nie nadawała się do niczego.
Zostało nam niewiele badań do wykonania. Dzisiaj przyszedł wynik badania przeciwciał przeciwplemnikowych, są ujemne. Stary ma dziś badanie fragmentacji DNA plemników. 11.10 badamy mój kariotyp, 3.11 mamy badanie allo mlr oraz kariotypu M., 5.11 histeroskopia i w drugiej połowie listopada zbadam jeszcze dla pewności subpopulację limfocytów. Myślałam też o wykonaniu badań na celiakię, na pewno nie zaszkodzi. Dopóki nie znajdziemy przyczyny starania są zawieszone. Modlę się tylko, żeby nie były to kariotypy 😞
23 dc
Uwaga! Święto lasu moje jajniki (a właściwie jeden) postanowiły jednak trochę popracować w tym cyklu. Pęcherzyk, który we wtorek miał 14 mm dzis po 6! dniach ma całe 20 mm. Czyli pęcherzyk rósł 1 mm dziennie wolno bardzo wolno zwykle rósł 1,5 -2 mm no ale cóż biorę co dają. Wg doktorka to nie ma znaczenia że owulacja jest późno bo nie wpływa to na jakość pęcherzyka 🤷♀️ zobaczymy w piątek ostatni podgląd okaże się czy mój leniwy pęcherzyk pękł.
Dziś 4dc. Dolegliwości na szczęście nie są duże. Oprócz tych opisanych wcześniej doszło jedno uderzenie gorąca, dwa razy większy ból głowy (na 5 i 2 h) i wysyp na twarzy, konkretnie na brodzie. Okres jest słabszy wiec chyba faktycznie cienkie endo było… już za 15 dni kontrola - mam nadzieje ze pojawi się zarys planu, choć szczerze powiedziawszy ostatnio jakoś emocje ze mnie zeszły, wszystko mi oklapło… nie wiem czy to kwestia działania implantu, czy po prostu mi już wszystko jedno, ale jakoś przestałam się cieszyc. Dalej czekam na wizytę, chce iść do przodu ale myśle, ze właśnie najmocniej przewodzi mi myśl, zeby zamknąć ta historie.. a jednocześnie gdzieś bardzo głęboko, gdy mam chwile zeby się nas tym zastanowić, czuje, ze tym razem się uda. Od początku, gdy przygotowywaliśmy się do pierwszego transferu po powrocie i obejrzałam ponownie filmik z hodowli zarodków wiedziałam, ze to dopiero blastka 2 się przyjmie. Widzę w niej wiele podobieństwa do Igi na tym etapie. Jedynie myślałam, ze ona zostanie podana na końcu a nie ta z 6 doby… wiec jeśli przeczucia się spełnia to dalej zostanie 1 zarodek… ale to najwyżej pomyślimy za kilka lat co z nim zrobić. Nie chce już narzekać, inni nie maja takich „zmartwień” i to jest prawdziwy problem. Także będzie co ma być.
13 dc
Endometrium 9 mm
Jajnik prawy pecherzyki: 20 mm i 19 mm
Kolejna dawka ovitrelle podana o 12:00
Lekarka powiedziała, że pecherzyki z prawego jajnika mogą mieć zbyt mała ilość receptorów, żeby pękły. Dlatego z prawego jajnika mam powtarzające się LUFy.
W ogóle śmiech na sali. Rozmawiałam z lekarką na temat przeciwwskazań u mnie związanych z zabiegiem drożności jajowodów przeprowadzonym przez szyjkę macicy. To wyśmiała mnie i powiedziała, że nie ma innej metody na udrożnienie jajowodów 🤦🏼♀️ Szkoda, że mój lekarz prowadzący oferował mi drożność laparoskopową, no ale według niej nie ma innej metody 🤦🏼♀️🤦🏼♀️🤦🏼♀️ Wszystko tylko po to, żeby naciągnąć mnie na zabieg przeprowadzany w klinice, a nie w szpitalu 🤯 ale już mi się nie chciało wchodzić z nią w dyskusje. Jestem bardzo zawiedziona, ponieważ kolejny raz ta polecana lekarka pokazała swoją niekompetencje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2021, 13:14
Dzis pierwszy dzień brania duphastonu żeby wywołać @. Niestety nie udało mi się dostać nigdzie Clostilbegytu, zostało mi kilka tabletek więc poprostu będę brać mniejszą dawkę, mam nadzieję że wystarczy. Także teraz byle do miesiączki i co ma być to będzie 😕
Nie jest to wpis, który planowałam zrobić. Jeszcze miesiąc temu myślałam, że pod koniec października pochwalę się zdjęciem z usg prenatalnego, może już ogłoszę płeć? W sierpniu udało nam się zajść w ciążę. Tym razem wszystko wyglądało inaczej, lepiej. Pierwszy pozytywny test wieczorem 8dpo. 10 dpo kreska była tak wyraźna, jak w poprzednich ciążach co najmniej w dniu okresu. 13dpo beta 140, o wiele wyższa niż poprzednio na tym etapie. 11.09 miałam pierwsze usg. Był pęcherzyk ciążowy odpowiedni do wieku ciąży, a moja zmora, pęcherzyk żółtkowy miał w końcu dobre wymiary, 3,3mm. 16.09 zmarł nagle jeden z moich króliczków. Nie będę ukrywać, że nie spodziewałam się tego. Od początku był chory, kiedy 3 lata temu go adoptowałam weterynarz ostrzegał mnie, że nie pożyje dłużej niż rok. „Ukradłam” dla niego nie rok ale 3 lata i wiem, że miał u mnie dobre życie. Jednak taki cios, na dzień przed wizytą „serduszkową” był straszny, miałam same najczarniejsze myśli, bo zaczęłam sądzić, że nic dobrego nie może mnie w życiu spotkać. 17.09 po raz pierwszy mogłam zobaczyć serce swojego dziecka, biło 120 razy na minutę. W tamtym momencie nie wierzyłam, że coś może pójść nie tak. Kilka dni po wizycie przestały mnie boleć piersi. Po kilkunastu godzinach tkliwość wróciła ale pozostały miękkie. Miałam same najgorsze przeczucia, chociaż powtarzałam sobie, że serce bije, po raz pierwszy i święcie wierzyłam, że to właśnie moment pojawienia się serduszka jest tą granicą, po przekroczeniu której wszystko będzie okej. 25.09 pojechaliśmy z mężem na kolejną wizytę. Miał po raz pierwszy zobaczyć nasze dziecko. Mnie nie opuszczał ten niepokój, ale sądziłam że to przez poprzednie straty. Niestety lekarz nie miał dla nas dobrych wieści. Ledwo zaczął robić usg a ja już widziałam, że dziecko jest mniejsze niż powinno a serduszko się zatrzymało…
28.09 pojechałam do szpitala na wywołanie poronienia. Udało się bez zabiegu, pobraliśmy też kosmówkę do badań genetycznych. Niestety materiał był niewystarczający, aby poznać przyczynę poronienia, znamy tylko płeć. Mieliśmy córeczkę, naszą wymarzoną dziewczynkę…
Po tym poronieniu mój stan psychiczny co dnia był gorszy. Nie spałam, bo budziły mnie koszmary. O ile w ogóle udało mi się zasnąć, bo bywały noce, kiedy sen nie przychodził w ogóle. Zaczęłam bać się o wszystko, kiedy mój mąż nie odpisywał przez kilka godzin panikowałam, że na pewno miał jakiś wypadek albo coś mu się stało. Wróciły ataki paniki, stałam się też nadpobudliwa. Do tego wszystkiego doszły migreny. Nie jestem w stanie patrzeć na dzieci i ciężarne, sam ich widok powoduje u mnie ucisk w piersiach i zaczyna brakować mi powietrza. Wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Poszłam do psychologa, który stwierdził, że w moim przypadku obok terapii psychologicznej musi włączyć się psychiatra. Umówiłam się więc do psychiatry, chociaż nie sądziłam, że faktycznie jest to potrzebne. Jak widać myliłam się, bo psychiatra zdiagnozował zespół stresu pourazowego. Dostałam leki, dzisiaj po raz pierwszy od diagnozy zatrzymania ciąży przespałam całą noc. Na skutki długofalowe, czyli ustąpienie objawów somatycznych i ciągłego niepokoju będę musiała poczekać do 4 tygodni. Mam nadzieję, że zniknie to poczucie beznadziejności, bo w tym momencie czuję, jakbym nie nadawała się do niczego.
Zostało nam niewiele badań do wykonania. Dzisiaj przyszedł wynik badania przeciwciał przeciwplemnikowych, są ujemne. Stary ma dziś badanie fragmentacji DNA plemników. 11.10 badamy mój kariotyp, 3.11 mamy badanie allo mlr oraz kariotypu M., 5.11 histeroskopia i w drugiej połowie listopada zbadam jeszcze dla pewności subpopulację limfocytów. Myślałam też o wykonaniu badań na celiakię, na pewno nie zaszkodzi. Dopóki nie znajdziemy przyczyny starania są zawieszone. Modlę się tylko, żeby nie były to kariotypy 😞
Za duże palce na mały wyświetlacz telefonu kliknely zakończenie ciąży. Oby to nie było prorocze. 31.08 badania prenatalne. Odliczam godziny żeby Cię zobaczyć maluszku!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2021, 08:30
Mamy wyniki męża! Jest dobrze! 😊
W ciągu roku morfologia poprawiła się z 1.36 na 4%! Tak się cieszę! 😁
Stres oksydacyjny 0,08 ( </= 1.38 wynik prawidłowy) więc też jest super!
Od dawna nie miałam tak dobrego przeczucia jakie mam teraz ❤
20 dc
Było mi przykro, że owulacja ma wypaść w środku tygodnia, kiedy małż jest w delegacji?? 😁 Niepotrzebnie. Jak do tej pory, testy owulacyjne robione od 13 dc negatywne, cały czas puste kółeczko. Więc albo cykl bezowulacyjny albo owulacja się przesunie 🤷 na początku września ja wyjeżdżam na tydzień w delegacje i obym wtedy nie dostała @ 🙏🙏
Ale miałam dzisiaj sen 😂😂 śniło mi się, że mam dziecko ale na początku to nie było dziecko tylko taki piernik ze Shreka 😂😂 i im dłużej go przytulałam, tym bardziej on zwiekszal swoją objętość i stawał się niemowlakiem, aż w końcu był normalnym dzieckiem, które rękami i nogami mnie tak ciasno oplatalo jak je nosiłam 😂😂 dziwne miałam uczucie jak się obudziłam, bo zazwyczaj nie pamiętam snów.
Czy olej z wiesiołka może opóźnić owulacje?? 🤔 Wiem, że odstawia się go po owulacji ale u mnie raczej jej nie było. Jeżeli owu się opóźni to nawet lepiej bo dzisiaj wraca małż 🥳😍
Beta zrobiona, czekam na wynik.
Przetrwałam wesele ale oczywiście na lekach, bo głowa nie odpuszcza. Męczyłam się z odczynami po szczpionce, bo bardzo pieką, a tam nie miałam możliwości schładzać lodem.
Ale to wszystko to pikuś. Kilka godzin przed weselem stary poparzył dłoń. Widok tego co zrobiło mu się na palcach był potworny. Oboje się trzęśliśmy nie wiedząc co robić. Byliśmy 150 km od domu, sami u kuzynostwa, w szczerej wsi , bez kierowcy, 20 km od większego miasta i żaden lekarz w pobliżu nie chciał nas przyjąć. Uratował nas lekarz, znajomy mojej mamy, który na podstawie zdjęć mówił co należy robić. Dziś dłoń wygląda okropnie ale przynajmniej nie wyje z bólu. Będzie się paprało tygodniami. Także były porządne chwile grozy.
Po weselu stwierdziłam, że jestem stara. Bawiłam się średnio, ziewałam i patrzyłam na zegarek, czy już wypada wyjść. A dziś, pomimo że piłam tylko herbatkę, jestem nieprzytomna. Zamierzam przeleżeć dzień na kanapie.
Widziałam Cię we wtorek.
Bezbronny przecinek. Maluszek. Moja kruszynka. Okruszek.
Jesteś młodszy kilka dni więc nie było serduszka, ani nie można stwierdzić jak się masz i czy będziesz grzecznie rosnąć. Od początku lubisz się droczyć co? Nie strasz mnie i na następnych wizytach bądź coraz większy.
Lekarz kazał mi się cieszyć po cichu, pamiętać, że wszystko może się zdarzyć przy tak młodej ciąży. Ale powiedział, że bez wątpienia jestem w ciąży. Widzisz, tak bardzo się baliśmy, że się nie uda ale jesteś.
Odpoczywaj i rośnij. Wierzę, że ze mną zostaniesz i będziesz zdrowy i silny ale jak każdej mamie towarzyszy mi niepokój o Ciebie. Teraz kiedy nie wiem co się z Tobą dzieje, czy się zobaczymy, co się wydarzy, ten niepokój jest większy. Gdy już się pojawisz nadal będę się martwiła ale obiecuję, że nie będę nadopiekuńcza.
Proszę nie wybrzydzaj z jedzeniem.
Dziś czuję się fatalnie.
Do tej pory mam mdłości, wymioty sporadycznie, ale odbija mi się, mam odruch wymiotny i poranne gazy. Wytrzymam tylko bądź zdrowy.
27 dc 1 lub 2 dpo
Nareszcie! Druga faza cyklu nie wiem kiedy tak się cieszyłam, że jestem po owulacji 😁 byłam dziś na monicie pęcherzyk pękł jest ciałko żółte teraz już nic ode mnie nie zależy. Zazwyczaj druga faza cyklu kojarzy mi się z dołem i czarnymi myślami że znowu nic z tego, ale dzisiaj się cieszę po pierwsze że w ogóle owulacja była po drugie że nie muszę już robić, testów, sprawdzać śluzu i zastanawiać się kiedy najlepszy czas na bzyki. Mogę wreszcie odpocząć, nie nastawiam się jakos na ten cykl, bo zawsze jak się nastawię to bardziej boli jak się nie uda. Jeśli w tym cyklu nie wyjdzie to mam się upomnieć u doktorka o stymulacje. Na razie odpoczywam, zwalniam głowę zamowilam dużo książek i tym mam zamiar się zająć😊
Nawrót anginy, zapalenie zatok, uszu, krtani i węzłów chłonnych 😔 Nie potrafie nawet napisać jak się czuję, bo ciężko to określić. Choruję od dwóch tygodni. W pracy myślałam, że zejdę, a miałam zakaz od szefowej pójścia na zwolnienie lekarskie. Dziś już nie wytrzymałam. Lekarz tylko kręcił na mnie głową, że doprowadziłam się do takiego stanu. Dostałam antybiotyk, stos innych leków i L4 na 10 dni. W pracy wszyscy wściekli, choć sporo roboty wzięłam do domu. Płakać się chce jakiego poświęcenia wymagają, a i tak zawsze jest źle i zawsze im mało.
Wczoraj robiliśmy badanie allo mlr. Niestety oczekuję złych wyników przy takiej chorobie 😔 Przez chwilę była szansa na transfer w kolejnym cyklu, a teraz pewnie wszystko szlag trafi, bo choroba i antybiotyk niszczą efekt szczepień. Tyle nas to kosztowało nerwów, wyrzeczeń i pieniędzy, to była nasza ostatnia nadzieja, a może się okazać, że pójdzie na marne. Tak źle się dziś czuję, że nawet nie mam siły się zamartwiać i rozpłakać 😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2021, 16:39
1 dc
No to zaczynamy pierwszy cykl po laparoskopii na której wyszło wielkie nic. Z jednej strony byłam zła ale w sumie teraz to się nawet cieszę bo przynajmniej nie mam przez to więcej zmartwień.
Lada moment wracam do pracy po L4, wrzesień zapowiada się intensywnie więc mega się cieszę bo nie będę się nudzić 😒 w październiku mamy zaplanowany wypad za miasto na weekend 🤭 o ile oczywiście Mateuszek nam pozwoli i nie zrobi kolejnego lockdownu. Z jednej strony nie lubię jesieni bo robi się coraz chłodniej a z drugiej szybko zleci i nim się obejrzymy to będą już święta.
Mam nadzieję że w tym roku nic złego nas juz nie spotka bo naprawdę nie było łatwo.
Życzę udanej soboty, ja biorę się za porządki bo jutro na obiad wpadają moi rodzice.
10+0
Idę chyba na rekord jeśli chodzi o ilość wizyt u gin w pierwszym trymestrze ale co tam 🤪 byłam dzisiaj na szybkiej wizycie żeby dostać skierowanie na nifty - test jest nadal płatny, ale w Emiratach musi na niego skierować lekarz. Przy okazji pani doktor oczywiście zaproponowała szybkie usg więc głupia bym chyba była gdyb odmówiła
na usg wszystko nadal bardzo dobrze wyglądało, ciąża dokldnie 10+0 zarówno z Om jak i z usg, badanie po raz pierwszy miałam robione przez brzuch (oczywiście zdążyłam zdjąć majtki spod sukienki zanim pani doktor powiedziała że nie jest to konieczne
) i widziałam nie tylko małego człowieczka z profilu ale również - co bylo dla mnie niesamowitym przeżyciem - widziałam po raz pierwszy jak maluch się rusza i kopie nóżkami! No istna magia że tam w środku we mnie coś się tak mocno rusza a ja tego w ogóle nie czuje 😍
Serce malucha biło 149, i długości ma już 3 cm.
Na pobranie krwi na nifty idę jutro rano, a następna wizyta, bez zmian - 14.09 prenatalne 💓
7+1
Wczoraj na wizycie pięknie biło serduszko ❤️ Maluszek o dwa dni większy niż wynika z om, najważniejsze ze zdrowo rośnie. Wymioty i mdłości nie dają mi normalnie żyć. Napić się tez nie wiem czego mam, bo kończy się to zle. Eh
niech już kończy się pierwszy trymestr.
12t5d
Już miałam cichą nadzieję, że wszystko się uspokoiło. Krwiak się wchłania, a jutro usłyszę same dobre wieści.. cały mój spokój, który starałam się wypracować i odbudować przez te 2 tygodnie właśnie szlag trafił. Wczoraj wieczorem zaczął pobolewać mnie brzuch. Trochę jakby bóle miesiączkowe, trochę kłujący. Wzięłam No Spe. Puściło po dłuższym czasie. W nocy jeszcze lekko ćmiło. Rano znowu, po prawie 1,5 tygodniowym spokoju pojawiły się plamienia. Najpierw brązowoczerwone, potem brązowe. I tak do teraz. Ja już nie wiem.. czy to krwiak się postanowił opróżniać, czy co się dzieje. Każda wizyta w toalecie to stres czy nie pojawi się krew. Powiedziałam już słowa, których żałuję.. ale ja naprawdę jestem już szczerze zmęczona. Ja jestem zmęczona, Małż jest zmęczony, nawet widzę po Tosi, że ta cała sytuacja też na nią wpływa.. Nie wiem co ze mną jest nie tak, że pojawiają się te krwiaki. Co jest do cholery ze mną nie tak? I naprawdę pocieszanie w stylu, że mam jedno dziecko nie pomaga.. NIE POMAGA. W czym ja jestem gorsza od tych co nie dbają, palą, a całą ciążę przechodzą, ba! przebiegają, bez jakichkolwiek komplikacji..
Jutro wizyta. Mam nadzieję, że do Niej dotrwam i może jednak dostanę jakieś pozytywne wieści. Choć trochę..
I jeszcze raz przepraszam Kruszynko ❤️
Mam wynik posiewu moczu, 'hodowla jalowa' - także Monural pomógł, bakterii nie ma 🙂
Czytałam o pierwszych ruchach dziecka, że to takie bulgotki ☺ już nie wiem czy to moja wyobraźnia czy faktycznie czasami mam uczucie takich delikatnych bulgotek 😄 dzisiaj dopiero 13+1 tc więc chyba zbyt wcześnie. Z drugiej strony jestem szczupła, więc może.. 🥰
Najbliższa wizyta 16.11, więc za 6 dni.
4 dc.
Biorę clo, pójdę na monit, pewnie zrobię zastrzyk i już. Pierwszy cykl od dawna z góry przeze mnie skazany na niepowodzenie. Po prostu wiem, że się nie uda.
Umówiliśmy się na 5 października do innej kliniki. Od razu kazali przyjść z mężem na wizytę. To ciekawe, bo w obecnej nikt nie chciał widzieć go osobiście, potrzebne były tylko jego wyniki. Potrzebujemy innej opinii, innego spojrzenia na nasz przypadek.
Co się dzieje? Dlaczego się nie udaje? Czy przez PCOS moje jajeczka są tak beznadziejnej jakości? Czy może oprócz tego jest coś jeszcze, co utrudnia nam dojście do celu.
No nic, mimo stymulacji uznaję ten cykl za cykl przerwy. Na pewno będzie to zdrowe dla naszych głów! Za 15 dni lecimy na wakacje
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.