Cześć.
Wczoraj wzięłam ostatnią tabletkę clostilbegyt..
Jak wczoraj i we wszystkie dni czułam jajniki tak dzisiaj nic nie czuje ..delikatny ból podbrzusza tyle. . Dzisiaj będą drugie przytulanki z mężem (chociaż o tym nie wie ) 😊😊🤭🤭
W środę jadę do ginekologa..proszę oby była owulka 🤞🤞🙏🙏
2 tydzień nie jem słodyczy.
Przerzucilam się na zdrowe jedzenie a także co 2 dzień ćwiczę interwały przez 20 minut ..głównie to Mel b .. wiem że to mało trochę minut na ćwiczenia ale przyjdzie pora gdy zwieksze moja aktywność.
Mam pytanie czy ktoś kto zazywal clostilbegyt to miał takie uczucia jak ja w sensie bol jajników a później totalna cisza?
4dc
Im dłużej szperam w forum, czytam pamiętniki, tym bardziej analizuję swoje ciało i namiętnie szukam nieprawidłowości, zastanawiając się, czy u mnie też będą problemy. Jakie problemy? Ile będą trwać? Czy nam się w ogóle uda? Jak się będę czuć, jeśli nam się nie będzie udawać? Przecież nigdy nie chciałam dzieci, więc co mnie tak nagle opętało? Nie czuję instynktu macierzyńskiego, chyba... Choć moje nastawienie do dzieci mocno się zmieniło! Naprawdę, nie poznaję siebie samej. Ale nie przeraża mnie to już.
Po pierwszym miesiącu starań zastanawiam się teraz, czy na pewno chcę dziecko. Może to jeszcze nie jest dobry moment? Tak, jakby kiedykolwiek miał być idealny moment 😅 Jak bardzo zmieni się moje życie? Och, nie mam złudzeń, że będzie jak u mam z insta... Ciepła kawusia, zrobione pazurki, rzeski, umalowane i super się czujące... Tak jakby to było najważniejsze. Choć to pewnie też nie jest źle. Sama nie wiem, może będzie mi dane przekonać się, jak ten czas będzie wyglądać u nas.
Po pierwszym miesiącu starań nachodzą mnie wątpliwości. Czy będę dobrą mamą? Jaką w ogóle mamą będę? Czy moje małżeństwo się nie popsuje? Czy będziemy potrafili na tyle podzielić się rolami w rodzicielstwie, żebym nie była przemęczona, zła, wściekła na siebie, męża i bobo? Czy oboje odnajdziemy się w nowych rolach, nie zapominając o tym, że jesteśmy też dla siebie przyjaciółmi i kochankami?
Tak wiele pytań. A ja nadal tak optymistycznie nastawiona. Tak wiele kobiet ma tutaj problemy, że aż głupio pisać o swoich własnych przemyśleniach, które wręcz wydają się niczym.
Kupiłam dziś testy owulki, żeby sprawdzić, czy w ogóle u mnie są. Niby śluz bywa prawidłowy, ale do tej pory jak nie interesowałam się swoją płodnością. Bo po co...?
W grudniu byłam w ogóle u giną na wizycie, żeby sprawdzić, czy że mną okej. Lekarz stwierdził, że przez pół roku mamy się w ogóle nie zastanawiać, tylko działać. Nie badać się, nie szukać problemów, nie analizować. Wypić dobre winko, zjeść kolację i pójść do łóżka 🥂👌🤣 Plan wcieliliśmy w życie i choć się nie udało, to z drugiej strony myślę sobie, że samo staranje jest takie przyjemne 🥰😇
W ogóle gdzieś natknęłam się na informację, że kobieta w ciągu roku ma tylko jakby 2 jajeczka, które umożliwiają jej zajście w ciążę. Nie wiem, na ile jest w tym prawdy. Zobaczymy.
Jestem dobrej myśli.
7 tydzień ciąży (6+2)
Zrobiłam betę i progesteron czekam na wyniki jak na szpilkach.
Wszystko dzieje się tak szybko, że chyba nie potrafię tego ogarnąć.... Zwlekałam troszkę z tymi badaniami, bałam się ich jak ognia, ale dzisiaj podeszłam do nich z podniesioną głową, że przecież musi być w końcu dobrze 
Mąż zaczął się interesować co za badania na co czekamy co w nich ma wyjść lub nie wyjść, no i jak dzisiaj się kułam to co mam jutro
i moje tłumaczenie 
beta to nasz maluszek w liczbach, poziom bety pokazuje jak duży już jest maluch a powtórzona po 48h daje nam informację czy maluszek dobrze się rozwija bo jest jakiś tam przyrost a progesteron to taki hormon który podtrzymuje ciążę jak jest niski to jest ryzyko poronienia itd a jutro mam USG żeby podglądnąć malucha 
Mąż zrobił wielkie oczy i powiedział "to czekamy na wysokie wyniki" 
Zaczynam powolutku się cieszyć naszym malutkim kropeczkiem, mam tylko nadzieję, że nie za szybko 
Wyniki:
beta: 2286,0 mIU/ml
progesteron: 9,87 ng/ml
Jest dramat.....
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2023, 16:01
Dziś obudziłam się o 3 w nocy i już nie mogłam zasnąć. Położyłam się na kanapę w salonie i płakałam, płakałam.. ze szczęścia, wdzięczności i ze strachu.
Rano z szybko bijącym sercem zrobiłam dwa testy. Oba ciemniejsze niż dzień wcześniej, test owulacyjny pozytywny. Jest dobrze, pomyślałam. Czuję się świetnie, odczuwam tylko bolące piersi i to, że strasznie chce mi się pić. Pojechałam na betę i później ruszyliśmy z mężem w drogę do Polski. W samochodzie zaczęły mnie pobolewać trochę plecy i co chwilę sprawdzałam czy nie plamię..
O 14 dostałam telefon z kliniki z gratulacjami. "Jest Pani w ciąży". Ale te wyniki zbiły mnie z nóg...
Progesteron piękny, powyżej 40.
Ale beta tylko 57...
Dziś okres spóźnia się 2 dzień, wg moich obliczeń jest 14 dpo.
Czy ta beta nie jest za niska?
Pani doktor na usg dojrzała jedynie bardzo grube endometrium i miejsce, w którym może utworzyć się pęcherzyk. Ale nic więcej nie widać przy tak niskiej becie. Myślę że w środę wszystko się wyjaśni.. Strasznie się boję.
Właśnie leżę podpięta do kroplówki z intralipidu i modlę się, żeby wszystko było dobrze.. Choć nie wiem, czy jest sens się łudzić...
Edit 16:20: boli mnie brzuch okresowo 😔
Pani doktor jest dobrej myśli, mówi że takie bóle okresowe są normalne jak Dzidziuś się implantuje. I że dobrze, że szybko zareagowaliśmy, a intralipid to najlepsze co mogłam dostać. Jakby coś się działo to mam pisać. Zrobiła krzyżyk na brzuchu i mnie przytuliła. Kazała mi leżeć, dostałam L4 na 2 tygodnie, w środę wszystko będzie jasne.. Proszę, trzymajcie kciuki..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2023, 16:37
Cześć wam.
Właśnie wróciłam z wizyty u lekarza .
Mam wyhodowany pęcherzyk 16 mm przez CLO .Powiedział że pecherzyki pękają przy 18 mm czyli te 2 mm to jest kilka godzin nim prawdopodobnie pęknie. Bo tego nie wiadomo
Kazał przyjść w poniedziałek po owulacji aby zobaczyć czy sam pęknie . tak więc jestem pełna nadzieji 😁😁😁 muszę jutro przytulanki koniecznie z mężem poczynić hihi 😈😈😈 i nie tylko jutro xd pozdrawiam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2023, 18:12
Cześć!
Nie wiem co o tym myśleć mam czasami bóle miesiączkowe ale dziwne bo bez promieniowania na kręgosłup. A zawsze mi promieniował bol tak samo jeśli chodzi o piersi ..gdy dotknę ich sutków to pobolewają mnie .. nie wiem co o tym myśleć... czy będę miała miesiączkę czy jednak ciąża .. mam neutralne myśli nie nastawiam się... sle cały czas nie daje mi spokoju ten ból co opisywałam w poprzednim wpisie. Tak więc koniec luteiny 1 lutego a testy będę robila 2 lutego rano 🍀🍀🍀🤞🤞🤞
13 dc (37 cs)
Ten cykl jest idealny. Przytulamy się z mężem co dwa dni, staramy się wysypiać, nie byliśmy chorzy, zdrowo się odżywiamy, zaczęliśmy używać żelu ferti lily (był dość drogi - zobaczymy czy wart swojej ceny).
Wczoraj był też Chrzest Święty mojego bratanka. Zostałam drugi raz Matką Chrzestną. Tuliłam wczoraj mojego chrześniaka i marzyłam, że za 9 miesięcy będę tak tulić swoje dzieciątko.
"Co mi tutaj po tym, że będę Ciebie chcieć
A może niebo chciało Cię bliżej mieć..."
16 stycznia 2023, 13:17...
"Niestety, nie mogę znaleźć bicia serca, płód zatrzymał się na 7tygodniu, przykro mi" - słowa lekarza, po których na chwilę zatrzymało się też moje serce, żeby po kolejnej chwili rozpadło się na milion kawałków.
Nie tak miało być, przecież miałeś rosnąć Maluszku, przecież miałeś przynieść nam ogrom szczęścia... Przecież tak bardzo na Ciebie czekaliśmy i pokochaliśmy Cię jeszcze przed Twoim pierwszym biciem serduszka.
A dzisiaj?
Dzisiaj niestety czekamy aż będziesz gotowy żeby pożegnać się z nami. Opuścisz swój bezpieczny dom, swoją bezpieczną przystań, gdzie miałeś rosnąć przez najbliższe parę miesięcy, żeby na koniec urodzić się i poznać swoich rodziców.
Byłeś moim największym skarbem, największą miłością, jeszcze Cię dobrze nie poznałam, a już kochałam Cię bezgranicznie. Dziś razem ze stratą Ciebie, straciłam kawałek siebie i juz nigdy on do mnie nie wróci.
Choć Twoje serduszko przestało bić już parę dni temu, to po ostatnim zobaczeniu Cię dzisiaj na USG każdy następny 16 stycznia będzie mi się tylko kojarzył z wielkim bólem, stratą i tęsknotą.
Byłeś i zawsze będziesz moim pierwszym wymarzonym dzieckiem, moim Maluszkiem.
Dzisiaj niestety muszę Cię pożegnać, bo oprócz bycia moim dzieckiem, wybrałeś bycie moim małym Aniołkiem.
Żegnaj Maluszku, opiekuj się mamą i tatą, gdziekolwiek jesteś prześlij nam dużo siły.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2023, 16:11
8dc
Zaczynamy działać. Mam w sobie spokój - jak to zawsze u mnie bywa w pierwszej połowie cyklu. Nie liczę za bardzo na ten miesiąc, bo przez grudniową gorączkę męża wydaje mi się, że wszystkie plemniki się usmażyły 🙈 Moje TSH też mnie przybiło, bo myślałam, że u mnie wszystko pod kontrolą. Idąc do ginekologa w kwietniu 2022 miałam TSH na poziomie 2,34, więc nie było źle, ale do starań dobrze było je obniżyć. Przepisany Euthyrox25 i jazda. Co dwa miesiące sprawdzałam wynik. Sukcesywnie sobie spadał. W sierpniu 2022 TSH wyniosło 1,41, więc idealnie. W listopadzie kolejna kontrola - 0,68. Tu już lekki stresik - czemu tak nisko? Sms do pani doktor i zalecenia, żeby kontynuować branie leku. Chwilę jeszcze brałam, ale w końcu odstawiłam na własną rękę. Kilka dni temu zrobiłam powtórne badanie, byłam przekonana, że TSH odbije, a tu wielki szok - 0,24. I tak tkwię teraz w martwym punkcie, nie wiedząc co robić. Ginekolog nie odpisała. Nie jestem pod kontrolą endokrynologa, bo nigdy nie było takiej potrzeby. Dostałam namiary na dobrą panią doktor w mojej okolicy. Poczytałam na jej temat - specjalizuje się w leczeniu endokrynologicznych przyczyn niepłodności. Długo nie czekałam, zadzwoniłam się zarejestrować. Spytałam o najwcześniejszy termin i tu kolejny szok: MAJ. Szok, przecież to wizyta prywatna. No trudno, poczekam w nadziei, że do maja nie będę potrzebować tej wizyty.
*
Piszę ten pamiętnik, bo liczę na to, że kiedyś, jak już zostanę mamą, wrócę tu, uśmiechnę się i przepełni mnie wdzięczność, że mogę tulić swoje wyczekane dziecko. A gdy nadejdzie ciężki dzień, gdy będzie brakowało siły, wrócę tu znowu i przypomnę sobie jak bardzo o to walczyłam. Czas starań jest dla mnie trudny i chyba nigdy nie będę go miło wspominać. Ekscytacja już dawno minęła, a zamiast niej pojawiło się zwątpienie. Niemniej, te starania uczą mnie pokory i cierpliwości, której tak bardzo mi brakowało. Zawsze osiągałam to, co sobie zaplanowałam, dlatego tym trudniej znoszę comiesięczną porażkę. Wierzę jednak, że wszystko dzieje się po coś, że każde wydarzenie kształtuje nasz charakter. I widzę, że te starania kształtują też nasze małżeństwo. Może gdyby udało się od razu to nie dostrzegłabym w moim mężu tego, co widzę teraz. Wiedziałam, że jest super facetem (przecież za niego wyszłam 😉), ale podczas tych starań poznaję i doceniam go jeszcze bardziej. Jak coś robi to daje z siebie wszystko. I tak też jest w przypadku starań - daje z siebie 100%. Łyka wszystkie suple, przekonał się do soku pomidorowego, psychicznie już szykuje się na badania, które go czekają. Powiedział mi, że zrobi wszystko, żeby się nam udało. I za każdym razem, gdy pytam go: "Myślisz, że będziemy mieć dzieci?" - odpowiada z taką pewnością w głosie, że ja mu wierzę. Skoro on w to wierzy, to ja też. Kiedyś zostaniemy szczęśliwymi rodzicami ❤️🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2023, 20:40
Prześpię połowę swojej ciąży.....
Czuję się fatalnie....
od kilku dni umieram... Jak nie zjem jest mi niedobrze jak zjem to żygam, przespała bym całe dnie, osłabienie i zadyszki do tego czuję się jak w zaawansowanej ciąży. Każdy ruch to eksplozja w cyckach, a nie daj boże jakiś dotyk to aż się zwijam tak bolą, że aż palą.
Teraz jeszcze złapałam opryszczkę i katar ehhh ale dla groszka wszystko 
Zmieniły się mi maksymalnie smaki, odrzuciło mnie od słodkiego po kwaśnym mam zgagi a po gorzkim mam kaca 
Podobno na początku brzuch nie rośnie a mnie zaczyna wszystko cisnąć i ugniatać, a jak mnie ugniata to jest mi niedobrze i tak w kółko
W sumie to lepiej ciążę przespać niż przewisieć nad kiblem, co chyba zbliża się wielkimi krokami bo z rana jak się przebudzę to muszę pędem biec do lodówki coś na szybko zjeść inaczej wymiotuję....
Mąż się śmieje i twierdzi, że boi się co będzie później a ja mnożę na to że to tylko początki są trudne 
Zaczynają się zachcianki i już wiem skąd one się biorą! tak! to nie są zachcianki to jest szukanie co w tym momencie zaspokoi chęć na coś dobrego, bo jeżeli kiedyś była to kostka czekolady teraz może się okazać że jest to marynowana pieczarka. Mężu tkwi w tym ze mną
kupujemy soczek wypija pół butelki i twierdzi że jesteśmy w ciąży więc musimy się nawadniać
szkoda że nie działa to w każdym aspekcie a tylko w tym zachciankowym 
Powiedzieliśmy o ciąży mojej mamie. Ucieszyła się, troszkę tak jakby z opóźnieniem złapała co się kroi ale w końcu złapała
jak jej powiedzieliśmy to podkreśliliśmy żeby zatrzymała na razie tą informację dla siebie bo jest to malutka ciąża i w dodatku zagrożona i oczywiście się wygadała bratu
on znowu nie bardzo się ucieszył że będzie wujkiem
znowu jego kieszonkowe pójdzie na zaspokojenie wnusia lub wnusi 
Nie mogę się już doczekać wizyty we wtorek.... Mam wrażenie, że czas ucieka mi przez palce... Dopiero co widziałam tą małą kropeczkę a już minął tydzień i zaraz kolejny.... Rany jeszcze tyle do zrobienia a czas leci....
Chcę zabrać męża na jedno USG niech zobaczy co zmajstrował i niech go to troszkę kopnie do działania bo na dzień dzisiejszy chyba jeszcze nie do końca dowierza że to się stało, że już niedługo będziemy tulić swoje małe szczęście.
41 dc
Wczoraj przyszły wyniki na przeciwciala przeciw plemników No i ujemne zdziwiona bylam bo myslalam ze skoro na koncie 0 ciaz to znalazłam powod ale jednak nie... masakra mam dość...
Wczoraj dostałam jakiegoś delikatnego plamienia i myslalam ze się rozkreci ale wieczorem cisza już... jak do 8 sie nic nie zadzieje to ide na badania bo serio juz nwm o co chodzi 😔 ten mój organizm ewidentnie w konia mnie robi...
17 dc, owulacji nie było
Cieszę się, że trafiłam do obecnej ginekolog. Nie żałuję tych 200 zł za wizytę. W końcu czuję, że ktoś chce sprawdzić, dlaczego nie możemy doczekać się Maleństwa. No, ale po kolei...
Wczoraj byłam na monicie. Miałam nie iść, bo przecież ❤️ i tak nie było, ale stwierdziłam, że chociaż skonsultuję wyniki swoje i Męża. Zakładałam, że usłyszę, że jestem już po owu i cykl stracony przez tę cholerną kłótnię, a tutaj... Owulacji jeszcze nie było!😯 W opisie USG: "Trzon macicy w przodozgięciu AP 36 mm, jednorodny echogenicznie. Endometrium jednorodne echogenicznie grubości 9 mm. Obydwa jajniki prawidłowych rozmiarów i echogeniczności. W rzucie jajnika lewego pęcherzyk wzrastający 14 mm. Zatoka Douglasa wolna." Owulacja, wg przewidywań Pani Dr. powinna być w okolicach 31.01/1.02 lub może się zdarzyć cykl bezowulacyjny - obserwować. Pęcherzyk jest, więc jest szansa, że jeszcze urośnie i pęknie. Generalnie rozmawiałam z Panią Dr. o tym, jak wygląda mój cykl obecny i prawdopodobnie mogło być tak, że organizm zbierał się do owulacji, ale przyszła burzliwa kłótnia z Mężem, organizm dostał strzał z prolaktyny i owulacja w związku z tym się przesunęła. Oczywiście, pęcherzyk może też już nie pęknąć, skoro nie pękł standardowo, ale tego póki co nie zakładamy - jest wzrastający, więc niech rośnie i pęka.
Dostałam skierowanie na HSG do szpitala. Rozpoznanie: "niepłodność pierwotna". Jakbym dostała w twarz. Serio, póki nie wybrzmiało to nigdzie, to jakoś po prostu się nie udawało, a teraz jest to już nazwane... No nic... Trzeba walczyć. Zrobiłam od razu wczoraj posiew, mam dorobić jeszcze AMH i umawiać się do szpitala po 🐒.
Skonsultowałam też wyniki nasienia Męża. Dostał skierowanie na badania: morfologię krwi, FSH, LH, estradiol, prolaktyna, TSH, testosteron. Na poprawę nasienia (w związku z dużą liczbą leukocytów) - antybiotyk - Doxocyklinę. Z wynikami pojawić się po moim HSG.
Coś tam więc jest zaplanowane. Muszę to sobie jeszcze poukładać w głowie. Póki co spisałam to trochę chaotycznie. Muszę to przemyśleć i poukładać "po swojemu".
***
Między mną a Mężem nadal cisza. Chociaż jakby mniejsza, mniej wybrzmiewająca. Idzie ku dobremu. No bo jakże inaczej? Ale kiedy będzie dobrze, to jeszcze nie wiem. Uda się przed owulacją?
Updated: plamienie
18dc
Dziś 3dpo, ale to tylko moje domysły, bo nie mierzę temperatury, nie robię owulaków i nie sprawdzam śluzu. Moim wyznacznikiem jest ból owulacyjny oraz zauważalna zmiana w śluzie podczas ❤️. Ten miesiąc był bardzo intensywny pod kątem starań, więc mam w sobie dużo nadziei na szczęśliwy finał tego cyklu. Z drugiej strony minął dopiero miesiąc od choroby męża, co trochę studzi moją nadzieję. Ale może akurat, zobaczymy🤞
*
Mała aktualizacja na temat mojej tarczycy. Zdecydowałam się na teleporadę z panią endokrynolog, którą znalazłam na Znanym Lekarzu. Miała dobre opinie, więc zaryzykowałam, choć płacenie 250 zł za wizytę, na której lekarz nie wykona nawet USG brzmiało absurdalnie. Pani doktor przejrzała moje wyniki i uspokoiła mnie, twierdząc, że reszta wyników jest w normie i nie powinnam się negatywnie nakręcać. Zaleciła powtórzenie TSH po 8 tygodniach, a w międzyczasie mam zacząć suplementować jod, którego nie zawierają moje witaminy prenatalne. Nie żałuję tych wydanych pieniędzy, bo pani doktor odpowiedziała na wszystkie moje pytania, rozwiała wątpliwości, a przy tym podniosła mnie na duchu. Wybrałam się też na USG tarczycy. Lekarz, u którego byłam nie jest endokrynologiem, lecz chirurgiem, ale specjalizuje się w wykonywaniu USG. Dzięki temu czas oczekiwania na wizytę nie był tak długi, jak w przypadku endokrynologa. Pierwszy i ostatni raz na USG tarczycy byłam 3,5 roku temu. Wtedy moja tarczyca nie wyglądała ciekawie - mała torbiel, niejednorodny obraz tarczycy sugerujący Hashimoto i wielkość tarczycy w górnej granicy normy. Lekarz zlecił wówczas wykonanie pakietu tarczycowego i jeśli wyniki z krwi byłyby nieprawidłowe - wizyta u endokrynologa, a jeśli wszystko byłoby okej - kontrola za rok. Wyniki z krwi były dobre, więc nie poszłam do endokrynologa. Czas upływał, a ja odwlekałam w czasie ponowne USG. Ostatni wynik TSH zmotywował mnie do umówienia wizyty. Stresowałam się okropnie, wiedząc, że na ostatnim USG obraz tarczycy był niezbyt zadowalający, a do tego doszło to moje niskie TSH. A tu.. miłe zaskoczenie. Doktor spojrzał na opis USG, który ze sobą wzięłam i stwierdził, że wszystkie zmiany się wycofały. Tarczyca o prawidłowych wymiarach, torbiel zniknęła, obraz tarczycy jednorodny ❤️ Lekarz nie znalazł nic nieprawidłowego i życzył powodzenia w staraniach. Jestem więc wstępnie przebadana i zdecydowanie spokojniejsza. Wizytę u endokrynologa w mojej okolicy mam umówioną na maj (najszybszy termin) i póki co jej nie odwołuję. W lutym mam umówioną wizytę u ginekologa. Muszę zrobić w końcu USG piersi, bo ostatnie badanie miałam 1,5 roku temu. Niekończące się wydatki. Jakiś czas temu moja ciężarna znajoma narzekała, że te wizyty u ginekologa są strasznie kosztowne. Ja zapłaciłabym każde pieniądze za wizyty, na których mogłabym obserwować moje rozwijające się dziecko. Ale cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mam nadzieję, że niedługo dołączę do mojej znajomej, a nasze dzieci będą mogły razem dorastać 🤍
Po wizycie. Widziałam dzidka
wygląda zdrowo, ruszał się!
Dzień 2.
Czekam.
Już wczoraj rano odstawiłam luteinę. I czekam.
O 4:00 obudziły mnie skurcze jak na okres, nie mogłam już później zasnąć. Póki co nie mam jeszcze żadnego krwawienia, nawet plamienia. Ale czekam. Skoro są skurcze to ciało powoli zaczyna rozumieć, że musi działać żeby wyrzucić to, co już się skończyło.
Po odstawieniu luteiny zrozumiałam, że to ona była odpowiedzialna za te ciążowe objawy, nie Maluszek. Dzisiaj po jej odstawieniu nie bolą mnie już piersi, nie czuję mdłości, nie czuję zmęczenia. Został tylko ból i pustka w sercu, tego nie naprawię lekami.
Czekam...
Od wczoraj jestem wrakiem człowieka, nie jem, leżę i patrzę się w ścianę.
Narzeczony rozumie, wspiera, ale jeszcze nie był związany z Maluszkiem tak bardzo jak ja, więc myślę, że jemu jest łatwiej...
L4 póki co na tydzień, w przyszłym tygodniu mam iść do ginekologa, sprawdzić czy wszystko się oczyściło, o ile oczywiście to wszystko zacznie się samoistnie. Jak nie to pewnie na wizycie będziemy wybierać inną opcję...
Chciałabym żeby już się zaczęło. Maluszka już i tak tam nie ma. Nie mogę patrzeć na swój brzuch, nie mogę go dotknąć, bo wiem, że już i tak jest za późno, że już straciłam szansę na to żeby poczuł jak bardzo go kocham.
Płaczę.
I czekam...
9 dc, owu powinna być w ciągu tygodnia
W czwartek Mąż ma badanie nasienia. Jakkolwiek to zabrzmi - trochę się boję. W sumie nawet nie wiem, czego dokładnie. Po prostu. Obiektywnie, wiem, że nie ma czego - jeżeli wyjdzie coś nie tak, jak powinno, to przynajmniej będziemy wiedzieli, na czym stoimy i co robić dalej. Po prostu... Czytałam tu, na OVU, wiele historii, gdzie facet dbał o siebie, trenował, jadł zdrowo, nie pił, nie palił i wyniki nie były wcale fajne. U nas jest z tym wszystkim katastrofa - piwko wjeżdża często za często, są papierosy (choć od roku przynajmniej "tylko" GLO), a ulubione jedzenie ma niewiele wspólnego ze zdrowym. Na szczęście grzecznie łyka Nucleox i kwasy omega, więc chociaż tutaj plus. Mam nadzieję, że jednak nie będzie najgorzej... 🙏Mój Mąż nie umie rozmawiać. Jeśli coś wyjdzie nie tak obawiam się... kryzysu chyba. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było dobrze.🙏
9 dc.
Wczoraj wykonałam test owulacyjny (polecany na forum z Rossmanna), który wyszedł negatywny. W tym drugim okienku wyszla mi kreseczka, ale bardzo jasniutka. Mam tak już od paru dni. W nocy natomiast zaczął mnie "boleć" jajnik lewy, a później nieco prawy. Zastanawiam się, czy to owulka, czy z jakiegoś innego powodu 🤔 Dziś rano śluz płodny, rozciągliwy, przeroczysty i wygląda jak białko jajka kurzego. Rano oczywiście ❤ po zmianie popołudniowej, po prqcy oczywiście poprawimy 🤣
Myślicie, że to był bol zwiastujacy owulacje? Dziś też zrobie test, tylko koło południa i zobaczymy. Pierwszy raz je robię, więc nie wiem jak to powinno wyglądać. Ale nie spinam się, bo przecież to dopiero drugi miesiąc starań.
W grudniu byłam chora i brałam antybiotyk, więc wymyśliłam sobie, że przez to może nam się nie udało w pierwszym cyklu.
Nadal jestem dobrej myśli! Wręcz podekscytowana.
EDIT.
Robiłam test na owulacja. Wyszedł (chyba) pozytywnie, ale to nie jest jeszcze szczyt. Myślę że pewnie dzis wieczorem albo jutro będzie szczyt owu. Będę kontrolować to i męża ❤❤🤣
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2023, 13:04
Nie spałam całą noc. 2 h od 4:00 do 6:00. I to nie z nerwów a z pobudzenia przez tą stymulację. Jestem strasznie jakoś nakrecona. Dzisiaj meliska i melatonina i oby przespać noc 🙏
Rano mnie wcisnęli na konsultacje z anestazjologiem i jestem nią miło zaskoczona - bardzo dokładny wywiad, poświęcony czas, wszystko elegancko wytłumaczone. Nie to co w szpitalu przed laparo (hehe). W sumie to się dziwię, że mnie tam nie uśmiercili w tym całym bajzlu.
No i wisienka na koniec. Hormony. Zgodnie z moimi przewidywaniami estradiol szybuuujeeee w kosmos. Wyniki z wczoraj:
E2: 1778,2
LH: 0,74
Prog: 0,17
Rozmawiałam z lekarzem już. Rekovelle tylko delikatnie zmniejszyli bo ważniejsze aby tam wszystko rosło i dojrzało niż transfer teraz. Ja się poza tym pobudzeniem czuję generalnie ok. Więc no nie wiem. Nie analizuję już dzisiaj bo mi głowa pęka. Siadam do maili, musze popłacić kilka rzeczy, a wieczorem może przejdę się na jogę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2023, 17:06
10 dc
Dobrze, że jutro i w piątek wzięłam wolne. Jakiś taki 💩 dzień mam dzisiaj w pracy. Dwa dni wolne + weekend może pozwoli nabrać dystansu i wszystko sobie w głowie poukładać. Nie chodzi o to, że mam jakiś nawał pracy. Wręcz przeciwnie. Po grudniu i początku stycznia jest wręcz "HI LIFE". W dodatku szef zdjął ze mnie dzisiaj część obowiązków i przerzucił na asystentkę... I chyba to właśnie spowodowało, że czuję się tak jakoś 💩... Nie wiem, co o tym myśleć. Nie, żebym nie lubiła mieć czas na kawkę ☕w pracy, ale jednak...
Jutro rano badanie nasienia Męża. Dobrze, że umówiliśmy się od rana (mamy wizytę na 8:00). Zrobimy to badanie i "będzie z głowy". Stres jest. Z mojej strony na pewno. Z Męża? W sumie nie wiem. Wczoraj tylko mnie zapytał, na którą mamy tam być. Wieczorem spojrzał na piwko i mówi do mnie: "ta perełka się do mnie uśmiecha"... 🤣 To się tak będzie uśmiechała do czwartku co najmniej. I koniec tematu. Ciekawa jestem, co ten mój Chłop ma teraz w głowie, skoro ja się stresuję, ale nie ma szans, że jakkolwiek to z Niego wyciągnę. Zresztą nawet nie zamierzam próbować. Sam musi chcieć. Także czekamy do jutra. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło dobrze.🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2023, 16:07
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.