Jest wcześnie i boje się że za chwilę będę żałować tego wpisu...
Ale musze...
Na dzisiaj jestem w 5tej ciąży.... - błagam o drugie dziecko 🙏
33+0 tc
Ciężko w to uwierzyć, ale pozostało nam jakieś 7 tygodni. Jeśli malutki zechce pojawić się wcześniej, to może już tylko 5 lub nawet 4.
Dziś dostałam pismo z ubezpieczalni, które zaczynało się słowami „Już niedługo Wasze dziecko przyjdzie na świat”. Miałam przez chwilę wrażenie, że piszą o kimś innym, a jednak list zaadresowany był do mnie. Abstrakcja!
Dawno nie czułam takiego spokoju w sercu. Nie boję się tego, co nadejdzie – czuję tylko przeogromną radość i błogość. Tyle czasu czekaliśmy na nasz cud, tyle zakrętów pokonaliśmy – czego mamy się bać? Nasza rodzina nareszcie stanie się pełna, dołączy do niej ktoś, kto mieszkał w naszych sercach od tylu lat. Nie mogę się doczekać porodu, jestem gotowa na wszelki ból z nim związany i świadoma wszystkich wyzwań, które będą stały na naszej drodze. Chcę tego doświadczyć i będę starać się, by być najlepszą mamą dla naszego synka 🤍
Przyznam, że słuchając o kompletowaniu wyprawki w 12 tygodniu ciąży czułam się lekko nieswojo. Ba, ja nawet w 30 tygodniu wiele nie miałam. Jednak w tym samym dniu, w którym wróciłam z pierwszej lekcji szkoły rodzenia poczułam taki przypływ weny, że zamówiłam wszystko z listy i tym sposobem skompletowałam już prawie pełną wyprawkę 😊 Do dokupienia zostały mi tylko biustonosze do karmienia (nie umiem trafić w rozmiar przez internet), paczuszka pieluch (mam już na oku pieluszki ekologiczne), mleko modyfikowane w razie „W”, torba do wózka i lek przeciwgorączkowy w płynie. Wszystko inne już mamy. Wczoraj poczułam kolejny przypływ sił i poprałam wszystkie ubranka. Nigdy w życiu tak chętnie nie robiłam prania! A co lepsze nie mogę doczekać się prasowania i układania ich w komodzie. Pomyłam też okna i przypatruję się z niesmakiem naszym zasłonom – długo brudne nie pobędą 😛
Nasz synek ma w brzuszku coraz mniej miejsca, stale się przekręca, wypina stópki, kopie mnie pod żebra. Kocham to uczucie. Od kiedy przyjmuję żelazo nie mam już omdleń i czuję się świetnie. Już kilka starszych obcych kobiet mnie zapytało, czy spodziewam się chłopca, bo widać to ponoć po kształcie mojego brzucha i cerze. Wszystkie miały rację, że to chłopczyk, więc może jest jakaś nutka prawdy w tych całych zabobonach.
W poniedziałek (32+4 tc) byłam na wizycie, dzidziuś ważył 1834 g i mierzył ponad 43 cm. Teraz widzę się z lekarzem co 2 tygodnie i za każdym razem odpoczywam przy KTG – to 20 minut słuchania bicia serduszka i leżenia na wygodnej podusi 😇 Do synka nie ma zastrzeżeń, chociaż widzę, że spadł troszkę z 50 centyla.
Kolejna wizyta 7 lipca, 10 lipca natomiast umówiliśmy się na wiążące spotkanie w wybranym przez nas szpitalu. Podpiszemy tam dokumenty, przedstawimy plan porodu itd. 19 lipca ostatnie zajęcia w szkole rodzenia. A na sierpień już brak planów, czekamy tylko na Niego 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2025, 15:23
Jakoś ten cykl zaczął się wyjątkowo spokojnie. Brzuch tylko delikatnie pobolewa i 3dc już nie potrzebuję leków, a poprzednie dwa dni mocno je ograniczyłam. Poza tym, zgodnie z zaleceniem dermatologa, przez pierwszą połowę cyklu zamieniam clindacne na duac i muszę przyznać, że na razie po tych trzech dniach jest lepiej. Może to kwestia uspokojenia się hormonów, ale tak czy inaczej jest to jakieś światełko w tunelu.
Na początku przyszłego tygodnia będą robione wylewki w domu - nie mogę się doczekać! W końcu zamiast styropianu będę mogła wybierać płytki.
Dziś znowu czuję, jakbym balansowała na cienkiej granicy między nadzieją a rozczarowaniem. Mam wrażenie, że moje ciało mówi do mnie jakimś własnym językiem — pełnym niedopowiedzeń, znaków, które trudno zrozumieć. Staram się je odczytać, każdego dnia, z każdej strony, ale w środku jest też zmęczenie. I złość. Że znowu coś jest „nie tak”. Że znowu muszę czekać.
Jest we mnie ogromne pragnienie — takie, które nie słucha rozsądku, kalendarzy, zaleceń. Chciałabym już, natychmiast. Bo czuję, że moje serce jest gotowe, nawet jeśli ciało jeszcze nie. Ale czasem nawet to serce się buntuje. I wtedy łzy cisną się do oczu bez ostrzeżenia.
Nie chcę panikować. Nie chcę dramatyzować. Chcę tylko wierzyć, że może to wszystko — nawet ten chaos, nawet ten brak odpowiedzi — do czegoś mnie prowadzi.
Dziś czuję smutek, trochę frustracji, ale i cień ulgi, że mogę to po prostu napisać. Że nie muszę być silna cały czas. Że wystarczy być. Przeżyć ten dzień. I zobaczyć, co przyniesie jutro.
Nie publikuję już tutaj wyników badań krwi, bo robię je średnio co 3 tygodnie. Od marca "zdążyłam" już przejść przez tragiczne wyniki wątrobowe, zdążyliśmy dowiedzieć się o zerowej morfologii nasienia, zdążyłam stracić nadzieję z 50 razy, a jakieś 49 dać sobie kopa do działania.
I szczerze? Tak po prostu nie chcę być cierpliwa i nie mam najmniejszej ochoty czekać. Dlaczego moje koleżanki mogą przeżyć fajną noc z mężem i być w ciąży, a ja muszę liczyć, dodawać, odejmować, wspomagać, czekać, czasem odkładać?
5w0d - 14 dpt
Progesteron 13. Beta 5396 💕 Rośnij Nasz Żuczku słodki 👶🍀🥰
Aktualizacja:
Mdłości jako tako nie ma, wymiotów również brak. Czwarty dzień pobolewa mnie głowa. Piersi swędzą, ciut pobolewają. Nie ma co marudzić, trzeba żyć ☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2025, 23:06
Jestem po pierwszej alloimunizacji od męża.
We wtorek mam kolejne szczepienie.
Strasznie słabo się czuje od dwóch tygodni. Nie wiem czy to wynik tego szczepienia czy moze jakaś infekcja.
Bardzo boję się,że te starania odbiją się na moim zdrowiu...
Dwa dni po mezoterapii naszły mnie nagle myśli, które zamąciły mi w głowie. Czy na pewno to był dobry moment na zabieg? Przecież dopiero co stwierdzono u mnie przeciwciała przeciw antygenom jajnika. Czy to nie wpłynie na skuteczność zabiegu? I tu wchodzi mój główny lekarz prowadzący (z przymrużeniem oka oczywiście) - Chat GPT. Według niego 18 dni od rozpoczęcia leczenia do zabiegu to za krótki czas, by lek zaczął działać, bo Hydroxychloroquine działa powoli. Eh, no skąd miałam wiedzieć. Skoro immunolog, widząc moje wyniki, pyta mnie czy, nie myślałam o mezoterapii jajników, to nie wpadłam na to, że może lepiej byłoby jeszcze zaczekać. Pani doktor chyba o tym nie wspominała, bo raczej bym zapamiętała. Nie chciałam dłużej odwlekać tej decyzji, ponieważ mezoterapia też potrzebuje czasu - pierwsze efekty są widoczne zazwyczaj po 6 tygodniach. Może za bardzo się nakręcam. Nie mogę przecież przekreślać swoich szans na podstawie opinii wyrażonej przez sztuczną inteligencję. Zapytam o to Panią doktor, ale wizytę mam dopiero w lipcu.
Od dziś włączyłam Encorton. Pani doktor wspominała o nim podczas telekonsultacji, ale potem stwierdziła, że Hydroxychloroquine powinno wystarczyć. Zostawiła mi jednak otwartą furtkę i postanowiłam z niej skorzystać, by jak najbardziej ogarnąć mój układ immunologiczny przed kolejną stymulacją. Boję się, że to leczenie nie pomoże i znowu będę musiała przechodzić przez piekło. Jak pięknie byłoby zajść w ciążę naturalnie. To sfera marzeń nie do spełnienia, ale o ile prościej byłoby dowiedzieć się o ciąży, bo spóźniałby się okres. Nie musieć pakować w siebie hormonów, podchodzić do punkcji i czekać z przerażeniem czy telefon nie zadzwoni znowu przedwcześnie. Gdyby tylko ktoś mi obiecał, że to wszystko ma sens..
Jestem ostatnio zagubiona i przygnębiona. Myślę, że duży wpływ na moje samopoczucie miały niedawne święta - Dzień Matki i Dzień Dziecka. Jest we mnie mnóstwo żalu do losu, poczucie niesprawiedliwości, złość i bezsilność. Czasem mam ochotę się poddać, ale nadal nie potrafię sobie wyobrazić życia bez dziecka. Czasem chciałabym po prostu zniknąć – by nie musieć już udawać, że wszystko gra, gratulować kolejnych ciąż i szukać wymówek, by nie uczestniczyć w kolejnym baby shower. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania "co u Was?". Już od dawna nie odpowiadam na nie szczerze. Jak wytłumaczyć w kilku zdaniach, co się dzieje w naszym życiu od trzech lat? Czuję też dziwną niechęć do rozmów z osobami, które są świeżo po ślubie. Boję się tego, co mogę od nich usłyszeć. Wiem, że pojawienie się dziecka to naturalna kolej rzeczy i to nie jest niczyja wina, że to akurat nas dotknęła niepłodność. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że wystaczy uprawiać seks, by zajść w ciążę. Szczęściarze. Jak dobrze byłoby nie wiedzieć tego wszystkiego, co już wiemy i żyć beztrosko, jak kiedyś.
33+1
Szybki update z życia przed wizytą za 2 dni we wtorek.
Co do Lei to wiadomo nie mam jeszcze żadnych wieści. Jedyne co mogę napisać to to że udało mi się po trudach zdobyć że szpitala gdzie rodziłam i prowadziłam ciążę z Mayą, raporty z jej pranatalnych i porównując pomiary z 3 prenatalnego USG z Leą w 31+4 a tego samego badania z Maya w 34+ to pomiary Lei wypadają duuuzo gorzej (mowa o obwodzie brzuszka [AC].
W skrócie dla siebie na "pamiątkę"
- pierwsze wątpliwości co do obwodu Mai brzuszka pojawiły się w 34+ tc, ale przepływy wtedy były jeszcze dobre.
- kolejna kontrolę miałam w 36+ - AC nadal spadało i kolejna kontrola zalecona w 38+0.
- zatrzymany przyrost, słabe przepływy i indukcja w 38+1
(tak w skrócie o Mai)
Z Leą obecnie:
- drugie prenatalne 2 mies temu AC na 78 centylu, wizyta miesiąc temu w 28+ AC na 30 centylu i na koniec trzecie prenatalne w 31+4 AC na 2,7 centylu... Idąc tym tempem spodziewam się że na wizycie za dwa dni Lei obwód brzuszka będzie poniżej siatki centylowej.
Oczywiście w międzyczasie zrobiłam "doktorat" z tego co spadający pomiar AC (obwód brzuszka) oznacza, przeczytałam dość obszerny artykuł naukowy na ten temat i w skrócie to właśnie najczęściej po spadającym AC rozpoznaje się problemy z przyrostem które ostatecznie mogą kończyć się zatrzymaniem przyrostu maleństwa, mimo prawidłowych pozostałych pomiarów
Dobra to tyle jeśli chodzi o moje wymądrzanie się - zobaczymy co powie lekarka za 2 dni.
Teraz szybki update co do MOJEGO samopoczucia fizycznego (psychicznie wszysyko jest dobrze
)
W zeszłym tyg byłam na 3 dniowej podróży służbowej w Rzymie. Było świetnie! Czułam się bardzo dobrze, czyli tak jak ogólnie ostatnio się czuje. Przed lotem poszłam sobie jeszcze rano na trening na basenie, po przylocie poszłam na spacer i kolację ze znajomymi (na liczniku na koniec dnia 12 tys kroków). Podobnie wyglądał pod względem spacerów drugi dzień a trzeci to był już powrót do Abu. Ogólnie czułam się super.
Po powrocie nast dnia poszłam standardowo zrobić trening na basenie. Wszysyko poszło sprawnie jak zawsze, aż tu nagle podczas suszenia włosów coś mnie zabolało i long story short z sekundy na sekundę dopadł mnie taki ból spojenia że bez wyolbrzymiania ABSOLUTNIE nie mogłam chodzić. Poskładało mnie totalnie! Bałam się bardzo że jakimś cudem doszło do rozejścia spojenia, ale na szczęście to chyba nie to.
Od 3 dni prowadzę dość oszczędny (tyle na ile się da z 3 latką w domu) tryb życia. Staram się więcej odpoczywać, choć weekendy temu nie służą... Ból zmalał ale nie zniknął. Mogę chodzić ale czuję że to jest wszyatko na granicy i jeden zły ruch i może mnie znowu położyć na łopatki.
Wczoraj np było całkiem nieźle ale dzisiaj znowu gorzej...
Ogólnie mam też wrażenie że Lea ułożyła się glowkowo tak że może to co się dzieje to po prostu połączenie mojego przeforsowania się oraz główki Lei która bardzo pcha na moją szyjke i dolne części ciała... Tak to przynajmniej odczuwam.
No nic tak jak już pisałam zobaczymy za 2 dni co powie pani doktor i jakie będę dalsze zalecenia. Po wizycie u dr mam też od razu wizytę u mojej fizjo.
Najbardziej w tej chwili po ludzku mi smutno że nie mogę pływać na razie bo na prawdę dawało mi to ogromny power do życia i sprawiało mi duuuzą przyjemność... No ale cóż zrobić 🤷♀️
32w6d
Torba spakowana w 90% 🥹 Mrożon zabrał się za to wczoraj. Kochany 😍 Super, że zrobił to sam, będzie wiedział gdzie co jest kiedy ja nie będę w stanie się ruszyć
Jakoś tak pewniej. Odebraliśmy też wózek więc Nasza Księżniczka ma już swoją pierwszą karocę 😅 Zostaje pranie i meblowanie, krok po kroku do przodu 💕
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2025, 09:01
Przyszły mi badania genetyczne. Ignaś był chory 😔miał trisomie 21 czyli zespół downa.
Co czuje? Mieszanka emocji. One wszystkie są razem. Jedno nie wyklucza drugiego.
Śmierć i ból. Te uczucia nie zmalały, poczucie straty, śmierci mojego ukochanego dziecka. Bo tak kocham go tak samo mocno. Ta strata boli tak samo.
Jednak mimo wszystko czuć jakaś ulgę. Ulgę, że ta ciąża skończyła się sama, że nie musiałam przechodzić przez koszmar aborcji.
Bo zawsze byłam zdecydowana, że ją zrobię w razie gdybym musiała, a jednak teraz gdy o tym myślę to... to cieszę się, że nie musiałam podejmować tej decyzji.
No i spadł mi z ramion największy ciężar czyli pytanie DLACZEGO. Wiem dlaczego, jest to dla mnie zrozumiałe i logiczne. Wiem, że gdy modliłam się, że pragnę urodzić zdrowe dziecko to Bóg mnie wysłuchał, a nie opuścił. Wiem, że to nie dlatego, że jechałam autobusem i mnie wytrzeslo i nie dlatego, że wieczór przed zatrzymaniem akcji serca wkurwił mnie mąż i zaczęłam go obwiniac. Czuję też ulgę, że to nie mój organizm zawiódł. Będę rozmawiać o tym z lekarzem czy te krwawienia oprócz krwiaków mogły być też efektem odrzucania macicy chorego dziecka. Nie będę robić żadnych komicznych badań, szukać cudów i specjalistów.
W USG moja macica jest już krzywa, widać gołym okiem adenomioze. Wcześniej jej nie było. Są zwapnienie po wszystkich zabiegach i cięciach, skrobaniach. Nie chcę chyba już tam grzebać. Mam nadzieję, że nie będę musiała.
Co czuje jeszcze? Strach. Że reszta zarodków jest chora, że wiek już nie ten, i że ryzyko było zawsze ale teraz ogromne. Że może mnie to spotkać ponownie, a może być gorzej.
Teraz w badaniach genetycznych metoda MLPA wykryto błędy w 21 chromosomie ale niediagnostyczna. Musiano wykonać badanie inne metodą żeby potwierdzić i tam już wyszło jednoznacznie.
Ale pytanie czy testy NiPT wykryłyby wtedy wadę jeśli zmiana w chromosomie była niewielka?
Zakładając, że znowu będę mieć krwiaki i będę krwawić czy amniopunkcja nie zabije mi dziecka które może być zdrowe?
Boje się... Pragnę być w ciąży i jednocześnie boje się okropnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2025, 08:09
Drugi podgląd 12dc.
Na prawym jajniku pęcherzyki 16mm, 13mm, 13mm.
Na lewym 12mm, 10mm, 9mm.
W kolejny wtorek trzeci podgląd. Jak wszystko pójdzie okej to punkcja czwartek, piątek.
Leki dalej ciągniemy tak jak ostatnio.
Szczerze się spodziewałam, że początek tygodnia. No nic. Trzeba dalej czekać i liczyć, że wszystko pójdzie dobrze.
Trzymajcie kciuki ✊🏼
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2025, 19:30
Lea 24+2 / Maya 3l 22 dni 😉
Od wczoraj jesteśmy w Polsce na 2,5 tyg urlopie, przez jetlag i przeziębienie Mai która kaszle mi w twarz nie mogę spać pod 4 tak że postanowiłam coś napisać 
Mam do nadrobienia ostatnia wizytę 2/04 w 23+4
Lea pięknie rośnie i jak na razie w przeciwieństwie do swojej siostry nie daje w tym temacie żadnego powodu do zmartwień 🙏 oby tak zostało!
Obecnie 585g i serduszko 159 bpm 🩷
Jedyne co na razie pozostaje do obserwacji do położenie łożyska. Nadal jest nisko na granicy bycia przodujacym ale przodujace niby nie jest i powinno pójść jeszcze do góry - oby! 🙏 na prawdę bardzo bardzo bardzo nie chce CC!
Na ostatniej wizycie miałam też badanie krzywej i wyniki mnie lekko zaskoczyły bo wszystkie wyniki wyszły dość niskie 83-89-95. Noszę sensor więc sama już zauważyłam że w ciąży mam dużo niższe cukry niż przed ciążą ale i tak mnie to fascynuje (nie martwi)
Następna wizyta 30/04 i tego dnia ustaliłyśmy z lekarka że przyjmę też szczepionkę na RSV a po 2 tyg na krztusiec (albo na odwrót nie pamiętam
)
U Mai wszyatko dobrze
na sam wyjazd do Polski (dosłownie na lotnisku) zaczęło ja brać przeziębienie i leje jej się z noska jak z kranu 🥴 poza tym nastrój dobry tak że oby na katarze się skończyło 🤞
Ok, spróbuję się jeszcze zdrzemnąć. Może jakimś cudem jeszcze usnę choć wątpię bo Maya leży na mojej poduszce a ja tak blisko spać nie mogę
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2025, 04:54
Od rana czekałam na ten telefon jak na zbawienie....przez 5 dni powtarzałam sobie ze dopóki nie dzwonią znaczy moje zarodki się rozwijają... ostatnio zadzwonili w 6 dobie, bo tak zamrozili mój jedyny zarodek... wkręciłam sobie, że jak nie zadzwonią to jest źle...
Zadzwonili koło 15... pierwsza myśl, przerażenie ze jest źle skoro dzwonią... pytanie o pesel i cały ten wstęp trwał wieki... czułam jak mi serce wali... aż uslyszalam to, na co czekałam w zasadzie od poprzedniej procedury... pani powiedziała że "na dzisiaj stadium blastocysty osiągnęło 6 zarodkow" 🥹.
Czy któryś z nich jest zdrowy? Jeśli tak, czy będzie transfer zakończony ciąża? Jeśli tak, czy tymrazem będzie to ciąża zakończona dzieckiem? Pytań nadal jest milion, ale chyba jestem krok bliżej celu...
Dziękuję 🥹 i błagam niech to się w końcu poukłada... 🙏
W niedzielę miał był telefon z ostateczna informacja o zakończeniu hodowli - finał jest taki, że w 6 dobie zamrozili jeszcze 2... łącznie mamy ich więc 8... został mniej więcej tydzień do wyników PGTa... potem z tydzień do cyklu, w którym jak nie się jeszcze nie wywali będzie transfer...
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2025, 22:25
Pierwszy cykl na sterydach nieudany.
Czy podejmę nowa próbę teraz? Chyba nie.
Od dłuższego czasu funkcjonuję jak żywy trup. Nie mam siły, wszystko mnie boli, nie śpię, mam napady przerażającego zimna... A włosy, które miałam długie, ścięłam na krótko, bo nie wyrabiałam z ilością włosia w domu, na dziecku...
Wstępna diagnoza silna anemia ( podchodząca już lekko pod wizyta szpitalna) . W przyszłym tygodniu kolejne badania.
Nie wiem czy czuję się dobrze, że na razie odpuszczamy, ale też nie wiem czy to odpowiedzialne w moim obecnie starać się o ciążę...
Czasami wracam do dawnych lat i obecnie nie jestem w stanie pojąć jaka byłam zacięta, jaka byłam waleczna , ile byłam w stanie znieść... Teraz obecnie wizja takiego ,, szaleństwa " mnie emocjonalnie przygniata. Na samym myśl, o aplikowaniu np.dupka, robi mi się słabo. Czemu tak? Nie wiem.
Na razie próbuję sobie wmówić, że przez te dwa-trzy miesiące zadbam o siebie i wrócę do starań z podwójną mocą. Oby.
Wracam po długiej nieobecności !!!
Na pokładzie 🧑 Maks - 10 lat i 👶 Liwia niespełna 5 latek 💝
Czas tak strasznie szybko leci 😅 Maks niedawno miał Komunię św., bardzo wzruszający czas ♥️ od września idzie do 4 klasy a w wakacje jedzie na swój pierwszy obóz letni. Jest bardzo bystrym, ślicznym i wrażliwym chłopcem. Bardzo dobrze się uczy, ma kolegów i ulubione aktywności. Jest bardzo podobny do mnie i mojego taty ♥️
Liwcia to żywe srebro, wszędzie jej pełno. Jest bardzo uparta i potrafi stawiać na swoim 🤣 Chodzi do przedszkola od 2,5 roku, bardzo je lubi, ma swoich kolegów. Uwielbia rysować, tańczyć, wcinać słodycze i malować się kosmetykami. Kocha Psi Patrol 😅 jest moim skarbem i pociechą .
A ja ? Od 10 lat mama, czuje sie spełniona. Kocham naszą rodzinę, uwielbiam celebrować rodzinny czas, wspólne wycieczki, robić im foty i kolekcjonować wspomnienia ♥️ Pracuję zawodowo i lubię swoja pracę. Ale jestem wrodzonym adhd kocham jak coś sie dzieje 😅 Z mężem niedawno mieliśmy 12 rocznicę ślubu a razem stuknęło nam 18 lat.
Pozdrawiam 😄
Znowu mam tylko jeden zarodek. Nie wiem jaki, protokołu dalej nie ma. "Problemy techniczne" heh...
Ale za to mam brak siły do tego. Zaraz zacznę trzecią procedurę, a perspektyw na sukces niemal żadnych.
Nie czuję się wartościowa. Nie czuję się kobietą. Nie wierzę że tym razem wynik procedury będzie inny.
Darujcie sobie słowa pocieszenia, że ktoś z jednym zarodkiem uzyskał ciążę. Ja już raz nie uzyskałam. Dlaczego za drugim razem ma być inaczej?
Jestem chodzącą kupką negatywnych scenariuszy że wszystkich możliwych.
Kiedyś myślałam naiwnie że wrócę po rodzeństwo zanim program się skończy. To będzie cud jak uda się począć chociaż jedno przez te wszystkie procedury.
Nie będziemy podchodzić do IVF komercyjnie. Po tym czasie zamiast ładować wszystkie oszczędności i kasę w dziecko, zaczniemy po prostu żyć za zamkniętymi drzwiami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2025, 00:52
31 dc
Endokrynolog wykluczyła niedoczynność tarczycy. Jak dla niej wyniki są prawidłowe.
Potwierdziła również, że mikrogruczolak nie powoduje poronień. Ogólnie jakoś ta wizyta była taka na odczepne. Chyba skonsultuje się z innym endokrynologiem.
Zbliża się owulacja. Od 3 dni pojawia się śluz płodny.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2025, 23:23
Mamy już 8 tydzień skończony. Staram się nie myśleć o tym że może stało się coś złego z fasolką ale w związku z tym że oprócz dzidziusia mamy też wielką torbiel (ostatnio miała 7,5cm) to jednak trochę się martwię. Kolejna wizyta 28.10. Już się nie mogę doczekać kiedy cię zobaczę mój mały Promyczku nadzieji.
Mam problem z moją siostrą. Ona też się starała i poroniła, gdyż dziecku w 8 tygodniu przestało bić serduszko. I jak mówię że mam wizytę za 3/4 tygodnie to pyta czy sie nie martwię, i że ona by robiła więcej testów i częściej chodziła do lekarza. Trochę mnie to stresuje. Ja staram się podchodzić do tego z myślą co będzie to będzie. I tak nie mam na to wpływu jeśli coś się stanie. Moja lekarka powiedziała na ostatniej wizycie, że nie mam czym się denerwować i widzimy się za 4 tygodnie. Dostałam progesteron na wszelki wypadek i żeby zabezpieczyć dzidziusia w związku z tą torbielą. Gdyby bolał mnie brzuch albo coś się działo to mam do niej napisać i ewentualnie jechać do szpitala.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2025, 00:46
W sobotę po raz pierwszy rozpłakałam się po bieli na teście. Nie od razu - pierwsza reakcja była chłodna i racjonalna, smutek przyszedł za chwilę, razem z głębokim poczuciem niesprawiedliwości. W bliskim otoczeniu niedawno dwie pary ogłosiły wczesną ciążę, moja przyjaciółka niedługo będzie rodzić, a my stoimy w miejscu. A najbardziej przeraża mnie wizja pogłębionej diagnostyki, na którą wcale nie mam siły. Czuję, że te starania ograbiają mnie ze spontaniczności, z życia. HSG w poprzednim cyklu narobiło mi nadziei, może dlatego ta biel była trudniejsza do zaakceptowania...
Dziś jest już lepiej, już drugi dzień spędziłam na budowie. Chciałabym jeszcze podjechać i uporządkować ogród, bo ostatni wiatr pozrywał włókninę zabezpieczającą moje cudne sadzonki głogowników.
Witam też nowy cykl, here we go again.
Uprzejmie melduję i donoszę że w moim brzuchu oficjalnie zadomowił się i rośnie mały Jakub. 💙✨
Na pamiątkę tych ważnych badań otrzymałam zdjęcie... Fifora.
Nie profilu, nie główki. Fifora.🙈
I małych zatorków (5mm) w nerkach (norma poniżej 10mm).
EDIT: ale chociaż z wizyty dzień później otrzymałam cudowne zdjęcie "brzydala" (zawsze mówiłam, że te USG 3D to brzydkie są, aż nie otrzymałam swojego 🤣)

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2025, 17:03
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.