Na pamiątkę dodatnie testy owulacyjne z pierwszego cyklu śledzenia owulacji 🌝
https://ibb.co/wrYzF2Dz
Hej,
Nie ogarniam czemu nie mogę dodać wpisu w poprzedniej historii. Myślałam, że mogę kontynuować jedną historię.
Tak czy siak i tak piszę to bardziej dla siebie, żeby wyrzucić emocje.
Dzisiaj powinnam dostać miesiączkę, no ale brałam ten Duphaston, więc wczoraj zrobiłam test ciążowy, żeby odstawić, a tam niespodzianka! Piękne, dwie kreski ❤️❤️❤️ wczoraj byłam cała roztrzęsiona, zrobiłam chyba razem z 5 testów i każdy z drugą kreską, nie mogłam się napatrzeć ❤️ dzisiaj pojechałam na betę i progesteron. Wyniki piękne. Beta ok 320, a progesteron ok 23. Ogólnie czuję się dobrze, trochę pobolewają piersi. Jedyne co niepokoją mnie bóle podbrzusza, ale na razie i tak nic na razie nie sprawdzę. Kontynuuję Duphaston i od wczoraj biorę Clexane ze względu na trombofilie. W piątek pojadę na drugą betę, ale progesteronu już chyba nie będę robić. Wizytę u lekarza mam wstępnie na 11.04. bo nic wcześniej nie ma wolnego. Na razie nie dowierzam i staram się po prostu funkcjonować, ale przez te emocje jestem zakręcona jak świński ogon 🙈 będę tutaj pisać na bieżąco co i jak, żeby mieć jakieś ujście. Nie chcę też nikomu po naszych przejściach mówić o ciąży. Wie oczywiście mąż i jedynie dziewczyny, które poznałam na grupie na FB, kiedy potrzebowałam pomocy przed i po terminacji. Rodzinie i znajomym nie mówię, nie chcę ryzykować...
Wczorajsze wyniki badań, czyli z 9 dc, wyglądają tak:
LH 18,36
estradiol 699,59
progesteron 1,82.
To jeszcze nie jest LH, pęcherzyki nie pękły (a są bardzo ładne), a sam progesteron już wysoko. Czekam na dzisiejszy podgląd i wyniki badań. Lekarz jeszcze nie podjął decyzji. Nie wiem, skąd może wynikać taka rozbieżność między obrazem usg a wynikami z krwi.
Podgląd z wczoraj, czyli 10 dc uwidocznił dwa pęcherzyki o wielkości ok. 15,5 i 17,2 mm. Bez wiotkich ścianek. Endometrium 7,3 mm (czyli się odchudziło z 9,5 mm? czy błąd w pomiarze?).
Hormony:
Progesteron 1,29 (spadł? Na tym etapie cyklu?)
Lh 19,45 (lekki wzrost)
Estradiol 215,96 (spadek).
Wg lekarza z kliniki to właśnie była owulacja.
8 cs
23 dc
Jestem po wizycie, mamy wyniki histerioskopii. Wszystko ok.
Zielone światło na następny cykl.
11 dc, na usg:
2x ciałko żółte,
Endometrium o grubości 7,6 mm.
Poniedziałkowy pomiar wskazujący na 9,5 mm endometrium był błędny.
Hormony:
Estradiol 49
LH 7
Progesteron 2,14.
A transfer? Transfer odwołany przez lekarza z kliniki. Bo wypadałby w niedzielę, a ona nie ściągnie zespołu na niedzielę długoweekendową. Czy nie mogła powiedzieć tego wczoraj? Zaoszczędziłabym hajs i czas. Jest mi tragicznie źle. Dlaczego powrót po rodzeństwo to droga przez mękę?!
38+5
Milion razy zbierałam się, żeby cokolwiek tu napisać, ale jak było dobrze, to po prostu tu nie zaglądałam, jak było źle, to nie miałam siły...
Nadal nie wierzę, że jestem w tej ciąży tyle dłużej niż wtedy z młodym... jest po północy, więc to już 3.06, to dzisiaj, jak wstanę to będzie czas oczekiwania na telefon i na szpitalne łóżko... za kilka dni CC i znowu poczuję w ramionach malucha, takiego całkowicie bezbronnego i zależnego ode mnie i moje największe szczęście...
Boże, błagam, niech to się wszystko uda, żebym za kilka dni mogła napisać, że Nunuś jest z nami, cały i zdrowy...
8 cs
23 dc
Jestem po wizycie, mamy wyniki histerioskopii. Wszystko ok.
Zielone światło na następny cykl.
Dzisiaj byłam na pobraniu drugiej bety, błagam niech ten wynik nie będzie późno, bo oszaleje. Wczoraj bóle podbrzusza i uczucie takiego napięcia w brzuchu. Jakoś wczoraj przetrwałam, ale dzisiaj kupiłam magnez i no-spe. Na razie wzięłam po prostu magnez i staram się odpoczywać. Staram się odsuwać od siebie negatywne myśli... Ale czytałam sobie tu dzisiaj kilka historii ciąży i 3/4, które trafiam nie kończą się wcale happy endem. Tak bardzo chciałabym, żeby w końcu się udało. Chciałabym zedytowac ten post z radością i nowiną, że beta pięknie przyrasta...
Zapomniałam w sumie napisać co dalej z tą drugą betą, ale przez to, że pochłonęły mnie przygotowania do Świąt, to jakoś wyleciało mi to z głowy.
Więc... Beta pięknie urosła, wyniosła 922❤️ niech to się dzieje i trwa. Błagam aby się nie skończyło.
Co jakiś czas towarzyszy mi takie uczucie napięcia w brzuchu, czasami ciągnięcie w pachwinach. Kupiłam awaryjnie magnez z b6 i sobie to łykam. Jak będę po USG, to pewnie powie mi co dalej. Na razie kontynuuje duphaston, clexane no i oczywiście suplementy. Wizyta dopiero za tydzień w sobotę. Jak na złość żadne terminy się nie zwalniają, a z moją historią nie chcę iść do jakiegoś randomowego lekarza. Albo pójdę do lekarki, która zna naszą historię abo do innego, który niby jest super, ale on ma terminy dopiero na maj i nic się nie zwalnia.
Tak więc na razie pozostaje mi nie ześwirować i wierzyć w to, że tym razem będzie inaczej. Będzie po prostu dobrze
Piątkowy podgląd: 14 pęcherzyków na lewym, 17 na prawym. W sumie 31, z czego największe mają na razie około 11 cm. Zobaczymy ile z nich jeszcze urośnie. Na razie plan następujący:
Poniedziałek - wdrażamy Orgalutran
Wtorek - podgląd
Piątek-sobota - punkcja???
Ale to leci 😂
Ten wpis powstawał już pewnie dobre 10 razy.. I za każdym go usuwałam, bo zdążyłam napisać jedynie kilka zdań, a gdy ponownie do niego wracałam, wszystko już było nieaktualne. Bo nowe umiejętności, nowe wyzwania, inne przemyślenia. A szkoda, bo chętnie wróciłabym do tego, co zajmowało moje myśli w 3 czy 4 miesiącu życia naszego synka.
Dziś ma już prawie 7 i pół miesiąca i jest absolutnie całym moim światem. Gdy patrzę na niego nadal nie dowierzam, że się nam to udało. Że mój organizm był w stanie zajść w ciążę, utrzymać przy życiu i urodzić małego człowieka. Myślałam, że stanie się to realne, gdy dzidziuś będzie po drugiej stronie brzucha, ale jednak nie. To ciągle jest dla mnie abstrakcja. Ostatnio przypomniałam sobie, że przecież był wolniej rozwijającą się blastką, której nie dawałam zbyt wielkich szans. Beta na początku też spektakularnie nie przyrastała. A chwilę po ukończeniu 6 miesiąca życia ta blastka w ciągu jednego tygodnia zaczęła siadać, wstawać i raczkować. Teraz synek już chodzi przy meblach i generalnie chce ciągle stać - w wannie czy przy ubieraniu. Zmienianie pieluszki zaczęło być misją niemożliwą. Kończę opakowanie pampersów, które mam, i przerzucam się na pantsy, bo nie jestem go w stanie położyć na plecach na dłużej niż 3 sekundy 😃 Gaworzy, krzyczy, prowadzi z nami konwersacje na swój sposób. Uwielbia towarzystwo, zaczepia wszystkich szerokim uśmiechem. Gdy mąż wraca z pracy, synek zasuwa na czworakach, żeby go przywitać albo wspina się po barierkach łóżka i śmieje się do niego całym sobą. Jest bardzo kontaktowy, energiczny i ciekawy świata. A ja uwielbiam mu go pokazywać 🤍
Gdy miał 5,5 miesiąca zaczęliśmy rozszerzenie diety, bo już dość stabilnie siedział w krzesełku i mocno interesowało go jedzenie. Teraz dostaje codziennie dwa posiłki i je pięknie - w sumie wszystko mu smakuje. Łączę na luzie BLW z karmieniem łyżeczką, w zależności od danego posiłku. Nocki nadal mamy przechlapane. Budzi się często nawet 10 czy 15 razy i musi się poprzytulać i possać pierś (mimo, że w ciągu dnia zasypia normalnie na rękach, w foteliku czy nosidle). Ba, gdy jest bardzo śpiący, potrafi zasnąć sam na łóżku miziany po pleckach. Niestety sen to był jego słaby punkt od samego urodzenia - jestem w stanie na palcach jednej ręki policzyć, ile razy udało mu się przespać ciągiem trzy godziny. Nie wiem czy tu już o tym pisałam, ale doszłam do takiego poziomu wyczerpania, że mieliśmy konsultację u trenerki snu. I nic to wszystko nie dało, bo nie potrafię być konsekwentna. A może jestem zbyt zmęczona na konsekwencję. Ale już chyba wyluzowałam w tym temacie, w końcu wiecznie tak nie będzie. No właśnie..
Czasem dopada mnie nostalgia, że on tak szybko rośnie. Wzruszyłam się, gdy dostawkę dla noworodków zastąpiliśmy dużym łóżeczkiem (w którym z resztą wcale nie śpi, heh), wywieźliśmy przewijak i wszystkie te mini ubranka. Z drugiej strony wiem, że nadal jest malutki i za parę miesięcy z łezką w oku wrócę chociażby do tego wpisu. Cieszę się, że staje się bardziej komunikatywny, że i ja lepiej odnajduję się w byciu mamą. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli wspólnie czytać książeczki lub porozmawiać. Lub kiedy po prostu wtulony we mnie zaśnie i prześpi całą noc, a ja z nim, po czym wstaniemy rano z dobrym humorem i pełni sił. A jednak momentami chciałabym zatrzymać czas. Gdy kładę go spać, przeglądam zdjęcia z dnia porodu i pierwszych dni w domu. Uwielbiam do tego wracać - to taki mój narkotyk, który chyba nigdy mi się nie znudzi. Zapomniałam cały ból i nie potrafię już sobie go przypomnieć. Mój synek to najpiękniejsze, co mnie w życiu spotkało. 🤍

Tak bardzo się cieszę, że coraz więcej dziewczyn z "moich czasów" na forum jest już lub za chwilę zostanie mamami. A za te, które jeszcze czekają na swój cud, trzymam z całych sił kciuki. Wszystkie z nas były kiedyś w tym samym miejscu, co wy, i tak samo nie wierzyły w sukces. A jednak. To się po prostu stanie, i może, tak samo jak ja, nigdy nie zrozumiecie jak. Ale to nie będzie już najważniejsze 🤍✊🏼
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia, 21:25
Wracam po przerwie. Przez ostatnie miesiące walczyliśmy z bakterią w nasieniu męża. Udało się pokonać ją po dwóch cyklach antybiotyku. Niestety po „zabiciu” tej bakterii w nasieniu ukazała się kolejna. Podobno mniej szkodliwa, ale również wymagająca antybiotyku. W międzyczasie mąż wykonał powtórny semingoram. Nie mogliśmy uwierzyć- morfologia pierwszy raz nie pokazała 0%! Udało nam się dojść do 2%. Wiemy, że to wciąż mało, ale to i tak sukces. No i ten „mały sukces” najprawdopodobniej doprowadził do czegoś czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. W momencie kiedy raczej nie mieliśmy żadnych nadziei zobaczyłam na teście 2 kreski. Nigdy nie czułam takiego przerażenia. Zawsze wyobrażałam sobie ten moment jako najszczęśliwszy w życiu. Nic z tych rzeczy. Od dnia testu czuję lęk i ścisk w żołądku. Gdzieś w głębi duszy się cieszę i wizualizuje sobie naszą przyszłość w radosnych barwach, ale w głowie mam za dużo złych scenariuszy. Jestem po pierwszym usg, na którym zobaczyłam migające serduszko maleństwa. Od tej pory boję się o niego jeszcze bardziej. Dzisiaj 6t4d. Jeszcze tyle może się wydarzyć. Trzymajcie kciuki 😭🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia, 22:04
37+3
Za nami początek czerwca i Dzień Dziecka 🥹 Twój dzień w przyszłym roku, Łukaszku.
Czy to możliwe, że już za kilka dni być może się poznamy? Zobaczymy? Nie dowierzam…
Sporo się dzieje, sporo emocji, wczoraj miałam chyba ostatni oficjalny grill przed Twoim przyjściem na świat. I być może… nie jestem pewna, ale być może odpadł mi czop śluzowy? Bartek tak się tym zestresował, że aż zwymiotował 😥
Mam nadzieję, że te najbliższe dni do poniedziałku będą już spokojniejsze, choć dalej jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia. Moje samopoczucie z dnia na dzień powiedziałabym, że jest coraz słabsze, coraz mniej siły, coraz większy ciężar, dyskomfort…
Zaczęłam też na końcówce łapać kilogramy. W 36w0 ważyłam jeszcze 78 kg, w 37w0 chyba 80, a dziś na wadze pokazuje przed posiłkiem już 81,5 kg 🤯 Co prawda, pewnie też winny jest wczorajszy grill, ale jednak… w stosunkowo krótkim czasie przybrałam sporo. Nie jestem w stanie ocenić, czy puchnę, czy po prostu tyję z powodu obżarstwa. Na pewno od kilku dni dokuczają mi stopy i w ogóle z nogami współpraca idzie ciężko.
Jak większość czasu ciąża była dla mnie w miarę łaskawa, tak końcówka może nie jest dramatyczna, ale do łatwych nie należy. Mimo wszystko staram się ciągle być na chodzie. Może już bez ćwiczeń, ale ruszać się - jakkolwiek. Ale mam też jakieś inne dziwne objawy- mega swędzi mnie skóra, zaczęły mi się pojawiać najpierw coś a la potówki, a teraz mam sporo takich małych czerwonych krostek… Nie wiem, czy to moje ciało reaguje na temperaturę, czy jak?
Najważniejsze, żeby z Tobą, Łukaszku, było wszystko ok ❤️ Mamusia i Tatuś czekają na Ciebie. 🥹
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca, 08:44
38+6
Podobnie jak poprzednio, wczoraj nie doczekałam się łóżka na oddziale... ale dzisiejsza noc już na oddziale...
W ostatnim usg 3850 🥹 i jutro rano cc 🥹 nie wierzę, że jutro Nunuś będzie juz że mną 🥹🥹
Boże, błagam niech to się uda 🙏🙏🙏🥹
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca, 21:52
Odebrałam wyniki badań.
Morfologia rozjechana - zastanawiam się, czy to po okresie czy jak? Glukoza 84, insulina 2,86. Nie robiłam krzywej. Białko C reaktywne 0,4 przy normie poniżej 1. TSH 1,14. Czekam na mykologię i homocysteinę.
Jeszcze mam pakiet badań z programu "Moje Zdrowie", może powtórzę morfologię, żeby zobaczyć czy jest lepiej po kilku dniach od okresu?
Do supli dziś wdrożyłam żelazo i laktoferrynę.
Mykologia czyściusieńka! Nie sądziłam, że doczekam 😁
Czekam na homocysteinę i ureaplasmę. W piątek powtórzę morfologię, zobaczę czy dalej jest rozjechana. Wdrażam koktajl z buraka, arbuza i imbiru.
Z supli nie mam kwasów omega 3 i NAC. Mam nadzieję, że to nie jest duży problem.
Ech, muszę jeszcze na Ciebie poczekać, ale czym jest kilka tygodni przy całym tym czasie?
Wczorajszy monitoring wykazał 40 pęcherzy (doktor chyba nawet nie zmierzyła wszystkich, bo nie dała rady). Niestety przy takich ilościach mamy zbyt wysokie ryzyko zespołu hiperstymulacji, więc transfer swieżaczka nie wchodzi w grę 
Mam nadzieję, że mój organizm znowu nie zażartuje sobie ze mnie i cykl po punkcji przebiegnie w miarę sprawnie (mam Lamette i Duphaston, nie ufam mu po ostatnim 71 dniowym cyklu na tyle by zostawić to “naturze”). Muszę jeszcze poplanować to wszystko z pracą, bo znowu mam wyjazd służbowy, a kiedy kupowałam bilety to nie wzięłam pod uwagę w ogóle tego, że ten transfer będzie odroczony. W najgorszym wypadku wrócimy po mrozaczka w czerwcu.
Plan na najbliższe dni:
Dziś: rano Orgalutran, wieczorem 3x Gonalpeptyd
Jutro: przeżyć dzień w biurze
Piątek: punkcja
Boję się że spadnę z wysokiego konia. A jakże... będzie ból i łzy ale nie potrafię odgonić tego uczucia, że się uda. Że będzie zarodek, da mi ciążę i nie chce o tym myśleć, ale samo mi się to w głowie tworzy. Będę miała dziecko, będę chciała być jak najlepszym rodzicem i przyjacielem. Nie tylko dla niego. Widzę oczami wyobraźni, że ma kolegów, koleżanki którzy w trudnych chwilach przychodzą do mnie. Dookoła wszyscy bombardują, że dziecko to problem, a ja czuję że dam radę.
Jestem bardzo spokojna. Wbijam kolejne zastrzyki, wczoraj nawet w aucie. Dla mnie to nie problem. Rozmawiam jak debil z brzuchem. Oczywiście, że płacze, zawsze pojawiają się chwilę słabości. Ale daje sobie przestrzeń żeby to puścić. Oczywiście, że też, przy tym wszystkim, wkurzam się na mojego narzeczonego i mam ochotę go zabić. Ale przychodzi chwila refleksji i widzę jak mu na tym wszystkim zależy. Każdy na swój sposób to wyraża...
W pracy znowu się posypało. Ale wrócę i zbiore to do kupy. Jak zawsze 🦸♀️
Tysiąc myśli. Mam taką wiedzę, z nastolatkami prowadzę tak trudne rozmowy i co by się nie działo wiedzą, że w pracy jestem zawsze, blisko, z boku, tak, że kiedy przychodzi problem, po prostu jestem. Czy dam radę tak swoje dziecko wychować? Chciałabym żeby zawsze wiedziało, że jestem u jego boku, i stoję twardo za plecami, co by się nie działo.
Wczoraj w domu poruszyliśmy temat ślubu za granicą. I tata, gdzie ma mnie tylko jedną, powiedział, że zaakceptuje wszystko co zrobię byle bym była szczęśliwa. Pierwszy raz takie słowa usłyszałam. Pomijając cały cyrk, który mi w dzieciństwie zafundowali, co przeżywałam, to akurat było miłe. Mama oczywiście niezadowolona, ale cóż to będzie nasza decyzja...zacznijmy od tego kiedy była ze mnie zadowolona 🤷
Dzisiaj siedzę sama, poniedziałek wielkanocny, mój poszedł do pracy, bo pieniądze jak woda idą. Czas na domowe spa, maseczki, peelingi i dobrą komedię.
I niedługo kolejny zastrzyk i do przodu 🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia, 09:16
Oj! ale mnie tu nie było! nawet nie zdawałam sobie sprawy ,ze mineło tyle czasu! co u mnie? hmm jedno marzenie spełnione! dom kupiony, urządzony! jest pięknie ! cisza , spokój - moje miejsce na ziemi - tego jestem pewna w 100%!
no i to na tyle! kolejne marzenie o rodzeństwie dla mojej Helenki niestety zawisło w powietrzu i zaczyna sie rozmywać.W tym roku mam 40lat i nie widze juz perspektyw na ciąże.Chciałabym żeby ktos dał mi kopa i powiedział! działaj mała! dasz jeszcze rade ! ale wiem,ze moja głowa i komfort psychiczny moze na tym ucierpiec i wiesz jak to jest? głowa jedno a serce drugie... najgorsze jest to ,ze cały czas ta mysl powraca...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.