Dziś ponownie krew oddana ale wyniki dopiero w poniedziałek... moja ręka jest strasznie pokuta bo ja mam problem z żyłam są bardzo dobrze schowane i ciężko je znaleźć... babeczki z labo już mnie doskonale znają znają moją datę urodzenia imię nazwisko i całą moją smutną historię , wiem że bardzo mi kibicują i trzymają kciuki
....
Teraz objadam się malinami i truskawkami bo kupiłam pyszne w lidlu
Udostepniam spowrotem pamietnik, bylam dzisiaj w invimedzie i co sie dowiedzialam? a to ze mam zrobic normalne HSG w szpitalu w nastepnym cyklu, dostalam juz skierowanie. Bo tamto jest niewiarygodne bo raz przeszlo przez jeden a przez drugi nie przy drugim podaniu przeszlo przez drugi a pierwszy nie, w sumie mysle tak samo wiem, czuje ze to tutaj jest problem. Mam dylemat boje sie zwyklego HSG, kulociagu, ciagniecia za szyjke i zastrzyku w nia brrr, a na koncu i tak sie okaze ze jest niedroznosc. Co mi to da? a to ze nabawie sie bolu, nerwow i nie wiadomo jeszcze czego, rozwazam opcje zbierania pieniazkow na in vitro, nie mam juz sily, checi na te wszystkie badania ktore nic nie wnosza. Ile razy mozna badac droznosc? przeciez specyfik ktory mi podano podczas hyfosy przeszedl do jamy otrzewnowej, nic a nic ze mnie nie wylecialo. Szkoda, ze lekarz nie sprobowal cyklu z clo moze moje jajeczka nie sa zdolne do zaplodnienia. A i co najgorsze zapomnialam powiedziec ze nie mialam robionego testu po stosunku, umowie sie na przyszla srode na to badanie, mam nadzieje ze w tym miesiacu owulacja nie bedzie wczesniej tak jak miesiac temu przez co nie moglam sie zbadac...Pozatym lekarz jakis taki oschly zadajacy glupie pytania typu "czego oczekujecie od nas" nosz kur, a czego mozna oczekiwac przychodzac na wizyte zwiazana z nieplodnoscia?
-pali pani?
-nie,
-pije pani?
- powiedzialam ze "nie" (bo pytanie zabrzmialo tak jak bym codziennie tankowala alkohol jak herbate)
-napewno nie?
- czasem troche
-okazjonalnie?
-tak
- a mowi pani ze pani nie pije
(mysle sobie "japierdziu koles")
-narkotyki?
-NIE!
-napewno?
(Moglam powiedziec "okazjonalnie", no cholera jasna ja i narkotyki, pogielo go czy co?)
-alkohol tez mowila pani ze pani nie pije
LITOSCI!!!
wizyta kosztowala 270zl gdzie na stronie pisalo ze bedzie kosztowac 150zl
brak slow, nerwow, zdrowia i pieniedzy
CO dalej? oto jest pytanie... ciagle tylko kasa kasa i kasa caly swiat opiera sie na pieniadzach, do tej pory nie bylo mi ich zal bo dla dziecka wszystko no ale ile mozna, dzisiejsze pieniadze tez wywalone w bloto jak widac tylko usiasc i beczec z tego powodu, no ale nie zrobie tak, chyba wybiore sie do tesciowej pogadac zobaczyc co poradzi, z nia moge pogadac o tych rzeczach...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2014, 13:02
Wiem że mój synek czuwa nade mną. On daje mi to odczuć a ja to czuję a wręcz widzę namacalnie 
Martwiłam się że ten miesiąc może być tragiczny bo $ brak a tu dziś przyszedł przelew i jak ustaliliśmy z mężem na kolejna 2 miesiące powinno wystarczyć
a przecież niedługo zaczyna pracę 
Ostatnio trochę schudłam i spodnie przydałyby się nowe a przecież w moim cudownym rozmiarem 54 nie jest to łatwe... a okazało się przy mierzeniu że nie dość że 3 pary pasowały to jedne były rozmiaru 48 
Kocham Cię synku i masz piękne własne mieszkanko w moim serduszku :*
Wydawalo by sie, ze mam dziecko to nie powinnam tak uporczywie sie starac o drugie bedzie to bedzie nie to nie,i wiekszosc ludzi tak mysli zapewne, no ale jednak cos mnie ciagnie i cholera wie czemu, ja i instynkt macierzynski? kiedys mialam wrazenie, ze go wogole nie posiadam i ze nigdy nie nabede. Jak widac wiek robi swoje, tylko ten wiek niestety nie gra na korzysc naszej plodnosci eh
Dzisiaj zaczynam dostrzegać ogromne zalety duphastonu kiedy przestałam go brać. Właśnie dzisiaj to do mnie dotarło! Jestem nerwową osobą i PMS był mi obecny odkąd pamiętam, ale po ślubie coś się zmieniło, przed każdą @ byłam spokojna i to właśnie dzięki duphastonowi! W tym cyklu nie biorę go i co ? I nerwy, złość, płacz, ból brzucha i wszystko co tylko może spotkać kobietę przed @. Tak bardzo się z tym męczę, marze o łóżku. Mam dosłownie dość wszystkiego!
a dziś całkiem pozytywnie i energicznie
zrobiłam dżem z kiwi i jabłek cudny po prostu
a na obiadek zrobiłam naleśniki jak dla całej armii ale były pyszne 
noo i jestem pełna nadziei bo tempka rośnie normalnie cudnie 
ciesze sie jak głupia choć nie liczę na zbyt wiele bo wiadomo kto liczy to może się przeliczyć dwa razy ;p
@ jeszcze się nie pokazała, czuję się dość dobrze, niestety tylko fizycznie.
Owulacja była 5 więc może coś się udało, pozostało czekać na efekty 
Dziś temperaturka podskoczyła.
A z okazji Naszego święta drogie kobietki, życzę Wam, jak i sobie spełnienia wszystkich marzeń :*
nowy dzień, nowe problemy... nie poszłam do pracy tylko do lekarza... okazało się że mam zapalenie skóry, okropne swędzi, piecze OKROPNOŚC!!! ale są pozytywne strony odpoczęłam, nagadałam się z mamą i siostrami spędzę trochę czasu z synkiem
może pójdziemy na spacerek, chociaż pogoda nie nastraja bo brzydko tak jakoś szaro jest. Juto dzień kobiet hmmm piżama party u kuzynki
winko, maseczki i romantyczne filmy ahhh te babskie wieczory jak ja to lubie już nie mogę się doczekac
Dwunasty cykl. Jak to pięknie brzmi, prawda? Od początku starań tak wiele sie wydarzyło, tak wiele zmieniło. Wiele kobiet, moich znajomych, z mojej rodziny urodziło juz w tym czasie swoje dzieci, pochloniete sa macierzynstwem, a my? Nadal się staramy. Czasem myślę, że pewnie nigdy nie będę mama, ale nie można tak myśleć. Teraz stwierdzilam, że zamierzamy broń. Odpuszczam, co ma być, to będzie, żadnych termometrów, żadnych sluzow itp itd. Poświęcam się sobie. Zaczynam ćwicZyc - już drugi dzień piękna trasa do biegania jest za mną
zmiany, zmiany,zmiany ! 
I po usg. Tyle ze nie bylo polowkowego tylko zwykle,bo za wczesnie(18t3d hmm).
Bedzie corcia
gin juz byl pewien na 100% bo widzial wargi srom. Tak ogolnie to wszystko ok,mala wazy juz 238g,zmierzyl obwod glowki,dlugosc kosci udowej i inne rzeczy. Łozysko okazalo sie ze mam na tylniej scianie,nie wiem jak to mozliwe-raz z przodu raz z tylu..
Tak wiec najprawdopodobniej bedzie Maja 
Mala fikala sobie,trzymala raczke kolo glowki.Tak slodko wygladala az sie wzruszylam jak ja zobaczylam. Kocham ja calym sercem 
Teraz ciemniejsza strona usg. Moje dwa miesniaki niestety rosna razem z macica
i maja juz po 4 cm. Obawiam sie najgorszego..chcialabym zeby moja corcia miala rodzenstwo. Ale zobaczymy jak sie sprawy potocza..Narazie nie staram sie o tym myslec,nie chce sie dolowac 
Jutro impreza-babcia wyprawia 80te urodziny. Bedzie pelno gosci,bedzie wielki halas i jeden bedzie chcial drugiego przekrzyczeć
Norma..
Ciąża rozpoczęta 7 grudnia 2013
Dzisiaj zauważyłam delikatnie plamienie... zaczynam się niepokoić i chyba przyspieszę wizytę u lekarza na poniedziałek.
Zastanawiam sie gdzie w Poznaniu najlepiej robic in vitro? (tak w razie czego pytam, musimy usiasc z mezem dzis wieczorem i przedyskutowac), wiecie moze jakie sa szanse na powodzenie za pierwszym razem? czy jesli macica jest ok nie ma patologi i bylo wszystko ok w pierwszej ciazy to sa wieksze szanse na powodzenie odrazu?
Piękne słowa usłyszałam wczorja od M., gdy wrócił z pracy. Powiedziałam mu, że odtsałm @ i możemy się zacząć pozytywnie nastawiać na kolejny cykl. Przy czym mówiła, że w końcu, po prawie 40 dniach. A on na to: "Szkoda że dostałaś...już miałem nadzieję, że może się udało tym razem i już za wózkami na ulicy się rozglądałem i patrzyłem jaki najładniejszy". Serducho mi zadrżało. I zdziwienie - skąd on mógł coś przypuszczać? Liczył kiedy ostatnio miałam @? Ale oprócze tego ignorował moje narzekanie, że owulacja była poźno?
Tak czy siak suuuper, że jemu też zależy tak strasznie! Będzie cudowenym ojcem - tego jestem pewna w 100% 
Wczoraj myślałam że oszaleje byłam w 3 aptekach i chciałam kupić testy owulacyjne i nie dostałam ich w żadnej więc lipa nie bd w tym cyklu już testować, co ma być to bedzie 
Proszę Państwa 36 tygodni za nami!
Przed nami 3 tygodnie!!!
Pamiętam jak dziś gdy czytałam dziennik Michaeli, która pisała, że te 3 tygodnie, które jej zostały to właśnie tyle, żeby się "wyrobić". (Po czym kilka dni później urodziła
)
No ja mam do pierwotnego terminu 4 tygodnie więc mam nadzieję, że do terminu cc na koniec marca wytrzymam. Z tą cc to też lipa, bo okazało się, że nie mam paciorkowca i mogłabym w wannie rodzić. Cholerny wirus, "cc z powodu wirusa" i do tego jakoś to tak patologicznie brzmi, a to żaden hiv ani nawet hpv, a jakoś "piętnuje" 
Cóż teraz za każdym razem siedząc w wannie koncentruję się i odprawiam jakieś myślowe rytuały, błogoławieństwa, mantry... wzywam i czuję jakąś większą siłę w tym wszystkim tkwiącą...
Nie mam jednak złudzeń, że do tego czasu "zaplanowanego" będę gotowa. Już nigdy nie będę gotowa. Nigdy też nie byłam. Po prostu nie należę do osób, którym kiedykolwiek udało się coś zapiąć "na ostatni guzik" przed wyznaczoną datą, a potem tylko czekać spokojnie na godzinę "W".
Zawsze jestem zaskoczona sytuacją i improwizuję... Liczenie na szczęście nie jest wprawdzie najdojrzalszą postawą życiową
ale jakoś trwamy. Ba... nawet kroczek po kroczku się rozwijamy
w swoim tempie i mało uczęszczanym kierunku, ale jednak... Szczerze, mam cholernie fajne życie
Mimo, że marudzę i mam gorsze momenty, codziennie rano i wieczorem błogosławię każdy dzień i doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak mam dobrze. Uczucie wdzięczności to chyba najbardziej dominujące z moich uczuć. No dobrze, zaraz po zakochaniu. 
A co do rozwoju... każdego dnia mam trochę więcej stron "mądrych książek" przeczytanych, trochę więcej ubranek popranych, więcej gratków zgromadzonych i ułożonych, więcej spraw przemyślanych...
Nadal brak mi pomysłu na uporządkowanie i aranżację przestrzeni... Do promotora też nadal nie napisałam i pracy magisterskiej nie tknęłam...
Tożsamości "ja matka" wysuwającej się na plan pierwszy nadal nie mam, choć rutyna dnia codziennego już mnie tak nie dobija. Nadal planuje podróże i chcę mieć czas na własne hobby. W lecie chcę znów zakładać pin-upowe sukienki i buty na szpilkach.
Macie kogoś kogo życie choćby to kreowane Wam się podoba? Ja lubię Dear Lizzy 
http://elizabethkartchner.com
W przypływie optymizmu kupiłam sobie dziś trencz na wiosnę lato - mocno dopasowany, taliowany XS
teraz oczywiście nawet nie jestem w stanie go na siebie zarzucić, ale może w czerwcu/lipcu już dam radę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2014, 20:50
jestem trochę przerażona wszystkie leki które zostały mi przepisane nie służą kobietą starającym się o dziecko... mam nadzieję że to nie narobi mi dodatkowych kłopotów.... zawsze pod górkę... 
Byliśmy dziś w klinice na wizycie:)moje wyniki jak najlepsze.. męża mniej mało plemników i ruchliwych. .ale ok, mogą być...
ten cykl zostawiamy mamy zrobić badania na HBS,HCV,HIV,VDRL i następnego 1dc dzwonie do doktorka i badanie SoHSG będę mieć robione jak wszystko ok to inseminacja:)
Jestem pełna Nadziei 
Czekam na dzisiejsze serduszkowanie z kotkiem. Ale maly jeszcze nie zasnol, lezy w lozeczku i marudzi a my siedzimy cichutko w pokoju goscinnym i czekamy
Zabawne ake tez stresujace. Mam nadzieje ze wkrotce zasnie zebysmy mogli zrobic co trzeba....
Kiedys bylo z tym latwiej, moglismy kochac sie kiedy tylko przyszla nam ochota, czasami na weekendy potrafilismy nie wychodzic z lozka, nigdy sie tez nie zabezpieczalismy. Na poczatku nie myslelismy o dzieciach. Ja przyjechalam do de wiec chcialam sie tutaj zadomowic, chociaz troche poduczyc jezyka i nacieszyc mezusiem. Ale jakos po roku naszego malzenstwa zaczelam sie niepokoic brakiem dwoch kreseczek. Moze nie staralismy sie jakos specjalnie ale tez nie pilnowalismy sie za bardzo a przytulanki byly bardzo czesto. Wtedy juz czulam ze cos jest nie tak...Kolejny rok staranejk byl juz planowany, wtedy juz liczylam dni plodne, robilam testy owulacyjne i z nadzieja czekalam na dwie kreseczki bez powodzenia. Gdy minol ten drugi nieowocny rok rozpoczelam badania. W sumie szybko wyszlo co jest u mnie nie tak. Podwyzszony testosteron i niedoczynnosc jajnikow. Moze nie bylo tak zle ale dla mnie byl to mega wyrok bo nie wiedzialam nic o tej przypadlosci i naprawde sie zalamalam. Zaczelam leczenie. Najpierw przez dwa miesiace bralam lek o nazwie dexatshon i nikomu go nie polecam. Mnustwo skutkow ubocznych ktore po nich mialam z dnia na dzien robily ze mnie potwora. Okropnie tylam a raczej puchlam bo woda zatrzymala sie w moim organizmie, pryszcze na calej twarzy, cienkie, miekkie wlosy, tlusta cera , bezsennosc, potliwosc, nerwowosc, placzliwosc i to wszystko w bardzo szybkim czasie. Do tego depresjs i stany lekowe ktore mnie nachodzily przez bezsilnosc w jakiej sie znalazlam biorac te leki. I pytania czy to cos da? Czy pomoze? Jak dlugo jeszcze musze brac leki? Jak dlugo bede sie tak meczyc? Czy powroce do swojego dawnego wygladu? Czy bede jeszcze ladna? Czy nadal podobam sie mezowi? Czy mnie nie zostawi? ....
Po dwoch miesiacach brania lekow kiedy testosteron juz zaczol ladnie sie wyrownywac dostalam dodatkowe leki clo na jajeczkowanie . Podwojne dawki lekow byly jak mieszanka wybuchowa a ja biorac je wygladalam jakbym byla lekomanka czy cpunka. Naszczescie w drugim cyklu z clo udalo sie
Na tescie ciazowym z niedowierzaniem wpatrywalam sie w dwie kreseczki. Szybko pojechalismy z mezem do lekarza potwierdzic ciaze. To byl 4 tydzien i na usg nie bylo jeszcze wiele widac po za pecherzykiem ciazowym ale nam ta mala kropeczka wtedy wystarczyla. Bylismy przeszczesliwi 
Na poczatku ciaza przebiegala super, ja odstawilam juz leki ktore bralam i ku mojej radosci skutki uboczne odeszly precz. Co prawda bylam jeszcze opuchnieta bo na to zeby wrocic do swojego wygladu potrzebowalam wiecej czasu ale wtedy nie mialo to juz dla mnie znaczenia. Bylam szczesliwa z moja fasolinka w brzuszku. W 6 tygodniu slyszalam jej bicie serduszka i wszystko bylo jeszcze dobrze ale w siodmym zaczelam krwawic. Pojechalismy z mezem natychmiast do szpitala ale nie dali mi nic zeby zatrzymac fasolke. Uslyszalam wyrok lezec i czekac albo zleci albo przestane krwawic. Wrocilam do domu bo nie chcialam zostawac w szpitalu, po co i tak nie dadza lekow, wolalam byc u siebie. W domu zaraz sie polozylam i lezalam caly dzien i ku naszej radosci do wieczora krwawienie ustalo. Dwa dni pozniej mialam wizyte u mojej ginki wiec pojechalismy do niej. Pamietam ulge gdy uslyszylismy bicie serduszka naszej kruszynki, na nowo zaczelismy sie cieszyc i wierzyc ze bedzie juz wszystko dobrze. Ginka powiedziala ze musze juz ciagle lezec zeby juznic podobnego sie nie przytrafilo ale nie musze sie martwic bo Basolinka nadal sie ladnie rozwija. Kolejne tygodnie przelezalam w lozku i pomimo ze lekko ńie bylo to dla fasolki bylam gotowa przelezec cala ciaze. Na kolejnej wizycie dowiedzielismy sie ze sa dwie fasolki. Ciaza blizniacza to najpiekniejsze co moglismy sobie wymarzyc. Niestety nasza radosc nie trwala dlugo
dwa tygodnie pozniej gdy bylam w 11 tygodniu moje malenstwa odeszly. Ich serduszka przestaly bic. Nigdy nie zapomne tego dnia kiedy to na kolejnym usg uslyszalam wyrok. Pamietam moja lekarke ktora wylaczajac maszyne powiedziala ze. niestety ale nic z tego nie bedzie. W glowie klebilo mi sie tysiace mysli, jak to? dlaczego? O co chodzi? Co ona gada? Przeciez to nie mozliwe...Co to za glupie zarty...Ale zdolalam tylko zapytac: obydwoje.? Tak uslyszalam- o nic wiecej nie spytalam, nie umialam. Patrzylam na meza i widzialam jego lzy w oczach. Matko czulam sie podle. Zawiodlam go, bylam w ciazy i co. Nie umialam doniesc. Co ze mnie za kobieta,... Dostalam skierowanie do szpitala na zabieg i dzielnie wytrzymalam dopoki nie wyszlam z gabinetu. Tam dopiero sie rozkleilam gdy na pytanie sekretarki czy zrobic termin na kolejne spotkanie maz odpowiedzial - nie, prosze skierowanie do szpitala. Ta domyslajac sie co sie stalo powiedziala ze jest jej bardzo przykro a ja tego nie udzwignelam, rozplakalam sie i ucieklam na korytarz. Tam placzac czekalam na meza ktory zalatwial wszystkie formalnosci . W windzie maz zaczol mnie uspokajac i zaproponowal zebysmy pojechali do szpitala juz teraz. Tam sa dobre sprzety, moze ona sie myli- argumentowal. Zgodzilam sie z nadzieja ze moze ma racje...Niestety w szpitalu potwierdzila sie diagnoza mojej ginekolog. Dzieciom nie bily juz serduszka. Dwa dni pozniej 30 marca dostalam termin na zabieg.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2014, 21:50
Trudno opisac mi co wtedy czulam, jak przeszlam zabieg. To jest nie do opisania. Te emocje, lzy , strach , bol, krwotok ktory dostalam przez leki ktore wczesniej wzielam ( mialy byc na rozszerzenie szyjki macicy a jak sie pozniej okazalo byly tez poronne), tak- cala noc wylam z bolu bo silne skurcze wywolane przez leki sprawialy ze ronilam. Boze myslalam ze umre. Takiego bolu nigdy wczesniej ani pozniej ( nawet porod nie byl taki ciezki) nie zaznalam . I ta pustka, ta strata dwoch kruszynek ktorych juz nigdy nie mialam wziasc w ramiona
I wrescie ulga gdy po kilku godzinach meki zrobiono mi wrescie zabieg oczyszczania macicy ( dzieci juz wczesniej poronilam) i nawet glupia radosc ze juz po wszystkim. Juz koniec, moge wracac do domu...do domu w ktorym czekala mnie pustka, gdzie wracaly przykre wspomnienia, gdzie byl pusty pokoik dzieciecy i pytania znajomych, przyjaciol, rodziny- Jak sie czujesz?
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2014, 23:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.