Forum Poronienie Poród martwego dziecka
Odpowiedz

Poród martwego dziecka

Oceń ten wątek:
  • ol Koleżanka
    Postów: 47 7

    Wysłany: 5 stycznia 2015, 21:48

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Aha rozumie trzymam kciuki i pozdrawiam:)

    Mamaxa lubi tę wiadomość

    Wiktoria 29.10.2014r. 27tc [*] moje słoneczko.
    bi7yics4luz45jde.png
    39f8xzdvwimcg5fx.png
  • Mama_Mai Autorytet
    Postów: 1797 1497

    Wysłany: 5 stycznia 2015, 21:48

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Maja35 przezylabys ja też myślałam że czegoś takiego nie da się przetrwać a jednak....
    mam wspaniałego męża o którego muszę się troszczyć bo jemu też nie jest łatwo, on tęskni za Mają tak samo jak ja, był ze mną przy porodzie i cały czas w szpitalu bez niego rzeczywiście nie dałabym sobie rady i kompletnie się załamala.
    Będę trzymać za ciebie i twoja kruszynke kciuki ;)

    maja35, Melevis lubią tę wiadomość

    Aniołek 6/8 tc [*] 16.11.2013
    Maja zD 40tc [*] 23.10.2014❤❤❤
    Wojtuś 19.11.2015 ❤❤❤
    Zosia 10.08.2017 ❤❤❤
  • aniolkowamama Znajoma
    Postów: 26 7

    Wysłany: 6 stycznia 2015, 00:09

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witajcie dziewczyny! Dawno nic tu nie pisałam. Cały czas nas przybywa. Niestety :( bardzo mi z tego powodu przykro. Po wielu miesiącach prób nareszcie udało nam się ponownie zajść w ciążę, ale jestem tym przerażona. Przerażona i szczęśliwa na zmianę. Nie otrzasnelam się ze śmierci mojej córeczki i bardzo się boje, że coś się znowu stanie. Chce być dobrej myśli, ale nie umiem być spokojna. Tyle jest Was tutaj, które straciły więcej niż jedno dziecko, przez co zdaje sobie sprawę, że to może się powtórzyć.

    Spoczywaj w spokoju Córeczko...Alicja [*] 34 t.c.
  • ol Koleżanka
    Postów: 47 7

    Wysłany: 6 stycznia 2015, 13:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    aniolkowamama wrote:
    Witajcie dziewczyny! Dawno nic tu nie pisałam. Cały czas nas przybywa. Niestety :( bardzo mi z tego powodu przykro. Po wielu miesiącach prób nareszcie udało nam się ponownie zajść w ciążę, ale jestem tym przerażona. Przerażona i szczęśliwa na zmianę. Nie otrzasnelam się ze śmierci mojej córeczki i bardzo się boje, że coś się znowu stanie. Chce być dobrej myśli, ale nie umiem być spokojna. Tyle jest Was tutaj, które straciły więcej niż jedno dziecko, przez co zdaje sobie sprawę, że to może się powtórzyć.
    Bardzo się cieszę i gratuluję. Ciesz się ciążą wiem że to nie łatwe ale strach i obawy nie pomagają wyłącz umysł. Ja będę trzymała kciuki pozdrawiam:)

    Wiktoria 29.10.2014r. 27tc [*] moje słoneczko.
    bi7yics4luz45jde.png
    39f8xzdvwimcg5fx.png
  • agnb6 Ekspertka
    Postów: 221 140

    Wysłany: 11 stycznia 2015, 10:39

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    aniolkowamama - gratuluje i trzymam kciuki! Kochana, doskonale rozumiem Twój strach, ja też w następnej ciazy będę drżeć każdego dnia o dziecko... musisz wierzyć, ze tym razem się uda! :)

    Aniołek [*] 5tc - 15/08/2012
    Aniołek [*] 9tc - 22/10/2013 (pusty pęcherzyk)
    Aniołek Karolek [*] 21tc - 11/09/2014
  • maja35 Autorytet
    Postów: 1141 921

    Wysłany: 15 stycznia 2015, 21:58

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Aniołkowamamo trzymam kciuki za szczesliwe 9 miesiecy.Ja tez na poczatku mialam stracha do pierwszego USG a potem do kolejnego polówkowego a teraz juz troche mniej chociaz jakis procent obaw zawsze jest ale musimy byc dobrej mysli :-)

    yn3dsvl.png
    córcie 17 lat i 19 lat.
    Moi 2 Anielscy synkowie [*] [*] 20.02.2014. (18tc)
    Ciocia aniołka Julci (*) 24.01.2015 (37tc)
  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:29

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Witam !
    Dlugo szperalam w internecie nim Was znalazlam, szukajac jakiegos forum o stracie dziecka,o tym jak sobie mozna z tym poradzic, zbyt ciezko mi mowic na glos o tym, chcialam napisac, w nadzieji ze mi ulzy,bo spotkala mnie tragedia taka jak Was lub podobna, ale mysle, ze nasze odczucia sa bardzo podobne.
    Wszystko tlumie w sobie, chcialabym krzyczec, ale nie moge i nie potrafie a w srodku rozrywa mnie ogromny bol,sam placz nie pomaga..
    7 stycznia urodzilam naszego Aniolka, niestety martwego a 14 stycznia musielismy go pochowac,to dla mnie zbyt wiele..
    Mam 23 lata, w tym roku 24.O ciaze nie musielismy sie dlugo starac, bo ok 2-3 miesiecy?..Gdy test wyszedl pozytywny nie wiedzialam, czy jestem szczesliwa czy nie, raczej zmieszana..Ale gdy poszlam do lekarza potwierdzic ciaze bylam przeszczesliwa,bo doszlo do mnie,ze zostane mamusia.Pierwszy raz i drugi raz poszlam na kase chorych, a moze nawet 3..w celu potwierdzenia ciazy oraz skierowania na badania.Jednakze szybko zmienilam lekarza prowadzacego na prywatnego z racji tego, iz tamten lekarz ginekolog byl bardzo niemily i nie udzielil mi zadnych informacji a o skierowania na badania musialam sie wyprosic.Zaplanowalam wszystko od A do Z. Co kupic, szkola rodzenia, gdzie lozeczko bedzie stalo, z zakupami postanowilam,ze wstrzymamy sie do konca w razie W.Ciaza przebiegala wzorowo i tak czas mijal.Czekalam z niecierpliwoscia na pierwsze kuksance mojego synka i sie doczekalam ok 18-20 tygodnia - tak, ze bylam pewna,ze to juz sa napewno ruchy dziecka.Nic piekniejszego nie moglo mnie spotkac wtedy.Czesto, gdy prowadzilam samochod rozmawialam z maluchem,w domu gdy lezalam sama tez mowilam do niego,glaskalam brzuszek az do konca,zeby czul,ze tak bardzo go kocham..Czas znow lecial..Zapisalam sie na szkole rodzenia dosc pozno,bo tak wypadaly spotkania ,martwiac sie czy zdaze na wszystkie spotkania.Chcialam byc na 100 % przygotowana do porodu,pologu i przede wszystkim do opieki nad dzieckiem choc mialam w tym doswiadczenie,bo zajmowalam sie dziecmi w tym noworodkami.Ale mimo to chcialam chlonac jak najwiecej wiedzy.Czytalam w internecie wiele, w gazetach, pytalam znajomych,ktorzy maja dzieci doslownie o wszystko po milion razy..W pazdzierniku zaczelam juz male zakupy robic i w istopadzie a w grudniu juz cala reszte z partnerem kupilismy z racji,ze termin mialam na 28-30 grudzien a wg usg wczesniej.Chodzilam do ginekologa,wszystko bylo w jak najlepszym porzadku. Dzidzia zdrowa, zapowiadal sie na duzego chlopa,serduszko super, zadnych chorob, poprostu idealnie.Nie moglam sie juz doczekac.Przyszly swieta, mialam taka nadzieje,ze moze urodze wczesniej, ale nasz Adrianek nie wybieral sie na swiat jeszcze.Ciaze przenosilam.Wyobrazalam sobie jak nasz maluch bedzie wygladac,do kogo bedzie podobny a najbardziej nie moglam sie doczekac,gdy urodze i uslysze placz mojego malucha i go przytule do piersi a on przestanie plakac,bo poczuje swoja mame i uslyszy tate.1 stycznia mialam wyznaczone ktg, na nowy rok, pojechalismy i wszystko bylo w porzadku, choc pielegniarka bardzo sie dziwila,ze tak pozno, ale lekarz prowadzacy mowil,ze wszystko jest ok i wczesniej nie trzeba. Faktycznie tak bylo.To byl czwartek. W piatek od rana bolaly mnie dosc mocno plecy a po poludniu brzuch jak na okres,poszlam sie polozyc,bo bylam zmeczona a gdy wstalam i poszlam do toalety odlecial mi czop sluzowy, ucieszylam sie,bo pomyslalam,ze to szybciej do porodu, w koncu zobacze nie dluo swojego synka, nakarmie piersia o czym strasznie marzylam, wezme na piers, przytule i dotkne...dostalam skurczy dosc regularnych ok. 7-8 minut, jednak nie byly zbyt mocne,stwierdzilam,ze poczekam,na szkole rodzenia tak uczono, ale skurcze wzrosly na sile i byy co 5 minut, wiec poszlam wziac prysznic i sie przygotowac.Pojechalismy do szpitala.Tam spotkala nas bardzo niemila niespodzianka.Polozna wykonala ktg,opowiedzialam jej o skurczach,czopie,bolu plecow,brzucha..ae skurcze mi ustaly juz na wejsciu do szpitala..Poloza zapytala podczas ktg "i gdzie te skurcze?" w niezbyt mily sposob..Nastepnie wezwala lekarza i nim lekarz przyszedl powiedziala" nie mow ,ze mialas skurcze tylko przyjechalas sie skontrolowac" jednym slowem, kazala mi sklamac,bo co? Bo mam pieczatke ze szkoly rodzenia?Niedoswiadczona?Lekarz przyszedl i powiedzialam o wszystkim, a polozna w trakcie wtracila zdanie"a mi o tym nie mowilas - w sensie o czopie,itp.."Nas zagielo z partnerem jednym slowem.Powiedzialam do lekarza,ze niepokoi mnie wydzielia na wkladce,moze mi sie wydaje zielonkawa,moze to juz jakies urojenia, lekarz poprosil zeby pokazac,zsunelam majtki,spojrzala na wkladke i mowi,ze jest ok, potem zbadala wewnetrznie i stwierdzila,ze porodu nie ma i odeslala nas do domu z dodatkiem,ze gdyby wody odeszly lub cos sie dzialo prosze wrocic.Poszla.Polozna na wyjsciu powiedziaa,ze mam nie prowokowac macicy do skurczu,polozyc sie i odpoczywac ,partner ma mi dac taborecik pod prysznic i mam wziac ciepy prysznic polgodzinny..wlaczyc kabaret i sie zrelaksowac a jak wody odejda to tez nie musze tak szybko przyjezdzac..Bylismy w ogromnym szoku..w nocy dostalam strasznie mocnych boli..ale do szpitala nie pojechalismy,bo tak powiedziala polozna a czlowiek ufa,ona jest wyksztalcona w tym zawodzie,my nie..pol nocy gryzlam poduszke z bolu,przeszlo.. w sobote delikatne skurcze..ale odpoczywalam i do wieczora czulam sie dobrze, w niedziele kolejne ktg wg zalecen,maly strasznie sie wiercil az bylam w szoku, mowilam do partnera podczaas ktg,ze naprawde jest bardzo ruchliwy jak nigdy..lekarz przyszed i pyta czy czuje wyraznie ruchy, mowie,ze tak , nawet za bardzo ..ale czy wyraznie,mowie,ze tak,bo ktg w porzadku,no i znow do domu..we wtorek mialam miec ostatnie ktg a w srode 8 doba i na oddzial..tyle,ze z niedzieli na poniedzialek,tak mi sie wydaje juz w nocy dziwnie sie czulam, dziwne ruchy malego, w nocy jak z boku na bok sie przekrecalam to tak jakby ..lzej mi bylo, nie tak sztywno w brzuchu,dziwnie mi to opisac, nie potrafie.w poniedzialek nie czulam ruchow malego, zawsze ruszal sie po poludniu ,bo rano to spal,czekalam do poludnia ,ale sie nie ruszyl..pomyslalam,moze spi, ale wieczorem sie ruszyl( wtedy nie wiedzialam,ze to bezwladne przelewanie sie cialka, pierwsza ciaza,skad moglam wiedziec, nie kopnal,bo nie..ale ruch to ruch)poprosilam partnera zeby dotknal, bo chyba tak sie rozpychal,bo az byl taki wybity na boku..w nocy znow dziwnie mi sie spalo..we wtorek znow to samo, ale juz mialam jechac na ktg, gdy jechalismy do szpitala, czulam, ze tam zostane..tak tez sie stalo..polozna nie mogla znalezc echa na ktg, tlumaczylam jej,ze zawsze z lewej strony mojej brzucha,zeby nie szukala gdzie idziej...jednak ona poprosila mnie na usg do lekarza,czulam,ze jest cos ie tak, ale nie chcialam w to poprostu wierzyc,powiedzialam partnerowi,ktory czekal,ze musze isc na usg,bo nie slychac serduszka, nie wiedzialam,ze w tym czasie on poszedl zapisac mnie na izbe.Najgorszy moment w zyciu..gdy lekarz sie nie odzywal tylko kiwal glowa i wzdychal, ze co to ma do siebie swieto 3 kroli, ze kolejna taka sytuacja..zapytalam,czy wszystko ok z dzieckiem,czy zyje,co z serduszkiem przeciez?Lekarz mi oznajmil,ze mu przykro..
    Nie jestem w stanie powiedziec,co wtedy poczulam..rozryczalam sie,chcialam tylko zeby zawolali mi partera..nie wiedzialam nawet jak mu o tym powiedziec..lekarz przebil pecherz plodowy..wody brunatno zielone..a potem na podkladach tylko zielone..wyslano mnie na porodowke zebym urodzila nasze dzieciatko..lekarz powiedzial mi,ze najlepiej gdy urodze naturalnie,bo w przyszlosci zebym nie miala problemow z zajsciem w ciaze,itp ..zdrowie..
    Chcialam urodzic aturalnie..horror dopiero sie zaczal..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:36

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Lezalam na porodwce, dostalam kroplowke na wywolanie plus leki na uspokojenie,przyjecha moj brat,ktory rowniez mnie wspieral,ale nic mi nie pomagalo..ani partner ani brat..leki zaczely dzialac uspokajajace,bardzo sie rozluznilam, wspominalam lkarzowi,ze w rodzinie jest pewna tendencja, nie wiem czy ja to moge miec, rozwarcie jest,ale szyjka sie nie skraca,lekarz spytal po ktorej lini, mowie,ze siostra mojej mamy i jej corka, a matka? ja mowie,ze moja mama nie miala tego prolemu, no to wyszlo,ze ja jednak tez nie bede miec, mylili sie..po tej kroplowce ja zasypialam...lekarz przyszed i kazal odlaczyc,bo nic mnie nie ruszyla,ze sprobujemy jutro ..pomijajac,ze malenki byl we mnie martwy nie wiadomo czy od niedzieli? czy od kiedy..lekarz stwierdzil,ze to musialo sie stac w poniedzialek ..w srode dostalam kolejna kroplowke,ktora mnie nie ruszya,zielone wody sie saczyly..lekarz dal mi lekarstwo na szyjke,zeby zrobila sie miekka, no i owszem zrobila sie miekka, rozwarci na 2 cm, stwierdzil,ze dziecko jakos przejdzie.kroplowka znow, ktora nie podzialala, bo ja prawie nic nie poczulam ..slyszalam, jak kobiety rodzily i polozna, ktora powiedziala blond wloski ..to byl dla mnie cios..potem placz dziecka..polozne i pielegniarki przychodzily,wspieraly mnie..a raczej niektore to za przeproszeniem "lizaly dupe" ;) przyszla moja mama, ktora zamiast mnie wspierac robila takie zamet, ae teraz jej sie troche nie dziwie, prosila o cesarke dla mnie,nie wiedzialam czemu...okazalo sie,z mam zakazenie,dziecko martwe za dlugo w sobie mialam..przyszla polozna, poplakalam sie, poprosilam ja o cokolwiek, ale chce urodzic,bo juz ie daje rady psychicznie..ona mnie zbadala,zaczela przeklinac,ze co ten lekarz wygaduje,ze dziecko posladkowo ulozone,ze porpodu nie ma,bo nie ma rozwarcia..zamarlam..balam sie cc,przyszedl lekarz i wzial mnie na usg, powiedzial,ze glowka jest odwrocony malenki, rozwarcie na 3 cm, ale szyjka si enie skraca, wiec postaowil sam ja chyba skrocic? ie wiem jak to nazwac...byl to okropny bol, moja mama wziac prosila o cc, ale on tlumaczy, ze lepiej naturalnie,bo moze wdac sie infekcja, przezylam ogromny bo fizyczny i psychiczny ..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:40

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    W koncu lekarz znow wszedl na sale, juz po calym dniu i oznajmil ,ze wyniki sie pogorszyly i czynnik zakazenia wzrol, trzeba szybko wykonac cc..zamarlam, moja mama bya wsciekla a nie wspomne o partnerze..dlugo zastanawialam sie czy chce zobaczyc Adrianka..ale byla jedna poloza,ktorej naprawd dziekuje,bo szpital nie ma psychologa a ona mi bardzo pomogla,namowila mnie,zebym zobaczya i sie zgodzilam, potem juz cc, znieczulenia,itp ..podala mi dziecko, synek byl przesliczny, naprawde..poprosilam zeby go zwazyla i zmierzyla..potem zabrano mnie na sale,polozyla mi go na piersi...boze, on byl taki piekny...gladziutki, czarne wloski mial,zgrabny nosek i takie smieszne ustka,malutkie raczki i nozki, moj partner nie chcial widziec,ae wolalam go i poprosilam polozna zeby go zawolala, zobaczyl i plakal razem ze mna,dotknal go, potem polozna mi go wyrwala,bo nie chcialam go oddac..ale poprosilam ja oto,bo wiedzialam,ze tak poprostu bedzie..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:44

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Trafilam na sale na koncu szpitala,sama,bo tak wlasnie chcialam,okazalo sie,ze mam zakazenie..podawano mi antybiotyki,ale nie dzialaly,dostawalam goraczek i dreszczy ..zmieniono mi antybiotyki,bo moglam dostac sepsy..po cc wstac bylo mi ciezko..bo nie mialam do kogo tak naprawde, no i bylam oslabiona po lekach,ale na sile probowalam,bo chcialam jak najszybciej wyjsc ze szpitala..niestety,lezalam az do poniedzialku..przeniesli mnie na inna sae,na przeciwko pielegniarek w razie gdyby cos sie stalo,zeby zdazyly ..bylam na lekach, nie do konca swiadoma wszystkiego, jednak uspokajace powoi przestawaly dzialac w niedziele i w ponidzialek ..marzylam zeby juz wyjsc,czekalam na wyniki badan i zgode czy mnie wypisza, trzeba bylo zalatwic wszystko, urzad,pogrzeb,itp ..to bylo okropn lezec tydzien prawie w szpitalu..slyszedl placz dziecka...mijac na korytarzu, na sali wozki, przewijaki ..a mojego dziecka nie ma, nie moge go wozic wozkiem, ie slysze jak placze, nie karmie piersia, nie przewijam..poprostu go nie ma..partner wszystko zglosil do prokuratury,zeby szpital nie namieszal..okazalo sie,z mialam ostre niedotlenienie wewnatrzmaciczne..sekcja zwlok jest wykonywana,jeszcze nie wiemy ,dlaczego to wszystko sie stalo ...

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:52

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    W domu jestem od poniedzialku,biore antybiotyki,leki na zatrzymanie laktacji i uspokajajace, w nocy spie lepiej jak w szpitalu,ale budze sie dwa razy slyszac placz mojego dziecka...pogrzeb byl okropny,pozegnac sie z dzieckiem...marzylam zeby jeszcze raz go przytulic...przy partnerze jestem nerwowa i troche placze..ale glownie jak go nie ma, wtedy zaciskam twarz w poduszke i porpostu wyje..chcialabym sie wykrzyczec,ale nie moge...nie do konca do mnie dociera jeszcze to co sie stalo,ale boe sie ,ze dotrze i moge sobie z tym nie poradzic..fizycznie jest lepiej,choc jeszcze nie dkonca, po cc jeszcze mnie boli, po lekach mi slabo...psychicznie jestem w rozsypce i boje sie,ze moze byc gorzej ..pamietam jeszcze w szpitalu ,gdy moja mama podeszla do lekarza i powiedziala cos o poloznej..na to lekarz" ze poloze juz swoje zrobily"..nie chce nikogo obwiniac..ale chce zeby winny poniosl kare, nie chodzi o odszkodowanie,pieniadze nie zwroca zycia dziecku, mojego zdrowia , partnera zdrowia..ale oto ,zeby w przyszlosci ktos nie przezyl tego co ja..bo to co przeszlam na porodowce, to byly najgorsze chwile..a potem tydzien w szpitalu..te wszystkie dzieci ...nie wiem dlaczego nam to sie przytrafilo..moze gdyby w piatek nas przyjeli ,dalo by sie uratowac sytuacje?Nie wiem ...moze gdybym w poniedzialek przyjechala,przewidziala z ruchami ?Nie wiem, szukam odpowiedzi i nie moge jej znalezc, obwinialam siebie i nadal to robie..Nie moge przezyc, ze moj syn nie zyje..ze w brzuchu mam pustke i pod sercem..Czy mozna bylo cos zrobic?Gdy przyjechalam do domu, nic nie bylo,partner wszystko wywiozl,to dobrze...szukalam choc jedej rzeczy po dziecku ..ale nie bylo nic..teraz jest tak pusto, lozeczko ,ktore stalo przygotowane w sypialni..wozek gotowy ..ciuszki poprane poprasowane..nie ma juz nic..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:55

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Do konca do mnie to nie dochodzi,ale boje sie naprawde,ze dojdzie ..teraz mi ciezko,co dopiero pozniej ..cae zyci nie bede brac lekow uspokajajacych przeciez..Jak wy sobie z tym poradzilyscie..?Czytalam Wasze wpisy, ale dalej nie rozumiem ..No i urodziam 7 stycznia, czyli na 8 dobe, tak jak mialam trafic do szpitala..nie bylo szans na porod naturalny, maly byl tak wysoko..przy cc czulam jak go sciagaja w dol...tak jakby byl zakleszczony..nie byl owiniety pepowina,choc takie bylo przypuszczenie...lozysko ok..wszystko po sekcji wyjdzie..widzialam na cc w lampie co mi robii w brzuchu,poprosilam zeby zakryli mi oczy ..To poprostu sen ...sen,z ktorego nie mozna sie obudzic..
    To moja historia...nie wszystko tu napisalam,ale mniej wiecej staralam sie..O moich uczuciach wiecej nie pisze,bo pewnie same wiecie jak to jest..a raczej napewo ..

  • jangwa_maua Autorytet
    Postów: 3443 2138

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 21:58

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    czarna23 - strasznie Ci współczuję. Czytam Twoją historie i płaczę. To okropne co Cię spotkało. Aż brakuje mi słów ... :( . Tak na prawdę nawet nie potrafię sobie wyobrazić jaki ogromny musisz odczuwać ból i smutek :( . Ja straciłam ciążę w 8 tygodniu, a ciężko to przeżywam, a Twoja historia jest niewyobrażalna. Na prawdę, brakuje mi słów ... jedno mi się ciśnie na usta... "Boże, czemu na to pozwalasz?!" (O ile Bóg istnieje).

    Aniołek - 27.11.2014 7/8 tc <3
    km5sgu1r1ftv47br.png
    ex2bupjyemen7jnh.png
  • jangwa_maua Autorytet
    Postów: 3443 2138

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 22:06

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Nie możesz siebie obwiniać ... z partnerem zrobiliście wszystko. Jak Was coś zaniepokoiło to zgłosiliście się do szpital, to tam "specjaliści" nieodpowiednio udzielili Wam pomocy.

    To ogromna trauma dla Ciebie i niestety już na zawsze zostawi ślad w Twojej psychice. Podejrzewam, że bez pomocy psychologa i terapii raczej się nie obejdzie. Sama powoli dojrzewam do decyzji pójścia do psychiatry aby skierował mnie na terapię do psychologa ( paradoks- jestem psychologiem, a sama sobie nie radzę).

    Aniołek - 27.11.2014 7/8 tc <3
    km5sgu1r1ftv47br.png
    ex2bupjyemen7jnh.png
  • mama Martynki Autorytet
    Postów: 283 304

    Wysłany: 16 stycznia 2015, 22:43

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    czarna23 współczuję Ci z całego serduszka, bardzo mi przykro. Tak naprawde brak mi jakiegokolwiek słowa....czytałam Twoja historię 3 razy i nadal nie mogę uwierzyć, że tak wygląda "opieka" medyczna, a lekarze dopuszczają do takich tragedii. Sama byłam pacjentką porodówki i rodziłam moją małą córeczkę w 25tc i wiem jaki to ból być tam i nie mieć przy sobie maleństwa.
    Mi pomógł czas i wsparcie dziewczyn na forum, dzięki nim wiem, że są osoby, które rozumieją mnie i to co przeszłam najlepiej.Dziś mija miesiąc od straty Tysi, ale wierzymy, że czuwa nad nami i staramy się w tym cyklu o kolejną kruszynkę.
    Trzymaj się cieplutko, buziaczki :*

    Martynka 25 t.c. 16.12.2014 [*][*][*]
    z8hs7m2.png4uyly46.png
  • ol Koleżanka
    Postów: 47 7

    Wysłany: 17 stycznia 2015, 00:12

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    czarna23 jestem w szoku czytając Twoją historię... ja urodziłam moją córeczkę w 27 tc opiekę miałam super, przez cały pobyt w szpitalu nie słyszałam płaczu dzieci, miałam osobną salę. Jestem w szoku że, tak może być szpitalu jak opisujesz. Teraz potrzebujesz czasu bo żyć trzeba dalej wiem że, to nie łatwe zaglądaj tu na forum to pomaga wierz mi. Trzymaj się cieplutko kochana pozdrawiam

    Wiktoria 29.10.2014r. 27tc [*] moje słoneczko.
    bi7yics4luz45jde.png
    39f8xzdvwimcg5fx.png
  • nick nieaktualny

    Wysłany: 17 stycznia 2015, 08:15

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Wszystkiego tu nie napisalam,bo poprostu czlowiek juz nie o wszystkim teraz mysli,ze za duzy natlok..myli sie. Gdy poprosilam polozna zeby zwazyla mojego syka i zmierzyla..58 cm, 3,5 kg,co mnie zdziwilo,bo zapowiadal sie na ok. 4 a wg usg juz mial wiecej ok .2 tygodni wczesniej..Moze przez to,ze byl martwy w brzuszku, nie jadl ..waga mu zeszla? Druga sprawa, wiem z jaka opinia teraz sie spotkam, ale nie bede tego ukrywac..W ciazy palilam papierosy.Liczbe wypalanych zmniejszylam z paczki dziennie na 3-4 dni dziennie i przerzucilam sie na najslabsze mentolowe..czasem zapalilam mocniejszego od partnera..w tych ostatnich dniach palilam jego papierosy,bo ciagle chodzilam poddenerwowana, juz wiem czym ..matka czuje, choc nieswiadomie,ale czuje, ze cos sie dzieje...
    Lekarz prowadzacy od poczatku wiedzial o tym, nie chcialam miec tajemnic,ale lozysko bylo ok..gdy lekarz oznajmil mi,ze moj maly aniolek nie zyje, tez powiedzialam,ze to przez papierosy moze, ale on powiedzial,ze raczej nie, a wlasciwie oznajmil...ze to nie to..gdy robiono mi cc zapytalam o lozysko, ponoc bylo czyste..ciagle mysle,ze to wina papierosow..mimo,ze mniej i slabsze,ale jednak ..Na wyjsciu ze szpitala dostalam skierowanie na badania a toxoplazmoze z 3 i 6 ostatnich miesiecy,co mnie zszokowalo, bo gdy bylam u prowadzacego okazalo sie,ze mam przebyta...martwilam sie,bo kotka w domu mamy.Ale lekarz powiedzial,ze nie mam sie czym martwic..ostatnio partner wzia karte ciazy i nie moglismy uwierzyc wlasnym oczom ..znalezlismy na internecie, do tego porownalismy z bratowej wynikami i wyszlo,ze wcae nie mialam toxo ..nie chorowalam nigdy na nia i nie mam odpornosci ..a moj prowadzacy mowil,ze juz przebylam i nie mam czym i emartwic..codziennie szukamy jakies przyczyny, bo wynikow sekcji jeszcze nie znamy, probujemy juz obwiniac siebie nawzajem, gdybys to .. a gdybys tamto ...a moze jesli ..Nie wiem czy przetrwamy razem to wszystko..nidy ie bylo super miedzy nami, rozchodzilismy sie i schodzilismy z partnerem, ale teraz w tej sytuacji zamiast sie wspierac..wcale nie jest lepiej..No wiec tak do konca wygladaa sytuacja, nie chce klamac, jesi mam pisac to tylko prawde...

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 17 stycznia 2015, 08:17

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    ol wrote:
    czarna23 jestem w szoku czytając Twoją historię... ja urodziłam moją córeczkę w 27 tc opiekę miałam super, przez cały pobyt w szpitalu nie słyszałam płaczu dzieci, miałam osobną salę. Jestem w szoku że, tak może być szpitalu jak opisujesz. Teraz potrzebujesz czasu bo żyć trzeba dalej wiem że, to nie łatwe zaglądaj tu na forum to pomaga wierz mi. Trzymaj się cieplutko kochana pozdrawiam
    JA co do opieki super nie moge sie pochwalic przez sytuacje na caly porod..jednakze na poczatku lezalam w odosobnionej sali,ale musieli mnie przeniesc,bo to na koncu bylo, w razie gdyby cos sie dzialo, pielegniarka mogla nie zdazyc..dlatego przeniesiono mnie do innego pokoju, fakt bylam sama..ale te wozki w pokoju..te przewijak,komody,wanienka do kapania..a obok juz byly sae, na ktorych mamy lezaly z dziecmi ..tu juz o moje zdrowie chodzilo ..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 17 stycznia 2015, 08:20

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    jangwa_maua wrote:
    Nie możesz siebie obwiniać ... z partnerem zrobiliście wszystko. Jak Was coś zaniepokoiło to zgłosiliście się do szpital, to tam "specjaliści" nieodpowiednio udzielili Wam pomocy.

    To ogromna trauma dla Ciebie i niestety już na zawsze zostawi ślad w Twojej psychice. Podejrzewam, że bez pomocy psychologa i terapii raczej się nie obejdzie. Sama powoli dojrzewam do decyzji pójścia do psychiatry aby skierował mnie na terapię do psychologa ( paradoks- jestem psychologiem, a sama sobie nie radzę).
    Specjalisci ? Wlasnie od lekarza ginekologa i od poloznej uslyszalam,ze skoro nie czulam ruchow, dlaczego nie przyjechalam ? To brzmialo ...Twoja wina?Tak sie poczulam ..A ruchy czulam, tlumaczylam ..Wlasnie szukalam takiego forum,bo narazie probuje sama sobie z tym radzic, ale jesli sie nie obejdzie to i psycholog bedzie potrzebny..

  • nick nieaktualny

    Wysłany: 17 stycznia 2015, 08:23

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    mama Martynki wrote:
    czarna23 współczuję Ci z całego serduszka, bardzo mi przykro. Tak naprawde brak mi jakiegokolwiek słowa....czytałam Twoja historię 3 razy i nadal nie mogę uwierzyć, że tak wygląda "opieka" medyczna, a lekarze dopuszczają do takich tragedii. Sama byłam pacjentką porodówki i rodziłam moją małą córeczkę w 25tc i wiem jaki to ból być tam i nie mieć przy sobie maleństwa.
    Mi pomógł czas i wsparcie dziewczyn na forum, dzięki nim wiem, że są osoby, które rozumieją mnie i to co przeszłam najlepiej.Dziś mija miesiąc od straty Tysi, ale wierzymy, że czuwa nad nami i staramy się w tym cyklu o kolejną kruszynkę.
    Trzymaj się cieplutko, buziaczki :*
    Dziekuje ..No widzisz, taka procedura szpitala, co z tego, ze bylam po terminie, ale nic sie nie dzialo,wiec do domu ..Dlatego szukalam forum, pomocy, liczac,ze tez mi pomozecie . Wy sie staracie o kolejna kruszynke, a problem jest taki,ze ja nie moge...Jestem po cc, 7 stycznia jak wspominalam , mialam wykonywany zabieg. W poniedzialek ide dopiero na scianiecie szwow i badania kontrolne czy wciaz utrzymuje sie zakazenie..O dzieciach na jakis czas moge zapomniec..o il w ogole bede mogla je miec, co dowiem sie na wizycie kontrolnej u ginekologa...

‹‹ 12 13 14 15 16 ››
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zainteresują Cię również:

Test owulacyjny. Jak działają testy owulacyjne i czy są skuteczne?

Testy owulacyjne są jednym z najprostszych narzędzi do samodzielnego wykrywania dni płodnych i zbliżającej się owulacji. Przeczytaj jak działają testy owulacyjne, jak je prawidłowo wykonać, ile kosztują i czy można im zaufać w 100%. Podpowiemy Ci również jak skutecznie zwiększyć działanie testów owulacyjnych! 

CZYTAJ WIĘCEJ

Kalendarz dni płodnych podczas starania o dziecko

Przeczytaj dlaczego coraz więcej lekarzy zaleca kobietom starającym się o dziecko prowadzenie kalendarza owulacji i obserwację własnego ciała. Kalendarz owulacji - czym jest, na czym to polega i dlaczego podczas starania o dziecko warto wiedzieć coś więcej o swoim cyklu niż czas jego trwania. 

CZYTAJ WIĘCEJ

Kwasy Omega-3 - ważny składnik w diecie przyszłej mamy

Kwasy omega-3 są bardzo istotnym składnikiem w diecie, o którym warto pomyśleć już na etapie starań o dziecko. Idealnie, aby po konsultacji z lekarzem, suplementować kwasy już od pierwszych dni ciąży. Dlaczego są takie ważne? Jaką pełnią rolę? Jak wybrać odpowiedni suplement? 

CZYTAJ WIĘCEJ
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego