Dziewczyny z rocznika '86 starające się o pierwsze dziecko :)
-
WIADOMOŚĆ
-
nick nieaktualnyDzięki laski można powiedzieć problemy pierwszego świata heh bo to nic takiego, no ale czasem człowieka pierdoły wkurzają jak się ich uzbiera.
BibiKa kciuki zaciśnięte!
Myślisz że może się udać w grudniu jeszcze z laparo? Przed świętami? Jak Ci @ ma wypaść?Wiadomość wyedytowana przez autora: 20 listopada 2017, 22:20
-
nick nieaktualny
-
nick nieaktualnyBibi_Ka wrote:Pojęcia nie mam, kiedy teraz się spodziewać @. Teoretycznie skoro już jest przetrwały pęcherzyk, to powinna przyjść w następnym tygodniu. Ale jeśli miałabym się załapać w grudniu na laparo, to najlepiej żeby przyszła 10.12.
-
Selina szkoda, że urodziny męża nie do końca się udały. Tak się szykowałaś, a tu ludzie zawiedli. Często tak bywa, jak się człowiek nastawi na coś... Nie przejmuj się, a czytnik jeśli sprezentujesz na Święta na pewno sprawi mężowi wielką radość
U mnie też kiepsko z Mężem, poranna awantura i ciche dni nastały. Aż w końcu wypalił, że jak mi nie pasuje, to mogę... wiadomo co. Bywały już podobne sytuacje, później wszystko wracało do normy. Ale to boli niesamowicie i traci się zaufanie do takiej osoby. Przeszliśmy już tak wiele, wydaje się, że już nic nas nie złamie, a tu znowu powtórka. Mam do niego straszny żal, chciałabym mu pomóc w tej "chorobie" i pomagałam do tej pory, ale czasami przesadza, zachowuje się jak pępek świata, tylko on jest pokrzywdzony przez los, a wszyscy wkoło żyją jak w bajce. Na ten moment nie wyobrażam sobie mieć z nim dziecka, bardzo bym je skrzywdziła.
A w tym cyklu i tak nic z tego, temperatura spada i czuję coraz bardziej @.
Przepraszam, że zaśmiecam forum, pewno nie powinnam pisać takich rzeczy na swoją drugą połówkę, ale Wy też pewno macie nie jedno za sobą w związku ze swoimi facetami i myślę, że mnie zrozumiecie.Jezu ufam Tobie
Piotruś i Tomuś 22 listopada 2018
Aniołek [*] 5 maja 2017 -
hej Jaka. O jkiej chorobie piszesz mężą oczwiście w " "? wspoinałaś już o tym na forum? bo jeśli tak to przepraszam, ze pytam.
mnie mąż również roi wiele przykrości ale powoli mam to w dupie... dosłownie... teraz podczas ciaży widać , ze stara się zachowywać, nie denerować mnie. Czasami po prostu ni z gruchy ni z pietruchy gdy go zirytuje czymś potrafi bardzo chamsko mi odpowiedzieć. Zawsze krzyczę wtedy na niego, żeby sobie nie pozwalał. Powiem Wam, ze niestety człowiek następie samemu pozwala sobie na takie zagrania do drugiej osoby. Z tym, ze ja umiem powiedzieć przepaszam i, dochodzi do takich sytacji tylko pod wpływem dżego mojego wzburzenia . U niego wystarczy tylko delikana irytacja. @ tyg temu zadzwoniłam do jego matki, żeby jej to powiedzięc. Zeby coś z tym zrobiła, pogadała z nim, że ja sobie na to nie pozwolę. Jestem w ciazy i teraz nie odpowiada on tylko za siebie ale i równiez za nasze dziecko. Powiedziałam mu też to i od tamtej sytuacji stara się. Powiem jedno jeśli chociaż raz mnie obrazi przy dziecku nie bedę się z nim patyczkować. Na niego działaja tylko ostre reakcje bo ostatnio uważa się za osobę bezkrytyczną, idealną. Rozumiem Cię Jaka.
Bibika trzymam kciuki za rozmowę kwa. -
Sara dziękuję za słowa otuchy
Mój Mąż szuka właściwej diagnozy swojej "choroby" od prawie roku. Wyszła borelioza, leczył ją szpitalnie antybiotykami, potem ziołami. Niby pomogło na chwilę ale nie do końc. Objawy wtedy miał ze strony ukł. neurologicznego, a to się diagnozuje tylko punkcją lędźwiową. Potem było podejrzenie SM i w końcu poddał się w szpitalu punkcji żeby wiedzieć juz na 100 % czy to ta straszna choroba. Nic złego w badaniu nie wyszło, a przy okazji okazało się że nie ma też neuroboreliozy, czyli nie wykluczone, że antybioxy brał niepotrzebnie. Wszyscy lekarze od początku mówili Mu, że to nerwica, ja też tak uważałam. Dopiero teraz kiedy jest przebadany na wszystkie strony coraz bardziej skłania się co do tj nerwicy. Mąż jest strasznie nerwowy, wybuchowy, jak coś go zdenerwuje, to od razu krzyk. Przeszliśmy trochę i przed ślubem, potem problemy z (tak jak Ty Sara, o tym kiedyś pisałyśmy), strata dziecka i te jego dolegliwości. Czasami jest lepszy okres i w miarę normalnie, a potem znów się gorzej czuje i ręce opadają. Mąż myślał, że sobie jakoś sam poradzi, ale chyba będzie musiał przejść jakąś terapię pod okiem specjalisty.
Ja na prawdę staram się wszystko zrozumieć, ale czasami przegina. Nie dość, że nic w domu nie robi, tylko to co mu sprawia przyjemność, co lubi, ciągle się czepia, to jeszcze awanturuje i wprowadza grobową atmosferę.
Też Mu mówiłam wiele razy, że jak się pojawi dziecko, to tak być nie może, bo to już nie nim się będziemy zajmować, ale maleństwem. On bardzo chce dziecka, ale chyba nie dorósł do ojcostwa i zastanawiam się czy małżeństwo nie jest dla niego zbyt wielką sprawą.
Niedługo to i ja będę potrzebowała terapii...Jezu ufam Tobie
Piotruś i Tomuś 22 listopada 2018
Aniołek [*] 5 maja 2017 -
nick nieaktualnyJaKa a czy mąż miał badane hormony dokładnie? Prolaktyna, hormon wzrostu itp?
U nas akurat to ja jestem ten nerwus wkurzam się o byle co a zwłaszcza w ostatnich dniach chyba przez te leki. Mam ochotę na urlop i wyjazd gdzieś w ciepłe miejsce, tak bardzo potrzebuję odpocząć i się wygrzać. Nie ma szans jednak na to póki co -
nick nieaktualnyMamy chyba jakiś gorszy okres co?
Przeszłam dziś ekspresową rozmowę kwalifikacyjną. Trwała 14 minut. Rozmawiałam z samym prezesem, krótko ale konkretnie i na temat. To co lubię. W piątek mają dać znać. We'll see.
Seli przy moich problemach, to staram się jak najmniej wprowadzać dodatkowe leki i hormony.
JaKa u nas to ja byłam tą, która rzuca, że jak coś nie pasuje, to możemy się rozwieść. Wogóle pierwsze lata małżeństwa były u nas dość nerwowe. A potem ja zaczęłam czytać o tym jak pracować nad relacją w małżeństwie, w związku. Dużo nam pomogła wiara w Boga. Możecie się śmiać, ale odkąd pilnuję abyśmy byli w stanie przystępować co niedzielę do komunii św., to na prawdę między nami jest inaczej. Choć oczywiście zgrzyty się zdarzają i mam ochotę wtedy tego chłopa wyrzucić za okno z naszego piątego piętra.
Sarrra dzięki za kciuki, zobaczymy co będzie.Selina, JaKa lubią tę wiadomość
-
Mi też zdarza się rzucać mięsem, ale nie bez powodu, tylko już w trakcie awantury. Nie pozostaje mu wtedy dłużna. Jednak potem to ja się gryzę ze wszystkim i pierwsza wyciągam rękę, po nim to po prostu spływa
Mąż sam mówi o terapii, że chyba musi się jej poddać. Nie małżeńskiej, tylko indywidualnej, żeby pozbyć się nerwicy która prawdopodobnie jest winowajcom wszystkich dolegliwości.
Prolaktyne miał mierzoną kilka razy i bywała znacznie podwyższona, ale później już spadała. Hormony tj. testosteron są na dobrym poziomie.
Już sama nie wiem, niby po 2 latach małżeństwa jest lepiej, tzn przyzwyczaiłam się i te jego jazdy aż tak nie bolą, ale jednak...
Jezu ufam Tobie
Piotruś i Tomuś 22 listopada 2018
Aniołek [*] 5 maja 2017 -
Rozumiem Cie Jaka. Ja też powoli pewne zachowania męża mam dosłownie w dupie. U mnie też mies3m rzucę ale tylko pod wpływem em9cji. Też mam wyrzuty sumien8a. Mąż swoje chamstwo ma w nosie .słowo przepraszam słyszałem 6 miesięcy temu.
Dobrze ze Twoj mąż widzi ze coś jest nie tak. To już krok do przodu. -
nick nieaktualnyBibiKa oj tak, cos widze ze gorszy czas tu zapanował.
Ja mimo, że nadal nic nie słodzę, to olałam swoje nie jedzenie i ograniczenie słodyczy. Od @ opycham sie nimi ile wlezie... Tak, wyszła mi z badań prawie IO, ale gdzies to mam. Naprawdę leję na to jak ten cukier ze słodyczy na mnie wpłynie, może kiedyś znow bede miała wenę na odstawienie, teraz nie potrafiłam i pochłaniam codziennie ciasteczka, czekoladki. Nawet otworzyłam czekoladę męża którą dostał od moich rodziców ;] no ale pozwolił mi śliniłam się na jej widok że hej
JaKa tylko nerwica też się skądś bierze, czy w rodzinie męża ktoś chorował/choruje na nią? Oby trafił na dobre specjalistę, który mu pomoze -
Bibika my jesteśmy wierzącymi ludźmi. Mąż nawet postanowił, że będzie przez rok chodził codziennie na Mszę św. jeśli badania wykluczą SM i tak się stało jak na razie nie opuścił ani razu Mszy, a trwa to już miesiąc. Chodzimy regularnie do spowiedzi, staramy się często przyjmować Komunię św. Dla mnie Msza bez Komunii jest stracona, mam wtedy pustkę w sercu i żal do siebie. Ogólnie to nie jesteśmy jakimiś "mocherami", ale wiemy, że bez Boga nic się nie zdziała. W kryzysowych momentach tylko modlitwa i zwykła rozmowa z Bogiem pomaga
Selina nie było w rodzinie Męża przypadku nerwicy, ani żadnej podobnej choroby. Teściowa jest potwornie nerwowa, chociaż ona twierdzi, że wręcz przeciwnie, a jest chodzącym tornadem. Wydaje mi się, że Mąż po mamusi odziedziczył to usposobienie. Teść jest za to spokojny.
Mąż przyszedł po pracy oczywiście naburmuszony, grobowa mina i ... cisza. Jak zwykle zrobiłam ten pierwszy krok i zaczęłam pierwsza rozmowę. Za każdym razem boję się, że naskoczy na mnie i będzie jeszcze gorzej, ale nie znoszę tej ciszy i mijania się w mieszkaniu bez słowa.
Zaczęliśmy razem szukać jakiegoś psychologa w internecie. Nie wiem co z tego wyjdzie, czy dojdzie do skutku ta terapia i przyniesie poprawę, ale oboje wiemy, że nie ma innej drogi. Oczywiście są psychotropy, które już dwóch lekarzy Mężowi przepisywało (nie brał ich), ale przy staraniach o dziecko raczej odpada takie rozwiązanie.
Sarrrra strasznie się boję co będzie, jeśli pojawi się dziecko, jak wtedy Mąż będzie się zachowywał. Jego narcyzm będzie musiał zejść na drugi plan. On uważa, że wtedy wszystko się zmieni, że nie będzie już taki nerwowy, bo będzie dziecko, a przecież go oboje pragniemy. Ale ja mam potworny strach, wiadomo, że dziecko będzie płakało, nie będzie mogło spać, nam nie będzie dawało spać, będą kolki i inne problemy. I mój Mąż w tym wszystkim zachowa spokój i opanowanie!????
Sara jak Ty się czujesz? jak się ma maluszek??Wiadomość wyedytowana przez autora: 21 listopada 2017, 21:50
Bibi_Ka lubi tę wiadomość
Jezu ufam Tobie
Piotruś i Tomuś 22 listopada 2018
Aniołek [*] 5 maja 2017 -
nick nieaktualnyJaKa wrote:Bibika my jesteśmy wierzącymi ludźmi. Mąż nawet postanowił, że będzie przez rok chodził codziennie na Mszę św. jeśli badania wykluczą SM i tak się stało jak na razie nie opuścił ani razu Mszy, a trwa to już miesiąc. Chodzimy regularnie do spowiedzi, staramy się często przyjmować Komunię św. Dla mnie Msza bez Komunii jest stracona, mam wtedy pustkę w sercu i żal do siebie. Ogólnie to nie jesteśmy jakimiś "mocherami", ale wiemy, że bez Boga nic się nie zdziała. W kryzysowych momentach tylko modlitwa i zwykła rozmowa z Bogiem pomaga
Selina nie było w rodzinie Męża przypadku nerwicy, ani żadnej podobnej choroby. Teściowa jest potwornie nerwowa, chociaż ona twierdzi, że wręcz przeciwnie, a jest chodzącym tornadem. Wydaje mi się, że Mąż po mamusi odziedziczył to usposobienie. Teść jest za to spokojny.
Mąż przyszedł po pracy oczywiście naburmuszony, grobowa mina i ... cisza. Jak zwykle zrobiłam ten pierwszy krok i zaczęłam pierwsza rozmowę. Za każdym razem boję się, że naskoczy na mnie i będzie jeszcze gorzej, ale nie znoszę tej ciszy i mijania się w mieszkaniu bez słowa.
Zaczęliśmy razem szukać jakiegoś psychologa w internecie. Nie wiem co z tego wyjdzie, czy dojdzie do skutku ta terapia i przyniesie poprawę, ale oboje wiemy, że nie ma innej drogi. Oczywiście są psychotropy, które już dwóch lekarzy Mężowi przepisywało (nie brał ich), ale przy staraniach o dziecko raczej odpada takie rozwiązanie.
Sarrrra strasznie się boję co będzie, jeśli pojawi się dziecko, jak wtedy Mąż będzie się zachowywał. Jego narcyzm będzie musiał zejść na drugi plan. On uważa, że wtedy wszystko się zmieni, że nie będzie już taki nerwowy, bo będzie dziecko, a przecież go oboje pragniemy. Ale ja mam potworny strach, wiadomo, że dziecko będzie płakało, nie będzie mogło spać, nam nie będzie dawało spać, będą kolki i inne problemy. I mój Mąż w tym wszystkim zachowa spokój i opanowanie!????
Sara jak Ty się czujesz? jak się ma maluszek??
Tę nerwowość w takim razie nie tyle odziedziczył, co została mu wdrukowana przez mamę. Taki model zachowania i trudno z tym walczyć, bo to zmiana nawyku i w jakiejś części charakteru. Ale świetnie, że on wie, że jest problem i że chcecie nad tym wspólnie pracować.
Nie ma co wierzyć, że jak pojawi się dziecko, to się zmieni. Nie zmieni. Ale powinnaś mu zadać pytanie czy jeśli będziecie mieć syna, to chciałby aby był tak wybuchowy i impulsywny jak on? chciałby taki dać przykład synowi? a jeśli będzie córka to jaki chciałby jej wdrukować obraz mężczyzny, którego będzie szukać na męża? nie boi się, że szukając wzorca swojego taty trafi na jakiegoś damskiego boksera?
Cieszę się, że nie wbrew temu co obecny świat lansuje, tyle jest ludzi wierzących, tak naprawdę i szczerzeJaKa lubi tę wiadomość
-
Sarrrra wrote:Selinka rozumiem cię z tymi słodyczami. Ja również jem słodycze i to co dziennie. Moja glukoza na czczo to 90 w ciaży 2 tyg temu mam nadzieje, ze nie zawysoko i te słodycze mi nie zaszkodza.
Sarrra slodycze mogą zaszkodzic, mozesz sie nabawic cukrzycy ciazowej. Do tego w slodyczach jest pelno chemii i są to puste kalorie, dziecku nie daja zadnych skladnikow odzywczych, a Ty mozesz duzo i szybko przytyc. Na kwietniowkach, na poczatku naszych ciąz zostalam zhejtowana za taki wpis, a teraz sie okazuje, że te ktore jadly slodycze, pily cole itp od początku ciazy, teraz placzą ze przytyly po 5-7 kg. A ja do tej pory nic. Moj synek rozwija sie idealnie. PS. Na tym etapie ciazy na jakim jestesmy dziecko + wody + lozysko waza okolo 500g.
JAKA czy Twój mąz robil badania tarczycy? Jego sytuacja bardzo mi przypomina moja sprzed kilku lat. Tez nagle stalam sie chodzacym tornadem, maz nie mogl ze mna wytrzymac, az sie okazalo ze mam niedoczynnosc...Wiadomość wyedytowana przez autora: 22 listopada 2017, 11:54
-
edwarda20 wrote:Sarrra slodycze mogą zaszkodzic, mozesz sie nabawic cukrzycy ciazowej. Do tego w slodyczach jest pelno chemii i są to puste kalorie, dziecku nie daja zadnych skladnikow odzywczych, a Ty mozesz duzo i szybko przytyc. Na kwietniowkach, na poczatku naszych ciąz zostalam zhejtowana za taki wpis, a teraz sie okazuje, że te ktore jadly slodycze, pily cole itp od początku ciazy, teraz placzą ze przytyly po 5-7 kg. A ja do tej pory nic. Moj synek rozwija sie idealnie. PS. Na tym etapie ciazy na jakim jestesmy dziecko + wody + lozysko waza okolo 500g.
JAKA czy Twój mąz robil badania tarczycy? Jego sytuacja bardzo mi przypomina moja sprzed kilku lat. Tez nagle stalam sie chodzacym tornadem, maz nie mogl ze mna wytrzymac, az sie okazalo ze mam niedoczynnosc...
Edwarda a domowe ciasta? również są szkodliwe? po prostu wypieki?