Ciężarne '86
-
WIADOMOŚĆ
-
Ewieel jesteśmy od dziś w domu. W sumie to lekarz nic nam ciekawego nie powiedział. Niby z testów na rączce nic nie wyszło. Były jakieś bombelki ale w normie a za małe by nadać miano alergii? Na testy z krwi musimy czekać do 3 tygodni i przyjdzie wynik oraz opis pocztą (robili na bmk i jajko)
Po za tym mała ma bardzo dużo leukocytow w moczu i muszę powtórzyć badanie i najlepiej jak bym mocz złapała prosto do pudełeczka a nie do woreczka. Do tego żelazo na granicy i wyniki odporności też są marne. Także suplenentujemy dha, Wit D i żelazo. I próbuje łapać mocz.
Po za tym dr stwierdził że powinnam mała zaszczepić na pneumokoki i menigmokoki to mniej by chorowała.
I ogólnie nie ma astmy nie ma alergii, jest okazem zdrowia.
Wiadomość wyedytowana przez autora: 14 września 2016, 20:07
-
Ewwiel dziękuję :* jakoś nadal trudno mi uwierzyć że synek, nie żebym była nie szczęśliwa z tego powodu bo cieszę się bardzo i najważniejsze że jest zdrowiutki (lekarz długo sprawdzal serduszko i się stresować zaczęłam czy aby na pewno wszystko jest ok, ale taki jest mój lekarz że długo wszystko sprawdza)
W głębi serca kiedyś bym jeszcze chciała córeczkę ale mąż się chyba juz nie zgodzi -
Gosiu gratuluje! Super wiadomość!
A ja od dzisiaj mam w domu Roczniaka Jak ten czas leci! Rok temu o tej porze powiedziałam klientowi po tłumaczeniu, że za 2 dni się raczej nie spotkamy bo "chyba dzisiaj urodzę". Do dziś pamiętam, że patrzył na mnie jak na wariatkęgosia86, agatka196, aja lubią tę wiadomość
matko-polko-rodzicielko.blog.pl - o macierzynstwie i ciazy
Mama w Krakowie - fanpage na facebooku dla krakowskich Mam i nie tylko.
-
Gosiu, spokojnie. Ja w sumie przytyłam 18kg, a jeszcze 5kg i bedzie waga sprzed porodu. Obym to zrzuciła do chrzcin. Lola kończy dziś 4 tygodnie. Masakra jak czas leci. Coraz lepiej nam wszystko idzie: karmienie, ubieranie,przewijanie. Mała bardzo lubi kąpiel. Czasem jak płacze gdy ja rozbieramy do kapania, tak w wodzie się uspokaja Szkoda,że po wyciągnięciu znów płacze Za nami pierwsza mega kupa i to taka, że obie byłyśmy do przebrania Pierwsze wymioty też już za nami. Tak to z moim chytruskiem jest. Minionej nocy opróżniła jedną pierś, było jej mało, więc przystawiłam ją do drugiej. Troche popiła i wypuściła sutek. Czasem się przytula tylko na chwile i zasypia. Bekać/odbijać coś nie chciała. Za to jak ją odłożyłam, to tak rzygnęła, że aż tatuś zerwał się na równe nogi. Chyba się wystraszyła, bo potem już się do drugiego karmienia w nocy nie budziła. Jeden dzień mamy rewelacyjny, Mała pięknie je i śpi jak aniołek, to znów drugi jest taki,że się krztusi przy jedzeniu, nie śpi, kupy zrobić nie może, to ją brzuszek boli itp. Kiedyś chyba miała atak kolki. Ale jak to z dzieckiem Na razie śpi, to pisze tego posta, ale jak się będzie budzić, to wyśle tyle ile uda mi się napisać.
-
Powiedzcie mi, czy po porodzie też nie mogłyście się dogadać z waszymi mężami/partnerami? Bo my niestety dogadać się nie możemy i ciagle się kłócimy Mąż mnie nie rozumie, do tego ja mam jeszcze trochę baby bluesa no i tak kiepsko trochę u nas. Mąż nie może zrozumieć, że ja go też potrzebuje, że "siedzenie" z dzieckiem w mieszkaniu na czwartym piętrze wcale nie jest takie przyjemne. Nie dociera do niego,że jak też potrzebuje wyjść choć na chwile, nawet do sklepu zrobić zakupy! A wszystko się rozchodzi o to, ze chce żeby wracał troche wcześniej do domu, żeby był z nami. Nie może zrozumieć, ze to dziecko i ja powinnśmy być dla niego najważniejsze. Dalej mu ludzieńki dupe zawracają i zamiast ten czas po pracy spędzać z nami, to lata do innych, bo ktoś tam coś potrzebuje itd. Jak mu tłumacze, to mówi mi, że ktoś musi pracować. Powiedziałam mu,że nie kazuje mu rezygnować z pracy, tylko żeby dał wreszcie do zrozumienia, że teraz wolny czas musi poświecić dziecku i mnie, a nie stale ktoś dzwoni po niego żeby komputer naprawił, albo kibel przyszedł przetkać czy lampe powiesić. Albo jak mu mówię, że nakarmie Lole i niech z nią zostanie, to ja skocze choć na godzinę na zakupy, że chce za ubrankiem na chrzest dla niej zobaczyć i czapeczkę kupić. To nie. Złości się na te czapki co mamy pożyczone, sam nie ma kiedy pójść kupić, ale do domu też nie przyjdzie po 16 żebym mogła jeszcze przed 17 wpaść do sklepu i coś kupić. Jak idzie na siatke czy szedł na pępkowe z kumplami, to potrafił wcześniej skończyć robote. Jak mu to powiedziałam, to się tłumaczył, że akurat wtedy mieli mniej roboty i wcześniej skończyli. Pępkowe też dobrze, że już zrobił, bo był nie do zniesienia Przez dwa wieczory dzwonił po chłopakach, więc nie miałam z niego pożytku. Potem pępkowe, to się załatwił tak, że całą sobotę zdychał i wymiotował. Jeszcze do tego bluzę zgubił... Mąż się sformatował i szczęśliwy, a jak ja chce sie wyrwać choć na chwile, to wielce zdziwony. Kiedyś w żartach powiedział mi, że moim hobby powinno być wychowywanie dziecka. Więc mu powiedziałam, że skoro tak, to będe się nią zajmować 2 godz w tyg, bo on tyle przeznacza tygodniowo czasu na hobby Oczywiście nie mogę tak strasznie narzekać, bo mąż stara mi sie pomagać, przewinie czy przebierze Małą, pomaga przy kapaniu, bierze do beknięcia. Ale nie może do niego dotrzeć, że ja też potrzebuje i musze odreagować, bo szmyrgla do głowy dostanę Wtedy w sobotę po pępkowym jak Mała usnęła, to nie wiedziałam, co mam zrobić: czy pranie wieszać, czy kolejne włożyć do pralki, zjeść obiad czy pójść szybko do sklepu. W końcu poszłam do sklepu i po drodze w cukierni kupiłam sobie kawałek szarlotki! Niestety jestem na diecie i na okrągło jem to samo, bo jak zjadłam zupe na śmietanie, to Lole bolał brzuszek. Na razie powoli zaczynam rozszerzać diete.
-
Kolejna sprawa to taka, że przez to, ze jesteśmy u męża na samym końcu, to nie mamy czasu ze sobą porozmawiać. A jak już jest w domu, to stale ktoś do nas przyjdzie. Już naprawdę mam dość Nawet o chrzcinach nie możemy spokojnie pogadać i wszystkiego ustalić. Co gorsza każde z nas chce inną matke chrzestną ja swoją siostre, mąż swoją. Niestety ma tylko siostre. Jeszcze jakby miał normalnego szwagra, to on mógłby być chrzestnym a moja siostra chrzestną. Niestety szwagier to czarna owca w rodzinie, główny mąciciel i prowodyr sporów i kłótni. Ze mną nie rozmawia, bo ja ze wsi pochodzę. Na poczatku jak go poznałam było mi przykro, teraz już się z tego śmieje. On potrafi się nawet o to obrazić, że powiedziałam do niego "szwagier". Wtedy stwierdził, że on ma imię. Wracam do tematu chrzcin. Mąż stwierdził żebyśmy zaprosili tych znajomych u których jest ojcem chrzestnym. Ja jestem temu przeciwna. Jeszcze sie okazało, ze jest kłopot z lokalem w terminie który nam pasuje. Myślałam, że końcem października nie powinno być takiego problemu, a tu jednak jest. Teściu niby nie złośliwie, ale zdiwiony dlaczego nie robimy w lokalu na naszym osiedlu. Wszystko byłoby na miejscu, kościoł lokal i do domu pare kroków.
-
Aja ja z moim się nie kłócę od razu ryczę. On jest taki ze mu bardzo leży na sercu byśmy ja i Maja były szczęśliwe poza dzieckiem świata nie widzi i jest zakochany w niej po uszy ale pomagać niewiele pomaga. Póki co raz zmienił pieluchę. Jak ja ją kąpie to stoi obok i tylko wode potem wyleje. A jak go proszę zeby z nią został bo ja chce do wc na 2 to ona w łóżeczku a on w łóżku z laptopem. Nie zagada nie potuli.
Chrzciny planujemy na koniec października i na chrzestnych bierzemy męża brata i moją koleżankę bo siostra moja po rozwodzie a ja na wsi mieszkam to wiadomo jak to księża. Cała rodzina ma obiekcje ale to nasze dziecko i nasza decyzja.