No może teraz się uda Wam odpisać, zobaczymy… 🙈
Następczyni Pauliny nie ma i chyba nie będzie. Jakby to wytłumaczyć… Pierwszy tydzień po jej odejściu byłam zbyt wściekła, oszołomiona i zasmucona tą sytuacją, żeby kogoś szukać. I o dziwo, ten pierwszy tydzień po jej odejściu minął nam bardzo fajnie. Niedługo potem była akcja z moją chorobą i awaryjnym przyjazdem mamy i to był też nienajlepszy czas na szukanie niani. Nie miałam do tego głowy. No, a teraz płynie dzień za dniem i jakoś tak… no nie wiem… 🙈
Po pierwsze, ta sytuacja z jej odejściem mocniej mnie przeorała psychicznie niż wydawało mi się na początku. To jest jednak wpuszczenie całkowicie obcej osoby do swojego domu, do swojego mikro-świata. To jest pokazywanie komuś od podstaw swoim nawyków, rytuałów, ale też swoich wad i niedoskonałości. To jest też wpuszczanie tej osoby do świata swoich dzieci. Potrzebne jest pełne zaufanie. I ja już nie mam siły robic tego z kolejną osobą. Jeszcze paradoksalnie, to, że nam się ta współpraca układała naprawdę super, a potem ona nagle mnie zostawiła w taki… hmm… nieelegancki sposób, sprawia, że jest mi chyba jeszcze trudniej. Bo jakby coś nie grało, to można by się otrząsnąć i szukać dalej. A teraz ja już po prostu nie bardzo potrafiłabym zaufać kolejnej osobie. Niby zgłosiło się kilka dziewczyn, ale wszystkie z daleka. Z tak daleka, że wyjazdy do domu na weekend odpadają. I ja mam takie uczucie jakiejś niechęci do bycia z kimś obcym non-stop. Bo jakby to miało wyglądać? Że ta nowa dziewczyna w dni wolne byłaby u nas w domu, ale obok? Jadła by z nami śniadanie i nic by w tym czasie nie pomogła, czy czekałaby w pokoju aż my skończymy, żeby nie wchodzić sobie w drogę? Tak źle i tak nie dobrze. Czy pracowałaby 7 dni w tygodniu, a wolne odbierałaby podczas tych dwutygodniowych urlopów? Z jednej strony brzmi sprawiedliwie, a z drugiej jak niewolnictwo. Ale ja też nie chcę mieć w domu kogoś obcego bez przerwy, nawet w dni kiedy nie pracuje.
A po drugie… no kurde, całkiem dobrze sobie radzę. Przynajmniej na razie. Bardzo dużo jest też wokół pomocnych ludzi. Na przykład pracownicy w przedszkolu młodego. Od dwóch tygodni nie ma dnia, żebym odprowadzając Bolka, musiała wyciągać Mieta z fotelika i nieść z nami do szatni. Za każdym razem zanim zdążę wypiąć starszaka już pojawia się pan konserwator i wyciąga Mietka z samochodu, a potem zostaje z nim na korytarzu, aż ja przebiorę i odprowadzę starszego do sali. To samo gdy go odbieram. Mam wrażenie, że pan Paweł wypatruje naszego samochodu w godzinach odbioru dzieci, bo zawsze magicznie pojawia się zaraz po tym jak zaparkuję przed szkołą. To samo pani woźna. Jak tylko zobaczy, że podjeżdżam, a dzieciaki są na placu zabaw to mi go przyprowadza, zanim zaparkuję, żebym nie musiała małego wyciągać. Ja wiem, że to też przez to, że wszyscy pracownicy szkoły uwielbiają wprost Bolusia, więc ta pomoc nie jest wymuszona i nie wynika z litości. Więc ja się z tym dobrze czuję. Dziś jak Miet zobaczył pana Pawła rano, to zaczął się cieszyć i klaskać z radości. Fajne to jest. 😊
No i u nas na wiosce. W sumie to się teochę afera zrobiła. 🫣 A nawet nie tylko u nas na wiosce, ale w całej naszej gminie. Odkąd mi brzuch widać, to się zrobił wśród ludzi taki hejt na mojego starego. 🫣😂 Wszyscy oburzeni, jak mnie mógł zostawić. I się prześcigają w jakiś takich drobnych próbach pomocy. W kolejce w sklepie nie czekam. Papiery z gminy mi znoszą na parking. Takie tam ułatwienia. A jak ktoś pyta, gdzie stary (chociaż wszyscy wiedzą), a ja odpowiadam, że za granicą to ludzie tak śmiesznie cmokają z niezadowoleniem „ajajajajaj” i nic więcej nie mówią. 😂 Jak w jakiś Samych Swoich czy coś. 😂
Myslę teraz po prostu o jakiejś niani na godziny raczej. Żeby trzy razy w tygodniu wpadła na trzy godziny na przykład. Bo momentami nie nadążam z praniem, sprzątaniem, a i też odpocząć by się chciało po prostu. Nie wiem, zobaczymy…
A te choroby, to są jakieś dzikie po pandemii. Czy tylko mi się tak wydaje? Nie wiem o co chodzi, ale kiedyś to się człowiek mógł spodziewać jaki dana choroba będzie miała przebieg, a teraz to cuda na kiju. Rsv z wysypką i podejrzeniem zapalenia mózgu?! Albo trzy dni lekki katar i nic, a potem nagle duszności takie, że trzeba wzywać pogotowie? Przecież to jakieś jaja są. Kropka, dobrze, że już wszystko u Was w porządku! ❤️ Mju… ech. Dużo siły! 😅 Syrenka, a jak u Was?
Elforia, dzięki za propozycję ubranek! 🥰 W sumie nie wiem… Zobaczymy, co tam Kropka wymyśli, bo coś czuję, że tam będzie absolutnie wszystko co potrzebne. 😂☺️ Ale też z drugiej strony jak mają Ci zalegać i nie masz nikogo kto by potrzebował, to możemy tak zrobić, jak piszesz. 😊
👦🏻 26.10.2021
👶🏻 02.10.2023
