Czas się w końcu odezwać.. Firma jest, asortyment jest, fan page na facebook'u jest.. Wszystko idzie zgodnie z planem
Cieszę się, teraz czekać na oferty kupna..
Ogólnie to jest wspaniale, nie wiem co będzie za 6 dni, czy przyjdzie okres czy nie, zobaczymy.
Nie wiem co mam w sumie więcej napisać.. W szkole jak zwykle moja bolączka - MATMA.. Oszaleje w końcu przez to.. Ja już nie wiem jaki sprawdzian mam z tego przedmiotu poprawić.. MASAKRA.
36+0
Witam się w skończonym 36tc
Macica daje mi w tej ciąży w kość. Wczoraj miałam skurcz, który utrzymywał się kilkadziesiąt minut, taki mocno ciężki brzuch jak na okres. Cały czas miałam wrażenie, że zaraz coś ze mnie chluśnie. W końcu jak zaczęłam płakać z bólu, to uznałam, że nie ma co się męczyć i pogoniłam D do apteki po Nospę. Po niej na szczęście puściło. Generalnie codziennie albo co kilka dni czuję skurcze przepowiadające, co w tamtej ciąży nie zdarzało się chyba wcale. Nie wiem czy teraz macica bardziej kuma o co kaman, czy co? Na ostatnim wykładzie położna mówiła, że skurcze po porodzie będą dużo bardziej uciążliwe niż po pierwszym porodzie i ponoć generalnie lubią się nasilać po kolejnych ciążach. Super, nie mogę się doczekać
Mam nadzieję, że chociaż poród pójdzie sprawniej dzięki temu, że macica już swoje pamięta.
Poza tym jest ok. Coraz częściej zasypiam w dzień na drzemki i pomalutku zaczynam czuć, że to końcówka. Zostało niby 20-kilka dni! Ciekawe jak to będzie tym razem. Ta ciąża na końcówce jest zgoła inna niż ta pierwsza. Czuję te skurcze, czuję czasami okropne rozpieranie w miednicy, czasem czuję jakby mała mocno naciskała na szyjkę, co jest bardzo nieprzyjemne, ale co najważniejsze - póki co mam odpowiednią ilość wód płodowych! Bardzo się bałam ostatniej wizyty (parę dni temu) bo to w tym tygodniu wylądowałam z Brunem na patologii ciąży właśnie przez małowodzie. Tym razem póki co jest ok
Może też dlatego mam większy brzuch? Dzieciaki rosną bardzo podobnie bo Zojcia miała 2400g w 35+3, a Bruno dokładnie tyle samo w 35+5
Także jest szansa, że jak nie przenoszę ciąży, to przyjdzie mi znów rodzić taką kruszynkę
Przestałam brać Acard i jest szansa, że teraz troszkę zwolni ze wzrostem, ale lekarka powiedziała, żeby się na to nie nastawiać. Mówiła też, że nic kompletnie nie świadczy o tym, że w najbliższym czasie miałoby się coś ruszyć jeśli chodzi o poród. No i dobrze, niech mała posiedzi co najmniej do marca. Choć może nie za długo bo zrobiłam sobie już włosy i rzęsy, żeby jakoś wyglądać jak się poznamy
A bałam się umawiać na późniejsze terminy na wypadek wcześniejszych komplikacji oraz z powodu tej cholernej korony - nie chciałabym mieć pozytywnego testu przed przyjęciem do szpitala i potem kombinować gdzie mnie przyjmą. Choć ponoć Mikołów testów nie robi, ale czy nic się do tego czasu nie zmieni, tego zapewne nie wie nikt.
Tak więc cieszę się tą końcówką ciąży, bo najprawdopodobniej to moje ostatnie dni w życiu, kiedy noszę pod serduchem małą istotkę

(Nie wspominając o tym, że jestem przerażona jak to będzie jak mała już będzie z nami :p )
Tak czytam sobie te wpisy na forum i nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Czasem mam wrażenie, że dziecko to zabawka, której w tym cyklu ktoś nie dostał. Wszystko ma być już i koniec, a jak nie to dramat rozpacz i lament. A na to potrzeba czasu i cierpliwości, której najwyraźniej niektórym brakuje. Są kobiety, które starają się lata, a tak nie przeżywają jak te które starają się miesiąc, dwa czy trzy. Dziecko to nie zabawka, którą ma się od ręki. Przede wszystkim dziecko samo wybiera moment w którym chce przyjść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2015, 09:17
10 tydz., 3 dz.
Mam juz pomału dosyć tych mdlosci. Co prawda czuje sie jak mdlościowy specjalista, bo wiem juz o nich niemal wszystko
ale teraz dołączył rownież ten okropny metaliczny smak w ustach, ktory wogole nie pomaga... Mam chociaż nadzieje,że ten mały sprawca mojego kiepskiego samopoczucia rośnie cały i zdrowy. A teraz z innych tematów: pomalutku szykuje sie do zakupów. Jeszcze nie kupuje, ale sie rozglądam. Znalazłam dwie rzeczy w ktore koniecznie musze sie zaopatrzyć. Pierwsza z nich to zestaw do przechowywania mleka z piersi. Jest świetny! Zawiera ręczną pąpkę, woreczki do mleka oraz nakładki ze smoczkami (imitującymi sutki) dzieki czemu maluch moze pic prosto z woreczka, a ty oszczędzasz na zmywaniu i wypazaniu
jeszcze jedna ich zaleta to cena: jedynie $30 za cały zestaw!

Kolejna upatrzoną rzecz jest duzo droszsza, ale mysle ze warta wydanych pieniędzy: bezpieczny materac do łóżeczka ktory pozwala oddychać nawet gdy maluch przekręci sie na brzuszek! Bardzo łatwo sie go czyści a gdy zajdzie taka potrzeba mozna go bardzo łatwo wyprać
nie potrzeba pościeli, szybko schnie i jest duzo bardziej higieniczny od regularnych materacykow. Niestety kosztuje ponad $300... Mimo tego chyba sie na niego zdecyduje.

To narazie tyle z "must have" ktore udało mi sie znalesc
teraz ide godzić sie z myślą,ze trzeba zrobic mężowemu jakiś obiad...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 02:28
Pan doktor zalecił cykl przerwy od hormonów, żeby nie męczyć mnie i endometrium.
Rozczarowałam się, zawiodłam, ale po namyśle doszłam do wniosku, że to dobry pomysł.
W końcu lekarz wie co robi (chyba) i radzi.
Dostałam skierowanie na diagnostyczne histero ze scratchingiem. Mówił, że nie muszę robić, bo w końcu po pierwszym ET była ciąża, ale mogę ten miesiąc przerwy wykorzystać.
No i się zastanawiam czy robić czy nie.. Zadzwonie w jedno miejsce gdzie robią na NFZ i nie ma kolejek i wtedy się zdecyduję.
Z jednej strony chcę w tym miesiącu odpuścić wszystko a z drugiej drapanko endometrium może pomóc zarodkom przy następnym crio. i dalej nie wiem czy brać je pojedynczo czy wziąć dwa ostatnie razem. Mam ok miesiąc do namysłu.
A z mężowym podejmujemy 30dniowe wyzwanie. Codziennie 150 brzuszków, 150 przysiadów, 50 pompek.
Robimy sobie fotki przed i po i zobaczymy jakie będą efekty.
Przyda mi się to, bo po stymulacji niestety celullitis na udach i pośladkach pogłębił się i z delikatnie dostrzegalnego jest dosyć duży. Poza tym ćwiczenia odłożyłam od początku przygody z IVF bo to "niewskazane" więc teraz będzie odskocznia 
jutro 3dc 
i jutro pierwsza wizyta w klinice, cały segregator badań, wielka nadzieja na rozpoczęcie krótkiego protokołu.
I znowu nie przespana noc
ledwo żyję a oczy niechcą się zamknąć
wszystkie kości mnie bolą
słabo mi się oddycha bo pewnie córcia gdzieś koczuje na przeponie
rzadna pozycja mi nie pasuje
nogi mi dretwieja co powoduje okropny ból i muszę sobie masować a Jacek z pretensjami że się kotłuje na łóżku i on spać nie może
zrobiło mi soe przykro aż się popłakałam :'( przecież ja mu na złość nie robię tylko chce sobie ulżyć w tym bólu
zbyt wrażliwa jestem a w ciąży tym bardziej
Nie ogarniam tego co się dzieje... jeżeli wczoraj to co coś, co się działo przez całe popołudnie do 1 w nocy to skurcze Braxtona - Hicksa to ja wysiadam

Jeżeli coś innego to, nie wiem co gorsze.
Leżąc na jednym boku, drugi tak się bardzo napinał, że musiałam zmienić pozycję i na odwrót. Leżąc na wznak napinanie przechodziło w dół brzucha. To tak jakby Małgośka chciała się wypchnąć, albo jakby się zapierała. Czułam jej głowę. Szymek mniej się tarmosił ale też dawał czadu. Jak usiadłam na łóżku albo wstałam, wszystko przechodziło. Czegoś takiego to ja nie miałam do tej pory.
Starałam się opanować mój lęk, bo co mi dadzą palpitacje sercowe o 12 w nocy? Większą panikę tylko. Żadnych skurczy w dole brzucha nie czułam, nic mi nie wyciekało. To plus bo wtedy już bym gnała do szpitala.
Dziś jakby nigdy nic, na chwilę obecną się nie dzieje. Brzuch nie boli. Czuję się normalnie. Tylko bulgotki i kopanie w dole brzucha ale tak mam już od tygodnia czy dwóch.
Ok, ale co robić jak się to powtórzy?? Zadaje sobie to pytanie od rana... zbagatelizować, zadzwonić do lekarki zapytać czy to normalne, a może w takiej sytuacji udać się do szpitala... myśli mi się kłębią.
Naprawdę do końca osiwieję
Jutro pierwsza beta, wiem, że powinnam się cieszyć pozytywnym testem, ale coś mnie niepokoi - a mianowicie bóle w podbrzuszu. Ciągle gdzieś czytam, że to pierwszy objaw poronienia, do którego u mnie ostatnio nie doszło aż do odstawienia duphastonu. Dopiero wówczas machina się rozkręciła:( I teraz mam taki sam ból jak ostatnio, strasznie się boję. Lekarz mówił najpierw że to ciąża biochemiczna, poźniej mężowi, że to puste jajo płodowe, w drugim przypadku byłoby lepiej, bo ponoć zdarza się kobiecie raz w życiu. Chciałabym, żeby już była środa...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 20:39
Dół mi pomału mija ale bardzo pomału.
Nadal mam założenie takie że i tak się nie uda... Miesiąc w miesiąc to samo - @ przychodzi tylko teraz znoszę to coraz gorzej...
Dzisiaj boli mnie prawy jajnik, mam ochotę go wyjąć.. Serio. Tragedia normalnie... śluz lekko rozciągliwy więc coś się zaczyna dziać.
Zobaczymy...
Winko w akcji jest 
CIUSZKI (wszystko dostałam):
Rozmiar 52
2x body z krótkim rękawem
1x śpiochy

Rozmiar 56/58
5x kaftanik biały z długim rękawem
2x kaftanik biały z krótkim rękawem
3x półśpiochy
6x body krótki rękaw
3x śpiochy
3x body długi rękaw
3x rampersy
3x pajac
2x bluzka z długim rękawem
1x Kaftanik z długim rękawem
1x sweterek









Rozmiar 62
2x piżama
6x body z długim rękawem
2x półśpiochy
1x body krótki rękaw
2x pajac
1x śpioch
2x rampers
3x sweterek
1x kaftanik

URL=http://www.fotosik.pl/zdjecie/5aef9483f84f2625]
[/URL]


INNE:
6x Niedrapki
1x buciki
5x czapeczka
2x czapeczka ciepla wyjsciowa
4x czapeczki nie wiązane
1x śliniaczek
8x skarpetki

DUŻE ROZMIARY


GADZETY:


SPIWOREK 62 i KOMBINEZON 62/68


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 10:58
17+0 = 18 tydzień
5 miesiąc
29dc 11dpo
Wciaz mam problemy z brzuchem i zoladkiem. Jem mniej i lekkostrawne potrawy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 23:23
Dzis chyba ostatni dzien w roku kiedy moge popracowac w ogrodzie w krotkim rekawku.
Praca dobrze mi zrobila (mimo pecherzy na palcach), bo nie czuje tego zmeczenia, ktore towarzyszylo mi w poprzednim tygodniu, a moze to zasluga slonca?
Urojone objawy minely, nic nie boli, nic nie mdli, nic mi nie dolega 
Tak czy inaczej baterie podladowane i teraz czas na beztroskie lenistwo.
Jedyne czego mi brak, to lampka wina 
Jeszcze tylko 4 dni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2015, 12:47
Dzięki wielkie
38+3
Zaglądam na belly a tu cisza, chyba jak nigdy. Jakoś nie daje mi spokoju myśl, że Madu chyba doczekała się oczekiwanego i dowiemy się, że Leoś pojawił się na świecie.
Nosz cisza jak makiem zasiał. Mój synek też taki jakiś cichy. Denerwuje mnie jak diabli, co prawda reaguje na bodźce, jak zjadłam lody to z radości, aż czkawki dostał. No i właśnie lody. Wielka porcja staje się lekarstwem na zgagę. Dobrze, że nie odkryłam tego wcześniej, bo nie zmieściłabym się w drzwi. No i oczywiście kiedy napisałam, że syn mnie olewa to zrobiłam kopa
. Zupełnie jak ojciec, jak cały dzień siedzi przy komputerze i pracuje to jak się odezwie wreszcie to odrazu wiadomo, że jest obecny. No więc syn przy tej beznadziejnej pogodzie chyba się wyspał i daje znać, że czuje się dobrze. Co do mnie to kolejny leniwy dzień za nami. Mam nadzieje, że jeden z ostatnich!
Pierwsze pobudzenie do stanu pełnej gotowości już za nami.
Rano wpadłam do kibelka, patrzę, a na papierze krew. No i szok. Przyglądam się czy to nie jakieś moje urojenia itp ale jak byk papier pomarańczowy/łososiowy. Wpadam do pokoju, walnęłam kolanem o łóżka, jak wariatka szukam lampki i przedstawiam sytuację mężowi. Mówię mu, że poczekamy chwilę i sprawdzę za jakiś czas. Poczytałam kiedy dzwonić do szpitala i dopiero jak będzie się lała żywa krew. Przeczekaliśmy i pojawiły się jeszcze takie lekkie bóle @, ale po jakimś czasie obie te dolegliwości minęły - teraz tylko pojawiają się na wkładce niewielkie brązowe plamki. Widocznie to wszystko po wczorajszym przytulaniu z mężem.
Wczoraj mieliśmy gości. "Małe szatany" faktycznie są wulkanem energii i były wszędzie. Myślałam, że sobie zęby powybijają. Jeden ma 8 lat, drugi 3. Hałas taki, że aż się dziwiłam, że sąsiedzi ze skargą nie przyszli. Poza tym kompletnie nie słuchają. W sumie rodzice też zbytnio uwagi nie zwracali. Ja wiem, że fajnie to się tak mądruje patrząc z boku, ale cicho byli może przez max 5 minut jak się zajęli rysowaniem. Wydrukowałam im kilka kolorowanek, ale szybko się im znudziło. Mój dmuchany fotel latał po całym salonie. Na zmianę zrzucali się z niego, wskakiwali, zjeżdżali i nie wiem co jeszcze. Jak nie latał fotel, to latała piłeczka - kangurek i aż do teraz nie mogę się nadziwić, że żadna doniczka ani telewizor na tym nie ucierpiały.
Ja to się starałam jakoś skupić ich uwagę na czymkolwiek - to kolorowanki, to może jakaś bajka w TV, to zabrałam ich do kuchni, żeby sobie wybrali owoce i pokroiliśmy je, to zagadywałam, ale nic nie nie pomagało.
To mamy przedsmak tego co nas czeka
Może jestem przewrażliwiona, swoje już przeszłam, zupełnie inaczej patrzę na wszystko. A przede wszystkim mam w sobie dużo pokory i po prostu czekam a nie żądam.
Ciąża rozpoczęta 24 września 2015
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.