kasjja Starania z PCOS 29 czerwca 2013, 17:29

Dwa miesiące temu zaczęłam brać metforminę. Pierwszy cykl po niej miałam ładny - 32 dni, bardzo wyraźny wzrost temperatury w 18 dniu cyklu i ładna 2 faza. Nie byłam na usg.

Lekarz zobaczył ten cykl i powiedział, żebym monitorowała cykle usg, żeby sprawdzić, czy na pewno jest owulacja. Niestety ten lekarz (dr Rodzeń) nie miał usg, powiedział, że muszę zrobić prywatnie. Byłam w 17 dc tego cyklu, pęcherzyki tylko drobniutkie. Spytałam lekarki, czy jest sens przychodzić w drugiej fazie, zobaczyć, że była owu. Powiedziała, że tak i że mogę w dowolnym momencie tej drugiej fazy przyjść (za darmo). Mam tam daleko, więc poszłam dziś bliżej gdzie indziej. Od jakiegoś czasu mam wysokie tempki. Detektor najpierw wyznaczył mi owulację na 32 dc, potem 35, a dziś przestawił na 39, ale wzrost był, tempki mam drugofazowe.

Na usg niestety nie dało się jednoznacznie potwierdzić owulacji. Nie było widać ciałka żółtego (ale lekarka powiedziała, że to nie znaczy, że go nie ma). Było troszkę płynu wokół jajnika i w zatoce, ale szczątkowo, niejednoznacznie. Nie dało się stwierdzic, czy owulacja była, czy jej nie było.

Zdziwiła mnie jedna rzecz: w prawym jajniku mam pęcherzyk wielkości 18 mm! O co chodzi? Wyższe tempki mam już od 8-11 dni, więc to nie wygląda na dominujący, który ma rosnąć i pęknąć. I jest bardzo późno. Nie jest to dawny pęcherzyk, bo w 17dc go nie było. Czy to możliwe, że to ten pęcherzyk mi się luteinizuje i dlatego mam wyższe tempki? Albo że to drugi pęcherzyk, a pierwszy pękł i była owulacja?(lekarka powiedziała, że to dość mało prawdopodobne).

Mój mąż jak zobaczył pęcherzyk 18 mm, to się pyta, czy muszę brać clo (a taka perspektywa przede mną), jeśli coś takiego mi rośnie? No ale urosło za mało i nie pękło.

Jedyna pozytywna wiadomość to endometrium. Grubość 13,5 mm :) Zawsze miałam 5, to duży sukces (jedzenie orzechów i czasem winko czerwone pomagają).

Zasmuciła mnie ta lekarka, bo powiedziała, że metormina nie działa u mnie, tak, jak powinna. Ja jej mówię, że to dopiero 2. cykl, że jest wzrost, że poprzedni (1. po metfo) był idealny, ale ona, że po metfo powinien być krótszy i że metfo działa od razu, jakby miała zadziałać u mnie dobrze, to już by działała i że to znaczy, że metfo nie wystarcza. ale na pewno jest lepiej niz było, kiedy miałam cykle 60dni+, plamienia przez miesiąc, i brak wzrostu na wykresie w co drugim cyklu.

Piszę tyle, bo nie wiem, co robić. Moim problemem jest to, że nie mam jednego lekarza, który ogarnia wszystko i nie wiem, co robić. Może coś doradzicie.

Jedna lekarka od usg obiecała mi darmowe sprawdzanie owu / pęcherzyków. Myślicie że jest sens iść do niej we wtorek (wtedy ma dyżur). Może zobaczyć, czy ten pęcherzyk 18 mm urósł/zniknął, a może ona dopatrzy się ciałka żółtego? A może nie ma co iść na to usg, skoro ten cykl nie jest idealny (poprzedni był ładniejszy - krótszy i skok wyraźniejszy).

Mam monitorować moje cykle bez clo, a to bardzo trudne, one nieregularne, nie wiadomo, kiedy sprawdzać, więc może to sobie darować i wyluzować chociaż. Między młotem a kowadłem jestem z tym wyluzowywaniem i leczeniem/diagnostyką.

2bb52fc1dd6650a4e700e5c08c6ff612.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2013, 17:34

na termach było super a po termach skusiło mnie... i nie wytrzymałam do niedzieli zrobiłam test z popołudniowego moczu...i oto efekt ;)

out.php?t=566958_dsc-0224.jpg

frutka :) 29 czerwca 2013, 18:42

wczoraj uświadomiłam sobie, że posiadanie dziecka to nie jest przecież najważniejsza rzecz i cel w życiu, zatem nie mogę żyć tak, jakby było... Nie żyję przecież po to, aby urodzić dziecko.. i nie jest to najważniejsze.. Dzięki temu, że to do mnie w końcu trafiło, spokojniej na to wszystko popatrzyłam. Być moze to minie, być może jutro, za tydzień, za miesiąc, spojrzę na to inaczej, ale dzisiaj jest mi dobrze z tą myślą i jestem spokojniejsza. Zdaję sobie sprawę, że na dłuższą metę trudno jest żyć w takim przeświadczeniu, ale muszę pamiętać, co moim najważniejszym celem, być może będzie łatwiej - na razie jest. Najgorzej będzie się w tym utrzymywać, słuchając niezbyt dyskretnych pytań o dziecko ze strony innych, aluzji a nawet napomnień(!), ale co tam inni! :) Dzięki temu uświadomieniu sobie i przestawieniu pewnych spraw, trochę przygasł mój konflikt (?) z Bogiem..co mnie cieszy najbardziej. Nadal nie rozumiem, nadal pewnie będzie żal, ale jestem spokojniejsza - niech to trwa..

Zawsze byłam humorzasta i zmiany hormonalne wywierały mocny wpływ na moje nastroje ale ostatnio jest coraz gorzej. Z tego pewnie powodu zbadałam to AMH , bo już sama zaczęłam się zastanawiać czy czasem nie wchodzę w okres menopauzy. Jestem kilka dni przed @ już powoli zaczynam słyszeć jej kroki. A mimo to jestem spokojna, tylko taka wyobcowana, w tym czasie zazwyczaj szukam powodu do kłótni a tym razem nie. Co nie zmienia faktu, że nie mam ochoty na niczyje towarzystwo, w pracy byłam i do nikogo się nie odzywałam, byłam tak pogrążona w własnych myślach, właściwie to o niczym konkretnym, że jak ktoś do mnie zagadał to podskakiwałam wystraszona.Zachowuję się jak dziwak, ludzie nawiązują ze mna rozowę a ja tylko kiwam głową i myśle żeby przestali gadać. Wróciłam i dalej to samo, D.. chciał się zobaczyć , ale powiedziałam mu że nie mam ochoty na towarzystwo i przestał się odzywać ,nie wiem czy ma focha czy co. Tłumaczę sobie że to wpływ nadchodzącej @, poznałam już te mechanizmy i wiem że nie ma się czym przejmować .. kto wie jak jeszcze przez rok nic z dzidzi nie będzie to chyba wrócę na tabletki anty , bo po nich miałam jeden stabilny humor przez cały miesiąc i nie męczyłam sie tak sama ze sobą.. I ta senność, nic tylko bym spała. Wcześniej nie widziałam w tym nic złego , bo chodzę spać o 23.30 a o 4.20 wstaje więc cudem byłoby sie wyspać, ale czasem wracam z pracy i o 17.00 się kładę , śpie do rana a budzę się tak samo zmęczona. Przez godzine po kawie jest ok, a potem w pracy nagle znowu low battery, w domu jak wracam i nie planuję drzemki to prowadzę ciagłą walkę z sennością - może tarczyca ehh


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2013, 22:18

frutka :) 30 czerwca 2013, 00:40

we wtorek mam wizytę u ginka, może coś ustalimy z tym, jakby tu udrożnić mój jajowód jak najszybciej. Boję się, że niestety może się to odwlec - lekarz zapowiedział, ze w sierpniu i wrześniu go nie będzie. W dodatku na miejsce w szpitalu czeka sie min. 2 miesiące.. :/
no i boję się trochę o badanie mojego M. (zmobilizował się :), ale to zrobimy dopiero w przyszłym tyg., bo na razie działamy :)
wiecie, mimo większego spokoju, mam bardzo dużo złych przeczuć...nie ukrywam, ze jestem pesymistką, ale - może to zabrzmi magicznie - moje przeczucia lubią się sprawdzać (choć z drugiej strony, co do hsg miałam dobre "przeczucia", a wyszło jak wyszło). Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że Pan Bóg sobie ze mnie żartuje..śmieje się z wszystkiego co robię, jakby chciał powiedzieć: dziecko, to i tak na nic..

Nie mogę spać jakieś dziwne emocje mna szargaja, malo tego cieplo ,zimno ,duszno nie wiem co mi jest. Leze sama mezus w pracy na nocna zmiane a ja mysle obliczam i planuje kazdy kolejny dzien ov ,moze sie uda ...:-). Zrobilam dzisiaj test ov , dwie krechy jak byk, dzisiaj juz meza nie zlapie ale jutro dzialamy ,trzymajcie kciuki kobitki:-)

Dzisiaj czuję się zdecydowanie lepiej. Oby eM też się ogarnął...

no i przyszła wredziocha, cóż, i tak czułam, że nic z tego nie będzie, za mało starań w tym miesiącu :D:D hehe

Ale zaczynamy nowy cykl, LEPSZY CYKL:) Tym razem się musi udać, wierzę w to całym serduchem.

Niestety obecnie umieram z bólu, jak co miesiąc:( trzeba to przetrzymać, może to już ostatni ból z przerwą na 9 miesięcy??

Kurcze, dziewczyny, juz tak bardzo nie mogę doczekać się ciąży, w dodatku jak czytam Wasze pamiętniki, w których opisujecie wasze reakcje na 2 kreseczki, potem pierwsze wizyty u gina, pierwsze usg, pierwsze ruchy dziecka..... jejku tak mi się to już marzy.

A co najdziwniejsze, mój M. też już wyczekuje chwili pozytywnego testu, nawet samego porodu, co do tej pory było tematem tabu, ponieważ mój kochany słabo reaguje na krew itp., a tu niespodzianka. Teraz mówi, że z miłą chęcią byłby przy mnie w takim momencie i nie ma w tym nic strasznego.. (dobra, dobra, a jeszcze niedawno jego reakcję było "BLEEEEE" i to dosłownie hahahahah)

Trzymajcie kciuki, aby w tym cyklu wszystko się udało. Ja również myślami jestem z Wami<3

dziś rano powtórzyłam test pozytywny. Jutro rano pójdę na betę i omówię się do lekarza na piątek bo miałam się lekarce pokazać tydzień po uzyskaniu pozytywnego testu ;) będę spokojniejsza jak usłyszę bicie serduszka ale na to jeszcze muszę troszkę poczekać....

Temperatura poszła dzisiaj w górę, mam nadzieję, że to nie chwilowe. Nie mogłam się powstrzymać tak jak przez pierwszą część cyklu i zaczęłam mierzyć. Nadal czuję się trochę "niewyraźnie". Od rana w pracy i długi dzień mnie czeka ale potem odpocznę dwa dni i jakoś czas przeleci do testowania. Gdyby się udało w tem miesiącu był by to idealny czas.

No i przyjechala ta wredota!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dlaczego co ja takiego zrobiłam!!!!!! Jestem zla jak osa!!!!! A naprawdę uwierzyłam ze mogę być w ciąży. Dobrze ze sobie nie odmowilam alkoholu bo bynajmniej zajebiscie się pobawiłam!!! Impreza super pogoda dopisala i towarzystwo zajefajne!!!!!!
No i dowiedziałam się ze od koleżanki siostra jest w 3 miesiącu w ciąży ale już mnie to tak nie rusza.. No może troszkę. Rozmawialam tez z inna kolezanka która mi oznajmila ze oni się jeszcze nie starają o dzidzie bo jej młodszy maz nie jest na to gotowy. A mimo to ciagle slysza nieprzyjemne komentarze. TAk jak i my. Ja o sobie się nie wypowiadałam:-(((
Wrzucam na największy luz i mam to już wszystko gdzies. Moze mi nie jest pisane zajść w ciaze w tym roku:-((((((((((

Agi Radość.. 6 lipca 2013, 15:11

Od jakiegoś czasu mam ładny wykres pełen nadziei :)choć się nie nastawiam ..dziś był test..
negatywny.
Może za wcześnie a może nic z tego zobaczymy
..wyszło słońce jadę na ogród do rodziców i na spacer z psami:)

ehhhh meża doapadla alergia czyje sie masakrycznie wiec chyba nici z przytulania :-/ jestem lekko sflustrowana takie plany mialam, wszystko sie tak ladnie ukladalo a tu bum...

:) mezu wrocił wczoraj wieczorem :)
jest 10 dc powoli zaczynamy działania <3 co prawda owulka ma byc dopiero za 4 dni, ale nigdy nie wiadomo kiedy jest dokładnie poki nie zacznie bolec. sluz juz zaczyna sie rozciagliwy i po raz pierwszy jest go dosc sporo :) widocznie wiesiołek + len to jest dobre połaczenie. tabletki na pecherz tez pomogły bo nie czuje ucisku. zeby jeszcze prl spadła byłoby idealnie...moze teraz w koncu sie uda.
2 lipca wybieramy sie ze znajomymi na nocne kino pod gwiazdami, do tego zabieramy piwko i dobra zabawe :) oby tylko pogoda dopisała...

dawno nie mialam tak nuuuudnej niedzieli, nienawidze takiej bezczynnosci!!! Siedze ogladam tv i pomimo tego ze jest chyba z 300 kanalow to nie ma co ogladac wrrrr alez jestem zla. Maż spi po nocnej zmianie znajomi spedzaja niedzele w rodzinnym gronie inni pracuja wiec nawet nie ma do kogo sie na kawke wybrac :-(
Mam nadzieje ze juz za niedlugo ktos malutki wypelni moj caaaaly wolny czas :-*

Peonia Barwy mojego życia 30 czerwca 2013, 18:19

dawno tu nic nie pisałam . Co u mnie mój drogi ogólnie kwitne . Czekam na wiozyte do szpitala i potem zobaczymy . Póki co zmiany , odgracam nasze małe mieszkanko . Zakupina ksiazka prefekcyjnej pani domu poszła w ruch . Cięzko to idzie . ale bynajmniej nie myslę o niczym inym tylko aby to wszystko skonczyć i iść dalej przez życie .

Beat_ina Nowa nadzieja... 30 czerwca 2013, 19:26

Temperatura ciała szaleje! Bóle, kłucie, zmęczenie, wszystko staje się najzwyklejszą rutyną. A wszystko dla jednego wspaniałego celu... Oby tylko się spełnił!

Były plany serduszkowac na maxa. Z okazji rocznicy ślubu (przy okazji dni płodnych) a tu w piątek (już sobote) wróciliśmy przed 3 rano, wiec padliśmy jak kawki. Wczoraj ja czekając jak mąż skonczy co robić przy kompie też zasnełam. Nawet jak mnie budził nic sie nie ruszałam. heheh Ale lipa a dni płodne leca. No dziś to już napewno.

06.07.2011-06.07.2013
to juz dwa lata......... :(

mychowe W oczekiwaniu:) 30 czerwca 2013, 21:13

Dzis mega spacer, prawie 3 godzinny i po lesie , ale pod koniec glowa rozbolala...

Czasem jak czytam forum albo czyjs pamietnik to napotykam osoby,ktore w tym samym czasie zaszly w ciaze,co ja.
Ale u nich wszystko dobrze.
A raczej powinnam powiedziec, ze to u mnie wcale nie.
I jak tu do tego nie wracac?No jak?

Jutro usg, bole minely,mam nadzieje, ze sie oczyscilam, bo dodatkowy zabieg przedluzy czekanie na dzialanie...

I cos mi sie wydaje, ze podejde do tego calkiem na luzie. Bez spiecia, jak bylo przez 8 miesiecy poprzedniego starania.
Pod koniec lipca wyjazd do Polski i w koncu wizyta u ginekologa.
Mam nadzieje, ze wroce z urlopu z zapasem luteiny i duphastonu.
Tak na wszelki wypadek..

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)