Maryjo, Matko Jezusa!
Pod swoim sercem nosiłaś Zbawiciela świata.
Dzięki łasce Ojca naszego w niebiosach poznałaś,
czym jest radość i ból macierzyństwa.
Znasz moje imię. Znasz moją udrękę i smutek.
Z ukochanym małżonkiem nie możemy doczekać
się upragnionego dzieciątka.
Wierzę, że dziecko przychodzi na świat,
dlatego że tego chce Bóg.
Dlatego z głęboką wiarą i ufnością
błagam Cię o wyproszenie u
Stwórcy łaski macierzyństwa.
Amen.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 13:39
To chyba jakies zarty sa! Jak to owulacja w 15 dc?! What the f..k?! To ja te wszystkie serducha to na darmo?! Nie bawie sie tak!!! 
A ja tam i tak wiem swoje, a ovu to tylko durny program, co mi owulacje przerywana linia wyznacza.
Jajo bylo w 13 dc i tyle! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2013, 19:51
Wydaje się, że cykl wrócił do normy: plamienia ustały, przyszedł ból owulacyjny, pojawił się śluz płodny. I znów wróciła nadzieja
Dziś 17dc i temperatura poszła lekko w górę. Od 5 dni zachodzą intensywne starania fizyczne
Mam nadzieję, że owulacja była, choć ovufr jeszcze jej nie zaznaczył.
Stwierdzam, że kobieta to jednak naiwna istota-mam już za sobą około 12 wzorowych i nieudanych cykli, a wciąż się łudzę, że tym razem się uda. Niby się nie nastawiam i staram się nie nakręcać, to gdzieś z tyłu głowy tli się nadzieja, że może tym razem się uda. Niestety najgorszy czas jeszcze przede mną - oczekiwanie na okres...przyjdzie czy nie...
Postanowiliśmy wspólnie z mężem dać sobie jeszcze 3-4 cykle na "bezstresowe", naturalne starania, a jeśli do tej pory się nie uda - zdecyduję się na pełną diagnostykę. Eh...w głowie mętlik...i ta ogromna nadzieja, że uda się po drodze ominąć wyłudzaczy=lekarzy i miliony stresów...
Poczytałam trochę waszych pamiętników i to zachęciło mnie do rozpoczęcia pisania. Teoretycznie w tym cyklu staraliśmy się w dni płodne ale na razie nie czuję objawów. Owszem mam powiększone i obolałe piersi i bolą mnie jajniki ale to równie dobrze może być na @. A ten powinien nadejść za 2 dni. Bardzo bym chciała żeby się udało.
Zawsze mnie zastanawiało jak kobiety zachodzą w ciążę za pierwszym razem.
17 dc
wczoraj miałam wizyte u gin. dostalam kolejne opakowanie bromergonu oraz skierowaie na 3 dni do szpitala. maja mi robic badania hormonow itd. mam czas do konca roku zeby sie zdecydowac.
Nie mierzę już temperatury, więc postanowiłam ją wykasować z wykresu, by tylko zafałszowała owulację. Trzeci termometr byłby już chyba przesadą, zwłaszcza że przeziębienie też mogło wpłynąć na wynik. Pełen luzik i przytulanka
Nie oznacza to bynajmniej, że z mężem nie myślimy nad jego wynikami.Trochę dziś zmartwiła mnie siostra, pytając o interpretację lekarza. Wyśmiała to, że powiedział, że jest ok, twierdząc, że na wyniki jej męża (które - jak twierdzi - są lepsze od mojego) ten sam lekarz jeszcze 3 miesiące temu powiedział, że nie mają zbytnich szans i pozostaje im inseminacja. Oczywiście mieli trudności, gdyż siostrzenica poczęła się dopiero w 11 cs, a do tego czasu przeszli przez 2 badania nasienia. Zastanawiam się więc jak to jest możliwe, że lekarz powiedział nam zupełnie co innego? Zaczęłam jej tłumaczyć, że może szwagier miał mniejszą liczbę plemników i stąd taka diagnoza, zresztą co się dziwić skoro pokazała mu wyniki z 2009 roku, a w 2010 zmieniły się wartości referencyjne. Może po prostu powiedział to na podstawie tamtych wartości, bo przecież cały czas się obniżają. Czuję, że siostra nie mówi mi całej prawdy. Przecież jeszcze kilka lat temu w domu była panika, bo szwagier nie miał wręcz żywych i prawidłowych plemników, teraz okazuje się, że ma więcej niż mój mąż. Brakuje nam chyba w tych relacjach prawdziwej siostrzanej szczerości. Zauważam, że robi się taki wyścig na ciąże. Zaczęli się starać, gdy dowiedziała się, że odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i do tego czasu się im nie udało. Nie kryję przed rodziną problemów i wizyt u lekarza. Wychodzę z założenia, że powinnam być szczera, ale pamiętam, że kilka lat temu nigdy nie mówiła, że była u lekarza, tylko całymi dniami płakała. Ciężko mi było do niej dotrzeć, zamykała się w pokoju na klucz, aż człowiek bał się, że sobie coś zrobi. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że starali się tylko 10 miesięcy. Tylko i aż. Rozumiem ją, ale nigdy nie miała zbytnich problemów natury ginekologicznej, a ja myślałam, że starają się 2 lata, że taka panika. Co więc mają powiedzieć te dziewczyny, które starają się 5 lat? Kiedyś mama powiedziała mi, że dobrze, że na mnie trafiło z tymi wszystkimi problemami, bo siostra by tego nie zniosła. A gdyby nie miała dziecka, to nie wie co by było, może dziś byłaby w psychiatryku, gdyż jest słaba emocjonalnie. Trochę mnie to zabolało, bo przecież nie powinno się to przytrafić żadnej z nas. Wówczas odpowiedziałam, że czasami ci z pozoru silni, są bardzo słabi. Niech już zajdzie w ciążę, bo teraz każdy kolejny miesiąc to gorszy humor. Pewnie, zacznijmy się wszyscy denerwować, to w domu zrobi się atmosfera jak na ringu. Ciężko czasami być samemu z problemami. Siostrze nie powiem, bo wszystko co dotyczy innych bagatelizuje, nie pamiętając własnego samopoczucia. Przecież i tak miała gorzej.
Na jego pytanie "Will you marry me?" odpowiedzialam: "I would love to be your wife...."
ten wielki dzien przyszedl zaskakujáco szybko. nie spodziewalam sie wczesniej, choc w tym dniu wiedzialam ze czeka mnie niespodzianka. za duzo nie powiem, bo slow w gebie brakuje, teraz czas powiedziec rodzinie i znajomym zanim dowiedza sie z facebuka. na Ovu juz czesc z was wie kochane.... detale opisze w kolejnym poscie. a na ta chwile zostawiam was z tym oto zdjeciem.
CO WY NA TO????? (to nie my, ale tak dokladnie chcemy za rok)

cdn.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 18:08
Wierzę w przeznaczenie , widać tak ma być. Policzyłam wszystko dokładnie , Słońce gdybym się uparła najszybciej przyjechałby za tydzień , czyli tuż po owulacji. Ja do niego nie polecę , bo stres związany z podróżą i tak by mnie załatwił na starcie, wiem to bo w czerwcu u niego byłam właśnie celem zapłodnienia
Według prognozy cyklów z ovu kolejną owulację będę miała 22.09 a Słońce będzie na miejscu do 21.09 więc dzień przed. Teraz uwaga , wyższa matematyka
biorąc pod uwagę fakt że Ovu liczy moje cykle jako 26 dniowe to zyskuję jeden dzień , bo ostatni cykl miał 25 dni. Jest więc iskierka szansy, ale to takie naciągane bo z kolei jeśli cykl mi się wydłuży to dupa , chyba że jak już złapię mojego pana to go nie puszczę , i będziemy ściemniać że nie może jechać , już tak kiedyś zrobiliśmy podczas staranek. Dopadła mnie myśl że tak ma być i koniec , może nie jest mi to pisane i czas się pogodzić z tą myślą. A może to jakiś większy plan, którego jeszcze nie pojmuję
Tak się sentymentalnie,romantycznie zrobiło po wiadomości kalitria zaręczyny..hmm moje były dość póżno bo już mieliśmy sale zamówioną goście wiedzieli ..a ja dalej nie powiedziałam Tak 
nadszedł ten dzień wychodziłam z wanny owinięta w ręcznik do łazienki wpada przyszły narzeczony klęka i pyta..pierścionek ładny z brylantem mowie ok i tak juz wszystko załatwione.. 
Znajomi mieszkający w NY pobrali się na plaży na Hawajach tylko byli świadkowie ..sceneria przepiękna oni też 
Dzięki za komentarze dziewczyny 

Temka spadła
jak jutro nie odbije to pewnie już nie mam na co liczyć...Nie wiem czy brać ją pod uwagę... Mierzyłam 6 razy, co 2 minuty i strasznie skakała, ale zanotowałam jak zwykle pierwszą, która była równocześnie najniższą. Może powinnam była zaznaczyć średnią spośród wszystkich? Wtedy średnia byłaby 36,58, czyli spadek o 1,6. Jak sądzicie?
Kochane! Dziś zapaliła mi się zielona lampka na ovu! Więc trzymajcie za mnie kciuki 
Miłego wieczorku dziewczyny!!
Zaczęłam przed wczoraj. Jeszcze nie rozgryzłam tej stronki do końca 

Ale udostępnię jak ogarnę jak.
Zaczęłam przed wczoraj. Jeszcze nie rozgryzłam tej stronki do końca 

Ale udostępnię jak ogarnę jak.
Zaczęłam przed wczoraj. Jeszcze nie rozgryzłam tej stronki do końca 

Ale udostępnię jak ogarnę jak.
Zaczęłam przed wczoraj. Jeszcze nie rozgryzłam tej stronki do końca 

Ale udostępnię jak ogarnę jak.
Mam za sobą straszny dzień , niby nic się nie stało a jednak. Wstałam jak zawsze o 7.00 żeby zmierzyć temperaturę i zasnełam ponownie. Na dobre obudziłam sie o 9.30, wyspana, wypoczęta. Wyprowadziłam psa, zrobiłam zakupy i zabrałam sie za sprzątanie. Problem w tym że nie bardzo jest już co sprzątać , bo od dwóch tygodni siedzę w domu i sprzątam w kółko jak szalona. Na drugi spacer z psem ,wybrałam się do pobliskiego lasu, niebo ciężkie, pochmurne , jesienne . W lesie spokój ,jakbym nagle przeniosła się w inne miejsce na Ziemi , jakby nie było to te same osiedle w wielkim mieście. Fajnie jest sie tak zmęczyć, podejście pod dosyć stromą górkę, wywołało u mnie zadyszkę, u psa też
tylko że on na ludzkie ma z 80 lat a i tak podbiegł trzy razy szybciej niż ja. Powietrze grzybowe, wiem że nie ma takiego określenia ale tak pomyślałam, że to zapach grzybów, mimo że żadnego nie znalazłam. Poczułam kłucie w jajniku , czyżby zbliżała sie owulacja? Ta myśl zupełnie zepsuła mi humor, bo co z tego , kiedy jestem sama i kolejny cykl idzie na straty , nawet bez spróbowania. Wróciłam do domu biegiem , w deszczu , i dobrze bo ledwo powstrzymałam sie od łez. Hormony ! mam takie dni , kiedy wszystko wydaje mi się do bani, dół w który wpadam a który nie ma dna, lecę w niego głębiej i głębiej. Leżałam i myślałam że moje życie to ciągłość niepowodzeń. Jak znajdę pracę to jest beznadziejna, facet którego kocham jest daleko, rodzina też , w ciąże też nie mogę zajść normalnie , bez wspomagaczy i latania po lekarzach. Kaszanka !! Tak naprawdę chodzi tylko o to że nie spróbujemy ani teraz , ani we wrześniu. D.. wraca 7.09 a ja 10 mam mieć @ , wyjedzie to jeszcze będzie pewnie daleko do owulki i znowu nie będzie go 6 tyg. Już nie daję rady, juz mam tego tak dosyć ,najlepiej bym uciekła. Rozmawialiśmy potem na skype i powiedział że w sumie mógłby wrócić za tydzień ale chce zostać , bo jakoś mu się tam z podatkiem przez to uda ..eee nawet nie wiem, bo nie słuchałam , kolejny raz sam nie pomyślał że są ważniejsze sprawy. Pieniądze to nie wszystko , a nam przecież niczego nie brakuje, mamy oszczędności .. wyłączyłam się zupełnie na to jego gadanie , niech robi jak chce . Po cholere mi to w ogóle było? W poprzednim zwiazku było to samo, ciągle pieniądze ,to na samochód , na wczasy , na czarną godzinę a dziecko może poczekać . W końcu odpuściłam sobie , najpierw starania a potem faceta . Teraz znowu to samo, różnica tylko taka że ten twierdzi że chce ale przecież już wiem że dzieci nie biorą się od samego "chcenia" Taka byłam spokojna jak już się wtedy poddałam . Po co mi było , wkręcanie się w ten cyrk na nowo? Muszę znaleźć pracę która mnie pochłonie bez reszty
Jeszcze nie mogę udostępnić bo nie mam skończonego wykresu wyświetliła mi się informacja ale jak skończę to na pewno udostępnię.\
Na początku sierpnia robiłam rybki w occie.Jadłam je z jakieś dwa tygodnie temu i smakowały mi bardzo.A gdy Mąż dziś otworzył kolejny słoik (dużo ich wyszło dlatego jeszcze są
) i zaczął mnie nimi karmić to miały jakiś dziwny smak,poleciałam do kuchni i wyplułam do kosza.Mówiłam,że mają dziwny smak,że są niedobre,a Mąż na to,co ty gadasz smaczne są.I na pewno już wiecie co o tym sądzę..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.