24t2d

Termin porodu: 110dni

Ciąża donoszona: 89dni

Meldujemy się po wtorkowej wizycie z radością i uśmiechem na twarzy, że łożysko podniosło się ku górze i aktualnie nie ma zagrożenia przodowaniem :-D :-D Szyjka długa na 4cm i zamknięta. Tośka waży już 640g i zdrowo rośnie <3 Mamina również rośnie hahah :-)

Mimo wszystko, mimo dobrych wieści zostajemy w domu. Definitywnie i do końca nie szalejemy. Plan gina brzmi następująco: ciśniemy do 1kg, potem do 30tc, do 2kg, i w 34tc jakby coś się działo możemy się rozpakować z dwupaka. Chociaż ja oczywiście będę się starała ze wszystkich sił, żeby dociągnąć do tego 37tc <3 Damy radę Maleńka! :**

Aaaaa! I musimy teraz przetrzymać nie dwa tygodnie a trzy tygodnie do wizyty!! :-O Gin ma urlop. Uf uf uf. Mały stresiorek jest, nawet z powodu wiedzy, że nie ma go nie miejscu. Zapowiedział jednak, że w razie co mam pisać smsy albo dzwonić. Mój Anioł Stróż :-)

Jeżeli chodzi o ten dziwne bóle, które wcześniej opisywałam gin stwierdził, że mogą to być nerwy żebrowe, które reagują na rosnący brzuszek i przesuwanie się wszystkiego w środku. Dodatkowo straciłam czucie w udzie, a dokładnie w okolicy mięśnia obszernego bocznego, no i tu gin powiedział, że możliwe że to z powodu ucisku macicy. Najważniejsze że nie dotyczy to Małej ;-)

Pokoik uprzątnięty. Uffff.. Wszystkie kartony które się w nim zebrały zostały posegregowane. Dodatkowo wspólnie z Małżem posprzataliśmy w szafach. Ja siedziałam a on mi wszystko przynosił, a potem układał. Mój Dzielny <3 Właściwie zostały pojemniki z ubrankami od siostry, które również są posegregowane. Zostawiłam w domu ciuszki do rozmiaru 74, reszte wyniosłam. Teraz czekają tylko na wypranie i wyprasowanie. Pozostała Nam nadal kwestia wyboru kosmetyków do pielęgnacji, zakup jakichś artykułów higienicznych na początek zarówno dla mnie jak i dla niej, łóżeczko, materac, dekoracja pokoju, wanienka i sofa. Nooo i wraz z wybiciem 30tc pakujemy torbę. Niech sobie czeka jak najdłużej.

==============

Wizyta u gina

18.07
01.08
14.08

============

MamaDHA Premium Plus 2x1
Cyclo3fort 2x1
MagneB6 3x2
Duphaston 3x1
Letrox 125mg 1x1
FemiSept Uro 2x1

===============

hchy9n7331bi2osr.png

============

Panie Boże czuwaj Nad Nami.
Janie Pawle II miej Nas w swojej opiece.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2017, 11:59

Moja wyprawka dla Synka :-)♥♥
2e30h06.jpg
Termometr do mierzenia temperatury ciała.
of0bhl.jpg
Wyparzacz do butelek firmy Avent
119b1gk.jpg
Kosmetyki do pielęgnacji ciała.
141v3ma.jpg
Butelka antykolkowa /gratis smoczek .
2hfq5v7.jpg
Aspirator do noska.
a4szvd.jpg
Dla mnie wkładki laktacyjne i podkłady poporodowe.
29qigcn.jpg
Podkłady do przewijania.
8ze2l5.jpg
Przybory dla synka.
125gyo4.jpg
Spiwór do łóżeczka / dostaliśmy :-)
307lxti.jpg
Husteczki i patyczki specjalne z zakończeniem.
Ubranka są już różnych rozmiarów kupiłam też kilka większych rozmiarów:-)
262ups5.jpg
2q2mf7d.jpg
24wscua.jpg
2hdbfbp.jpg
14tr2v6.jpg
Bujaczek dostaliśmy od cioci:-)
j64zzq.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2017, 15:35

naacia W oczekiwaniu na dwie kreski :) 29 czerwca 2017, 15:41

15DC
Już prawie wakacje. Prawie bo od poniedziałku jeszcze zaczynam dwutygodniowe praktyki na uczelni. Na szczęście praktyki to sama przyjemność i szybko zlecą :)
Byłam dziś u swojej ginekolog na wizycie. Powiedziałam jej o teście ciążowym w tamtym cyklu, o badaniach i całej reszcie. Zdziwiła się, że nie dostałam wtedy skierowania na usg, więc od razu mi je dała. Całe szczęście, że udało mi się zrobić to usg jeszcze dziś i że wszystko już się wyjaśniło. Ostatnia spóźniona @ była wynikiem odstawieniem antykoncepcji. Dowiedziałam się też że w tym cyklu @ znowu mi się spóźni. Na zdjęciu z usg widać ładny 15mm pęcherzyk i owulkę mam wyznaczoną na 6.07 :) Od dziś zabieramy się z moim R do roboty <3 Byłoby cudownie gdyby udało się nam teraz! :)

25 dc. Ostatnie cykle miałam po 27 dni, więc obstawiam, że @ przyjdzie w niedzielę, choć nie wiadomo, bo…
Mam kilka „nastrajających” objawów…
Mój Luby jest prawie przekonany, że się udało. Zresztą nawet koledzy z pracy podejrzewają, że coś jest na rzeczy.
A ja? Jakoś się nie nastawiam za bardzo, choć w głębi duszy chciałabym, żeby to była prawda. Co będzie zobaczymy za parę dni. Czuję się jakoś rozdarta.

21 dc

W nocy nawiedziła mnie gorączka. Musiałam odwołać wszystko związane z pracą. Szybka wizyta u lekarza pierwszego kontaktu i zdziwienie: brak objawów, z wyjątkiem bólu głowy. Mam brać paracetamol i leżeć. Przespałam całe przedpołudnie nadrabiając noc.

Za to popołudniu pojechaliśmy do kliniki. Panował tam spory ruch. Wszyscy przyjechali w jednym celu. Prawie same pary.
Żadnych opóźnień - wizyta punktualna, konkretna. Podobało mi się, że lekarz wykazał zainteresowanie moimi wynikami badań, przejrzał wyniki męża i zalecił konsultację z urologiem. Niby wyniki nie są złe, ale super rewelacyjne też nie - chłopaki są zbyt leniwe i trzeba ich ruszyć. Dobrze, że reszta jest ok bo chyba łatwiej ich ruszyć niż szukać przyczyny ich małej liczebności.
Poza tym badanie było zrobione po 5 dniach odwyku, więc może to im nie posłużyło?

Plan jest taki, że czekam na wyniki wymazów, potem na okres i umawiam się na sono-hsg. Czyli w sierpniu. Będzie prezent na rocznicę ślubu.
Jeśli jajowody będę drożne, zaczynam stymulację clo. Bo szkoda czasu.
I Pan doktor powiedział, że nie wyglądam na moje wyniki, nadnercza mu tu nie pasują do całości, chociaż moje jajniki mają cechy pco.


Czuję, że ruszyliśmy z miejsca i nie zraża mnie fakt, że wszystko może potrwać. Wystarczy, że jakiś wymaz wyjdzie nie teges. Mogę się trzymać jakiejś nadziei, planu a nie tylko smucić bezowocnymi cyklami.

Dziennik pokładowy:
265 dc, 37+5


Samotny dzień we wrogim obozowisku, dzień 2.

Ha! Już myślałyście, że kisnę na porodówce? Nic z tego. Noł noł noł.

Ych… Tak serio zupełnie to muszę pisać, bo skisnę. Atmosfera w domu nie zelżała ani trochę, prawdę powiedziawszy - jest podminowana nawet bardziej, a do tego wszystkiego ja nie mam do kogo otworzyć japy. Chyba, że mąż zadzwoni. A tak… łażę, snuję się i generalnie staram się nie nadwyrężać - mam wrażenie, że teraz wszystko mogłoby wywołać poród, a tego, jak już ustaliliśmy, chcę uniknąć. Przynajmniej do soboty. Kumacie klimat? Babeczki na tym etapie ciąży wiesiołka zapijają naparem z liści malin, biegają po schodach, myją okna, sekszą się aż wióry lecą, robią pompki, stają na rękach i tańczą breakdance. A ja leżę. Bo się boję. Serio, jeśli urodzę po terminie, to będzie najbardziej efektownie dany mi pstryczek w nos od losu, jakiego kiedykolwiek doświadczę.

To już drugi dzień, jak mam totalnie rozwalone samopoczucie i rytm dnia. O ile kiedykolwiek miałam jakiś rytm w tej ciąży. Największy dramat jest ze snem. Wczoraj na przykład wstałam koło 10.00. Potem dopadła mnie drzemka o 19.00, wybudziłam się o 23.00 i znowu nie mogłam spać do 3.00. Oczywiście w tym okienku byłam chyba pięć razy na posiedzeniu w toalecie, z różnych powodów - organizm ewidentnie wywala toksyny z ciała przed wielkim dniem. Potem "właściwy sen"… do 7.00. Wstałam, pojadłam i jak mnie nie zmogło… Znowu drzemunia, tym razem do 14.00. Mam totalnie poszatkowaną dobę i wyjaśnień na to jest kilka. Pierwsze - stres zrobił mi z mózgu jesień średniowiecza. Drugie - to jakiś sprytny sposób matki natury na przyzwyczajenie mnie do nieregularnego snu, choć zdaję sobie sprawę, że moja najkrótsza drzemka niedługo będzie najdłuższym możliwym kawałkiem snu na najbliższe tygodnie (i tak bardzo optymistycznie). Trzecie - to wszystko wina tej fizjologii, czyli nieustannego sikania, Miśkowych akrobacji i tego, że nie mam już pozycji, w której byłoby mi w łóżku wygodnie. Czwarte - w sumie to wszystko naraz.

Moja ciążowa przygoda jeszcze trwa, ale kończy się ewidentnie i nie wyczuwam, żeby jeszcze jakieś rewelacje miały jeszcze dojść, więc ciśnie mi się na palce takie małe podsumowanie. A mianowicie…

Wiecie co… my, kobitki, jesteśmy pizgnięte. I totalnie rozumiem facetów, którzy tak twierdzą. Jak można być tak świrniętym, żeby 3/4 roku doznawać combo najprzeróżniejszych ciulowych dolegliwości i zakończyć to wszystko bólem wywracającym flaki, a na końcu powiedzieć, że było warto? Czy któraś z Was jest w stanie mi wskazać faceta, który parę tygodni rzygał, kolejne kilka nie mógł chodzić od bólu pleców, w jeszcze kolejnych budził się paręnaście razy nocą na siku, a na finiszu ktoś mu naciął napletek i ten facet powiedziałby wtedy, że to był najpiękniejszy dzień jego życia? Nie, tylko my jesteśmy takie dziwne. I ja też się do tych dziwaków zaliczam, bo o ile większość moich wpisów w pamiętniku to parada smutku, krwi i pożogi, to kuźwa… nie żałuję.

Ciąża próbowała nauczyć mnie kilku rzeczy. Mówię "próbowała", bo powiedzieć "nauczyła" to spore nadużycie. Próbowała. I trochę zajarzyłam, choć pewnie nie na 100%.

Przede wszystkim uczyła mnie empatii. Przed staraniami miałam chore, obrośnięte kurzem i konserwą poglądy. I wstyd mi za nie teraz. Przede wszystkim myślałam, że jak ktoś się długo stara o dziecko, to pewnie o siebie nie dbał i w ogóle powinien przestać, bo najwyraźniej tak musi być. In vitro - nigdy w życiu. W temacie ciąży też miałam bardzo przejaskrawione opinie, i to w każdym względzie. Ktoś dużo ćwiczy? Na pewno zaszkodzi dziecku. Chodzi do pracy do samego końca? A po cholerę?! Ktoś wali kawę i je sushi? Matko, jak można być takim ignorantem… Itepe, itede. A w temacie macierzyństwa to już w ogóle byłam skrzywiona po stokroć. Wiecie, o czym mówię… Co ten bachor się tak drze w tym sklepie? Na pewno wyciągnął złe wzorce wychowawcze z domu. Ja pierdzielę, co za beton!

Dziś jest inaczej. Moja historia starań nie była usłana rozgrzanymi węglami, choć oczywiście tak mi się wtedy wydawało, ale wystarczająco frustrował mnie fakt, że ja - taka bez leków, "eat clean", cztery razy w tygodniu na siłowni, do pracy rowerem i chłop zdrów jak ryba, nie mogę sobie zajść w ciążę od razu. Zaczęło do mnie docierać, ile kobiet ma ten problem, choć wcale na to nie zasługuje. O ile można sobie zasłużyć… Zrozumiałam też, że wysikanie pozytywa nie oznacza nagle zmiany w ideał. O matko, ileż ja sobie projektowałam przed ciążą, jak to ja nie będę żyła, jadła i traktowała innych… Mhhhm. Taki wał. Niektóre rzeczy po prostu nie przeszły, bo nie pozwalało mi na to ciało. Przykład - warzywa stawały mi przez pierwsze tygodnie kołkiem w gardle, no i co tu zrobić? Jeść na siłę i rzygać? Bezdzietny by pewnie powiedział, że tak. Ja już wiem, że tak się po prostu nie da. No i wreszcie - kiedy widzę płaczące dziecko na placu zabaw, które rzuca zabawką w mamę, to biorę już pod uwagę to, że maluch mógł mieć zły dzień, przeżył akurat coś niefajnego (bo takie jest życie) i jeszcze nie umie kontrolować emocji. Kuźwa, mam 25 lat i sama tego do dziś nie umiem! A tej matce biednej pewnie z tą sytuacją jest bardziej niekomfortowo niż mnie, przypadkowemu obserwatorowi.

Także lekcja numer 1 - wyzbycie się obrzydliwej ignorancji (jak widać dla każdego jest jakaś nadzieja) i rozrost mięśnia empatii dla wszystkich staraczy, ciężarówek i rodziców.

Lekcja numer 2 - zdrowie ma się jedno i trzeba je szanować. Oj tak. Matko jedyna, jak ja tęsknię do ćwiczeń. Takich wyciskających siódme poty i po których dupa piecze przez tydzień. Jak ja tęsknię do wielokilometrowych wycieczek rowerowych. Jak ja tęsknię do… do… do możliwości wejścia po schodach bez pieprzonej zadyszki! Kiedy odebrano mi to wszystko, to jeszcze nigdy w życiu tak bardzo nie doceniłam faktu, że mam sprawne ręce i nogi i jeszcze niedawno uczyłam się robić damskie pompki. O ile kiedykolwiek dziecię da mi czas na siebie, to nie wybiorę kanapy i filmików na youtubie. Wybiorę ruch. Bo to ogromny dar jest!

Lekcja numer 3 - no zapodam teraz tekstem rodem z tatuaży typowej Karyny, wiecie, klimaty typu: "Pamiętaj słowa matki - zjedz mięso, zostaw ziemniaczki", a mianowicie… UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - TWOJE SZCZĘŚCIE INNYCH JEBIE. O. Ale zapodałam. No niestety. A w ogóle to od toksycznych ludzi trzeba uciekać. W sumie się nie dziwię, że stary mi uciekł… Niestety, ale zauważyłam, że im dłużej mieszkamy w tym kurwidołku, tym bardziej on staje się inną osobą. A dokładnie typem, którego kiedyś nie rozumiał - no bo jak można się tak łatwo obrażać, brać coś do siebie, denerwować… Ponad pół roku u moich rodziców i nawet jego doprowadza już do szału: "Coś się przypala w kuchni?! Co to za smród?!" w momencie, gdy przypadkiem coś mu się skapnie przy robieniu obiadu na płytę grzewczą. W sumie… ciąża niewiele tu miała do czynienia, żeby dojść do takiego wniosku. Chociaż… może trochę. Ciąża to stanowczo zbyt duże obciążenie, by przechodzić je samotnie. Ale może na tym polega nasza siła?

Lekcja numer 4 - pomimo wielu niedogodności, to jest kurczę do przeżycia. Aż nie wiem, czy powinnam być z siebie dumna. Zobaczymy jeszcze poród, hehe. Ale jak już to przejdę… to przejdę w tym życiu wszystko. Jestem tego pewna.


No nic, spadam. Trzymajcie kciuki za mój czop, żeby sobie poszedł ani dziś, ani jutro. Niech sobie pójdzie w sobotę. Bo jeżeli Miśka dalej tyje, ile tyje (czyli ostatnio jakieś 60g na dzień), do terminu nie czekamy, noł noł. Bo mi rozerwie grażynę.

Ciekawe czy ktoś tu o mnie jeszcze pamięta?:)
Nie przychodzę z wieścią " ciąża rozpoczęta". Chociaż wiele cudów ostatnio na ovufriend widziałam. To bardzo, bardzo pocieszające , ze one się jednak trafiają. Te długie starania jednak zawsze będą w "nas". Tak myślę...
Nie to, zebym wierzyła w cud w mojej sytuacji. Bo oczywiście nie wierzę. W sumie to chciałam jedynie się przywitać i powiedzieć Wam ,ze u mnie wszystko w jak najlepszym porządku.
I rok studiów za mną.
II rok "nowej" pracy za mną.
Wiele sukcesów u męża.
Hmmm w sumie to pomyślałam sobie, ze czekanie na dziecko to kompletne nieporozumienie. Postanowiłam więc zająć się czymś konkretnym, przyszłościowym, dającym szansę na rozwój. I tak się też stało.
I to właściwie jedyne przesłanie mojego wpisu.
Nie czekajcie na ciążę pozwalając na stagnację w swoim życiu. Ona jak ma być to i tak będzie. Szkoda czasu na samo "oczekiwanie":)



Witajcie Kochane, jakoś tak nie mogę zmobilizować się do wpisu, strasznie mnie męczy siedzenie przed komputerem w ciąży.

U nas do tej pory wszystko było dobrze, ale niestety od ponad tygodnia jestem w szpitalu

Nie wiem o co chodzi, ale urywa wszystkie moje wpisy, zapisują się 2 zdania a reszta ginie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2017, 20:41

Zgłosiłam się do szpitala, bo miałam twardnienia brzucha i napinanie co kilka minut.

Okazało się że znacznie skrócił mi się szyjka i w poniedziałek założyli mi pessar na podtrzymanie. Mam nadzieję, że pomoże.

Niestety dalej mam tę twardnienia i napięcia, dostaję Nospe i magnez dożylnie na rozkurczenie.

Bardzo się boję o moje maleństwo, bo to dopiero 30 tydzień. Dużo leżę, wstaję tylko do toalety i jeść, mam nadzieję, że to wszystko się uspokoi i będzie dobrze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2017, 21:15

Krwawienie się nasila, brak ciąży w macicy. Mam odstawić leki. Beta do powtórki w sobotę.
Wygląda na to, że znowu koniec.

Ciąża zakończona 29 czerwca 2017

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 30 czerwca 2017, 09:20

Zaczęłam biegać. Postanowiłam pokonać insulinooporność dietą i ruchem, bo już mam dosyć tych wszystkich leków. Zawzięłam się. Na razie krótkie trasy i do godzinnych przebieżek sprzed 5 lat jeszcze mi daleko, ale do tego też dojdę. W ogóle zauważyłam, że stałam się bardziej systematyczna i ogarnięta i spokojna. I staram się zmienić myślenie na bardziej optymistyczne - że najbliższy transfer się uda, że zarod się przyjmie i że wszystko będzie dobrze. Amen

An1 Mama dwòch aniołkòw 30 czerwca 2017, 10:05

38 dc
Chole....okresie przybywaj
!!
Dzisiaj miałam dziwny sen. Śniło mi się że moja znajoma w pracy która jest aktualnie w ciąży zmieszkała w jednym z pomieszczeń przylegających do domu moich rodziców na wsi i zaczęła rozbudowę o kawałek podwórka.Na tym podwórku spała w wózku jej córeczka

25 DC, 8 DPO

Hej kochane moje <3 piszę ostatni wpis przed urlopem :)
Teraz nie będzie mnie kilka dni na pewno. Jak będę miała chwilę na pewno się odezwę i zdam relacje z odpoczynku :)

Wczoraj przy <3 lekko bolało mnie w środku, a dziś rano już nie :)
Jajniki lekko kują i sikam dużo. Tyle! :)

Miłego dnia kochane :*

An1 Mama dwòch aniołkòw 30 czerwca 2017, 10:13

Ja miałam plany żeby tam wyremontować sobie ale niestety teren został już zajęty. Okazało się potem że ten kawałek nie należał do moich rodziców.
Potem śniło mi się że jechałam samochodem z moim mężem, on zatrzymał się koło kwiaciarnii i kupił 2 kwiaty. Chwilę wcześnie do samochodu wsiadły 2 kobiety którym kwiaty wręczył mój mąż. Ja nie dostałam i zastałam potraktowana jak powietrze. Dziwność moich snów mnie zaskakuje.

anemic Wielkie chcenie ... 30 czerwca 2017, 10:13

Zbliża się czas bety. Powinnam zrobić w niedziele, ale u nas laboratorium zamknięte, wiec zrobię jutro. Denerwuje się już bardzo. Zrobiłam się mocno nerwowa, co zazwyczaj dzieje się przed @. Bol @ już tez jest. Nie spotkałam się z plamieniem implantacyjnym.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)