Poziomka6 Wieczne czekanie 7 lipca 2019, 14:55

Tydzień po owulacji miałam lekkie krwawienie, potem przez kolejny tydzień codziennie bolało mnie brzucho. Oczywiście musiałam to zinterpretować jak objawy ciąży, no bo krwawienie to pewnie implantacja zarodka. Czemu ja muszę być taka głupia, przecież wiem że nie mogę mieć dziecka a co miesiąc znajde jakiś objaw ciąży. To jest już chyba choroba psychiczna.

Marti... Goniąc czas 6 stycznia 2019, 16:15

u nas weekend nowosci.

tatus skrecil krzeselko. myslalam, ze Ola bedzie musiala byc oblozona poduszkami itd. a okazalo sie, ze ona pieknie siedzi!!! cudownie bylo zobaczyc jak je! do tej pory mialam ja na kolanach. i widze, ze jej sie podoba ta samodzielnosc, to ze moze smarowac blat po jedzeniu itd. widze, ze najpierw sie najada, a potem troche sie bawi jedzeniem. krzeselko rewelacja. jestem bardzo zadowolona z zakupu Timby.

no i kolejna nowosc. zmienilismy gondole na spacerowke, bo Oli juz sie nozki nie miescily :D takze weekend zmian.


ja czuje, ze dziecko rosnie i mi sie serece kroi. niech nie dorasta!


Ps. Zmiana systemu drzemek. Nie ma juz 3x20min. Jest drzrmkq miedzy 11 a 12 max 30 min. A druga o 15 i spi nawwt 2h!!!!! Bajka. Noce bez zmian. Przesypia cale. Tyllo pozniej sie kladzie, bo ok 20. Mnie to pasi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 12:48

Marti... Goniąc czas 21 lutego 2019, 14:45

:)
dzien dobry Kochane!

dzis u nas pogoda szro bura i pada drobny deszcz. a ja mam jakiegos niesamowitego powera! chyba insulina przestala mnie przymulac. serio tak mysle :D wyszlysmy dzis jak zwykle na dwa spacery, tylko krotsze ciut niz w ladna pogode (no bo psu nie idzie wytlumaczyc, ze pada deszcz... masakra). i jestem i tak mega zadowolona. powietrze w parku sie oczyscilo, fajnie sie oddychalo, bylo rzesko, ale inezbyt zimno i nie wietrznie jak wczoraj. jakos tak poczulam taki wiosenny deszczeyk :D

zaczelysmy higiene jamy ustnej :) balam sie tego przerazliwie. sama od dziecka mam problemy z zebami i sama mysl, ze Olka moglaby je po mnie odziedziczy przyprawia mnie o drgawki strachu. no ale trzeba wziac byka za rogi. balam sie jak to bedzie. a leci 2 dzien i jakos jakos. wieczorami pije mleko i po mleku idziemy do lazienki, sadzam ja w fotelik (kupilismy drugi do karmienia, tym razem Antilop z Ikei, bo chodzilo o to by bylo tanio i uzytecznie. sluzy nam w kuchni gdy jej sie nudzi - wsadzam ja do niego i daje zabawki lub wlasnie w lazience. jest leciutki, dlatego mozna go latwo przenosic).. no wlasnie wsadzam ja w ten fotelik i najpierw sama zaczynam myc zeby, a potem sylikonowa nakladka "myje dwa zeby Oli i masuje reszte dziasel. narazie bez pasty i prawdziwej szczeteczki, bo czeam na wyplate, zeby zrobic duze zamowienie w aptece gemini jak co miesiac (mleko tam kupuje). rano do tego dochodzi higiena buzi, smarowanie kremikiem i czesanie wloskow. O dziwo Ola to mycie zebow narazie akceptuje. pewnie jak beda szly inne i dziasla beda bolec, to sobie nie da nic zrobic, no ale probujemy. a wyglada to tak :D (sroki, Ola rozczochrana tutaj :D)



Ola nuczyla sie meeega glosno piszczec (nigdy wczensiej nie piszczala).. i dwa razy gdy wyszlam z domu na korytarz do wozka z przerazeniem krzyczala "mamamamamama". whaaaaaaat? juz? potem probowalam zeby powtorzyla, ale tylko bezglosnie rusza buzia :D ale w obliczu strachu, ze mama ucieka jednak cos tam umie chyba :D nie zlaiczam tego poki co do listy osiagniec :D wyrodna matka ze mnie, ale czekam na prawdziwe "mama" dwusylabowe, a nie jakis ciag wyrzuconych glosek :D

a ja bylam na kontroli u dietetyka.
jest super. czylam sie jak uczennica w szkole, co zarobila celujacy. pomiary wykazaly 3kg ubytku, i po 3 cm mniej w talii, brzuchu i biodrach. poki co kontynuujemy obecna diete, uderzeniowa moze wlaczymy za kolejne dwa tygodnie. nie moge zbyt szybko chudnac tez, zeby skora nie zwisala. a na brzuchu jest jej duzo. ale nie narzekam. obecna dieta jest super. to nasza wczorajsza kolacja. (slata rzymska, avocado, ogore, kapary, cebula czerwona, kielki pora, szparagi parowane, jajka w koszulce z sosem: musztarda, sok z cytryny, sol, oliwa).
moze nie wyglada mega apetycznie, bo wszystko zielone, ale to byl orgazm podniebienia :)
[
i male motto dla odchudzajacych sie, zdjecie z poczekalni u mojej Pani dietetyk. na mnie dziala, bo mowienie, ze od czekolady sie tyje nie przekonuje mnie :)


milego dnia!



Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 12:50

mychowe W oczekiwaniu:) 1 września 2013, 17:11

Musialam powiedziec kilku osobam w pracy i menadzerce,bo musi dla mnie spisac tak jakby ocene ryzyka. Nikt inny nie wie, dopiero chcemy powiedziec w grudniu, jesli sie uda..
Nie ciesze sie ta ciaza jak poprzednia, tak bardzo sceptycyzm mnie neka, ze...
I ciagly strach, ciagle zagladanie czy nie krwawie...
Cos mi jednak podpowiada, ze tym razem sie uda, tak jakby gdzies z tylu mojej glowy siedzial ktos i mnie lekko uspokajal..

[link=https://www.suwaczki.com/]f2w3vkcbm402yi6o.png[/link]

Duzo tez znakow moze to potwierdzic:
Po pierwsze: w noce spadajacych Perseid w sierpniu zobaczylam dwie gwiazdy, po ktorych pomyslalam zyczenie(wlasnie to!) Moje zyczenia zawsze sie spelnialy.Nie wypatrywalam tego co roku,ale jak mialam 21 i 23 lata to zyczenia mi sie spelnialy.
Po drugie: w zeszlym roku jak bralismy slub w maju,moj maz powiedzial,ze postaramy sie o dzidzie w sierpniu i urodzi sie w maju (nie powiedzial jednak o ktory rok mu chodzilo).
Po trzecie: zeszly miesiac nie byl miesiacem starania, jeden raz serduszkowalismy, chcialam drugi,maz nie mial nastroju, a tu druga krecha. I szok.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2013, 22:09

Marti... Goniąc czas 2 marca 2019, 11:47

u mnie 3ci dzien cyklu.

a u Oli dzis wielki dzien!!! zreobila dzis pierwszy kroczek!!!!!!!!!!!!!! aaaaaaaaaaaaaaaaa :) w sensie raczkujacy. zobaczymy, czy mapa w umysle odblokowana i czy bedzie ich wiecej. ale akurat super, bo oboje z mzem sie z nia bawilismy jak to zrobila. nasza reakcja. spojrzenie na siebie na wzajem z niedowierzaniem :) a ona nawet nie zauwazyla , ze cos nowego zrobila :)

wczoraj byl dzien gadulenia. maaaatko ile ona gaworzy. przed kazda drzemka opowiada chyba ze 30 min. potrafi sie sama do sioebie smiac, jakby z tego co powiedziala. urocze :)

a my ostatnio socjalizujemy sie dalej. w czwartek wizyta mojej kolezanki z pracy z jej maluchem. Ola namietnie chciala dawac mu buziaki (tzn to wyglada jak buziaki,a w rzeczywistosci otwiera szeroko buzie i slini druga osobe smiejac sie :) ) ale i tak urocze. oto fota:



a piatek dzien gordonek. szkoda, ze nie moge wklejac tu filmow. Ola potrafi podrygiwac w rytm, nie tylko sie bujac. Lentilka miala szanse widziec na IG :)
[\

i oczywiscie przymiarka do buziakow z kolezanka tym razem :)


ps. zabawa w chustach, to Oli ulubiona :)


co do diety.
sniadania mamy monotonne, ale moje dziecko je glownie pomidory, a ze nie sezon, to kupuje te z gornej polki. oczywiscie bez skorki, do tego bulka z posmarowanym bieluchem i olejem lnianym, jajko na twardo i avocado. to taki nasz staly zestaw.

pozniej owoce w poludnie, potem parowane warzywa, a na koniec zupy. jej ulubiona to krupnik lub rosol z duza iloscia wkrojonych warzyw/makaronu i mieska.

no i kontynuujemy przygode z myciem zebow. roznie to wychodzi. Ola glownie zabiera szczoteczke i nia namietnie sama bawi w buzi. no coz.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 12:50

Marti... Goniąc czas 2 maja 2019, 13:04

troche mnie nie bylo, ale nie bardzo mam czas pisac.

pousuwalam wszystkie zdjecia, na wszelki wypadek. sprawdzilam strone na FB ovu/belly i na szczescie nie znalazlam polinkowanych pamietnikow, wykorzystuja glownie wykresy ciezarnych i starajacych sie, ale w osobach obserwujacych FB znalazlam 2 moje kolezanki ze studiow, wiec swiat jest maly, a ja jednak chcialabym pozostac anonimowa. owszem, zdarza mi sie miec osoby stad na innych portalach spolecnzosciowych, ale jest to moj wybor kontrolowany, nie chcialabym aby o moich prywatnych sprawach czytala jakas dziewczyna ze studiow co nawet moze niespecjalnie darzyla mnie sympatia ;)

podtrzymuje pomysl Lentilki o zalozeniu zamknietej grupy naFB, tylko strasznie mi zal tych chwil opisanych tutaj przez te 2 czy trzy lata.... poza tym moglabym pisac tylko o Oli, ale ten pamietnik to tez moja spuscizna innych emocji. a tych zapewne przybedzie gdy wroce do pracy.... no wlasnie... 2 miesiace do zlobka Oli, miesiac na adaptacje i ja wracam do pracy od sierpnia. jak i gdzie zlecial ten czas!!!!! chcialabym moc go zatrzymac. Ola jest teraz w fantastycznym momencie. uwielbiam ja, naprawde,


mala staje wszedzie, nawet przy plaskich powierzchniach, potrafi przejsc wzdluz kanapy na nozkach, czasem jak podam jej raczki to tez podejdzie ze dwa kroczki. uwielbia kokietowac przechylajac glowke na bok i sie usmiechajac, dyskutuje z nami przy posilkach po swojemu, noce nadal dobre, choc vzasem wybudzanie z krzykiem, wiec spie nadal na podlodze, aby moc zareagowac natychmiast. rano gdy sie budzi sprawdza czy leze na dole obok, czasem sie bawimy w podawanie ksiazeczek przez szczebelki lozeczka, smieje sie przy tym bardzo :) slodziak jest. nie mowi nadal mama. ale tata doskonale ;) zaczela sie bawic naczej zabawkami jakie ma (no kostka edukacyjna: do tej pory interesowala ja strona z sorterem, od ok tygodnia potrafi tez przesuwac ruchome elementy, bawi sie obracanymi klockami i potrafi przekladac koraliki po spirali). ksiazeczki ubostiwa. sama je zdejmuje z regalu (specjalnie dostosowany dla dzieci - niski), oglada cala i nastepna bierze. niekoniecznie koncentruje sie dluzej, gdy probuje jej cos pokazywac. niecierpliwi sie i oglada po swojemu. nadal sporo przy niej moge zrobic w kuchni, ale musze ja przysuwac do blatu w krzeselku, bo koniecznie musi widziec co robie. opowiadam jej wszystko oczywiscie i mam nadzieje, ze tak zarazi sie pasja do gotowania, ja tez tak obserwowalam moja babcie :) i fach w rekach jest ;p

a my odliczamy do wyjazdu na Kos. zostalo juz 8 dni!!!! mamy wypasiony hotel, ale boje sie o stale posilki dla malej. no nie zabiore ze soba pol warzywniaka i parowaru.... sniadania ok, drugie sniadanie owoceowe ok, ale boje sie o obiadki i kolacje dla niej.

wczoraj bylismy pierwszy raz od rozszerzania malej diety w knajpie na obiedzie, balam sie jak Ola to zniesie, a ona po prostu wniebowzieta, zero narzekania, stekania, jadla pieknie co jej zabralam ze soba, rozgladala sie, smiala do ludzi. dobra wrozba na wyjazd. tylko jak ona usiedzi 3 h w smaolocie.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 13:06

Ostatnio mam ciężki okres. 3 miesiące na lekach i nic. Chcę zmienić klinikę, bo z tym lekarzem nie da się rozmawiać. Generalnie on nic nie mówi, zapisuje sobie wszystko w komputerze, robi usg i jak w ciągu wizyty ja się do niego nie odezwę to on milczy 🤦‍♀️
Może jest dobrym specjalistą ( sam ma chyba z 9 dzieci, więc chyba cos wie nt) z tym, że jest to klinika, ktora specjalizuje się głównie w Naprotechnologii - jakoś mnie to nie przekonuje i tak wszystko sprawdzam, śluz, temp. 🤷‍♀️
Nie wiem ostatnio nic nie wiem. Serio nawet proste sprawy są dla mnie wyzwaniem.
Nie potrafię się na nic zdecydować, podjąć decyzji... 😐 Muszę się ogarnąć, bo tak się nie da żyć.
Jutro jedziemy na 30 urodziny mojej siostry narzeczonego, może się trochę wyluzuje.
Mają cudnego półtora rocznego synka, pobawię się z nim. To może moja głowa trochę odpocznie.

W ciagu 2 dni pochlonelam.ta ksiazke
Wciaz targaja mna emocje na puxelku napisalam prezent od meza testowac jesli to jest to ale kiedy ja to wyczuje ze to jest to ? Jedynym argumentem ktory do mnie przemawia to moje urodziny i wyjazd moze akurat prezent a na wyjazd taka niespodzianka ..... pewnie sie obudze w niedziele z @ bolem i deprecha jeszcze 3 dni

S.Roszpunka W pogoni za marzeniem 24 maja 2025, 09:11

Mój spadek nastroju od poprzedniej wizyty zupełnie sie nie zmienił. Jeszcze przeróżne problemy do tego się dołożyły.
Dziś przyszedł okres, za tydzień w sobotę muszę mieć wizytę w klinice, ale jakaś obojętność mi sie włączyła....

Czemu mnie to spotyka 4 in vitro 4 ciążę jedno dziecko;(
Wyniki dzisiejszej bety 28ng/ ml spadek:( 2 dni temu było 44 ng/ml

Sorry za post pod postem aleee brak pomyslu na obiad zastanawianie sie 2 h w pracy myslenie dobra mam plan zrobie udka kluski slaskie do tego kapusta czerwona przychodze do domu ale mi sie nie chce wypije natural mojo zrobie drzmke nagle telefon maz zrobie cos na obiad i tak plan zostal tylko planem kocham tego mego meza.
Co do testu to 49% rozumu mowi nie testuj zero objawow null


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 14:12

Wyniki odebrane: morfologia, mocz chyba dobre zoabczymy co lekarz powie ;)

Glukoza za niska , A resztę przeciwciał ujemne wyniki czyli też dobrze;)

Jutro wizyta i już chce byc po i wiedzieć że wszystko dobrze:) Boje się... ehh :) To czekanie od wizyty do wizyty ;)

[link=https://www.suwaczki.com/]3jgx43r8azrycuof.png[/link]


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2013, 19:56

Dzisiaj mam jakas wene postanowilam zrekompensowac mezowi obiad sniadanko robie ja nalesniory amerykanskie z borowkami i syropem klonowym skladniki mam :p

WTOREK
2dc, 25 cykl starań
Minęło już ponad 2 lata odkąd zdecydowaliśmy, że chcemy powiększyć naszą rodzinkę... i na razie jesteśmy na podobnym etapie co wtedy. No może poza niezliczoną ilością wszelakich możliwych badań ;) efekt póki co ten sam :P

No ale... jestem po wizycie w klinice. Plan udało mi się nieco sforsować na swoją stronę :) JEDNAK robimy najpierw inseminację (max 3, ale może zrobimy tylko jedną - to od nas zależy) i dopiero potem in vitro :) mam czas na przygotowanie się psychiczne do tego czasu :) podchodzimy niestety z rozpoznaniem "niepłodność idiopatyczna" czyli "cholera wie co wam jest". Bo Pani Dr mówi, że endometrioza mojego stopnia nie powinna przeszkadzać w ciąży, a tu nic nie pykło po laparoskopii, jajowody drożne, macica czysta, endometrium prawidłowe, wszystko książkowo, a efektu brak :/ ale dostałam serię badań do wykonania, no i zaczynamy od października! :) ten rok ma jeszcze szansę zakończyć się pozytywnie :)

Sosenka@ 6 mcy i nic?! 4 maja 2019, 07:25

Odebralismy wyniki meza😊..... Sa Prawidlowe, tak bardzo sie ciesze kamien z serca przynajmniej o jeden stres mniej😁. Generalnie to tak Morfologia na 12%, Ruchliwosc (PR albo RP nie pamietam 😉) na 58% (ta wazniejsza) a ta "zwykla" na 64%

Obudził mnie okropny chłód, całe ciało trzęsło się okropnie. Usłyszałam tylko od pielęgniarki: czy jest mi zimno? Kiwnelam głową, że tak. Pobiegła po dodatkowy koc. Czułam jak próbuje mnie rozgrzać pocierając rękami o moje ramiona. Znów zasnęłam. Po chwili usłyszałam jak młoda mama pakuję się do wyjścia i rozmawia z lekarzam. Chwilę później do pokoju wchodzą nowe pacjentki, kobieta w średnim wieku i starsza pani. Jedną ręka wystukuje smsa do narzeczonego, że jestem już po operacji i żyje. Chyba znów przysypiam. Nie czuje bólu, jest mi poprostu strasznie niedobrze po narkozie i nie mogę nawet w spokoju usiąść na łóżko. Pielęgniarka pomaga mi założyć piżamę, mówi że gdy tylko poczuje się lepiej, to pójdziemy do toalety zdjąć cewnik. Przychodzi lekarz i informuje mnie, że musieli wyciąć jajowod, bo pękł podczas operacji. Świetnie. Pytam, czy wiadomo dlaczego doszło do ciąży pozamacicznej. Lekarz lekceważąco rzuca: budowę ma pani poprawną, ciężko powiedzieć, po prostu życie... Chcę mi się płakać. Dzięki chłopie. Z łóżka wstaje dopiero wieczorem, pielęgniarka (już inna) zdejmuje mi cewnik na sali z innymi pacjentkami za zasłonką. Oczywiście wylewa trochę na podłogę, przeklina tylko pod nosem "chińskie gówno". Teraz się z tego śmieje, ale wtedy czułam się okropnie zażenowana. Zostaje jeszcze jedną noc w szpitalu. Dostaje kroplówkę i do spania. Rano budzi mnie przyjazd starszej pani po zabiegu usunięcia macicy. Cały czas mówi, że ją boli, pielęgniarka dokłada kolejna kroplówkę. Widać jak się zwija z bólu. Nagle jej komputer zaczyna piszczeć coraz głośniej, ciśnienie jej spada. Zlatują się lekarze, próbują ją ocucić. Chcę stąd uciec. pacjentka nie wspomniała przed operacja, że po narkozie znacznie spada jej ciśnienie. Wszystko wraca do normy. Ja dostaje kilka wiadomości od rodziny, że moja kuzynka leży na tym samym oddziale i właśnie urodziła zdrowego synka. Proponują żebym poszła ją odwiedzić. Cieszę się z jej szczęścia, ale no ludzie... Chcę do domu! Dostaje wypis, ginekolog proponuję mi, że jeśli będę chciała zajść ponownie w ciążę to zaprasza tutaj do szpitala na badanie hsg drożności jajowodów, żeby sprawdzić czy prawy jest w porządku, mam zwolnienie na 2 tygodnie i skierowanie na zdjęcie szwów. Myślę sobie, że jakoś to będzie. Narzeczony zabiera mnie ze szpitala i jedziemy do mojego rodzinnego domu. Oczywiście po drodze zatrzymuje nas policja na rutynową kontrolę. Sierpniowe fatum trzyma się mnie niezwykle mocno. W końcu trafiam do domu, chyba przybieram automatycznie maskę, nie płaczę, nie przeżywam tego, po prostu leżę w łóżku. Najgorsze są pierwsze dwie noce. Ból jest tak ogromny, że skręca mnie w środku, połowy nocy nie przesypiam. Dostaję też miesiączkę. Odwiedza mnie kuzynka, która też straciła ciążę. Piszę do mojej znajomej, która niedawno poroniła, że mi też się nie udało. Pocieszamy się wzajemnie, że może i lepiej jeśli przytrafiło się to nam tak wcześnie, damy radę!
Długo nie chcą mi zdjąć szwów. Chirurg ma do mnie pretensje, dlaczego jestem tutaj, a nie u ginekologa i daje mi skierowanie do niej. Ludzie, a to moja wina, że dostałam do niego skierowanie? Po 2 tygodniach jakoś w końcu zdjemuja mi szwy, jeden oczywiście już się zrósł ze skórą, więc pani ginekolog wyciągając go rozgrzebuje mi ranę i już wiem, że po tym blizna zostanie. Oczywiście, również jest zniesmaczona tym, że chirurg mnie odesłał do niej. Przedłużam zwolnienie o kolejny tydzień, bo nie wyobrażam sobie pracować z niezagojonymi ranami. Podczas l4 koleżanki z pracy wydzwaniają, kiedy mam zamiar wrócić, bo sajgon, nie dadzą sobie rady, w żartach mówią że już wypowiedzenie na mnie czeka. Heh, śmieszne. Nie mówię im o tym co się wydarzyło, wspominam tylko, że dostałam jakiegoś zapalenia jajowodu i musieli mi go wyciąć. Nie wnikają. Po miesiącu od operacji udaję się do mojej ginekolog na badanie kontrolne, mam wyniki histopatologiczne. Fragmenty jajowodu z cechami przekrwienia..bla bla.. Nie ma pozostałości jaja płodowego ani tkanek płodu. Hmm, Pani doktor mówi pod nosem, że "dziwnie, najprawdopodobniej ciąża musiała sama się poronić do jamy brzusznej, hmm. To niepotrzebnie Pani ten jajowod wycinali" ... I gryzie się w język. Poprawia się i mówi, że nie nie, jeśli go usunęli to najprawdopodobniej musieli to zrobić, źle powiedziałam. Hmm. Badania wyszły w porządku. Pyta się mnie: to co kiedy zachodzimy w ciążę? Ja przerażona odpowiadam, że nie, na razie daje sobie spokój, muszę wszystko sobie ułożyć, zmienić pracę i proszę ją o plastry antykoncepcyjne. Wypytuję również o badanie hsg - mówi że rzeczywiście można zrobić jeśli chcę i gdy będę miała na nie ochotę, mam jej dać znać, to wypisze mi skierowanie. Na pytanie o przyczynę nie drożności lewego jajowodu, odpowiada zdawkowo. Mogłam mieć niewykryte zapalenie, przejść jakąś chorobę weneryczną (myślę sobie, przecież bym to poczuła), zrosty albo zupełnie losowy przypadek. Super, czyli dalej gdybamy.
Wracam do pracy, wszystko wydaje się takie jak było. Ale jednak ja czuje się inna, bardziej skamieniała, a jednocześnie roztrzęsiona. Dostaje awans i nie umiem się z tego cieszyć. Czuję że coraz mniej radzę sobie ze stresem, więcej zapominam, nie umiem się na niczym skupić, coraz gorzej radzę sobie w pracy. Czasem płaczę sama, narzeczony bardzo mnie wspiera, ale ja i tak czuje się w tym sama. Nie wiem co robić..


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2022, 12:58

Cierpliwosc poplaca warto zaczekac niz potem plakac
1dc


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2019, 08:21

Poziomka6 Wieczne czekanie 5 maja 2019, 08:59

Test ciążowy negatywny. IUI się nie udało. Pieniądze wydane na marne.

Dzisiaj jestem po kolejnej inseminacji i to juz jest ostatnia 8 w moim zyciu a 3 z drugim mezem. Test 11.02.2021. Chce miec nadzeje, ze kiedys sie uda. 9,5 lat staran ... Z drugim mezem staram sie 2,5 roku... nawet nie chce mi sie juz nic pisac na ten temat .. wypalam sie bo ile mozna cierpiec :(

PIĄTEK
Przyjechała moja przyjaciółka z czasów studiów... z dzieckiem i mężem. Rzadko się bardzo widujemy, bo oni mieszkają daleko, w zupełnie innej części Polski. Pobyli 1,5h i pojechali... tyle ich widziałam. Nawet za bardzo nie zdążyliśmy porozmawiać. Mąż tłumaczy ich, że przeciez z dzieckiem byli. Ale dziecko było grzeczne, nie płakało, cieszyło się w nowym miejscu, doprawdy nie wiem czemu wpadli dosłownie na chwilę :( kurcze na studiach na wszystko był czas. Na naukę, zajęcia, imprezy i jeszcze dodatkowe rzeczy które robiliśmy tuż po nich... Gdzie to wszystko uciekło? Kiedy my się tak zmieniliśmy, że nawet nie mamy czasu na stare przyjaźnie? Strasznie mi smutno i przykro bo... nawet nie porozmawiałyśmy, a tak dawno się nie widziałyśmy... smutno mi bo oni mają dziecko, takie szczęśliwe, uśmiechnięte, strzelające miny, pięknie tańczące itp... a mnie się to marzy i... jest mi gorzej po tej wizycie... :( czy dorosłe życie musi tak właśnie wyglądać? :(

Wiecie najgorsza jest właśnie taka świadomość, że jak zostanę bez dziecka to... właśnie tak bedzie wyglądało moje życie. Każdy wpadnie tylko na chwilę, przelotem, zamieni dwa słowa i będzie uciekał do swojej rodziny, dzieci... a ja nie będę wiedziała co ze sobą zrobić bo... moja rodzina jest niepełna :( nawet tematy się za chwilę pokończą, bo moje przyjaciółki mają dzieci... a ja nie mam i nie wiadomo czy będę mieć. I nie wypowiem się na temat rozwoju dziecka, karmienia piersią, na temat słabego napięcia mięśniowego, pierwszego słowa, pierwszego kroczku, ząbkowania, nieprzespanych nocy itp... bo ja nie mam pojęcia jak to jest i jaki to rodzaj zmęczenia. Nawet jeśli jestem gotowa na trud wychowawczy to... i tak nie wiem nic o życiu i odpowiedzialności za drugiego człowieka... :( bo co innego teoria, co innego praktyka...

źle mi dzisiaj :( i nie pomogło zjedzenie całej paczki maczug (smak mojego dzieciństwa!) wraz z delicjami i popicie colą :P w zamrażarce mrozi się spritz, może on mi trochę rozchmurzy umysł...

Wygrzebałam badania sprzed pół roku i koleżanka dietetyk poradziła, żeby mojej krzywej cukrowej jednak się ktoś przyjrzał. Na czczo 83, po 1h - 98, po 2h - 106. Nie powinno rosnąć :/ szkoda, że nie dostałam jeszcze do zrobienia krzywej insulinowej to by może coś się wyjaśniło :( i może tutaj tkwi problem? Ja pitolę. beczy.gif

Taki depresyjny nastrój dzisiaj mam, a okres przecież dopiero za tydzień. ech...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)