19dc

Leniwa niedziela :-)
Mąż ogląda mecz w tv Anglia - Panama (5-0)
A ja oglądam meble na allegro. Wczoraj pojechałam z rodzicami na reserch do Agaty Meble i BRW. Nic mnie nie zachwyciło. W sensie są piękne meble ale ja potrzebuje szafkę pod tv z min 3 miejscami, bo mamy dekoder, głośnik, Xboxa i kino domowe. A nie chce tego wszystkiego stawiać na meblach tylko raczej w półki.
Szukam czegoś w tym stylu:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/1bc31e4332ea.png

Niestety nie dobiorę do tego żadnej komody bo nic nie ma w otchłani allegro. No i wolałabym zestawienie dąb sonoma i białe fronty.
W Agacie Meble spodobała mi się ta meblościanka:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/71a0ba0a179d.jpg

Później zaaktualizuje wpis o BRW bo mąż mnie goni do sprzątania :-P

Jeśli chodzi o BRW to podoba mi się to:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/67c105a3b0be.jpg

Oczywiście w opcji kolorystycznej jak ława ale bez ławy bo to byłby uśmiech w stronę mojego psa. My potrzebujemy czegoś regulowanego i rozkładanego :-P

Mecz się skończył i Polska się skończyła na tym Mundialu. Szkoda. Idę spać bo przede mną 1 zmiany :-( :-/


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2018, 22:52

20dc

Dzis od rana mam wzdety brzuch. Boli przy dotykaniu :-( to pewnie po moim wczorajszym obżarstwie. Mam nauczkę.
Czy była owulacja? Nie wiem. Temperatura rośnie, ale nie miałam typowych boli owulacyjnych. W pracy mnie coś delikatnie ćmiło i tyle. Robię testy owulacyjne i wychodzi na to że od 7 dni mi się zbiera na owulację. Albo ja to źle rozumiem.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/43b127c1f839.jpg

Późnym wieczorem, bo około 20:20 wybrałam się na szybko do LIDLA. Od dziś na promocji były sukienki i kombinezony. Nie liczyłam na cud, wiem jak wyglądają wojny w LIDLU (na szczęście tylko z YouTube) więc byłam przekonana że jadę na darmo. Jakie było moje zdziwienie, że jeszcze dorwe coś w rozmiarze M. Kupiłam długa sukienkę maxi do ziemi w kolorze szarym oraz krótka przed kolano w kolorze granatowym. Ta długa wymiata. Kosztowała 29,99!!! :-P :-D

Biorę się za szykowne kolacji dla męża bo niebawem będzie w domu. :-)

Marti... Goniąc czas 11 lipca 2018, 13:36

dzieki Dziewczyny za komentarze i rady :)
dobrze jest miec mozliwosc podzielenia sie doswiadczeniami :)

u nas dzis slaby dzien na maksa.
Ola jakas kaprysna. pies na spacerze wlecze lapy tak, ze musze ja ciagle wolac.... a ja mam dosyc. najchetniej poszlabym spac.


aby sobie ten dzien troszke rozweselic testuje wskazowki Julity :) w koncu moze uda sie wstawic zdjecie !! :D

ponizej moja "czytajaca" Ola oraz Ola z nieodstepujacym ja psiakiem :) (mozecie podejrzec tez mojej roboty kocyk i poduszke do karmienia :D )

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/701ee1fad1b0.jpg


https://naforum.zapodaj.net/thumbs/0bc411066455.jpg

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 3 sierpnia 2018, 21:43

6t0d
Mamy bijące serduszko! <3
Tak, jedno ;) Szczerze, najpierw gorączkowo szukałam drugiego pęcherzyka, ale summa summarum to się cieszę, że ciąża jest pojedyncza. Kijanek ma 0,34 cm, z resztą pierwsze pamiątkowe zdjęcie wrzucam poniżej :)
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/e8365b25c2eb.jpg

Dr założyła mi kartę ciąży, zaproponowała zwolnienie, kazała się umówić na prenatalne i ogólnie mówiła, że wszystko wygląda pięknie. Tylko zastanawiam się czemu na tym etapie niektóre dziewczyny znały już tętno maluszka a moja lekarka go nie sprawdzała..
Btw, dla staraczek na stymulacji - po stymulacji pierwsze badanie prenatalne jest darmowe, taka ciekawostka ;)
Kolejna wizyta dopiero 06.09. Jak ja wytrzymam?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2018, 22:04

Ku pamięci postanowiłam wrzucić wyniki męża. Może ktoras z Was się zna i powie mi czy jest źle, bardzo źle czy nie aż tak źle.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/bfff0d8d5544.jpg

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/36ac5f9ba967.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 18:39

Ciąża zakończona 7 sierpnia 2018

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/2e70dc3d78a4.jpg

Leoś przyszedł na świat 07.08.18 o godzinie 5:42. 3445g, 52cm, 9/9 pkt. :)




https://naforum.zapodaj.net/thumbs/a8ef34c4f910.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2018, 09:53

5+2 (szósty tydzień)

Wczoraj (tj.17.07) byłam na swojej pierwszej wizycie.
Oto domek mojego korniszonka (tak nazywamy nasze kolejne dzieciątko). W tym domku będzie się kisić jeszcze parę ładnych miesięcy.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/883b26ce5b38.jpg

Pęcherzyk jest umiejscowiony wysoko w dnie macicy. Ma ładny okrąglutki kształt i swoją wielkością odpowiada wiekowi ciąży. Średnia wielkość po przekątnej wynosi 7,4mm. Ciałka żółtkowego jeszcze nie ma, ale podejrzewam, że już dziś lub jutro byłby widoczny. Cieszę się, że to nie ciążą pozamaciczna. Ciągle doskwiera mi pobolewanie prawego jajnika, ale po wizycie już mnie to nie niepokoi. Kolejna wizyta za tydzień. Jeśli będzie zarodek oraz echo serca lekarz przepiszę mi heparynę.

Jeśli chodzi o objawy to mam takie: bardzo bolące i czasem swędzące piersi, kłucia w jajnikach szczególne w prawym, pogorszenie cery i na razie tyle.

Wczorajsza data jest dla mnie magiczna... Rok temu miałam punkcje i wprawdzie w laboratorium ale powstał mój aniołek - córka Michalinka. Myślę, że wybłagała nam Ona u Boga kolejny cud. Wczoraj właśnie ujrzałam początki tego cudu. Jestem wdzięczna Bogu i losowi za taki obrót sprawy. Chcę wierzyć, że tym razem wszystko będzie dobrze!

35 DC

Nie dowierzam w dalszym ciągu ! Wreszcie się udało. Będziemy rodzicami :) !!!!!
Opowiem Wam wszystko po kolei.

No więc od czwartku rana miałam jakieś dziwne bóle podbrzusza jak przed okresem, korym towarzyszyło plamienie. Bardzo skąpe, różowe, w zasadzie to był to podbarwiony sluz. Jakoś nie dawało mi to od początku spokoju. Zawsze jak zaczynały się bóle to od razu była krew.

Na drugi dzień rano mieliśmy jechać na badanie męża do kliniki sprawdzić, czy morfologia się poprawiła, a była na poziomie 0%. Bóle @ dalej były, dalej było plamienie, ale się nie rozkręcalo. Powiedziałam emkowi że chce przed badaniem zrobić test, bo @ się spóźnia a ja mam dziwne objawy. Zgodził się, wiec pojechaliśmy. Zebrałam do pojemniczka mocz i testować musiałam w terenie- w aucie, bo inaczej nie zdazylibysmy na badanie :p mąż skoczył zatankować samochód a ja pobiegłam do rosmanna po bobotest :)

Robienie testu w aucie do najłatwiejszych nie należało - dodam, że robiłam go w trakcie jazdy:) nakropkalam i wsadziłam w drzwi żeby nachodził kolorem, ale już widziałam, że zrobił się zarys drugiej kreski. Mąż oczywiście twierdził, że nic tam nie widzi, czym mnie wkurzał! Po chwili kreseczka zrobiła się na tyle wyraźna, że nie miałam wątpliwości! Jest! Mamy to ! Udało się ! Szybko nawrót z trasy i pojechaliśmy na badanie bety i proga. A zamiast na badanie emka pojechaliśmy tam gdzie mieliśmy tylko na zakupy, które zresztą się udały no i na dobry obiad :) myślę że oboje do tej pory nie dowierzamy. Mąż jest szczęśliwy, widać to po nim. Ja też jestem, w końcu się udało!

Po dwóch latach starań. Z morfologią 0% na którą w sumie mąż nic nie brał, oprócz trzech opakowań jakiegoś suplementu diety.

Trochę gorzej z tą pracą, bo to dopiero dwa miesiące tam... No nic, wierzę że wszystko się ułoży, musi!

Beta wynosi ponad 25, a progesteron 19 :)

W kwietniu maleństwo przyjdzie na świat :) już nie mogę się doczekać!!!
W końcu uszyje coś dla siebie ❤️

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/1bff75f8bb7f.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2018, 16:16

24tc+2

Nie było mnie tu chwilę, ale u nas wszystko dobrze :)

Właśnie dzisiaj zakończyliśmy z mężem dwutygodniowy urlop, który był przemiły i bardzo przyjemnie spędzony. Udało nam się dorwać okazyjne last minute i niecałe 24h przed wylotem kupiliśmy tygodniową wycieczkę na Rodos <3 Były cudne widoki, przepiękne słońce, jeszcze piękniejsze morze, no i ten wspólny czas, którego na co dzień tak bardzo nam brakuje. Bardzo się cieszę, że udało nam się jeszcze wspólnie we dwójkę (choć tak naprawdę przeciez we trójkę <3) polecieć.

Po powrocie mąż, korzystając z urlopu, zajął się malowaniem pokoju Malutkiej. Byłam też na kolejnych zajęciach szkoły rodzenia, tym razem dotyczących wyprawki :)
Po zajęciach wybraliśmy się z K. do IKEI, tak tylko wstępnie się zorientować w meblach. A skończyło się na tym, że kupiliśmy już właściwie wszystko do pokoju Tosi! Totalnie spontanicznie i wiem, że dla niektórych dość wcześnie, ale tak - na Malutką czeka już jej pokój <3

Jeżeli chodzi o nocne spanie, to i tak planujemy dostawkę do naszego łóżka i Mała na pewno nie będzie póki co spała sama. Ale ten pokój, tak długo czekał pusty, że serce się raduje na jego widok <3

Córeczko, nie możemy się Ciebie doczekać! <3

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/8b92621ba9fd.jpg

39t0d., 40 tydzień ciąży.

Gozik, dzięki za wiadomość :) melduję, że nadal jesteśmy w dwupaku, a pierworodnemu wcale się nie spieszy. Z niecierpliwością oczekuję na jakikolwiek symptom..chociażby odejście czopa, czy cuś :D

Wczoraj na wizycie u położnej okazało się, że mam wysokie ciśnienie (155/96), dzisiaj powtórka z rozrywki (146/103) tak więc odesłała nas do szpitala na dodatkowe badania.
KTG wyszło super, serduszko pięknie biło, Leoś skakał, mocz ok - żadnego białka, badania krwi ok - wykluczyli stan przedrzucawkowy... wychodzi na to, że skaczące ciśnienie to po prostu urok 9 miesiąca.


Mamy wrócić w sobotę na kolejne badanie, jeśli znowu bedzie wyższe to zaproponują mi masaż szyjki macicy. Bronię się przed nim rękoma i nogami... brrr.. Leon synu, bądź grzeczny i oszczędź matce tej przyjemności gmerania w szyjce, postaraj się wyskoczyć wcześniej :D

Torby leżą w aucie, zapakowaliśmy je do bagażnika tak w razie czego.
Teraz somsiady nie bedom widzieć, jak już przyjdzie czas wyjazdu na porodówkę huehuehue.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/7efdba64ea7d.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2018, 21:04

29 DC chyba 24 cykl staraniowy

Zastanawiam się kiedy nam minęło te dwa lata... I jak ją tyle wytrzymałam? Przecież to kupa czasu. Gdyby na początku drogi ktoś mi powiedział ile to potrwa - nie uwierzylabym. No bo dlaczego? Jesteśmy zdrowi i młodzi. CHCEMY być rodzicami! A skoro już podjęliśmy decyzję to chwila moment i będziemy się cieszyć rodzicielstwem.

Hmmm.. tak to wygląda u przeciętnej pary. U nas nie. Chyba tylko u nas nie. Wszyscy Najomi zaraz po ślubie zachoda w ciążę. Tylko nie my.
Dzisiaj znowu siostra mi obwiescila, że znajomi spodziewają się dziecka. Jak mam się cieszyć? Nie wiem. Fajnie dla nich. Dla mnie to tylko kolejna ciąża, która mogłaby być moja. Z której mogłabym się cieszyć. Znowu wróciło to uczucie zawodu, kiedy się dowiaduje o ciążach wsrod znajomych, a było już normalnie. Czuje, że niebawem zdziczeje. Mam wrażenie, że nikt nie rozumie naszego problemu. Co za problem zrobić dziecko?

Zapisałam nas na wizytę u ginekologa na 27 sierpnia. Zrobię do tego czasu test dna i przeciwciała Asa i Aoa- oprócz tego co mi zlecił lekarz. Musimy też zdarzyć do tej pory z powtórka badania męża.

Jak na złość dostałam infekcji, na szczęście dało się temu zaradzić... W tamtym roku w lipcu też miałam. Chyba to jakaś tradycja.
Chyba to z tego przemęczenia i złego samopoczucia - zeszły tydzień był dla mnie meczacy. Czułam się bardzo slabo. Do tego ta dziwna pogoda...

Udało mi się skończyć Szyc zestaw dla pewnej małej damy:)

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/05aeb4cc08a5.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/ff36555c8bd9.jpg

Kocham szyć, bez tego bym zwariowała.

Jeśli chodzi o wyniki badań to glukoza wyszła ładnie ale insulina trochę za wysoka po obciążeniu.
Homa ir=1,75 więc muszę przeprosić się z dieta bez cukru. To jest okrtune.

Ana 2 ujemne, na szczęście!

Dobranoc ♥️


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2018, 01:48

39t3d.

Dzień dobry :)

My nadal jesteśmy w dwupaczku... jeszcze jakiś czas temu zastanawiałam się, czy Leoś przypadkiem nie urodzi się szybciej i może będzie mały, zodiakalny raczek, a teraz zastanawiam się, czy w ogóle wyjdzie :D znając nasze szczęście postanowi wyskoczyć 03.08. w nocy - zdążyłam odnotować, że akurat wtedy będzie zamknięta główna droga do szpitala.

Wydaje mi się (ale oczywiście nie jestem pewna, gdyż nie miałam odwagi ani chęci tam grzebać), że w piątek odszedł mi czop śluzowy do toalety. Później przez cały dzień plamiłam na lekko różowo. Bynajmniej "coś" się zadziało :)

W sobotę byliśmy na kolejnym pomiarze ciśnienia - 135/85 ufff, nie jest takie złe, już myślałam, że zabronią mi rodzić w wodzie.
Ktg super :) dłuuuugo sobie słuchaliśmy serduszka, bo położna się zawinęła za pierwszym razem i nie włączyła opcji końcowej analizy.

Aktualnie jestem szczęśliwa z tego powodu, że ponad 30stopniowe upały minęły, a na dworze jest teraz tylko 15°C.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/6f2447b85543.jpg

Mamy już... 14 kg na plusie O_o


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2018, 10:15

Cześć w niedzielny wieczór, a w zasadzie zaraz noc.

Dzień dzisiaj minął całkiem znośnie. Chciałam pojechać gdzieś z mężem, tak dalej poza miasto. Siąść gdzieś na łące pod drzewem zdala od ludzi, zgiełku i cywilizacji, żeby odpocząć. Czasem mam ochotę uciec stąd... Zostawić te wszystkie zmartwienia, niepowodzenia i kłopoty i nie myśleć. Leżeń sobie gdzieś w trawie i wsłuchiwać się w ciszę, czuć na twarzy podmuchy ciepłego wiatru i łapać promienie słońca (tak tak, ostatnio to bardzo rzadkie zjawisko - słoneczny dzień bez ulewy? no way...). Nawet te pająki i inne robale by mi nie przeszkadzały. Ewentualnie obawiałabym się pytona krążącego na wolności ;) No ale, podsumowując się nie udało. Rano i owszem było pięknie słonecznie, ale oczywiście zaraz przyszły chmury i deszcz...

Jedyną ucieczką jest dla mnie tworzenie czegoś z niczego. Mam zdecydowanie duszę artysty, zawsze ciągnęło mnie do czynności manualnych. W tym znajduję się najlepiej, i może będę to robiła kiedyś. Narazie niestety pozostaje mi nudna korpo praca w banku, chociaż i tak u mnie nie jest źle. Ludzie są dla siebie mili, ale czy to też nie jest złudne? Miałam już jedną sytuację, w której przekonałam się, że jednak nie zawsze mogę liczyć na nowych współtowarzyszy. Powinnam zmienić nastawienie do ludzi, zbyt szybko obdarzam ich zaufaniem i wydaje mi się, że są po mojej stronie, kiedy tak nie jest. Pora zmienić charakter.

Co do starań - coś czuję, że idzie @, już zaczynam czuć ten niepokój w podbrzuszu. W sumie to nie mam nadzieji, że w najbliższym czasie się uda. Gdzieś mnie skubana ostatnio opuściła. Polazła i niewiadomo, czy kiedykolwiek wróci i zagości na nowo w moim sercu.

Mój mąż jest coraz lepszym człowiekiem. Trafił mi się naprawdę cudowny egzemplarz ! Kocham dziada.

A to efekt sobotniej nocnej roboty, akurat jest sezon jeżowy ^^
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/e7c397fe7345.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/e5de29781618.jpg


https://naforum.zapodaj.net/thumbs/459726a72e63.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2018, 22:58

Marti... Goniąc czas 30 lipca 2018, 12:36

Ola tydzien temu skonczyla 2 miesiace.
bylysmy juz na badaniach bioderek. wszystko ok. nastepne badanie w pazdzierniku.
uwielbiam relacje z moja corenka. jest kochanym dzieckiem. w ciagu tygodnia jak sie rozplacze raz to jest maksimum. dobrze czytam jej potrzeby, a i ona komunikuje sie ze swiatem inaczej niz placzem. np jak wychodze z pokoju i zostaje sama zbyt dlugo, to zamiast plakac, to pokrzykuje takie glosne i krotkie "E" co jakis czas. oczywiscie czestotliwosc dzwieku pokazuje poziom zniecierpliwienia ;) im czesciej - tym wieksze prawdopodobienstwo placzu.
a np gdy chodzi o pieluszke, to tak smiesznie przebiera nozkami jak pajacyk. w nocy z ato rzuca sie po lozeczku i przewraca ciagle glowke z jednej storny na druga.

mamy sporo takich roznych sygnalow od niej. a gdy nadal widzimy, ze o cos chodzi, a wsyztskie potrzeby sa juz spelnione, to zostaje jedna ostatnia rzecz : nuda! i wtedy trzeba zmienic zabawe, albo otoczenie, bo miejsce tez jej sie czasem nudzi.

z nowosci Ola zaczela juz chwytac w raczke. jeszcze nie do konca swiadomie, ale potrafi zabawke polozyc sobie na klatce piersiowej i sie przypatrywac lub sporadycznie wlazyc ja do buzi :)

trzyma tez juz mocno glowke lezac na brzuszku. staramy sie cwiczyc, ale problem w upalach. Oli chce sie czesciej pic, wiec ma pelny brzuszek i nie moge klasc jej tak czesto jakbym chciala.

przez upaly tez po raz pierwszy przed wczoraj usypialam ja w jej wlasnym pokoju, bo tam najchlodniej. w kazdym innym pomieszczeniu byla tak bliska placzu, i sie wiecila i widac bylo, ze jej zle, ze az mi sie serce kroilo. wczoraj natomiast byla nie do utulenia. wzielam ja w ramiona i na fotel bujany, ktory odziedziczylam po mojej kolezance, gdy wyjezdzala z Polski. normalnie usypiam ja, gdy lezy samodzielnie w dostawce obok naszego lozka, czasem tlyko musze polozyc reke na jej klatce piersiowej, by czula, ze jestem blisko. najczesciej po prostu patrzy sie na mnie i usmiecha.

co do smiechu: jest bardzo pogodna, bardzo czesto sie smieje, wystarczy ja zagadac, czasem dotknac noska, a ona od razu smieje sie pelna buzia. uwielbiam z nia gaworzyc. normalnie jak dialogi to wyglada. czasem podkladamy pod nia glos. mamy ubaw po pachy. a wcozaj po raz pierwszy zamsiala sie "z glosem". zrobila takie "Ha HA". no piekne to bylo. z mezem jednoczesnie spojrzelismy na sebie, bo dobrze wiedzielismy, ze to ten pierwszy smiech. ten jedyny i chwila, ktora trzeba zapamietac. pozniej smiala sie juz bezglosnie, ale powtorzyla jeszcze dzis rano. wiec chyba sie zaczyna :)

za chwile wyedytuje post i wrzuce foty :D

a my postanowilismy zatrudnic Pania do sprzatania. przychodzi raz w tygodniu i robi wszystko. nawet piekarnik mi wyszorowala. wiem, ze to wydatek, nie kazdego stac. ale mozemy sobie na to pozwolic, a prawda jest taka, ze w ten sposob kupujemy czas, jaki moj maz moze spedzic z corka. w tygodniu widzi ja ok godziny dziennie (w sensie interakcji, jak nie spi), wiec w weekend nie chce by tracil czas na sprzatanie i zakupy. i tym sposobem sprzatnie robi sie samo, zakupy przywozi tesco i nam zostaje wylegiwanie sie z corka ipsiakiem na kanapie, gadanie, zabawy rozwojowe, spacery, ktorych u nas jest mnostwo i wspolne gotowanie. niestety z rodziny nikt nam nie pomaga, doslownie nikt. po wizycie jednej ani moi rodzice, ani meza nie zpaytali sie czy moga nam pomoc, wiec musimy sobie radzic inaczej.

ostatnio stwierdizlismy, ze zostalismy obdarowani tak radosnym i spokojnym dzieckiem, by zbilansowac "smutek" w zyciu wynikajacy z wielu trudnosci zyciowych, osamotnienia itp.... no i niech tak bedzie. dla mnie i tak corka jest teraz najwazniejsza i jej szczescie.

ide gotowac szczawiowa :) mam jakas faze, niczym w ciazy ;) ale spokojna glowa, to na pewno nie ciaza :)

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/935c986f7126.jpg

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/644c4b14a18f.jpg

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/2b8289c3ed94.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2018, 12:53

40 DC

Beta zbadana 3 razy.
03.08 -25.76
progesteron 19

06.08 - beta 67,59
progesteron 22

08.08 - beta 114,8 = przyrost 70%


Przyrosty są bardzo słabe. Martwię się, że niedługo wszystko się skończy. Niby wszyscy mnie pocieszają, że są w normie, ale wolałabym, żeby beta rosła ładniej, nie przy dolnej granicy, ledwo ledwo... Nie wiem sama, czy powtarzać badanie jeszcze raz, czy sobie darować.
Narazie wszystko jest pod znakiem zapytania. Nie cieszę się, bo obawiam się, że mogę się mocno rozczarować... W sumie ta morfologia 0% nie dawała mi spokoju. Może przecież tak się zdarzyć, że plemnik nie da rady, bo coś z nim nie tak, albo jajko. Nie chcę o tym myśleć. Rano budzę się zestresowana...
Przy takich przyrostach może być coś widać dopiero 20 sierpnia, a to przecież prawie 2 tygodnie czekania. Do tego czasu chyba zwariuję. Myślałam, że jak już się uda, to będę spokojna i szczęśliwa. Obecnie odczuwam tylko niepokój i myślę, żeby to się skończyło jak najszybciej... Plamienia się skończyły, tyle dobrego.

Wczoraj oddałam skonczoną sukienkę na wesele dla kuzynki mojego brata ciotecznego. Bardzo ładnie w niej wygląda, ale co się ostresowałam, to moje :)

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/cd7b9d2550b9.jpg

9+0 (dziesiąty tydzień)

Dodaję aktualne zdjęcie. Niestety znów na leżąco (nie wiem jak to zmienić). Urosło Nam się :D

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/29572965bd29.jpg

W sobotę wróciliśmy z dwutygodniowych wczasów nad polskim morzem. Pogoda cudna, ale upały mi trochę doskwierały. Zwłaszcza, że nadal mam mdłości i ten okropny posmak w ustach. Szkoda, takie pyszne posiłki nad morzem, a ja chwilę po zjedzeniu znów czułam tylko tą beznadziejną kwasotę bleee :/ Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa, już powoli mam dość. Muszę też uważać na to co jem i w jakim tempie. Ostatnio często doskwiera mi ból brzucha. Na domiar złego ciągle chodzę głodna, często podjadam.
Od początku ciąży przybrałam 1,5kg i już wyszłam z niedowagi więc z tego się cieszę.
Aktualnie odczuwam lęk przed dniem jutrzejszym - wizyta. W ostatniej ciąży w tym właśnie tygodniu pożegnałam się z moim dzieckiem. Mam strasznie mieszane uczucia. Chciałabym wierzyć, że tym razem wszystko będzie dobrze, ale ten lęk ciągle mnie trapi. Ech... Musi być dobrze... po prostu musi!

Dzień dobry Cioteczki.

Ostatni wpis był o tym, że lekarze podjęli decyzję o indukcji porodu. Otóż nie :) Leoś postanowił ich uprzedzić i 4 godziny później o 13:45 odeszły mi wody :D
Skurcze pojawiły się dosłownie po chwili, kiedy się ogarniałam pod prysznicem.
O 15:00 były już silne oraz regularne co 3 minuty, więc akcja rozpoczęła się dość szybko.

15:30 - rozwarcie prawie na 4cm, położna zaczęła szykować wannę w łazience na sali porodowej. Zanim weszłam do wody okazało się, że moje ciśnienie wynosi 160/110 oraz że zaczynam krwawić - to niestety przekreśliło nasze plany porodu w basenie. W dalszym ciągu mogliśmy jednak korzystać z kąpieli :)
W związku z tym, że ból przerósł moje wyobrażenia oraz zrujnowanym planem porodu xD postanowiliśmy zdecydować się na ZZO (była to najlepsza decyzja ever). Jeszcze będąc w wannie ok 17:30 poprosiłam położną o ponowne sprawdzenie rozwarcia. Ta zaczęła kręcić nosem mówiąc, że obowiązują ich standardy sprawdzania rozwarcia (uwaga!) co pieprzone 4 godziny.
Delikatnie, ale dosadnie powiedziałam jej, że jednak nalegam oraz że bardzo się wkurzę, jeśli za godzinę lub dwie okaże się, że szyjka jest już zbyt rozwarta, żeby otrzymać epidural.
No więc o 17:45 wyszłam z wody, zrobiłyśmy KTG... rozwarcie na ponad 7cm :) Fleur coś tam zaczęła sugerować żeby użyć gas and air, ale biedna przestała jak zobaczyła determinację w moich oczach :D

18:45 - pojechałyśmy do pokoju anestezji. Tam przesympatyczny pan wcisnął mi do ręki papiery do przeczytania - o ryzyku związanym ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Mówię ok, robimy. Wszystko poszło pięknie i gładko, po podłączeniu kroplówki czułam nogi i delikatne napinanie się brzucha, natomiast wszelkie bóle odeszły w siną dal :) to było coś pięknego. Polecam.

Nie mogłam już wrocić na poprzednią salę, która wyglądem przypominała pokój domowy, musiałam przenieść się na salę bardziej "medyczną". W tym czasie nastąpiła też zmiana położnych i tak właśnie zaczęliśmy rodzić z przewspaniałą Lauren ♡

Akcja troszkę zwolniła. O 22:00 było 9cm rozwarcia. Po 24:00 prawie 9,5 - szyjka niemal zgładzona. Po godz. 2:00 - 10cm, pełne rozwarcie. Przez te wszystkie godziny czas upływał fajnie, miło nam się rozmawiało dosłownie o wszystkim. Mąż stwierdził, że nie przypuszczał iż poród będzie tak mozolny i nudny :D trochę się zdrzemnął w miedzyczasie.

Podjęłyśmy decyzję, że o 3:00 przestaję dozować sobie epidural (miałam taki przycisk, który mogłam używać co 10 minut. Uwalniał on wtedy 5ml znieczulenia, tak naprawdę używałam go co jakieś 20-30 minut, a i tak zużylam go niewiele, chyba 50 z 250 ml ).

Między 3:00, a 4:00 miałam narzuconą godzinną fazę odpoczynku. Wszystko po to, żeby dzidziuś miał ładnie unormowane tętno podczas porodu oraz żebym mogła normalnie czuć skurcze i przeć z całych sił. Popijałam sobie napój izotoniczny, żeby podnieść poziom cukru i nabrać energii.

4:00 skurcze były nie do zniesienia, ale nadal lżejsze niż ból nerek, z którym trafiłam do szpitala :D
Rozpoczęła się faza parcia. Główka pięknie schodziła w dół, małż dzielnie mnie wspierał podając na zmianę picie oraz przerając twarz wodą termalną.

5:00 dalej próbujemy przeć tak mocno, jak tylko się da. Znieczulenie kompletnie przestało działać... coś się zaczęło komplikować. Lauren pobiegła po lekarza.

5:10. Doktor sprawdził co się dzieje... głowka cofnęła się i obróciła bokiem.
Próbował ją odblokować i okręcić dłonią. Brak rezultatu. Zapadła decyzja o porodzie kleszczowym... musiałam podpisać papiery o zgodzie na użycie instrumentów do wyjmowania dziecka i ewenualnej operacji. Zaczęłam się denerwować.

5:15 Do naszego pokoju wpadło kilka innych osób, przewieźli mnie razem z KTG na salę operacyjną. Anestezjolog doładował epidural. Nie zadziałał! Coś się zablokowało, czułam dokładnie każdy skurcz i dotyk, o mało nie zaczęli roboty na żywca. Dostałam kolejne znieczulenie w kręgosłup - podpajęczynówkowe.
Straciłam czucie od żeber w dół.
Mąż czekał za drzwiami, ja dostałam ataku płaczu. Bałam się panicznie o nasze maleństwo.

5:30. Cesarskie cięcie. Kleszcze nie pomogły. Wpadło dodatkowych kilka osób. Mąż mógł wejść na salę i siedzieć przy mojej glowie. Jestem za to bardzo wdzięczna lekarzowi, zwykle jest to niemożliwe w takich sytuacjach. Leoś był bardzo źle zaklinowany, zostaliśmy uprzedzeni, że operacja może nieść za sobą większe niż zwykle komplikacje, ponieważ cięcie trzeba wykonać jeszcze niżej - groziło nam uszkodzenie pęcherza i jelit oraz kolejna operacja chirurgiczna.

5:40 z minutami. Ekipa spisała się na medal. Nasz synek urodził się cały, zdrowy i głośno krzyczał. Płakałam jeszcze bardziej, tym razem ze szczęscia:) Pępowinę odciął oczywiście lekarz, natomiast zostawił jakieś 20 cm i Lauren poprosiła mojego męża, żeby je odciął - tak symbolicznie.

Dłuuuga historia. Najważniejsze, że nasze największe szczęście i ogrom miłości jest z nami i ma już ponad tydzień :) dziękujemy za wszystkie gratulacje ♡♡♡

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/f212290c0833.jpg



Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2018, 11:45

Marti... Goniąc czas 22 sierpnia 2018, 11:39

Badanie sluchu ok
Wszystko dobrze. Uffffff

W drodze powrotnej ogarnelismy ulubionego kebsa. Mąż wziął urlop na żądanie.

Za to dzis ma po pracy służbową kolacje, więc cały dzień sama. Nie wiem jak ogarnę wieczor. 9la chodzi spac ok 19. Musze ja dzis wykąpać i do tego pies do wyprowadzenia. Czasem ta logistyka nie jest wcale łatwa. A niestety mam dziś gorszy dzien ehhh. :(


https://naforum.zapodaj.net/thumbs/48c2b3215548.jpg

Ola zaczyna łapać dwiema rączkami jeden przedmiot. Powoli tez zaczyna pchać wszystko do buzi :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2018, 11:58

Marti... Goniąc czas 23 sierpnia 2018, 11:05

Dzis Ola konczy 3 miesiące. Wczorajszy dzień byl lekko mówiąc ciezko. Dzis zapowiada się podobnie. Probuje jej zajrzeć do buzi, zeby obejrzec dziąsła.... moze to ząbki. Zobaczymy.

Tymczasem Ola zasnela. I ja postanowiłam zrobić coś dla siebie. Juz 5 raz ćwiczę od tygodnia. Coś tam czuje, że brzuch lekko się spia i mięśnie odnajdują się powoli. Ale długa droga przede mna. Postanowiłam raz na 2 tyg wkleić tu zdjecie postępów. Inaczej moge stracić motywację. Wiecie. To jak z rzucanie fajek. Trzeba głośno wszystkim powiedziec, bo będzie wstyd zapalić. Wiec ja publicznie zobowiązuje się do treningów:) milego dnia!


https://naforum.zapodaj.net/thumbs/315a7789e226.jpg

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/29d48b1e93cd.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/226fb3e46de5.jpg



Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2018, 11:38

24DC 11dpo

Taka tam fotka obsikanego testu z rana. Nie wierzylam w to co widze, wiec rozlozylam go na czynniki pierwsze.

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/d4ed8eced7c5.jpg

Ale oczywiscie nie moze byc zbyt pieknie. Wczoraj wieczorem mialam jedna plamke z rozowego sluzu na papierze, a dzisiaj juz od 13 krwawie. Nie jest to jeszcze okres, ale czuje, ze to sie dobrze nie skonczy...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)