36t3d --->37 tc
Zostało 4 dni do ciąży donoszonej 
Na początek zdjęcie z końca 8 miesiąca ciąży 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/95a7157d6e6b.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/544aa2a977da.jpg
Obecnie + 10,3 kg. Jakieś 95 cm w brzuchu.
Wczoraj mieliśmy wizytę, Milena waży 2735 g. Niby dalej trzyma się w tym 50tym centylu, i do wczoraj byłam mega zadowolona że wszystko ok i Milena taka zgrabniutka.. Ale dziś znalazłam kartkę z wymiarami Małej i wychodzi na to że jest tydzień młodsza niż powinna.. No ale podobno nie mam się czym martwić więc staram się tego nie robić...
Na razie nic nie wskazuje porodu. Brak rozwarcia, łożysko nie ma objaw starzenia... Nie zapowiada się poród przed terminem, a więc i torba chwilowo nie spakowana. No ale chyba najwyższa pora to zrobić...
Łóżeczko nadal nie złożone. Łukasz właśnie kończy gipsować ściany na strychu, może jutro rozpocznie się akcja "szlifowanie". Później burzenie kawałka ściany, posprzątanie całego syfu i wtedy będę mogła w końcu łóżeczko złożyć i ubrać. Chwilowo to nie ma sensu bo wszędzie pełno pyłu. Rano posprzątam, wieczorem już biały nalot na meblach.
Ostatnio próbowałam delikatnie uświadomić mamę że warto by zaniechać jakiekolwiek planowane wizyty różnych dziwnych gości jak urodzi się Milena. No tak z 2 tyg chociaż no bo to zarazki i wgl.. Ok, głównie chodziło mi o siostrę bo to ona przyjeżdża w odwiedziny min. 2 razy w tyg, a myślę że po narodzinach Mileny ilość jej wizyt się zwiększy..
Jakie to było oburzenie... No bo przecież nie do nas przyjeżdża i do mnie wchodzić nie będzie tylko z nimi siedzieć. Co z tego że na pewno przy pierwszej wizycie nie omieszka zobaczyć Małą, no a wirusy grzecznie stać przed drzwiami nie będą tylko swobodnie krążyć będą po całym domu... Niestety nie mój dom i wielkie G mam do powiedzenia. Czasem coraz bardziej żałuje decyzji o pozostaniu w domu. Powinnam myśleć o sobie i się od razu wyprowadzić, zamiast przejmować się innymi którzy mają mnie gdzieś...
Na zakończenie pochwalę się naszą sesją brzuszkową 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/b7309746e71e.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/133528ae7be9.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/112f9a4657c9.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/172a37d8733c.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2016, 20:34
Od 10 tygodnia do 7 dni po porodzie.
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/57b8d82dbda1.jpg
Trochę o mnie 
Pierwszy tydzień był najgorszy, wiadomo jak u każdej z nas. Brodawki mnie strasznie bolały, mały płytko łapie pierś, a ja nie potrafię nauczyć go inaczej. Blizna po szyciu była bardzo bolesna przez krwiak i wrastajace się po kilku dniach szwy.Mimo że Leon sprawował się doskonale czułam się psychicznie zmęczona i przez hormony płakałam co rano i co wieczór ze szczęścia 
Dziś mija 16 dni od porodu.
Piersi już prawie nie bolą, (tylko wtedy jak głodomorek źle chwyci). Blizna już ładnie się zagoila. Mogę normalnie siadać na pupie. W nocy się wysypiam, bo Leo pije przez sen i ja go też tak karmię. Pierwszy sen śpi w łóżeczku, a po pierwszej pobudce ląduje u nas na łóżku i tak już do rana.
Na wadze +3 kg. Nie czuję się z tym źle. W ogóle tego nie widzę. Brzuszek jest całkowicie całkiem
Do lata będzie bikini 
Pogoda mogłaby być lepsza bo wózek czeka a my jeszcze na spacerze nie byliśmy bo ciągle pada.
Emocjonalnie zmieniłam stosunek do męża. Kocham go jeszcze bardziej, za to że tak pięknie się nami opiekuje i za to że dał mi Leosia 
Dziękuję mu za to co wieczór.
Jestem bardzo szczęśliwa! 
3 tygodnie z Leosiem 
Karmimy się całymi dniami i nocami a i tak mu mało, więc raz dziennie idzie duża butla 120 ml ! Uwielbiam gdy nie jest za bardzo głodny uśmiecha się i śmiesznie mieli pierś robiąc przy tym rozkoszne minki
jest taki kochany! Gdy obudzi się baaaardzo głodny jest baaaardzo nerwowy i mówię na niego pirania
dopada do piersi jak żarłoczna ryba wydaje śmieszne odgłosy z nerwów nie umie dobrze zassac, po czym po kilku porządnych łykach zasypia i po odlożeniu ponownie budzi się wściekły jak lew
KOCHAM GO JEST NAJSLODSZY NA ŚWIECIE!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/198411fd7a73.jpg
Dziś był pierwszy spacer. Dopiero teraz bo ciągle pada i wieje no i doszło zapalenie piersi. Pogoda super! Szkoda że tak późno ten pierwszy spacer ale pogoda nie lutowa, gdy jechałam na pierwszy spacer z Aleksem był mróz i śniegu po kolana a mały miał tydzień. No i do tego te choróbska
aż strach było wyjść.
No byleby nie lało to już będziemy wychodzić codziennie 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/ad10e8e64ef1.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2016, 23:02
24 dc, 3 dpo
Dopadł mnie dzisiaj zły humor. Mąż zamiast w domu siedzi na jednostce przygotowując się do egzaminu oficerskiego a ja zostałam sama. Myślałam ostatnio, że naprawdę dobrze sobie radzę z ostatnimi wydarzeniami, które w nas uderzają. Dwa poronienia, wykryta choroba męża (na szczęście już opanowana i nie powinna mu przeszkadzać w życiu ale jednak przewlekła), pogarszające się zdrowie mojej ukochanej babci, po której moja córka miała dostać imię... Znosiłam to wszystko, staram się żyć normalnie i wierzyć, że jeszcze będzie pięknie. Ale dzisiaj zobaczyłam na instagramie zdjęcie dziewczyny, młodszej ode mnie o dwa lata, która brała ślub tydzień po nas. Zdjęcie z pięknym, pokaźnym brzuszkiem... Wiem, że wy jesteście w stanie zrozumieć co wtedy poczułam. 09 sierpnia zbliża się coraz bardziej, właśnie wtedy miałam urodzić moje pierwsze, tak bardzo wyczekane dziecko. Jeszcze straszniejsza wydaje mi się perspektywa 02 października, termin drugiego porodu. Miałam mieć taki sam termin jak moja kuzynka, z różnicą dosłownie kilku dni. Jej dziecko żyje, urodzi się wtedy kiedy powinno, mojego nie ma ze mną od 1,5 miesiąca.
W tym cyklu nie mam zbyt dużych nadziei. Biorę leki tak jak kazał lekarz, codziennie kłuję się zastrzykami z heparyną ale szczerze - nie wiem czy jest sens. Mój mąż był w domu tylko dwa razy w okresie okołoowulacyjnym - 5 i 2 dni przed owulacją. We wrześniu i październiku było podobnie i w ciążę nie zaszłam. Od dziecka marzyłam tylko o jednym, o rodzinie. Dla męża, wtedy jeszcze narzeczonego zmieniłam plany zawodowe, bo przy jego pracy nie były one możliwe. On w każdej chwili może dostać przeniesienie na drugi koniec Polski, co przy moim wymarzonym zawodzie byłoby równoznaczne z zaczynaniem praktycznie od zera albo w ogóle nie byłoby możliwe. Wybrałam wtedy rodzinę, pomyślałam, że mąż i dzieci w zupełności mi to wynagrodzą. I faktycznie, gdybym miała przy sobie moje maleństwo nie żałowałabym ani sekundy, bo wtedy wiedziałabym, że mój wybór był po coś. Teraz również staram się nie myśleć w kategorii "co by było gdyby...", mam najwspanialszego męża na świecie, którego kocham całym sercem i zazwyczaj to w zupełności wystarcza mi, żebym mogła powiedzieć o sobie, że jestem szczęśliwa. Wystarczy jednak jedno zdanie, wiadomość albo zdjęcie i to szczęści zostaje mocno zachwiane. Kiedyś chcieliśmy mieć trójkę dzieci, teraz jesteśmy zgodni, że chcemy jedno - ale żywe.
Uwielbiam czwartki, bo wtedy zaczynam kolejny tydzień to już 34 ( 33+0) 
Od kilku dni mam spadek nastroju, chyba hormony
na wiele rzeczy reaguję płaczem, najgorzej jest jak przychodzi noc wtedy czuję się taka bezsilna, spać nie mogę i kręgosłup coraz bardziej daje znać. Mam też coraz większe trudności z oddychaniem zarówno w dzień jak i w nocy.
Jednak bardzo kocham swojego synka 
Dziś zrobiłam spacer po mieście, zaszłam do ulubionego lumpka i Tymuś dostał od Pani w prezencie piękne buciki 
Pierwszy raz coś od kogoś dla Tymusia dostałam 
Mąż wrócił ze służy i zrobił mi kilka pamiątkowych zdjęć
i po raz pierwszy pokazałam zdjęcie na fb, odważyłam się, bo za każdym razem strach zaglądał mi w oczy, a przecież uczymy się oswajać go .
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/2a1199dd7e38.jpg
Ja wierzę, że dotrwamy razem do końca, że nic złego się już nam nic nie przydarzy, że Pan Bóg nad nami czuwa każdego dnia.
co do wpisu wyżej zrobiłam właśnie owulacyjny i druga kreska jest ja byk, nie powiem że jest pozytywny ale drugą kreskę widać z daleka, że tak powiem WTF?! robiony jakoś w 14 dniu cyklu miał dużo słabszą, ledwo widoczną kreskę a tu takie coś...
Patrzcie, ten po owulacji u góry i dzisiejszy na dole, nie oddaje to rzeczywistej intensywności, ale mimo tego widać znaczącą różnicę!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/ff60fdbf070e.jpg
dupa tam widać na tym zdjęciu, ta kreska jest naprawdę mega intensywna! wychodzi na to, że wtedy nie miałam owulacji a miałam ją teraz? Nic już nie wiem
No i wtedy przy pozytywnym kuł mnie jajnik, a teraz nic. Ani sutki nie bolą ani jajniki, cisza...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2016, 21:07
Szybki update co u nas
Maks 60% czasu spędza na czterech i albo robi kiwaczka albo podkurcza nózie tak jak do raczkowania na zmianę
i sunie do przodu, taki slide
niestety rąsie jeszcze nie ogarniają
i ale myślę że to lada dzień
dlatego Maks ma już swoje 3,2m2 wolne od wszelkich niebezpieczeństw
gdzie mama spokojnie może go zostawić, prezent na zajączka oto i on:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/253e75a4f358.jpg
Także myślę że nie będę musiała się stresować że dziecie pobiegnie za mną na schody
bo mamy schody 2m od tego kojca... i w górę i w dół... poza tym przestanie się walenie głową w kafelki bo Maks zostawiony na środku maty postanowił się poobracać kilka razy i mata się skończyła... kafelki złoooooooooooo!
Co jeszcze? Mama to najpiękniejsze słowo na świecie
Maks cały dzień tylko maaaamaaa mmmmama mamama i mama
mimo że najczęściej to mówi gdy coś mu nie pasuje, albo nawet przez łzy ja umieram wtedy ze szczęścia i dumy
wszystko jest mama
wszystko!
Postaram się nagrać i wam pokażę 
Hmmm jeszcze coś? Nie sprawdzamy siedzenia, ale raczej posadzony by nie siedział sam. No ale dla Maksa to dobrze bo siadanie nasila asymetrię, stanie też także mamy nadzieje że zakocha się w raczkowaniu i nie będzie się śpieszyć z chodzeniem. Gdzieś za 2-3 tyg pójdziemy na kontrolę do neonatologa, może już asymetrii nie ma? Zobaczymy 
Aaaa nienawidzę zmiany czasu! Moje dziecie ma ją w dupie
Zamiast o 8-8:30 wstaje o 7-7:30 ...
1 kwietnia

To już ROK !!!!!!
Kiedy to zleciało ?? !!
Nie będę się rozpisywać jak to się zaczęło bo poporodowy wpis już jest...nie było lekko..teraz chcę pamiętać te piękne chwilę 
Najważniejsze, że Dominik JEST, ŻYJE, że JEGO SERCE BIJE

A tak to było:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/f99021480f80.jpg
Na chwilę obecną jest dość dobrze. Wiadomo, że jeszcze gonimy rówieśników ale z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej
i oby tylko do przodu.
Ważne by było zdrowie bo jeśli jest zdrowie cała reszta z czasem przychodzi.
Może jeszcze coś o Świętach bo przecież tegoroczne były wyjątkowe
i rzeczywiście takie były. Piękna pogoda. Dominikowi humor dopisywał. Mieliśmy sporo czasu dla siebie. To były takie prawdziwe rodzinne święta
tylko za krótkie 
A takich mam przystojniaków w domu 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/80412a2a2603.jpg
No i teraz się pochwalę

Od kilku dni u Nas taki stan - zobaczcie sami 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/c21213a7ccf9.jpg
A cała impreza przed Nami
03.04
6+1
Wizytowalismy sie dzis z kropkiem 
Ulzylo! Bardzo wielka ulga!
Tydz temu kropus mial 3,3 mm.
A dzis pecherzyk mierzy 13,5mm, jest woreczek (nie mierzyl) i jest minimalny ktosiek ktorego rowniez nie mierzyl a znalazl go pod kolorem na usg 
Jestem jak na dzis MEEGA szczesliwa. W koncu sie udalo. Zrobilismy wielki krok do przodu bo ktosiek jest w macicy!
Lekarz powiedzial dzis, ze ciaza jest na 1000 % ulokowana i zaprasza za tydzien na wizyte serduszkowa. Tak wiec 1.12 o godzinie 10:45 znow zobacze ktosia 
Wedlug usg dzis jest 6+2, poprzednio w 5+1 na usg bylo 5+0 nadrabia Nasze male sloneczko 
Jest dobrze. Bedzie jeszcze lepiej 
Czekam juz lipca
kiedy to bede mogla Cie usciskac! 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/0617617b405e.jpg
Od piątku leżymy w szpitalu dostałam dużych bóli kregoslupa i żeber okazało się że to żołądek po kroplówkach i wymiotach mi przeszło ale juz nie chcą mnie wypuścić ze szpitala mala jest ulożona miednicowo mam w wywiadzie 2 ciaze stracone i ta waga nieszczęsna. Dzisiaj zdecydowali podać mi steryd na rozwój płuc i myślą żeby w następnym tygodniu rozwiązać ciążę.
Kochanie dziś zaczynamy 25 tydz ( 24 tydz 0 dni) 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/49e1c8fa52c9.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/0c2e4a7e0c1f.jpg
Mama Cię przeprasza za swoje humorki, ale sam wiesz, że to nie jest zależne ode mnie, tak bardzo się o Ciebie boję każdego dnia, ale Ty masz się na pewno dobrze, bo dajesz mi znać i w dzień i w nocy. Nie martw się, lubię jak mnie zaczepiasz przynajmniej wiem, że dobrze się masz...
Wczoraj z tatą porzątkowaliśmy Twoją komodę, żebym mogła poukładać tam Twoje ubranka 
Czekają na Ciebie w kartonie, tylko trzeba uprać, żeby były czyste i pachnące...
Bardzo Cię kocham 
Moje kochane Aniołki, myślę o Was, co u Was, jak urośliście, jak się macie... bardzo Was kocham i przenigdy o Was nie zapomnę
(*) (*) (*)
Czuwajcie nad swoim braciszkiem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2016, 18:28
No i są nasze wyniki badania nasienia:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/e5a1a540e95f.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/3bc58281825b.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/566de499ed95.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/68f9cfec8d81.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/dc9f87acf902.jpg
Dziewczyny już mnie trochę pocieszyło że te parametry da się poprawić, więc jakoś mi lżej bo bylam przerażona
Teraz musimy znaleźć dobrego androloga i zacząć naprawiać...
Już nie mam więcej siły pisać, wstawiłam je tylko żeby mi nie zagineły.
No to mamy cykl bez wspomagania. mam brac tylko letrox i zwiekszyl dawke do 62.5 i od 16 dc mam brac duphaston a tak na pełnym luzie dzialamy do wrzesnia a potem lekarz zaleca juz klinice....
no to tak wygladal test owu 11dc czyli przed wczoraj
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/581aa30b06d4.jpg
a tak 12 dc czyli wczoraj
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/75e0cfb09203.jpg
Dzis powtórka testu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2016, 09:22
Jak bardzo się pomyliłam, że mój żołądek jest już w dobrej kondycji dzisiaj zjadlam w restauracji na stypie roladę i siadła mi tak na żołądku że 3 h wyjęte z życia.
Wąchałam olejek eteryczny
Pilam gorzką herbatę
Wzięłam ciepła kapiel
Wypiłam mój syrop na dolegliwości żołądkowe
Dopiero sprowokowanie wymiotów kilka razy sprawiło że poczułam ulgę i już wiedziałam co za tym siedzi rolada z restauracji i teraz pytanie dlaczego dawno już nie miałam takich wydarzeń
Wypiłam później rumianek który jest moim zdaniem najlepszy w łagodzeniu takich dolegliwości.
Starałam sie nie przeżywac bardzo pogrzebu, ze względu na żołądek musze ograniczyć sytuację stresujące i wziąść sie za siebie.
Musialam dzisiaj mezowi przekazać kilka kwestii jedna z nich jest to, że w razie mojej śmierci żeby znalazł dobra mame Hani nie wyobrażam sobie sytuacji żeby byli sami...
Jestem po pierwszych prenatalnych. Wszystko jest idealnie tak jak być powinno. NT 1.5 mm, kość nosowa obecna, przepływy prawidłowe. Wszystkie narządy na swoim miejscu. Tętno trochę za wysokie bo 175 ud/min, ale Pan doktor powiedział, że "ładną mu Pani adrenalinę zafundowała tym swoim stresem, że takiego tętna dostał", ale ryzyka wyszły minimalne
Całe moje biedne Maleństwo było ściśnięte ścianami macicy (ja przez stres miałam strasznie mięśnie skurczone), co doktorowi nawet pasowało bo się Młode nie wierciło tylko grzecznie leżało na pleckach. Pępowina ułożyła się tak dookoła czoła i wygląda jak święty
Kocham to moje Dziecię 
Dzisiaj jeszcze jedne prenatalne, tym razem na NFZ razem z testem Pappa. Mam nadzieję, że ten test nic nie zamiesza. Ale tak szczerze to doktor powiedział na końcu, cytuję:
"Tutaj naprawdę się nie ma do czego przyczepić, więc zacznijcie się Państwo cieszyć z tej ciąży i zostawcie Malucha w spokoju". A, że jest jednym z najlepszych lekarzy od badań prenatalnych w kraju to chyba trzeba mu zaufać i zacząć wreszcie oddychać swobodnie, a nie ze strachem o każdy dzień.
A tu moje 62 mm szczęścia 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/0d3cf2749612.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/d491188bdca8.jpg
Edit.
Jestem stuknięta, dawno nie miałam tak dobrego humoru w dniu dostania okresu, jakbym wiedziała wewnętrznie że w następnym cyku po drożności się uda. Chyba mi już na mózg siada 🤪
Melduję się, że torba Tymkowa w całości do szpitala spakowana
moja też
teraz mam odrobinę spokojniejszą głowę.
Przestałam się wsłuchiwać w swój organizm zastanawiając się czy to może już... jestem na takim etapie, boli brzuch na dole będzie bolał, jest twardy- to już taki czas kiedy będzie...
Zakłuje, zaboli- trudno trzeba przeżyć 
Krzyż też boli coraz bardziej i częściej, zauważyłam, że młody coraz częściej w nocy wbija mi się w kręgosłup, a jak śpię na lewej stronie to opada na tą stronę i jest mu chyba nie wygodnie...
Dziś już 2 dzień wstałam nie o 4 tylko po 7, ale w nocy śpię z dużymi przerwami...
Wróciłam do nospy max jak lekarz kazał, więc będę musiała wysłać męża do apteki po zapasy.
Do wizyty zostało 14 dni- 2 tygodnie, pytają się mnie czy się nie boję, że do tej pory urodzę, ja nie, bo raczej nic się na to nie zapowiada, choć człowiek nie zna dnia i godziny.
Jak wcześniej czułam, że urodzę wcześniej to teraz mi się kompletnie odmieniło 
Czekamy na termin CC i koniec. A swoja drogą, zaczynam się bać...
Ostatnio 2 panie w sklepie odzieżowym zaczęły gadać o swoim porodzie i CC, czy jak ktoś widzi kobietę w ciąży to od razu musi wspominać swój poród i jeszcze straszyć?
Znajoma mówi, że mój brzuch wygląda na 5-6 miesiąc i oczy jak 5zł, że to 9...
Moje hasło: mój brzuch moja sprawa.
A to na pocieszenie 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/2167ca745b69.jpg
Chwalę się, a co! 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/e65486eae96f.jpg
Wymiary:
Łydka - 38 cm ( - 2 cm)
Udo - 61 cm (z tym idzie najciężej, choć tutaj też przydałoby się jeszcze z 10 cm zrzucić, ale i z tym sobie poradzimy
- obecnie -3 cm)
Biodra - 100 cm ( - 12 cm ! )
Brzuch ( najszerszy punkt - 102 cm (-8 cm)
Pas - 81 cm ( - 11 cm! ) 
Szyja - 36 cm ( -1 cm)
Czyli co? W obwodach straciłam razem 37 cm 
Jest moc!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2016, 12:13
2 DC
Ostatni cykl był wyjątkowo krótki (29 dni) bo ostatnio 36 dni. Byłam w szoku, 🐒 mnie zaskoczyła w południe w pracy. Nie miałam przy sobie leków od immunologa a miałam zacząć brać od początku cyklu, więc małż mi podrzucił do pracy. Dzisiaj drugi dzień brania encortonu i equoralu, boli mnie żołądek ale nie wiem czy po tych lekach czy po tabletkach przeciwbólowych, których wczoraj zjadłam 4 bo nie dało rady, szczegolnie w nocy. Dzisiaj narazie udało się bez leków przeciwbólowych ale nie wiem co będzie w nocy.
Wracając do wstępu wpisu, to cieszę się że już coś rusza i mam nadzieję, na transfer w kwietniu. Ale, no właśnie, w pracy zaczyna się kolejna fala covida, a moja odporność po tych lekach ma spaść. Niby robiłam przeciwciala i na tej podstawie dostałam zgodę od lekarza na rozpoczęcie leczenia immunosupresyjnego w tym cyklu. Ale jak złapie covida to nici z transferu i to nie tylko w kwietniu ale pewnie przez najbliższe miesiące. Nie pójdę na l4, wiem że to byłby najlepszym rozwiązaniem ale nie ma takiej opcji (chyba że faktycznie złapie covida), taka praca i funkcja. I to, że zawsze byłam za ambitna, za bardzo odpowiedzialna (o ile można takim być), nie lubię zostawiac komuś swojej pracy, mam wtedy mega wyrzuty sumienia. Wiem, że w ciąży bez względu na moje sumienie pójdę na l4, ale narazie w niej nie jestem. A chodzenie na L4 przy każdym transferze, który i tak był nieudany i musiałabym po nim wracać do pracy, byłoby bardzo źle odebrane przez szefostwo. Taka praca niestety....
I wkurza mnie to, że nie mogę wyłączyć tego mojego analizowania, próby zaplanowania wszystkiego i złości gdy plan trzeba modyfikować. Niby moja praca polega między innymi na codziennych zmianach planów, ale to co innego, bo nie do końca dotyczy mnie.
Tak bardzo chciałabym, żeby ten transfer w kwietniu doszedł do skutku i przede wszystkim, żeby się udał 🙏🙏🙏
12.07- 13.07 tych dwóch dni nie zapomnę do końca życia... 12.07 tego dnia zaczęły mi się sączyć wody, po rozmowie z ginem, udaliśmy się z mężem do szpitala w Ełku o godz ok 21... zostałam przyjęta na odział z podejrzeniem sączenia się wód płodowych, po kontroli usg nie było zaciekawie, wód strasznie dużo, synek napiera a pępowina bardzo bardzo blisko szyjki... lekarz powiedział, że jak mi odejdą wody poza domem to mogę stracić dziecko, pomyślałam sobie wszystko tylko nie to... po kontroli ktg nie było dużej czynności skurczowej, więc przyjeli mnie na odział, o godz 1 odeszły mi wody i oddelegowali mnie na porodówkę gdzie podpięta pod ktg leżałam tak ładnie do ponad 5, pojawiły się skurcze, nad ranem zaczęłam się czuć coraz gorzej, potem dostałam krwotoku... w bardzo szybkim tępię mnie uspali i zrobili CC.
Dziś już wiem, że gdyby ktoś nie czuwał, nie było by nas tutaj...odklejenie łożyska...
A co by było gdyby stało się to poza szpitalem? zero szans 
Mój synek Tymonek urodził się 13.07 o godzinie 6 nad ranem drogą CC w 36/37 tyg ciąży.
Urodził się jako wcześniak 54cm 2800g . Dostałam skierowania do kilku poradni.
Muszę też kontrolować nereczki, jedną miedniczkę ma poszerzoną, badanie słuchu wyszło 2 razy nie prawidłowe
Będziemy walczyć.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/123e32dfa1c8.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/06c5fb50fc87.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2016, 21:08
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.