Wera Nasze początki 5 kwietnia 2020, 11:13

4 dc
Jestem gotowa na dziecko bardzo chciałbym zostać mamąMąż chce też dziecko nie unika tematu. Tylko jeszcze nie chce się strać dopiero od lipca. Chyba muszę cierpliwie czekać. Mówiłam mężowi że starania trwają trochę dłużej. On twierdzi że lepiej nie myśleć o tym że będzie jakiś problem


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2020, 11:18

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 5 kwietnia 2020, 09:12

27 dc
Obudziłam się już godzinę temu zlana potem, ostatnio budzę się wcześnie nawet jeżeli mogę pospać dłużej ( to chyba starość 😉) a zawsze bylam spiochem. Ale jaki miałam sen, w skrócie śniło mi się że koleżanka, która czeka na dzidzia do adopcji, ,,została" mama adopcyjna😍😍. A ja w tym śnie, karmiłam małego dzidzia, bawiłam się z nim, kupowałam mu prezenty, muszę napisać o tym koleżance 🤭
Termin @ wypada w następną niedzielę, a mnie nic nie boli, zazwyczaj piersi były już mocno bolesne, brzuch też pobolewal, a teraz zupełnie nic, no może tylko to że podbrzusze jest mocno ciepłe- zazwyczaj tak mam przed @. Czy to może świadczyć o tym że jest niski progesteron 🤔 i mogło nie być owu? Muszę o tym poczytać.
A tak to mimo, że sobie obiecywałam, że nie będę się nakręcać to oczywiście myślę tylko o tym co będzie za tydzień, głupia ja 🙄 kiedyś mówiłam mężowi o każdym ,,objawie,, ciąży i jak przychodziła @ to czułam się jakbym go oszukała. Wiec teraz nic nie mówię, przeżywam to co miesiąc sama... Zapowiada się niedziela z Netflixem. Dużo zdrówka Wam życzę.
EDIT: napialam koleżance o śnie a ona mi pisze, że dzisiaj śniło jej się ze zadzwonił telefon z OA i że czeka na nich dzidzia😱😱 oby te nasze sny się spełniły ✊🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2020, 14:45

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 5 kwietnia 2020, 15:26

Właśnie sobie uświadomilam że za tydzień, dokładnie 12 kwietnia mamy 6 rocznicę ślubu ( wiem, byłam starą panna młodą🤭). Wprawdzie był to ślub cywilny ale rocznica to rocznica. Zazwyczaj gdzieś razem wychodziliśmy albo wyjeżdżaliśmy a w obecnej sytuacji na świecie, spędzimy rocznicę w domu. Ale myślę że fajnym prezentem byłby test ciążowy z dwiema kreseczkami?? 😍 Tak, tak, miałam się nie nakręcać 🙄😉

karolaEM W oczekiwaniu na nasz cud 30 września 2020, 16:45

Witajcie kochane. Nie mogłam w ogóle się zalogować tutaj na swój profil. Nie wiem dlaczego. Hasło i adres email się zgadzały, ale jednak coś nie mogłam się tu zostać. I jakiś czas to już trwało. Ale udalo się w końcu zalogować. Ok. Mniejsza o logowanie.

Kochane moje u mnie starania nadal trwają. Nie poddaję się. Teraz zaczełam jeszcze bardziej obserwować swój organizm (śluz, temperatura, testy owulacyjne). Tak więc może coś z tego będzie. Ostatnią @ miałam 8 września 2020. A dziś jest mój 23 dc. Od 18dc do 20 dc temp utrzymywała się powyżej 37°C. Od 21dc do 22dc temp wynosiła 36,7°C , a dziś w 23dc temp znowu jest powyżej 37, dokładnie 37,2°C. Nie wiem co myśleć. Wspomnę jeszcze tylko, że dziś rano zaobserwowałam śluz zabarwiony krwią. Nie wiem kurczę czy testować? Czy nie ? Za tydzień powinnam dostać @ i nie wiem czy te plamienie było spowodowane nadchodzącą miesiączka, czy to może plamienie implantacyjne...? Już różne mi myśli o głowy przychodzą. Nie wiem co myśleć. Jak Wy uważacie?

36t4d
do ptp zostały 24 dni...

Na ostatniej wizycie mały miał już ok. 3200g.
BPD 38+1
AC 37+5
FL 37+4
Serduszko biło sobie na 144.
Szyjka się skróciła,ale jest zamknięta.

Wizyta za 2 tyg. Lekarz powiedział, że w związku z cukrzycą ciążową, nadciśnieniem, wiekiem oraz tą całą zwariowaną sytuacją, nie zaleca by czekać do końca. Wg niego w 39 tc już bym mogła się znaleźć w szpitalu, więc chyba jeśli nic się samo nie ruszy, da mi skierowanie. Tak myślę. (ale zastanawiam się, czy to oznacza z góry cesarkę...?)

2 dni strasznie mnie bolały pachwiny, oraz trochę plecy i brzuch podczas przewracania się z boku na bok czy wstawania z łóżka. Chodzić też było ciężko... Więc już lekko się przestraszyłam. Ale dziś już jest dobrze, nie było rano tego bólu, mogę w końcu coś zrobić w domu. I tak jak prawie całą ciążę nie narzekałam, tak ten ostatni miesiąc jest trudny ;)

No to... oby do końca. Iść, urodzić, nie zarazić się żadnym syfem, ominąć żółtaczkę, i szybko wrócić do domu. W domu najlepiej <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2020, 11:31

22t3d

Evli moja Niunia uaktywniła się tak po skończonym pełnym 20 tygodniu ciąży ( dokładnie 20t2d) zaczęła się rozpychać i pukać w brzuch sporo razy w ciągu dnia i tak od 2 tyg rusza się bardzo, w każdej godzinie praktycznie kopie, wali piąstkami( chyba) rozpycha się i trzepocze. Motylek mój kochany <3 <3 <3 Uaktywnia się i po jedzeniu i jak leżę, nawet jak śpię bo czasem mnie budzi. Potrafi już nieźle kopnąć po wnętrznościach aż czasem zaboli albo męczyć mój pęcherz :p Ale to taki słodki ból. Cieszę się jej każdym ruchem, udało mi się nawet nakręcić 2 filmiki, gdzie brzuch "pulsuje"

Wyprawkowo - dostałam ogromną ilość pięknych, mało używanych przez siostrzenice ciuszków od sióstr rozm. 50/56/62/68. Cudnie było przeglądać te różowe " malizny" . Cieszyć oko. Czekałam na to sporo czasu...Pajacyków, bodziaków, spodenek, skarpetek, bluzeczek, sukieneczek, czapeczek a nawet rajstopek, opasek jest tyle że dostaję oczopląsu. Z Maksem praktycznie musiałam kupować wszystko nowe i to spory wydatek. Tym bardziej doceniam taką pomoc. I mogę zakupić tylko kilka nowych sztuk do szpitala i jakiś perełek hand made <3 Do tego dostałam rożki, pieluszki tetrowe i flanelowe, przewijak, wanienkę i nasz stojak po synku, poduchę do karmienia oraz cala siatę niemowlęcych zabawek.
Sama wybrałam się też do sklepu, po 3 tyg praktycznie odosobnienia w domu, poczułam się jak na ziemi obiecanej. Sam dotykanie ciuszków niemowlęcych na wieszaczkach sprawia mi niesamowitą radość :D :D Kupiłam dwa kwiatowo-fioletowe bodziaki rozm. 56, trzy komplety różnych skarpetek i buciki- paputki malusie z jednorożcami :-) a także dekoracje do kącika małej - różowe ramki do zdjęć i cotton bollsy. Zawsze o nich marzyłam przy łóżeczku córki <3

Ciążowo - do dolegliwości doszły mi znów częste wizyty w toalecie, nawet co 30 min, czasem bóle miednicy i krzyża, straszny apetyt, pochłaniam wszystko zupełnie jak na początku ciąży, częste budzenie się w nocy - najczęściej kolo 5 a potem problemy z zaśnięciem :/ i lekkie drętwienie dłoni. Na napinania brzucha chyba magnez i większe ilości wody pomoagają.


Dziś piękny, słoneczny dzień. Jedyne miejsce gdzie nam wolno byc na świeżym powietrzu to działka więc pojechaliśmy. Ja na leżaczku wygrzewałam się, nawet slońce opaliło mi twarz :D synek po dwutygodniowym pobycie u dziadków wreszcie wrócił i bawił się beztrosko w piaskownicy, mąż krzątał się cos tam ogarniał. Błogość i spokój ( względny, wiadomo).


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2020, 22:06

Rok

Mój najmłodszy bąku dziś świętował swoje pierwsze urodziny :)

Mały szaleniec
- chodzi od 3,5 miesiąca - pierwsze samodzielne kroki zrobił 25grudnia. Teraz to on już biega ;)
- na stanie 6 zębów
- rwie się do samodzielnego jedzenia sztućcami. Rączkami je sam od początku rozszerzania diety
- jest bardzo ciekawy świata :)

Taki dorosły i samodzielny a mimo to największy maminsynek jakiego znam ;)🙈


Chłopaki rzadko się dogadują :/ Aliś chciałby się z bratem pobawić ale z Bruna coraz częściej wychodzi samolub :( jedyne co razem potrafią to biegać po pokoju ;)

Bruno w końcu odpieluchowany, już się bałam, że nigdy to nie nastąpi.

Rekrutacja do żłobka i przedszkola - chłopaki zgłoszeni. Teraz czekamy na wyniki i oby się obaj dostali.

Ja jestem już na zaległym urlopie do połowy czerwca, dziwnie będzie po takim czasie do pracy wrócić.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 5 kwietnia 2020, 18:06

To będzie długi wpis. W lutym totalnie odrzuciło mnie od ovufriend jak ciężarną od jedzenia, tyle, że w ciąży nie byłam. Mimo tego, że z doktorem ustaliliśmy plan ta pierwsza porażka mnie rozłożyła. I tak naprawdę wzięłam się w garść dopiero po przeczytaniu książki "Moc pozytywnego myślenia" autorstwa pastora Normana Peale'a. Znalazłam ją ukrytą gdzieś na zapomnianej półce w Empiku i może to głupio brzmi, ale poczułam, że muszę ją kupić, że ta niepozorna książeczka do mnie mówi. Ta książka zmieniła moje życie. Napisana przez pastora, jednak bez fanatyzmu. Stara, a jak nowoczesna i na czasie. Autor poprzez religię i wiarę w Opatrzność pokazuje jak taka wiara pozytywnie wpływa na energię wokół nas, nasze myśli, nasze poczynania. Jak mantry religijne korzystnie oddziałują na nas. Zaczęłam codziennie powtarzać słowa z Biblii, które polecał: "Jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam?" i "Wszystko mogę w Chrystusie, który mnie umacnia". Do tego dodałam cytat, który sama znalazłam w Ewangelii: "Nie bój się, tylko wierz". W pracy zaczęło się układać.

Oprócz tego starałam się codziennie medytować. Chodziłam też cały miesiąc na akupunkturę do dr Mongołki, która jest polecona na stronie Artvimedu, zna się z moim lekarzem. Aku była dwa razy w tygodniu, miałam też brzuszek naświetlany lampą z podczerwienia i jeden zabieg refleksjologii na stopy. No i stało się coś niesamowitego, pierwszy raz w życiu miałam okres bez bólu, dosłownie żadnego. Nie mam endometriozy, ale jednak pierwszy dzień był zawsze bolesny. Tym razem w ogóle zapominałam, że mam okres, nawet zalałam majtki. Więc dziewczyny, aku działa.

Była też histero. Takiej histero chyba w historii Artvimedu nie było. Trwała 45 minut. Doktor wychodził histeroskopem i wchodził kilka razy, za nic nie mógł dojść do końca, mam bardzo wąską szyjkę. Dziwne, bo w szpitalu nie było z tym problemu, ale może w szpitalu dr Zmaczynski się nie certolil, jakby nie było ma też większe doświadczenie w histero niż dr Ch, który jest specem, ale od niepłodności. W końcu dr był już zdenerwowany i zawołał drugą pielęgniarkę do trzymania usg, bo wycinki trzeba było pobrać biopsometrem, histeroskopem się nie dało. Jakieś zrosty tylko wyciął. Na końcu dr powiedział, że w ogóle nie poszło tak jak chciał. Nogi mi tak ścierpły, że myślałam, że nie wstanę. Dostałam antybiotyk po tym nadzwyczaj długim badaniu.

A jednak suma sumarum okazało się, że nie mam już ecoli i nk maciczne w normie! Podczas gdy te z krwi miały przekroczoną normę (i to nie staraczkową, ale w ogóle). Wszystko szło dobrze. Byłam spokojna, było aku, mąż na dzień kobiet wykupiłmi floating (poczytajcie, mega rzecz), miałam zarezerwowany termin na 2 dni przed transferem. I nagle plaga spadła na nasz świat. Na wizycie doktor mi powiedział, że transfer odwołujemy (a byłam już na estrofemie), bo dr Sydor zalecił mi intralipid na nk, no i miałam mieć accofil, a teraz nie można ich brać. Mówię więc doktorowi, że przecież nk z macicy są w normie, a ja jestem po histero i scratchingu (wg dr Paśnika scratching przed zastępuje wlew z accofilu) i chodzę na akupunkturę. No tak, tak, doktor zaczął gdybać, kazał się namyślić i dał do podpisu dokumenty, że zgadzamy się na transfer w czasach epidemii. Miałam różne skrajne myśli czy dobrze robię. Ale coś mi podpowiadało, że to mój czas. Powiedziałam ostatnio mężowi, że powietrze jakoś pachnie w tym roku. Zupełnie jak wtedy kiedy się poznaliśmy...

Transfer miałam późno, bo w 21 dc. Endometrium mimo że po scratchingu, rosło wolno, brałam duże dawki estrofemu. Urosło jednak do 10mm. W dniu transferu miałam atosiban - 3 godzinną kroplówkę. Transfer robił mi mój dr Ch., co mnie uspokoiło, czułam pierwszy raz jak mi ta rureczka wchodzi do macicy, średnio przyjemne, ale czułam i to było dobre. Miałam też emrioglue. Zarodek Blastka 4.1.1.

Nie dostałam ani accofilu, ani encortonu, ani intralipidu z wiadomych przyczyn. Ale był przy mnie Pan Jezus. Zawsze jest i to na Niego się zdałam. Dostałam też prezent od kochanej Krąsi, nawet się nie spodziewałam, że jeszcze pamięta, a ona przesłała mi relanium:))):***

Po transferze leki: 3 x 1 estrofem, 3 x 1 dupek, 3 x utrogestan, czyli standard. Nie dostałam neoparinu i gonapeptylu jak przy ET. Doktor powiedział, że przy pai homo wystarczy mi acard. Zgodziłam się.

Od siebie dorzuciłam:
- relanium - jedną tabletkę przed transferem, 4 kolejne na kolejne noce po transferze
- 2 x witaminy prenatalne z Solgar
- 1 x cholina ze Swanson
- 2 x modulatory homocysteiny z Solgar
- wit c, d, omega 3
- magnez 3 x 1
- scopolan 3 x 1
- po dwa nutridrinki z Nutricia

Wzięłam też l4 na tydzień. Wylegiwałam się, czytałam książki, modliłam i medytowałam. Modlitwa dużo mi pomogła i mimo, że nie miałam żadnych objawów, powtarzałam jak mantrę, że Jezus jest przy mnie. Budziłam się i chciało mi się płakać: nie czułam nic, ale modliłam się i medytowałam. W 7dpt, już po becie również zbierało mi się na płacz, ale kiedy kroiłam warzywa na śniadanie i przekroiłam paprykę w środku znalazłam małą paprykę, serio to wyglądało jakby papryka była w ciąży! I wtedy pomyślałam Panie Jezu, jeśli to znak, to już nigdy nie zwątpię. A musicie wiedzieć, że nie chodziłam do kościoła wiele lat i byłam strasznym niedowiarkiem.

O 14:00 zdecydowaliśmy się otworzyć kompa i sprawdzić wynik. Miałam łzy na końcu, powtarzałam: Jezu, jesteś ze mną.
Beta 39.46. Szok. "Dzięki Ci Jezu" - to powiedziałam ja. "Aleśmy narobili" - to powiedział mój mąż:) Pobiegłam się położyć. Co ja teraz zrobię? Jak mam żyć, jak jeść, jak chodzić? M., sprawdź czy to moje nazwisko, czy to na pewno beta, to przecież niemożliwe. Gdyby ktoś na nas patrzył z boku powiedziałby że zwariowaliśmy. Starali się lata, wydali krocie, zrobili in vitro i nie wierzą? No jak to? Przecież po to to było, żeby było, a jednak jak jest to czy to jest możliwe?

Dziś 9dpt - beta 164. Proszę państwa, jestem w ciąży!

Mam tylko jeden problem. W udzie mam od dziecka naczyniaka i od 5dpt zaczął mnie boleć do tego stopnia, że rano jak wstaje to nie mogę do toalety dojść. Od progesteronu robią się zastoje w żyłach, a ja biorę tylko 1 acard. Nie wiem czy nie zwiększyć na 2. Jutro poproszę w Artvi telefon do doktora, może mi włączy jednak tę heparynę.

Wiem, że na wielką radość jeszcze za wcześnie, ale to pierwsze pozytywne bety w moim życiu, po 3,5 roku starań.
W następnym odcinku: o objawach albo ich braku:)

Wera Nasze początki 6 kwietnia 2020, 11:10

5 dc
Poczekam cierpliwie do tego lipca. Nie chce zmuszać męża. Sam się tak zdeklarował po nie jednej poważnej rozmowie. Więc nie pozostaje mi nic tylko czekać. Nie zmusze go na siłę

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 15 kwietnia 2020, 20:20

Dziewczyny dziękuję za kciuki, ale niestety się nie udało. 😭 Bezboleśnie przyszło krwawienie, narazie w postaci plamienia ale już nie mam złudzeń. Trzeba walczyć dalej.

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 6 kwietnia 2020, 11:26

28 dc
Piersi nadal nie bolą tak jak zawsze przed @, za to bolą mnie sutki, dzisiaj nawet woda pod prysznicem je drażniła 😳brzuch też nie boli małpowato, ale nie ze mną takie numery, kiedyś dałam się na to nabrać a teraz nie ma takiej opcji (no dobra, trochę daje się nabrać 😉). Od tamtego tygodnia jestem strasznie zakręcona, myślałam że to spowodowane zmęczeniem w pracy, ale jak dzisiaj chciałam umyć włosy kawowym żelem pod prysznic po leniwym weekendzie to, stwierdziłam, że to chyba jakieś wiosenne przesilenie. Muszę się naprawdę bardzo skupiac na tym co robię, bo mózg ostatnio potrafi na 5 sekund skupić się na danej czynności a później zapomina. Jeszcze jeden przykład, z soboty, weszłam do pokoju zabrać szklankę, patrzę: przydałoby się przetrzeć laptopa, no więc wychodzę z pokoju ( oczywiście bez szklanki) idę do łazienki biorę chusteczki i idę do kuchni z tymi chusteczkami i mówię do męża że miałam coś z nimi zrobić, coś wytrzeć ale nie pamiętam co 🤷 więc odpuszczam czyszczenie nie wiem czego (to już była końcówka sprzątania) i dopiero po 2 h jak wracam do pokoju przypominam sobie o laptopie i szklance. A to jedna z wielu podobnych ostatnio sytuacji. Może to dostinex tak działa na mój mózg 🤔🤔 staram się nie przeszukiwać internetu w poszukiwaniu najbardziej absurdalnych objawów ciąży ( typu ,,boli mnie ząb,, na pewno jestem w ciąży 😅) i udaje mi się to dzięki temu że mogę tutaj ,,przelac,, moje objawy, najwyższej ktoś to przeczyta i tylko pomyśli że brakuje mi piątej klepki 🤭


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2020, 11:31

13 DPO
Beta 3,2...
Wartości referencyjne:
kobiety przed menopauzą <1.0
3 tydzień: 5,8-71,2
Znowu nie wiem, co o tym myśleć. Znowu szykuje się ciąża biochemiczna? :( Nie przestaję jeść luteiny i za 2 dni powtórzę badanie. Ale chyba nie mogę liczyć na wiele


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2020, 15:13

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 6 kwietnia 2020, 18:23

Zamiast ćwiczyć po powrocie z pracy, położyłam się i zasnęłam. Wstałam z bólem głowy, bolącym brzuchem, głodna i na mega wk......😬 PMS w pełnej okazałości 🙄

tc: 12+2.

Z rana byłam na badaniach, poza morfologią (lekko obniżona), moczem (ok), zrobiłam sobie glukozę (88 jednostek) i test PAPPA przed jutrzejszym usg. Z glukozy jestem dumna, bo dziś w nocy podjadałam. Ostatni posiłek jem ok. 23. Jak sobie czytam, że ciężarne są w stanie zjeść ostatni posiłek o 20, a potem pierwszy o 6 to zazdroszczę. Mój wieczorny posiłek może nie jest najzdrowszy jeśli chodzi o jedzenie na noc, ale bardzo pasuje mi i Tygryskowi. Jest to pomarańcza i jedno kiwi. Czasem w nocy budzi mnie głód - wtedy 2-3 orzechy brazylijskie lub włoskie, potem między 7.00 a 8.00 pół kwaśnego jabłka, a potem wstaję na śniadanie tak około 10.00. Tak to teraz wygląda. Myślałam, że ciąża będzie taką stabilizacją - no bo jestem w ciąży wreszcie, więc heloł?! Ale praktycznie każdy tydzień jest inny. Co innego mogę jeść, mam inny poziom energii, ale też i inne godziny spania.

Dzisiejszej nocy zasnęłam dopiero o 2.00, po kilku orzechach, kawałku jabłka i połowie kromki chleba gryczanego. Martwiłam się tą glukozą, ale też nie chciałam robić jej kiedy indziej. Podjadłam mocniej - dobra, zobaczymy, jak to rzutuje na organizm. 88 jednostek kwalifikuję jako wynik bardzo spoko.

Przypominają mi się teksty ciężarnych koleżanek (sprzed kilku lat), chyba żadna nie miała problemów z apetytem, nudnościami i podobnymi. Często pojawiało się hasło "A wiesz, żelazo mi spadało, to codziennie jadłam buraki i dałam radę wyregulować żelazo bez tabletek" (i inne w tym stylu, jak to potrafiły się zdrowo odżywiać - w czasie ciąży zrezygnowały z cukru, soli). Mój foch na buraki trwa, może minie, jak nadejdzie czas botwinki i zupy botwinkowej (najlepsza u Mamy!!!). A ja nie jadłam cukru lata całe, teraz każda herbata musi być osłodzona (delikatnie), no i zaczęłam solić (do tej pory tylko jajko na miękko) - puchły mi ręce bardzo przez noc. W naszej cudnej książeczce - jednym z rozwiązań było - więcej soli. Więcej ruchu na razie pominę, bo nie mam jak. Także jak sobie przypominam te teksty, to po pierwsze mam wyrzuty sumienia. Ale zaraz po drugie pojawia się hasło "Eeeeej Dziołcha, każda ciąża jest inna, bo każdy człowiek jest inny, więc kaman, luz, czill i te sprawy, stresem więcej zaszkodzisz, masz takie potrzeby, a nie inne, zdrowo się odżywiałaś 2 lata przed ciążą, super zdrowo 4 miesiące przed ciążą, masz zapasy zdrowia w sobie. Zobacz ostatnio zaczęłaś jeść troszkę szpinaku i brokuły, no i marchewka każdego dnia, jesteś w stanie łyknąć wszystkie tabsy, a nie jest ich mało".

W związku z koronką, moje ulubione lokalne laboratorium wprowadziło dodatkową opłatę: "pobranie w warunkach epidemii" 6 zł. I zamiast zniżki 15%, dali mi zniżkę 10%, bo każdemu stałemu klientowi odebrali 5% zniżki. Rozumiem, nie bulwersuje mnie to, te 6 zł jestem w stanie zdzierżyć. Ciekawa jestem, jak to byłoby na nfz?

Problem z suchą skórą, wręcz sypiącym się naskórkiem został znacznie zmniejszony. Nie wiem, co pomogło najbardziej. Zapewne wszystko po trochu.

Misja na jutro to usg prenatalne. A misja na wkrótce to gatki ciążowe oraz stanik. W Święta okazało się, że spodnie są za ciasne, zapnę się, ale ciśnie mnie okropnie. Chodziłam w odpiętych więc. Z biustonoszy został mi jeden, w którym mogę chodzić. Nawet ja zauważam teraz pod prysznicem wielkość i tak jakby "pełność" moich piersi.
O ile gatki sobie kupię przez internet, tak mam opory przed kupowaniem bielizny online. Nigdy tego nie robiłam, wiem, że każda firma ma nieco inną rozmiarówkę, chciałabym przymierzyć zanim kupię. Wiem, że potrzebuję, ale zwlekam. Nie wiem nawet czego oczekuję od takiego stanika, czy to ma być zwykły i większy stanik, czy to ma być taki do karmienia już? Czy one jeszcze urosną?

P.S. Bardzo proszę o kciuki na jutro za wyniki usg :)

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 7 kwietnia 2020, 09:03

25dc, 14dpo
Wczoraj po zrobieniu testu (negatywny) odstawiłam luteinę dopochwową. Miałam nadzieję na ten cykl, chociaż nie byłam na monitoringu i nie brałam zastrzyku na pęknięcie pęcherzyka. Najgorsze jest to, że ja w głowie ciągle mam myśl, że się udało. Dopóki nie dostanę okresu będę wierzyć. Zastanawiałam się jak to jest jakbym była w ciąży, testy mi jej jeszcze nie wykryły, a ja odstawiłam luteinę. Czy ciąża by się utrzymała?
Dzisiaj obudziłam się z dobrym humorem i pełna energii. Dawno tak się nie czułam. To chyba dzięki pogodzie. W końcu jest cieplutko, w końcu można wyjść na balkon i posiedzieć na działce. Kocham to, kocham życie!

Edit: Dodam jeszcze, że zamówiłam wczoraj suplementy i zdrowe jedzonko. Będę przygotowana na następny cykl. Dzieciątko szykuj się! Niedługo przeprowadzka do brzusia mamusi :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2020, 09:06

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 7 kwietnia 2020, 09:44

29 dc
Wczoraj wieczorem miałam paskudny humor, nie chciałam z nikim rozmawiać, nawet z małżem za bardzo nie rozmawialam. Cały wieczór przeleżałam przytulona do kota, co jest dziwne bo mój kot nie lubi się przytulać, nie wskakuje na kolana, lubi być głaskana ale tylko wtedy kiedy ona ma na to ochotę, inaczej podgryza albo obrażona, że się ją dotyka i z miną ,,jak śmiesz niewolniku mnie dotykać bez mojej zgody,, ucieka do pokoju na górę.
Wczoraj też, jak już zasypiałam miałam 3 takie potężne skurcze brzucha, że aż mnie zwinęło z bólu. Chociaż wcale się nie dziwię po takiej ilości jedzenia jakie w siebie wtloczylam popoludniu...Chociaż ku zdziwieniu męża, odmowilam zjedzenia ciasta drożdżowego z owocami. Jakoś mi nie pachniał za ładnie.
I nie mogę się tutaj doszukiwać objawu ciąży (niestety) bo moje połączenia jedzeniowe wszystkich zaskakują. Jednym z moich połączeń jest zjedzenie śledzia w oleju a 5 min później czekolady z pomarańczami 🤷 i tak wszystko ląduje w jednym żołądku 😉
No więc do @ pozostało 5 dni, a nadal nie mam objawów na @. Już ułożyłam sobie plan (lubię mieć plan na każdą okazję), że jak nie dostanę @ w niedzielę, to i tak betę będę mogła zrobić we wtorek. Ale znając moje cykle, to akurat teraz wredota się spóźni. Już raz tak było, spóźniła się tydzień i według mnie miałam wszystkie możliwe objawy ciąży 🤦 i co? I nic, dupa, @ przyszła sobie po cichutku w nocy.

Czy tylko ja mam taki spadek energii życiowej?? 😒 Nie lubię się takiej, sama siebie wkurzam. Idę pracować, chociaż mi się nie chce 🤭

Dzisiaj odbył się czwarty transfer, mamy to szczęście, że leczymy się w Niemczech i tutaj kliniki pracują. To nasze ostatnie kropki, pierwszy transfer w nowej klinice. Tym razem podchodzę do tego na chłodno, może to dlatego, że w maju zaczynam nową pracę. Czasem myślę sobie, że tylko ja jestem na tyle szalona, żeby w trakcie starań zmieniać pracę ;-) ile lat można wszystko robić pod starania ... Pani dr zapisała mi jakieś zastrzyki na obniżenie odporności, żeby mój organizm nie odrzucał kropków trochę się tego obawiałam ze względu na pandemię ale myślę, że ona wie co robi.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 7 kwietnia 2020, 14:06

Kochane, dziękuję za mnóstwo ciepła i wsparcia.

Ja od kilku dni przechodzę samą siebie. Z niedzieli na poniedziałek nie spałam pół nocy. Ta noga z naczyniakiem zaczęła mnie jakoś mniej boleć. Co prawda wzięłam sobie wtedy 2 acardy na noc, ale jednak - ten ogromny ból nogi traktowałam jako objawy ciąży, bo żyły się buntują przy progesteronie wysokim i stąd pewnie mam takie bóle naczyniaka. Nachodzą mnie lęki, popadam po prostu w paranoję. Uświadomiłam sobie, że przecież bety robiłam w różnych laboratoriach, wstawałam w środku nocy żeby sprawdzić jednostki - takie same. Ale to, jak i mniejszy ból w nodze gwarantowały mi już obracanie się z boku na bok. Ze stresu wszystko w jelitach mi jeździ, rano od razu idę na kibelek - typowy u mnie objaw silnego stresu. Im bardziej sobie mówię, że nie mogę się stresować, tym bardziej się stresuję. Wczoraj 1 dzień pracy po l4. Zaczęłam czytać maile i zdenerwowałam się kilkoma. Ja się ogólnie bardzo przejmuję pracą, ale zawsze byłam w stanie to okiełznać. Teraz mam duszności, kołatania serca, jelita mi się ściskają. Napisałam do przyjaciółki, wyznałam że jestem w ciąży i że sobie nie radzę. Ona, kochana, siostra moja, ucieszyła się strasznie. Ja wiem, że tylko ona mnie rozumie, bo przeszła wiele zanim doczekała się córeczki. Brała neospazminę i hydroksyzynę, ale i tak muszę skonsultować i ktoś mi musi to wypisać. Kazała mi dzwonić do kliniki i prosić o l4. Napisałam do doktora. Oddzwonił, przedłużył l4 do wizyty usg (20.04), przepisał mi neoparin, bo chyba się trochę wystraszył tym naczyniakiem, wszak mogę na tamten świat się wybrać jak jakiś zakrzep się zrobi.
Dziś kolejna noc nie przespana. Skurcze jelit, obracanie się z boku na bok, napady paniki, jak już czuję że zasypiam i przypominam sobie, że mam w sobie dziecko to zalewa mnie znów fala paniki. Nie umiem nad tym zapanować. Przyjaciółka chodziła do psychiatry, ja też bym poszła, ale teraz???
Tej nocy w ogóle nie bolała mnie noga z naczyniakiem, wstawałam do toalety żeby sprawdzić i nie boli, nic a nic. Myślę - albo heparyna działa, albo beta spada.
Rano wizyta w laboratorium. Beta 484. Przyrost 211%. Dzięki Ci Panie. Dziś są moje urodziny, kończę 33 lata - wiek Chrystusowy, przed zbliżającą się Wielkanocą - czy może być piękniejszy dar?
Dlaczego jednak nadal wątpię? Dlaczego fale paniki znów mnie zalewają? Jezu zachowaj to dziecko, pomóż mi zrozumieć, że wszystkie lęki sama tworzę w swojej głowie. Czekałam na to tyle lat i nie umiem się cieszyć.

Może gdybym miała objawy ciąży, mniej bym się bała. Ale hello, dziś jest dopiero 11dpt, niektóre dziewczyny jeszcze bety nie robią. Ale miałam pisać o "objawach". Przez kilka dni po transferze czułam kłucia jajników od czasu do czasu, tak jak przy owulce. No ale to progesteron, leki, wiadomka. 3 dnia coś mnie podkusiło i zmierzyłam temperaturę. 37.4. O mamusiu, albo ciąża albo koronawirus. Zaraz potem jednak szperam w internecie - progesteron dopochwowy zawyża temperaturę. Nie róbcie sobie tego dziewczyny:) Wieczorem codziennie z mężem coś oglądamy i od czasu do czasu mąż kupi chipsiki lub orzeszki w niezdrowej panierce. Jak ja to kocham. A cały tydzień po transferze nie tknęłam, no zero ochoty. Za to jadłam sama z siebue jabłka i kiwi - to mi się nie zdarza. Ale to też może być wynik stresu. Żołądek ściśnięty, nie chce przyjąć. Ogólnie też apetytu nie miałam, w brzuchu burczy, więc trzeba coś zjeść, ale mogłabym nie jeść. Jedno jedyne co mogło być objawem ciąży to popłakałam się 3 razy z poniższych powodów:
- słuchając piosenki "My name is Luca" lecącej w radiu. Piosenka stara jak świat, wiadomo, że smutna, ale no, żeby ryczeć słuchając coś po raz milionowy?
- czytając komentarze pod jakąś piosenką na yt. Jakaś pani napisała: "przypominają mi się czasy kiedy z mężem żyliśmy na odległość, ale miłość to wytrzymała". Popłakałam się. Serio???
- Agnieszka Maciąg na swoim blogu poleciła mantrę, którą śpiewali lekarze w Madrycie, którzy walczą z epidemią. Puściłam sobie tę mantrę, łzy płynęły ciurkiem. Jednak ta mantra coś w sobie ma, płaczę za każdym razem słuchając jej. To mantra oczyszczająca. Wklejam link:
https://www.youtube.com/watch?v=BIxOU4wTsSU&list=RDBIxOU4wTsSU&start_radio=1
Kolejnym objawem był ostry ból naczyniaka. Ale to równie dobrze może być od leków. I jestem w szoku, że można być w ciąży nie mając mdłości, ciągnięcia brzucha, wrażliwych piersi, no nic, zero, null.
Teraz nadal nie mam apetytu, ale od czasu do czasu odczuwam łaskotania w różnych miejscach brzucha. No dobra, ale to kuźwa też żaden objaw, swędzi coś i tyle. Natomiast pierwsze noce po pozytywnej becie tak mi się chciało seksu, że myślałam, że mnie skręci. Nastał przecież celibat do odwołania. Moje libido od dwóch lat jest na poziomie 80-latka, a teraz jak na złość zgwałciłabym męża. Wolę nawet o tym nie myśleć, bo jeszcze jakieś sny erotyczne przyjdą i obudzę się ze skurczami. Ale o czym ja w ogóle mówię, skoro dwóch ostatnich nocy nie przespałam. Ooops, właśnie mąż mnie upomniał, żeby lapka na kolanach nie trzymać, bo promieniuje. Człowiek się musi przyzwyczaić do stanu odmiennego!

Więc generalnie jest pięknie, mam najcudowniejszy prezent urodzinowy, ale moja psychika nie chce współpracować. Martwi mnie też jedno: w pracy powiedziałam, że mam problemy żołądkowe i słabo się czuję stąd l4. Oczywiście dziewczyny i szefowa martwią się, że mam korona. Szefowa do mnie dzwoni, pisze, żebym się zajmowała teraz tylko swoim zdrowiem. To pracoholiczka, ale dobra kobieta, o dobrym sercu i bardzo mi przykro, że muszę ją okłamywać. W moim zespole oprócz mnie i szefowej są dwie dziewczyny, a pracę mamy globalną. Roboty jest kupa. Moja szefowa walczyła o mnie w październiku, żebym do nich przyszła, bo doświadczałam mobbingu w poprzednim zespole. A teraz, po kilku miesiącach pracy ja sobie idę. Ale, kochana szefowo, gdybyś znała moją historię, mam nadzieję, że zrozumiałabyś. Może po wizycie serduszkowej uspokoję się na tyle, że popracuję jeszcze jakiś czas. Choć wiadomo, niedługo. Mam wyrzuty sumienia w stosunku do kobiety, która starała się o moje przyjście do zespołu. Ale, jak to powiedziała moja przyjaciółka, teraz nowe życie jest najważniejsze. Mam priorytet. Może będę mogła jakoś się odwdzięczyć w przyszłości.

Edit: właśnie szefowa mi przysłała zdjęcie suplementów, które mogą mi na żołądek pomóc. Pyta też o nietolerancje pokarmowe. Jest kochana, a ja? Kłamczucha. Ale powiem jej pod koniec tego tygodnia, nie mogę ciągnąć 3 tygodnia l4 z powodu brzucha. Chciałam mówić dopiero po serduszku, ale ja nie nadaję się do pracy teraz. Wczoraj w sumie nawet nic konkretnego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że Bóg mi przebaczy to ukrywanie się...


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2020, 14:18

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 7 kwietnia 2020, 13:33

1 cs
Ciężko ten cykl nazwać "pierwszym" bo myśl o drugim dziecku nie opuszcza mnie odkąd tylko urodziłam Bruna, ale tak przyzwyczaiłam się do tych ciążowych oznaczeń, że bez takiego wiersza wstępu wpis wygląda dla mnie pusto ;) Tak więc niech będzie, że to nasz pierwszy cykl starań. W końcu dopiero kilka dni temu dostałam pierwszej @ od ponad roku. Przez ten czas ciężko było się nie wkręcać, bo co kilka tygodni, a czasem częściej czułam wahania nastrojów, lekkie ćmienie w brzuchu i inne objawy, które mogły wskazywać na @ albo ciążę. Wreszcie postanowiłam wykupić webinar "karmienie piersią i ciąża" i oczywiście kilka dni później jak to w życiu przewrotnie bywa, doczekałam się. Po ponad 12 m-cach od porodu moja płodność wróciła. Tak myślę, bo cykle mogą być wciąż bezowulacyjne ale ponoć im później wraca @, tym większa szansa, że cykle będą od razu owulacyjne.
No więc co ja tu znów robię? Tak bardzo chciałam się zdać na los, nie wkręcać się w to wszystko, ale ja chyba nie potrafię odpuszczać. Moja rezerwa i w sumie wiek też nie pozwalają odłożyć planów na "kiedyś tam". Z resztą Bruno tak bardzo cieszy się na widok dzieci.. Ja z kolei nie potrafię po prostu złożyć kosza Mojżesza czy bujaczka, o sprzedaży nawet nie wspomnę. Tak bardzo chcę przeżyć to wszystko jeszcze raz. Nie chce mi się nawet wracać do formy sprzed ciąży. No i tak trochę z przyzwyczajenia weszłam na Ovu zaznaczyć swój początek cyklu i wszystko poskładało się w całość - ponownie jestem staraczką pełną gębą. Niestety nie mogę walczyć na wszystkich frontach jednocześnie ponieważ z powodu karmienia piersią nie mogę brać suplementów, ani spróbować z Clo, poza tym przez tego cholernego koronawirusa dostęp do lekarzy jest ograniczony, no ale tyle ile mogę - robię. Karmimy się już tylko wieczorem i w nocy, czyli 2-3x na dobę. Bardzo się staram, żeby ta nocna przerwa była dłuższa niż 6h. Do tego staram się więcej jeść. Wiem, że najlepiej byłoby gdybym przytyła 2-3 kg, żeby organizm załapał, że jestem gotowa na kolejną ciążę ale stety/niestety ja nigdy nie potrafiłam schudnąć ani przytyć, 55 kg i kropka. No ale nic, kupiłam testy owulacyjne i zobaczymy co w trawie piszczy. Dzielnie też dbałam o armię męża po pierwsze suplementując go delikatnie, po drugie działając co ok. 3 dzień. Tak, żeby żołnierze byli w dobrej formie. Tak to zostawię na pierwsze 3 cykle, potem ewentualnie skontaktuję się z lekarką. Może się zgodzi na Clo skoro karmię dopiero w drugiej części dnia? Na chwilę obecną mam dobre nastawienie, choć często mi się to zmienia. Niestety. Raz, w jakim gorszym okresie napisałam do wróżki. Pierwszy raz w życiu. Troszkę się tego wstydzę, ale tonący brzytwy się chwyta. Karty powiedziały jej, że doczekam się córki, a rok 2021 jest ostatnim, w którym może mi się udać zajść w ciążę. Później i tak bym się obawiała. W tym roku skończę 33 lata. Chcę zdążyć przed 35-ką, z resztą przy moim AMH, o którego poziomie nie będę nawet pisać, bo jest żałosny i tak nie mam tyle czasu. Swoją drogą przeczytałam wiele artykułów o AMH i nie mam zamiaru więcej o nim tutaj wspominać. Uważam, że jest niewiarygodny. Że za 5 czy 10 lat lekarze stwierdzą, że jego pomiar zawodzi, jest niemiarodajny, nie nadaje się dla każdej kobiety. U mnie nigdy nie współgrał z ilością pęcherzyków, nie chcę o nim mówić, pisać ani słyszeć.
Tak, znów tu jestem. Nie wiem skąd w mojej głowie myśli, że uda się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Może wrócę do tego wpisu pełna radości, że miałam rację, a może pełna goryczy, że znów się pomyliłam, ale wiele dni spędziłam na przekonywaniu sama siebie, że przecież może się udać i stwierdzam, że dużo łatwiej żyje się wierząc. Jeśli się nie uda, to będzie bolało tak czy siak, niezależnie od tego czy wcześniej się łudziłam , czy nie. Ja zawsze wszystkiego się obawiam, nie chcę zapeszyć itp. Nawet tytuł tego pamiętnika poprawiałam kilka razy. Ale spróbuję uwierzyć. Wiem, od daaawna wiem, że głowa jest wręcz ważniejsza od ciała w temacie ciąży. Wiedziałam to jeszcze zanim zaczęłam się starać o Bruna, ale nie umiałam się przełamać, z góry wiedziałam, że będzie ciężko. W końcu lekko odpuściłam i poszło. Głowę ciężko przestawić, w moim przypadku jest to ciężka praca nad sobą, ale w chwili obecnej jest nieźle. Wierzę, że może się udać. Raz się udało. To była moja pierwsza ciąża, wydawała się niemożliwością, aż nagle stała się rzeczywistością. Wiem, że teraz też, ni stąd, ni zowąd moja rzeczywistość może się zmienić nagle, niespodziewanie i moje największe pragnienie może się ziścić.

Ja, mąż, Bruno i maleństwo - to jest mój raj na Ziemi. Nie mam więcej marzeń, nic innego się tak naprawdę nie liczy. To jedyne czego pragnę i czego potrzebuję do pełni szczęścia. Mój słodki synek jest spełnieniem największego marzenia i nic tego nie zmieni, ale czuję, że z rodzeństwem nasza rodzina byłaby po prostu kompletna. Pragnę tego tak samo mocno dla siebie, jak i dla niego. Chcę, żeby miał kompana zabaw, współlokatora w swoim pokoju, towarzysza każdego dnia. Czy się uda?

Uda się! <3

Dziś 31 dzień cyklu. Jak na razie żadnych plamien ani innych objawów ciąży. Piersi są ciężkie, jelita wydają bardzo dziwne dźwięki oraz mam uczucie ciągnięcia w macicy. Jestem 11 dni od zakażenia korona wirusem. Być może to spowodowało zmiany w cyklu.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)