Dziś się dowiedzieliśmy, że nasi przyjaciele są w drugiej ciąży... 12 tydzień. Bardzo się ucieszyłam, ale jest mi tak cholernie przykro. Mąż gratulował im, ale widziałam że jest mu smutno, że to nie my.
Teraz siedzę i płaczę, strasznie mi przykro. Bardzo... 😔😢

Już sama nie wiem w czym większy problem. Czy w tym że może mam laktację za słabą i przez częste przystawianie w tych cyckach jest zawsze za mało, czy w tym że Marysia jednak za słabo ssie i się nie najada.
Fakt, zasypia na cycu i budzi się szczęśliwa (czyt. nie wygląda na głodną) ale na palcach mogę policzyć sytuację, gdy nie zasnęła, a sama oderwała się od piersi. Za to prawie zawsze najpierw minutę, dwie ładnie ssie i słyszę łykanie, a później to czasami takie "k" "k" a najczęściej nic tylko jej takie mamrotanie iiiiioooooommmmmiiiiooo iiiiioooooiiiioooommmmmiiiiooo iiiimmmmmmiiioooo 🤷‍♀️
Wtedy mam wrażenie że właśnie się flustruje że nie leci jak powinno.

Takie nasze karmienia rzadko trwają krócej niż 40 min. i to ja odrywam Marię. Ona się jakoś szczególnie też nie buntuje i zaraz się czymś innym zaabsorbuje, ale ja mam zawsze wyrzuty sumienia 😔

Ooo, jeszcze chyba nie pisałam, że już od pierwszego dnia w szpitalu kazali mi ją dokarmiać. Ale nie mm, tylko taką specjalną odżywka Infantrini. Może z raz czy dwa Marysia pociągnęła butelkę, a tak to odnawia, a ja jej na butelkę nie namawiam, bo zdaje sobie sprawę, że butelka może = odstawienie od piersi.
W domu próbowaliśmy jej ze dwa trzy razy podawać mm przez Doidy Cup (od 2mc mm dawaliśmy średnio raz na tydzień czy dwa, raczej dla treningu i sprawdzenia czy chce), ale jeszcze troszkę za mała chyba, chociaż kubeczek jest 3mc+. Z kieliszka szpitalnego też średnio, ale za to coraz lepiej idzie n łyżeczka. Oczywiście później ubranko do zmiany i mleko na buzi i na mnie też, ale zasadniczo jestem dumna z mojej córeczki ☺️ Wzięłam sobie za punkt honoru, że skoro tyle walczyłam o to kp, to puki mogę to nie będę podejmować działań, które by to zniweczyły (czyt. smoczek, butelka). Oczywiście nie ma reguły i nie jest tak że od razu byśmy się pożegnały z cycem, ale po co ryzykować. A jak zaczniemy rozszerzenie diety to łyżeczka będzie opanowana do perfekcji 💪 Zamówiliśmy też kubeczek z Medali do dopajania, więc jeszcze tu będę próbować. Zobaczymy.

Jak chodziliśmy do przychodni na szczepienia to żaden lekarz nie kazał jej dokarmiać. Że niby idzie swoim trybem i powoli ale rośnie. Dopiero lekarka na tym feralnym szczepieniu zaleciła dokarmiać. No i od razu tu w szpitalu to samo 😔 ale prawda jest taka, że przyszłyśmy tu z wagą 4430, a po 10 dniach mamy 4720. Mega przyrost jak na Marysię.
W środę nie podałam jej Infantrini bo miała holtera i bałam się że go zalejemy. Efekt - nie przybrała nic 😧 ale w sumie wczoraj już jej podałam i dzisiaj ta sama waga 🤷‍♀️
A, no i moja Dziewczyna ma zalecone 2x dziennie po butelce (125ml) a zjada na dobę tak ok 50-80 na dobę. Z reguły daję jej tylko raz dziennie jak widzę że jest odpowiedni humor na zabawę z łyżeczką. Tylko 💩💩 robi taaakie śmierdzące i płynne po tym 🙈🙈 Myślałam że to po antybiotyku, ale antybiotyk skończony w środę, w dzisiaj znowu taaaka afera w pieluszce 🤭

A weszłam tu w sumie żeby tylko napisać że uśpiłam Marysię na drzemkę bez cyca tylko za pomocą bujania i muzyki dla maluszków z YouTube.
Trochę smutno że nie na cycu, ale za to może teraz więcej zje bo właśnie się moje słoneczko obudziło i ssie sobie rączkę ☺️❤️

JESTEŚMY W DOMKU !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2020, 09:56

Negatywne emocje zaczynaja przeslaniac mi dni, z ktorymi staram sis walczyc jak tylko moge, ale informacje o kolejnych ciazach przygniataja mnie do ziemi. Juz sie nauczylam grac jak gratulowac i wygladac na przeszczesliwa. Mysle, ze gdybym zmienila zawod moglabym zostac nominowana do oskara😎. W poniedzialek spotkalam sie z kolezanka z pracy trzymajac 2m dystans ktora oznajmila mi, ze jest w 15tym tygodniu(nie chciala dzieci, zmienila zdanie 7 miesiecy temu i sie udalo). Musze przyznac, ze byla kochana i powiedziala, ze chciala mi powiedziec twarza w twarz bo wie przez co przechodze. Znalazla mnie w biurze podczas stymulacji, gdzie sie calam trzeslam i musze przyznac, ze bardzo mi wtedy pomogla. Jak powiedzialam mezowi, to caly wieczor sie do mnie nie odzywal po tym jak na mnie nakrzyczal z bzdurnego powodu. Wyszedl do pracy rano i potem smsy pisal z przeprosinami i dzwonil, ze ciezko mu bylo przyjac ta informacje. Dziewczyny ja mawet nie bylam na niego zla, wiedzialam co sie dzieje.
Ten pieprzony wirus mnie dobija, bo nie moge sie dodzwonic do kliniki, nikt nie odbiera, nie odpisuje na maile. Do tego nie pracuje i nie zapowiada sie ze wroce do lipca albo nawet pozniej. Szefowa powiedziala mi ze i tak bede pracowac 4 dni w domu i 1 w biurze ze wzgledu na utrzymywaniw dystansu.
Pieprzony brytyjski rzad, ktory zadzialal za pozno i przez to zajmie bardzo dlugo, zeby wszystko wrocilo do jakies tam normalnosci.
Obecnie jestem przed okresem, wiec zeby juz na nic sie nie ludzic zrobilam sobie test dzisiaj rano, oczywiscie wyszedl negatywny. Ta jedna kreska wyszla ta mocno, ze z pewnoscia moglaby sie podzielic na dwie cholera jedna.
Nie pozostaje mi nic innego niz czekac......na wszystko....otwarcie kliniki, wizyte, powrot do pracy, okres, otwarcie granic, na powrot meza z pracy........
Dzisiaj wygrzebalam z szafyClostilbegyt, ktory dostalam od kolezanki mamy. Jej corka dzieki niemu zaszla w ciaze. Jak mowia tonacy sie brzytwy chwyta i stwierdzilam ze wezme to w nastepnym cyklu. Co mi szkodzi. Fakt nie powinno sie brac tego jak ma sie problem z tarczyca ale jest unormowana. To tylko piec tabletek przez piec dni.

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 22 maja 2020, 08:55

5dc
63cs.... :/
Po zakończeniu wykresu i udostępnieniu go dostałam info od ovufriend, że mogę skorzystać z bezpłatnej konsultacji w Klinice Invicta. Kontaktowałam się z kliniką i w związku z sytuacją w kraju jest możliwość konsultacji online. Chyba się zdecyduje.

5 czerwca jadę do Warszawy, rano rezonans, potem krew i stary na badanie nasienia.
Jak będę miała wyniki krwi, wysyłam mailem do doc P i wtedy on mi powie co dalej.

Zastanawiam się nad zapisaniem do gina w tym cyklu aby podejrzeć czy ja w ogóle mam prawidłowe owulacje. W styczniu były ładne dwa pęcherzyki, wtedy dostałam Pregnyl. Niech on znajdzie na mnie jakiś sposób.
Chcę się go dopytać kiedy będzie opcja zrobienia HSG. Podejrzewam niestety, że nie prędko..... :/ Wkurza mnie to.
Problem z wizytą jest taki, że w związku z trylionem badan immunologicznych wykonanych w tym miesiącu moja wypłata wyparowała do cna :P

11 dpt dzisiejsza beta 591 . Więcej juz raczej nie będę robić za duży stres czekając na wyniki. Poczekam grzecznie na usg :)
Kropeczko lub kropeczki trzymajcie się!!!

Jeheria No kiedy? 28 maja 2020, 14:04

Witam z powrotem na ovu. Prędko na belly nie zawitam 😂
Kiedyś planowałam następne dziecko po roku, teraz wiem że moje plany się zmieniły 😂
Macierzyństwo to cudowna, wyjątkowa sprawa ale też cholernie ciężka. Oczywiście zależy jaki jest Nasz dzidziuś :) Maciuś jest cudowny ale lubi często budzić mamę w nocy, co godzinę, półtorej. Wstawanie 10 razy w nocy nie gwarantuje ponownego zaśnięcia, czasami trzeba nosić szefa 2 godziny na rękach, bo to kupa go wybudzi, ulewanie, czkawka. Ja też śpię bardzo płytko i przy zapalonej lampce. Muszę mieć na niego oko. W sumie jak śpię 5h w ciągu dnia to jest super. W ciągu dnia również uwielbia powisieć na cycu a mama nie odmówi mu bliskości. A więc często na kibelku jesteśmy razem :) Mały często przysypia przy cycu więc muszę go rozbudzać bo nic nie zje tylko ciumka. Dobrze że mieszkam w domu, mogę wyjść na podwórko. To mnie ratuje. Maciuś lubi wózek.
Ogólnie brak czasu na cokolwiek, jestem dumna jak uda mi się odkurzyć 👍😁 nie wiem często co wybrać- posprzątać, zjeść czy pójść spać.
W poniedziałek mam wizytę w przychodni Poz, zważymy Małego.
Kikut już odpadł, równo w 2 tygodniu skończonym.
Czasami mam ochotę wprowadzić mm na noc aby dłużej spał.
Od 2 dni mamy też bóle brzuszka. Strasznie płacze przy tym Maciuś. Nie da się go uspokoić. Kładę mu termofor z pestkami wiśni. Potem kupka idzie. Chciałabym uniknąć leków.
Mieliśmy sesję noworodkową. Oczywiście Maciuś strasznie płakał, nie chciał zasnąć, dwa razy mnie obsikał 😁 ale jakoś daliśmy radę.
Wiem że 1 miesiąc jest najgorszy, będzie coraz lepiej.
I powiem Wam że macierzyństwo to trochę taka samotność, tęsknię za mężem, długo pracuje, czekam aż wróci z pracy o 17, a o 19 kąpiemy Małego i idzie spać a często ja też o 21 idę spać bo to jego najdłuższa drzemka więc mało czasu mamy dla siebie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja 2020, 14:05

- 3cs - 2 dc -
Jednak 21.05 uznaję za 1dc bo cały wieczór był spokój, noc też, nawet rano termometr kremowy, wstałam i wtedy się tak naprawdę zaczęło. Podpytałam nawet o to ginkę i też powiedziała, żeby dopiero dziś tratować jako 2dc i dziś zacząć CLO. Nie wierzę, że znów go biorę. Używałam go tylko raz, w szczęśliwym cyklu. Ale jakoś nie wierzę, żeby miało się udać. Nie teraz. Nie tak jak ostatnio za pierwszym razem. Trochę jestem zła na siebie za ten brak wiary, bo po co w takim razie to robię, no ale na przeczucia nie wpłynę. Generalnie wciąż wierzę, że w niedalekiej przyszłości się uda, ale nie mam pojęcia jak. Czy spróbuję inseminacji? Czy podejmę się in vitro? Nie czuję tego in vitro kurde.. Nie przemawia do mnie. Tyyyyle pieniędzy, dziwne procedury... Jestem w 100% za IVF ale nie czuję żeby to było dla mnie.. Ciekawe czy desperacja mnie popcha do zmiany zdania.. Jak się nie uda, to sama nie wiem czy się zdecyduję. Tak bardzo chciałabym uniknąć tego dylematu. Nawet nie wiem ile to na dobrą sprawę kosztuje. A ile trwa? Nie mam pojęcia. Ile ja bym dała, żeby zajrzyc w kryształową kulę i wiedzieć co mnie czeka. Nawet gdyby nie spodobało mi się to, co widzę, to wolałabym już wiedzieć. Nie wiem czy afirmować.. Z jednej strony daje mi to dużo spokoju, z drugiej ryje beret jak przez ileś dni sobie wmawiam, że się uda, a potem przychodzi ta menda..

Generalnie nastrój mam ok, ale jestem strasznie zagubiona. Nie wiem co robić, co myśleć, jak się nastawić. Czy mam siłę walczyć? Czy mam na to pieniądze? Czy jest sens tracić na to energię? Nie lepiej skupić się na synku? Głowa mała...

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 22 maja 2020, 14:39

16dc, 2/3 dpo
3 dni temu byłam w klinice po dłuższej przerwie. Stresowałam się jakbym była przed ważnym egzaminem, bałam się co lekarz mi powie, bałam się, że narobiłam sobie krzywdy łykając tabletki na stymulację owulacji bez monitoringu i moje obawy okazały się słuszne. Prawdopodobnie mam torbiel w prawym jajniku, ale jest szansa, że jest to po prostu przerośnięty pęcherzyk: 28mm. Zaraz obok niego jest pęcherzyk 18mm, a raczej był, bo wzięłam już zastrzyk na pęknięcie. Nie jestem zbytnio zadowolona z wizyty. Poszłam tam z listą chyba 15 pytań, na które uzyskałam odpowiedź, ale lekarz nie zaproponował nic więcej, żadnych dodatkowych badań, żadnych nowych rozwiązań. Stymuluje mnie już ponad pół roku i tylko raz byłam w ciąży biochemicznej. Zapytałam się czy może warto zagłębić się bardziej w immunologię, to powiedział, że jeszcze za szybko. Jak za szybko?! Staramy się już ponad 3 lata!! Dla niego liczy się czas od kiedy przyszłam do kliniki, czyli nie minął jeszcze rok. Powiedział, że nawet nie może mi zrobić invitro, musi minąć rok udokumentowanych starań.

Dowiedziałam się, że biorę tabletki, których nie powinna łykać kobieta starająca się o dziecko/na początku ciąży, ponieważ powoduje poważne wady płodu. Mowa o żelazie i wit.E. Byłam w szoku, bo przecież mówi się, że wit.E to witamina płodności hmm… żelazo przepisał mi lekarz rodzinny, który wiedział, że jestem w fazie starań. Każdy lekarz mówi co innego, ale słucham się tego, który pomaga mi zajść, jemu ufam najbardziej. Odstawiam.

Co do mojego cyklu i starań (przemyślenia 3,5 letniej staraczki):
Nie wierzę, że będę w ciąży, a jak już uwierzę to się boję, że ją stracę, albo nie podołam roli matki. Mam dużo wątpliwości. Nie chcę ich mieć, ale co raz częściej mnie nachodzą. Jak teraz się nie uda to przepadnie nam cały kolejny miesiąc, bo jestem sama, mąż wyjeżdża. Trochę mnie to dobiło. Wieczne czekanie, myślenie, liczenie i tak bez końca, bez happy endu ehh..

Wera Nasze początki 22 maja 2020, 21:11

25 dc
Czekam na @
Jednak coraz bliżej strań

Dzisiaj rano znowu plamienie. Strasznie mnie to stresuje :/ zapisałam się na wieczór do lekarki. ale nie wiem czy dobrze robię, że tak latam do tych lekarzy :/ w końcu to podobno nic niepokojącego przy acardzie i neoparinie, że naczynka pękają. ale strasznie się boję. nie chcę na weekend zostać z tym sama bez lekarza :/ czy Wam też się tak zdarzało? plamienia mam mniej więcej co tydzień - niedziela, sobota, piątek. nic mnie przy nich nie boli. ten strach jest okropny :/ a cały tydzień było tak spokojnie. brzuch trochę ciągnął, piersi mało co nie pękną. ehh zapowiadałam lekarce, że ze mnie będzie w tej ciąży histeryczka na maxa :/
plamienie wróciło o 12 :/ zwariuje normalnie :/

Edit po wizycie

Dzidzia ma się bardzo dobrze :) wg usg 7 t 3 d. mierzy już 1,22 cm ❤ serduszko pięknie pulsuje❤
byłam w przychodni koło domu, Pani doktor pozwoliła wejść Mężowi zobaczyć usg 😍 na badaniu był mega podekscytowany, ale powiedział, że tak dokładnie mu relacjonowałam poprzednie, że nawet wiedział co Dzidzia gdzie ma ;) widzieliśmy rączki i nóżki ❤
plamienie po środowym stosunku - zdziwiłam się, że dwa dni po się pojawiło, spodziewałam się ewentualnie, że będzie od razu albo na drugi dzień rano.
także trochę jestem uspokojona 😊
w poniedziałek Novum - im najbardziej ufam.
pozdrawiam Was cieplutko,
Lena


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2020, 21:16

15 ms starań, 12 cs, 29 dc

Czuję się jak nowo narodzona. Wczoraj pierwsza wizyta w klinice i czuję w końcu po roku wiatr w żaglach. Ale tak na prawdę, na serio. Czuję, że mam moc.

Doktor bardzo sympatyczny i bardzo kompetentny. Przesiedzieliśmy w gabinecie prawie godzinę. Omówił z nami wszystko i nie próbował od razu wcisnąć ivf. Powiedział, że postępowanie dotychczasowe było prawidłowe, ale czas już na głębszą diagnostykę, żeby wciąż nie liczyć tylko na łut szczęścia.

Zapytał się nas czy czekamy do mojej histero-laparo. On zasugerował, że laparo mi jest niepotrzebne obecnie, bo rok temu było sprawdzone najważniejsze - drugi jajowód nie utknięty, śladów endometriozy brak. Mam podczas histero sprawdzić czy ujście drugiego jajowodu nie jest zrośnięte i czy tam jest wszystko w porządku oraz czy nie ma zapalenia endometrium. To najważniejsze teraz. Zdecydowaliśmy się, że nie czekamy ani chwili dłużej. Mam jeszcze ważne wymazy więc robię histeroskopię prywatnie za 1,5 tyg. Będę przebierać nóżkami do tego czasu.

Mąż, ze względu na słabą morfologię dostał skierowanie na rozszerzone badania nasienia. Tak się przejął, że wczoraj w drodze powrotnej z kliniki kazał mi dzwonić i umawiać go na dzisiaj. Także jego badania będą lada moment, bo na dziś udało się umówić. Z wynikami wizyta u urologa/androloga.

W zależności od tego co wyjdzie mamy 3 opcje: starania naturalne na stymulacji, inseminacja do 3 razy, ivf. Jestem gotowa na wszystkie opcje, choć nie wiem, czy jeśli wszystko wyjdzie w porządku to nie pójdziemy od razu do inseminacji. Starania naturalne mieliśmy przez cały ostatni rok i guzik z tego wyszedł. Ale to musimy poczekać na wyniki. Lekarz bez tego nie chciał nawet nic sugerować, bo uważa, że to kluczowe.

Jestem szczęśliwa, działamy, idziemy do przodu. Nie poddajemy się. Jedna wizyta i tyle energii i wiary.

I' back baby!

Stefffcia88 Tu i teraz! 23 maja 2020, 11:19

Wczoraj odbyła się wizyta kontrolna - usg i badanie krwi.
Czułam lekkie rozpieranie w okolicy jajników, ale przede wszystkim miałam litry płodnego śluzu.
Przed wizyta wykonałam badanie estradiolu na cito. Wynik po pięciu zastrzykach małej dawki gonal f : 909.
Pecherzyki rosną elegancko. Już widać ze dojrzewa ich conajmniej kilkanaście (największy 15mm, mniejsze 8mm) Mam nadzieje ze nie będą puste..
od wczoraj włączyliśmy drugi zastrzyk cetrotide wstrzymujący pękanie pęcherzyków.
Przygotowanie tego zastrzyku było dla mnie tak stresujące, ze już na sam widok tej dłuższej I grubszej igły robiło mi się niedobrze. Kontynuujemy tez gonal f.
Endometrium 8 mm
W poniedziałek kolejna kontrola (usg plus krew), jeśli wszystko pójdzie dobrze to punkcja będzie w czwartek. Zobaczymy jak podrosną pecherzyki :)
Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej bardzo się boje spotkania z potencjalna rzeczywistością... will see :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2020, 11:42

30 dc.

Poranny, spontaniczny test - bez zmian, ale też bez większych emocji.

Ostatnio zaopatrzyłam się w większą ilość i nie muszę się zastanawiać czy je oszczędzać. Jak tylko mam kaprys to sprawdzam i przyzwyczajam się do widoku tej jednej samotnej kreski.

Ale nie chce się z nią zaprzyjaźniać. Mam dla niej lepszą przyjaciółkę - druga piękna kreseczkę. O e jeszcze nie wiedzą, że razem mają ogromną moc ❤️❤️

Cześć dziewczyny :)
Ja po drugim usg, tym razem w Luxmedzie.
Chyba zmienię lekarza, dr sympatyczna ale nie ma miedzy nami „chemii” :)
Na początku usłyszałam - ciąża mnoga!
Potem jednak stwierdziła ze ta druga Kropka to pozostałość wiec jednak jeden Bombel jest... a szkoda :)
Poznajcie Kluskę!
db7b6da6a310.png

LaLuna Z nowym rokiem nowe życe? 23 maja 2020, 18:54

Ciąża zakończona 23 maja 2020

LaLuna Z nowym rokiem nowe życe? 9 stycznia 2015, 10:15

Nie wierze! Przeglądałam wasze pamiętniki, odpisalam w komentarzach i ide do łazienki z lekkim bólem brzucha, myślę aha! @ nadchodzi, dziś ppowinna byc. Ale coś mnie tknelo... Robię test, z pewnoscia negatyw jak w zeszłym miesiącu.
Patrzę i oczom nie wierzę! DWIE KRESKI!!! wyraźne grube dwie kreski!

Nie wierzę. Szok, uśmiech, strach.
O mamuniu... Zrobię dziś jeszcze jeden...

Jestem w CIĄŻY?!

Pobyt w szpitalu:

Niedziela 17.05

W nocy z 16.05 na 17.05 dostałam silnych skurczy, które się na szczęście same wyciszyły. Natomiast macica pozostała bolesna i twarda jak kamień. Nie mogłam się przekręcić z boku na bok. Rano 17.05 zadzwoniłam do lekarza prowadzącego i opisałam sytuację i powiedziałam, że słabiej czuje ruchy Florki. Kazał jechać na IP na Ujastek, w ankiecie wpisać brak ruchów płodu. Mąż zawiózł mnie na Izbę Przyjęć, zostałam przyjęta i przebadana. Okazało się, że szyjka macicy skróciła się w ciągu tygodnia z 4,8 cm do 2,5 cm. Zostałam przyjęta na oddział patologii ciąży. Pobrano mi krew i mocz do badania, wymaz z szyjki macicy, dostałam w kroplówce wlewy z magnezu. Kroplówka pomagała tylko na godzinę, jak siadałam lub przechodziłam do toalety brzuch automatycznie twardniał. Dostałam pierwszą dawkę na rozwój płuc u Niuni.

Poniedziałek 18.05

Na obchodzie dowiedziałam się, że wszystkie dotychczasowe badania wyszły prawidłowe - morfologia i mocz. Na wymaz i posiew trzeba poczekać. Kazali mi odstawić Metforminę i nie brać już na wieczór dawki, bo będą za kilka dni robić mi obciążenie glukozą jak już mi się cukry ustabilizują po sterydach podanych na płucka. Dzisiaj przyjmuje drugą i ostatnią dawkę sterydu. Dowiedziałam się, że mam zostać w szpitalu na patologii ciąży 2 tygodnie, bo trzeba poczekać na posiew i wdrożyć ewentualne leczenie. Pessaru nie założą jak jest infekcja, wiec wyniki posiewu są tu kluczowe. Podeszła do mnie położna i powiedziała, że dr Wojas bardzo dba o swoje pacjentki i nie będę tutaj leżała aż tyle, bo on na to nie pozwoli. Także czuje się mega zaopiekowana. Dzwonił do mnie na telefon psycholog szpitalny, bo wpisałam na karcie do przyjęcia na izbie przyjęć, że nie czuje ruchów płodu - tak kazał mi dr Wojas. Rozmawiała ze mną na ten temat i powiedziała, że wpadnie do mnie w czwartek jak będzie w szpitalu. Później przyszła do mnie dietetyk ze względu na insulinooporność w wywiadzie i chciała mnie nauczyć diety ale zobaczyła, że jestem wyedukowana, porozmawiałyśmy chwilę i poszła. Dostałam kroplówki rozkurczowe, luteinę na skracanie szyjki. Macica nadal twarda i dowiedziałam się, że mają mi podawać kroplówki dopóki mi twardnienie brzucha nie przejdzie. Póki co się nie zanosi. Pobrali mi krew na hormony tarczycy i odczyn coombsa - konflikt serologiczny krwi.

Wtorek 19.05.

Po śniadaniu poszłam do dyżurki, bo zaczęło mnie bolec jak w dniu przyjęcia. Przyjął mnie lekarz na badanie i okazało się, że szyjka jest krótka, miękka i nie trzyma już w ogóle. Kazał mi biec do łóżka leżeć i że już wysyła położną do mnie z nowymi lekami. Przyszła położna, wiec zapytałam się jak bardzo jest źle? Powiedziała, że jest źle na tyle, że dostałam najsilniejszy lek na zatrzymanie akcji porodowej. Podpięta mnie do pompy z lekiem Atosiban. Mam przyjąć 9 takich wielkich strzykawek. Po 3-4 powinnam poczuć różnicę. Powiedziała, że ten lek jest skuteczny, ale nie magiczny. Jeżeli nie pomoże, to będą rozwiązywać ciąże. Wieczorem dostałam znowu skurczy, podłączyli mnie po KTG i pisały się do 70. Zaczęły się skurcze krzyżowe. Przysięgam, bolą jak połączenie zapalenia nerki, dyskopatii lędźwiowej, zapalenia korzonków i wypadnięcia dysku. Przybiegli do mnie lekarze, przebadali mnie na łóżku w sali. Szyjka miękka 2 cm, dostałam zastrzyk z nospy i hydroksyzynę na sen. Powiedzieli, że na tą chwilę nie mogą nic zrobić, muszę wysycić się Atosibanem - silniejszego leku na zatrzymanie akcji porodowej nie ma. Dostałam informację, że Niunia w niedzielę na USG podczas przyjęciu ważyła 894g. Lekarz powiedział, żebym się nie martwiła, bo uratują nas obie.


Środa 20.05

Przyjęłam 5 strzykawek z 9, różnice miałam poczuć po 3-4. Macica twarda jak tylko usiądę do posiłku lub wstanę do toalety. Staram się jak najwiecej przespać żeby jak najszybciej minęły te dni.


Czwartek 21.05


Jestem po obchodzie, dzisiaj kończymy podawać w pompie - Atosiban - mam aktualnie podłączoną pod pompę 8 strzykawkę z 9. Mam mieć wdrożona nospe 3 razy dziennie, bo dobrze na nią zareagowałam. I tyle, czekamy na rozwój sytuacji.


Piątek 22.05

Rano miałam robione USG i badanie. Szyjka miękka 11mm. Był obchód i włączyli mi zastrzyki przeciw zakrzepowe Clexane 0,4, posiew moczu czysty - brak urea i mycoplasma, wyniki wymazu szyjki macicy będą dopiero w poniedziałek. Podejrzewają infekcję ale póki nie będzie wyników nie mogą pessaru założyć. Zresztą nie wiadomo czy będzie na czym do poniedziałku 🥺 mam leżeć i wstawać tylko do wc. Jak byłam pod tą pompą 2 doby, to nawet pod prysznic nie chodziłam tylko leżałam, a szyjka i tak się skróciła z 2cm do 11 mm 🥺

Sobota 23.05.

Nic nowego się nie dowiedziałam, weekend w szpitalu, to martwy okres. Jedyne co wiem, to że sprawa z założeniem pessaru lub szwu na tym etapie ciąży nie jest oczywista. Lekarze wolą rozwiązać ciąże jeżeli dziecko ma szanse na przeżycie poza brzuchem matki, niż ryzykować infekcją spowodowaną szwem czy pessarem. Ale jestem mimo wszystko dobrej myśli. Liczę na to, że na posiewie wyjdzie infekcja, dostaniemy antybiotyk i za tydzień będę w domu 💜 w planach mam urodzić 10.08 poprzeć CC 💜


NIEDZIELA
Zaczyna się... Zaczyna się stres i zjazdy nastroju... Wczoraj wieczór przepłakany, dzisiaj pół ranka... Powinno być lepiej, przecież przygotowuję się do drugiego podejścia, zmieniliśmy klinikę, bierzemy suplementy na poprawę jakości jajeczek, plemników i wszystkiego co tylko mozna by było sobie wymyślec... Robimy wszystko co w naszej mocy, by tym razem było lepiej... A jednak czuję niepokój... Tak silny, że aż nie do opisania... Czym ja się tak martwię? Tym, że znowu się nie uda... że lekarz ma byle jakie podejscie do tej naszej stymulacji, jak gdybyśmy byli tylko kolejnym klientem który zostawi kasę, więc co za różnica jaki będzie efekt... że wydamy kupę kasy, a i tak nic z tego nie wyniknie i nie będę zadowolona, wrecz bede załować, że kiedykolwiek pomyślałam o tej klinice... bardzo mi brakuje też takiego wsparcia... wszystkie moje przyjaciółki są w ciąży albo już mają dzieci... a te co mają dzieci to radzą "wyluzować" (!?!?!?!), nikt nie rozumie mojego problemu i mojego bólu... siostra zakochała się, więc żyje w jakimś innym świecie (ciężko ją za to winić, ach te początki <3), powiedziałabym matce co jest na rzeczy... ale wiem, że żadnego wsparcia nie uzyskam... już raz próbowałam, nie widzę, żeby coś w tej kwestii się mogło zmienić, tym bardziej, że robiłam jeszcze potem takie małe podejścia i próbowałam badać teren... ale widzę, że jest ciężki opór :( tak więc... czuję, że zostałam na polu walki chwilowo sama, bo każdy z najbliższych po prostu jest zbyt zajęty swoim życiem, żeby go obarczać jeszcze moimi problemami... i nawet nie ma z kim o tym pogadać w realnym życiu :(

Nie pomaga na pewno fakt, że zaczynam zdawać sobie sprawę, że powoli wyczerpują nam się możliwości diagnostyczne :( brakuje mi planu B, który do tej pory zawsze podtrzymywał mnie na duchu... Jakaś taka bezradność się wkradła w to wszystko... :(

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 24 maja 2020, 18:01

12 dc
Byłam wczoraj zrobić badania. Niestety nie udało mi się zrobić badania krzywej glukozowej i insulinowej, pojechałam do labo przed 8 bo badałam prolaktyne a ona powinna być badana miedzy gdodz. 8-10, ok 3 po przebudzeniu. No i pani w labo powiedziała, że już nie zrobia mi krzywych bo robią tylko 4 pierwszym osobom ❓❓no to zrobiłam tylko glukozę na czczo, prolaktyne, TSH i Wit D3. Czekałam z niecierpliwością na wyniki, bardzo balałam się o prolaktyne i glukoze, TSH przez kilka lat nie przekraczało 1.5. Więc wyniki mnie zaskoczyły bardzo i nie ukrywam troche podłamany.
Glukoza -95 mg/dl, norma do 99 mg/dl, nie wiem o czym to świadczy, raczej szału nie ma, szczególnie że ostatnio przestałam słodzić, nie jem słodyczy, zdarzy się czasami kawałek gorzkiej czekolady, ale od teraz ZERO słodyczy, cukrów.
Prolaktyna- 33, 87 ng/ ml, norma do 26,53 ng/ ml, ostatnie badanie 18.04 więc miesiąc temu było ok 15 ng/ml, pewnie gin każe mi się zgłosić do Endo,
TSH - 2,015 uIU/ml i tutaj szok, biorę leki tak jak zawsze, taka sama dawkę, jedyne co się zmieniło i może to miało wpływ (ale żeby aż taki??), wcześniej brałam letrox 75 i praktycznie dopiero po godzinie w czasami nawet ponad godzinir jadłam śniadanie,więc czas na wchłonięcie byk ok. Teraz po zjedzeniu tabletki na tarczycę po ok pół godzinie biorę selen+E i po 15 min pije pyłek pszczeli i może to miało wpływ.
Wit D3- 49,20 ng/ml więc górna granica optymalnego stężenia, więc teraz Wit. D3 będę brała co drugi dzień, żeby nie przesadzić.
Pewnie moja gin nie będzie zadowolona z wyniku TSH, ale możliwe że jeszcze we wtorek rano przed wizytą pojazdem zrobic jeszcze raz to badanie bo dziwne troche że od lutego tyle się podniosło (było 0,8 ). Może wpywa mają na to suplementy, które biorę, tabletki antykoncepcyjne?? Próbowałam szukać coś na ten temat, ale w większośc suplementów które biorę są wskazane przy chorobie tarczycy. Nie wiem jak jest z koenzymem Q10 bo właśnie koenzym i tabletki anty zaczęłam brać od niedawna.
Ehhh, czy nie mogłoby być raz ok??
Jeszcze dzisiejszy wyjazd w górki z powodu pogody musieliście odwołać. Zostało mi tylko bieganie po lesie, na które zaraz się zabieram.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2020, 18:07

PUNKCJA
Nie bolało, poszło szybko, pobrano 12 komórek 👍 Konsultacja z embriologiem bedzie dopiero w dniu transferu, czyli w sobotę. Jeszcze jakiś czas temu embriolodzy podobno informowali pacjentki "na bieżąco", ale aktualnie są zbyt "rozchwytywani".
Dziewczyny, chce mi się płakać od tych wszystkich cen... Właśnie mam wlew z intralipidu, za który zapłaciłam 900 pln... Przecież ta cena jest z kosmosu 😭😭😭 aż się wszystkiego odechciewa...
Invitro:
Procedura 5400pln (z dofinansowaniem)
Badania infekcyjne 510pln + 310pln
Covid 2x 300pln
AMH 180pln
Leki do IVF 430pln
Kariotypy 780pln
Wizyta kwalifikacyjna 210pln
Wizyta u immunologa 2x 300pln
Badania immunologiczne 1700pln
Intralipid 2x 900 pln
Leki immunologiczne (ecorton, program, acard) ??

Mam nadzieję, że chociaż warto...
Wciąż zastanawiam się czy wykupić w klinice weryfikację (880pln, w tym badania hormonów i 3 wizyty). Co sądzicie? Cena standardowo kosmiczna... 😔

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)